„Podróż się liczy, nie dotarcie do celu” – tę maksymę T.S. Eliota Autor nie tylko bierze sobie do serca, ale i ją twórczo rozwija… Następna moja, a już 6., przepiękna, egzystencjalna rzecz Claudia Magrisa.
Zgadzam się tu niemal z każdym słowem, także dlatego, że magia podróży od zawsze działa na mnie w szczególny sposób. Cudownie niezwykłe jest to zawieszenie pomiędzy różnymi światami – tym, z którego się wyjechało a tym, do którego się dąży – do czego wszak dochodzą jeszcze światy przechodnie czy przejezdne. To chyba dlatego tak nie lubię latać samolotem, bo pozbawia mnie możliwości chłonięcia tego wszystkiego pomiędzy startem a metą….
Kolejna znakomita książka włoskiego intelektualisty poświęcona częściowo teorii podróżowania, a częściowo intelektualnym impresjom, z wyjazdów w różne części świata, w tym i do naszego kraju
Akurat opisy podróży do Polski niezbyt się wyróżniają, chyba że pewną powierzchownością. Nota bene, wzmiankując o odbudowanej Starówce, Autor pisze przewrotnie – a pamiętajmy, że we Włoszech historyczna substancja nie uległa wielkiej zatracie – nie zapomnę widoku romańskiego kościołka pomiędzy dwoma pasami autostrady: „W tej odtworzonej przeszłości jest coś widmowego. Można się zastanawiać co by się stało, gdyby wszędzie na całym świecie odbudowywano bez przerwy starannie i wiernie wszystko, co czas, zła pogoda, erozja i wojny zdołały zniszczyć. Samoloty lądowałyby na rzymskich castra w pobliżu świątyń Merkurego. Pracownicy giełdy z Wall Street tworzyliby i unicestwiali imperia nie pośród wieżowców, lecz holenderskich domków i nowiusieńkich indiańskich wigwamów. Postępowalibyśmy wszyscy jak koczownicy na pustyni, którzy stawiają ponownie namiot, ponieważ poszarpał go wiatr”.
Ale zostawmy to, bo bardziej się liczy to, co Autor ma nam do powiedzenia, jeśli chodzi o istotę tymczasowej zmiany miejsca pobytu. I tu aż się prosi o zacytowanie wspaniałych zdań dotyczących związanych z tym nadziei, złudzeń, samooszukiwań, zawodów, zachwyceń….
Paradoksalnie, a może i nie, najciekawszą częścią tej niepozornej książeczki jest (rzekoma) przedmowa, w której Autor zawarł najważniejsze przemyślenia o fenomenie podroży. A tam takie cudowności…
„Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się ślepych zaułkach i zatrzymując się przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie”.
„Podróżowanie ma zatem coś wspólnego ze śmiercią, lecz jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce spotkania z istotą rzeczy, podobnie jak przedmowa odwleka prawdziwą lekturę”.
„Prolog pasuje jednak do zbioru szkiców o podróży ponieważ podróż w świecie i na papierze jest sama przez się wieczną preambułą, wstępem do czegoś, co ma nastąpić I co jest tuż tuż”.
„Podróżować i czuć się zawsze jednocześnie w nieznanym i w domu, wiedząc wszakże, iż nie mamy domu”.
„Podróżny jest widzem, nie angażuje się głęboko w rzeczywistość, którą przemierza, nie ponosi winy za okrucieństwa, hańbę, tragedie krajów, w które się zapuszcza. W podróży dobrze się czujemy, ponieważ z wyjątkiem jakichś nieszczęść, nie może się tak naprawdę nic przytrafić”.
„Okrucieństwo podróży, ostrzega Canetti, polega na tym że podróżny spogląda na świat z ciekawością. Jest w jakimś sensie skłonny zgodzić się na to, co widzi, na zło i niesprawiedliwość. Gotów jest raczej poznawać je i rozumieć niż zwalczyć zwalczać i starać się pokonać. Podróż do krajów totalitarnych na przykład zaznaczona jest zawsze trochę winą, wspólnictwem albo przynajmniej neutralnością wobec przemocy i hańby”.
„Podróż jest również przyjemną, nudną, miłą nieistotnością. Najbardziej ryzykowna trudna i zachwycająca przygoda staje się naszym udziałem w domu. To tam gra toczy się o życie o zdolność do miłości lub jej brak o bycie szczęśliwym i umiejętność dawania szczęścia”.
„Podróżowanie oznacza liczenie się ze światem, lecz również z jego alternatywnym obliczem”.
„Podróżować nie po to, aby dotrzeć do celu, lecz aby dojechać jak najpóźniej, aby nie dojechać - o ile to możliwe – nigdy”.
„Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi”.
„W miejscach pełnych życia grozi nam, że niczego nie zobaczymy, tak jak kiedy nie słyszymy nic, kiedy jest zbyt głośno; przesyt rzeczywistości utrudnia jej odbiór”.
„Wielu przyjaciół pyta mnie, jak to się dzieje, że nie męczą mnie takie dalekie i częste podróże. Męczymy się raczej w domu we własnym mieście i własnym świecie. Udręczeni przez obowiązki i kłopoty, przebici tysiącem codziennych trujących strzał, przytłoczeni przez idole własnego plemienia (…). Podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka. Wraca się więc do domu do świata dorosłego, pełnego powagi, nie pozwalającego na ucieczkę”.
