rozwińzwiń

O pszczołach i ludziach

Okładka książki O pszczołach i ludziach autora Lotte Möller, 9788380327443
Okładka książki O pszczołach i ludziach
Lotte Möller Wydawnictwo: Wielka Litera popularnonaukowa
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Bees and Their Keepers
Data wydania:
2022-03-23
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-23
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380327443
Tłumacz:
Natalia Kołaczek
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup O pszczołach i ludziach w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

O pszczołach i ludziach



książek na półce przeczytane 773 napisanych opinii 759

Oceny książki O pszczołach i ludziach

Średnia ocen
7,8 / 10
106 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce O pszczołach i ludziach

avatar
14
14

Na półkach: ,

Wolałabym więcej ciekawostek z życia pszczół, bo te które się pojawiły byly naprawdę dla mnie nowe i ciekawe. Mniej dałabym historii, którą i tak szybko zapomniałam. Na uwagę zasługuje przepiękne wydanie, ilustracje i to uczucie trzymania w dłoniach tak estetycznej książki

Wolałabym więcej ciekawostek z życia pszczół, bo te które się pojawiły byly naprawdę dla mnie nowe i ciekawe. Mniej dałabym historii, którą i tak szybko zapomniałam. Na uwagę zasługuje przepiękne wydanie, ilustracje i to uczucie trzymania w dłoniach tak estetycznej książki

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1307
931

Na półkach: , , ,

Sięgając po "O pszczołach i ludziach" spodziewałam się chyba książki nieco bardziej popularnonaukowej, tymczasem Möller zaserwowała tu literaturę, którą ciężko konkretnie zaklasyfikować... Dlatego nie zamierzam tego robić ;). Ta książka to po prostu zbiór historii i ciekawostek dotyczących pszczelarstwa. Autorka podzieliła "O pszczołach i ludziach" na dwie części: pierwsza skupia się na historii pszczelarstwa i składa się z dwunastu odpowiadających miesiącom rozdziałów, druga zaś dotyczy współczesnego pszczelarstwa. Część pierwsza zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, mnóstwo tu historycznych ciekawostek, fajnych opowieści, a wszystko to wzbogacone licznymi grafikami - naprawdę dobrze mi się to czytało i wiele kwestii mnie zaskoczyło. Druga część mnie nieco wymęczyła, bo miałam wrażenie, że Möller skupia się już nie na samym pszczelarstwie, a na różnym podejściu ludzi do kwestii związanych z tematem, czasem nawet na zatargach między nimi. Nie potrafiło mnie to wciągnąć tak jak poprzednie ciekawostki, do tego zabrakło mi w tej książce więcej samych pszczół. W "O pszczołach i ludziach" istnieją one tylko w relacji z człowiekiem, a myślę, że można by tu spokojnie dodać parę rozdziałów, w których ludzie by się nie musieli pojawiać w ogóle. Nie obraziłabym się też, gdyby i samej autorki było tu mniej, jej wyprawa z koleżanką do Wielkiej Brytanii była takim największym wtrąceniem, którego nie potrzebowałam zupełnie, a drobnych fragmentów znalazłoby się jeszcze więcej ;). Jednak była to całkiem fajna lektura, inna, niż się tego spodziewałam, ale przyjemna, czytało się szybko, a sporo ciekawostek zostanie ze mną - mam nadzieję - na dłużej.

Sięgając po "O pszczołach i ludziach" spodziewałam się chyba książki nieco bardziej popularnonaukowej, tymczasem Möller zaserwowała tu literaturę, którą ciężko konkretnie zaklasyfikować... Dlatego nie zamierzam tego robić ;). Ta książka to po prostu zbiór historii i ciekawostek dotyczących pszczelarstwa. Autorka podzieliła "O pszczołach i ludziach" na dwie części: pierwsza...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
93
91

Na półkach: ,

Tak naprawdę książka stanowi zbiór esejów na kilka tematów, dodatkowo okraszonych dygresjami. Koncentruje się oczywiście na pszczołach i pszczelarstwie. Autorka nie ma w tych tematach ogromnego doświadczenia - przez kilka lat posiadała dwa ule. Na szczęście nie stawia się w roli ekspertki - z fascynacją i ciekawością wczytuje się w literaturę dot. pszczół, rozmawia z pszczelarzami, pokazuje różne punkty widzenia.
Osobiście książka mocno zachęciła mnie do poeksperymentowania z pszczelarstwem biodynamicznym i wgryzienia się w temat pasiek alternatywnych, nie nastawionych na produkcję miodu, odrzucających wymianę matek, podkarmianie cukrem a nawet podkładanie węzy.
Mocną zaletą książki jest przepiękne wydanie. Grafiki, kolory i tekstura dostarczają wspaniałych wrażeń wizualnych i haptycznych.
Osoba nie siedząca w temacie pszczół sporo się dowie, a pszczelarz natknie się na ciekawe koncepcje i inne spojrzenia na pszczelarstwo. Polecam!

Tak naprawdę książka stanowi zbiór esejów na kilka tematów, dodatkowo okraszonych dygresjami. Koncentruje się oczywiście na pszczołach i pszczelarstwie. Autorka nie ma w tych tematach ogromnego doświadczenia - przez kilka lat posiadała dwa ule. Na szczęście nie stawia się w roli ekspertki - z fascynacją i ciekawością wczytuje się w literaturę dot. pszczół, rozmawia z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

382 użytkowników ma tytuł O pszczołach i ludziach na półkach głównych
  • 244
  • 132
  • 6
44 użytkowników ma tytuł O pszczołach i ludziach na półkach dodatkowych
  • 24
  • 7
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki O pszczołach i ludziach

