Made in Mauritius

Okładka książki Made in Mauritius autora Amal Sewtohul, 9788364134364
Okładka książki Made in Mauritius
Amal Sewtohul Wydawnictwo: Wydawnictwo w Podwórku Seria: Frankofonia Literaria literatura piękna
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Frankofonia Literaria
Tytuł oryginału:
Made in Mauritius
Data wydania:
2021-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2021-02-01
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364134364
Tłumacz:
Krzysztof Jarosz
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Made in Mauritius w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Made in Mauritius

Średnia ocen
8,0 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Made in Mauritius

avatar
649
288

Na półkach:

„Każdy ma do niesienia swój krzyż, nawet jeśli jest złoty.”

„Każdy ma do niesienia swój krzyż, nawet jeśli jest złoty.”

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
19
13

Na półkach:

Rewelacyjna książka, którą miałam okazję przeczytać na wyspie Mauritius. Zupełnie inaczej patrzyłam na otaczające mnie środowisko, na ludzi, miejsca. W stolicy miałam wręcz wrażenie, że zaraz zobaczę bohaterów książki ganiających się gdzieś pomiędzy straganami.

Polecam

Rewelacyjna książka, którą miałam okazję przeczytać na wyspie Mauritius. Zupełnie inaczej patrzyłam na otaczające mnie środowisko, na ludzi, miejsca. W stolicy miałam wręcz wrażenie, że zaraz zobaczę bohaterów książki ganiających się gdzieś pomiędzy straganami.

Polecam

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
461
242

Na półkach: ,

Jaka to była wspaniała, trudna i piękna przygoda! Książka perełka, mega wzruszająca. Super będzie odwiedzić Mauritius znając go teraz nie tylko z broszur reklamowych biur turystycznych, ale i tej niezwykle ciekawej historii.