Wśród przeróżnych odwiedzanych miejsc szczególnie interesująco Autor pisze o – dalibóg, nieznanych mi - wyspach Scilly, leżących na południe od Kornwalii. Kilka godzin rejsu albo pół godziny lotu śmigłowcem wystarczy, żeby znaleźć się „pośród tropikalnej roślinności, agaw i palm, australijskich eukaliptusów, irysów i niebiesko-fiołkowych lilii z południowej Afryki, orchidei, kęp purpurowego przypołudnika, szkarłatnego żmijowca sterczącego niczym jakieś pyszny erotyczny symbol”. A wszystko dzięki prądowi zatokowemu i ludziom z 19. wieku, którzy przyczynili się do obfitości wyspy i hodowli kwiatów.
„Wyspy te zasługują na to, aby utożsamiać je z Wyspami Szczęśliwymi (…). Niczym nie zakłócony czar trwa nadal, przejrzysta jasność triumf witalności we wszystkich jej formach i kolorach, rozmaitość roślin i ptaków, mew i czapli, kormoranów i nawałników burzowych, hełmiatek i biegusów krzywodziobych, kulików i szpaków” (czy nawałnik burzowy to aby nie pleonazm?).
„To miejsce szczęśliwości, wielkiej perswazji i spokoju, bezwarunkowego „tak” wypowiedzianego życiu, kiedy zdajemy się na fale albo leżymy na piasku w harmonii z czystym i absolutnym istnieniem, wyzbytym wszelkiej aktywności i wszelkiego celu, wypełnionym jedynie wolnym i pustym mijaniem godzin, co jest być może najbardziej swobodnym intensywnym i rozkosznym odbieraniem świata. Być może jest również pamięcią płynu owodniowego pierwotnego oceanu, z którego wywodzi się nasz gatunek, wód, które poznaliśmy na początku naszej jednostkowej egzystencji”.
Urzekły mnie także szwedzkie impresje….
„Północ to przede wszystkim światło, zwłaszcza
późnym popołudniem, kiedy dzień przechodzi wieczór oczekiwany już od kilku godzin, lecz który - jak się zdaje - nigdy nie zapadnie odraczany przez upartą jasność. (…) Pod tropikalnym albo równikowym niebem, gdzie ciemność zapada nagle i przechodzi błyskawicznie od oślepiającego nieznośnego słońca do nocy, przybysz z Europy tęskni za owym zwlekającym zmierzchem i czuje się obco”.
„Na stronach wielu arcydzieł literatury skandynawskiej światło staje się blaskiem prawdziwego życia i jego niedostatku - obietnicą i rozczarowaniem, szczęściem i melancholią, sensem życia przezierającym zza bezpośrednio dostępnej rzeczywistości.”.
I jeszcze o przemijaniu, bo czymże jest życie, jeśli nie podrożą w jedynie możliwym kierunku…
„Twarz musi zdradzać nasz wiek znoszony, o ile to możliwe z godnością, nie zaś rozpaczliwie ukrywany. Wstawić sobie brakujący ząb to oczywiste, ale lifting a la Dorian Gray pozostaje czymś przygnębiającym. Sensem naszego życia jest jego wymiar czasowy, historyczny. Kwitnięcie, lecz także dojrzewanie i przemijanie”.
„Niemal zawsze mamy zbyt wiele powodów, by pragnąć, żeby życie minęło tak szybko, jak to tylko możliwe, by teraźniejszość stała się jak najprędzej przeszłością, żeby już nadeszło jutro, ponieważ oczekujemy z niepokojem diagnozy lekarza, początku wakacji, ukończenia książki rezultatu jakiegoś działania”.
PS Fatalny błąd ws. zagłady Ormian, gdy czytamy, że była dokonana przez "młodych Turków". Chodzi oczywiście nie o wiek, tylko o ugrupowanie tzw. „młodoturków”, które pchnęło Turcję w nowoczesność oraz w niepojęty mord Ormian (najpewniej to błąd tłumacza)
Inne cytaty…
„Być może najbardziej autentyczną literaturą jest dzisiaj ta, która nie posługuje się czystą wyobraźnią i fikcją lecz mówi bezpośrednio o faktach i rzeczach”.
„Żyjemy i poruszamy się po nowoczesnym średniowieczu globalnym i wyrafinowanym, które w zawrotnym tempie przekształca świat pod względem technologii, nie wierzy jednak, że potrafi nadać mu sens”.
, „Islam w czasach panowania Arabów w Hiszpanii był bardziej liberalny i tolerancyjny niż chrześcijaństwo. Cywilizacja przybiera niekiedy fałszywy obraz również w cudzej zbiorowej wyobraźni”.
„To właśnie Don Kiszoci widzą, iż rzeczywistość się rozpada i może ulec zmianie. Ludzie rzekomo praktycznie oświadczający z dumą, że nie snują marzeń, wierzą zawsze aż do dnia poprzedzającego jego runięcie, że Mur Berliński będzie trwał”.
„Poznać jakiś kraj oznacza dla mnie również wykąpać się w jego morzu, poczuć na skórze jego wodę, dostrzec jego blask i przezroczystość, rozpoznać jego smak”.
„Wszystkie najważniejsze rzeczy - miłość, szczęście, cierpienie - zdarzają się przypadkiem albo na mocy łaski, kiedy wypuszczamy z rąk cugle i pozwalamy unieść się życiu”.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Wypisy z ksiąg użytecznych
Dużo ciekawych wierszy poetów mało u nas znanych. Poszerza to horyzonty i pokazuje, co dla wielkiego poety było poetycko dobre i piękne. Ciekawe są też komentarze Miłosza przed każdym tekstem. Trzeba czytać powoli, bo ilość wierszy jest naprawdę duża, więc to pozycja do spokojnego delektowania się.