Inne książki autora

Lotte Möller
Lotte Möller
Szwedzka pisarka, historyczka ogrodnictwa, która od lat pasjonuje się pszczelarstwem – opisała niezwykły wpływ pszczół na kulturę, religię, filozofię. O pszczołach i ludziach – pełen humoru, anegdot i ciekawostek historycznych tekst, który ilustruje ponad sto grafik i zdjęć, to już dziesiąta pozycja w dorobku autorki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kot w Tokio Nick Bradley
Kot w Tokio
Nick Bradley
Obraz tętniącego życiem, korporacyjną wrzawą, w wiecznym niedoczasie i nieustannym biegu miasta Tokio. I ludzie tu żyjący "(...) uświadomiła sobie miliony milionów istnień wokół siebie. Wszystkie koleje losu, wszystkie dramaty. Wszystkie rodziny uwięzione we własnych kręgach (...) Miasto nigdy się nie zatrzymywało, beztrosko pędziło naprzód". W codziennym pędzie poznajemy tatuażystę, taksówkarza, pisarza, bezdomnego i zielonooką dziewczynę. Historię tych i wielu innych osób łączą się i rozdzielają przez dyskretne powiązania i nieoczekiwane zdarzenia. Pozostawiony maszynopis, wspólny obiad, wypadek, przygotowania do Olimpiady stają się przyczyną do zmian losu. Raz subtelnych, raz drastycznych. Ludzie stają się jak chińskie znaki "znaki zmieniają znaczenie, gdy umieszczane są obok innych, więc to ważne by skoncentrować się na powiązaniach pomiędzy nimi. Żaden znak tak naprawdę nie istnieje sam, bez relacji z innymi, a w dodatku zawsze mamy jakąś historię zarówno dla najbardziej skomplikowanych, jak i najprostszych znaków". Autor połączył więc bohaterów by stworzyć ciekawy obraz ich osobowości w mieście gdzie należy dostosowywać się do wyznaczonych schematów i obyczajów. Czy przestrzeganie zasad i kulturowych reguł jest utratą wolności? A kot? Bo kot jest obecny, ale nie zawsze widoczny. Gdy pojawia się wędrując ulicami Tokio zawsze coś musi się wydarzyć. "Kot siedział nieruchomo i patrzył wprost na mnie. Było coś takiego w jego świecących oczach. Coś chaotycznego. W jego tęczówkach odbijało się całe miasto. Wydawało się, że kot widzi nas poruszających się gdzieś w środku i jako że obraz miasta odbijał się od jego gałek ocznych , kot odrzucał tym samym ideę ludzkiej postaci lub nadzoru. Kot nie miał żadnego pana i tego mu zazdrościłem". Książka dla tych którzy cenią poplątane historie ludzkie i japońską kulturę. Czyta się ją lekko i z uwagą by nie przegapić tych elementów które łączą losy postaci. Historia przekazywana jest w formie opowieści gdzie częściowo jedna wynika z drugiej. Czasem mamy historię jako opowiadanie, jedna z części przedstawia jest jako komiks, a i mamy przekaz nałogowego komputerowca relacjonującego wszystko na forach internetowych.
Ewa - awatar Ewa
oceniła na66 miesięcy temu
Starzy ludzie nie istnieją Małgorzata Węglarz
Starzy ludzie nie istnieją
Małgorzata Węglarz
"(...) Odkładam pieniądze, chcę odmalować mieszkanie. Lubię słuchać radia, ale cenię też ciszę. Mogę godzinami siedzieć i patrzeć w okno. Jest spokój. Słowo "kurwa" nie odbija się już od wszystkich ścian. Rzadko oglądam telewizję. Jak słyszę o tych, co walczą o prawo do życia, to aż mnie skręca! Gdzie oni są, kiedy trzeba pomóc starszym! Ich rodzinom, opiekunom. No gdzie? Tak jak wszyscy zapominają o starszych, bo liczy się życie w brzuchu, a nie na materacu przeciwodleżynowym. Dziecko w brzuchu nie ma wspomnień, nie czuje bólu, jest jeszcze niczym konkretnym. A dorosły? Ma rodzinę, pracę, swoje zainteresowania i mu się to odbiera. Jemu i jego rodzinie. Często zastanawiam się, czy mama pamiętała, jak wyglądało jej życie przed wypadkiem. Mam nadzieję, że nie, bo pewnie cierpiałaby o wiele bardziej. Szukałam również pomocy w kościele. Jedyne, co dla mnie zrobiono, to obiecywano się modlić. Za »>szczęść Boże<< nie da się wykupić leków, które tylko drożeją, ani jedzenia. Jedynie pan kościelny kiedyś przywiózł świeżą pościel i poszewki, dał mi czekoladę i powiedział, że jestem dzielna. To było najwięcej ludzkiej życzliwości, jakie otrzymałam przez te 29 lat". Wedkug mnie to najpiękniejszy i jednocześnie najbardziej bolesny i przejmujący cytat z niniejszej książki. Autorka rozmawia z wieloma ludźmi, reprezentujacymi różne branże związane właśnie "ze staroscią" i wszystkim tym , co możemy nazwać "naokoło starości". Jak w każdej swojej ksiażce autorka porusza opisywane zagadnienie bardzo szeroko, co pozwala na poznanie tematu w skomasowany sposób i bardzo obszerny.
Pomidorka - awatar Pomidorka
oceniła na71 miesiąc temu
Ocalała z chińskiego gułagu Rozenn Morgat
Ocalała z chińskiego gułagu
Rozenn Morgat Gulbahar Haitiwaji
(2021) [Rescapée du goulag chinois: Premier témoignage d’une survivante ouïghoure] Opowieść Gulbahar Haitiwaji (1966),więźniarki numer 9, spisana i zredagowana przez francuską dziennikarkę Rozenn Morgat. W 2006 niezaangażowana politycznie Haitiwaji wyemigrowała do Francji, dziesięć lat później przyleciała do ChRL, aby podpisać dokumenty zatwierdzające przejście na wcześniejszą emeryturę. Zgodnie z obawami, w zakładzie pracy zatrzymuje ją policja. Po odebraniu paszportu i serii przesłuchań, na początku 2017, trafia do aresztu, a stamtąd do obozu reedukacji, gdzie spędzi ponad dwa lata. Motywem zatrzymania jest zdjęcie córki, która brała udział w paryskim proteście ujgurskich emigrantów. Haitiwaji oskarżono o wspieranie muzułmańskiego separatyzmu, zdradę ojczyzny i terroryzm. „Cechą rodzimą [systemu penitencjarnego w ChRL] było to, że w rozgałęzionym systemie więziennictwa istniała niezależna kategoria, zwana laojiao, »ośrodkami reedukacji przez pracę«, które w odróżnieniu od laogai [ośrodków naprawy poprzez pracę] nie podlegały przepisom dotyczącym postępowań sądowych w Chinach. […] każdy, kto został uznany za nieprawomyślnego, mógł zostać wysłany do laojiao na okres do czterech lat, bez wyroku sądu” (str. 124). „W tych obozach [utworzonych na obszarze Sinkiangu] jest lub było więzionych około miliona osób” (str. 122). „W październiku 2018 roku [Chiny] przyznają, że ośrodki przemiany poprzez edukację istnieją, ale odrzucają wszystkie oskarżenia o to, że w tych obozach dochodzi do poważnych naruszeń praw człowieka” (str. 129). Po prawie trzech latach rozłąki, złożeniu samokrytyki i instrumentalnym potraktowania przez chiński wywiad, mimo siedmioletniego wyroku, w trakcie finalnej rozprawy zostaje uniewinniona, a ChRL wydaje jej paszport i umożliwia wylot do Francji. Choć nazwisko Haitiwaji jest na pierwszej pozycji, jest to książka Rozenn Morgat. Powstała w oparciu o rozmowy prowadzone za pośrednictwem córki uwolnionej kobiety, Gulhumar. Zastosowane zabiegi literackie – sposób prowadzenia narracji, poetyckie opisy i metafory – nie mają charakteru tekstu mówionego. Wyjąwszy krótki rozdział domykający książkę, całość poprowadzono w narracji pierwszoosobowej, imitującej monolog. Książka oddaje ogół doświadczeń pięćdziesięcioletniej Ujgurki, jej stany emocjonalne, obawy i dyskomfort zamknięcia; opowiada o traktowaniu osadzonych, marnym żywieniu, problemach z higieną i typowych aktywnościach, wymuszanych w ramach sesji edukacji patriotycznej – jednak brakuje tu streszczeń kilku przykładowych dni, opisów codziennych rutyn, tak, aby czytelnik uzmysłowił sobie porządek każdej doby. Użycie słów „ocalała” i „gułag” brzmi bardzo dramatycznie, ale nie oddaje stanu rzeczywistego. Faktycznie, ChRL utworzyła sieć obozów pracy i „edukacji patriotycznej”*, i obiekt do którego trafiła Gulbahar Haitiwaji do niej należy, jednak jest to placówka reedukacyjna, gdzie