Jaka to była wspaniała, trudna i piękna przygoda! Książka perełka, mega wzruszająca. Super będzie odwiedzić Mauritius znając go teraz nie tylko z broszur reklamowych biur turystycznych, ale i tej niezwykle ciekawej historii.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Made in Mauritius na półkach głównych
  • 58
  • 27
  • 1
23 użytkowników ma tytuł Made in Mauritius na półkach dodatkowych
  • 12
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kramp María José Ferrada
Kramp
María José Ferrada
W chwaleniu wszem i wobec wydawnictwa Claroscuro zrobiłem się już powtarzalny i nudny ale nic na to poradzę, że wydawanymi książkami wpasowują się w mój gust prawie w stu procentach. „Kramp” nie jest wyjątkiem, to naprawdę bardzo ciekawa powieść. Główną bohaterką i narratorką jest M. I jest to w tym przypadku o tyle istotne bowiem bohaterowie tej powieści nie mają imion. Tylko ich pierwsze litery. M opowiada nam swoją historię a właściwie historię swojego życia. A żeby być bardziej precyzyjnym to opowiada historię jak uczyła się życia. M bowiem w wieku lat siedmiu zaczyna towarzyszyć ojcu w pracy a ten jest komiwojażerem. Opuszczając coraz więcej zajęć szkolnych młodziutka M bardzo szybko uczy się co i jak wygląda, jakie mechanizmy sterują tym światem, co trzeba robić i mówić żeby wyjść na swoje i bardzo szybko zaczyna być nad wyraz zaradna i skuteczna. A jednocześnie spotyka na swojej „zawodowej” drodze całą masę wszelkiej maści oryginałów, cudaków i ludzi co najmniej niestereotypowych. To naprawdę znakomita powieść. Już sam historia M jest ciekawa ale przede wszystkim ogromne wrażenie robią dwie kwestie – klimat powieści i styl autorki. Co do klimatu to jest on przesycony sentymentem, nostalgią, idealizowaniem dziecięcych lat, ale też swoistą tęsknotą, smutkiem zarówno za minionymi latami jak i za zmarnowanymi szansami. To bardzo słodko – gorzka opowieść. A jednocześnie wspaniale napisana. Maria Jose Ferrada ma wspaniałe pióro – lekkie, pełne urzekającego poczucia humoru, ciepłe, wrażliwe ale też subtelne, oszczędne w słowach i niezwykle sugestywne. Może i powieść jest krótka ale naprawdę wspaniała. Urocza, łapiąca za serducho i zostająca w pamięci na dłużej.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na82 lata temu
Trzeba być cicho Agnieszka Jelonek
Trzeba być cicho
Agnieszka Jelonek
📖 „Należało marzyć ostrożnie". 📖 „Czuję tyle rzeczy jednocześnie. Nowe słowa powstają z trudem, ale wiem, że nie ma się co spieszyć. Niech rodzą się ze spokoju”. Czy cisza może boleć bardziej niż słowa? Czy zdarzyło wam się kiedyś czuć, że nie możecie powiedzieć tego, co naprawdę czujecie? Jak bardzo nasze dzieciństwo wpływa na to, kim jesteśmy jako dorośli? Mam w sobie tyle pytań po dzisiejszej lekturze. #trzebabyćcicho Agnieszka Jelonek w swojej książce „Trzeba być cicho” podejmuje temat trudny, momentami niewygodny, ale niezwykle ważny w kontekście współczesności. To opowieść o milczeniu, które nie wynika z wyboru, lecz z wewnętrznego przymusu – o ciszy będącej efektem wychowania, relacji i emocjonalnych schematów wyniesionych z dzieciństwa. Autorka kreśli historię młodej bohaterki dorastającej w świecie pełnym niedopowiedzeń, tabu i niewyrażonych uczuć. W tej rzeczywistości brak przestrzeni na autentyczność sprawia, że dziewczyna uczy się tłumić emocje, a jej wewnętrzny głos stopniowo cichnie. Jelonek pokazuje, jak ogromny wpływ na dorosłe życie mają doświadczenia z najmłodszych lat: środowisko, w którym się wychowujemy, oraz sposób, w jaki uczymy się przeżywać i komunikować emocje. To książka o zagubieniu, samotności i poczuciu braku, które trudno nazwać, ale jeszcze trudniej zignorować. Jednocześnie jest to bardzo osobista opowieść, w której wielu czytelników może odnaleźć cząstkę siebie. Historia bohaterki bywa bowiem odbiciem doświadczeń tych, którzy również dorastali w ciszy, ucząc się, że lepiej nie mówić, nie czuć zbyt wiele, nie wychylać się. 📖 porusza, bo dotyka tego, co często pozostaje ukryte. To opowieść o strachu przed pokazaniem prawdziwego „ja”, ale też o powolnym, niełatwym procesie odnajdywania własnego głosu. Autorka przypomina, że mówienie o tym, co boli, wymaga odwagi, a pierwszy krok w stronę tej odwagi bywa najtrudniejszy. To lektura wymagająca uważności i gotowości na konfrontację z własnymi emocjami, ale jednocześnie niezwykle potrzebna.
