rozwińzwiń

Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych

Okładka książki Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych autora Marek Kęskrawiec, 9788324061860
Okładka książki Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych
Marek Kęskrawiec Wydawnictwo: Znak reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2021-02-15
Data 1. wyd. pol.:
2021-02-15
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324061860
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych



książek na półce przeczytane 1024 napisanych opinii 1015

Oceny książki Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych

Średnia ocen
6,4 / 10
79 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych

avatar
471
225

Na półkach: , , , , ,

Nie jest to zły reportaż, czyta się szybko i całkiem przyjemnie, ale jest też mocno chaotyczny.

Początek był bardzo zachęcający. Dobre wprowadzenie, etos dobrego researchu, czyli poznanie tematu, środowiska i próba rzetelnego przedstawienia historii bez oceniania.

Im głębiej w las, tym większy bałagan. Nie neguje mnogości poruszonych wątków, ale brakowało mi jakiegoś porządku. Ponadto, niejako bezstronny opis przekształca się w raczej nieudolną próbę analizy.

Nie mam zbyt wiele do czynienia z ruchami religijnym, ale temat mocno zaciekawił mnie w kontekście psychologicznym, socjologicznym i medycznym. Plus za rozdział o mocy samouzdrawiania, placebo. To bardzo ciekawy temat, który nie jest odpowiednio zgłębiony. Wiele z ruchów uzdrawiania wykorzystuje mechanizmy sekty. W kontekście ruchów religijnych wydaje się to do zrozumienia, ale warto rzucić okiem na metodę Silvy (nie polecam książki - strata czasu) czy ruchu, który stworzył Joe Dispenza. Są badania, że wiara ułatwia ludziom znoszenie cierpienia (niekoniecznie radzenie sobie z problemami lub ich rozwiązywanie),element magiczny aktywuje uśpioną energię, a wpływ kolektywu jeszcze ją aktywuje.

Działania takie rodzą wiele pytań natury etycznej. Nie byłoby może w nich nic złego, jeśli nie byłyby radykalne i nie stała za nimi ogromna machina biznesowa, a tak jest w każdym wspomnianym przypadku.

Nie jest to zły reportaż, czyta się szybko i całkiem przyjemnie, ale jest też mocno chaotyczny.

Początek był bardzo zachęcający. Dobre wprowadzenie, etos dobrego researchu, czyli poznanie tematu, środowiska i próba rzetelnego przedstawienia historii bez oceniania.

Im głębiej w las, tym większy bałagan. Nie neguje mnogości poruszonych wątków, ale brakowało mi jakiegoś...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
83
36

Na półkach:

Książka nie jest w sumie o Bashoborze, a ogólnie o religii i tym w jakim kierunku zmierza katolicyzm i inne jego odłamy. Wg mnie za mało autor skupiał się na Bashoborze - kroczył tylko w koło rekolekcji, a później rozważał tylko nad tym, w jakim kierunku zmierza kościół. Jeśli ktoś szuka tutaj sensacji i jakichś kontrowersji - a na to wskazuje tytuł, to tego tu nie znajdzie.

Książka nie jest w sumie o Bashoborze, a ogólnie o religii i tym w jakim kierunku zmierza katolicyzm i inne jego odłamy. Wg mnie za mało autor skupiał się na Bashoborze - kroczył tylko w koło rekolekcji, a później rozważał tylko nad tym, w jakim kierunku zmierza kościół. Jeśli ktoś szuka tutaj sensacji i jakichś kontrowersji - a na to wskazuje tytuł, to tego tu nie znajdzie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
375
221

Na półkach:

"Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych" Marek Kęskrawiec

Spotkanie charyzmatyczne prowadzone przez ugandyjskiego księdza w 2013 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie wzbudziło niemałą sensację wśród mediów, bowiem zgromadziło blisko 60 tysięcy osób, które przybyły z najodleglejszych zakątków kraju, by modlić się o cud uzdrowienia.
"Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych" to reportaż opowiadający o fenomenie, jaki zrobił o. John Bashobora zarówno w Polsce jak i na świecie. Setki uzdrowionych ludzi, a które uzdrowienia potwierdzone zostały przez lekarzy, kilkoro prawdopodobnie wskrzeszonych w imię Jezusa Chrystusa przez Bashoborę.
Od blisko 20 lat obserwujemy w Kościele Katolickim "powiew Ducha Świętego", czyli powstawanie coraz to nowych ruchów charyzmatycznych, wspólnot Odnowy w Duchu Świętym czy pojawianie się mistycznych kaznodziejów, którzy są zdolni wyprosić uzdrowienie dla duszy i ciała. Jednym z wielu "charyzmatycznych autorytetów" polskich katolików jest właśnie on - o. John Bashobora, który regularnie pojawia się w kraju nad Wisłą, a jego spotkania gromadzą rzesze wiernych oczekujących na uzdrowienie i uwolnienie. Skromny, wrażliwy, pokorny, oddany sprawie, wyrozumiały, ale też stanowczy i uparty - tymi przymiotnikami możemy opisać tajemniczą de facto postać ugandyjskiego kapłana, który żyje zgodnie z zasadami zawartymi w Piśmie Świętym, wciela w życie aspekty, na których opiera się chrześcijaństwo, w pewien sposób zaprzeczając współczesnej idei katolicyzmu. Jego konserwatywne, ortodoksyjne poglądy nie są żadną barierą dla pomagania innym, sprawiania, że na czyjejś twarzy pojawi się uśmiech, przemknie choćby cień radości. Nie chodzi tylko o wsparcie modlitewne, ale również materialne, medyczne czy psychiczne.
Marek Kęskrawiec ukazał kontrowersyjną postać Bashobory kompletnie, od A do Z, bez pominięcia nawet najdrobniejszych szczegółów. Jednak książka przez niego stworzona nie jest tylko dokumentem o życiu Bashobory, o którym tak naprawdę wiadomo bardzo, bardzo niewiele. Tytuł ten stanowi także fascynujący obraz współczesnego Kościoła, który, nie oszukujmy się, pozostawia wiele do życzenia, wymaga gruntownych zmian, jednak nie brakuje postaci, które biorą udział w jego przysłowiowej wiośnie, jedną z nich jest właśnie o. Bashobora.
Autor grubą kreską podkreślił, że współcześni katolicy potrzebują w kościele powiewu świeżości, ducha nowoczesności; jasno przedstawił inne potrzeby wiernych, takie jak spontaniczna, niewymuszona radość, większe poczucie wspólnoty czy po prostu możliwości okazywania wiary w dowolny sposób. Książka ta pokazuje nam, że obecna, zwyczajna Msza Święta jest wyzuta z emocji, wierni nie przeżywają spotkania z Bogiem, a jedynie starają się "odbębnić" kolejną niedzielę z rzędu.
Marek Kęskrawiec podszedł do tematu bardzo profesjonalnie, z należytym szacunkiem, starannie i rzetelnie udokumentował swoją pracę, cały czas pozostając neutralnym, co bardzo ceni się w reportażach.
Po lekturze książki "Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych" mogę śmiało stwierdzić, że jest to pozycja potrzebna, warta uwagi i poświęcenia jej wolnego czasu, aczkolwiek nie wyczerpuje ona tematu dogłębnie, pozostawia lekki niedosyt.
⭐7/10

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Znak.

"Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych" Marek Kęskrawiec

Spotkanie charyzmatyczne prowadzone przez ugandyjskiego księdza w 2013 roku na Stadionie Narodowym w Warszawie wzbudziło niemałą sensację wśród mediów, bowiem zgromadziło blisko 60 tysięcy osób, które przybyły z najodleglejszych zakątków kraju, by modlić się o cud uzdrowienia.
"Bashobora. Człowiek, który...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

188 użytkowników ma tytuł Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych na półkach głównych
  • 98
  • 88
  • 2
53 użytkowników ma tytuł Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych na półkach dodatkowych
  • 30
  • 9
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Afganistan. Po co nam ta wojna? Grzegorz Indulski, Marek Kęskrawiec
Ocena 6,8
Afganistan. Po co nam ta wojna? Grzegorz Indulski, Marek Kęskrawiec
Marek Kęskrawiec
Marek Kęskrawiec
Absolwent filologii polskiej, dziennikarz. Debiutował w 1989 r. jako autor recenzji filmowych w tygodniku „Wolne Słowo". Jako reporter pracował w redakcjach „Nowości”, „Czasu Krakowskiego”, Super Expressu”, TVN-u, „Tygodnika Powszechnego”, „Newsweek Polska”. Pięciokrotnie nominowany w konkursie Grand Press, dwukrotny zdobywca tej nagrody. W 2002 r. wyróżniono jego artykuł „Terror ekologiczny”, opisujący zjawisko tzw. ekoharaczy, czyli wymuszania pieniędzy za odstępowanie od protestów przez organizacje podszywające się pod ruch ekologiczny. W 2003 r. zdobył nagrodę Grand Press za artykuł „Folwark księdza Nowoka”, ujawniający kulisy działalności Komisji Majątkowej, przyznającej zawyżone rekompensaty za mienie zagrabione Kościołowi w czasach komunizmu. W 2004 r. otrzymał nagrodę główną w konkursie „Tylko ryba nie bierze?”, zorganizowanym przez Program Przeciw Korupcji Fundacji Batorego (cykl „Gabinety martwych dusz” opisujący korupcję w NFZ). W tym samym roku uhonorowany również tytułem: Dziennikarz Roku Małopolski. W latach 2005–2014 prowadził zajęcia z dziennikarstwa śledczego i gatunków dziennikarskich w Instytucie Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2007 r. opublikował (wspólnie z Grzegorzem Indulskim) książkę „Afganistan. Po co nam ta wojna?”.  W maju 2010 r. ukazała się jego książka o Iranie „Czwarty pożar Teheranu”, wyróżniona Nagrodą im. Beaty Pawlak.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rok wśród pingwinów Lindsay McCrae
Rok wśród pingwinów
Lindsay McCrae
Myślę, że wielu z nas lubi oglądać filmy przyrodnicze. Przyjemnie jest usiąść w wygodnym fotelu i podziwiać dziką naturę, która wydaje się być wręcz na wyciągnięcie ręki! Lecz czy kiedykolwiek myśleliście o ludziach, dzięki którym te produkcje powstają? „Rok wśród pingwinów” pozwala zajrzeć za kulisy i stanąć niemal oko w oko z niezwykłą fauną Antarktyki. Lindsay McCrae od najmłodszych lat był zafascynowany przyrodą i bardzo wcześnie zaczął ją filmować. Z czasem pasja przerodziła się w pracę, aż pewnego dnia otrzymał propozycję spełnienia swojego największego marzenia – wyprawy na drugi koniec świata, do Antarktyki, by udokumentować życie pingwinów cesarskich: od powrotu na lęgowisko po wychowywanie nowego pokolenia. Film, który Lindsay miał nakręcić, był wyjątkowy – nikt wcześniej nie spędził tyle czasu (377 dni!) z kamerą wśród tych niezwykłych ptaków, a wiele charakterystycznych dla tego gatunku zachowań