rozwińzwiń

Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4

Okładka książki Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4 autora John Buscema, Bill Mantlo, David Mazzucchelli, Frank Miller, Dennis O'Neil, John Romita Jr., 9788328196803
Okładka książki Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4
Frank MillerBill Mantlo Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Daredevil Wizjonerzy: Frank Miller (tom 4) Seria: Marvel Classic komiksy
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Daredevil Wizjonerzy: Frank Miller (tom 4)
Seria:
Marvel Classic
Data wydania:
2020-11-25
Data 1. wyd. pol.:
2020-11-25
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328196803
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4

Średnia ocen
8,0 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4

Sortuj:
avatar
779
458

Na półkach:

Komiks, który każdy fan Daredevila, Marvela i gatunku superhero powinien przeczytać. Opowieść "Odrodzony" bardzo mocno wpłynęła nie tylko na samego Matta Murdocka, ale i popkulturę. Historia ta do dziś stanowi inspirację dla wielu scenarzystów. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że trafiła na listę komiksów wszech czasów. Dodam tylko, że zgadzam się ze wszystkimi pozytywnymi opiniami na temat "Born Again".

Ja jednak ten tom kupiłem dla historii „The Man Without Fear”. Opowieść ta stanowi genezę Śmiałka. Według mnie to ostatni (albo jeden z ostatnich) udanych komiksów Millera. W trakcie lektury bawiłem się niesamowicie. Czerpałem również ogromną przyjemność z oglądania prac Romity Jr. (któremu ewidenitnie się jeszcze "chciało"). Ten "kanciasty" i trochę niedbały styl bardzo pasował do tej opowieści. Nigdy nie byłem fanem tego rysownika, ale tutaj dał z siebie wszystko.

Niestety oprócz tych dwóch głównych historii, tom nie oferuje nic więcej. Crossover ze Spider-Manem nic nie wnosi, dodatkowo nagle się urywa. Te dwa zeszyty moim zdaniem można było pominąć. Szkoda drzew na taką historię. Kolejne zeszyty, w tym historia z Gladiatorem, to typowe ramotki. Można (ale nie trzeba) przeczytać. Moim zdaniem w żaden sposób nie rozbudowują postaci Daredevila. Bez nich ten tom byłby cieńszy i tańszy, a w erze szalejącej inflacji to byłoby szalenie istotne dla czytelników.

Podsumowując - tom czwarty zawiera dwie fenomenalne historie, które wręcz trzeba przeczytać. Zarówno "Born Again" jak i „The Man Without Fear” to nie tylko jedne z najlepszych opowieści o Daredevilu, ale i najlepsze w historii komiksu. Klasyka, którą trzeba znać.

Komiks, który każdy fan Daredevila, Marvela i gatunku superhero powinien przeczytać. Opowieść "Odrodzony" bardzo mocno wpłynęła nie tylko na samego Matta Murdocka, ale i popkulturę. Historia ta do dziś stanowi inspirację dla wielu scenarzystów. Nikogo nie powinien dziwić fakt, że trafiła na listę komiksów wszech czasów. Dodam tylko, że zgadzam się ze wszystkimi pozytywnymi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
406
406

Na półkach:

“Daredevil: Odrodzony” to historia, która po prostu boli, od momentu gdy zrezygnowany Matt Murdock wypowiada w myślach kwestię “Nienawidzę pieniędzy”, do chwili kiedy pokonany i pognębiony (i to nie w bezpośredniej walce) ląduje między lumpami w zaułku Hell’s Kitchen. Doświadczamy zaaranżowanego przez Kingpina, chyba najbardziej spektakularnego upadku superbohatera w dziejach Marvela, a Miller dokłada jeszcze coś mocniejszego, czyli totalną degrengoladę Karen Page, którą przedstawiono tu w taki sposób, jak żadną inną kobieca bohaterkę w komiksie.
Cała recenzja tutaj: https://tinyurl.com/uly8ezb5

“Daredevil: Odrodzony” to historia, która po prostu boli, od momentu gdy zrezygnowany Matt Murdock wypowiada w myślach kwestię “Nienawidzę pieniędzy”, do chwili kiedy pokonany i pognębiony (i to nie w bezpośredniej walce) ląduje między lumpami w zaułku Hell’s Kitchen. Doświadczamy zaaranżowanego przez Kingpina, chyba najbardziej spektakularnego upadku superbohatera w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
8347
7045

Na półkach: , ,

PONOWNE NARODZINY DAREDEVILA

Frank Miller pisaniem „Daredevila” zajął się w latach osiemdziesiątych, po krótkiej pracy w roli rysownika tej serii i od razu ją zrewolucjonizował. Jego mroczne, pełne powagi i ocierające się o ważkie tematy scenariusze, klimat rodem z groszowych powieści noir i pełnokrwiste postacie sprawiły, że ten niemal nieznany nikomu komiksiarz nagle stał się wielką gwiazdą, a upadający tytuł, jakim był wówczas „Daredevil”, stał się hitem. Potem, w roku 1983 Miller porzucił pracę nad serią, ale nie na zawsze. Powrócił do niej bowiem w roku 1985, a potem w 1986, by raz jeszcze opowiedzieć o przygodach Śmiałka i stworzył wówczas najlepszy komiks o tym bohaterze i jedno z najwybitniejszy dzieł w swojej karierze – fabułę „Daredevil: Odrodzony”. A potem wracał jeszcze kilka razy, choćby po to by na nowo opowiedzieć o początkach niewidomego herosa w genialnej miniserii „Daredevil: The Man Without Fear”. I właśnie te komiksy – a także kilka bonusów – znajdziecie w tym tomie, wieńczącym kolekcję „DD” Franka Millera.