magdalenka_bookish - awatar magdalenka_bookish
ocenił na824 dni temu
Quality Time Jurek Sawka
Quality Time
Jurek Sawka
Pamiętacie „Emigrantów” Mrożka? To relikt przeszłości. Dzisiejszy emigrant nie marzy już o niczym. „Quality Time” Jurka Sawki czyta się jednym tchem, choć nie jest to przyjemna opowieść. Historia jest przygnębiająca i często tragiczna, współczesność z kolei nijaka, a głównego bohatera trudno polubić. Co jednak zrobić, gdy protagonista to autor we własnej osobie? Akcja dziejąca się na przestrzeni weekendu, w którym bohater opiekuje się dziećmi z rozbitego małżeństwa, rozrasta się na całe życie dzięki wiwisekcji. Pozwala na to brak kontaktu między ojcem a dziećmi, zanurzonymi w wygodach obecnej epoki, pogłębionych dobrobytem szwedzkiego kapitalizmu. Dzięki temu dowiadujemy się o losie jego dziadków, którzy „zgodnie z planem poszli z dymem w Treblince”, ojca, który zmarł w PRLu i matki, odwiedzającej syna w Szwecji. Bohater musiał zrzec się obywatelstwa w PRLu jako Żyd, a ambasada szwedzka była jedyną otwartą tego dnia. Nawet ten element życia został umniejszony do głupiego przypadku. Ironia to oręż przybrany przez narratora, by mówić o rzeczach trudnych. Nie jest jednak tajemnicą, że rzeczach też już nieważnych. Zamiast tonąć w przeszłości, bohater skupia się na teraźniejszości i jedynej sile, zdolnej wykrzesać siłę ze starego ciała – miłości. Sprawa komplikuje się, gdy kochanką jest o połowę młodsza nimfomanka, która z egzaltacją rozmyśla o jego śmierci w wypadku. Ich związek przynosi tyle szczęścia co smutku. Choć wydaje się on śmieszny dla świata, powoduje być może jedyną iskrę, dzięki której bohater jeszcze ze sobą nie skończył. „Quality Time” to powieść z gatunku houellebecq’owskich (sam Sawka przyznaje się do wpływu Francuza),gdzie główny bohater-inteligent cierpi, bo jest/uznaje się za inteligenta. To też krytyka współczesności, choć krytyka nie przez negację czy rewolucję. Raczej przez pokazanie marazmu i tępoty. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na64 miesiące temu
Listopadowe porzeczki Andrus Kivirähk
Listopadowe porzeczki
Andrus Kivirähk
"Listopadowe porzeczki" to moje drugie spotkanie z twórczością Kivirähka i choć fanką Estończyka raczej nie zostanę, to nie zaprzeczę, że czytało mi się tę książkę całkiem dobrze. Autor prowadzi czytelników dzień po dniu przez listopad na estońskiej wsi, gdzie wszystkie ludowe wierzenia okazują się rzeczywistością. A do tego mieszkańcy kradną naokoło, głównie jednak z niemieckiego dworu i zazwyczaj za pośrednictwem kratów powołanych do życia dzięki umowie z samym diabłem. Ale gdy Piekielny nie przygląda się za dobrze, można zamiast własną krwią podpisać cyrograf wyciśniętym sokiem z porzeczek... Kivirähkowi humoru nie brakuje, choć czasem jest to humor dość mocno specyficzny, który na pewno nie każdemu podejdzie. Mi w większości odpowiadał i gdy już wciągnęłam się w opowieść (bo nie zaprzeczę, że trochę to trwało, na początku nie spodziewałam się, że "Listopadowe porzeczki" mogą mi się spodobać),to wiele razy zdarzyło mi się nad tą książką uśmiechnąć. Tylko lepiej nie przywiązywać się do bohaterów, bo autor zaserwował im różne, nie zawsze pozytywne losy ;). Powieść składa się z licznych krótkich rozdziałów, każdy opowiada o kolejnym dniu i przygodach różnych mieszkańców wioski. Nie zabraknie tu więc niespełnionej miłości, nienawiści do niemieckiej szlachty, lęku przed zarazą, szukania pomocy u miejscowej wiedźmy... Tematyka bardzo różnorodna i naprawdę fajnie połączona w całość. Nie każdy rozdział podobał mi się równie mocno, początek mi się trochę dłużył (za to zakończenie całkiem przypadło mi do gustu) i nie zawsze podchodził mi humor autora, więc pełnego zachwytu tu nie ma, ale "Listopadowe porzeczki" to wciąż dobra lektura, po którą warto było sięgnąć.