odbywa się lżejsza forma psychologicznego nacisku, a nie łagier (!). Jak sama pisze (str. 91) – pomijając dbanie o czystość w przestrzeni wspólnej, jedynym obowiązkiem skazanych była przyswajanie dyscyplinujących treści (tzw. „nauka”) i aktywności artystyczne. Nie umniejsza to traumy doświadczeń dojrzałej Ujgurki, jednak nie jest to opowieść sugerowana przez tytuł (francuski czy polski): Rescapée du goulag chinois: Premier témoignage d’une survivante ouïghoure (Uratowana z chińskiego gułagu. Pierwsze świadectwo ocalałej Ujgurki). Patrząc na okładkę, od razu staje nam przed oczami obóz pracy przymusowej, gdzie reedukacja jest tylko jedną z niedogodności. W tym przypadku, element pracy sprowadzony jest do absolutnego minimum, i nie ma charakteru wyniszczającego fizycznie, co było wpisane w życie codzienne przeciętnego zeka. Przedmowa francuskiej dziennikarki i pierwszy rozdział, w którym tandem Haitiwaji-Morgat wyjaśnia kim są Ujgurzy i jaka jest ich sytuacja – nie budzą dobrych emocji. Jest to ujęte tak, jakby było kierowane do dzieci, zupełnie niezorientowanych co do omawianego tematu (nieco infantylnie). Co gorsza, zawiera masę informacji błędnych, np. kiedy utworzono Sinciang (wcale nie za komunistów) czy nt. pochodzenia Ujgurów i korzeni ich języka (!). Mimo niezbyt dobrego początku, kulejącego w formie i treści, całość tłumaczenia Beaty Łaskawskiej sprawie dobre wrażenie. Jeśli przymkniemy oko na drobne błędy warsztatowe, tekst spełnia swoją rolę. W sytuacji, gdy ktoś nie ma pojęcia, że na zachodzie ChRL mieszka ludność turkijska, bliska tej z sąsiednich republik powstałych na gruzach ZSRR, doświadczająca dyskryminacji ze strony Chińczyków, sukcesywnie kolonizujących ich pustynną ojczyznę, książka stwarza dobrą okazję do liźnięcia tematu. (Z uwagi na eksploracje stanów emocjonalnych, wątki rodzinne – spodoba się szczególnie kobietom niezainteresowanym problemami współczesnych Chin, szukającym w literaturze treści sensacyjnych i rozrywkowych**). Naciągane 7/10. __________________________ * „W jeszcze gorszej niż Tybetańczycy sytuacji są Ujgurzy; w chwili pisania tej książki [tj. w końcówce lat 10. naszego stulecia] nawet milion Ujgurów jest przetrzymywanych wbrew swojej woli w obozach »edukacji patriotycznej«, gdzie wykonują prace fizyczne za minimalne wynagrodzenie lub za darmo i są poddawani komunistycznej indoktrynacji. Ich dzieci często są umieszczane w szkołach z internatem, by nauczyły się chińskiego. Rząd chiński twierdzi, że szkoły zapewniają szkolenie zawodowe, a ich celem jest zapobieganie fundamentalizmowi islamskiemu. Obozy internowania stworzył Chen Quanguo [ur. 1955], twardogłowy zwolennik asymilacji, który przez pięć lat był sekretarzem KPCh w Tybetańskim Regionie Autonomicznym, zanim w 2016 roku objął to samo stanowisko w Sinkiangu” (Barbara Demick, Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin, Wołowiec 2021, str. 316). ** Nie chodzi o ogół kobiet, ale tę grupę, która sięga zazwyczaj po prozę obyczajową, romanse i sensacje, a robi to dla czystej rozrywki i zabicia czasu, złakniona zastrzyku silnych emocji. Można odnieść wrażenie, że Morgat starała się wpasować w te gusta, co z punktu widzenia osoby która chce być czytana, której zależy na zysku – wydaje się rozsądne. Książka pisana z myślą o odbiorcy francuskim, sławiąca Francję jako kraj wolności. Wprawdzie w granicach rozsądku, w ramach zrozumiałej wdzięczności okazywanej w podzięce za azyl i szanse na normalne życie, ale każdy kto nie jest Francuzem, kto nie mieszka między Renem a Pirenejami, a przeczyta w miarę wierne tłumaczenie, będzie czuł się troszkę wykluczony. ‭• Losy zaradnego Ujgura „Polata” (pseudonim) możemy prześledzić w Kamieniach wróżebnych Petera Hesslera (2006),a informacje wstępne o kolonizacji Ujgurystanu polski czytelnik znajdzie w dwóch rozdziałach Zakazanych wrót Tiziano Terzaniego (1984),nieco świeższe spojrzenie oferuje doktor Michał Lubina w Chińskim obwarzanku (2023),niedawno ukazała się również Doskonałe państwo policyjne (2022) Geoffreya Caina, traktujące stricte o Ujgurii, a w 2018 trafiła do księgarń książka Kaia Strittmattera Chiny 5.0, opowiadająca o budowie nowoczesnego systemu inwigilacji w ChRL. Poza tym, warto zapoznać się z treścią kilku artykułów na Wikipedii. Po tym co przeczytamy w książce, można do dojść do wniosku, że autorka nie zrobiła nawet tego – nie mówiąc już o skorzystaniu z dowolnej encyklopedii czy leksykonu (blamaż). (Pobyt w chińskim więzieniu opisuje Liao Yiwu w książce Za jeden wiersz z 2011). • Wymuszona deklaracja procesowa – „[…] zawsze będę kochała Chiny” – brzmi podobnie jak podtytuł książki Piotra Bernardyna z 2022 (Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny). Opresyjna miłość pragmatycznej Partii, egzekwująca uczucia gwałtem i represjami, konsekwentnie umacnia przestarzały reżim. Tej wiosny, chiński parlament przyjął ustawę o jedności etnicznej, de facto przymusowej asymilacji, sprowadzającą języki mniejszości do języka domowego, zatwierdzającą wcześniejszy aparat represji: „Nowe regulacje nakładają rygorystyczny obowiązek nauczania standardowego języka mandaryńskiego (putonghua) już od etapu przedszkolnego i promują go jako jedyny język wykładowy w całym systemie edukacji. Putonghua ma mieć prym m.in. w komunikacji urzędowej. Ustawa wprowadza także politykę »przekształcania przestarzałych zwyczajów i tradycji« oraz tworzenia »wzajemnie przenikających się środowisk społecznych«, zachęcając do »mieszania się« populacji. Ma to na celu – jak zwracają uwagę krytycy – rozbicie jednolitych etnicznie skupisk poprzez masowe osiedlanie Chińczyków Han, którzy stanowią 91 proc. populacji, w regionach zamieszkanych przez mniejszości i wymuszenie ich asymilacji. Ustawa kryminalizuje m.in. udział w »działalności separatystycznej lub (o charakterze) ekstremizmu religijnego« i zakazuje rodzicom »zaszczepiania nieletnim idei szkodliwych dla jedności etnicznej«. Za działania uznane za »podważanie jedności etnicznej« grozić ma do 10 lat więzienia. Eksperci zwracają uwagę, że definicje tych »przestępstw« są na tyle szerokie, że mogą objąć każdą krytykę polityki rządu. Co więcej, prawo ma charakter eksterytorialny – ChRL rości sobie prawo do ścigania osób i organizacji naruszających te przepisy także poza granicami kraju”*. To, o czym czytamy we wspomnieniach Haitiwaji, wchodzi na wyższy poziom i brzmi wyjątkowo złowieszczo, wręcz orwellowsko. Choć partyjne rozporządzenie z 2026 nie jest niczym nowym, zaskakuje brawurą i ostentacyjnością. __________________________ * Krzysztof Pawliszak, Chiny: Parlament przyjął ustawę o jedności etnicznej; krytycy: to narzędzie przymusowej asymilacji, artykuł z 12 marca 2026 opublikowany w serwisie WNP (https://www.wnp.pl/wiadomosci/chiny-parlament-przyjal-ustawe-o-jednosci-etnicznej-krytycy-to-narzedzie-przymusowej-asymilacji,1041514.html). • „Czy wierzy pani, że Zachód może zrobić cokolwiek, by wpłynąć na to, jak Chiny traktują Ujgurów?” – pyta w 2022 Gulbahar Haitiwaji Anna Mikulska*. „Uważam, że nie tylko może, ale musi coś zrobić. Po pierwsze – świat powinien wiedzieć, do czego dochodzi w Sinkiangu. Pisanie i mówienie na ten temat wywiera nacisk na Chiny. Po drugie – kraje Zachodu powinny ułatwić Ujgurom proces ubiegania się o azyl. Z powodu tych procedur dziś wielu Ujgurów na emigracji jest zmuszonych wrócić do kraju. Wreszcie – wszyscy powinniśmy bojkotować produkty, które są wytwarzane niewolniczą pracą