Dużo ciekawych wierszy poetów mało u nas znanych. Poszerza to horyzonty i pokazuje, co dla wielkiego poety było poetycko dobre i piękne. Ciekawe są też komentarze Miłosza przed każdym tekstem. Trzeba czytać powoli, bo ilość wierszy jest naprawdę duża, więc to pozycja do spokojnego delektowania się.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydaje się, że czynników inspirujących pomysł na małą antologię poezji świata było wiele. Sam fakt zajmowania się translacją poezji, poniekąd to profesja Miłosza, (literacka) znajomość języka angielskiego, i to ustawiczne dociekanie interpretacji świata i jego sensów w poezji w każdej przestrzeni i czasie (szczególnie wschodnio- azjatyckiej ) musiały w końcu wyrodzić selekcję spiętą w antologię. Są dwa warianty antologii: polskojęzyczna z okrojoną o ile nie śladową prezentacją poezji polskiej i wersji anglojęzycznej ze znacznie szerszą rekomendacją polskich wierszy.
Ale jest ona nad wyraz subiektywna, w zamyśle konstruowana imperatywem idącym z admiracji filozofii schopenhauerowskiej ( darwinowskiej),która dla wielu wcale nie jest miarodajna. Miłosz podobnie jak Schopenhauer traktowali sztukę jako ucieczkę od cierpienia ludzkiego, jako sposób wyrażania ludzkich doświadczeń, obydwoje przedkładali kontemplację nad złem, nonsensami świata. Obydwoje odnoszą się do idei transcendencji w kontekście sztuki,
Antologia w odbiorze jest trudna, kontrowersyjna, nie łatwo w niej doszukać się tego co prawdziwie urzeka, porywa estetyzmem w odbiorze, wziąwszy pod uwagę że poezja jest metaforycznie karmą dla duszy, a tutaj czasami smakuje nie samą słodyczą.
Tłumaczenia są jakby szybkie, na poczekaniu, słowowierne ukierunkowane na esencję myśli poety niż na piękno i smak poezji. Zawiłość tłumaczenia zasadza się w semantyce każdego języka, nieraz idiomalnie nieprzetłumaczalnego i nierozumianego z racji ogromnej dyferencji kultur, które go wykształtowały, i nawet taka estyma jak Miłosz jest w tych arkanach bezradna. Stąd tłumaczenia mimo zachowania zasad staranności wobec wierności oryginału są niejako trawestacją ( przeróbka ). Co więcej są to tłumaczenia adaptacji angielskich, czyli po podwójnym filtrze, stąd siłą rzeczy zmywa się okrasa z oryginału
Miłosz oparł swoja regułę tłumaczenia na prostocie, na jasnej czytelności i komunikatywności, kosztem formalizmu i wyzbycia się pewnych walorów estetyki wiersza, jego wyrafinowania podbitego koneserstwem i literackością.
W tłumaczonych wierszach brak rymu, rytmu, uporządkowanej metryki, morfologii ( słowotwórstwa)… określonych determinantów wersyfikacyjnych składających się na jakość, nawet aury tylko treść i standardowe środki wyrazu. Miłosz preferuje wierszowaną prozaiczność, i tym sposobem wiersze wychodzą jako zapisy pewnych zdarzeń, konkretny opis rzeczywistości (wręcz reporterski ) wspomagany odsyłaczami: widokiem pejzażu, symptomatem przyrody, onomatopeiczną muzyką….szczególnie jest to widoczne w poezji orientalnej.
Jak jaskrawo wybrzmiewają pięknem na tle tłumaczonej poezji inserty wierszy Wisławy Szymborskiej, Anny Świrszczyńskiej, Józefa Czechowicza, Tadeusza Różewicza…przebija w nich talent słowotwórstwa i siła przesłania.
Miłosz w swoim wstępie uzasadnia trywialnie potrzebę poezji, niby żer dla ducha, kształtowania samoświadomości czy ludzkiej wyobraźni. Uznaje ją jako sposób oderwania się od materii duchowej która jest na co dzień, przydając jej niemalże jako rolę narzędzia katharsis : oczyszczania.
Tą sztukę pisania poezji zestawia ze sztuką malarstwa. Malarstwo jest uchwyceniem obrazu kolorem, poezja utrwala stan słowem. W malarstwie ekspresję wyraża się gamą barw, jej intensywnościami, grą cienia, światła, poezja ma do dyspozycji znacznie szerszą listę środków wyrazu w postaci środków stylistycznych i figur retorycznych, z dominantą metafory i epitetu.
Ale w istocie poezja jest tylko dla wybranych, lubujących się w manipulacji słowem, jego kombinatoryki, wrażliwych na różnorodność kreacji semantycznej, to w niej poszukuje się piękna literackiego, i gdzieś ukrytego w niej trudno-wyrażalnego podtekstu, w aspekcie ciążących pytań sensu świata, problematyki życia i emocji ludzkich które ciągle stoją bez wyczerpującej odpowiedzi.
Miłosz z zamysłem preferuje poezję orientalną nawet tą milenium wstecz, aby pokazać jak życie jest adekwatne, jak emocje i wrażliwość ludzka są niezmienne. Ile od zarania jest wierszy ot chociażby o miłości, nienawiści, lęku, niepokoju, empatii, wrażliwości na piękno przyrody…a poezja ciągłe się tworzy, narasta, jej płodność jest większa od konsumpcji. Jakby była wrodzoną potrzebą emanacji uczuć człowieka, ta z talentem ma przywilej publikacji ta mierna idzie na zatratę do szuflady…ale każda z nich jest jakby terapią ludzkiej psychiki, jest antidotum, zabiegiem na ludzką melancholię, wyrazem euforycznego stanu…tych funkcji w aspekcie ludzkiej psychiki jest znacznie więcej.
