Dyktatura danych

Okładka książki Dyktatura danych autora Brittany Kaiser, 9788327647887
Okładka książki Dyktatura danych
Brittany Kaiser Wydawnictwo: HarperCollins Polska reportaż
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Targeted
Data wydania:
2020-05-04
Data 1. wyd. pol.:
2020-05-04
Język:
polski
ISBN:
9788327647887
Tłumacz:
Piotr Cieślak
Średnia ocen

5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dyktatura danych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dyktatura danych



książek na półce przeczytane 6314 napisanych opinii 657

Oceny książki Dyktatura danych

Średnia ocen
5,6 / 10
101 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dyktatura danych

avatar
899
351

Na półkach: ,

Książka o manipulacji, która chce Tobą manipulować. Oczywiście mogę się mylić co do motywacji autorki, to tylko moja opinia, ale wiele rzeczy w tej relacji po prostu się nie zgadza.

Muszę przyznać, że całkiem zwinnie to ukrywa, wystarczy jednak trochę się skupić i zobaczymy, że relacja autorki przeczy sama sobie. Raz Kaiser jest w tej historii naiwną i głupiutką ofiarą manipulacji - nic nie wiedziałam, nie dopuszczano mnie do kręgu, oszukano mnie - innym razem, jej ego wychodzi na wierzch i chwali się, że przecież odpowiadała w firmie za milionowe kontrakty, była ważna itd... o jak to w końcu było? Ważna i niezbędna, czy kompletnie nieznacząca? A jeśli to drugie, to w takim razie jej przydatność jako głównego i bardzo ważnego "whistleblowera" jest znikoma, prawda? A jednak znów na koniec, można odczuć jakoby to dzięki Kaiser cały skandal ujrzał światło dzienne. A przecież autorka zdecydowała się wystąpić przeciwko swoim byłym szefom dopiero, kiedy to jej zaczął palić się tyłek, a Ci postanowili zrobić z niej kozła ofiarnego.

Trzeba uważnie wczytywać się w całą relację i wyłapywać pomniejsze niezgodności z których wyłania się dosyć dziurawy i niepełny obraz sytuacji. Mając na uwadze chęć sprzedania nam tego obrazu i świadomość jego ułomności, można też przyznać, że historia jest interesująca.

Książka o manipulacji, która chce Tobą manipulować. Oczywiście mogę się mylić co do motywacji autorki, to tylko moja opinia, ale wiele rzeczy w tej relacji po prostu się nie zgadza.

Muszę przyznać, że całkiem zwinnie to ukrywa, wystarczy jednak trochę się skupić i zobaczymy, że relacja autorki przeczy sama sobie. Raz Kaiser jest w tej historii naiwną i głupiutką ofiarą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2332
657

Na półkach: ,

Dla mnie to słaba pozycja. Przybliża nam aferę związaną z Cambridge Analityca (Brexit, Trump),ale interesujących wątków jest bardzo mało. Głównie autorka przedstawia na kartach książki swój życiorys i stara się ta książką zrehabilitować za swój udział w aferze. Czy skutecznie? Według mnie nie. Wszystkie te jej tłumaczenia są nieszczere i świadczą o gigantycznej naiwności autorki albo o wielkiej nieszczerości.

Dla mnie to słaba pozycja. Przybliża nam aferę związaną z Cambridge Analityca (Brexit, Trump),ale interesujących wątków jest bardzo mało. Głównie autorka przedstawia na kartach książki swój życiorys i stara się ta książką zrehabilitować za swój udział w aferze. Czy skutecznie? Według mnie nie. Wszystkie te jej tłumaczenia są nieszczere i świadczą o gigantycznej naiwności...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
274
197

Na półkach:

Autorka i jednocześnie bohaterka książki nie podoba mi się tutaj, mam wrażenie że napisała ją głównie po to żeby emocjonalnie się usprawiedliwić przed resztą świata i przed samym sobą.

Cała historia ciekawa, choć mało istotna dla Europejczyka, warto przeczytać żeby zobaczyć jak wrażliwe dane o obywatelach są traktowane w USA. Niestety brak technicznych informacji o całym procederze więc dowiemy się "co" ale już niekoniecznie "jak" a szkoda bo na to liczyłem patrząc po tytule.

Bardzo dystopijne. Warto ale bez szału

Autorka i jednocześnie bohaterka książki nie podoba mi się tutaj, mam wrażenie że napisała ją głównie po to żeby emocjonalnie się usprawiedliwić przed resztą świata i przed samym sobą.