Pierwsza główna opowieść tego tomu to wspomniany już „Odrodzony” i od niej zaczynam. To tu Karen Page, dawna ukochana i sekretarka Matta, a obecnie aktorka porno i narkomanka, sprzedaje tożsamość Daredevila Kingpinowi za działkę narkotyków. Od tej chwili boss nowojorskiego półświatka zaczyna rujnować życie Matta krok po kroku. Oskarża go o branie łapówek, wrabia w morderstwo, pozbawia pieniędzy, pracy, domu a wreszcie topi żywcem w zatoce. Koniec? Bynajmniej. Doprowadzony do szaleństwa Daredevil zaczyna wendettę...

https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2020/12/daredevil-frank-miller-tom-4-frank.html

PONOWNE NARODZINY DAREDEVILA

Frank Miller pisaniem „Daredevila” zajął się w latach osiemdziesiątych, po krótkiej pracy w roli rysownika tej serii i od razu ją zrewolucjonizował. Jego mroczne, pełne powagi i ocierające się o ważkie tematy scenariusze, klimat rodem z groszowych powieści noir i pełnokrwiste postacie sprawiły, że ten niemal nieznany nikomu komiksiarz nagle...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

71 użytkowników ma tytuł Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4 na półkach głównych
  • 47
  • 24
37 użytkowników ma tytuł Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4 na półkach dodatkowych
  • 15
  • 8
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Amazing Spider-Man Epic Collection. Spider-Man: Threat or Menace? Frank Miller, Dennis O'Neil, John Romita Jr.
Ocena 0,0
Amazing Spider-Man Epic Collection. Spider-Man: Threat or Menace? Frank Miller, Dennis O'Neil, John Romita Jr.
Okładka książki Batman. Ziemia niczyja. Ostatnia gra (Tom 7) Jim Balent, Chuck Dixon, Dale Eaglesham, Dennis O'Neil, Greg Rucka
Ocena 7,4
Batman. Ziemia niczyja. Ostatnia gra (Tom 7) Jim Balent, Chuck Dixon, Dale Eaglesham, Dennis O'Neil, Greg Rucka
Okładka książki Joker: Na swoim Neal Adams, Ernie Chan, José Luis García-López, Elliot S. Maggin, Irv Novick, Dennis O'Neil, Martin Pasko
Ocena 6,1
Joker: Na swoim Neal Adams, Ernie Chan, José Luis García-López, Elliot S. Maggin, Irv Novick, Dennis O'Neil, Martin Pasko
Okładka książki Batman. Ziemia niczyja. Owoce ziemi (Tom 5) Chuck Dixon, Staz Johnson, Dan Jurgens, Scott McDaniel, Dennis O'Neil, Greg Rucka
Ocena 6,4
Batman. Ziemia niczyja. Owoce ziemi (Tom 5) Chuck Dixon, Staz Johnson, Dan Jurgens, Scott McDaniel, Dennis O'Neil, Greg Rucka
Okładka książki Batman: Ziemia Niczyja. Nowe zasady (Tom 4) Dale Eaglesham, Bob Gale, Alex Maleev, Dennis O'Neil, Roger Robinson, Greg Rucka
Ocena 7,0
Batman: Ziemia Niczyja. Nowe zasady (Tom 4) Dale Eaglesham, Bob Gale, Alex Maleev, Dennis O'Neil, Roger Robinson, Greg Rucka
Okładka książki Daredevil 4 (1966) Gene Colan, Stan Lee, Dennis O'Neil, John Romita Sr.
Ocena 6,8
Daredevil 4 (1966) Gene Colan, Stan Lee, Dennis O'Neil, John Romita Sr.
Okładka książki The Question Omnibus vol. 2 Denys Cowan, Dennis O'Neil
Ocena 0,0
The Question Omnibus vol. 2 Denys Cowan, Dennis O'Neil
Dennis O'Neil
Dennis O'Neil
Scenarzysta i edytor komiksowy, pracujący zarówno dla Marvela jak i DC. W latach 60. i 70. zrewitalizował postaci Green Arrowa oraz Batmana. Jako jeden z pierwszych twórców poruszał w swoich historiach kwestie problemów społecznych i politycznych, jak bieda, rasizm czy uzależnienie od narkotyków. Jako edytor przez wiele lat prowadził ponad dziesięć serii poświęconych Batmanowi oraz jego towarzyszom.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Animal Man. Omnibus Grant Morrison
Animal Man. Omnibus
Grant Morrison Brian Bolland Tom Grummett Chas Truog Doug Hazlewood
Co za cudowne, kompletne szaleństwo. Już wstęp bardzo mi się spodobał. Morrison to chyba spoko gość. Skromny, dowcipny, pełen dystansu do siebie gawędziarz. A sam komiks zaczyna się ciekawie, choć niepozornie - ot, zapomniany ciut Buddy postanawia wrócić do zawodu i stać się prawdziwym superbohaterem. Moce ma dość niedorzeczne: otóż umie przejmować umiejętności od zwierząt, które są w pobliżu. Sam zdaje sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmi, ale cóż ma zrobić. Jasne, z początku wydaje się to pretekstem do rozmyślań o prawach zwierząt i o konsumpcji tychże. Ale jeśli spodziewacie się, że to po prostu eko-komiks, to jesteście w sygnifikantnym błędzie. Po pierwsze, jest tu od groma obyczaju i realizmu. Świetne wątki rodzinne i przyziemne traktowanie “zawodu” superbohaterskiego. Obserwujemy choćby jak żona Buddy’ego przyzwyczaja się do wizyt nadludzi: “jak widziałaś jednego, to jakbyś widziała wszystkich”. Ale po drugie, to jest totalnie meta-komiks. Z początku jest to niepozorne, na końcu natomiast mamy do czynienia z kompletnym meta-szaleństwem, bardzo rozrywkowym i udanym. Jest to z pozoru epizodyczna, ale ostatecznie cholernie spójna i przemyślana historia o bohaterach zapomnianych. O postaciach porzuconych. O strojach zbyt kiczowatych na dzisiejsze czasy. I jezu, jak to działa. W skrócie: trochę meta, trochę eko, trochę sympatyczny obyczaj skręcający momentami w dramat. Czasem kompletne szaleństwo. I sporo Moore’a. Jeśli powyższe jeszcze Was nie przekonało: jest tu też małpa, pisząca na maszynie do pisania kolejne dzieła Szekspira. Warto jak cholera. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu
Authority. Tom 1 Warren Ellis
Authority. Tom 1
Warren Ellis Bryan Hitch Phil Jimenez
Co by było gdyby superbohaterowie naprawdę istnieli? Wraz z czasem wytwórnie komiksów zaczęły podchodzić do tego pytania coraz poważniej. DC zaczęło jako fantastyczny świat bogów, Marvel zrobił krok w stronę realizmu, ale to dopiero „Authority” zadało to pytanie na poważnie. Co jeśli bogowie pośród ludzi, którzy potrafią przenosić góry, zamiast bronić zastanego, zaczną zmieniać świat? Co jeśli najbardziej sprawczy ludzie na planecie zaczną coś robić? Czy to coś to coś dobrego? Wydanie przez WildStorm w 1999 „Authority” było tak wpływowe, że choćby Superman poczuł się zobowiązany do odpowiedzi w Action Comic #775 zatytułowanym „What's So Funny About Truth, Justice & the American Way?” (2001). W 2012 powstała ekranizacja tego komiksu, a z czasem uniwersum WildStorm spod skrzydeł DC zostało z nim zintegrowane. Z tego powodu jeden z członków Authority pojawił się w Supermanie (2025) i wiele wskazuje, że nowe filmowe uniwersum DC będzie czerpało z „Authority” garściami. Sam komiks jest interesujący. Stara się być odważny w różnych aspektach. Terroryzm na masową skalę. Ge.., znaczy współlokatorzy nie-batman i nie-superman. Używanie słowa na przemoc seksualną (choć to raczej problem mediów społecznościowych). Zabijanie tych złych, wręcz w skali ludobójczej. A co najgorsze (lub najlepsze) kobieta za skórą z nanobotów jako ubraniem. Tak chodzi o ww. Mechanika (z nowego Supermana),której kostium nie przypomina tego Mystique i już niektórzy marudzą. Skoro już zaczęłyśmy od przedstawiana drużyny, to może do tego przejść: Mechanik, po angielsku Engineer jest, mam nadzieję, samowyjaśniający. A jej miano to Angela Spica. Po niej mamy Doktora, czyli jak sama nazwa wskazuje super szamana odpowiedzialnego za czary-mary, którego możnaby porównać do Doktora Fate'a. W Marvelu jest Doktor Strange. „Authority” parodiuje uniwersa Marvela i DC, więc nazwanie magika Doktorem jest jasnym żartem. Głową Authority jest duch XX wieku, wieku elektryczności. Zgadnijcie jakie moce ma Jenny Sparks, jakby samo nazwisko tego nie sugerowało. Swift, wcale nie Hawkgirl, tylko nie z Egiptu albo kosmosu, a Tybetu. Midnighter, ww. nie-batman, więcej nie trzeba chyba. Ale jest bardziej jak Sherlock od Guy'a Ritchiego. Apollo, który wygląda naprawdę niczym jakiś słoneczny mąż. Jack Hawskmoor, czyli duch albo król miast. Szczerze trudno opisać, co może lub umie. Zostańmy zatem przy tym duchu i polecam obejrzeć go w akcji. I jest jeszcze ich środek transportu, który uwięził zalążek nowego wszechświata jako swoją bateryjkę. Transporter (Carrier) jako międzywymiarowy ogromny pojazd jest dziwny. Ale to takie zwierzątko drużyny. Kto nie kocha większych niż miasto słodkich zwierzątek? Nasi bohaterowie mają świetną chemię w zapoznawaniu się, ale także w kąśliwych uwagach względem siebie. Z czasem również pojawiają się głębsze relacje między nimi, albo po prostu z czasem oglądamy więcej tego, co wcześniej było za kadrem. Pomiędzy zagrożeniami zawsze dostajemy jednak chwilę wytchnienia. W jego trakcie możemy dostać nawet zaskakujące interakcje między postaciami. W końcu to drużyna, każdy z każdym musi prędzej czy później wykształcić jakieś relacje. Jednak do takich interakcji może dochodzić w chwili napięcia, gdy spotkania są kryzysowe. Postacie zachowują się nieco inaczej i dzięki temu poznajemy je od innej strony. Pozwala nam to na poznanie ich, a nawet zżycie się. Co do imion ściągałem tutaj trochę z Wikipedii. I zauważyłem, że jeśli chodzi o komiksy, to chyba brakuje mi jeszcze „Planetary/Authority” do pełnego runu Ellisa na „Authority”. Ale pewnie uzupełnię, jeśli będzie w 2 tomie, będzie mi się chciało, albo będę czytał „Planetary” (dekonstrukcję i parodię Fantastycznej Czwórki). W runie Ellisa mamy do czynienia przede wszystkim z przekraczaniem granic, tego co rozumiemy jako superbohaterstwo. Jesteśmy w świecie, gdzie realistycznie ONZ miało swoich super ludzi jako zespół reagowania ze stacją kosmiczną jak Justice League. Ale to się skończyło. Stormwatch zostało wybite, a tajna część organizacji, odpowiedzialna za mniej publiczne akcje zapadło się pod ziemię. To właśnie szefowa tej tajnej drużyny bierze sprawy w swoje ręce po porażce pierwotnego projektu i formuje Authority, Najwyższą Władzę. Skupiamy się na terroryzmie światowym (przed 9 / 11),najazdach międzywymiarowych i najazdach przedwiecznych obcych. A to wszystko z bardzo prostym rozwiązaniem – jak trzeba, to trzeba zabić, a nawet dokonać ludobójstwa lub bogobóstwa. Nic nie stoi na przeszkodzie, by uczynić świat lepszym. Pozostaje jedynie pytanie, gdzie kończy się granica świata? Na atmosferze