To zainteresowanie poezją orientalną wynika z okoliczności, że na seminariach w Berkeley które prowadził Miłosz było wielu studentów wschodniej regionalizacji, i jakby to wyjście ku oczekiwaniom audytorium. Ponadto poezja chińska, japońska wywierała wpływ na amerykańską, która była jakby już nasycona i szukała innych destynacji do inspiracji. W kręgu zainteresowania pozostaje zawsze to co jeszcze w pełni nieznane, nie przeanalizowane, a sam człowiek jego natura podglądacza i szperacza zagląda w egzotyczną przeszłość szukając być może innych wzorców i archetypów.
I Miłosz zamieszcza w antologii przykłady poezji chińskiej z okresu dynastii Tang ( 618-907),jakby szukał paradygmatu tamtych czasów, czasów kultury odizolowanej od cywilizacji, co ona miała do powiedzenia rdzennej ludzkości w propagacji myśli czystej kulturowo, bez wpływów i wszelkich obcych naleciałości i utartych wzorców. I z tego zestawienia wychodzi konkluzja, tchnąca frazesem, że w każdej kulturze miłość, przemijanie… są takie samo z drobną kosmetyką, że życie w zgodzie z naturą jest najcenniejszym walorem, że odbiór piękna natury i jego zauważanie jest analogicznym w każdym wymiarze czasoprzestrzeni.
Wystarczy zaglądnąć na zamieszczony spis autorów wierszy, aby uznać kogo preferuje Miłosz w swojej antologii: poeci chińscy: Tu Fu, Wang Wei , Li Bai z VIII wieku, Bai Yutyi z przełomu VIII i IX wieku… poeta Walt Whitman okrzyknięty mianem największego z amerykańskich, Denis Levertow amerykańska poetka XX wieku.
Miłosz antologie usystematyzował rozdziałami, każdy opatrzony tytułem z sugestią o czym ta poezja. Systematyzacja też bardzo osobista, zdawałoby się jakby poszła zbyt indywidualnym wariantem , bo mogłaby być przeprowadzana innymi kryteriami, chociażby podług pochodzenia autora lub regionalizacji poezji, albo podług wieku, dekad w których powstawał wiersz.
Każdy wiersz niemalże ma przedsłowie, przedsmak treści. Ale w tych krótkich anonsach nieraz zbyt sugestywnych, nieraz bardzo trafnych, przedziera się erudycja Miłosza, cały jego intelekt i wysublimowane podejście do wielu kwestii filozoficzno-światopoglądowych, i przede wszystkim jest w nich umiejętność oceny waloru wiersza. Bez tych przypisów które maja funkcję eksplikacji interpretacja czytelnika poszłaby nieraz w omylności na manowce, bo niektóre wiersze wydają się jakby były o niczym, traktujące o zbyt banalnych nie wartych zapisu sprawach, zbyt trywialne i zbyt prozatorskie. W przypisach często jest co nieco o autorze wiersza, ważnych epizodach jego biografii, Miłosz sam nieraz odnosi się w tym wprowadzeniu do własnych życiowych doświadczeń.
Pierwszy rozdział traktuje o kulcie wobec bóstw epifanicznych, spersonifikowanych lub antropomorfizowanych ( występujących pod postacią człowieka). Wierszy kontemplujących Boga, Nimfy, Driady, wszelkie pogańskie, mitologiczne bóstwa jest bez liku, odpowiednio do dynamiki ewoluowania i modyfikacji trendów religijnych, ale w tym rozdziale aż tak wyjątkowej specyfiki nie ma.
Przyroda zawsze była jest i będzie totalną inspiracją. Elementów składowych kuriozum przyrody dotykających zmysły człowieka jest bezgraniczna ilość: cała fauna i flora, niebo, morze, wiatr, powietrze, deszcz, mgła, świeżość …, wystarczy tylko zmyślna kombinatoryka ich wariancji i celne słowo aby wyszła poezja.
A może z sentymentu warto zaznaczyć to co polskie.
Jest wiersz Szymborskiej wyrzucający się naprzód tego zestawu z racji kunsztu, warsztatu i intelektu. Jest krótki ale jak celnie trafia w świadomość ludzką w aspekcie postrzegania zwierząt, które niby nie posiadające świadomości a mające gdzieś jej substytut, biorących życie takie jakie jest zadane niesprawiedliwą i bezwzględną ewolucją, posiadających nieskalane sumienie.
I drugi wiersz Szymborskiej „Widziane z góry” o mało zauważalnej śmierci wszystkiego co z człowiekiem żyje, śmierci rzekomo bez uczucia, bólu, żalu. To człowiek jest ten najważniejszy konstrukt natury, nic ważnego się nie dzieje gdy istota innego gatunku umiera, ale wszak i człowiek i te istoty są produktem tego samego mechanizmu-ewolucji.
Jest wiersz Zbigniewa Macheja „Sady w lipcu” dość oryginalny o życiodajnym biegu wód ze źródła gruntu, poprzez jego warstwowy przekrój, do korzeni, do pnia , liści , kwiatu i mety: wydanego owocu.
I jeszcze znany polski poeta XX wieku Adam Zagajewski o poczuciu ludzkiego bezpieczeństwa na przykładzie ćmy zahipnotyzowanej światłem uderzającej z zacięciem na nierozpoznawalną szybę, poza którą jest ciepłe bezpieczne wnętrze.