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na61 miesiąc temu
Nazwij to snem Henry Roth
Nazwij to snem
Henry Roth
Henry Roth napisał „Nazwij to snem” w latach 30. dwudziestego wieku. Powieść, zyskała większą popularność na rynku amerykańskim dopiero po trzydziestu latach, a następnie znów została zapomniana. Nie bez powodu znalazła się wśród książek wybranych do publikacji przez ArtRage w ramach serii Cymelia, chociaż nie jestem zwolenniczką nazywania arcydziełem każdego tekstu o wartościach artystycznych, a tak właśnie są reklamowane. Wśród opublikowanych w ramach Cymelii, są pozycje naprawdę wyjątkowe, niedoceniane i zasługujące na przypomnienie, a może wręcz odkrycie. Arcydzieło to jednak coś więcej. Można dyskutować na temat utworów, które spełniają warunki przynależności do arcydzieł. Niekwestionowane to Odyseja, Iliada, twórczość Williama Shakespeare'a, Tołstoja. „Nazwij to snem” to z pewnością bardzo dobra, a jak na czasy jej powstania, wręcz nowatorska powieść o traumatycznym dzieciństwie. Sposobem w jaki Roth opisał przeżycia kilkuletniego Dawida z pewnością wyprzedził swoje czasy, kiedy psychologia dziecięca dopiero zaczynała się rozwijać. To również wnikliwy obraz początków wielkiej żydowskiej emigracji i życia tej mniejszości w Nowym Jorku, w okresie poprzedzającym lata Wielkiego Kryzysu. Krótki zarys fabuły. Razem z największą falą uchodźców, wśród nich europejskich Żydów, do Nowego Jorku przybywa sprowadzona przez męża z Austro-Węgier Gienia z ich synem Dawidem. Jest rok 1907. Ojciec nie widział jeszcze syna, ale już nie żywi do niego żadnych cieplejszych uczuć. Jest żydowskim emigrantem, człowiekiem pełnym sprzeczności, apodyktycznym, porywczym, złośliwym - trudnym mężem, okrutnym ojcem. Opiekuńcza, czuła i kochająca matka stara się wynagrodzić chłopcu brak ojcowskiej uwagi. Żydowska diaspora w Nowym Jorku klepie biedę w ubogich czynszówkach emigranckiej dzielnicy – rodzaju getta dla pogardzanej przez inne mniejszości grupy społecznej. Matka chłopca porozumiewa się tylko w języku jidysz, prowadzi dom, gotuje, opiekuje się chłopcem. Niezależnie od miejsca i czasu potrzeby dziecka są takie same. To poczucie bezpieczeństwa, miłości, zaufania i własnej wartości. Wobec ich braku, Dawid, mimo starań matki, nie ma szans na normalne dzieciństwo. Jego życie wypełnione jest lękiem: przed ojcem, utratą matczynej opieki, kolegami, obcą okolicą, niezrozumiałą religią, rabinem, otoczoną tajemnicami przeszłością. Przypomina koszmarny sen o dzieciństwie: „Można to właściwie nazwać snem. Bo tylko tuż przed snem uszy zyskują moc powtórnego przywołania przeraźliwego wrzasku, ochrypłego głosu, krzyku strachu, dźwięku dzwonu, ciężkiego oddechu, ryku tłumu i wszystkich dźwięków, które fermentowały w kadziach ciszy i przeszłości” Powieść ma wiele walorów, wśród nich są żywe dialogi, psychologiczna prawda wielu (nawet drugoplanowych) postaci, niezwykłe wewnętrzne monologi dziecka. Ma świetne sceny i trzymające w napięciu fragmenty, ale są w niej również rozdziały które powodowały zawieszenie akcji. Doceniam ciekawą formę i wartości kulturowe. To było ciekawe, ale jednak dość męczące doświadczenie. O ile mogę się emocjonalnie odseparować od przeżyć ludzi dorosłych, to wobec cierpienia osamotnionego w brutalnej rzeczywistości dziecka trudno pozostać obojętnym, chociaż nadmierna empatia dla postaci literackiej żyjącej sto lat temu na innym kontynencie wydaje się irracjonalna.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na726 dni temu