nigdy nie zostało pokazanych szerokiej publiczności. Nic więc dziwnego, że autor – będący jedynym kamerzystą w ekipie – czuł niemałą presję. Nie muszę chyba dodawać, że pingwiny cesarskie żyją w skrajnie ekstremalnych warunkach. Ba, nie tylko żyją – one rozmnażają się i wychowują młode w temperaturach spadających do -50°C i przy wiatrach osiągających prawie 100 km/h! Ewolucja jednak dość dobrze przystosowała je do antarktycznego klimatu… czego nie można powiedzieć o ludziach i sprzęcie filmowym. McCrae opisuje w swojej książce niemal każdy aspekt tej wyprawy – od przygotowań obejmujących wybór sprzętu i badania lekarskie, przez podróż i pobyt w stacji badawczej Neumayer (w tym 8 miesięcy w całkowitej izolacji od reszty świata),po powrót do codzienności i związane z nim problemy. Autor opowiada między innymi o życiu na Antarktydzie, codziennym funkcjonowaniu w 12-osobowym zespole i pracy kamerzysty. Najwięcej uwagi poświęca oczywiście pingwinom – i robi to w sposób absolutnie ujmujący, pełen pasji i czułości. Podczas lektury nie raz się uśmiechnęłam albo wzruszyłam. Lindsay sprawia wrażenie człowieka bardzo ciepłego i wrażliwego; często wspomina o swojej rodzinie (podczas jego pobytu na czubku Ziemi urodził się jego pierwszy syn),a także otwarcie mówi o różnych trudnościach natury fizycznej i psychicznej, z jakimi musiał sobie radzić. „Rok wśród pingwinów” nie jest suchym reportażem z podróży na Antarktydę, a autor zdecydowanie nie należy do ludzi, którzy tylko „odbębniają” swoją robotę. Nazwałabym tę książkę raczej osobistą relacją z przygody życia, pamiętnikiem prawdziwego pasjonata. McCrae posługuje się prostym, momentami potocznym językiem, który sprawia, że tekst jest przyjemnie „swojski” i łatwy w odbiorze. Emocjonalny ton nie odbiera mu wiarygodności czy profesjonalizmu, lecz pozwala czytelnikowi jeszcze lepiej poczuć klimat i uczucia towarzyszące autorowi w tej niezwykłej wyprawie. Całości dopełnia urocza okładka i wkładki ze zdjęciami – możemy na nich zobaczyć stację, antarktyczne krajobrazy i, rzecz jasna, pingwiny (oraz kilka innych zwierząt, które pojawiają się latem na południu). Lektura tej książki była dla mnie prawdziwą przyjemnością i niezapomnianą przygodą. Serdecznie Wam ją polecam!
BiblioWerka - awatar BiblioWerka
oceniła na910 miesięcy temu
Homo sapiens i jego geny Johannes Krause
Homo sapiens i jego geny
Johannes Krause Thomas Trappe
https://podrugiejstronieokladki6.blogspot.com/2022/03/homo-sapines-i-jego-geny-johannes.html Lubię sięgać po książki popularnonaukowe, które przekazują ciekawe treści. Jeszcze bardziej lubię, kiedy książka zaskakuje mnie na każdym kroku kolejną informacją. Kiedy sięgałam po „Homo Sapiens i jego geny” wiedziałam, że będzie to bardzo ciekawa lektura. Nie myliłam się. Archeolodzy do dziś znajdują pozostałości, głęboko pod ziemią, które kiedyś zostawili nasi przodkowie. Poza rzeczami codziennego użytki i innymi przyrządami, znajdują też kości. Kości, które po wnikliwym badaniu mogą powiedzieć nam bardzo dużo o ludziach, który żyli na naszej planecie przed nami. Johannes Krause i Thomas Trappe postanowili pójść krok dalej i swoje spostrzeżenia, a także wnioski zapisali na kartach książki „Homo sapiens i jego geny”. Mogłoby się wydawać, że droga od australopiteka do homo sapiens jest drogą prostą i łatwą do pokonania. Nic bardziej mylnego. Dzięki