W wierszach często daje popis metafora, co jest świadectwem ludzkiej wyobraźni nie objętej żadną granicą. Znany poeta szwedzki ( znanym tłumaczem jego poezji był Leonard Neuger ) traktuje o mowie przyrody, o księdze przyrody, gdzie pustkowie jest niezapisaną stroną, a ślady zwierząt zapisanym słowem.
Piękno przyrody tryska zewsząd… jest wiersz o zimorodku, który zna jedyny sens swojego istnienia (zresztą jak większość fauny) zdobycie pokarmu, ale natura dała mu narzędzie kamuflażu, on za pomocą Efektu Tyndalla zmienia barwy upierzenia w kalejdoskop barw.
Miłosz raczej chyba z sympatii i wdzięczności (pomagał Miłoszowi w tłumaczeniu polskich wiersz na angielski i nie tylko ) zamieszcza wiersz Roberta Hassa „Późna wiosna” który jakby nic nie ma z wiersza, a jest pewną formułą wyliczanki; a to że w maju jest ciepło, że pragnie się słońca, że truskawki, że tanie kałamarnice, dzień dłuższy i sen głębszy …trudno w nim dostrzec oryginalności, błyskotliwości metaforycznej.
Ale wiele wierszy tego rozdziału to wiersze mętne, cierpkie, tasiemcowe z nieusystematyzowanym wersem, bez klimatu, o płytkiej jakości i braku wielowymiarowości. …jakby czytelnik nie dawał wiary, że tłumaczenie wyszło ze staranności i przemyślenia.
Ale nie to może jest tak istotne dla Miłosza, bo intuicja pokazuje jakby on chciał pokazać tematyczność poezji, jak wiele jest jej różnorodnej treści powiązanej z przyrodą. I jest wiersz o rozgwiazdach tonących w mule, dla których muł jest niebem a tonięcie zwykłą grawitacją; wiersz o konsumpcji śliwki; o technice zbierania miodu, że dym prowokuje pszczoły do obżarcia się miodem wtedy senne, ciężkie, nasycone słodyczą nie ukąszą; jest wiersz o niedźwiedziu buszującym w chacie w zimie, i jego rytuale niszczenia wszystkiego w poszukiwaniu strawy, aby najadłszy się do syta spać w gawrze.
Rozdział następny jest o rzeczach, zjawiskach, o materii. Czas zmienia postrzeganie w sztuce, tak jak w malarstwie rzecz z drugiego planu przechodzi na pierwszy w „martwej naturze”, tak poezja zbacza z utartych tematycznie torów, zdobywa się stricto na opis rzeczy. Cóż charakteryzuje rzecz lub zjawisko: barwa, kształt, struktura, blask, ruch…W opisie rzeczy jest przydawanie jej poprzez zabieg metaforyczny możliwości animacyjnych, kinetycznych, przydawanie jej świadomości, której w istocie nie ma bo jest materią, przydawanie jej cech, które obowiązują w relacjach ludzkich. Góra na przykład ma władzę, pychę, zemstę.
Wiersz Wisławy Szymborskiej „Widok z ziarnkiem piasku” jest zwróceniem uwagi na pewne zjawiska , na które w ogóle na co dzień się nie zwraca, postrzegania rzeczy z punktu widzenia ich animacji, rzecz jest bezwonna, bezgłośna , bezbolesna, obojętna, a wszystko co się wokół niej dzieje jest wmawiane ludzką imaginacją i ludzkim życzeniem.
Postrzeganie rzeczy gdzie prawda, oczywistość jest tylko iluzją jak chociażby w takich wyrażeniach: „słońce zachodzi a nie zachodzi wcale” ; „wszystko pod niebem z natury bezniebnym”; „jest widok a ten widok sam siebie nie widzi”.
Wiele wierszy z tego rozdziału jest prozaizowanych, zgodnie z argumentem Miłosza, że w poezji nie da się uniknąć tej zależności. Ale ma to też dobre strony, poezja staje się bardziej otwarta, nawet staje się esejem filozoficznym, potrafi stawiać pytania wprost, inspiruje do refleksji nad aksjomatami swiata…
Zanim odbiorca przejdzie do rozdziału gdzie motywem poezji jest podróż, należy postawić banalne pytanie po co podróżować wszak wszystko można zobaczyć z relacji filmowej, fotografii. Miłosz uzasadnia, że wtedy gra jeden zmysł pozostałe milczą. Rzeczywiście w fotografii, filmie zmysł dotyku, węchu, posmaku są wyłączone, zmysł słuchu może działać niewspółmiernie, bo inaczej dźwięk nagrany inaczej dźwięk na żywo.
Wszystko niby takie same, ale widziane po raz pierwszy wyzwala inne wrażenia, bo samo to nakierowanie świadomości na szukanie piękna w oglądaniu na żywo jest wystarczającym pretekstem aby patrzyć inaczej.
Poezja orientalna milenium wstecz traktuje o wrażeniach z podróży, konkretnych obrazach .
W imię przyjaźni z lat młodości z Józefem Czechowiczem, Miłosz zamieszcza jego wiersz „Przez kresy” , wiersz traktujący o podróży nocnej przez wertepy w zaprzęgu konia, o podróży sennej w asyście blasku księżyca, w kakofonii terkotu kół i mechanizmu zaprzegu, śpiącej ale czujnej natury.
Jest kilka wierszy chińskich z VIII wieku, jako zapisy, krótkie relacje, oszczędne reportaże, o podróży emisariuszy, urzędników lub nawet o podróży najeźdźcy, podróży przez sieć kanałów wodnych, sieć rzek lub zwyczajnie przez trakty lądowe. Ale te wiersze w rzeczy samej nie wyzwalają zachwytu, czyta się bo się czyta, mając na uwadze że ta mierność treści wynika z charakteru archetypu wiersza.
