Wypisy z ksiąg użytecznych

Okładka książki Wypisy z ksiąg użytecznych autora Czesław Miłosz, 8370069614
Okładka książki Wypisy z ksiąg użytecznych
Czesław Miłosz Wydawnictwo: Znak publicystyka literacka, eseje
344 str. 5 godz. 44 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2000-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1994-01-01
Liczba stron:
344
Czas czytania
5 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
8370069614
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wypisy z ksiąg użytecznych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wypisy z ksiąg użytecznych

Średnia ocen
8,0 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wypisy z ksiąg użytecznych

avatar
99
51

Na półkach:

Dużo ciekawych wierszy poetów mało u nas znanych. Poszerza to horyzonty i pokazuje, co dla wielkiego poety było poetycko dobre i piękne. Ciekawe są też komentarze Miłosza przed każdym tekstem. Trzeba czytać powoli, bo ilość wierszy jest naprawdę duża, więc to pozycja do spokojnego delektowania się.

Dużo ciekawych wierszy poetów mało u nas znanych. Poszerza to horyzonty i pokazuje, co dla wielkiego poety było poetycko dobre i piękne. Ciekawe są też komentarze Miłosza przed każdym tekstem. Trzeba czytać powoli, bo ilość wierszy jest naprawdę duża, więc to pozycja do spokojnego delektowania się.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
68
63

Na półkach:

Wydaje się, że czynników inspirujących pomysł na małą antologię poezji świata było wiele. Sam fakt zajmowania się translacją poezji, poniekąd to profesja Miłosza, (literacka) znajomość języka angielskiego, i to ustawiczne dociekanie interpretacji świata i jego sensów w poezji w każdej przestrzeni i czasie (szczególnie wschodnio- azjatyckiej ) musiały w końcu wyrodzić selekcję spiętą w antologię. Są dwa warianty antologii: polskojęzyczna z okrojoną o ile nie śladową prezentacją poezji polskiej i wersji anglojęzycznej ze znacznie szerszą rekomendacją polskich wierszy.

Ale jest ona nad wyraz subiektywna, w zamyśle konstruowana imperatywem idącym z admiracji filozofii schopenhauerowskiej ( darwinowskiej),która dla wielu wcale nie jest miarodajna. Miłosz podobnie jak Schopenhauer traktowali sztukę jako ucieczkę od cierpienia ludzkiego, jako sposób wyrażania ludzkich doświadczeń, obydwoje przedkładali kontemplację nad złem, nonsensami świata. Obydwoje odnoszą się do idei transcendencji w kontekście sztuki,
Antologia w odbiorze jest trudna, kontrowersyjna, nie łatwo w niej doszukać się tego co prawdziwie urzeka, porywa estetyzmem w odbiorze, wziąwszy pod uwagę że poezja jest metaforycznie karmą dla duszy, a tutaj czasami smakuje nie samą słodyczą.
Tłumaczenia są jakby szybkie, na poczekaniu, słowowierne ukierunkowane na esencję myśli poety niż na piękno i smak poezji. Zawiłość tłumaczenia zasadza się w semantyce każdego języka, nieraz idiomalnie nieprzetłumaczalnego i nierozumianego z racji ogromnej dyferencji kultur, które go wykształtowały, i nawet taka estyma jak Miłosz jest w tych arkanach bezradna. Stąd tłumaczenia mimo zachowania zasad staranności wobec wierności oryginału są niejako trawestacją ( przeróbka ). Co więcej są to tłumaczenia adaptacji angielskich, czyli po podwójnym filtrze, stąd siłą rzeczy zmywa się okrasa z oryginału
Miłosz oparł swoja regułę tłumaczenia na prostocie, na jasnej czytelności i komunikatywności, kosztem formalizmu i wyzbycia się pewnych walorów estetyki wiersza, jego wyrafinowania podbitego koneserstwem i literackością.
W tłumaczonych wierszach brak rymu, rytmu, uporządkowanej metryki, morfologii ( słowotwórstwa)… określonych determinantów wersyfikacyjnych składających się na jakość, nawet aury tylko treść i standardowe środki wyrazu. Miłosz preferuje wierszowaną prozaiczność, i tym sposobem wiersze wychodzą jako zapisy pewnych zdarzeń, konkretny opis rzeczywistości (wręcz reporterski ) wspomagany odsyłaczami: widokiem pejzażu, symptomatem przyrody, onomatopeiczną muzyką….szczególnie jest to widoczne w poezji orientalnej.
Jak jaskrawo wybrzmiewają pięknem na tle tłumaczonej poezji inserty wierszy Wisławy Szymborskiej, Anny Świrszczyńskiej, Józefa Czechowicza, Tadeusza Różewicza…przebija w nich talent słowotwórstwa i siła przesłania.

Miłosz w swoim wstępie uzasadnia trywialnie potrzebę poezji, niby żer dla ducha, kształtowania samoświadomości czy ludzkiej wyobraźni. Uznaje ją jako sposób oderwania się od materii duchowej która jest na co dzień, przydając jej niemalże jako rolę narzędzia katharsis : oczyszczania.
Tą sztukę pisania poezji zestawia ze sztuką malarstwa. Malarstwo jest uchwyceniem obrazu kolorem, poezja utrwala stan słowem. W malarstwie ekspresję wyraża się gamą barw, jej intensywnościami, grą cienia, światła, poezja ma do dyspozycji znacznie szerszą listę środków wyrazu w postaci środków stylistycznych i figur retorycznych, z dominantą metafory i epitetu.

Ale w istocie poezja jest tylko dla wybranych, lubujących się w manipulacji słowem, jego kombinatoryki, wrażliwych na różnorodność kreacji semantycznej, to w niej poszukuje się piękna literackiego, i gdzieś ukrytego w niej trudno-wyrażalnego podtekstu, w aspekcie ciążących pytań sensu świata, problematyki życia i emocji ludzkich które ciągle stoją bez wyczerpującej odpowiedzi.
Miłosz z zamysłem preferuje poezję orientalną nawet tą milenium wstecz, aby pokazać jak życie jest adekwatne, jak emocje i wrażliwość ludzka są niezmienne. Ile od zarania jest wierszy ot chociażby o miłości, nienawiści, lęku, niepokoju, empatii, wrażliwości na piękno przyrody…a poezja ciągłe się tworzy, narasta, jej płodność jest większa od konsumpcji. Jakby była wrodzoną potrzebą emanacji uczuć człowieka, ta z talentem ma przywilej publikacji ta mierna idzie na zatratę do szuflady…ale każda z nich jest jakby terapią ludzkiej psychiki, jest antidotum, zabiegiem na ludzką melancholię, wyrazem euforycznego stanu…tych funkcji w aspekcie ludzkiej psychiki jest znacznie więcej.

To zainteresowanie poezją orientalną wynika z okoliczności, że na seminariach w Berkeley które prowadził Miłosz było wielu studentów wschodniej regionalizacji, i jakby to wyjście ku oczekiwaniom audytorium. Ponadto poezja chińska, japońska wywierała wpływ na amerykańską, która była jakby już nasycona i szukała innych destynacji do inspiracji. W kręgu zainteresowania pozostaje zawsze to co jeszcze w pełni nieznane, nie przeanalizowane, a sam człowiek jego natura podglądacza i szperacza zagląda w egzotyczną przeszłość szukając być może innych wzorców i archetypów.
I Miłosz zamieszcza w antologii przykłady poezji chińskiej z okresu dynastii Tang ( 618-907),jakby szukał paradygmatu tamtych czasów, czasów kultury odizolowanej od cywilizacji, co ona miała do powiedzenia rdzennej ludzkości w propagacji myśli czystej kulturowo, bez wpływów i wszelkich obcych naleciałości i utartych wzorców. I z tego zestawienia wychodzi konkluzja, tchnąca frazesem, że w każdej kulturze miłość, przemijanie… są takie samo z drobną kosmetyką, że życie w zgodzie z naturą jest najcenniejszym walorem, że odbiór piękna natury i jego zauważanie jest analogicznym w każdym wymiarze czasoprzestrzeni.

Wystarczy zaglądnąć na zamieszczony spis autorów wierszy, aby uznać kogo preferuje Miłosz w swojej antologii: poeci chińscy: Tu Fu, Wang Wei , Li Bai z VIII wieku, Bai Yutyi z przełomu VIII i IX wieku… poeta Walt Whitman okrzyknięty mianem największego z amerykańskich, Denis Levertow amerykańska poetka XX wieku.
Miłosz antologie usystematyzował rozdziałami, każdy opatrzony tytułem z sugestią o czym ta poezja. Systematyzacja też bardzo osobista, zdawałoby się jakby poszła zbyt indywidualnym wariantem , bo mogłaby być przeprowadzana innymi kryteriami, chociażby podług pochodzenia autora lub regionalizacji poezji, albo podług wieku, dekad w których powstawał wiersz.
Każdy wiersz niemalże ma przedsłowie, przedsmak treści. Ale w tych krótkich anonsach nieraz zbyt sugestywnych, nieraz bardzo trafnych, przedziera się erudycja Miłosza, cały jego intelekt i wysublimowane podejście do wielu kwestii filozoficzno-światopoglądowych, i przede wszystkim jest w nich umiejętność oceny waloru wiersza. Bez tych przypisów które maja funkcję eksplikacji interpretacja czytelnika poszłaby nieraz w omylności na manowce, bo niektóre wiersze wydają się jakby były o niczym, traktujące o zbyt banalnych nie wartych zapisu sprawach, zbyt trywialne i zbyt prozatorskie. W przypisach często jest co nieco o autorze wiersza, ważnych epizodach jego biografii, Miłosz sam nieraz odnosi się w tym wprowadzeniu do własnych życiowych doświadczeń.