ziemskiej? Na granicy naszej linii czasu/wymiaru? To jest to, z czym chce zostawić nas Ellis. Gdzie są granice interwencji, jeśli mamy władze? Np. jeśli jesteśmy najpotężniejszym państwem świata, a z drugiej: jakie będą tego konsekwencje? Jeśli interweniujemy, to grozi nam odwet, czyż nie? Nie powiem, że cokolwiek zostało przewidziane, bo na pewno podobna krytyka już istniała. Właśnie wspomniane 9 / 11 wpłynęło też co nieco na komiks Ellisa, ale przede wszystkim jako cenzura (redakcja) kadrów. W runie Ellisa usunięto podobno pocałunek w policzek naszych współlokatorów (pierwszy pierwszy, ale to X-meni dostali pierwszy w usta),ale mam dla was dobrą wieść: w polskim omnibusie większość cenzury została ominięta. Poza tym komiks wpisuje się w nowy nurt w komiksie polegający na całostronicowych panelach, które w bardzo dynamiczny i monumentalny sposób przedstawiają akcję. Jak nie jestem akcjofreakiem to takie jej przedstawienie bardzo mi się spodobało. Oczywiście o ile coś widać i np. przecięcie strony nie zaburza niczego. Takie zastosowanie „widescreen comics” ma za zadanie uczynić go bardziej filmowym, czy to przez te wielkie kadry, czy te bardziej szerokie niż wysokie (np. kadr normalnej wysokości, ale na całą szerokość). Zapomniałem o istnieniu tego, jak czytałem „Chainsaw mena”, ale Fujimoto ewidentnie stosuje to w swoich mangach. Poza tym w ramach szerokiego budowania kadrów mamy zwolnienie tempa i staranie się zastosowania zasady „show, not tell”. Jeśli zatem interesują was poważne komiksy, rekonstrukcje superbohaterskie albo po prostu chcecie poznać przyszły kontekst nowego filmowego uniwersum DC to „Authority” jest dobrym wyborem. Pełne akcji, z dodatkiem personalnej chemii i kończące się w bardzo wymowny sposób. Oczywiście to tylko połowa, bo jest jeszcze run Millara w 2 części omnibusa, ale runy zazwyczaj są zamkniętymi historiami i tu nie jest inaczej. Komiks czytany dzięki życzliwości Biblioteki na Koszykowej (Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego). Alt: goodreads; https://nakanapie.pl/recenzje/nowe-konteksty-authority
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na96 miesięcy temu
Superman. Amerykański Obcy Steve Dillon
Superman. Amerykański Obcy
Steve Dillon Mark Buckingham Jae Lee Ryan Sook Lee Loughridge Matthew Clark Tommy Lee Edwards Rod Reis José Villarrubia Joëlle Jones Max Landis Jonathan Case Nick Dragotta Francis Manapul Rico Renzi Rob Schwager Jock June Chung Evan Shaner Alex Guimaraes
Superman Amerykański Obcy to komiks, który zaskakuje świeżym podejściem do klasycznej postaci. Zamiast skupić się na wielkich bitwach, stawia na rozwój osobisty Clarka Kenta, pokazując jego dorastanie i pierwsze próby zrozumienia swojego miejsca w świecie. Komiks świetnie łączy elementy superbohaterskie z bardziej ludzkimi, ukazując wewnętrzne zmagania bohatera, który stara się pogodzić swoje nadludzkie moce z normalnym życiem. Narracja płynnie przechodzi od momentów pełnych napięcia do spokojniejszych, refleksyjnych chwil, które pozwalają lepiej poznać bohaterów. Opowieść porusza również temat akceptacji siebie i odkrywania swojej tożsamości, co sprawia, że komiks jest bardzo uniwersalny. Jedynym minusem jest to, że fabuła bardzo często idzie na skróty. Zdecydowanie przydałoby się mocniej rozciągnąć tą jakże ciekawą opowieść. Komiks podzielony jest na kilka opowiadań z różnych etapów życia tytułowego bohatera. Każdy rozdział ma inny styl ilustracji, ale wszystkie stoją na wysokim poziomie. Dzięki takiej różnorodności oprawa wizualna robi bardzo pozytywne wrażenie. Polecam, bardzo przyjemne dzieło. Aha i występuje tutaj Lobo 🙂 Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DFvSzAps5VY/?igsh=cndid3Zmdmx3ZHNh
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na810 miesięcy temu
New X-Men: Piekło na Ziemi Grant Morrison
New X-Men: Piekło na Ziemi
Grant Morrison Frank Quitely
New X-Men #2: Piekło na Ziemi zbiera rozdziały, które pierwotnie pojawiły się w zeszytach od 122 do 133 numeru. Fabuła skupia się tutaj głównie na dwóch bardzo ważnych dla sagi Morrisona wątkach. Jednym z nich jest dalsze rozwinięcie konfliktu mutantów i Cassandry Nova (siostry bliźniaczki Xaviera). Całość tej historii z każdą kolejną stroną jest coraz bardziej zaskakująca i zmierzająca do naprawdę mocnego finału. Drugim z kolei jest skupienie się autora na korporacji X i pokazaniu jej ogromnych wpływów, które będą miały znaczenie zarówno dla samych mutantów, jak i całego świata. Wątek ten jest również doskonałym wprowadzeniem do świata komiksu nowej ciekawej postaci (Fantomexa). Początek drugiego zbiorczego tomu serii New X-Men jest kontynuacją wydarzeń ukazanych w części pierwszej. Nie powinno się więc sięgać po tytuł bez znajomości jego poprzedniej odsłony. Biorąc pod uwagę dwa wspomniane powyżej wątki, tom ten stanowi również bardzo ważny element dla całej historii napisanej przez Morrisona. Twórca w naprawdę dobrym stylu łączy tutaj bowiem zakończenie jednej historii i rozpoczęcie innej, tworząc tym samym pośredni album spajający cały scenariusz. Nie jest to oczywiście wszystko, co ma do zaoferowania czytelnikowi G.M. Stworzona przez niego opowieść łączy tutaj głębszą filozofię, odrobinę komiksowej poetyckości i całą masę widowiskowej superbohaterskiej akcji. Cała recenzja na: https://popkulturowykociolek.pl/recenzja-komiksu-new-x-men-2-pieklo-na-ziemi/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na84 lata temu