Gdy poezja o miejscach, wszystko zwraca się w kierunku Włoch. Bo tam miejsca kultu światowej turystyki, tam inspiracje w sztuce tudzież poezji, tam zawarta filozofia i mądrość świata, tam największe dziedzictwo malarstwa, rzeźby, architektury.
Jakaż to poezja o miejscach które urzeka. Poezja jest opisem, ilustracją tego miejsca, jego głosem.
Widok inspiruje a to w konsekwencji kreuje opis o imponderabiliach świata i życia.
W tym zestawie z racji oczywistych na uwagę zasługuje dziwny wiersz Józefa Czechowicza ( aczkolwiek wcale nie dla kultu sztuki włoskiej ) „Lublin z dala” o mieście które przysiadło na łąkach czarnoziemu, spowitych mgłą, w środku pagórków, pośród ciszy.
Wyjątkowym rozdziałem jest rozdział „Chwila”. Samo wyodrębnienie takiego rozdziału w całej wymyślonej autorskiej chronologii, w odbiorze wydaje się pokrętne, bo opis chwili rozdwaja się na opis wielu rzeczy dziejących się w danej chwili i ten opis można zaszeregować w inne podsunięte przez autora rozdziały. Chwila w której dokonują się zdarzenia, jest defacto opisem tego zdarzenia, chwila doznania jest opisem emocji, chwila kontaktu z rzeczą, zjawiskiem jest opisem tej rzeczy i zjawiska. Ale może być opisem chwili wypełnionej tym zdarzeniem.
Chwila może być utrwalona fotografią, chwila opisana jest rejestrem realizowanym z dystansu czasu, wtedy kiedy jest dawno poza nami. Tak więc jest ona wspomnieniem, retrospekcją, ale ta z intensywnym doznaniem pozostaje na zawsze w pamięci i wyrwana z niej, ot chociażby dla dla opisu wraca w detalu, jakby się działa w danej chwili.
Z tego zestawu może podobać się wiersz Lindy Gregg „Ciemna rzecz w środku dnia”, Jest opisem lirycznym pewnej pory dnia ( z wersu wynika ze to ranek, z tytułu że to środek dnia): drzewa migdałowe jeszcze zamknięte listowiem, ktoś hałasuje, gołębie w euforii, pszczoły szukające nektaru, zapach róż, kwiaty w niecodziennej wegetacji, morze blisko nęka bryzą i szumem, świat daje sygnały błogości. Ale ten opis chwili równie dobrze można nazwać opisem danej pory dnia, lub miejsca gdzie dzieją się te symptomaty.
Perłą tego rozdziału o ile nie całej antologii jest wiersz Ludwika Eminowicza „W samo południe”. Wiersz zniewalający, w nim wszystko czego wymaga jego formalizm: rym, rytm, świetna metafora, perfekcyjne słowotwórstwo, harmonia, i aura.
Jest opisem południowego żaru, gdzie „zloty komarów”, „tlące się pastwiska”, „żużlące powietrze”, „pełgające widnokręgi”, „niebo zwieszone u zwory” to szereg trafionych kolaży słownych, które zadziwiają i kreują magię chwili, dając iluzję jakby odbiorca znalazł się w samym środku tego południowego fenomenu przyrody.
Wiersze o emocjach ludzkich zebrano w rozdziale „Ludzie wśród ludzi”. Tą najistotniejszą jest miłość. Miłosz postrzega ją w trzech kategoriach: miłość erotyczna ( pożądanie),miłość do bliźniego jako wyraz empatii ( współczująca),miłość opiekuńcza ( rodzicielska, matczyna).
Nie sposób ogarnąć ile w niej obfitości inspiracji dla poezji, szczególnie jej pierwszego wariantu.
Wiersz Anny Świrszczyńskiej „Taka sama w środku” w którym dowodzi prowokującą tezę, że miłość do mężczyzny jest nawet mniej ważna niż miłość do bliźniego. Jej życiowe doświadczenie biedy przetasowało hierarchię wartości.
Jest wiersz Walta Whitmena „Dzieci Adama” w formie prozaizowanej o miłości do sędziwego starca, o respekcie i podziwu dla niego, jego emanacji i charyzmie, chce się być z nim, koło niego, patrzeć i słuchać i chłonąć jego mądrość życiową. Jakże on ważny wobec narastającego trendu ignorancji, obojętności, wykluczenia wobec starczego wieku.
Na dowód, że emocje od zarania są niezmienne, że od stuleci człowiekiem szarpią te same żądze jest wiersz Wang Wei „Xi Shi” który opisuje kult pieniądza, jak bogactwo zmienia patrzenie, rodzi wybredność, pogardę, bezczelność, niszczy przyjaźń.
Kolejny rozdział traktuje o kobiecym wdzięku. O upartości aby tą kobiecą atrakcyjność wzmocnić w każdy możliwy sposób: a to makijaż, a to klejnot, a to zapach, a to wyuczona gracja czy kokieteryjność…
Ale jest wiersz Lindy Gregg, uznanej według Miłosza za najlepszą amerykańską poetkę, przekornie o przesycie w staraniu się bycia pożądana kobietą, przychodzi moment kiedy coś podpowiada że to tylko iluzja szczęścia, a to prawdziwe szczęście dostrzega się gdzie indziej, jak chociażby w danym przypadku w zaciszu dawnego domostwa…ale nawet wszystko to co kiedyś mogło dać zaczyn szczęścia a zostało zbagatelizowane innymi wizjami.