coraz bardziej zaawansowanym metodom nauki, archeolodzy odkrywają coraz większe odchyły w naszej linii życia. Ścieżka człowieka pierwotnego do obecnej postaci posiada bardzo wiele korzeni, które odchodzą z głównego toru. W „Homo Sapiens i jego geny” możemy się dowiedzieć, jak wyglądały wędrówki ludów, dlaczego natura utrudnia dorosłym picie dużej ilości mleka i, jak przedstawia się prawda z dżumą. A to tylko niektóre z tematów, jakie autorzy poruszają w swojej książce. Johannes Krause i Thomas Trappe pokazali, że można napisać książkę, która wciągnie, a jednocześnie nauczy nowych rzeczy, bez naukowego języka. Krause będący specjalistą w dziedzinie archeogenetyki i Trappe, jako dziennikarz naukowy połączyli swoje umiejętności i wiedzę w całość, a „Homo Sapiens i jego geny” okazała się być strzałem w dziesiątkę. Muszę przyznać, że czytanie tej lektury było dla mnie niezwykle pasjonujące i od pierwszych stron czułam się nie tylko wciągnięta, ale też bardzo zaciekawiona. Z każdym kolejnym podrozdziałem i rozdziałem, wnikałam w tę pozycję coraz bardziej i pod koniec czułam, że dowiedziałam się czegoś nowego, co zostanie w mojej głowie na dłużej. „Homo Sapiens i jego geny” to fenomenalna lektura dla osób, które chcą poznać informacje o migracjach oraz naszych przodkach. Książkę czyta się bardzo przystępnie i lekko, nie ma uczucia przytłoczenia przez natłok informacji. Te zaś, zostały podane w taki sposób, że byle laik połapie się o co chodzi i dlaczego tak się zadziało. Muszę przyznać, że choć spodziewałam się naprawdę dobrej lektury, nie sądziłam, że będzie ona aż tak dobra. „Homo Sapiens i jego geny” polecam fanom ciekawostek, jak i osobom, które chcą odpocząć od książek fabularnych.
P2SO - awatar P2SO
ocenił na73 lata temu
Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności Timothy Snyder
Amerykańska choroba. Szpitalne zapiski o wolności
Timothy Snyder
Polecam. Rozwijająca pozycja, ale w innym kierunku, niż byśmy się spodziewali tego po znanym amerykańskim historyku. Po kilku dobrze przyjętych książkach historycznych, T. Snyder napisał w 2020 r. książkę o wadliwości systemu opieki medycznej w Stanach oraz jak należy rozumieć uchybienia polityki ochrony zdrowia w kontekście poszanowania wolności człowieka i obywatela. Powstała godna uwagi książka z gatunku non-fiction, którą czyta się lekko, jakbyśmy słuchali wykładu T.Snydera na temat: czy system powiązań na linii: pacjent-lekarz-szpital-koncern farmaceutyczny oraz polityka państwa w tym zakresie można jeszcze nazywać służbą i opieką? Czy zdrowie człowieka w XXI w. nie należałoby ścisłej powiązać z prawem do wolności, które gwarantuje konstytucja? Historyk dotychczas pisał o braku wolności, jako skutku wojen i terroru, a tą książką dał nam do myślenia, czy w warunkach pokoju nie powinniśmy spodziewać się większego zaopiekowania ze strony państwa, w którym płacimy podatki. Czy aby na pewno zdajemy sobie z tego sprawę, że prawo do wolności zawiera w sobie pewność, że ojczyzna zadba o swoich obywateli również wtedy, kiedy niedomagamy, tak jak obywatel stoi murem za swoją ojczyną, kiedy ta wymaga patriotycznego zaangażowania w chwilach zagrożenia jej suwerenności. Ta książka może i powinna służyć przede wszystkim grupom zawodowym i organizacjom działającym w kierunku poprawy jakości służby zdrowia oraz politykom. Nie tylko w USA. Mimo, że