Oleg

Okładka książki Oleg autora Frederik Peeters, 9788366347588
Okładka książki Oleg
Frederik Peeters Wydawnictwo: timof i cisi wspólnicy komiksy
180 str. 3 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Oleg
Data wydania:
2021-06-22
Data 1. wyd. pol.:
2021-06-22
Liczba stron:
180
Czas czytania
3 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366347588
Tłumacz:
Katarzyna Sajdakowska
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oleg w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Oleg

Średnia ocen
7,2 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10
avatar
59
8

Na półkach:

To swoiste komiksowe "Osiem i pół". Nie brak tu onirycznego klimatu, bólu tworzenia. Jest też portret rodziny, której do końca nie można polubić i być może to jest główna bolączka tego komiksu. Ma serce po właściwej stronie ale gdzieś po drodze zgubiono ducha. Graficznie jednak to najwyższa półka.

To swoiste komiksowe "Osiem i pół". Nie brak tu onirycznego klimatu, bólu tworzenia. Jest też portret rodziny, której do końca nie można polubić i być może to jest główna bolączka tego komiksu. Ma serce po właściwej stronie ale gdzieś po drodze zgubiono ducha. Graficznie jednak to najwyższa półka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1930
434

Na półkach: , ,

Jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy komiks Peetersa. Fabularnie przypadł mi do gustu i w wielu sytuacjach utożsamiałem się z głównym bohaterem, czyli de facto samym autorem. A rysunkowo Frederik Peeters wszedł na poziom Craiga Thompsona, czyli na sam szczyt tego typu kreski. Rzecz wysoce nieprzeciętna.

Jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy komiks Peetersa. Fabularnie przypadł mi do gustu i w wielu sytuacjach utożsamiałem się z głównym bohaterem, czyli de facto samym autorem. A rysunkowo Frederik Peeters wszedł na poziom Craiga Thompsona, czyli na sam szczyt tego typu kreski. Rzecz wysoce nieprzeciętna.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
315
288

Na półkach:

Kristo - krótko.
Bardzo dobry, szczery i trafnie odwzorowujący życie wykształconego, dojrzałego mężczyzny komiks. Bohater to antybohater - na pozór nie jest ani atrakcyjny, męski, ani też ten artysta-okularnik nie zaskarbia sympatii od razu. To co sprawia, że jest to emocjonująca lektura, to odrobina umiejętnie narysowanej czułości i delikatności, ożywiająca kadry i nagle w perypetiach Olega odnajdujemy samych siebie i swoje nieuporządkowane, pełne wątpliwości życie. Śmiało można nazwać tę pozycję powieścią graficzną.

Kristo - krótko.
Bardzo dobry, szczery i trafnie odwzorowujący życie wykształconego, dojrzałego mężczyzny komiks. Bohater to antybohater - na pozór nie jest ani atrakcyjny, męski, ani też ten artysta-okularnik nie zaskarbia sympatii od razu. To co sprawia, że jest to emocjonująca lektura, to odrobina umiejętnie narysowanej czułości i delikatności, ożywiająca kadry i nagle w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