„Sytuacje” -wiersze o doświadczeniach, przypadkach, zdarzeniach, których życie dostarcza swoim niewyczerpalnym źródłem.
Na uwagę zasługuje wiersz Raymonda Carvera „Wino” o nałogu wodza wszech czasów, Aleksandrze Wielkim, który w amoku pijackim podpala miasto Persepolis, stolicę imperium perskiego, zabija przyjaciela w sprzeczce Cletusa, aby potem po powrocie świadomości w żalu pogrzebać go z największym honorem a potem znowu w czasie stypy zagubić się w nałogu. Wiersz jak opowiadanie historyczne, zbyt prozatorskie, wierszowane na siłę.
Przedostatnim tematem są medytacje (refleksje). Odkąd człowiek był zdolny do asocjacji, zaczęła się refleksja nad istnieniem, i nad całokształtem powiązanym z tym pojęciem. I ten trend trwa w najlepsze, jako że sens życia jest ciągle nieodgadnionym, bo nawet teoria ewolucji nie wyjaśnia tego co tchnęło do życia najprymitywniejszą organellę.
Miłosz zamieszcza kilka wierszy z epoki starożytnej by dowieść jakim schematem myśl ludzka ewoluowała i nad czym medytowała.
Wiersz perski o tym, że tyle się wie o świecie ile wie o nim embrion w łonie matki. Świat wtedy był pełen zjawisk nierozumianych, ale czy obecnie to nierozumienie nie narasta mimo większej wiedzy tylko w innych jej aspektach (teorie kwantowe).
W wierszu „Słowa-Czary” z dziedzictwa eskimoskiej kultury, (która wszak tez istnieje mimo innego przesądu ) ktoś napisał legendę o sprawczej sile słowa, które miało moc zaklęcia, moc spełnienia, i w czasach najbardziej pierwotnych ono jedno wypowiedziane kształtowaną mową ludzką miało w percepcji moc czaru… nierozumianego.
Albo wiersz Chuang Tsu żyjącego w IV wieku p.n.e. o ówczesnym postrzeganiu świata i intuicji, że tylko życie w zgodzie z naturą, rytmem wszechświata, bez agresji i w trosce ( w źródle harmonii Tao) ma sens i jest rokujące. To Tao jest tlenem życiodajnym dla człowieka, jak woda dla ryby.
Zakończeniem jest rozdział „Historia”. Tytuł polemiczny, bo popada się w wątpliwość co Miłosz miał na myśli, czy poezję traktującą o jej sile przetrwania w aspekcie historii, czy poezję ideologiczną jako odniesienie się do danego stanu historycznego ( jak na przykład cała poezja romantyzmu w nurcie narodowo-wyzwoleńczym).
Przykładem pierwszego wariantu jest wiersz Shu Thing „ Może czyli samotność pewnego autora” w którym autor wyraża swoją nieufność jak świat z dystansu czasu oceni te zapisy, czy jest sens w ogóle pisania poezji z konkluzją, czy misja poety jest jak sztuka dla sztuki.
Wiersz Anny Świrszczyńskiej „Boję się ognia” intuicyjnie jest obawą przed sensem pisania dla pokolenia, bo nagle znikąd i w każdej chwili żywioł może zniszczyć całą płodność.( a może inna kultura w dobie AI zdepta dawne gdybania ludzkie)
W kontrapunkcie tego pesymizmu jest wiersz o sile języka… tutaj ormiańskiego. Język jest największym walorem, „domem”, „schronieniem”, „miłością, i dumą”, kształtowany przez pokolenia jest pełny zasobu, mimo że zmienia swoje narzecza, zawsze będzie destynacją w „labiryncie przyszłości” dla każdego.
Wydaje się, że czynników inspirujących pomysł na małą antologię poezji świata było wiele. Sam fakt zajmowania się translacją poezji, poniekąd to profesja Miłosza, (literacka) znajomość języka angielskiego, i to ustawiczne dociekanie interpretacji świata i jego sensów w poezji w każdej przestrzeni i czasie (szczególnie wschodnio- azjatyckiej ) musiały w końcu wyrodzić...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawa jest historia powstania tej książki, oto nasz noblista prowadził w latach 90. wraz z Robertem Hassem seminarium dla studentów anglistyki na Uniwersytecie Berkeley. Czytano tam i omawiano wiersze poetów z całego świata. Materiały z owego seminarium posłużyły za podstawę do książki, która składa się z wielu wierszy pogrupowanych tematycznie (przyroda, chwila, podróż, etc.) z krótkim komentarzami autora.
Bodaj najciekawszy jest wstęp, pisze w nim bowiem Miłosz o swoim poglądach na poezję. Oto jego credo: „Moja propozycja na tym polega, że pokazuję wiersze bardzo, z niewieloma wyjątkami, krótkie, jasne i czytelne, oraz – że użyję niesłusznie skompromitowanej nazwy – to znaczy lojalne wobec rzeczywistości i starające się ją opisać jak najzwięźlej. Obalają więc powszechny sąd o poezji jako o dziedzinie mglistej i wymykającej się rozumieniu.” Przytacza nasz noblista jeszcze jeden znamienny cytat, wypowiedź wielkiego malarza francuskiego Paula Cézanne'a: „Oto minuta świata, która mija. Namalować ją taką, jaka jest rzeczywiście, i wszystko zapomnieć, żeby to osiągnąć. Stać się nią, być nadczułą kliszą, dać obraz tego, co widzimy, zapominając o wszystkim, co widziano przed nami.” Dodajmy, że bardzo wiele wierszy w książce spełnia zalecenia Cézanne'a, notabene, ciekawy to związek między malarstwem a poezją...