Pierwszy rozdział traktuje o kulcie wobec bóstw epifanicznych, spersonifikowanych lub antropomorfizowanych ( występujących pod postacią człowieka). Wierszy kontemplujących Boga, Nimfy, Driady, wszelkie pogańskie, mitologiczne bóstwa jest bez liku, odpowiednio do dynamiki ewoluowania i modyfikacji trendów religijnych, ale w tym rozdziale aż tak wyjątkowej specyfiki nie ma.
Przyroda zawsze była jest i będzie totalną inspiracją. Elementów składowych kuriozum przyrody dotykających zmysły człowieka jest bezgraniczna ilość: cała fauna i flora, niebo, morze, wiatr, powietrze, deszcz, mgła, świeżość …, wystarczy tylko zmyślna kombinatoryka ich wariancji i celne słowo aby wyszła poezja.
A może z sentymentu warto zaznaczyć to co polskie.
Jest wiersz Szymborskiej wyrzucający się naprzód tego zestawu z racji kunsztu, warsztatu i intelektu. Jest krótki ale jak celnie trafia w świadomość ludzką w aspekcie postrzegania zwierząt, które niby nie posiadające świadomości a mające gdzieś jej substytut, biorących życie takie jakie jest zadane niesprawiedliwą i bezwzględną ewolucją, posiadających nieskalane sumienie.
I drugi wiersz Szymborskiej „Widziane z góry” o mało zauważalnej śmierci wszystkiego co z człowiekiem żyje, śmierci rzekomo bez uczucia, bólu, żalu. To człowiek jest ten najważniejszy konstrukt natury, nic ważnego się nie dzieje gdy istota innego gatunku umiera, ale wszak i człowiek i te istoty są produktem tego samego mechanizmu-ewolucji.
Jest wiersz Zbigniewa Macheja „Sady w lipcu” dość oryginalny o życiodajnym biegu wód ze źródła gruntu, poprzez jego warstwowy przekrój, do korzeni, do pnia , liści , kwiatu i mety: wydanego owocu.
I jeszcze znany polski poeta XX wieku Adam Zagajewski o poczuciu ludzkiego bezpieczeństwa na przykładzie ćmy zahipnotyzowanej światłem uderzającej z zacięciem na nierozpoznawalną szybę, poza którą jest ciepłe bezpieczne wnętrze.
W wierszach często daje popis metafora, co jest świadectwem ludzkiej wyobraźni nie objętej żadną granicą. Znany poeta szwedzki ( znanym tłumaczem jego poezji był Leonard Neuger ) traktuje o mowie przyrody, o księdze przyrody, gdzie pustkowie jest niezapisaną stroną, a ślady zwierząt zapisanym słowem.
Piękno przyrody tryska zewsząd… jest wiersz o zimorodku, który zna jedyny sens swojego istnienia (zresztą jak większość fauny) zdobycie pokarmu, ale natura dała mu narzędzie kamuflażu, on za pomocą Efektu Tyndalla zmienia barwy upierzenia w kalejdoskop barw.
Miłosz raczej chyba z sympatii i wdzięczności (pomagał Miłoszowi w tłumaczeniu polskich wiersz na angielski i nie tylko ) zamieszcza wiersz Roberta Hassa „Późna wiosna” który jakby nic nie ma z wiersza, a jest pewną formułą wyliczanki; a to że w maju jest ciepło, że pragnie się słońca, że truskawki, że tanie kałamarnice, dzień dłuższy i sen głębszy …trudno w nim dostrzec oryginalności, błyskotliwości metaforycznej.
Ale wiele wierszy tego rozdziału to wiersze mętne, cierpkie, tasiemcowe z nieusystematyzowanym wersem, bez klimatu, o płytkiej jakości i braku wielowymiarowości. …jakby czytelnik nie dawał wiary, że tłumaczenie wyszło ze staranności i przemyślenia.
Ale nie to może jest tak istotne dla Miłosza, bo intuicja pokazuje jakby on chciał pokazać tematyczność poezji, jak wiele jest jej różnorodnej treści powiązanej z przyrodą. I jest wiersz o rozgwiazdach tonących w mule, dla których muł jest niebem a tonięcie zwykłą grawitacją; wiersz o konsumpcji śliwki; o technice zbierania miodu, że dym prowokuje pszczoły do obżarcia się miodem wtedy senne, ciężkie, nasycone słodyczą nie ukąszą; jest wiersz o niedźwiedziu buszującym w chacie w zimie, i jego rytuale niszczenia wszystkiego w poszukiwaniu strawy, aby najadłszy się do syta spać w gawrze.

Rozdział następny jest o rzeczach, zjawiskach, o materii. Czas zmienia postrzeganie w sztuce, tak jak w malarstwie rzecz z drugiego planu przechodzi na pierwszy w „martwej naturze”, tak poezja zbacza z utartych tematycznie torów, zdobywa się stricto na opis rzeczy. Cóż charakteryzuje rzecz lub zjawisko: barwa, kształt, struktura, blask, ruch…W opisie rzeczy jest przydawanie jej poprzez zabieg metaforyczny możliwości animacyjnych, kinetycznych, przydawanie jej świadomości, której w istocie nie ma bo jest materią, przydawanie jej cech, które obowiązują w relacjach ludzkich. Góra na przykład ma władzę, pychę, zemstę.
Wiersz Wisławy Szymborskiej „Widok z ziarnkiem piasku” jest zwróceniem uwagi na pewne zjawiska , na które w ogóle na co dzień się nie zwraca, postrzegania rzeczy z punktu widzenia ich animacji, rzecz jest bezwonna, bezgłośna , bezbolesna, obojętna, a wszystko co się wokół niej dzieje jest wmawiane ludzką imaginacją i ludzkim życzeniem.
Postrzeganie rzeczy gdzie prawda, oczywistość jest tylko iluzją jak chociażby w takich wyrażeniach: „słońce zachodzi a nie zachodzi wcale” ; „wszystko pod niebem z natury bezniebnym”; „jest widok a ten widok sam siebie nie widzi”.
Wiele wierszy z tego rozdziału jest prozaizowanych, zgodnie z argumentem Miłosza, że w poezji nie da się uniknąć tej zależności. Ale ma to też dobre strony, poezja staje się bardziej otwarta, nawet staje się esejem filozoficznym, potrafi stawiać pytania wprost, inspiruje do refleksji nad aksjomatami swiata…

Zanim odbiorca przejdzie do rozdziału gdzie motywem poezji jest podróż, należy postawić banalne pytanie po co podróżować wszak wszystko można zobaczyć z relacji filmowej, fotografii. Miłosz uzasadnia, że wtedy gra jeden zmysł pozostałe milczą. Rzeczywiście w fotografii, filmie zmysł dotyku, węchu, posmaku są wyłączone, zmysł słuchu może działać niewspółmiernie, bo inaczej dźwięk nagrany inaczej dźwięk na żywo.
Wszystko niby takie same, ale widziane po raz pierwszy wyzwala inne wrażenia, bo samo to nakierowanie świadomości na szukanie piękna w oglądaniu na żywo jest wystarczającym pretekstem aby patrzyć inaczej.
Poezja orientalna milenium wstecz traktuje o wrażeniach z podróży, konkretnych obrazach .
W imię przyjaźni z lat młodości z Józefem Czechowiczem, Miłosz zamieszcza jego wiersz „Przez kresy” , wiersz traktujący o podróży nocnej przez wertepy w zaprzęgu konia, o podróży sennej w asyście blasku księżyca, w kakofonii terkotu kół i mechanizmu zaprzegu, śpiącej ale czujnej natury.
Jest kilka wierszy chińskich z VIII wieku, jako zapisy, krótkie relacje, oszczędne reportaże, o podróży emisariuszy, urzędników lub nawet o podróży najeźdźcy, podróży przez sieć kanałów wodnych, sieć rzek lub zwyczajnie przez trakty lądowe. Ale te wiersze w rzeczy samej nie wyzwalają zachwytu, czyta się bo się czyta, mając na uwadze że ta mierność treści wynika z charakteru archetypu wiersza.

Gdy poezja o miejscach, wszystko zwraca się w kierunku Włoch. Bo tam miejsca kultu światowej turystyki, tam inspiracje w sztuce tudzież poezji, tam zawarta filozofia i mądrość świata, tam największe dziedzictwo malarstwa, rzeźby, architektury.
Jakaż to poezja o miejscach które urzeka. Poezja jest opisem, ilustracją tego miejsca, jego głosem.
Widok inspiruje a to w konsekwencji kreuje opis o imponderabiliach świata i życia.
W tym zestawie z racji oczywistych na uwagę zasługuje dziwny wiersz Józefa Czechowicza ( aczkolwiek wcale nie dla kultu sztuki włoskiej ) „Lublin z dala” o mieście które przysiadło na łąkach czarnoziemu, spowitych mgłą, w środku pagórków, pośród ciszy.