Bratnia dusza David Diop
Bratnia dusza
David Diop
Zastanawiam się czy to nie masochizm? W krótkim czasie czytałam trzy książki o wojnie, każda o innej, każda straszna. A ta jest chyba najbardziej makabryczna. Tak to muszę nazwać. Skusiła mnie nagroda Bookera i niewielka objętość. W trakcie czytania zastanawiałam się, czy w ogóle powinno się pisać takie książki? Pierwszy rozdział już daje po głowie, tym bardziej, że Senegalczyk, Alfa Ndiaje – żołnierz francuski wielokrotnie wraca do swojej traumy związanej z umieraniem przyjaciela, bratniej duszy, Mademby Diopa. Potem jest jeszcze gorzej, bohater zachowuje się jakby oszalał. Staje się bezwzględnym mścicielem, okrutnym zabójcą wrogów, którego boją się jego towarzysze broni. „Żołnierze czekolady zaczęli szeptać, że jestem żołnierzem czarownikiem, dëmmem, pożeraczem dusz, a białasy w mundurach zaczęły im wierzyć” – s. 64. Brutalne obrazy z czasów I wojny światowej, z okopów zwanych tu „brzuchem ziemi” oraz terenów ziemi niczyjej nie mieszczą się w głowie. Żołnierze francuscy to mieszanka białych i czarnych z Afryki Zachodniej – „białasy i czarnuchy, jak mówi kapitan”. Giną jak zwierzęta wysyłane na rzeź, a sposoby dyscyplinowania żołnierzy przez oficera to następny horror. Książka jest napisana w pierwszej osobie, pięknym, klarownym, bogatym językiem, z elementami magii i wierzeń ludowych. Bohater rozmyśla nieustannie nad tym co się dzieje wokół, obserwuje i zgłębia istotę wojny. Wspomina swoją wioskę i życie rodzinne, tak różne od tego w czym tkwi. Jaki sens ma pokazywanie okrucieństwa? To istotny, kolejny manifest antywojenny. Obawiam się tylko, że nie trafi do tych, którzy powinni go przyswoić. Nie żałuję, że przeczytałam, chociaż koszmar wojny w pierwszej części książki jest bardzo trudny do zniesienia. Koniec, baśniowo-fantastyczny odbieram jako rodzaj powrotu do rodzimych korzeni, spokojnej rzeczywistości w porównaniu z tą europejską krwawą łaźnią. To wyjątkowo poruszająca lektura, nie do zapomnienia. Polecam. Cytaty: „Francja kapitana chce, żebyśmy byli dzikusami, kiedy ją to urządza.” – s. 18 „Kiedy wychodzę z brzucha ziemi, jestem z wyboru nieludzki, staję się odrobinę nieludzki.” – s. 20 „Tak, Bogiem a prawdą, zrozumiałem, że na polu bitwy potrzebują tylko tymczasowego szaleństwa. Oszalałych z wściekłości, oszalałych z bólu, furiatów, ale doraźnych. Nie szaleńców na stałe. Kiedy atak się kończy, trzeba schować swą wściekłość, swój ból i swoją furię.” – s. 47 „Tak właśnie wygląda wojna: kiedy Bóg nie nadąża za muzyką ludzi, gdy nie jest w stanie rozsupłać zbyt wielu splątanych nici. Bogiem a prawdą, nie można mieć Mu tego za złe. Kto wie, czy nie chciał ukarać rodziców małego nieprzyjacielskiego żołnierza każąc mu umrzeć na wojnie z mojej czarnej ręki? Kto wie, czy nie chciał ukarać jego dziadków, bo nie miał czasu ich skarcić poprzez ich własne dzieci? Kto wie? Bogiem a prawdą, może Bóg się spóźnił, wymierzając karę rodzinie małego nieprzyjacielskiego żołnierza. Ale możecie mi wierzyć, że ich surowo ukarał za pośrednictwem ich wnuczka czy syna.” – s. 62 „Dla kapitana życie to wojna. Kapitan kocha wojnę, jak można kochać kapryśną kobietę. Kapitan zaspokaja wszystkie kaprysy wojny. Obsypuje ją prezentami, spełnia jej zachcianki, nie licząc się z życiem żołnierzy. Kapitan jest pożeraczem dusz.” – s. 70 Po odesłaniu do ośrodka wypoczynkowego na tyłach: „…doktor François coraz skuteczniej oczyszczał wnętrze mojej głowy z brudów wojny.” – s. 117
Mikila - awatar Mikila
oceniła na73 miesiące temu
Śmierć Viveka Ojiego Akwaeke Emezi
Śmierć Viveka Ojiego
Akwaeke Emezi