tytuł to sugeruje, T. Snyder nie napisał książki wyłącznie o Ameryce i dla American People :) Tytuł książki w oryginale brzmi „Our malady”, co po polsku nieźle przekłada się na ,,nasze schorzenie’’, a nie na amerykańską chorobę. Tytuł na polski rynek ma znacząco inną wymowę, po pierwsze słowo: choroba, nie oddaje przewlekłości stanu chorobowego, takim słowem jest właśnie schorzenie, które leczy się długo, a często wyleczyć się nie da. A po drugie słowo schorzenie bardziej niż choroba niesie ten społeczny aspekt konsekwencji, o który autorowi chodzi: splot b e z s i l n o ś c i, które towarzyszą pacjentowi i jego rodzinie, n i e m o c całej grupy przewlekle chorujących i trutym przez farmakologię zamiast leczonych przez lekarzy — to właśnie skutkuje s c h o r z e n i e m całego społeczeństwa. Czy tylko amerykańskiego? W jakimś stopniu dzieje się to i w Polsce przecież. Autor poddając szczegółowej analizie — tym razem bardziej w oparciu o psychologię i zdrowy rozsądek niż akademickie źródła — podejście amerykańskich lekarzy do pacjenta i porównuje jak odmiennie to wygląda w państwach opiekuńczych (mieszkał w Austrii i poznał alternatywny, lepiej funkcjonujący tam system całościowej opieki). Możemy być dumni czytając, bo przecież nasz system medyczny oparty jest także na „opiekuńczości” państwa — podobnie jak w Austrii możemy liczyć na opiekę podczas ciąży, są urlopy macierzyńskie, powszechne ubezpieczenie. Jednak co raz częściej doświadczamy w naszym kraju zaniedbań na wzór „amerykański”. Mówi się o tym, że lekarz dziś to już nie ten sam lekarz co kiedyś, bo dał się uwikłać (nie ma wyboru?) w globalną polityką i biznes koncernów farmaceutycznych, w których garści jest już nie tylko odosobniony lekarz, ale szpitale i ogólnie instytucje zdrowia publicznego, a także politycy, mający wpływ na regulacje prawa w zakresie ochrony zdrowia. T. Snyder książkę pisał podczas rekonwalescencji po długiej chorobie i pobytach w szpitalach już w pandemii w roku 2020, siłą rzeczy druga część książki na gorąco i krytycznie podaje przykłady w jakich USA zawiodło w początkowym stadium pandemii COVID. Ale ten rozdział był dla mnie mniej istotny, choć dobrze, że zostaje ślad dla przyszłych pokoleń, bo zadziwiająco szybko otrząsnęliśmy się ze skali zła, którego doświadczyliśmy zaledwie kilka lat temu. Książka T. Snydera to klasyczny, społecznie zaangażowany, esej — gatunek często uprawiany przez intelektualistów Zachodniego świata, a który u nas chyba się nie przyjął, szkoda. Umiejętnie poprowadzony wywód, a taki jest esej T. Snydera, rozjaśnia wiele w głowie i rozbija utarte myślenie, a z racji prestiżu nazwiska autora ma siłę rażenia w znacznie szerszych kręgach, ma szanse przyczynić się do rozwoju, postępu społecznego. Więc proszę nie sugerować się tym bezrefleksyjnym podtytułem ,,szpitalne zapiski’’ czy nawet ,,Szpitalne zapiski o wolności’’, mimo, że autor zezwolił na takie tłumaczenie, znów jest to niefortunny przekład. Angielski podtytuł brzmi poważniej: ,,Lessons in liberty from a hospital diary’’ — niby to samo, a jednak wymowa jest zupełnie inna. Zapiski, a w dodatku szpitalne (!) sugerują jakieś szkice bez ciągłości myśli, a powiązane ze sobą ze względu na miejsce sporządzania owych notatek. I kiedy na początku książki autor z dużą dozą emocji przedstawia swój osobisty dramat (ból i zagrożenie życia ) wynikający z błędnie postawionych diagnoz, których — udowadnia — można było uniknąć, to zauważmy, że to jest tylko punkt wyjścia książki — asumpt. Autor wychodzi od własnego doświadczenia jak w klasycznym eseju, by dojść do rewolucyjnych wręcz wniosków. Odniosłam wrażenie, że książka T. Snydera jest swoistym manifestem na rzecz zmiany postawy wobec opieki medycznej — traktuje bowiem o współczesnym systemie opieki medycznej, który wymaga rewizji. A virus is not human, but the reaction to it is a measure of humanity - to oczywiście cytat z książki.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na103 miesiące temu
Wykopaliska John Preston
Wykopaliska
John Preston
Znaleziska archeologiczne rozpalają wyobraźnię. Odkrywanie śladów życia, które dawno przeminęło to wielkie przeżycie dla naukowców, ale też okazja do refleksji na temat przemijania i trwałości pamięci. Przedmioty,które pozostają po ludziach i są materialnym dowodem ich istnienia prowokują do stawiania sobie pytań o to, co po nas zostaje, na ile pamięć o naszym istnieniu przetrwa. John Preston w „Wykopaliskach” przedstawia historię jednego z największych odkryć archeologicznych na Wyspach Brytyjskich, które miało miejsce w majątku pani Pretty w Sutton Hoo 3 miesiące przed wybuchem II wojny światowej. Zainteresowana tym tematem odnalazłam w internecie materiały i zdjęcia przedstawiające znaleziska i samych odkrywców i rzeczywiście było to odkrycie sensacyjne, a znalezione artefakty można oglądać w Muzeum Brytyjskim do dziś. Złote ozdoby, kamienne berło, hełm i miecz, misy i szkatuła oraz monety- to skarby wydobyte z komory grobowej znajdującej się na statku ukrytym w jednym z kurhanów na wiejskim polu. I temu odkryciu autor poświęca dużo miejsca w swojej powieści. Na tle prac badawczych rozgrywa się jednak cichy dramat kilkorga bohaterów związanych z wykopaliskami. Zauważyłam, że wszyscy są samotni i na swój sposób niespełnieni. Jest tu Basil Brown, amator- archeolog, który jako pierwszy dokonał odkrycia, żeby później musieć ustąpić miejsca utytułowanym naukowcom ze środowisk uniwersyteckich; jest świeżo upieczona żona naukowca, Peggy, która podczas miesiąca miodowego jedzie wraz z mężem na stanowisko archeologiczne i angażuje się w prace, próbując w ten sposób poradzić sobie z brakiem zainteresowania małżonka; jest kuzyn właścicielki posiadłości, Rory, ukrywający uczucie do Peggy; jest mały Robert, który wśród naukowców szuka zainteresowania i czułości i wreszcie Edith Pretty, starzejąca się wdowa, próbująca wlać w swoje monotonne życie trochę koloru, organizując prace archeologiczne w swojej posiadłości. Relacje między bohaterami zostały przedstawione bardzo subtelnie, wręcz szkicowo i raczej się ich domyślałam niż miałam co do nich pewność. To galeria postaci smutnych, szukających bliskości i próbujących za sprawą zanurzenia się w wykopalisko zniwelować lęk przed grozą świata, który niechybnie zmierza ku wojnie. A pochowany w grobowcu wojownik jest dowodem na to, jak niewiele pozostaje po człowieku. „Wykopaliska” to powieść o upływającym czasie, której niewątpliwym walorem jest niespieszna akcja i powściągliwość autora w przedstawianiu postaci i wydarzeń. Bardzo mi się to podobało.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na72 lata temu
Jak ogarniać emocje w pracy. Dla ambitnych i wrażliwych Liz Fosslien