Ultimate X-Men. Tom 1 Andy Kubert
Ultimate X-Men. Tom 1
Andy Kubert Mark Millar Tom Raney Adam Kubert Geoff Johns Aaron Lopresti Tom Derenick
Mroczne prawa człowieka Po sukcesie „Autority” spod pióra Marka Millara wszyscy chcieli być tak samo edgy, znaczy się realistyczni. Podjęto ciekawą decyzję i dano Millarowi w Ultimate Universe 2 serie, żeby zrobił je w swój nowoczesny i realistyczny sposób. Jedną z nich jest właśnie „Ultimate X-Men”, która wprowadza widownie w nowych, ale starych X-Menów. W porównaniu z drugą pisaną przez niego serią – „Ultimates” – omawiany komiks jest nieco stonowany. Tam dostajemy akty kanibalizmu, tu mamy tylko postacie deklarujące taką możliwość. W dodatku Wolverine, dorosły facet, podrywa nastolatki (i nie tylko). Podobno już legalne, ale widać jak świetnie się zaczyna. To dla klaryfikacji, na czym polega tu edgyzm Millara. Przez czytane przeze mnie 33 zeszyty Millar przede wszystkim buduje świat. Wprowadza wątki i postacie z głównego kontinuum, ale niestety nie znam stopnia ich modyfikacji – to mój pierwszy komiks o X-Men, wyłączając dwa z nowego Ultimate Universe (2023-2026). Mimo wszystko wraz z budowaniem świata i sadzenia kolejnych ziarenek historia płynie sprawnie. Wszystkie wątki nieubłaganie kręcą wokół stałej kotwicy X-Menów, czyli konfliktowi Xaviera i Magneto wobec relacji mniejszości (mutantów) i większości (ludzkości). Dziedzictwo i idee władcy magnetyzmu trwają, nawet gdy go zabraknie. Jednak ich interpretacje mogą być inne. Przez osmozę wiedziałem, że Charles w komiksach nie był tak święty jak w filmach. Tutaj poza terroryzmem Profesor X, ma praktycznie te same poglądy, co założyciel Bractwa Mutantów. Widzimy jego wątpliwości, ciągłą hipokryzję i szarość moralną, czy w obliczu ciągłej agresji ludzi zwyczajnie: „Magneto miał rację”. Scena podsumowania tych rozterek i ich rozwiązania jest jedną z najlepszą w całym komiksie. Jednak nie tylko charyzmatyczni liderzy dostają miejsce na scenie „Ultimate X-Men”. Komiks podobnie jak „Ultimate Spider-Man” Bendisa ma wprowadzić nowych czytelników w świat. Dlatego też ważne jest wspomnieć, że pierwotna drużyna składa się z Jean Grey, Cyklopsa, Beasta, Colossusa, Storm, Icemana i Wolverine’a. Jak to w drużynówkach mamy tu dużo postaci, a jest jeszcze Bractwo Mutantów. Jednak każda z postaci ma przynajmniej zarysowane relacje, jakąś cechę i jak to Ororo (Storm) powie w kontynuacji Bendisa – moce nie są wszystkim, kim są. Relacje są wyważone i jak początkowo na skalę mutanckiego konfliktu mamy trójkąt rządu USA (z Sentinelami),Bractwa Mutantów i X-Menów, tak na poziomie personalnym trójkąt Wolverine’a, Cyclopsa i Jean. To ostatnie mimo niezręczności nie było nawet najgorzej poprowadzone i było ważne w pchaniu fabuły do przodu. Pozwało też na nieoczywiste przemieszanie postaci, ich ewolucje i na koniec pokazanie postludzkiej moralności Charlesa w pełnej okazałości. By do tego doszło, nie tylko relacje muszą iść do przodu. Już od pierwszych kadrów widzimy jak niebezpieczne są sentinele. Z tego powodu każda z przedstawianych frakcji potrzebuje być lepsza. Również Weapon-X, żeby program sentineli ich nie wygryzł jako zabezpieczenie antymutanckie. Te ciągłe zmiany widać w każdym, od Storm mającej początkowo problemy w precyzyjnej kontroli pogody, po technologię dostosowywaną do eksterminacji mutantów.  <img src="https://cdn.nakanapie.pl/yCQ_WQ6mWViskSA6ee5XiLUKB_Q=/origxorig/358dcda305d01817322b289db30af910" alt="Wielka flota latających sentineli skanuje Nowy York"/> Dysyopijne przedstawienie sentineli z zeszytu 3. Jeśli wykreuje się coś na porządne zagrożenie, można je spotęgować przez pokazanie, z jaką łatwością ktoś je unieszkodliwia. W tym świecie Magneto nie tylko kontroluje magnetyzm, a przez niego całe spektrum elektromagnetyczne! Potrafi wpływać na elektronikę, na światło, a nawet na młot Thora. Pierwsza generacja sentinelów to dla niego pestka, która pozwala mu zabłysnąć. Jednak największym zagrożeniem, jak zawsze, jest opinia publiczna. X-Meni muszą wyglądać na świętych i być nieskazitelni. W komiksie widzimy więcej niż szerokie masy, przez co widzimy szare i czarne strony Xaviera, które w tym „poważniejszym” świecie przybierają naprawdę mroczne barwy. Czasem uda się je ukryć, czasem dobry PR robi swoje, a czasem zwyczajnie nie ma to znaczenia. Uprzedzeń się nie zmieni uśmiechami w New York Timesie. Jeśli ktoś chce przeczytać komiks o X-Menach lub porządną drużynówkę, to nie jest to najgorszy wybór, choć są pewnie lepsze. Jednak „Ultimate X-Men” przyjemnie wprowadza w mitologie X-Men i nieco go uwspółcześnia. Na pewno mamy tu dużo polityki, która jak zawsze w komiksach, jest nieco uproszczona i, poza pojedynczymi momentami, wiarygodna. Jednak prawdziwe złoto kryje się na poziomie dramatów postaci.