Ujgurów. Państwa zaś powinny ograniczyć handel z Chinami. Każda złotówka, którą Chiny zyskują na handlu z Zachodem, finansuje naszą dalszą niewolę”**. Obecnie, w Sinciangu dorastają kolejne generacje Chińczyków Han, którzy czują się już tutejsi, korzystają z chińskiej infrastruktury i radzą sobie bez styczności z językiem ujgurskim, postrzegając muzułmanów jak problematyczną ludność tubylczą, jak Indian. Katastrofa już się wydarzyła, a lokalnie terroryści mają cele pod samym nosem. Jeśli zaś chodzi o emigrację, znacznie łatwiej przekroczyć góry Tien-szan, i szukać wolności w bliskich kulturowo, etnicznie i językowo krajach postradzieckich: Kazachstanie, Kirgistanie, Uzbekistanie czy Turkmenistanie. Nie są one tak atrakcyjne gospodarczo jak kraje Zachodu, i nie stanowią wzorcowych demokracji, tworzą jednak realną, bliską alternatywę. Różnią się pod kątem stabilności, poszanowania prawa i jakości życia – Kazachstan jest wprawdzie autorytarny, ale nie grozi mu przeludnienie, a z perspektywy Ujgurów stanowi atrakcyjna opcję. (Wedle danych z 2021, Ujgurzy stanowią 1,5% ludności Kazachstanu). __________________________ * Anna Mikulska, Gulbahar przeżyła chiński gułag. Opowiada, jak Ujgurzy są w Chinach więzieni, torturowani i sterylizowani, wywiad opublikowany 8 maja 2022 w serwisie OKO.press (https://oko.press/gulbahar-przezyla-chinski-gulag-opowiada-jak-ujgurzy-sa-w-chinach-wiezieni-torturowani-i-sterylizowani). ** Ibid. • Wbrew temu co miejscami sugeruje książka Rozenn, ChRL nie tyle chce się pozbyć Ujgurów, co doprowadzić do ich asymilacji. W wariancie idealnym byłaby to asymilacja pełna, taka jak w przypadku Mandżurów*, co nie jest łatwe z uwagi na odrębność rasową i silną islamizację, która swego czasu miała charakter formatujący. (Na fladze niepodległego Turkiestanu Wschodniego, niezależnej Ujgurii, jest muzułmański półksiężyc; islam odpowiada za porządek społeczny – wyparł lub przetworzył starszą obyczajowość, stanowi główny punkt odwołania i niesie ze sobą określoną estetykę). Dlatego Chińczycy stawiają na wchłonięcie lub model podwójnej tożsamości, chińskiej kulturowo i etnicznie ujgurskiej. Za pomocą mniej lub bardziej przemyślanej inżynierii społecznej i konsekwentnego dokręcania śruby. Wymuszając komunikację w mandaryńskim – marginalizują ujgurski. Marginalizując ujgurski – separują od korzeni. Odcinając od dziedzictwa, otwierają na to co chińskie... Można by pomyśleć, że gdyby ChRL zależało na pełnej, trwałej sinizacji, wymazaniu turkijskiego charakteru – nie dołączałaby do nazwy prowincji określenia etnicznego, albo już dawno się z nim pożegnała (pełna nazwa to Region Autonomiczny Sinciang-Ujgur, ujg. Shinjang Uyghur Aptonom Rayoni, chiń. Xīnjiāng Wéiwú'ěr Zìzhìqū). Z drugiej strony, nazwę można zawsze zmienić, podobnie jak typ prowincji czy podział administracyjny, powołując w razie potrzeby mniejsze twory, autonomiczne prefektury i powiaty, coś w rodzaju tymczasowych rezerwatów. Polityka KPCh ewoluuje, a po jej ostatnich wytycznych (2026) można dojść do wniosku, że po budowie nowych Chin, przyszedł czas na stworzenie nowego Chińczyka. Wcześniej odbywało się to na poziomie ideologicznym, teraz chodzi o realną wspólnotę krwi. Ujednolicenie językowe, które dokonało się na rzecz mandaryńskiego kosztem języków lokalnych – języków, nie dialektów – jest już faktem. Część Chińczyków zachowuje dwujęzyczność, i tak będzie jeszcze długo. Część utraci własny język na rzecz mandaryńskiego. Dzieci tych drugich nie będą już znały żadnego innego. A Partia będzie zadowolona. Wpływ nauk proroka Mahometa oraz obojętność świata owocują licznymi aktami terroru. W sąsiednim Tybecie dochodzi do samospaleń, a Ujgurzy nie dają o sobie zapomnieć poprzez krwawe zamachy: bombowe i z użyciem noży**. Pekin odpowiada represjami, wzmożoną kontrolą i prześladowaniami religijnymi. Uzależnienie od chińskiej gospodarki i edukacji, a także fakt, że Ujgurzy stają się powoli mniejszością we własnym kraju***, nie wróży dobrze rdzennej ludności wschodniego Turkiestanu. Ale to tylko jeden ze scenariuszy. Linia Partii ma to do siebie, że może się zmienić. Szaleństwa Mao ustały wraz z jego śmiercią. Być może podobnie będzie z zamordyzmem przewodniczącego Xi. _________________________ * „Mandżurowie całkowicie ulegli kulturowej i etnicznej asymilacji. Rządząca elita przejęła od Chińczyków wzorce zachowań, filozofię i obyczaje, a z czasem również język. Kontynuowała i utrwalała tradycje chińskiej sztuki w zakresie ceramiki (porcelana),rzeźby w nefrycie, malarstwa i literatury. Jedynym elementem kulturowym, jaki Mandżurowie narzucili Chińczykom, było splatanie włosów w warkocz – symbol lojalności wobec ich dynastii. Podobny proces nastąpił też w Mandżurii, wyludnionej wskutek emigracji Mandżurów do podbitych Chin. Osadnictwo chińskie na tych terenach (za tzw. Wierzbową Palisadą) było początkowo zakazane, lecz narastająca groźba aneksji przez Rosję sprawiła, że w 1865 r. zakaz ten uchylono. Do pierwszych regionów kolonizacji należały okolice miasta Hulan w pobliżu Harbinu. W 1900 roku liczba osadników chińskich w Mandżurii znacznie przewyższała liczbę samych Mandżurów. Szczytowy okres osadnictwa chińskiego przypadł na lata 20. XX wieku. Było ono kontynuowane po przejęciu władzy w Chinach przez komunistów. […] W 2000 roku liczba Mandżurów na terenie Chin wyniosła około 10,6 miliona. Większość z nich mieszka w Mandżurii (prowincja Heilongjiang),stanowiąc zaledwie 4% ogółu jej populacji, a około 500 tysięcy żyje w aglomeracji Pekinu, w prowincji Hebei i autonomicznym regionie Mongolia Wewnętrzna. Na przełomie lat 80. i 90. niecałe 200 osób posługiwało się jeszcze językiem mandżurskim. Również nazewnictwo mandżurskie wypierane jest przez chińskie odpowiedniki. Odłamem Mandżurów jest grupa etniczna Xibe, zamieszkująca okręg autonomiczny ze stolicą w mieście Qapqal na terenie Dżungarii (Sinciang) w zachodnich Chinach. Spośród 173 tysięcy tamtejszych Mandżurów własnym językiem posługiwało się na co dzień 23 tys., a na równi z chińskim używało go 96 tys.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Mand%C5%Bcurowie). ** Islam jako problem jest w książce bagatelizowany (a przecież utrwala, i jednocześnie uzasadnia, niezdrowe normy społeczne). *** Wedle danych z roku 2000, na osiem milionów Ujgurów przypadało osiem milionów Chińczyków: Stanley Toops, Demographics and Development in Xinjiang after 1949. East-West Center, 2004 (https://web.archive.org/web/20070716193518/http://www.eastwestcenter.org/fileadmin/stored/pdfs/EWCWwp001.pdf). • UWAGI MERYTORYCZNE DO WYDANIA PIERWSZEGO Z 2022 W TŁUMACZENIU BEATY ŁASKAWSKIEJ: UWAGA: książkę otwiera pewna ilość bzdur, serwowanych przez tłumaczkę i wydawcę bez żadnych przypisów (!),nie są to drobne pomyłki, ale przykład monstrualnego nieuctwa i potwornej ignorancji – książka powinna trafić na przemiał, albo otrzymać jakąś erratę, bo w takiej formie zamiast edukować w zakresie kwestii podstawowych wprowadza w błąd. Ciężko powiedzieć co gorsze: głupota autorki, znikoma wiedza tłumaczki, której najwyraźniej ani razu nie zaświtało, że powiela bzdury, czy też bezmyślność redakcji i wydawcy, którzy również nic z tym nie zrobili. Str. 12 – „Ponieważ Ujgurzy są sunnitami, korzeni ich kultury należy raczej szukać w Turcji niż w Chinach” – co ma piernik do wiatraka? To brzmi tak, jakby część Turków po islamizacji wywędrowała z Azji Mniejszej do Azji Środkowej i rozpoczęła działalność religijną. Autorka