Jak ogarniać emocje w pracy. Dla ambitnych i wrażliwych
Liz Fosslien Mollie West Duffy
Emocje towarzyszą nam przez całe życie, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Ale czym tak naprawdę są emocje? Czy jesteśmy w stanie ogarnąć je w naszym miejscu pracy? Przyznam szczerze, że emocje w pracy to temat nienowy i dość rozległy, to bowiem właśnie one potrafią być w pewnym sensie drogowskazami i wypadałoby umieć je wyrażać i z nich się uczyć. Liz Fosslien i Mollie West Duffy, dwie przyjaciółki, autorki zabawnie ilustrowanego przewodnika "Jak ogarnąć emocje w pracy", obalają mit, iż w pracy nie ma absolutnie miejsca na emocje, co więcej - autorki uczą nas, jak przestać tłumić emocje w pracy, poradzić sobie z lękami, zazdrością, zainwestować w empatię, otworzyć się i postrzegać swoje uczucia, jako coś, do czego warto podejść z troską i sympatią. Przeczytany przeze mnie poradnik, napisany potocznym, prostym językiem, składa się z ośmiu rozdziałów. W każdym z nich przyglądamy się, jak emocje wpływają na jeden z siedmiu głównych aspektów zawodowych tj. zdrowie, motywację, podejmowanie decyzji, pracę zespołową, komunikację, kulturę oraz przywództwo. Rozdziały tej książki pełne są cennych porad - możemy z nich korzystać i wprowadzać je od zaraz do naszego życia zawodowego. Autorki, bardzo zwięźle i na temat, w punktach, podsumowały każdy rozdział, podając najważniejsze wskazówki dla nas, które warto zapamiętać. Ponadto mnóstwo obrazków i wykresów pomaga zrozumieć sens i mądrość płynącą z tej książki. Dodatkowo na końcu poradnika współtwórczynie dołączyły, stworzony przez siebie test do oceny tendencji emocjonalnych i przyznam szczerze, że robiąc go już na samym początku, jak tylko była o nim wzmianka w tekście, w pełni zgadzam się z jego wynikiem. Kończąc książkę, dowiadujemy się o dodatkowych źródłach w sprawie samych emocji. Czy książka pomogła mi coś zrozumieć i nauczyć mnie czegoś nowego? Myślę, że na pewno. Co więcej, uświadomiła mnie, że może nie zawsze jesteśmy zadowoleni ze swojej pracy i nie zawsze będzie nam idealnie odpowiadać to, co robimy, ale najmniej przyjemne zadania, okazują się znośne, jeśli będziemy przypominać sobie o ludziach, tzn. będziemy mieć w głowie ludzi, dla których nasza praca ma wpływ czy też sens. Dzięki cennym wskazówkom samych autorek wiem, że trzeba nauczyć się samego siebie oraz sytuacji, które wywołują w nas stres. Warto zwolnić tempo, gdy stwierdzimy, że wpływamy na innych poprzez swoje negatywne emocje. Zdałam sobie również sprawę - kiedy będziemy odzywać się weselej, mniej niecierpliwie, to wszyscy dookoła też będą mieć lepszy nastrój, większą wydajność. Zdecydowanie polecam Ci tę książkę, jeśli chociaż raz czułeś się w swojej pracy osamotniony, sfrustrowany, znużony, a nawet czułeś lęk i przytłoczenie. Uważam, że powinna to być obowiązkowa lektura dla każdego menedżera, który chce budować kulturę organizacyjną i zgrany, lubiący się zespół. Ponadto jeśli jesteś osobą, która pracuje w zespole z denerwującym współpracownikiem, to na pewno dowiesz się, jak sobie z tym poradzić. A może jesteś pracoholikiem, który uważa, że jedyny sposób na sukces to nigdy nie przestawać pracować - to książka również dla Ciebie!
Alicja - awatar Alicja
oceniła na82 lata temu

Cytaty z książki Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bashobora. Człowiek, który wskrzesza zmarłych