101 użytkowników ma tytuł Oleg na półkach głównych
  • 69
  • 32
40 użytkowników ma tytuł Oleg na półkach dodatkowych
  • 17
  • 9
  • 7
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Saint-Elme. Tom 5 Serge Lehman, Frederik Peeters
Ocena 7,5
Saint-Elme. Tom 5 Serge Lehman, Frederik Peeters
Okładka książki Saint-Elme. Tom 4 Serge Lehman, Frederik Peeters
Ocena 7,8
Saint-Elme. Tom 4 Serge Lehman, Frederik Peeters
Okładka książki Saint-Elme. Tom 3 Serge Lehman, Frederik Peeters
Ocena 7,7
Saint-Elme. Tom 3 Serge Lehman, Frederik Peeters
Okładka książki Saint-Elme. Tom 2 Serge Lehman, Frederik Peeters
Ocena 7,8
Saint-Elme. Tom 2 Serge Lehman, Frederik Peeters
Okładka książki Saint-Elme. Tom 1 Serge Lehman, Frederik Peeters
Ocena 7,2
Saint-Elme. Tom 1 Serge Lehman, Frederik Peeters
Okładka książki Metal Hurlant #2/2022 Virginie Augustin, Ryan Barry, Pim Bos, Marc Caro, Étienne Chaize, Anne Citron, François Corteggiani, Jean Dalin, Jorg De Vos, Jonathan Djob Nkondo, Antoine Dode, Claude Ecken, Jerry Frissen, Ken Grobe, Fabien Grolleau, Richard Guérineau, Elie Huault, Pierre Jeanneau, Ninja Jo, Donnie Ka, Afif Khaled, Bruno Lecigne, Otto Maddox, Masha Moran, Karla Pacheco, Frederik Peeters, Nikolai Pisarev, Homero Rios, Natacha Ruck, Sagar, Laurent Siefer, Peter Snejbjerg, James Stokoe, Nicolas Tellop, Toru Terada, Elene Usdin, Mark Waid, Aimée de Jongh
Ocena 7,1
Metal Hurlant #2/2022 Virginie Augustin, Ryan Barry, Pim Bos, Marc Caro, Étienne Chaize, Anne Citron, François Corteggiani, Jean Dalin, Jorg De Vos, Jonathan Djob Nkondo, Antoine Dode, Claude Ecken, Jerry Frissen, Ken Grobe, Fabien Grolleau, Richard Guérineau, Elie Huault, Pierre Jeanneau, Ninja Jo, Donnie Ka, Afif Khaled, Bruno Lecigne, Otto Maddox, Masha Moran, Karla Pacheco, Frederik Peeters, Nikolai Pisarev, Homero Rios, Natacha Ruck, Sagar, Laurent Siefer, Peter Snejbjerg, James Stokoe, Nicolas Tellop, Toru Terada, Elene Usdin, Mark Waid, Aimée de Jongh