Adam Słojewski - awatar Adam Słojewski
ocenił na72 miesiące temu
Batman: Trzech Jokerów Geoff Johns
Batman: Trzech Jokerów
Geoff Johns Jason Fabok
Geoff Johns to jeden z moich ulubionych scenarzystów komiksowych, który potrafi napisać wciągające, emocjonujące i inteligentne historie rozrywkowe, a do tego nigdy nie zszedł poniżej pewnego poziomu, ponieważ nawet jego najsłabsze tytuły można określić mianem całkiem dobrych. Tworzone przez tego autora komiksy superbohaterskie charakteryzują się ciekawymi fabułami pełnymi interesujących pomysłów, dobrze napisanymi dialogami, trafnym humorem, dogłębnym zrozumieniem charakteru i osobowości danego bohatera/danej bohaterki, a także idealnym wyważeniem proporcji pomiędzy akcją a spokojniejszymi momentami nastawionymi na rozwijanie relacji między postaciami. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że twórczość Johnsa to nie jest ten sam poziom, co większość komiksów stworzonych przez Alana Moore'a i prawdopodobnie nigdy nie uda mu się napisać przełomowej historii na miarę dokonań Maga z Northampton. Porównanie tych dwóch scenarzystów: jednego bardzo dobrego a drugiego wybitnego, który zasłużenie posiada status żywej legendy jest zasadne o tyle, że Geoff Johns dwa razy próbował skonfrontować się z dorobkiem Alana Moore'a i przy okazji udowodnić wszystkim zainteresowanym, że jest zdolny do stworzenia dzieła dorównującego tym, za które odpowiedzialny był jego starszy kolega po fachu. W obu przypadkach przyjął podobną taktykę napisania kontynuacji do utworów, za które odpowiadał pierwszy Mag, wśród scenarzystów komiksowych (lub pierwszy scenarzysta komiksowy pośród Magów). I tak w "Zegarze Zagłady" mamy możliwość powrotu do świata "Strażników", natomiast "Trzech Jokerów" wykorzystuje wątki, których początki sięgają "Zabójczego Żartu". Z koncepcją, że największy wróg Człowieka Nietoperza nie jest jednym złoczyńcą, ale trzema po raz pierwszy można się było spotkać w "Wojnie Darkseida", czyli wątku fabularnym, który finalizował staż Geoffa Johnsa przy pisaniu scenariuszy do Ligii Sprawiedliwości w okresie znanym jako "New 52" (po polsku "Nowe DC Comics") i dotyczył konfrontacji pomiędzy największymi ziemskimi superbohaterami i superbohaterkami oraz wspierającymi ich bóstwami z Nowej Genezy, a władcą Apokolips. Wówczas to Batman tymczasowo stał się Bogiem Wiedzy dzięki temu, że udało mu się zasiąść na Tronie Mobiusa, czyli niesamowicie zaawansowanym wszystkowiedzącym urządzeniu, zdolnym udzielić informacji na każdy zadany temat. Na pytanie Mrocznego Rycerza dotyczące prawdziwej tożsamości Błazeńskiego Księcia Zbrodni otrzymał zaskakującą odpowiedź, że nie ma jednego Jokera, ponieważ jest ich trzech. Aż chciałoby się zakrzyknąć "Omne Trinum Perfectum!!!" (Batman szepnął wtedy "Niemożliwe!", ale pewnie pomyślał coś w stylu "O k*rw@, ja p*****lę!!!") i od razu przekonać się czy ten zaskakujący pomysł ma satysfakcjonujące uzasadnienie, ale z rozwiązaniem zagadki trzeba było poczekać kilka lat, aż w końcu Geoff Johns ukończył scenariusz do niniejszej pozycji. Co ciekawe, w omawianym komiksie scenarzysta ani razu nie odwołał się do wydarzeń, które zainicjowały główny wątek tej historii tak, że całą opowieść można przeczytać i nie zdawać sobie sprawy, że wszystko zaczęło się od sytuacji, kiedy to Człowiek Nietoperz posadził swoją batdupę na fotelu znającym odpowiedź na każde pytanie. Zawiązanie akcji recenzowanego komiksu następuje w momencie, kiedy w tym samym czasie, ale w różnych miejscach Joker popełnia trzy dobrze udokumentowane przestępstwa, które natychmiast stają się szeroko komentowane we wszelkiego rodzaju mediach. Mroczny Rycerz próbuje ustalić naturę tego dziwnego zjawiska. Czy mamy do czynienia z sobowtórami? Klonami? Jokerami z alternatywnych rzeczywistości, a może faktycznie od samego początku mierzył się z wyjątkowo paskudnymi trojaczkami? W śledztwie Człowiek Nietoperz wspomagany jest przez Batgirl i Red Hooda, czyli tych członków Batrodziny, którzy zostali najbardziej skrzywdzeni przez Błazeńskiego Księcia Zbrodni i z tego powodu mierzą się z mniej i bardziej przepracowanymi traumami. Próba odnalezienia i powstrzymania trzech Jokerów prowadzi naszych bohaterów i bohaterkę do odkrycia niejasnego powiązania jakie nemezis Batmana posiada z Joe Chillem, czyli mordercą rodziców Bruce'a Wayne'a. Z omawianym tytułem wiązałem obawy, że tym razem Geoff Johns przeliczył się, kiedy mierzył siły na zamiary i jego ambitny projekt okaże się spektakularnym niepowodzeniem. Z tego też powodu zwlekałem z przeczytaniem "Trzech Jokerów". Dopiero powtórna lektura "Zabójczego Żartu", który jest jednym z moich ulubionych