nie rozumie, że na terenie Eurazji mamy szereg nacji należących do rodziny turkijskiej, i najwyraźniej nie wie, że to Arabowie zaszczepili islam w Azji Środkowej (w VII i VIII stuleciu). Islamizacja Ujgurów* zachodziła od X do XVI wieku, w czym miał swój udział Timur Chromy (Tamerlan). Poza tym, jak wiadomo – mityczną praojczyzną Turków jest Turan, rozległy obszar między Morzem Kaspijskim a Ałtajem, na północ od Persji. Str. 12 – „Sinciang przez separatystów ujgurskich jest również nazywany Turkiestanem Wschodnim” albo Ujguristanem/Ujgurystanem (Ujgurią)… Str. 19 – „[…] po objęciu władzy przez komunistów w 1949 roku, który nadali mu nazwę »Sinciang« […]” – Sinciang/Sinkiang (Xinjiang) powstała w 1759 roku, po ostatecznym zwycięstwie chińskiej dynastii Qing nad Chanatem Dżungarskim (https://en.wikipedia.org/wiki/Dzungar_Khanate). Na długo przed narodzinami Marksa i Engelsa, i wymyśleniem komunizmu. Str. 20 – język ujgurski określony jest jako „dialekt wywodzący się z tureckiego” – turecki, którym rozmawia się w Turcji, należy do oguzyjskiej gałęzi języków turkijskich, innej niż ujgurski. To języki z tej samej rodziny, ale ujgurski nie wytworzył się na bazie tureckiego. Str. 22 – „[…] posługujący się dialektem wywodzącym się z kazachskiego, a nie tureckiego, jak tradycyjny język Ujgurski” – kazachski przynależy do kipczackiej grupy języków tureckich, ujgurski do karłucko-ujgurskiej… oba to języki turkijskie. To jest napisane tak, jakby Turcy z Anatolii dali początek językowi Ujgurów… Str. 105 – nie ma „prezydenta Chin”, jest tylko przewodniczący ChRL. Str. 107-108, 132, 148, 183 – domniemana sterylizacja poprzez „szczepionkę” – zaserwowana jako trwały odpowiednik zabiegu medycznego. Można wpłynąć na gospodarkę hormonalną poprzez farmakologię i zatrzymać naturalny cykl, ale nie będzie to zmiana trwała. Szczepienie przy takim nagromadzeniu osadzonych wydaje się racjonalne. Serwowane zastrzyki nie są trucizną (jak dowiadujemy się od autorek),a zaniki pamięci i poczucie „odurzenia” to po prostu skutki uboczne zintensyfikowane przez stres, złe odżywianie, krótki i płytki sen. Być może nie mają żadnego związku z zastrzykami, i są po prostu reakcją na warunki bytowe. _________________________ *„Pierwsze wzmianki o Ujgurach pojawiają się w odniesieniu do plemion Tiele w czasie Północnego Wei (386–584),do których mieliby pierwotnie należeć. Byli opisywani jako ludzie nie posiadający stałych mieszkań, prowadzący koczowniczy tryb życia. Między V a VI wiekiem lud ujgurski zaczął przemieszczać się z wcześniej zajmowanego terenu, na północny zachód od rzeki Orchon w górnej Mongolii, na wschód, w pobliże rzeki Tula. Mniejsza grupa wyemigrowała w okolice gór Tienszan. W połowie VI wieku znowu się przenieśli, tym razem w pobliże rzeki Selenga. W VII i VIII wieku stali się potężną nacją. Współpracowali z dynastią Tang w celu pokonania Tujue – grupy, z którą Ujgurzy walczyli już wcześniej. Gdy ustanowili swój własny chanat, ich sposób życia zmienił się z koczowniczego na osiadły. W roku 840 ujgurski chanat upadł a Ujgurzy przemieścili się na południe oraz zachód. Większość osiedliła się w pobliżu gór Tienszan. Następnie podzielili się na trzy grupy: pierwsza przeniosła się na Wyżynę Pamirską, zakładając królestwo, którego panowanie trwało od IX do XIII wieku; druga ulokowała się w Korytarzu Gansu (później podbita przez Zachodnie Xia w pierwszej połowie XI wieku); trzecia natomiast wyemigrowała do dzisiejszej prefektury Turfanu, tworząc królestwo podbite przez mongolską dynastię Yuan w XIII wieku” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ujgurzy). + UWAGI WARSZTATOWE (BŁĘDY W TŁUMACZENIU?): Str. 33 – przejście na wcześniejszą emeryturę to nie jest „drobna sprawa” – jeśli nie wkradł tu się jakiś błąd w tłumaczeniu, to jest to wypowiedź zasługująca co najmniej na przypis. Czy emerytura była tak niska, że nie warta zachodu? Czy Haitiwaji lekceważyła ją, bo nie zamierzała wracać do ChRL? A może pierwotnie szło o to, że sam akt złożenia podpisu to pierdoła nie warta lotu? Str. 41 – „Nie, nie chcę tam jechać. Kerim ma jednak rację, nie ma się czym martwić, ta podróż to kwestia kilku tygodni” – nie do końca wiadomo w czym rzecz, na podstawie tekstu możemy się jednak domyślać, że GH nie chce tam jechać z uwagi na złe przeczucia (spodziewane komplikacje z bezpieką); jak się okazuje, Kerim nie miał racji, w tekście powinien być tryb przypuszczający (najprawdopodobniej, zdaje się…); końcówka odnosi się do szacowanej długości pobytu? Jeśli tak, to czemu kupuje bilet powrotny na konkretny lot? Str. 46 – „[…] mój brak zainteresowania nią jeszcze wzrósł” – raczej „pogłębił się”, brzmi to trochę jak „uległ poprawie” (nie mówimy o statystykach społecznych, o słupkach). Str. 52 – „[…] odpowiedział mężczyzna, który spędzał emeryturę z dala od Karamayu” – chodzi o znajomego agenta, ale nie wynika to z kontekstu. Ta uwaga powinna być wprowadzona wcześniej, jednocześnie ze wspomnieniem tej postaci. Str. 65 – „Lubię patrzeć na kobiety, ale sama nigdy nie lubiłam tańczyć” – zabrakło tu doprecyzowania, wskazania że chodzi o kobiety tańczące (ogólnie),lub aresztantki akurat w tej konkretnej sytuacji (Lubię patrzeć na TE kobiety…). Str. 89 – związek frazeologiczny „jak jedna żona” nie istnieje w języku polskim, jest to przeróbka frazy „jak jeden mąż”, w dodatku nieudolna, bo ta jest całkowicie nienacechowana płciowo (neutralna),i nie odnosi się do małżonka, ale człowieka (jednostki),co ma rodowód w dawnej polszczyźnie. Str. 112 – w przypisie 24 jest to samo co w tekście na str. 30. (Przypis zbędny); str. 126 – „Sinciang to sejf bez szyfru pozwalającego go otworzyć” (Sinciang to zamknięty sejf bez szyfru; albo prościej: Sinciang to sejf bez szyfru); str. 139 – przypis 36 dubluje informacje z przypisu 19 (str. 95); str. 147 – powtórzenie informacji o milionie osadzonych Ujgurów; str. 209 – mieszkanie pilnowane (mieszkanie pod nadzorem); str. 220 – odpoczywa-odpoczynek (zamiast „organizujemy odpoczynek” lepiej zamienić na „organizujemy rekonwalescencję”; str. 225 – grasz uległość (tu: odgrywasz uległość?).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na75 dni temu
Johnny poszedł na wojnę Dalton Trumbo
Johnny poszedł na wojnę
Dalton Trumbo
To napisana w 1938 roku (wszyscy to wiedzą) książka o mocnej wymowie antywojennej, niejako sztandarowej publikacji pacyfistycznej, szczególnie dla lewicowych liberalnych kręgów intelektualistów (i nie tylko) na zachodzie. Autor był podejrzewany przez jakiś czas o skłonności komunistyczne, a nawet (podobno) za to szykanowany. Pomysł na historie żołnierza okrutnie okaleczonego wybuchem, zaiste genialny. Trudno nie przeżywać opisanych wydarzeń i nie współczuć bohaterowi. Nie przeszkadza mi nawet ten irytujący, powtarzający się strumień świadomości, napisany w sposób dość meczący do czytania. Dodatkowo zderzenie tragedii pojedynczego żołnierza, z obojętną maszyna wojskową i lekarzy. Nakręcono film na podstawie książki (bardzo slaby zresztą, wiem bo obejrzałem) a Metallica nagrała utwór "One" (to tez wszyscy wiedza). Jak lawo się domyślić książka wywarła na mnie ogromne wrażenie. Problem w tym, że od momentu wybuchu bomby okaleczającej naszego bohatera, wszystko dalej co się wydarza to literacka fikcja. Bardzo dobrze wymyślona fikcja która nie jak nie mogła mieć takiego przebiegu. Krótkotrwale odcięcie bodźców zewnętrznych ma bowiem zalety terapeutyczne (floating, terapia REST) ale niestety długotrwale przebywanie w stanie deprywacji sensorycznej (tak jak nasz bohater) prowadzi do tego, że mozg zaczyna halucynować, (tak jak w torturze "białego pokoju") następuje "efekt Ganzfeld, postępujące, narastające halucynacje i zaburzenia świadomości. Psychoza, paranoja, obłęd i w konsekwencji rozpad osobowości. I to w czasie liczonym nie w dniach, a raczej godzinach. ( w doświadczeniach doktora Hebba ochotnicy szybko rezygnowali z uczestnictwa z powodu zaburzeń, mimo że mieli przerwy na czas jedzenie i korzystania z toalety). I to w sumie, ta konstatacja, że jest to niemożliwe i jest to wyłącznie fikcja literacka jakoś mi ulżyło. Tak zwyczajnie. Ale pomysł - genialny, wykonanie - takie sobie. W sumie - zasłużone 7.