Książka napisana przez osobę pochodzącą z Nigerii, mieszkającą w USA. Autorka umieściła fabułę w swojej ojczyźnie, wśród ludzi pociągających się na co dzień językiem igbo (tak jak Chinua Achebe). Książka rozgrywa się współcześnie. Akwaeke Emezi nie kryje inspiracji „Kroniką zapowiedzianej śmierci Marqueza”, od którego zapożyczyła schemat fabularny. Powieść posiada trzy przeplatające narracje – trzecioosobową wszechwiedzącego narratora oraz dwie pierwszoosobowe – kuzyna głównego bohatera – i jego samego - już nieżyjącego. Mają one pozwolić czytelnikom na powolne odkrycie osobowości Viveka oraz okoliczności jego śmierci. A przy okazji życia – szczególnie intymnego – jego przyjaciół. Ciekawostką jest prezentacji osób z grupy Nigerwives – cudzoziemek (jak matka bohatera – Hinduska),które wyszły za Nigeryjczyków i miały z nimi dzieci. Atutem książki jest sięgnięcie po tematykę związaną z osobami nieheteronormatywnymi, czyli LGBT i umiejscowienie ich problemów poza wschodnim wybrzeżem USA czy Kalifornią (czyli miejscami, gdzie najgłośniej się o tym mówi, a sytuacja takich osób jest lepsza niż w 95% krajów świata i reszcie ojczyzny Trumpa). Drugi to pewien „zwrot akcji” w końcówce, lekko zaskakujący, ale dobrze świadczący o pomysłowości osoby, która napisała książkę i pewne informacje o zwyczajach Nigeryjczyków z grupy Igbo. Z kolei minusy to zdecydowany nadmiar przesłania, misyjności i dydaktyki, w tym pewne cukierkowo-infantylne rozstrzygnięcie wątpliwości jednej osoby. Taka amerykańska bajka nie pasująca do reszty powieści. Druga wada to przewidywalność. Łatwo się domyślić, które z przedstawionych osób należą do grup określanych skrótem LGBT i z którą literką są związane. Również nadreprezentacja tych osób w środowisku bohatera to kolejny niepotrzebny grzyb w barszczu. No i nadmierna koncentracja na życiu seksualnym tychże osób. Ma służyć wywołaniu pozytywnych emocji w stosunku do opisywanego środowiska, ale pokazuje jego członków jako osoby myślące tylko o tym, co definiuje ich jako przedstawicieli mniejszości. No i książka jest słaba edytorsko. Słowa z języka igbo nie są tłumaczone, podobnie jak szereg nazw własnych, nieznanych czytelnikowi. Plusy jednakże przeważają, jak nie ilościowo, to „wagowo”. Gdyby powieść Akwaeke Emezi powstała w Nigerii a nie w USA, wówczas niewątpliwie brak ingerencji redaktorów wiedzących, co się dobrze sprzedaje tylko posłużyłby książce. Tylko czy wtedy ktoś przetłumaczyłby są na polski? Przeczytane w ramach wyzwania styczniowego – książka z imieniem w tytule.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na62 miesiące temu
Najskrytsza pamięć ludzi Mohamed Mbougar Sarr
Najskrytsza pamięć ludzi
Mohamed Mbougar Sarr
Powieść Mohameda Mbougara Sarra, Najskrytsza pamięć ludzi, to literackie zjawisko, które zasłużenie zdobyło Nagrodę Goncourtów, stając się jednym z najważniejszych głosów współczesnej frankofonii. Moja ocena to entuzjastyczne 8/10 – to książka totalna, labiryntowa i oszałamiająca swoją erudycją, choć wymagająca od czytelnika pełnego zaangażowania i intelektualnej czujności. Punktem wyjścia jest historia Diégane’a Latyra Faye’a, młodego senegalskiego pisarza mieszkającego w Paryżu, który trafia na trop legendarnej, niemal mitycznej książki z 1938 roku pt. Labyrinthe de l'inhumain (Labirynt nieludzkości). Jej autor, T.C. Elimane, okrzyknięty niegdyś „czarnoskórym Rimbaudem”, zniknął z radaru opinii publicznej po skandalu związanym z oskarżeniami o plagiat. Faye staje się obsesyjnym poszukiwaczem prawdy o Elimane’u, co rzuca go w wir podróży przez trzy kontynenty (Afrykę, Europę i Amerykę Południową) oraz przez tragiczne karty historii XX wieku – od kolonializmu, przez II wojnę światową, aż po współczesność. Sarr konstruuje swoją powieść jako szkatułkową narrację. Głosy bohaterów, listy, wywiady i fragmenty odnalezionych tekstów nakładają się na siebie, tworząc gęstą strukturę. To nie jest tylko opowieść o człowieku; to opowieść o samej literaturze, o jej niszczycielskiej sile i o tym, jak pisanie może stać się zarówno przekleństwem, jak i jedyną formą