Nie ukrywa też Miłosz, że jego ideałem jest prostota, razi go skomplikowanie, niejasność, niespodziewane skojarzenia, nie lubi 'poezji niezrozumiałej' pisze o tym w komentarzach do wierszy Jeana Follaina (s. 196-199). No cóż, to dosyć wąskie spojrzenie na poezję, ale nie ukrywam, że bliskie mi.
Szczególne miejsce w tym zbiorze zajmują wiersze poetów chińskich dynastii T'ang (618-907 r.),prawdziwa fascynacja Miłosza, może u źródeł tej fascynacji jest to, że „nie ten co u nas był ich stosunek podmiotu do przedmiotu, to znaczy do drzewa, kwiatu, górskiego szczytu i wszelkich rzeczy poznawanych zmysłami czy też w ogóle przyrody.” Rozwijając tę myśl, twierdzi Miłosz, że w myśli wschodniej chodzi bardziej o utożsamienie się z rzeczą niż konfrontację z nią, ciekawa to koncepcja, chociaż prawdę mówiąc wiersze starochińskie jakoś mnie nie porywają...
Ta fascynująca książka nadaje się do wielokrotnego czytania, z pewnością będę do niej wracał.
Ciekawa jest historia powstania tej książki, oto nasz noblista prowadził w latach 90. wraz z Robertem Hassem seminarium dla studentów anglistyki na Uniwersytecie Berkeley. Czytano tam i omawiano wiersze poetów z całego świata. Materiały z owego seminarium posłużyły za podstawę do książki, która składa się z wielu wierszy pogrupowanych tematycznie (przyroda, chwila, podróż,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje pierwsze spotkanie z poezją w większym wydaniu. Chciałem sprawdzić, czy przekonam się kiedykolwiek do poezji. Dzięki Miłoszowi wejście w ten świat było dużo łagodniejsze. Miłosz stworzył to dzieło podczas pobytu w Kalifornii - na krańcu cywilizacji zachodniej, gdzie jest już podobna odległość do Chin jak choćby do Anglii. Dużo jest tutaj twórczości chińskiej z przed 500, 1000 i więcej lat. Te wiersze okazały się dla mnie najbardziej ciekawe. Świadomość, że ludzie dwa tysiące lat temu na drugim krańcu świata co zachwycało, mieli podobne dylematy jest intrygująca. Do tego dochodzą przepiękne wprowadzenia i komentarze Miłosza.
Moje pierwsze spotkanie z poezją w większym wydaniu. Chciałem sprawdzić, czy przekonam się kiedykolwiek do poezji. Dzięki Miłoszowi wejście w ten świat było dużo łagodniejsze. Miłosz stworzył to dzieło podczas pobytu w Kalifornii - na krańcu cywilizacji zachodniej, gdzie jest już podobna odległość do Chin jak choćby do Anglii. Dużo jest tutaj twórczości chińskiej z przed...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem dlaczego,wcześniej nie napisałam nic o tej książce,która przecież od zawsze leży przy moim łóżku i od której zaczęła się moja przygoda z poezją "na poważnie".Ta książka jest dla mnie tym cenniejsza,że z dedykacją kogoś,kto niejako mnie popchnął w pewną stronę,osobie z ogromną wiedzą i tej,która we mnie wierzyła i wspierała.
Książka,która stanowiła nadbagaż w moim emigracyjnym tobołku,która nieraz ukoiła,zainspirowała,książka jedyna w swoim rodzaju.
I wiersz Mary Olivier "Dzikie gęsi",który mógłby być moim mottem życiowym i swoistym credo:
"Nie musisz być dobra
Nie musisz iść przez pustynie pokutując
Wystarczy że pozwolisz zwierzatku swego
ciała pokochać,co pokochało"
Cytat może być niepełny,bo z pamięci.
Kocham tę książkę i tak już chyba zostanie na zawsze.
Pozdrawiam.
Nie wiem dlaczego,wcześniej nie napisałam nic o tej książce,która przecież od zawsze leży przy moim łóżku i od której zaczęła się moja przygoda z poezją "na poważnie".Ta książka jest dla mnie tym cenniejsza,że z dedykacją kogoś,kto niejako mnie popchnął w pewną stronę,osobie z ogromną wiedzą i tej,która we mnie wierzyła i wspierała.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka,która stanowiła nadbagaż w moim...
Często do niej zaglądam.Wspaniała książka i piękna poezja.Miłosz powiedział,że ten zbiór powstał w ramach walki z niektórymi tendencjami obecnymi w nowoczesnej myśli i poezji,ale cała książka wypływa z ogromnego szacunku dla holenderskich martwych natur i stanowi pochwałę świetlistego chwytania rzeczy.Dla wszystkich chociaż trochę ceniących i lubiących poezję.Bezcenne komentarze poety do poszczególnych utworów,pozwalają chociaż trochę zrozumieć sens i zadania poezji.Wielka szkoda,że nie mogłem takiej książki przeczytać w czasach licealnych.
Często do niej zaglądam.Wspaniała książka i piękna poezja.Miłosz powiedział,że ten zbiór powstał w ramach walki z niektórymi tendencjami obecnymi w nowoczesnej myśli i poezji,ale cała książka wypływa z ogromnego szacunku dla holenderskich martwych natur i stanowi pochwałę świetlistego chwytania rzeczy.Dla wszystkich chociaż trochę ceniących i lubiących poezję.Bezcenne...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to