Yahol - awatar Yahol
ocenił na71 miesiąc temu
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin Barbara Demick
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin
Barbara Demick
(2020) [Eat the Buddha: Life and Death in a Tibetan Town] „Niniejsza książka to przede wszystkim spisana historia mówiona, zebrana ze wspomnień Tybetańczyków z Ngawy” (str. 323) – miasta w powiecie o tej samej nazwie, położonego w autonomicznej prefekturze Tybetańskiej i Qiang Ngawa (Aba),w prowincji Syczuan, na terenie Płaskowyżu Tybetańskiego, na południu historycznego regionu Amdo. W trakcie gromadzenia materiałów, kolejnych rozmów i wyjazdów do Ngawy, zrodził się „[…] zamiar opowiedzenia jej dziejów przez historie życia zwykłych Tybetańczyków” (str. 353) – wraz z reporterką (1959),wsłuchujemy się w głosy dawnych i obecnych mieszkańców, reprezentujących różne generacje. Wielu z nich, pod wpływem sytuacji politycznej i z pobudek ekonomicznych, opuściło Tybet. Część bohaterów, nie godząc się z chińskimi rządami, odbiera sobie życie lub ginie w trakcie protestów*. Reportaż podzielono na cztery części: lata szalonych kampanii Mao (1958-1976, z uwzględnieniem wcześniejszych dekad chińskiej wojny domowej); okres reform i względnej liberalizacji pod kierownictwem Deng Xiaopinga (1976-1989); czas porzucenia nadziei o demokratyzacji, przy jednoczesnym utrzymaniu prężnego rozwoju gospodarczego (1990-2014); zamordystyczne rządy Xi Jinpinga, który nie zamierza zwolnić fotelu przewodniczącego (2014-2020)**. Zjadanie Buddy to typowy reportaż, ratujący od zapomnienia tragedie tysięcy Tybetańczyków. Skupia się na najtrudniejszych doświadczeniach i codziennych zmaganiach z opresyjnym systemem, oraz współżyciu z chińską większością, stopniowo zasiedlającą tereny etnicznie tybetańskie. Opowiada o dojmującym braku swobody, utrudniającym adoracje duchowego przywódcy***, zwykłe przemieszczenie czy wyjazd za granicę; pisze o prześladowaniach, nowoczesnej inwigilacji i wykluczeniu cyfrowym, marginalizacji języka oraz wymuszonej sinizacji. Odbywa się to przy jednoczesnej, stopniowej poprawie poziomu życia przeciętnego Tybetańczyka i zaawansowanych inwestycjach w infrastrukturę. Dziś, nikt nie niszczy już klasztorów – robi się z nich atrakcje turystyczne****. Tybetańczycy mogą awansować społecznie, uczyć się i rozwijać – pod warunkiem, że będą to robić w języku mandaryńskim. Przemyślane działania Partii prowadzą do stopniowego wynaradawiania, tracenia poczucia odrębności i wrastania w chińską codzienność*****. __________________________ * Najmocniej wybrzmiewa historia księżniczki Gonpo, córki króla Mei. Niektórym postaciom poświęcono więcej miejsca, innym mniej, a część tylko dopełniają obszerniejsze narracje. Jednak wszystkie są ważne. Opowieści mieszkańców Ngawy i okolicznych osad są równorzędne, wszyscy tworzą jedna społeczność dawnego królestwa. Część z nich uciekła do Indii, zasilając tybetańską społeczność skupioną wokół Dalajlamy, i to tam dzieliło się swoimi doświadczeniami (np. wspomniana Gonpo Tso). ** Siedzi tam do tej pory (stan na 2026),i chyba nigdzie się nie wybiera. *** „XIV Dalajlama zapowiada, że będzie żył 113 lat w obecnym wcieleniu, czyli odejdzie w roku 2048 lub 2049. 10 marca 2011 oświadczył, że »dobrowolnie rezygnuje ze swojej dalszej reinkarnacji« […]” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tenzin_Gjaco). **** W 2001 rząd przemianował Gyalthang (chiń. Zhongdian) w tybetańskiej autonomicznej prefekturze Diqing/Dêqên w Junanie na Shangri-La (!). ***** Nad Wisłą, po 123 latach zaborów, sytuacja Tybetańczyków powinna być szczególnie dobrze rozumiana. A jednak pogodziliśmy się z istnieniem ChRL, i zamiast destabilizować ten chory twór, jako Zachód, wykarmiliśmy go na własnej piersi. Ciekawostka: w Warszawie, na Woli, jest rondo Tybetu – pierwotnie to miało być rondo Wolnego Tybetu, ale ambasada ChRL zaprotestowała: Tybet nie może być wolny, musi być chiński. A my się do tego pokornie przychyliliśmy… (Ciekawostka w ciekawostce: przy rzeczonym rondzie, od strony Odolan, pobudowano patodeweloperskie osiedle Bliska Wola (de facto już na dalekiej Woli),które potocznie ochrzczono Hongkongiem, z uwagi na małe metraże i duże zagęszczenie… ale to już dziedzictwo pobrytyjskie, nie komunistyczne). • „Tematem mojej poprzedniej książki była Korea Północna*, która – przyznaję – intrygowała mnie częściowo dlatego, że była właściwie zamknięta dla gości z Zachodu Gdy już postanowiłam, że opisze jakieś tybetańskie miasto, skupiłam się na Ngawie. Chciałam się dowiedzieć, co aż tak szczególnego się tam znajduje, skoro rząd chiński chce to ukryć przed światem. Dlaczego tak wielu spośród mieszkańców Ngawy zdecydowało się unicestwić swoje ciało w jeden z najstraszniejszych możliwych sposobów?” (str. 9). „[Od 2009] Do listopada 2019 roku samospaliło się stu pięćdziesięciu sześciu Tybetańczyków; mniej więcej jedna trzecia z nich pochodziła z Ngawy lub jej okolic” (str. 265). __________________________ ** Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej [Nothing to Envy: Ordinary Lives in North Korea] (2009, wyd. polskie: 2010). Reportaż pochłonąłem przed 2013, z ogromnym zainteresowaniem, i niestety – nic na jego temat nie wynotowałem. Szczególnie zapadła mi pamięć historia topienia psa (celem późniejszego spożycia przez wygłodniałego chłopca-tułacza). Z perspektywy dwudziestoparolatka który oglądał Defiladę (1989) Fidyka z mieszaniną niedowierzania i fascynacji, i miał wówczas ogromny głód informacji nt. KRLD, była to książka świeża i miażdżąca. • Nie trzeba być sinologiem, aby zwrócić uwagę na szereg błędów dotyczących kwestii merytorycznych, istotnych z punktu widzenia przedstawianego tematu, oraz przemilczenia faktycznego statusu terenów etnicznie tybetańskich, a znajdujących się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym (autonomii w ramach prefektur i powiatów)*. Obok błędów powstałych w translacji, tekst zawiera sporo powtórzeń, z rzadka zasadnych, i inne błędy konstrukcyjne (np. urwany wątek uciekiniera; brak daty początkowej mimo podania finalnej, która pada dopiero później; dublowanie informacji w sąsiadujących zdaniach). Mimo, iż do tekstu wkradło się trochę pomyłek, które powinny zniknąć w redakcji lub zostać sprostowane w przypisach, rdzeń pracy został wykonany dobrze. Barbara Demick zebrała istotne informacje, przedstawiła je ciekawie i zrozumiale, a druga Barbara, Gadomska, dobrze oddała jej myśli (6/10 – gdyby nie błędy merytoryczne, ocena byłaby o punkt wyższa). ________________________ * Dopiero w przypisach końcowych i słowniczku pojawia się formalna nazwa autonomicznej prefektury Ngawa. • „W którymś momencie Chińczycy odkryli, że w buddyjskich