Cała historia ciekawa, choć mało istotna dla Europejczyka, warto przeczytać żeby zobaczyć jak wrażliwe dane o obywatelach są traktowane w USA. Niestety brak technicznych informacji o całym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

339 użytkowników ma tytuł Dyktatura danych na półkach głównych
  • 213
  • 122
  • 4
52 użytkowników ma tytuł Dyktatura danych na półkach dodatkowych
  • 28
  • 7
  • 5
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pamięć nieulotna Edward Snowden
Pamięć nieulotna
Edward Snowden
Czy w 2026 roku, lat kilkanaście po “aferze Snowdena” jest jeszcze sens, by czytać jego biografię? Okazuje się, że jak najbardziej tak! Jest oczywistą oczywistością, że władze amerykańskie będą starały się zdyskredytować i i oczernić osobę, która ujawnia ich tajemnice. Sposób zawsze się znajdzie, bo nikt nie jest krystalicznie czysty. Tak samo jak oczywiste jest, że w reakcjach na tego typu książki zawsze, ale to zawsze pojawiają się oskarżenia o to, że są one “próbą wybielenia” bohatera. Brak zaufania jest w sumie zrozumiały. Dokładnie tak jak Snowden napisał w książce: wystarczy wskazać palcem na mapę. Już sam fakt przebywania w Rosji wystarcza, by podważyć jakąkolwiek wiarygodność. Nieważne, że w tę sytuację wepchnął go jego własny kraj (i może właśnie o to chodziło). Ileż to więc osób, siedząc w kapciach przed swoim komputerem, nie zastanawiających się nawet nad zakwestionowaniem istniejącego systemu i nie odróżniających powszechnej inwigilacji od faktycznej działalności wywiadowczej, ocenia Edwarda Snowdena, dywagując czy jest on bohaterem, czy zdrajcą. Do tego dołączają sugestie graniczące z pewnością, że jest rosyjskim szpiegiem. Chciał bronić demokracji i przestrzegania prawa gwarantowanego konstytucją, w tym prawa do prywatności i wolności - i dlatego sprzedał się Rosjanom. No tak, to ma sens. Tak samo jak to, że w wyniku tego stracił wszystko: pracę, rodzinę, całe swoje dotychczasowe wygodne i dostatnie życie. Zastanówmy się też, ilu z nas byłoby skłonnych rzucić wszystko w obronie własnych ideałów i w trosce o interes społeczny - a ilu z nas jest właśnie takimi trybikami w maszynie, zgorzkniałymi cynikami, wiedzącymi, że służą złemu panu, ale “mającymi to w d…e”? No właśnie. I co byś zrobił/a, gdybyś utknął w putinowskiej Rosji? Fakt, że Snowden od lat przebywa w Rosji i uzyskał już nawet rosyjskie obywatelstwo (w 2022 roku, książkę wydano w roku 2019) - faktycznie brzmi jednak słabo. Interesujące jest czemu Rosja, niesłynąca przecież z łagodności w stosunku do tych, którzy przeciwstawiają się władzom, chroni tego amerykańskiego dysydenta. Na pewno nie jest to czarno-biała sytuacja. Tragedia Edwarda Snowdena polega nie tylko na tym, że trafił z deszczu pod rynnę. Abstrahując nawet od tego, czy obecnie Snowden ma coś wspólnego ze szpiegowaniem na rzecz Rosji, to wszystko to, co zrobił poszło jak krew w piach. Chciał przekazać coś ważnego ludziom, tymczasem my to zignorowaliśmy. Bo wszystko to, o czym Snowden pisze - o tym, jak funkcjonuje internet, jak pozyskiwane są dane i jak masowa (i celowa) jest inwigilacja nas wszystkich - to prawda i to wszystko jest cholernie aktualne. Bo czy rządy przestały nas inwigilować (w szczególności rząd USA, żeby nie wspomnieć państw niedemokratycznych)? Nie, a ta inwigilacja wznosi się na coraz to wyższy poziom dzięki AI. A większość z nas wzrusza ramionami. Czy kogokolwiek jeszcze treść tej książki szokuje? Wszystko to wyraża jedna z opinii: "Tak naprawdę nie dowiedziałam się niczego nowego. Liczyłam na jakieś tajemnice, coś szokującego... a dostałam informację, że jesteśmy inwigilowani. Wow, serio?" No właśnie. Łatwo powiedzieć w 2026, ale czy było to takie oczywiste zanim Snowden to ujawnił? Co gorsza, czy nas to niepokoi? Skoro twierdzimy, że to dla nas nic nowego, a mimo to nie przejmujemy się tym - jak to o nas świadczy? Wiemy też, że zbierają dane o nas prywatne firmy, które następnie dane te monetyzują. "ludzie, okazujecie oburzenie w przypadku działań aparatu państwowego, jednocześnie dobrowolnie oddając swoje dane Facebookowi." I to ma być argument? Tylko