komiksów o Batmanie i zarazem najlepszym, w jakim występuje Joker zmotywowała mnie do tego, żeby w końcu zapoznać się z niniejszą pozycją. Może było to spowodowane tym, że nastawiłem się mentalnie na kompletną porażkę i oczekiwania względem tego utworu miałem raczej niewielkie. Tym większe było moje zdziwienie, kiedy brnąłem przez meandry fabuły, ponieważ po lekturze całości jestem autentycznie zachwycony tym tytułem. Uważam, że jest to jeden z najlepszych komiksów superbohaterskich, jaki powstał w przeciągu kilku ostatnich lat i koncentruje się na Batmanie, jego rodzinie oraz arcywrogu. Geoff Johns w "Trzech Jokerach" według mnie wykorzystał cały swój potencjał twórczy i stworzył historię, która intryguje i w moim przypadku przeczytałem całą opowieść za jednym posiedzeniem. Nie jest to dzieło tak przełomowe i redefiniujące gatunek superbohaterskich historii obrazkowych jak "Zabójczy Żart", ale tym razem do tego wysokiego poziomu niewiele mu brakuje. Johns nie naśladuje ślepo stylu Moore'a, ale wyraźnie widać gdzie czerpał inspiracje, a gdzie posiłkował się własnym wypracowanym warsztatem. Omawiany tytuł nie jest tak przepełniony symboliką jak u Maga z Northampton, ale imponuje tym, że scenarzysta panuje nad wszystkimi zainicjowanymi w komiksie wątkami, które mają satysfakcjonujące zakończenie w finale. Każda istotniejsza postać, która pojawiła się w tym komiksie pełni konkretną funkcję i bardzo dobrze wywiązuje się z powierzonej roli, oprócz wyjątkowo zmarnowanej szansy większego wykorzystania Komisarza Gordona, który przecież też mocno ucierpiał z powodu Jokera w przeszłości i to nie raz, ale w tym komiksie niestety jest jedynie postacią drugoplanową, co jest jedną z niewielu wad tego tytułu. Natomiast pochwalić należy prowadzenie bohaterów i bohaterek pod względem psychologicznym, ponieważ tutaj scenarzysta wzorcowo wywiązuje się z powierzonego mu zadania i ani razu nie czułem, żeby jakaś postać zachowywała się nienaturalnie. Motywacje, które kierują postaciami są dobrze ugruntowane w ich charakterach i przeżyciach, a w trakcie rozwoju akcji posiadane przez nich przekonania są spójne z dokonaniami, dzięki czemu mamy do czynienia z konsekwentnym portretowaniem postaci. Niektórym może się nie spodobać sposób ukazania Batmana, który trochę różni się od tego jak jest przedstawiany w innych tytułach, ale mnie ta jego wersja jak najbardziej odpowiada, ponieważ podkreśla, że dla Mrocznego Rycerza codzienna i conocna walka z przestępczością w Gotham jest ważniejsza nawet od postępowania zgodnie z wymiarem sprawiedliwości. Zakończenie komiksu to jedna z jego największych zalet i byłem pod wielkim wrażeniem tego, jak Johnsowi udało się się stworzyć tak bardzo angażujący, emocjonalny i satysfakcjonujący finał, a jednocześnie dodać od siebie kilka naprawdę interesujących pomysłów, które być może zostaną rozwinięte w przyszłych projektach. Aczkolwiek dla wielu osób wyjaśnienie zjawiska trzech Jokerów może się wydać rozczarowujące, zwłaszcza, że ich obecność nie zdominowała komiksu (co w zależności od osobistych preferencji może być zarówno wadą jak i zaletą),ale ja jestem niezmiernie usatysfakcjonowany tym, jak z tego problemu, który jakby nie patrzeć sam stworzył, wybrnął scenarzysta. Według mnie wątku więcej niż jednego Błazeńskiego Księcia Zbrodni nie dałoby się lepiej przedstawić i rozwiązać. No może Alan Moore byłby w stanie, gdyby nie jego resentyment względem Wydawnictwa DC. Kolejna z zalet omawianej pozycji, czyli pewne różnice w zachowaniu wszystkich trzech Jokerów, przez co każdy z nich jest definiowany innym terminem: przestępca, komik i klaun, to jednocześnie błyskotliwy metakomentarz dotyczący tego jak komiksowe postacie na przestrzeni wielu lat musiały mieć modyfikowane charaktery, żeby nadążyć za zmianami i trendami zachodzącymi w społeczeństwie. Również scenarzysta "Zabójczego Żartu" wykorzystał tę technikę, żeby zwrócić uwagę na niekończący się cykl walki pomiędzy superbohaterem, a jego największymi przeciwnikami, który powtarza się tak długo, jak długo trwa zainteresowanie czytelników i czytelniczek, przez co każda ostateczna potyczka staje się tylko jednym z wielu ogniw w nieskończonym łańcuchu. Jeżeli chodzi o warstwę graficzną to muszę przyznać, że styl rysunków powinien się spodobać nawet tym osobom, które będą rozczarowane fabułą tego utworu. Jason Fabok to obecnie jeden z najlepszych rysowników tworzących dla Wydawnictwa DC i w recenzowanej pozycji wspiął się na wyżyny swojego talentu. Grafiki przez niego stworzone są fenomenalne i znacząco wzbogacają całą opowieść o wyjątkową atmosferę. Według mnie ten artysta dorównuje talentem niezapomnianemu Brianowi Bollandowi, przy czym wypracował własny, bardzo realistyczny styl rysunku. Recenzowany tytuł to z pewnością jeden z najpiękniejszych komiksów, jakie narysowano. Podsumowując tę dosyć długą recenzję "Batman: Trzech Jokerów" zarówno pod względem scenariusza i rysunków jest pozycją wybitną, która mnie przyniosła ogrom czytelniczego zadowolenia. Geoff Johns zmierzył się ze spuścizną Alana Moore'a i chociaż trochę mu zabrakło, żeby dorównać Magowi z Northampton, to tym razem był już całkiem blisko zamierzonego celu i wrócił stamtąd z tarczą. Dla mnie to najlepszy komiks superbohaterski od wielu lat, a także drugi w kolejności, jeżeli chodzi o najbardziej udane wykorzystanie postaci Jokera (a raczej Jokerów). Na pierwszym miejscu oczywiście uplasował się "Zabójczy Żart" i prawdopodobnie to się już nigdy nie zmieni.