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dom Paco Roca
Dom
Paco Roca
Ciepła, pełna nostalgii graficzna opowieść o pewnej hiszpańskiej rodzinie; o czasie, przemijaniu i pamięci. Rok po śmierci seniora rodu trójka dorosłych już dzieci, ustabilizowanych życiowo, Vincente, Jose i Carla, odwiedza dom na wsi i musi podjąć decyzję co z nim zrobić. Pierwszym pomysłem jest sprzedaż. Ale odżywają wspomnienia o rodzicach, wspólnej pracy przy budowie i urządzaniu domu. Młodzi przywołują w pamięci weekendowe wyjazdy, pobyty wakacyjne, letnie zabawy. Także niekoniecznie lubiane zajęcia. Ich ojciec kochał wiejską siedzibę, nie umiał żyć bezczynnie, pracował bez wytchnienia, angażując do pomocy żonę i dzieci. Majsterkował, uprawiał ogród, pucował samochód. „Praca to było jego jedyne hobby”. Odwiedzając teraz dom na wsi rodzina widzi jak ważne jest dla nich to miejsce. Oczywiście, nie obywa się bez sporów między rodzeństwem, ale stopniowo czują się razem coraz lepiej, miło spędzają czas, pracując i biesiadując. Od sąsiada dowiadują się także o ostatnich latach ojca, który na emeryturze zamieszkał tam na stałe. Zanosi się na to, że dom jednak zostanie w rodzinie; będzie służył jako miejsce spotkań i wspomnień. To wzruszająca książka autobiograficzna. O normalnym życiu i awansie społecznym. Czyta się dobrze: grafika jest przyjemna, bogata w detale, kolorystyka stonowana, postaci dobrze zróżnicowane, plany czasowe także. Fajna, ciepła lektura
Mikila - awatar Mikila
oceniła na71 miesiąc temu
Miotacz śmierci Daniel Clowes
Miotacz śmierci
Daniel Clowes
Szczególny przypadek. Nie chcę polecać wszystkim "Miotacza śmierci", a jednocześnie chciałbym poznać ludzi którym komiks się podobał. To muszą być dziwni ludzie. Sam do nich należę. Pamiętacie taki komediowy serial (komediowy, dobre sobie) "Flight of the Conchords"? Z tym humorem, w którym nie są jasno wskazywane pointy dowcipów (dowcipów, dobre sobie). Kluczę, ale chciałbym wyjaśnić precyzyjnie, jak bardzo specyficzny jest nastrój w "Miotaczu śmierci", komiksie który pachnie undergroundem, alternatywą, starą piwnicą, kwaśnym superbohaterstwem. "Miotacz śmierci" napisał i narysował Daniel Clowes. To spod jego ręki wyszedł nietuzinkowy "Wilson", o którym już na blogu pisałem. To on, Daniel Clowes, jest odpowiedzialny za "Ghost World". Nie czytałem, ale widziałem świetną filmową adaptację w reżyserii Terry'ego Zwigoffa. Zwigoff współpracował raz jeszcze z Clowesem przy okazji filmu "Akademia tajemniczych sztuk pięknych" (film również polecam),ale to już zupełnie inna historia. Zatem "Miotacz śmierci" to pewnego rodzaju dekonstrukcja mitów. Tak, mitów, bo na warsztat autor nie bierze tylko superbohaterów. Motyw dojrzewania, przyjaźni, wieku średniego, wszystko jest tu przedstawiane szczerze i uczciwie. Więc dlaczego wciąż piszę o osobliwej atmosferze? Wydaje mi się, że Clowes pisze w sposób, o którym wielu myśli że tak nie przystoi. Wyciąga na wierzch rzeczy wstydliwe i takie, o których niektórzy oczywiście myślą, ale z wieloma pragnieniami czy spostrzeżeniami się nie uzewnętrzniają. A Clowes właśnie to robi. Dlatego jego w teorii cichy i spokojny komiks zawieszony w jakimś niezależnym stylu, bez akcji, wybuchów, jest tak naprawdę komiksem wywrotowym, punkowym. To tutaj tkwi cała siła Miotacza śmierci, w podejściu autora do życia. Ten rodzaj maniery artystycznej poznałem w "Wilsonie". I podejrzewam, że tak samo jest i przy innych utworach Clowesa. "Miotacz śmierci" to w dużym skrócie pewnego rodzaju urealnianie fantazji nastolatka. Takiego nastolatka, co ważne, w którym buzują wszystkie emocje związane z przekraczaniem progów. Chłopak rośnie, w środku panuje szaleńczy rajd hormonów, ciało zachowuje się dziwnie. Jest na marginesie, tak się nastolatkowi wydaje. Clowes dał temu swojemu chłopakowi pełną wolność i nastolatek z tego korzysta. Dostaje ogromną moc, w momencie gdy zaciąga się papierosem. Czyli źródłem siły jest nikotyna, jak bardzo jest to wywrotowe? Trzeba dodać do tego tytułowy miotacz śmierci, spadek po ojcu. Ta broń może zmienić obraz wszechświata, ale zmienia tylko obraz najbliższego otoczenia. Jest tu więc zestawiona banalna codzienność z fantazjami wieku dojrzewania. W efekcie dostajemy specyficzny rodzaj humoru, tak zabawny jak i ponury. Niecodzienna mieszanka. Ilustracyjnie to pastisz, retro stylistyka i prosta kreska. Barwy są niejako wyblakłe, przygaszone. Dodaje to atmosfery nostalgii, całość "udaje" materiał zakorzeniony w latach 70. Cały album zresztą przypomina coś, co zostało odnalezione w kapsule czasu. Nieco szmatławy, na pewno niezależny, przy pobieżnym wertowaniu nie prezentuje nic ciekawego. To efekt zamierzony. Polecam bardzo.