ocalenia. Największym atutem powieści jest sposób, w jaki Sarr mierzy się z problematyką postkolonialną. Robi to jednak bez publicystycznego zacięcia. Interesuje go relacja między pisarzem afrykańskim a „zachodnim kanonem”. Czy autor z Senegalu musi zawsze pisać o swojej „afrykańskości”, by zostać dostrzeżonym w Paryżu? Elimane jest tu symbolem buntu przeciwko takiemu szufladkowaniu, ale i ofiarą systemu, który najpierw go wykreował na egzotyczną ciekawostkę, a potem brutalnie zniszczył. Autor z niezwykłą swobodą porusza się między stylami. Potrafi być ironiczny, gdy opisuje paryskie salony literackie, by za chwilę uderzyć w ton niemal mityczny, gdy akcja przenosi się do Senegalu. Najskrytsza pamięć ludzi to hołd dla wielkich mistrzów: od Roberto Bolaño (któremu książka jest dedykowana),przez Borgesa, aż po Yambo Ouologuema. Sarr gra z czytelnikiem, ukrywając liczne nawiązania i sprawiając, że lektura staje się procesem odkrywania kolejnych warstw znaczeń. Ocena odzwierciedla mój podziw dla odwagi stylistycznej Sarra. To książka napisana z niesamowitym rozmachem, gęsta od idei i emocji. Jednak ta gęstość bywa momentami wyzwaniem. Dla czytelnika nieprzyzwyczajonego do narracji nielinearnej, liczne dygresje i długaśne zdania (momentami przypominające styl Prousta) mogą być barierą nie do przebicia. Niektóre partie tekstu wydają się niemal przeładowane znaczeniami, co sprawia, że tempo lektury znacząco spada. Jest to jednak cena, którą warto zapłacić za obcowanie z literaturą tak wysokiej próby. Najskrytsza pamięć ludzi to powieść o „poszukiwaniu absolutnego tekstu”, która sama pretenduje do tego miana. Mohamed Mbougar Sarr udowodnił, że literatura wciąż ma moc budowania mostów nad przepaściami historii i kultury. To książka bolesna, piękna i niezwykle inteligentna. Jeśli szukasz lektury, która nie pozwoli Ci zasnąć i zmusi do przemyślenia wszystkiego, co wiesz o sztuce pisania, Sarr będzie Twoim najlepszym przewodnikiem.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Człowiek, który znał mowę węży Andrus Kivirähk
Człowiek, który znał mowę węży
Andrus Kivirähk
Moje zetknięcie z tym tytułem było pierwszym zetknięciem z literaturą estońską, które na dodatek okazało się dobrą jej reprezentacją. Jest to niesamowita opowieść o przemijaniu i walce nowego ze starym, słodko gorzka (może nawet z naciskiem na gorzka),ale naprawdę wyjątkowa i poruszająca, która już od pierwszych kartek po prostu mnie oczarowała. Bo w końcu jak lepiej można zacząć opisywanie świata niż oczami dziecka? Dziecka, które jeszcze dopiero go odkrywa, jest wszystkiego ciekawe, woli widzieć wszystko w jasnych barwach? Jest to bardzo dobry sposób, szczególnie jeśli chcesz później to dziecięce wyobrażenie zdeptać i pokazać jakim świat jest naprawdę. Autor wykazał się nie lada kunsztem planując całą linię fabularną. Wszystko jest tutaj przemyślane, kontrasty przyjemnie podkreślają to co powinny podkreślić, a przemiana która zachodzi w bohaterze pokazuje brutalność świata, który dla osób nie tępiących wszystkiego co inne jest wyjątkowo szorstki. Nie da się przechodzić przez tą książkę i nie być targanym przez emocje takie jak bezsilność, frustracja, poczucie niesprawiedliwości. Nie da się tego zrobić, bo towarzyszy się w nich również głównemu bohaterowi - człowiekowi, który przeciwstawia się otaczającego go głupocie, przemocy, który jest inny do tego stopnia, że nie pasuje do żadnego świata i z tą innością musi sobie poradzić. Znaleźć cel swojego życia, które jest wyrwane z kontekstu. Książka pokazuje również ważność powrotu do korzeni, przekazywanych pokoleniami mądrości i głupotę wchodzenia w role, które nie są zgodne z naszym ja. Udawania kogoś kim się nie jest związane z przemijającymi trendami. Jak łatwo zgubić w tym coś naprawdę ważnego. Jeden z ważnych przekazów to również to że głupocie przetrwać jest bardzo prosto. To zazwyczaj ona pozostaje na polu bitwy kiedy wszystko inne jest już w zgliszczach. Jednak książka ta jest manifestem walki z nią do końca. Jest manifestem gnicia z dumą. Z wiedzą że to kim jestem jest czymś z czego warto być dumnym. Nawet jeśli jestem ostatni i kiedyś to przeminie