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na101 miesiąc temu
Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 1 Frank Miller
Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 1
Frank Miller David Michelinie Roger McKenzie
Lektura pierwszego tomu „Daredevil: Wizjonerzy” to fascynująca lekcja historii sztuki komiksowej, która najwyraźniej przerosła rzeszę niedzielnych recenzentów wystawiających temu dziełu niskie noty. Trudno nie parsknąć śmiechem, czytając opinie o „staroświeckiej kresce”, podczas gdy mamy do czynienia z jednym z najważniejszych procesów ewolucyjnych w mediach wizualnych XX wieku. Miller nie wchodzi tu na gotowe; on na naszych oczach dokonuje brutalnej dekonstrukcji skostniałego stylu Marvela lat 70., w którym każdy musiał rysować jak klon Johna Buscemy. Początkowe zeszyty mogą zmylić ignoranta swoją poprawnością, ale już po chwili widać, jak Frank zaczyna „psuć” tę grzeczną anatomię na rzecz ekspresji. Statyczne kadry z zeszytu 158 ewoluują w dynamiczne panele w następnych zeszytach. Wielu narzekających na brak „nowoczesnych detali” kompletnie nie rozumie, że Miller jako jeden z pierwszych wprowadził do amerykańskiego mainstreamu brud i mrok nurtu noir. Zamiast rysować każdy mięsień, zaczął operować plamą cienia, co dla współczesnego czytelnika wychowanego na sterylnych grafikach komputerowych jest najwyraźniej barierą nie do przejścia. To tutaj rodzi się ta genialna, kanciasta dynamika, która później zdefiniuje „Powrót Mrocznego Rycerza” czy „Sin City”. Miller w tym tomie uczy się, jak rysować ciszę i deszcz, co dla przeciętnego użytkownika oceniającego komiks po „ładnych kolorkach” jest konceptem zbyt abstrakcyjnym. Szyderczo spoglądam na zarzuty o „uproszczenia”, bo to właśnie w nich tkwi siła storytellingu, którego dzisiejsi rzemieślnicy mogą Millerowi tylko zazdrościć. Ewolucja od klasycznego rzemiosła do drapieżnego, mangowego kadrowania w końcówce tomu to popis geniuszu, który wymaga od odbiorcy minimum intelektualnego wysiłku. Niestety, dla wielu „znawców” z sekcji komentarzy, szczytem artyzmu pozostaje pewnie przeładowana detalami kreska z lat 90., przy której subtelne operowanie światłocieniem Millera wydaje się „niedbałe”. To komiks dla koneserów, którzy potrafią dostrzec moment, w którym rzemieślnik staje się artystą, zostawiając w tyle całą armię kolorowych trykociarzy. Jeśli ktoś wystawia tu słabą ocenę, po prostu pomylił działy w księgarni. Pierwszy tom Daredevila to fundament, bez którego dzisiejszy mroczny komiks w ogóle by nie istniał, o czym warto pamiętać przed kliknięciem w ocenę.
Adrian - awatar Adrian
ocenił na723 dni temu
Doom Patrol. Tom 3 Grant Morrison
Doom Patrol. Tom 3
Grant Morrison Richard Case
Na pierwszy tom „Doom Patrolu” dosłownie się rzuciłam. Przy drugim też byłam nastawiona entuzjastycznie. Niestety, coś mi w nim nie do końca podpasowało, toteż lekturę trzeciego odkładałam. I choć nie żałuje spotkania z tą drużyną, nadal bardzo lubiąc koncept, to uważam, że to nie był dobry wybór na początek przygody z komiksem superbohaterskim. Zauważyłam, że lubię te zeszyty, które są bardziej „przyziemne”. Gdy twórcy gdzieś odpływali, odpływała też i moja głowa. Niezbyt lubię absurd i to po prostu w przypadku tego tomu było dla mnie naprawdę mocno zauważalne. Komiksowi jestem co prawda w stanie wybaczyć więcej, ale gdy nie do końca rozumiem, co dzieje się w konkretnym zeszycie, to po prostu czytanie go staje się niekomfortowe. Ponadto mam wrażenie, że autor nawiązuje do wielu innych komiksów, a że ja się na tym nie znam, to nawiązań po prostu nie wyłapywałam. I dlatego też raczej nie poleciłabym tej historii innej osobie, która tak jak ja, nie ma w temacie większego doświadczenia. Ponadto jak w pełni szanuje i rozumiem zakończenie wybrane przez twórców (a właściwie najpewniej Granta Morrisona),to nie jest to ten typ zakończeń, który lubię. Miałam nadzieję po prostu na historie z bardziej pozytywnym wydźwiękiem, a tu, chociaż nadzieja jest, to jednak otoczona sporą dawką smutku, żalu i innych negatywnych emocji. I to byłoby w gruncie rzeczy na tyle, ile mam do powiedzenia/napisania na temat ostatniego tomu „Doom Patrolu” – ot, trochę się w trakcie męczyłam, doceniam, ale chyba nie do końca rozumiem.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na73 lata temu

Cytaty z książki Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Daredevil - Wizjonerzy: Frank Miller, tom 4