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na73 miesiące temu
Uwodzenie. Historia architektoniczno-kryminalna Lucas Harari
Uwodzenie. Historia architektoniczno-kryminalna
Lucas Harari
Katalog wydawnictwa Centrum Architektury nie był dla mnie do tej pory miejscem, gdzie szukałam informacji o interesujących komiksach (dotąd wzbogacałam się tam o ciekawe pozycje dotyczące architektury właśnie i mogę je szczerze polecić). Teraz się to zmieni na pewno. Polecałam już wam świetną pozycję Beton. Ciemna strona budowania, a teraz dodam do tego rewelacyjną, choć zupełnie inną pozycję, czyli graficzną powieść Lucasa Harariego Uwodzenie. Historia kryminalno-architektoniczna. To zachwycająca, ale specyficzna historia, która trafi do odbiorców potrafiących docenić zarówno kunszt edytorski, jak i konkretną inspirację architektoniczną, a przede wszystkim niespieszną narrację, w której klimat budowany jest przez często zupełnie nieme sceny. Kto szuka wartkich dialogów - będzie zawiedziony, ale miłośnicy czytania z komiksowych kadrów mogą się tą pozycją zachwycać. Fabularny punkt wyjścia to zapiski wysłane przez byłego studenta architektury z Paryża, który miał obsesję na punkcie term z Vals. Gnany potrzebą zobaczenia i zbadania tego miejsca, opuszcza miasto i eksploruje przestrzeń kompleksu termalnego oraz okolice, wsłuchując się też w tajemniczą legendę. Akcja toczy się niespiesznie, ale napięcie wręcz iskrzy, choć nie w spektakularnym, a raczej hitchcockowskim stylu. Nieuchwytne poczucie zagrożenia, klaustrofobiczność uporządkowanej przestrzeni, nocny bezruch - to wszystko tworzy niesamowitą aurę. Wiele w tej historii niedopowiedzeń i symboli. Jak choćby tajemnicza dziewczyna o znaczącym imieniu Ondine (wszak Ondyny to mitologiczne nimfy wodne). Labirynt gładkich brył tworzących korytarze momentami kojarzyć się może z przerażającymi pustymi korytarzami hotelu z Lśnienia. Nawet panująca w kadrach cisza, odrzucenie słów na rzecz spokojnego ruchu doskonale buduje tę oniryczną, opartą na sugestiach i niedopowiedzeniach historię. W tej publikacji ogromne znaczenie mają właśnie obrazy i Harari genialnie wykorzystuje specyfikę komiksowego medium do budowania niemal filmowej narracji. Czytelnik widzi tutaj ruch i bezruch zarazem, krzyczące słowa i wymowne milczenie. A wizualnie... to jest dopiero uwodzenie. Efekt ziarnistości, operowanie - poza czernią - ledwie dwoma barwami w różnych odcieniach i za pomocą ich natężenia oddawanie emocjonalnej warstwy wydarzeń. Do tego namacalność symetrycznych linii architektury teram (oddanych równie dobrze jak na zdjęciach). Autor przykuwa uwagę i zmusza czytelnika do niespiesznego "czytania", a wręcz studiowania poszczególnych kadrów. Dzięki temu narzuca tempo lektury i tą niespiesznością buduje napięcie. To niesamowita graficzna opowieść dla otwartego na niespieszność odbiorcy. Z klimatem bliskim historiom grozy Kinga, psychotycznej aurze filmów Hitchcocka czy zawieszonych w niedopowiedzeniach filmów Lyncha. Specyficzna, ale warta uwagi, zapadająca w pamięci publikacja. Wysmakowana pod względem edytorskim i z intrygującym scenariuszem. Historia, która uwodzi nie tylko tytułem.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na79 miesięcy temu
Giant Mikaël Suivre
Giant
Mikaël Suivre