Wyjątkowym rozdziałem jest rozdział „Chwila”. Samo wyodrębnienie takiego rozdziału w całej wymyślonej autorskiej chronologii, w odbiorze wydaje się pokrętne, bo opis chwili rozdwaja się na opis wielu rzeczy dziejących się w danej chwili i ten opis można zaszeregować w inne podsunięte przez autora rozdziały. Chwila w której dokonują się zdarzenia, jest defacto opisem tego zdarzenia, chwila doznania jest opisem emocji, chwila kontaktu z rzeczą, zjawiskiem jest opisem tej rzeczy i zjawiska. Ale może być opisem chwili wypełnionej tym zdarzeniem.
Chwila może być utrwalona fotografią, chwila opisana jest rejestrem realizowanym z dystansu czasu, wtedy kiedy jest dawno poza nami. Tak więc jest ona wspomnieniem, retrospekcją, ale ta z intensywnym doznaniem pozostaje na zawsze w pamięci i wyrwana z niej, ot chociażby dla dla opisu wraca w detalu, jakby się działa w danej chwili.
Z tego zestawu może podobać się wiersz Lindy Gregg „Ciemna rzecz w środku dnia”, Jest opisem lirycznym pewnej pory dnia ( z wersu wynika ze to ranek, z tytułu że to środek dnia): drzewa migdałowe jeszcze zamknięte listowiem, ktoś hałasuje, gołębie w euforii, pszczoły szukające nektaru, zapach róż, kwiaty w niecodziennej wegetacji, morze blisko nęka bryzą i szumem, świat daje sygnały błogości. Ale ten opis chwili równie dobrze można nazwać opisem danej pory dnia, lub miejsca gdzie dzieją się te symptomaty.
Perłą tego rozdziału o ile nie całej antologii jest wiersz Ludwika Eminowicza „W samo południe”. Wiersz zniewalający, w nim wszystko czego wymaga jego formalizm: rym, rytm, świetna metafora, perfekcyjne słowotwórstwo, harmonia, i aura.
Jest opisem południowego żaru, gdzie „zloty komarów”, „tlące się pastwiska”, „żużlące powietrze”, „pełgające widnokręgi”, „niebo zwieszone u zwory” to szereg trafionych kolaży słownych, które zadziwiają i kreują magię chwili, dając iluzję jakby odbiorca znalazł się w samym środku tego południowego fenomenu przyrody.

Wiersze o emocjach ludzkich zebrano w rozdziale „Ludzie wśród ludzi”. Tą najistotniejszą jest miłość. Miłosz postrzega ją w trzech kategoriach: miłość erotyczna ( pożądanie),miłość do bliźniego jako wyraz empatii ( współczująca),miłość opiekuńcza ( rodzicielska, matczyna).
Nie sposób ogarnąć ile w niej obfitości inspiracji dla poezji, szczególnie jej pierwszego wariantu.
Wiersz Anny Świrszczyńskiej „Taka sama w środku” w którym dowodzi prowokującą tezę, że miłość do mężczyzny jest nawet mniej ważna niż miłość do bliźniego. Jej życiowe doświadczenie biedy przetasowało hierarchię wartości.
Jest wiersz Walta Whitmena „Dzieci Adama” w formie prozaizowanej o miłości do sędziwego starca, o respekcie i podziwu dla niego, jego emanacji i charyzmie, chce się być z nim, koło niego, patrzeć i słuchać i chłonąć jego mądrość życiową. Jakże on ważny wobec narastającego trendu ignorancji, obojętności, wykluczenia wobec starczego wieku.
Na dowód, że emocje od zarania są niezmienne, że od stuleci człowiekiem szarpią te same żądze jest wiersz Wang Wei „Xi Shi” który opisuje kult pieniądza, jak bogactwo zmienia patrzenie, rodzi wybredność, pogardę, bezczelność, niszczy przyjaźń.

Kolejny rozdział traktuje o kobiecym wdzięku. O upartości aby tą kobiecą atrakcyjność wzmocnić w każdy możliwy sposób: a to makijaż, a to klejnot, a to zapach, a to wyuczona gracja czy kokieteryjność…
Ale jest wiersz Lindy Gregg, uznanej według Miłosza za najlepszą amerykańską poetkę, przekornie o przesycie w staraniu się bycia pożądana kobietą, przychodzi moment kiedy coś podpowiada że to tylko iluzja szczęścia, a to prawdziwe szczęście dostrzega się gdzie indziej, jak chociażby w danym przypadku w zaciszu dawnego domostwa…ale nawet wszystko to co kiedyś mogło dać zaczyn szczęścia a zostało zbagatelizowane innymi wizjami.

„Sytuacje” -wiersze o doświadczeniach, przypadkach, zdarzeniach, których życie dostarcza swoim niewyczerpalnym źródłem.
Na uwagę zasługuje wiersz Raymonda Carvera „Wino” o nałogu wodza wszech czasów, Aleksandrze Wielkim, który w amoku pijackim podpala miasto Persepolis, stolicę imperium perskiego, zabija przyjaciela w sprzeczce Cletusa, aby potem po powrocie świadomości w żalu pogrzebać go z największym honorem a potem znowu w czasie stypy zagubić się w nałogu. Wiersz jak opowiadanie historyczne, zbyt prozatorskie, wierszowane na siłę.

Przedostatnim tematem są medytacje (refleksje). Odkąd człowiek był zdolny do asocjacji, zaczęła się refleksja nad istnieniem, i nad całokształtem powiązanym z tym pojęciem. I ten trend trwa w najlepsze, jako że sens życia jest ciągle nieodgadnionym, bo nawet teoria ewolucji nie wyjaśnia tego co tchnęło do życia najprymitywniejszą organellę.
Miłosz zamieszcza kilka wierszy z epoki starożytnej by dowieść jakim schematem myśl ludzka ewoluowała i nad czym medytowała.
Wiersz perski o tym, że tyle się wie o świecie ile wie o nim embrion w łonie matki. Świat wtedy był pełen zjawisk nierozumianych, ale czy obecnie to nierozumienie nie narasta mimo większej wiedzy tylko w innych jej aspektach (teorie kwantowe).
W wierszu „Słowa-Czary” z dziedzictwa eskimoskiej kultury, (która wszak tez istnieje mimo innego przesądu ) ktoś napisał legendę o sprawczej sile słowa, które miało moc zaklęcia, moc spełnienia, i w czasach najbardziej pierwotnych ono jedno wypowiedziane kształtowaną mową ludzką miało w percepcji moc czaru… nierozumianego.
Albo wiersz Chuang Tsu żyjącego w IV wieku p.n.e. o ówczesnym postrzeganiu świata i intuicji, że tylko życie w zgodzie z naturą, rytmem wszechświata, bez agresji i w trosce ( w źródle harmonii Tao) ma sens i jest rokujące. To Tao jest tlenem życiodajnym dla człowieka, jak woda dla ryby.

Zakończeniem jest rozdział „Historia”. Tytuł polemiczny, bo popada się w wątpliwość co Miłosz miał na myśli, czy poezję traktującą o jej sile przetrwania w aspekcie historii, czy poezję ideologiczną jako odniesienie się do danego stanu historycznego ( jak na przykład cała poezja romantyzmu w nurcie narodowo-wyzwoleńczym).
Przykładem pierwszego wariantu jest wiersz Shu Thing „ Może czyli samotność pewnego autora” w którym autor wyraża swoją nieufność jak świat z dystansu czasu oceni te zapisy, czy jest sens w ogóle pisania poezji z konkluzją, czy misja poety jest jak sztuka dla sztuki.
Wiersz Anny Świrszczyńskiej „Boję się ognia” intuicyjnie jest obawą przed sensem pisania dla pokolenia, bo nagle znikąd i w każdej chwili żywioł może zniszczyć całą płodność.( a może inna kultura w dobie AI zdepta dawne gdybania ludzkie)
W kontrapunkcie tego pesymizmu jest wiersz o sile języka… tutaj ormiańskiego. Język jest największym walorem, „domem”, „schronieniem”, „miłością, i dumą”, kształtowany przez pokolenia jest pełny zasobu, mimo że zmienia swoje narzecza, zawsze będzie destynacją w „labiryncie przyszłości” dla każdego.

Wydaje się, że czynników inspirujących pomysł na małą antologię poezji świata było wiele. Sam fakt zajmowania się translacją poezji, poniekąd to profesja Miłosza, (literacka) znajomość języka angielskiego, i to ustawiczne dociekanie interpretacji świata i jego sensów w poezji w każdej przestrzeni i czasie (szczególnie wschodnio- azjatyckiej ) musiały w końcu wyrodzić...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2130
1710

Na półkach: , , ,

Ciekawa jest historia powstania tej książki, oto nasz noblista prowadził w latach 90. wraz z Robertem Hassem seminarium dla studentów anglistyki na Uniwersytecie Berkeley. Czytano tam i omawiano wiersze poetów z całego świata. Materiały z owego seminarium posłużyły za podstawę do książki, która składa się z wielu wierszy pogrupowanych tematycznie (przyroda, chwila, podróż, etc.) z krótkim komentarzami autora.