Aleksander Wójcik - awatar Aleksander Wójcik
ocenił na93 miesiące temu
Małe rączki Andrés Barba
Małe rączki
Andrés Barba
Ta niewielka pozycja hipnotyzuje i wciąga od pierwszej strony. To niezwykle udana próba opisu traumy głównej bohaterki, z nadzwyczajnym wyczuciem ukazująca, jak zupełnie inne od dorosłego jest przeżywanie traumy przez dziecko. Nagła pustka, samotność i wstyd zupełnie alienują dziewczynkę, aby pokonać bezsilność i lęk, musi stwarzać sobie własne metody na przeżycie w obcym i zimnym świecie. Zabawa oscylująca na krawędzi iluzji i rzeczywistości, która na początku miała służyć odzyskaniu własnej tożsamości i powinna kojarzyć się z poczuciem bezpieczeństwa, tutaj staje się czymś wynaturzonym, prowadzącym do tragedii. Niezmiernie podoba mi się styl i zabieg, aby o rzeczach bardzo emocjonalnych pisać zupełnie bezemocjonalnie. Stwarza to poczucie dystansu, nawet odrealnienia. Jest duszno i mrocznie. Błahostki przeobrażają się w sytuacje ledwo dźwigające swój własny ciężar, rzeczy pozornie niewinne stają się brzemienne winą, sumienie z czystego przeobraża się w splamione, niewinność w przewrotność, przemoc i ostateczność. Nie spodziewałam się takiej historii, pisanej tak dobrym stylem. Barba obdarza nieświadomość językiem, wydobywa z głębi umysłu to, co najgłębiej ukryte, niszczące siły, ciemne instynkty, mroczne fragmenty osobowości. Zabieg z narracją doskonały! Koniecznie muszę przeczytać kolejne książki tego autora! Wspaniałe jest również posłowie pani Ewy Modzelewskiej-Kossowskiej. Koniecznie doczytajcie do końca!
Edyta - awatar Edyta
oceniła na86 miesięcy temu
Agáta Denisa Fulmeková
Agáta
Denisa Fulmeková
Denisa Fulmeková weszła na słowiańską ziemię i napisała powieść, która przykleja się do duszy. wżera się w ciało i pozostaje w tobie na zawsze. To ksiązka z gatunku tych, które oplatają człowieka, delikatnie zaciskają owe pęta i trzymają... długo... ma zawsze. wspaniała i niebanalna. rani myślenie i serce i coś w tobie. jednoczysz się z tym tekstem i boisz jednocześnie, bo budzi się w tobie lęk przed kobietami i ich siłą a jednocześnie zatrważa cię tchórzliwość mężczyzn, którzy skryci za plecami kobiet udają cwanych i pyskatych. to oszczędna w słowach książka, którą chłoniesz cały, a tego, czego brakuje ci w tekście, dopowiadasz sobie sam. smutna, przerażająca historia ubogiej Agaty, zielarki, dobrej kobiety, której DOBROĆ została wykorzystana i która przez nią została skazana na śmierć - na stos. zioła, kobieta i dziwne zdarzenia na nią cedowane - myśl ludzka orzekła, usta ludzkie oczerniły, palce ludzkie ludzkie wskazały - CZAROWNICA, na stos. ksiądz też się cieszył na śmierć. na niesprawiedliwą śmierć i ofiarę. Bo gdyby pewnego wieczoru nie wpuściła do domu kobiety po połogu, gdyby kazała jej zabrać swe narodzone martwe dziecko, gdyby oddała jej ten kołtun łachmanów z zawiniątkiem, gdyby ją wygoniła z tym zawiniątkiem... to wszystko byłoby inne... niesamowita prawdziwa do dziś Denisa Fulmekova pisze o tym, co w ludziach tkwi do dziś i pewnie będzie tkwiło przez następne tysiąclecia. Brak mi słów, by oddać to, co ta niepozorna stronicowo książka ze mną zrobiła. by cokolwiek o niej napisać potrzebny jest czas na ciszę w sobie, na oddech i myśli. wszystko mi się w głowie kotłuje i boli mnie każdy milimetr wrażliwości, emocje nie usypiają, drgają.... AGATA zostanie ze mną na zawsze mało jest takich powieści - dlatego jest wyjątkowa #agaKUSIczyta
Agnesto - awatar Agnesto
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Made in Mauritius

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Made in Mauritius