Kojarzycie to zdjęcie z grupą mężczyzn siedzących na metalowej belce gdzieś ponad rozrastającym się miastem? To jeden z tych obrazów, który żyje już własnym życiem, stał się popkulturową ikoną wyjętą poza rzeczywisty kontekst. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, kim są ci ludzie, jak się tam znaleźli, powinniście przeczytać rewelacyjną powieść graficzną Giant, w której za scenariusz i rysunki odpowiada Mikaël Suivre. To rewelacyjna historia osadzona w czasach wielkiego kryzysu, kiedy do Nowego Jorku wciąż napływały fale imigrantów, a jednocześnie o pracę było coraz trudniej. W tym świecie załapanie się do pracy na budowie drapacza chmur, bez kwalifikacji, było jak manna z nieba. Mikael wciąga w tę historię, zaczynając od mocnego akcentu, jakim jest śmierć jednego z robotników. Motyw ten jest nie tylko próbą uchwycenia uwagi czytelnika, ale i punktem wyjścia do całej opowieści. Autor świetnie buduje klimat swojej opowieści. Po pierwsze - graficznie, decydując się na utrzymanie całej opowieści w palecie barw kojarzonych ze starymi zdjęciami w sepii, ale też kreską nieco przypominającą szkice rysowników z gazet. Mikaelowi udaje się też w oszczędny sposób ożywić całe tło fabularne, pojedynczymi scenami oddając atmosferę czasów - nędzne mieszkania robotników, często zbiorowe, proste przyjemności, popijawy i inne "uciechy" w kontaktach towarzyskich. Wystarczy kilka kadrów, by odwołać się do tego, co czytelnik już wie, widział, o czym czytał, a dzięki temu sama historia pozostaje nieprzegadana. To opowieść, która paradoksalnie mocno wybrzmiewa właśnie teraz, kiedy obserwujemy wszystko, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Ponieważ opowieść Mikaela przypomina, że Ameryka to kraj budowany rękami imigrantów, zasilany ich marzeniami i pracą. Choćby dla tak banalnego przypomnienia warto po tę historię sięgnąć. Ale nie tylko. Obok obrazu codzienności najniżej w hierarchii stojących robotników budowlanych, pracujących bez zabezpieczeń, za marne stawki, ale wdzięcznych za jakąkolwiek pracę, mamy też historię samotnego mężczyzny, który izoluje się od wszystkich. Nieprzystępny, wzbudzający ciekawość wielkolud, skrywa wrażliwe wnętrze i z czasem objawia się jako człowiek zamknięty we własnym bólu. Jego historia osobista jest przypomnieniem też o bolesnych kartach historii Irlandii i ranach, które zmęczeni walką imigranci zabrali ze sobą do nowego świata. Mikael zdaje się operować na znanych schematach fabularnych, ale operuje nimi z takim rozmysłem, że udaje mu się stworzyć opowieść emocjonalnie angażującą i wciągającą. To opowieść, która jest przypomnieniem przeszłości, uniwersalnym odbiciem historii, a jednocześnie pozostaje jednostkowa. Przepięknie wybrzmiewa w niej ludzka niedoskonałość, samotność, która staje się skorupą odgradzającą od bólu, ale też potrzeba relacji z drugim człowiekiem, nawet jeśli ze świadomością, że jest ona złudna. W strukturze opowieści ujawnia się scenariuszowy talent autora, który zamyka historię robotników w klamrze radiowego głosu komentującego rzeczywistość. Jednocześnie autor nie napędza biegu wypadków przesadnym nagromadzeniem twistów. W tej historii rozwija się społeczno-obyczajowe tło, jak i tajemnica skrywana przez tytułowego bohatera. Oba te plany ze sobą współgrają, przeplatają się i rozwijają w nieco gawędziarskim rytmie, podkręconym choćby przez pojawienie się dociekliwej dziennikarki. Mikael postawił na proste emocje, na historię, która wyda się znajoma nam wszystkim, jednocześnie oddając autentyzm zamknięty w fikcji. Wizualnie komiks również przemawia prosto, ale dobitnie. Kolorem, kreską, ale też kadrami. Udaje się w nich zamknąć zarówno codzienną rutynę, jak i dynamiczne, zaskakujące zdarzenia. Starannie rozłożone akcenty i pomniejsze sceny budują autentyczne tło dla fikcyjnych zdarzeń i nie ma tu miejsca na przypadkowe, zbędne sceny. Kadry wizualnie osadzają czytelnika w strukturze opowieści i jej atmosferze. Niemal filmowo zderzają ze sobą metaforyczną przyziemność życia budowniczych Nowego Jorku z rozpasaną, sięgającą nieba ambicją możnych. To komiks przypominający czytelnikowi o tym, że ambicje jednych okupione były często ciężką pracą innych. O zderzeniu nadziei z rzeczywistością. O jednostkowych tragediach, które wpływały na wielu ludzi. Świetnie opowiedziana obrazem i słowem historia.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na71 miesiąc temu