Bodaj najciekawszy jest wstęp, pisze w nim bowiem Miłosz o swoim poglądach na poezję. Oto jego credo: „Moja propozycja na tym polega, że pokazuję wiersze bardzo, z niewieloma wyjątkami, krótkie, jasne i czytelne, oraz – że użyję niesłusznie skompromitowanej nazwy – to znaczy lojalne wobec rzeczywistości i starające się ją opisać jak najzwięźlej. Obalają więc powszechny sąd o poezji jako o dziedzinie mglistej i wymykającej się rozumieniu.” Przytacza nasz noblista jeszcze jeden znamienny cytat, wypowiedź wielkiego malarza francuskiego Paula Cézanne'a: „Oto minuta świata, która mija. Namalować ją taką, jaka jest rzeczywiście, i wszystko zapomnieć, żeby to osiągnąć. Stać się nią, być nadczułą kliszą, dać obraz tego, co widzimy, zapominając o wszystkim, co widziano przed nami.” Dodajmy, że bardzo wiele wierszy w książce spełnia zalecenia Cézanne'a, notabene, ciekawy to związek między malarstwem a poezją...

Nie ukrywa też Miłosz, że jego ideałem jest prostota, razi go skomplikowanie, niejasność, niespodziewane skojarzenia, nie lubi 'poezji niezrozumiałej' pisze o tym w komentarzach do wierszy Jeana Follaina (s. 196-199). No cóż, to dosyć wąskie spojrzenie na poezję, ale nie ukrywam, że bliskie mi.

Szczególne miejsce w tym zbiorze zajmują wiersze poetów chińskich dynastii T'ang (618-907 r.),prawdziwa fascynacja Miłosza, może u źródeł tej fascynacji jest to, że „nie ten co u nas był ich stosunek podmiotu do przedmiotu, to znaczy do drzewa, kwiatu, górskiego szczytu i wszelkich rzeczy poznawanych zmysłami czy też w ogóle przyrody.” Rozwijając tę myśl, twierdzi Miłosz, że w myśli wschodniej chodzi bardziej o utożsamienie się z rzeczą niż konfrontację z nią, ciekawa to koncepcja, chociaż prawdę mówiąc wiersze starochińskie jakoś mnie nie porywają...

Ta fascynująca książka nadaje się do wielokrotnego czytania, z pewnością będę do niej wracał.

Ciekawa jest historia powstania tej książki, oto nasz noblista prowadził w latach 90. wraz z Robertem Hassem seminarium dla studentów anglistyki na Uniwersytecie Berkeley. Czytano tam i omawiano wiersze poetów z całego świata. Materiały z owego seminarium posłużyły za podstawę do książki, która składa się z wielu wierszy pogrupowanych tematycznie (przyroda, chwila, podróż,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

206 użytkowników ma tytuł Wypisy z ksiąg użytecznych na półkach głównych
  • 158
  • 46
  • 2
23 użytkowników ma tytuł Wypisy z ksiąg użytecznych na półkach dodatkowych
  • 9
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wypisy z ksiąg użytecznych