co jest groźniejsze: inwigilacja ze strony prywatnych firm, czy państwa? Bo ten argument mógłby być skuteczny tylko przy założeniu, że państwo jest "dobre" i działa w interesie obywatela. Niestety to nigdy nie jest pewne. Wielu z nas powie, że “nie ma nic do ukrycia” - i ten argument też Snowden rozbraja. Bo to, czy masz coś do ukrycia, czy nie, to oceni twój rzęd, a nie ty - a nie jesteś w stanie przewidzieć, kto przejmie władzę w przyszłości i jakie będą kryteria tej oceny. Nie chodzi zresztą o to, czy ma się coś do ukrycia, czy nie, ale o zasady: o to, że państwo nie ma prawa szpiegować obywateli “na wszelki wypadek”. Wszyscy powinniśmy to wiedzieć, bo "Rok 1984" jest historią powszechnie znaną. A jednak okazuje się, że dziś powszechnie o tym zapominamy. I wreszcie - czy w 2026 roku, kiedy USA oficjalnie porzuciły maskę światowego policjanta, na rzecz raczej światowego pirata - czy ktoś jeszcze wierzy w dobre intencje tego kraju??? Kraju, w którym demokracja umiera, a prezydent robi co chce, prowadząc politykę destabilizującą cały glob? W świetle tego, że władze amerykańskie od osób chcących wjechać do tego kraju, żądają dostępu do telefonu, e-maila, sprawdzają wpisy w mediach społecznościowych z ostatnich 5-ciu lat, szukając czegoś, co nie spodoba się obecnym władzom??? I w tym temacie przestrogi Snowdena brzmią przerażająco aktualnie, łącznie z uwagami na temat presji wywieranej przez USA na inne kraje, które po prostu boją się sprzeciwić temu tyranowi. Ogromnie zaskoczyło mnie, że książka jest tak ciekawa, napisana potoczystym stylem, co zapewne zawdzięcza ghostwriterowi - nie oczekuję, żeby Snowden miał zdolności literackie i nie o to tu chodzi. Zwłaszcza dotyczy to pierwszej części, w której Snowden opisuje swoje dzieciństwo i młodość, to w jaki sposób stał się pracownikiem wywiadu. Nie słuchajcie tych, którzy twierdzą, że jest to nudne, czy nieistotne. Wręcz przeciwnie - tak naprawdę w biografiach właśnie najbardziej powinno ciekawić nas dzieciństwo, jako okres formatywny dla człowieka. I tu faktycznie dowiadujemy się, jak wyglądał system wartości bohatera, w jakim środowisku dorastał, ale też jak wyglądają kulisy pracy w amerykańskich instytucjach rządowych. Bez tego naprawdę trudno wnioskować cokolwiek na temat motywów Snowdena. A przede wszystkim, przede wszystkim, jest tu mnóstwo refleksji na temat internetu - tego, jak wyglądał on na początku, a jak wygląda teraz. Bo nic się nie zmieniło przez tych kilka lat, a na pewno nie na lepsze. Dla starszych osób to w sumie nie będzie nic nowego, ale dla młodszych, urodzonych już w XXI wieku może to jednak być bardzo pouczające. Dlatego m.in. warto tę książkę przeczytać. Ja zadałam sobie w efekcie - niestety - pytanie: "czy warto poświęcać się “dla dobra ludzkości”, w sytuacji kiedy ludzkość ma to w d.....e?"
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na829 dni temu
Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu David Wallace-Wells
Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu
David Wallace-Wells
Książka, w której autor zabiera czytelnika na wyprawę do naszego świata w przyszłości, w którym zmiany klimatu już "zrobiły co swoje". I nie są to tylko czcze dywagacje z wyobraźni, tylko przewidywania oparte na opracowaniach naukowych. Odnośników do literatury jest w tej książce naprawdę mnóstwo - grubo ponad 500. Ponadto, autor przygotowując tę książkę, korespondował z wieloma osobami, których kompetencji nie sposób podważyć. To bardzo na plus. Książka składa się z 2 części, z których pierwsza jest "kroniką możliwych zdarzeń", naszpikowaną odniesieniami do literatury i mnóstwem liczb oraz statystyk. Druga część to rodzaj eseju, bardziej w ujęciu etyki, humanizmu i podejścia społecznego. I w sumie, mogła to być naprawdę niebagatelna i ważna książka, gdyby trochę (moim zdaniem) nie zawiodła strona literacka, bo jest to jednak dość żmudna lektura. Może nie aż tak ciężka, jak np. "To zmienia wszystko" Naomi Klein, ale brakuje takiej "chwytliwości", jaką znajdziemy np. w "Szóstym wymieraniu. Historia nienaturalna" Elizabeth Kolbert. I jeszcze jeden