klasztorach można znaleźć nie tylko skarby cywilizacji tybetańskiej, ale także rzeczy potencjalnie nadające się do jedzenia. Bębny zrobione ze skór zwierzęcych dawało się zjeść pod warunkiem długiego gotowania – żołnierze wiedzieli jak to zrobić, bo zjedli już własne pasy, rzemienie karabinów, skórzane torby i lejce. Teraz jedli nawet figurki wykonane z mąki jęczmiennej i masła. Piszą o tym Jianglin Li i Mathew Akester, uczeni, którzy dokładnie zbadali ten okres na podstawie odnalezionego pamiętnika. Jedna z przytaczanych przez nich anegdot pochodzi z pamiętników Wu Faxiana, byłego komisarza politycznego pierwszej armii Mao. Pisze on: […] Zabrał ze sobą kilka małych (figurek) Buddów, umył je do czysta, a następnie zalał woda i ugotował. Wszystkie były zrobione z mąki i naprawdę dobrze smakowały. (…) […] Tybetańczycy, którzy przeżyli tamte czasy, mówią, że to, co Chińczycy jedli, to tormy, ofiary wotywne, które nie są właściwie figurkami Buddy. Jeśli jednak chodzi o Chińczyków, uważali oni, że dosłownie jedzą Buddę. Wiedzieli, że to świętokradztwo, ale mało ich to obchodziło” (str. 42-43)*. __________________________ * Tytuł książki to jednocześnie tytuł rozdziału drugiego (str. 31). • UWAGI (wyd. I z 2021, tłum. Barbara Gadomska): Z cyklu wydawca wie lepiej: „życie i śmierć w tybetańskim miasteczku” zmieniono na „życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin”, a jak komunikuje autorka już na początku, aspekt śmierci jest przejmujący i istotny. Gdyby nie polityka ChRL, nie byłoby śmierci z powodu głodu, kul, w wyniku prześladowań, nie byłoby samospaleń. Str. 7 – „Wschodnia część tybetańskiego płaskowyżu granicząca z prowincjami Syczuan, Qinghai, Gansu i Junan, jest teoretycznie dostępna dla każdego […]” – autorka wprowadza czytelnika w błąd: 1) wschodnia i południowa część Wyżyny Tybetańskiej znajduje się na terenie wymienionych prowincji; 2) odnośnie dostępności, chodzi jej o tę część Tybetu, która znajduje się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym, i w większości funkcjonuje jako autonomiczne prefektury. (Na str. 10 prostuje tę informację, ale nie w sposób pełny). Tybetański Region Autonomiczny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tybet_(region)#/media/Plik:Historyczny_Tybet_Mapa-pl.png) to tylko południowo-zachodnia część historycznego Tybetu, który tworzą Amdo, Kham i Ü-Tsang, ponadto wpływy tybetańskie sięgają na drugą stronę Himalajów, do północnych Indii, Nepalu i Bhutanu, gdzie żyje ludność kulturowo i etnicznie bliska sąsiadom z Płaskowyżu. (Np. indyjski Ladakh to cześć historycznego Tybetu Zachodniego). Po obaleniu cesarstwa, chińscy nacjonaliści traktowali zachodnie prowincje zamieszkałe przez Tybetańczyków jako integralną cześć Chin. Po objęciu władzy, komuniści dokonali reorganizacji tych terytoriów, nadając części ziem status prefektur autonomicznych: ok. połowy prowincji Syczuan stanowią prefektury autonomiczne Garzê i Ngawa, gdzie znajduje się tytułowe miasteczko o tej samej nazwie (Ngawa przypisana jest również tybetańskiemu ludowi Qiang). Ponadto w syczuańskiej prefekturze Liangshan utworzono autonomiczny powiat Muli. Większość prowincji Qinghai, biorącej swą nazwę od jeziora, to prefektury autonomiczne: Mongolsko-Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haixi, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haibei, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Hainan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Huangnan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Yushu, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Golog (Golok, Guoluo). W prowincji Junan znajduje się Tybetańska Prefektura Autonomiczna Diqing, w Gansu Tybetańska Prefektura Autonomiczna Gannan i autonomiczny powiat Bairi (chiń. Tianzhu) w graniach miasta Wuwei. (Poza tym komuniści zajęli tę część Tybetu, która była niezależna, i utworzyli na jej obszarze Tybetański Region Autonomiczny). Podsumowując: nacjonaliści nie mieli interesu w odtwarzaniu niezależnego Tybetu w granicach etnicznych, (https://en.wikipedia.org/wiki/Kham#/media/File:Tibetischer_Kulturraum_Karte.png),a komunistom też nie było to na rękę, dlatego utrzymali granice z czasów cesarstwa i rządów Kuomintangu, dodatkowo dokonując aneksji Ngari, Ü-Tsang i zachodniego Khamu. Płaskowyż Tybetański (Wyżyna Tybetańska): „Granice Wyżyny Tybetańskiej są wyraźnie zarysowane przez potężne łańcuchy górskie. Na północy są to Kunlun, Ałtyn-Tag i Qilian Shan, na południu – Himalaje, na zachodzie – Pamir i Karakorum, na wschodzie – Hengduan Shan” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wy%C5%Bcyna_Tybeta%C5%84ska). Sięgają poza Chiny. Str. 16-17 – na mapie ChRL wyodrębniono Sinkiang i TRA… wziąwszy pod uwagę treść książki – nie ma to większego sensu. Mapa powinna ukazywać historyczny Tybet na tle obecnych prowincji ChRL i państw Subkontynentu Indyjskiego. Str. 30/75 – „rosyjski dżip”, „dżipa”, „rosyjskim dżipie”, „dżip” – ten „jeep” to najpewniej radziecki gazik (ГАЗ-69). Str. 31 – z kosmosu nie widać Wielkiego Muru… Str. 193 – błędne użycie terminu „Chiny kontynentalne” w rozumieniu Chin właściwych, etnicznych, w opozycji do Tybetu. Str. 195 – nie haracz, tylko mandat, ewentualnie łapówka za przymknięcie oka na „[…] zepsuty tylny reflektor albo niezapięty pas […]”. Str. 197 – „Nie miał pojęcia kto jest prezydentem Chin [sic!]” – przewodniczącym, w ChRL nie ma urzędu prezydenta. Str. 206 – zburzenie Drugiej Świątyni w Jerozolimie miało miejsce w roku 70, nie 66 (!). Str. 287 – „[…] zniósł ograniczenie kadencyjności stanowiska prezydenta […]” – przewodniczącego (vide uwaga do str. 197). W reportażu nie pojawia się ani razu nazwa Xikang (https://pl.wikipedia.org/wiki/Xikang),dotycząca prowincji istniejącej w latach 1939–1955, której zachód włączono do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, a wschód do Syczuanu. Tam też znajduje się tytułowe miasteczko Ngawa. Str. 10 – Louisa Vuittona – jeśli Louis Vuitton czyta się „lui witą”, to jaki sens ma deklinacja, której się nie używa, zapisana w dodatku w błędy sposób?; str. 40 i dalej – Chiang Kai-Shek – transkrypcja skopiowana 1:1 z amerykańskiego oryginału, w Polsce przyjęła się forma Czang Kaj-szek; str. 42 – podmieniony dwukropek i kropka (w angielskich tytułach, po części głównej, stawia się dwukropek; w polskich kropkę); str. 65 – „[…] arystokracji i klasztorów, które także posiadały znaczne połacie ziemi” – użycie „także” sugeruje wspomnienie jakichś innych latyfundystów… ale nic takiego nie pada; str. 75 – stosy dokumenty (dokumentów); str. 81 i dalej – nazwę kampanii Wielki Skok Naprzód zapisano dużymi literami, w przypadku innych wymienionych tylko pierwszy człon jest z dużej (?); str. 99 – „[…] ich udział w Hongchengu został usankcjonowany przez Mao […]” – słowo „Hongcheng” zostało tu użyte tak, jakby oznaczało jakiś proces, czynność, praktykę… tymczasem jest to imię jednego z bohaterów książki, Honchenga Taszi, (zapewne przybrał je od rodzinnej miejscowości, o takiej praktyce czytamy w książce 2-3 razy),na str. 290 mowa o frakcji Czerwonej Gwardii „Hongcheng” – po przeczytaniu ok. 200 stron niejasność zyskuje sens (!); str. 116 – drugi raz to samo co str. wcześniej (115) nt. zniknięcia ulicznych handlarzy (błąd konstrukcyjny); str. 124 – z zaskoczeniem zobaczył (spostrzegł); str. 175 – wypełnionych kadzidłem (wypełnionych dymem z kadzidła); str. 220 – o tym, że Shenzhen leży nieopodal Hongkongu już było, a także o tym, że to tutaj w latach osiemdziesiątych rozpoczęto wdrażać kapitalizm (wcześniej pojawiły się i inne przypomnienia, ale były bardziej na miejscu); str. 230 – w domu-w domu; str. 236 – przykrycie głowy (nakrycie…); str. 253 – niego (nich); str. 277 – powtórzenie informacji o filii klasztoru założonej w ‘90 – zbędne, czytelnik raczej ma to w pamięci; str. 298 – powtórzenie informacji o udziale samobójców z Ngawy (1/3 całości),oraz że Meruma wzięła swą nazwę od dynastii Mei; str. 293 – niepotrzebne powtórzenie informacji o pobycie Cegjama w Indiach; str. 344 – region (regionu).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na61 miesiąc temu