Inne książki autora

Czesław Miłosz
Czesław Miłosz
Czesław Miłosz był synem Aleksandra Miłosza i Weroniki Miłoszowej z Kunatów. Urodził się w Szetejniach, dziedzicznym majątku matki położonym nad Niewiażą, w powiecie kowieńskim guberni kowieńskiej Imperium Rosyjskiego, w parafii Opitołoki, gdzie został ochrzczony w kościele Przemienienia Pańskiego w Świętobrości. Rodzina Miłoszów, pieczętująca się herbem Lubicz, należała do starego szlacheckiego rodu. Wielkie Księstwo Litewskie, na którego dawnych terenach Miłosz się wychował, wraz ze swą wielokulturową i tolerancyjną atmosferą, wywarło decydujący wpływ na twórczość poety, a on sam często odwoływał się do wspomnień z dzieciństwa (Dolina Issy). Inspirację stanowiło dla niego zarówno spokojne życie na wsi, jak i szalone podróże z ojcem. Ogromny wpływ na poetę wywarły także wydarzenia historyczne, których był świadkiem: rewolucja październikowa i wojna polsko-bolszewicka. 19 września 1917 urodził się jego młodszy brat, Andrzej Miłosz, późniejszy reżyser dokumentalista, publicysta i tłumacz. Miłosz studiował na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, najpierw polonistykę na Wydziale Humanistycznym, po krótkim czasie przeniósł się na Wydział Nauk Społecznych, by studiować prawo. Zadebiutował w 1930 na łamach uniwersyteckiego pisma „Alma Mater Vilnensis” wierszami Kompozycja i Podróż. Był członkiem głośnego w Wilnie Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich (AKWW). Ponieważ organizacja ta była programowo apolityczna, jego przyjaciółmi w tamtym czasie byli: komunizujący Teodor Bujnicki, Stefan Jędrychowski, Henryk Chmielewski, przywódca wileńskich narodowców Kazimierz Hałaburda, a także Paweł Jasienica czy znany podróżnik i założyciel AKWW Wacław Korabiewicz. Po wyjściu z AKWW razem z lewicującymi kolegami założył Klub Intelektualistów. Był członkiem grupy poetów Żagary i współtwórcą pisma o tej samej nazwie. Pracował w Polskim Radiu Wilno. Po wybuchu II wojny światowej Miłosz udał się na południe kraju. Gdy 17 września ZSRR zaatakował Polskę poeta znajdował się już w Rumunii. Wojska ZSRR zajęły Wilno, a potem przekazały je Litwinom. Miłosz powrócił do rodzinnego miasta, przyjmując obywatelstwo litewskie. Jednak już 14 czerwca 1940 ZSRR wkroczyło na teren Litwy i rozpoczęła się sowiecka okupacja. Poetą bardzo wstrząsnęły te wydarzenia, co miało odzwierciedlenie w jego poezji. Opuścił Wilno i przeniósł się do okupowanej przez Niemców Warszawy, gdzie pracował jako woźny w Bibliotece Uniwersyteckiej. Uczestniczył w podziemnym życiu literackim, pod pseudonimem Jan Syruć opublikował w 1940 r. tom Wiersze. Po upadku powstania warszawskiego Miłosz znalazł schronienie najpierw w Janisławicach, później w majątku Jerzego Turowicza w Goszycach. W styczniu 1945 roku zamieszkał w Krakowie. Brat Andrzej Miłosz, przebywający w czasie okupacji w Wilnie, także czynnie działał w podziemiu polskim. W 1943 roku Andrzej przemycił do Warszawy ukrytych w ciężarówce Seweryna Trossa i jego żonę. Czesław przyjął Trossów, znalazł im kryjówkę i wsparł finansowo. Pomógł także Żydówkom, Felicji Wołkomińskiej, jej siostrze i bratowej, które zbiegły z Warszawy w przededniu powstania w getcie. Trossowie zginęli w powstaniu warszawskim. Wołkomińska przeżyła i w 1957 roku wyemigrowała do Izraela. Za pomoc udzieloną rodzinie Trossów i Wołkomińskich Czesław i Andrzej Miłoszowie zostali uhonorowani przez Instytut Jad Waszem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (25 lipca 1989 roku). Podjął m.in. pracę w dyplomacji komunistycznego rządu Polski w Stanach Zjednoczonych oraz Paryżu, jako attaché kulturalny. W 1951 poprosił o azyl polityczny we Francji, kiedy w trakcie pobytu w Paryżu zdecydował się pojechać do redaktora „Kultury”, Jerzego Giedroycia, prosząc o ukrycie, i zabezpieczenie jego rzeczy do czasu, gdy otrzyma azyl polityczny. Obawiano się bowiem porwania, lub innej formy sabotażu ze strony polskich komunistów. Miłosz mieszkał przez pewien czas w Maisons-Laffitte, co doprowadziło do jego wieloletniej współpracy z tym pismem. Było to jednak powodem skandalu w części polskiej emigracji – przeciwko przyjęciu Miłosza protestowała m.in. redakcja „Wiadomości” Mieczysława Grydzewskiego. Dwa lata później Instytut Literacki Giedroycia wydał Zniewolony umysł (1953) – esej skierowany do polskiej emigracji, mający wyrazić mechanizm myślenia człowieka w demokracjach ludowych. Józef Mackiewicz nazwał ją w londyńskim tygodniku „Wiadomości” „wielkim odpompatycznieniem myśli emigracyjnej”, jak podaje Witold Gombrowicz. W następnych latach Instytut Literacki wydał większość dzieł Miłosza, a sam Jerzy Giedroyc przedstawił jego kandydaturę do Nagrody Nobla. W 1960 Miłosz przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych, gdzie wykładał literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, oraz na Harvardzie. Za granicą tworzył głównie poezję, bardzo różnorodną, choć największe uznanie zyskały jego wiersze polityczne (m.in. Który skrzywdziłeś). W PRL oficjalnie uznany za zdrajcę i renegata, został uroczyście potępiony przez Związek Literatów Polskich oraz niektórych autorów (Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Kazimierza Brandysa, Jarosława Iwaszkiewicza i Antoniego Słonimskiego). Do 1980 istniał zapis cenzorski, nie tylko zakazujący publikacji jego utworów, ale nawet wymieniania jego nazwiska (w sytuacjach koniecznych używano np. eufemizmu autor „Ocalenia”; pod nazwiskiem publikowano dokonane przezeń tłumaczenia, m.in. w antologii Poeci języka angielskiego [1969-1974]). Książki Miłosza były drukowane w podziemiu, przemycane z zagranicy, a dla nielicznych dostępne w działach prohibitów bibliotek uniwersyteckich. Miłosza odrzucała również część polskiej emigracji, zarzucająca mu początkowe poparcie dla komunistycznych przemian w Polsce i bolszewizm. Stosunek władz i środowiska emigracyjnego do Miłosza zaczął się zmieniać po 1980 r., kiedy poeta otrzymał literacką nagrodę Nobla za całokształt twórczości. Rok później przyjechał do kraju, gdzie jego utwory zostały już oficjalnie wydane (choć część z nich ocenzurowano, a część mogła się nadal ukazywać tylko w wydaniach podziemnych). Stały się one natchnieniem dla rozwijającej się opozycji politycznej. W 1993 r. poeta definitywnie przeprowadził się do Polski, gdzie jako miejsce pobytu wybrał Kraków, jak twierdził „najbardziej zbliżony do Wilna”. Miłosz zmarł 14 sierpnia 2004 w Krakowie, przeżywszy 93 lata. Został pochowany 27 sierpnia 2004 w Krypcie Zasłużonych na Skałce. Pierwszą żoną Czesława Miłosza została w 1944 Janina z domu Dłuska, primo voto Cękalska. Poślubiła go w styczniu 1944 w Warszawie. Po zakończeniu II wojny światowej wyjechała wraz z mężem do Stanów Zjednoczonych, gdzie mieszkała do końca życia. Po jej śmierci Czesław Miłosz napisał wiersz Na pożegnanie mojej żony Janiny. Mieli dwóch synów: Anthony’ego (ur. 1947) i Piotra (ur. 1951). Drugą żoną Czesława Miłosza została w 1992 amerykańska historyczka Carol Thigpen-Miłosz. Czesław Miłosz przeżył również drugą żonę. Inicjację seksualną przeżył w wieku 15 lub 16 lat, podczas wakacji w Krasnogrudzie, z urodziwą mężatką Ireną, która nudząc się na letnisku spędzała z nim dużo czasu, a wieczorami uczyła tańczyć tango. W okresie studiów romansował m.in. ze studentką polonistyki Klementyną Sołonowicz (później matką Daniela Olbrychskiego),Tolą (którą poznał podczas wakacji przygotowując się do jesiennej sesji poprawkowej),Niką Kłosowską (starszą o dwa lata mężatką, z której powodu gospodyni wypowiedziała mu mieszkanie) oraz studentką Wileńskiego Studium Teatralnego Ireną Górską (później matką aktorów Macieja i Damiana Damięckich). W okresie paryskim ważną rolę w życiu poety odegrała Jeanne Hersch, obywatelka Szwajcarii polskiego pochodzenia, filozof, później profesor Uniwersytetu Genewskiego. Stała się dla niego ważną partnerką intelektualną, z którą prowadził dysputy światopoglądowe i literackie. Zainspirowała go do napisania powieści na konkurs ogłoszony przez Europejską Fundację Kulturalną. („Zdobycie władzy”),którą przetłumaczyła na język francuski. Miłosz wyprowadził się z siedziby paryskiej „Kultury” i zamieszkał z nią w jednym z paryskich hoteli. Zastanawiał się nawet nad porzuceniem Janki i dzieci. Burzliwy związek z zaborczą Jeanne szybko uległ jednak rozpadowi. Miłosz sprowadził żonę z dziećmi do Francji i zaaprobował postawione przez nią warunki. Ich wieloletni związek usankcjonował ślub kościelny w polskim kościele przy ul. Saint Honoré w Paryżu, zawarty 13 stycznia 1956 r. Drugą wielką miłością Miłosza była tajemnicza „Ewa”, dziennikarka z Polski, która jesienią 1979 r. w Berkeley przeprowadziła z nim serię wywiadów. Zafascynowany młodszą od siebie o 31 lat dziewczyną, zaproponował jej posadę asystentki. Owocem tego związku był wydany w 1984 r. tom „Nieobjęta ziemia”, który jak wyznał poeta powstał „całkowicie pod znakiem Ewy”, gdyż dzięki niej nastąpiło u niego „jakieś otwarcie na wymiar osobisty ludzkich spraw”. Konstanty Jeleński namawiał nawet przyjaciela na rozwód, ale Miłosz okazał się „absolutnie niezdolny do opuszczenia schorowanej żony”. Związek trwał trzy lata. Partnerka nie zgodziła się na ujawnienie swoich personaliów, choć zdaniem biografów, miłośnicy twórczości poety bez trudu zidentyfikują jej osobę. Zafascynowana jego twórczością opracowywała i redagowała zbiory wierszy poety, tłumaczyła jego utwory na język angielski i wydała o nim książkę. Wiersze Czesława Miłosza są intelektualne, a metafory, jakich używa – sugestywne. Jego twórczość z lat 30., przed II wojną światową jest przesycona katastrofizmem. Dominuje w niej rozmach, metaforyczność, rytmiczność, wizje apokalipsy. Wiersze pisane podczas wojny nie mają już w sobie tyle patosu. Są znacznie mniej ozdobne. Poeta stawia na komunikatywność wiersza – na zrozumiałość zawartych w nim treści filozoficznych i intelektualnych. Część z tych wierszy poświęca Miłosz okupowanej Warszawie (Miasto, Błądząc),w której spędził prawie cały okres wojny. W twórczości Miłosza przypadającej na okres wojny da się również zauważyć świadome odchodzenie od tematyki wojennej. Znajdziemy wiersze opisujące zwykłe piękno świata, który – mogłoby się wydawać – nigdy nie zaznał wojny. Tak jest w wierszu Piosenka pasterska czy w cyklu Świat (poema naiwne) z 1943 r. Wprowadził do literatury polskiej nowy gatunek literacki – traktat poetycki (traktat-poemat),który, zdaniem poety, był wymierzony przeciwko nowoczesności rozumianej jako zawężenie i rozszerzał „pojemność” poezji. W zamieszczonym w tomie Światło dzienne Traktacie moralnym piętnuje zanik wartości, krytykuje brak moralności i wskazuje na to, co jego zdaniem należałoby zmienić w ludzkiej mentalności. W 1957 r. napisał Traktat poetycki, ukazujący historię poezji polskiej XX w. W tomie Druga przestrzeń (2002 r.) znalazł się Traktat teologiczny, w którym Miłosz rozważa problem tajemnicy wiary. Wiele utworów Miłosza z późnego okresu twórczości jest przykładem pisarstwa sylwicznego, komponowanego na pograniczu wypowiedzi poetyckiej, eseistycznej i prozatorskiej. Oprócz wielu tomów poezji Czesław Miłosz wydał kilkanaście zbiorów esejów. Najgłośniejszy z nich, tłumaczony na wiele języków Zniewolony umysł – do dziś uważany jest za wybitną próbę naukowej analizy działania propagandy komunistycznej. Inne ważne zbiory to przede wszystkim Ziemia Ulro, Ogród nauk, Widzenia nad zatoka San Francisco. Miłosz po zerwaniu swoich związków z komunistycznymi władzami wyrażał w swej twórczości niechęć i krytykę w stosunku do PRL, często piętnował polski nacjonalizm, krytykował tradycyjny polski katolicyzm – określając go ciemnogrodem. Wszystkie jego utwory objęte były w 1951 roku zapisem cenzury w Polsce, podlegały natychmiastowemu wycofaniu z bibliotek.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Lekka przesada Adam Zagajewski
Lekka przesada
Adam Zagajewski
Od dawna mierzyłem się z przeczytaniem tej książki. W końcu się udało. Początkowo miałem mieszane uczucia. Autor pisał książkę jak pamiętnik, na bieżąco, krótkie wpisy, każdy kolejny niemal niepodobny do poprzedniego. Potem doceniłem tego wartość. Autentyzm, jakbym zaczął czytać czyjś skryty pamiętnik, nielegalnie. Przecież jednak to książka, czytanie publicznie wydanych książek nie może być nielegalne, przynajmniej dzisiaj. W pewnym momencie trochę zazdrościłem i współczułem autorowi. Jego rodzina przeżyła tyle tragicznych okresów, wojna, wysiedlenia, komunizm, zmiany ustrojowe. Jak mało sami możemy napisać o naszych rodzinach, żyjemy w czasach dostatku, all inclusive, nic nie mąci tego spokoju. Nawet wojna na Ukrainie nie przerwała tego szczęścia, szybko przeszliśmy do porządku dziennego. My nic ciekawego nie napiszemy o naszych rodzinach. Z drugiej strony współczułem, bo takich tragicznych wspomnień nie chciałbym nosić w rodzinnej pamięci. Inna myśl to wojna. Im więcej czytam książek wydawanych w latach 1946-2000 tym bardziej czuję jaką granicą był ten konflikt, jak bardzo zaważył na życiu tamtych pokoleń. Dla mojej generacji przełomu lat 80. i 90. to już jest wojna jak każda poprzednia, nie czujemy tego, większość jej uczestników pomarła, ewentualnie dziadkowie coś wspomną ale i to przez mgłę bo albo urodzili się po albo byli wtedy dziećmi. Obyśmy dożyli swych dni w pokoju, bez grozy wojny, niedostatku, czytając poezję i słuchając muzyki.
Krzysztof Rajczakowski - awatar Krzysztof Rajczakowski
ocenił na91 rok temu
Obrona żarliwości Adam Zagajewski
Obrona żarliwości
Adam Zagajewski
UWAGA! WSPANIAŁE, PRZEMYŚLANE, BOGATE INTELEKTUALNIE, A PRZY TYM ZROZUMIALE PODANE SPOSTRZEŻENIA ERUDYTY, WIELKIEGO POETY, SKROMNEGO CZŁOWIEKA To co ja mam dodać? Od pierwszej strony autor przytacza skomasowane mądrości całego świata, toć ja nie będę ich przepisywał. Już na 13 stronie omawia najsłynniejszy esej Kołakowskiego "Kapłan i błazen", by dwie strony dalej zająć się platońskim "metaxu" /tj w uproszczeniu: zawieszeniem w połowie drogi, jak między niebem i ziemią, ang "in-between"/. Dodaje jeszcze Ciorana, Weil, Manna, Nietzschego, Miłosza, Herberta, Wata, Mandelsztama i paru innych, nadmienia o jansenistycznym moralizmie, zauważa "ironię jako desperacką obronę przed barbarzyństwem" , a my, jak to wszystko przetrawimy, to możemy czuć się dumni, że pierwszy, zaledwie dwudziestostronicowy rozdział zaliczyliśmy ze zrozumieniem, przeto jesteśmy bogatsi o parę deko wiedzy. Zagajewski, sam wielki poeta, dużą część esejów poświęca zagadnieniom związanym z poezją, a ta, poza licznymi wyjątkami, mnie nie interesuje, natomiast, gdy bierze się za mojego "boskiego" Nietzschego, to delektuję się każdym słowem, a w zadumę wpędza mnie zdaniem: /str.62/ "I zastanawiam się wtedy, czym byłby intelektualny wiek XX, gdyby Fryderyk Nietzsche umarł na szkarlatynę w wieku lat ośmiu?.." Bo zawsze czułem, że bez tego Wielkiego Prowokatora ludzkość nie zdobyłaby się na podobny wysiłek intelektualny; bez zaczynu ciasto słabo rośnie... Z przepięknego eseju poświęconemu Jozefowi Czapskiemu odnotujmy piękne zdanie: /str.78/ "...Czapski był jednym z owych trzydziestu sześciu sprawiedliwych, w których czujny pobyt na ziemi wierzą chasydzi.." I zakończenie eseju: /str.96/ "Miał wielu przyjaciół, którzy kochali go i podziwiali bez reszty, aż do samego końca. W gruncie rzeczy jednak był człowiekiem samotnym. Był moim przyjacielem i mistrzem....". Dalej, niezwykle interesujące eseje: dłuższy o Herbercie i krótszy o Miłoszu, a trzecia część to o poezji, /w tym o Cioranie/ więc jej nie recenzuję i przechodzę do czwartej, którą otwiera esej pt "Koniec wakacji" potem jest o "inteligenckim Krakowie" i "szarym Paryżu", a książkę zamyka świetny esej pod prowokacyjnym tytułem "Pisać po polsku". W sumie dwa wieczory intelektualnej uczty!!
Wojciech Gołębiewski - awatar Wojciech Gołębiewski
ocenił na1011 lat temu
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002 Wisława Szymborska
Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002
Wisława Szymborska
Lakoniczność - ujmująca całą rzecz samą w sobie – należy do najtrudniejszych wyzwań w sztuce pisania. Szymborska posiadła ją w stopniu doskonałym, o czym w jej prozie świadczy ten pozornie skromny zbiorek. Po lekturze czegoś tak wspaniałego aż się odechciewa przystępować do pisania recenzji jakiejkolwiek książki. Ale z drugiej strony, skoro grafomania polega na przymusie pisania czegokolwiek, to z lubością sam siebie nieco pognębię… Być może nie jest przesadnie trudno sporządzać opinie nt. przeczytanych książek, streszczać fabułę, wymieniać ich wady i zalety, cytować pyszniejsze fragmenty, a nawet zdobywać się na uogólnione stwierdzenia plasujące daną pozycję w jakimś tam kontekście kulturowym. Ale oddać jakąś lekturę, zwłaszcza nieoczywistą w przypadku noblistki, w pełnym dobrotliwej ironii króciutkim a brylantowym mini-eseju, czemu towarzyszy odwołanie się do własnej olbrzymiej wiedzy, oczytania, inteligencji, wreszcie życiowego doświadczenia – to potrafią jedynie Wielcy. No i do tego styl, czyli człowiek… Najważniejszy cytat z tej książki w 100 proc. oddaje moje upodobania czytelnicze: „Nie wiem, skąd się wzięło idiotyczne przekonanie, że na urlopy trzeba brać książki ‘lekkie’. Ależ przeciwnie: te ‘lekkie’ czyta się – jeżeli w ogóle się coś czyta – przed zaśnięciem, po pracy zawodowej i domowej, kiedy trudno już o skupienie, jakiego wymagają książki wybitniejsze”. Ponadto Wisława z pewnością byłaby członkiem Klubu Wiedzy Zbytecznej, założonego przez mojego ulubionego Jana Gondowicza. Np. gdy pisze o neandertalczykach, nie omieszka poinformować nieświadomego tego faktu piszącego to homo sapiens, że nazwa doliny Neandertal pochodzi od 17- wiecznego poety Josepha Neumanna, który przybrał przydomek Neander (grecki odpowiednik jego nazwiska). Dowiedziałem się też tutaj niemiłego faktu dla tak miłującej Innych wspólnoty, że wśród internowanych w Szwajcarii polskich żołnierzy po kampanii francuskiej w 1940 r. wprowadzono „paragraf aryjski”, czyli wyodrębniono do jednej grupy tych żydowskiego pochodzenia. Znając zbiorowe podejście swych rodaków do sprawy, nie sądzę, aby była to robota Szwajcarów – oni i tak od początku świata tak czy inaczej nie znoszą wszystkich cudzoziemców…. Z wybitną intelektualną pasją Autorka znęca się nad najgorszym gatunkiem filmowego kiczu, czyli melodramatem : „Bohaterka zawsze kładzie się spać zawsze w pełnym makijażu i z tymże, nierozmazanym, się budzi”. „Kiedy przychodzi pora na poważną rozmowę z mężem czy kochankiem, zawsze siada przed lustrem i czesze włosy”. „Kiedy kobieta oświadcza ukochanemu, że zostanie ojcem, mężczyzna przyjmuje tę wiadomość z tak niebywałym zdumieniem, jakby nikt go wcześniej nie uprzedził, skąd się biorą dzieci”. I jeszcze cytat jakże miły, jako miłośnikowi CK Monarchii, nt. mitycznej już wtedy, acz historycznej Lodomerii, czyli części łacińskiej nazwy dawnego ruskiego (dziś powiedzielibyśmy: ukraińskiego - nie rosyjskiego, na Boginię!!) Księstwa Halicko-Włodzimierskiego (jego była od XII do XIV wieku Lubelszczyzna, Chełmszczyzna, Podlasie i Galicja). „Była to prowincja-widmo. Nikomu nie udało się określić jej granic i wyodrębnić jej administracyjnie. Prawdopodobnie nawet i sami cesarze nie mieli pojęcia, jaki obszar ta kraina zajmuje”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 lata temu
Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze Stanisław Barańczak
Tablica z Macondo. Osiemnaście prób wytłumaczenia, po co i dlaczego się pisze
Stanisław Barańczak
Porywać się na recenzję Barańczaka to tak, jakby próbować krytykować logiczny wywód członka Mensy, będąc wioskowym głupkiem. I na tym powinienem zakończyć ten tekst. Ale ja przecie wioskowym głupkiem jestem! Takim cwanym głupkiem, co to całkiem nieźle umie się kamuflować. Mimikra utkana z grafomańskiej elokwencji. Wymyśliłem więc: chwalił jeno będę. Barańczak mistrzem jest, choć fizycznie już tylko: mistrzem był. Krytyka przez pochwałę — spryciarz ze mnie. Dzięki tej książce poczułem się znowu dzieckiem. Mały, głupi, niczego nie rozumiejący, a świat mądrych dorosłych jawi się tak fascynującym i złożonym. Szkoda, że dziad, od bardzo dawna zagnieżdżony we mnie, natychmiast uniósł dłonią moją brodę, abym spojrzał mu w oczy i przeczytał w nich, że to bzdura. Owszem, świat jest złożony i fascynujący, ale jeśli chodzi o Barańczaka, to on był po prostu wybitnym specjalistą w pewnej dziedzinie. Rozumiał słowa — szczególnie te poukładane w wersy — lepiej, niż ktokolwiek mi znany. Widział ich znaczenie nie tylko poprzez definicję, czy informację, które niosą, ale też znaczenia ukryte, a wydobywane przez rytm, powtarzalność, bądź unikalność, miejsce w szyku, moment wystąpienia lub nawet ich brak tam, gdzie spodziewalibyśmy się je zobaczyć, bądź usłyszeć. Nigdy nie lubiłem czytać poezji, a jeśli już czytałem, to jej nie rozumiałem. Prawdopodobnie nie lubiłem, bo nie rozumiałem. I nic się do dziś w tym względzie nie zmieniło. A jednak na przydechu czytałem „barańczakowe” analizy nieznanego mi wiersza Miłosza. Przerwałem dopiero wtedy, kiedy pociemniało mi w oczach z niedotlenienia. I to tylko po to, aby wziąć głęboki oddech. Fascynujące, ile znalazł w nim treści. Wyjaśnił wszystko klarownie, ja to nawet rozumiałem, a jednak, kiedy wracałem do samej treści wiersza, to nadal nic — żadnych wyjątkowych zachwytów doskonałą poezją. Co jest ze mną nie tak? A może autor odnajduje sensy tam, gdzie tak właściwie ich nie ma? Może je dzięki swej inteligencji nieświadomie „dorabia”? Tak się chyba tylko próbuję pocieszyć, że moja ślepota jest tylko pozorna. A Barańczak był po prostu przenikliwy, wrażliwy nie tylko na słowa, ale i na zjawiska. Już w latach osiemdziesiątych pisał: “W dzisiejszej zdawkowej, migawkowej, powierzchownej kulturze pośpiesznego czytania i obrazu zastępującego słowo [...]” Prorok? Wtedy to była chyba jedynie forpoczta zjawiska, które dziś się zintensyfikowało, zamiast zaniknąć. Barańczaka jako autora nie znam. Kojarzę nazwisko ze szkoły, ale nic więcej, ani tytułu, ani treści. Wypadałoby nadrobić chyba. Taka wrześniowa obietnica noworoczna. Ta książka jest ponoć kultowa w niektórych środowiskach. Przez wiele lat była nie do kupienia, a jeśli pojawiła się na rynku wtórnym, to w horrendalnie wysokich cenach. I w końcu wznowienie. No to kupiłem. A czynu tego nie żałuję. Tablica to książka objawiająca mi nie tylko technikalia pisania, ale i przybliżająca wielkie postaci literatury. Oto błyskotliwy Barańczak opowiada mi o osobowości Schulza (a przy okazji też o historycznej otoczce utkanej z Gombrowicza, Nałkowskiej i innych),o mądrości Havla. Pięknie ujęła to w Posłowiu Joanna Szczęsna: “[...] nad wszystkim, co wychodziło spod jego pióra, unosił się duch naukowej wnikliwości i erudycji oraz eseistycznej lekkości i wdzięku.” Spotkanie z takim intelektem, jak Barańczaka jest mocno odświeżające; szczególnie dziś, kiedy rządzą nami cwani idioci, w mediach brylują pełniący obowiązki dziennikarzy półanalfabeci, a sztuką są przyśpiewki o majteczkach w kropeczki. Dobrze jest przypomnieć, czy też uświadomić, że są na świecie ludzie o umysłowości innego kalibru. Nie wiem dokładnie gdzie, ale na pewno są. Wzywam was: ujawnijcie się!
Augustyn - awatar Augustyn
ocenił na94 lata temu
Podróż bez końca Claudio Magris
Podróż bez końca
Claudio Magris
„Podróż się liczy, nie dotarcie do celu” – tę maksymę T.S. Eliota Autor nie tylko bierze sobie do serca, ale i ją twórczo rozwija… Następna moja, a już 6., przepiękna, egzystencjalna rzecz Claudia Magrisa. Zgadzam się tu niemal z każdym słowem, także dlatego, że magia podróży od zawsze działa na mnie w szczególny sposób. Cudownie niezwykłe jest to zawieszenie pomiędzy różnymi światami – tym, z którego się wyjechało a tym, do którego się dąży – do czego wszak dochodzą jeszcze światy przechodnie czy przejezdne. To chyba dlatego tak nie lubię latać samolotem, bo pozbawia mnie możliwości chłonięcia tego wszystkiego pomiędzy startem a metą…. Kolejna znakomita książka włoskiego intelektualisty poświęcona częściowo teorii podróżowania, a częściowo intelektualnym impresjom, z wyjazdów w różne części świata, w tym i do naszego kraju Akurat opisy podróży do Polski niezbyt się wyróżniają, chyba że pewną powierzchownością. Nota bene, wzmiankując o odbudowanej Starówce, Autor pisze przewrotnie – a pamiętajmy, że we Włoszech historyczna substancja nie uległa wielkiej zatracie – nie zapomnę widoku romańskiego kościołka pomiędzy dwoma pasami autostrady: „W tej odtworzonej przeszłości jest coś widmowego. Można się zastanawiać co by się stało, gdyby wszędzie na całym świecie odbudowywano bez przerwy starannie i wiernie wszystko, co czas, zła pogoda, erozja i wojny zdołały zniszczyć. Samoloty lądowałyby na rzymskich castra w pobliżu świątyń Merkurego. Pracownicy giełdy z Wall Street tworzyliby i unicestwiali imperia nie pośród wieżowców, lecz holenderskich domków i nowiusieńkich indiańskich wigwamów. Postępowalibyśmy wszyscy jak koczownicy na pustyni, którzy stawiają ponownie namiot, ponieważ poszarpał go wiatr”. Ale zostawmy to, bo bardziej się liczy to, co Autor ma nam do powiedzenia, jeśli chodzi o istotę tymczasowej zmiany miejsca pobytu. I tu aż się prosi o zacytowanie wspaniałych zdań dotyczących związanych z tym nadziei, złudzeń, samooszukiwań, zawodów, zachwyceń…. Paradoksalnie, a może i nie, najciekawszą częścią tej niepozornej książeczki jest (rzekoma) przedmowa, w której Autor zawarł najważniejsze przemyślenia o fenomenie podroży. A tam takie cudowności… „Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się ślepych zaułkach i zatrzymując się przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie”. „Podróżowanie ma zatem coś wspólnego ze śmiercią, lecz jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce spotkania z istotą rzeczy, podobnie jak przedmowa odwleka prawdziwą lekturę”. „Prolog pasuje jednak do zbioru szkiców o podróży ponieważ podróż w świecie i na papierze jest sama przez się wieczną preambułą, wstępem do czegoś, co ma nastąpić I co jest tuż tuż”. „Podróżować i czuć się zawsze jednocześnie w nieznanym i w domu, wiedząc wszakże, iż nie mamy domu”. „Podróżny jest widzem, nie angażuje się głęboko w rzeczywistość, którą przemierza, nie ponosi winy za okrucieństwa, hańbę, tragedie krajów, w które się zapuszcza. W podróży dobrze się czujemy, ponieważ z wyjątkiem jakichś nieszczęść, nie może się tak naprawdę nic przytrafić”. „Okrucieństwo podróży, ostrzega Canetti, polega na tym że podróżny spogląda na świat z ciekawością. Jest w jakimś sensie skłonny zgodzić się na to, co widzi, na zło i niesprawiedliwość. Gotów jest raczej poznawać je i rozumieć niż zwalczyć zwalczać i starać się pokonać. Podróż do krajów totalitarnych na przykład zaznaczona jest zawsze trochę winą, wspólnictwem albo przynajmniej neutralnością wobec przemocy i hańby”. „Podróż jest również przyjemną, nudną, miłą nieistotnością. Najbardziej ryzykowna trudna i zachwycająca przygoda staje się naszym udziałem w domu. To tam gra toczy się o życie o zdolność do miłości lub jej brak o bycie szczęśliwym i umiejętność dawania szczęścia”. „Podróżowanie oznacza liczenie się ze światem, lecz również z jego alternatywnym obliczem”. „Podróżować nie po to, aby dotrzeć do celu, lecz