drobny niuans: w drugiej części Wallace-Wells zwraca uwagę, że zmiany klimatu nie doczekały się dotąd żadnej udanej i realistycznej literatury beletrystycznej. Poczułem w tym momencie smutek, że w swoim bez wątpienia szerokim rozeznaniu, nie zetknął się z prozą jednego z moich ulubionych pisarzy - Paolo Bacigalupiego. "Nakręcana dziewczyna. Pompa numer 5", "Złomiarz", "Wodny nóż" - te powieści pokazują właśnie to, czego szuka autor "Ziemi nie do życia". Panie Wells - gorąco polecam :) Ze względu na dość ciężki styl, książkę oceniam jako zaledwie dobrą. Za merytorykę wystawiłbym ocenę 8, jednak sposób w jaki zostało to zaprezentowane, raczej zasługuje na co najwyżej 5 gwiazdek. W sumie, wychodzi ocena 6+.
drawn - awatar drawn
ocenił na62 lata temu
Tak dziś jemy. Biografia jedzenia Bee Wilson
Tak dziś jemy. Biografia jedzenia
Bee Wilson
🍽️🧠 Jedzenie przestało być tylko jedzeniem — stało się systemem, wygodą, wyborem i skutkiem cywilizacyjnej zmiany 🧠🍽️ ⭐ Moja ocena: 7/10 — za bardzo rozsądne i wyważone podejście do tematu. Najbardziej cenię tu to, że autorka nie wpada ani w zachwyt nad nowoczesnością, ani w tanią nostalgię za „dawnym jedzeniem”. 🥪 To nie poradnik, tylko opowieść o tym, jak zmieniło się nasze jedzenie 🥪
 Bee Wilson nie pisze książki w stylu „jedz to, nie jedz tamtego”. To raczej biografia współczesnego jedzenia: opowieść o tym, jak zmieniły się smak, głód, gotowanie, zakupy, rytm posiłków i sama relacja człowieka z jedzeniem. To książka bardziej o tym, jak żyjemy, niż tylko o tym, co mamy na talerzu. ⚖️ Współczesne jedzenie dało nam wygodę — i zabrało prostotę ⚖️ Najmocniej działa tu dla mnie to, że Wilson nie upraszcza. Pokazuje uczciwie, że dzisiejszy system żywnościowy przyniósł ogromne korzyści: jedzenie stało się tańsze, bardziej dostępne, łatwiejsze do zdobycia i mniej zależne od sezonowości, lokalności i zwykłego niedoboru. Ale jednocześnie ten sam system wepchnął nas w nadmiar, przetworzenie, chaos wyboru i stopniową utratę zwykłego, spokojnego kontaktu z jedzeniem. Wilson pokazuje też, że współczesna obfitość bywa złudna: półki uginają się od produktów, ale często jest to tylko pozór różnorodności, bo w tle działa monokultura tych samych składników, smaków i żywieniowych nawyków. 🍔 Problemem nie jest tylko to, co jemy, ale jak jemy 🍔
 I tu siedzi dla mnie sedno tej książki. Wilson dobrze pokazuje, że problem nie zaczyna się wyłącznie na poziomie składu czy kalorii. Zaczyna się też na poziomie rytmu życia. Jemy w biegu, między bodźcami, często odruchowo, z wygody albo zmęczenia. I wtedy jedzenie przestaje być częścią codzienności, a zaczyna być szybką reakcją na stres, pośpiech i rozproszenie. 🍞 Jedzenie to kultura, status, marketing i pamięć 🍞 
Bardzo podoba mi się też to, że autorka nie traktuje jedzenia jak czystej biologii. Tu jedzenie jest częścią większej układanki: historii, rynku, reklamy, dzieciństwa, rodzinnych rytuałów i społecznych zmian. Dzięki temu książka nie zamyka się w prostym haśle „jedz zdrowiej”, tylko pokazuje, że nasze wybory żywieniowe są zanurzone w całym stylu życia. 🪞 Największa zaleta: rozsądek bez fanatyzmu 🪞
 To, co naprawdę mnie tu przekonuje, to ton. Bez moralizowania, bez histerii, bez ideologicznego napinania się. Wilson nie robi z jedzenia religii i nie udaje, że istnieje jeden prosty powrót do rzekomo lepszej przeszłości. Zamiast tego daje coś cenniejszego: porządek, proporcje i szerszy ogląd. 📌 Wniosek: mądra książka o jedzeniu jako obrazie współczesnego życia 📌
 To nie jest książka, która miażdży literacko albo zostawia po sobie wielki wstrząs, ale jest naprawdę sensowna i potrzebna. Dobrze porządkuje temat i zostawia z myślą, że dziś problemem nie jest już tylko brak jedzenia, ale to, że mamy go za dużo, za łatwo i coraz częściej bez prawdziwej relacji z nim. 📖 Ta książka nie mówi tylko o jedzeniu. Ona mówi o człowieku, który najpierw dostał ogromny wybór, a potem został z tym wyborem trochę sam.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na727 dni temu

Cytaty z książki Dyktatura danych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dyktatura danych