Sniff Fulvio Risuleo
Sniff
Fulvio Risuleo Antonio Pronostico
Kocham dziwne komiksy, a Sniff należy do tej kategorii. Może nie jest pięknie narysowany ani nie opowiada niesamowitej historii, ale ma to coś. Autorzy opowiadają o życiu i to raczej jego smutnej odsłonie. Konkretnie o rozstaniu dwóch ludzi. Banał niby. Dziwność komiksu polega na tym, że wydarzenia, choć same w sobie nie są niezwykłe, to poznajemy je z nietypowego punktu widzenia. Para jedzie do kurortu na narty. Wydaje się, że jest to wyjazd ostatniej szansy, żeby coś naprawić w tym związku. Jednak narracja od początku nie pasuje. Pierwsze strony Sniffu wprowadziły mnie w totalny mindfuck. Nie wiedziałam kto tu do kogo gada, dlaczego tak, co tam się dzieje? 👃 Istotą jest punkt widzenia Wszystko wyjaśnia się odrobinę później, właściwie w połowie komiksu, bo nie jest on specjalnie długi. Ale też nie musi być. Jego istotą i największą wartością jest zaskoczenie czytelnika, opowiedzenie mimo wszystko banalnej historii w niebanalny sposób. Doceniam to, bo wydaje mi się, że trudno wpaść na świeży pomysł w tak oklepanym temacie. Jednocześnie jest on w sumie dość prosty. Tyle że z własnego doświadczenia wiem, że najprostsze rzeczy najtrudniej wymyślić. Ludzie się schodzą i rozstają, dają szanse i je marnują. Zdradzają, znajdują innych. To po prostu ludzkie dramaty, smutki, “sniffy”. Teoretycznie nie ma tu nic, co by specjalnie poruszało, no chyba że ktoś jest akurat po rozstaniu, to wtedy boli podwójnie. Ale nawet jeśli czujemy się szczęśliwi w związku, to jednak zakończenie tej historii wywołuje emocje i smutek. Każdy był kiedyś perfidnie okłamany czy osamotniony więc łatwo się utożsamić z uczuciami bohaterów. Każdy też kiedyś doświadczył próby manipulacji, żeby niby to nie tak jak myślisz, a decyzja o rozstaniu jest twoja, bo ja tego nie chcę. To nie moja wina. Mhm. Hehe. Dlatego warto było sięgnąć po Sniff, nawet jeśli rysunki nie należą do mojego ulubionego stylu.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na71 miesiąc temu
Jest Zabawa Brecht Evens
Jest Zabawa
Brecht Evens
Przedstawiam państwu Historię Tysiąca i Jednej Nocy Minus Tysiąc Nocy. A więc historię jednej nocy. Ale za to jakiej. Mamy gościa, który lada dzień (ba, nazajutrz) wyprowadza się z Brukseli do Berlina - chyba mamy tu fana miast na literę „b”. Ale zanim to zrobi, wiadomo, postanawia uderzyć w melanż. Znajomi go wystawiają, więc rusza sam. A miasto przyjmuje go z otwartymi ramionami. No, głównie jego dawny przyjaciel-kryminalista. A reszta, reszta to szaleństwo barw, kształtów, zgiełku i ludzkich ciał. A to tylko jedna z trzech przeplatających się historii. Spodziewałem się komiksu eksperymentalnego, nieznośnie alternatywnego, gdzie z lupą szuka się treści. I kurde, poniekąd tak jest - ale jest to absolutnie przecudowne. To nie jest jakaś postmodernistyczna opowieść o niczym, to komiks, który mimo wszystko wciąż opowiada cholernie immersyjną historię, wciąga w to miasto, w te przypadkowo zasłyszane rozmowy, w ten kompletny chaos, hedonistyczny klimat miejskiej bohemy. To komiks sensorycznie przytłaczający, zmieniający co chwilę wątek, wymagający uwagi i interpretacji. Jaskrawy, narkotyczny, dziki. Wizualnie olśniewający, a tematycznie wcale nieoczywisty. Uwielbiam historie imprezowe. Ich nieprzewidywalność, ich miejskie pejzaże, rosnący chaos, mieszankę skrajnych emocji. Ale „Jest zabawa” to znacznie więcej. To też dramaty, meltdowny, rozważania na temat zdrowia psychicznego i przestępczości. No i taksówkarz zmyślający coraz to kolejne historie ze swojego życia. To komiks z gatunku Doświadczenie. Wsiąka się w niego, i na pewno w zależności od czytelnika inne rzeczy się z niego wyciągnie. Brzmi jak pretensjonalne dziwactwo, ale nie obawiajcie się, dajcie szansę. Komiks wypożyczony z @bibliotekakomiksowo. Ale planuję nabycie własnego egzemplarza. O czymś to świadczy. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko https://www.instagram.com/traczytanko/
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na82 miesiące temu

Cytaty z książki Oleg

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Oleg