aby dojechać jak najpóźniej, aby nie dojechać - o ile to możliwe – nigdy”. „Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi”. „W miejscach pełnych życia grozi nam, że niczego nie zobaczymy, tak jak kiedy nie słyszymy nic, kiedy jest zbyt głośno; przesyt rzeczywistości utrudnia jej odbiór”. „Wielu przyjaciół pyta mnie, jak to się dzieje, że nie męczą mnie takie dalekie i częste podróże. Męczymy się raczej w domu we własnym mieście i własnym świecie. Udręczeni przez obowiązki i kłopoty, przebici tysiącem codziennych trujących strzał, przytłoczeni przez idole własnego plemienia (…). Podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka. Wraca się więc do domu do świata dorosłego, pełnego powagi, nie pozwalającego na ucieczkę”. Wśród przeróżnych odwiedzanych miejsc szczególnie interesująco Autor pisze o – dalibóg, nieznanych mi - wyspach Scilly, leżących na południe od Kornwalii. Kilka godzin rejsu albo pół godziny lotu śmigłowcem wystarczy, żeby znaleźć się „pośród tropikalnej roślinności, agaw i palm, australijskich eukaliptusów, irysów i niebiesko-fiołkowych lilii z południowej Afryki, orchidei, kęp purpurowego przypołudnika, szkarłatnego żmijowca sterczącego niczym jakieś pyszny erotyczny symbol”. A wszystko dzięki prądowi zatokowemu i ludziom z 19. wieku, którzy przyczynili się do obfitości wyspy i hodowli kwiatów. „Wyspy te zasługują na to, aby utożsamiać je z Wyspami Szczęśliwymi (…). Niczym nie zakłócony czar trwa nadal, przejrzysta jasność triumf witalności we wszystkich jej formach i kolorach, rozmaitość roślin i ptaków, mew i czapli, kormoranów i nawałników burzowych, hełmiatek i biegusów krzywodziobych, kulików i szpaków” (czy nawałnik burzowy to aby nie pleonazm?). „To miejsce szczęśliwości, wielkiej perswazji i spokoju, bezwarunkowego „tak” wypowiedzianego życiu, kiedy zdajemy się na fale albo leżymy na piasku w harmonii z czystym i absolutnym istnieniem, wyzbytym wszelkiej aktywności i wszelkiego celu, wypełnionym jedynie wolnym i pustym mijaniem godzin, co jest być może najbardziej swobodnym intensywnym i rozkosznym odbieraniem świata. Być może jest również pamięcią płynu owodniowego pierwotnego oceanu, z którego wywodzi się nasz gatunek, wód, które poznaliśmy na początku naszej jednostkowej egzystencji”. Urzekły mnie także szwedzkie impresje…. „Północ to przede wszystkim światło, zwłaszcza późnym popołudniem, kiedy dzień przechodzi wieczór oczekiwany już od kilku godzin, lecz który - jak się zdaje - nigdy nie zapadnie odraczany przez upartą jasność. (…) Pod tropikalnym albo równikowym niebem, gdzie ciemność zapada nagle i przechodzi błyskawicznie od oślepiającego nieznośnego słońca do nocy, przybysz z Europy tęskni za owym zwlekającym zmierzchem i czuje się obco”. „Na stronach wielu arcydzieł literatury skandynawskiej światło staje się blaskiem prawdziwego życia i jego niedostatku - obietnicą i rozczarowaniem, szczęściem i melancholią, sensem życia przezierającym zza bezpośrednio dostępnej rzeczywistości.”. I jeszcze o przemijaniu, bo czymże jest życie, jeśli nie podrożą w jedynie możliwym kierunku… „Twarz musi zdradzać nasz wiek znoszony, o ile to możliwe z godnością, nie zaś rozpaczliwie ukrywany. Wstawić sobie brakujący ząb to oczywiste, ale lifting a la Dorian Gray pozostaje czymś przygnębiającym. Sensem naszego życia jest jego wymiar czasowy, historyczny. Kwitnięcie, lecz także dojrzewanie i przemijanie”. „Niemal zawsze mamy zbyt wiele powodów, by pragnąć, żeby życie minęło tak szybko, jak to tylko możliwe, by teraźniejszość stała się jak najprędzej przeszłością, żeby już nadeszło jutro, ponieważ oczekujemy z niepokojem diagnozy lekarza, początku wakacji, ukończenia książki rezultatu jakiegoś działania”. PS Fatalny błąd ws. zagłady Ormian, gdy czytamy, że była dokonana przez "młodych Turków". Chodzi oczywiście nie o wiek, tylko o ugrupowanie tzw. „młodoturków”, które pchnęło Turcję w nowoczesność oraz w niepojęty mord Ormian (najpewniej to błąd tłumacza) Inne cytaty… „Być może najbardziej autentyczną literaturą jest dzisiaj ta, która nie posługuje się czystą wyobraźnią i fikcją lecz mówi bezpośrednio o faktach i rzeczach”. „Żyjemy i poruszamy się po nowoczesnym średniowieczu globalnym i wyrafinowanym, które w zawrotnym tempie przekształca świat pod względem technologii, nie wierzy jednak, że potrafi nadać mu sens”. , „Islam w czasach panowania Arabów w Hiszpanii był bardziej liberalny i tolerancyjny niż chrześcijaństwo. Cywilizacja przybiera niekiedy fałszywy obraz również w cudzej zbiorowej wyobraźni”. „To właśnie Don Kiszoci widzą, iż rzeczywistość się rozpada i może ulec zmianie. Ludzie rzekomo praktycznie oświadczający z dumą, że nie snują marzeń, wierzą zawsze aż do dnia poprzedzającego jego runięcie, że Mur Berliński będzie trwał”. „Poznać jakiś kraj oznacza dla mnie również wykąpać się w jego morzu, poczuć na skórze jego wodę, dostrzec jego blask i przezroczystość, rozpoznać jego smak”. „Wszystkie najważniejsze rzeczy - miłość, szczęście, cierpienie - zdarzają się przypadkiem albo na mocy łaski, kiedy wypuszczamy z rąk cugle i pozwalamy unieść się życiu”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na89 miesięcy temu
Alchemia słowa Jan Parandowski
Alchemia słowa
Jan Parandowski
„To książka pełna najpiękniejszych zdań na temat literatury, jakie kiedykolwiek zostały spisane po polsku. ” Mariusz Szczygieł Książka stała się bestsellerem, była wielokrotnie wznawiana i jest uważana za biblię i lekturę obowiązkową dla miłośników literatury i warsztatu pisarskiego !!! Pisarz był dwukrotnie nominowany w latach 1957 i 1959 do Nagrody Nobla. Niestety, nie był komunistą, jak chociażby Szymborska, czy działaczkom, jak ta druga "gwiazda" antychrześcijańsko - tęczowo - lewackiego odchylenia i d.... zbita, jak to się mówi. O tym, że autor był świetnym historykiem i obserwatorem niech świadczy fakt, że w 1947 r. w " Odrodzeniu " napisał: " Niebawem rozpoczną Niemcy wielką ofensywę moralną przeciw tym, których wczoraj zabijali i tępili z zamiarem całkowitej zagłady. W coraz już śmielszej propagandzie ludność polska, nawet księża polscy są przedstawiani jako nieludzcy oprawcy na Ziemiach Odzyskanych, Można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości znajdą się pióra dość nikczemne, by, najpierw zohydzić męczeńskie narody, następnie zaryzykować rehabilitację katów Europy. Nie wystarczy protestować, karcić, oburzać się, trzeba zmusić do myślenia, trzeba także pióra złamać wstydem. Może to zaś uczynić tylko ciągła naoczność faktów " No tak, wszystko przewidział, tylko jednego... nie. Nie połączył faktów związanych z rozbiorami Polski i z tym, że należy do Wielkiego Narodu IDIOTÓW. Powinien przewidzieć, że kilka dekad później, Polską będzie rządził niemiecki namiestnik !!! Książkę POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na101 miesiąc temu
Mój znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie Jerzy Illg
Mój znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie
Jerzy Illg
„Władze Uniwersytetu Śląskiego nie widzą żadnej możliwości wyegzekwowania od mgra Jerzego Illga właściwej realizacji zadań socjalistycznej szkoły wyższej”.(s.13.) „Jesienią 1987 roku po raz ostatni pracowałem „na czarno” w Sztokholmie. Od dziesięciu lat wyjazdy do przyjaciół w Szwecji pozwoliły mi łatać budżet domowy, a nawet umożliwiły mi dorobienie się malucha. Myłem okna, zbierałem truskawki, nosiłem wiadra z piaskiem … pracowałem na zmywaku...byłem nocnym recepcjonistą w hotelu,, czyściłem do białego drewna sufit i ściany domku należącego niegdyś do dziadka Alfreda Nobla”. (s.189.) „Pamiątką z tego okresu – przejmującą i zaskakującą dla mnie- jest wpis w „Drugiej przestrzeni”, ostatnim tomie wierszy Miłosza. Czesław wręczył mi go bez słowa, uśmiechając się zagadkowo, a równocześnie poważnie patrząc mi w oczy.(…) ...niezbyt już foremnymi literami dedykacja: „Przewoźnikowi Charonowej łodzi- Czesław Miłosz, 9.VII.2002, Kraków”.(s. 105.) Jerzy Illg, mój znak o noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach, o nowej dekadzie i pięknej plejadzie. Wyd. Znak, Kraków 2019. Już trzy powyższe cytaty z Illga pozwalają dostrzec miarę i wielkość wydawcy, redaktora naczelnego Znaku. Szczególne „słowa uznania” należą się władzom UŚ (z roku 1982). Bogini Fortuna też dołożyła swoje trzy grosze (czuwała nad przyszłym redaktorem - szczęśliwym człowiekiem). Illg w „moim znaku” (II wydanie) zgromadził tak bogaty materiał biograficzny, ze mógłby nim obdzielić kilku Illgów, jednakże Illg jest tylko jeden, wyjątkowy i niepowtarzalny, jak niejeden noblista. Pióro Illga ma niezwykłą swobodę wydobywania na światło dzienne wyjątkowych spotkań, zdarzeń, miejsc, okoliczności, rozmów nie tylko z pisarzami. Czytelniku, bez Illga nie znajdziesz się w kręgu Znaku! Tekst niezwykle osobisty i prawdziwy. 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Wypisy z ksiąg użytecznych

Więcej
Czesław Miłosz Wypisy z ksiąg użytecznych Zobacz więcej
Czesław Miłosz Wypisy z ksiąg użytecznych Zobacz więcej
Czesław Miłosz Wypisy z ksiąg użytecznych Zobacz więcej
Więcej