Tyll Daniel Kehlmann
Tyll
Daniel Kehlmann
Daniel Kehlmann, jeden z najzdolniejszych współczesnych pisarzy niemieckojęzycznych, w „Tyllu” dokonuje karkołomnego zabiegu: przenosi postać legendarnego psotnika, Tylla Ulenspiegla, z XIV wieku wprost w środek XVII-wiecznej pożogi. Efektem jest powieść totalna, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym, balansując między realizmem magicznym, powieścią historyczną a filozoficzną przypowieścią o kondycji człowieka w czasach ostatecznych. Tyll w ujęciu Kehlmanna nie jest jedynie jarmarcznym wesołkiem. To postać niemal metafizyczna – linoskoczek, który potrafi nie tylko balansować nad błotnistymi rynkami niemieckich miasteczek, ale także nad granicą życia i śmierci. Jego obecność w świecie zdominowanym przez głód, fanatyzm religijny i bezsensowne okrucieństwo wojny jest rodzajem buntu. Tyll wybiera wolność, która dla innych jest nieosiągalna, ale ceną za nią jest całkowite wykorzenienie i emocjonalny chłód. Autor z niezwykłą precyzją odmalowuje panoramę Europy Środkowej tamtego okresu. Nie szczędzi czytelnikowi opisów brudu, rozkładu i absurdów ówczesnej polityki. Spotykamy tu postacie historyczne, jak nieszczęsny „Zimowy Król” Fryderyk V czy uczony jezuita Athanasius Kircher, których losy splatają się z wędrówką Tylla. Każda z tych postaci jest nakreślona z sarkastycznym dystansem, co nadaje książce specyficznego, słodko-gorzkiego smaku. To książka wybitna pod wieloma względami, ale posiadająca cechy, które mogą stanowić barierę dla części odbiorców: Język i styl: Kehlmann pisze po mistrzowsku. Jego fraza jest lekka, a zarazem gęsta od znaczeń. Potrafi w jednym zdaniu przejść od wulgarnego opisu obozowego życia do wzniosłych rozważań o naturze wszechświata. Konstrukcja: Powieść nie jest liniowa. Autor żongluje planami czasowymi i punktami widzenia. Ta fragmentacja doskonale oddaje chaos wojny, ale sprawia, że lektura wymaga od czytelnika dużej uważności i cierpliwości w składaniu mozaiki zdarzeń. Chłód emocjonalny: Choć Tyll fascynuje, trudno go pokochać. Jest obserwatorem, katalizatorem zdarzeń, ale rzadko kimś, z kim można się w pełni utożsamić. Ten dystans sprawia, że książkę podziwia się bardziej intelektualnie niż sercem. Magia i błoto Największym osiągnięciem Kehlmanna jest to, jak sprawnie wplata elementy nadprzyrodzone w skrajnie brutalną rzeczywistość. Rozmowy z duchami czy przepowiednie nie wydają się tu tanim chwytem fantasy, lecz naturalnym elementem świata, w którym granica między tym, co racjonalne, a tym, co zabobonne, jeszcze nie istniała. „Tyll” to bolesna i piękna opowieść o tym, że sztuka i humor są jedynymi narzędziami, które pozwalają zachować zmysły w świecie, który oszalał. To lektura dla tych, którzy cenią prozę ambitną, wymagającą i nieoczywistą. Kehlmann stworzył pomnik dla figury błazna, przypominając, że czasem tylko ten, kto stoi z boku i drwi z możnych tego świata, ma szansę naprawdę przetrwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na719 dni temu
Agáta Denisa Fulmeková
Agáta
Denisa Fulmeková
Denisa Fulmeková weszła na słowiańską ziemię i napisała powieść, która przykleja się do duszy. wżera się w ciało i pozostaje w tobie na zawsze. To ksiązka z gatunku tych, które oplatają człowieka, delikatnie zaciskają owe pęta i trzymają... długo... ma zawsze. wspaniała i niebanalna. rani myślenie i serce i coś w tobie. jednoczysz się z tym tekstem i boisz jednocześnie, bo budzi się w tobie lęk przed kobietami i ich siłą a jednocześnie zatrważa cię tchórzliwość mężczyzn, którzy skryci za plecami kobiet udają cwanych i pyskatych. to oszczędna w słowach książka, którą chłoniesz cały, a tego, czego brakuje ci w tekście, dopowiadasz sobie sam. smutna, przerażająca historia ubogiej Agaty, zielarki, dobrej kobiety, której DOBROĆ została wykorzystana i która przez nią została skazana na śmierć - na stos. zioła, kobieta i dziwne zdarzenia na nią cedowane - myśl ludzka orzekła, usta ludzkie oczerniły, palce ludzkie ludzkie wskazały - CZAROWNICA, na stos. ksiądz też się cieszył na śmierć. na niesprawiedliwą śmierć i ofiarę. Bo gdyby pewnego wieczoru nie wpuściła do domu kobiety po połogu, gdyby kazała jej zabrać swe narodzone martwe dziecko, gdyby oddała jej ten kołtun łachmanów z zawiniątkiem, gdyby ją wygoniła z tym zawiniątkiem... to wszystko byłoby inne... niesamowita prawdziwa do dziś Denisa Fulmekova pisze o tym, co w ludziach tkwi do dziś i pewnie będzie tkwiło przez następne tysiąclecia. Brak mi słów, by oddać to, co ta niepozorna stronicowo książka ze mną zrobiła. by cokolwiek o niej napisać potrzebny jest czas na ciszę w sobie, na oddech i myśli. wszystko mi się w głowie kotłuje i boli mnie każdy milimetr wrażliwości, emocje nie usypiają, drgają.... AGATA zostanie ze mną na zawsze mało jest takich powieści - dlatego jest wyjątkowa #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na101 rok temu
Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady Ola Synowiec
Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady
Ola Synowiec Arkadiusz Winiatorski
10/10 Znacie to uczucie, gdy czytacie książkę i robicie wszystko, żeby spowolnić czytanie, bo już Wam żal, że ta się skończy? Jeśli tak - to doskonale wiecie jakie uczucia towarzyszyły mi czytaniu książki „Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady” autorstwa Arka Winiatorskiego i Oli Synowiec. Historię Oli i Arka znałem już bardzo dobrze - tak jak autorów tej książki. Poznaliśmy się w 2020 roku - w pandemicznym warunkach, gdy pracowałem przy Podkarpackim Kalejdoskopie Podróżniczym. Jak wówczas usłyszałem ich historię to nie mogłem w nią uwierzyć. Ba. Dalej mi trudno, bo aż tak niesamowitą jest. Tak jak niezwykłymi ludźmi są Ola i Arek. To właśnie Arek postanowił wyruszyć w pieszą wędrówkę z Panamy do Kanady. Po przejściu Kostaryki, Nikaragui, Hondurasu, Salwadoru i Gwatemali i wejściu do Meksyku usłyszał o dziewczynie, która mieszka w San Cristobal. Zaciekawiony zatrzymuje się tam, poznaje Olę i… oboje nie tylko się w sobie zakochują, ale też postanawiają wyruszyć w dalsza wędrówkę razem. To jest naprawdę inny level doświadczania życia! Wędrówka „Stones on Travel” pełna jest niesamowitych ludzi i historii, które wielu mogą natchnąć do własnego wyruszenia w drogę. Dochodzi także do tak trudnych do uwierzenia sytuacji, jak chociażby pomoc, otrzymywana od…mafii :D Szczegółów nie zdradzam - sami sięgnijcie po tę książkę. Z całego serducha polecam tę książkę i wiem jedno - na pewno będę do niej wracał! I mam nadzieję, że uda mi się spotkać Olę i Arka jeszcze co najmniej tysiąc razy.
DonCamillo - awatar DonCamillo
ocenił na107 miesięcy temu

Cytaty z książki O pszczołach i ludziach

Więcej
Lotte Möller O pszczołach i ludziach Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne