(2014)
Polscy dziennikarze wojenni – radiowi, prasowi, telewizyjni – fotoreporter i operator, urodzeni w drugiej połowie XX wieku, głównie w latach 60. i 70., dzielą się swoimi doświadczeniami z wyjazdów do byłej Jugosławii, na Bliski Wschód, Kaukaz, do Czarnej Afryki i Afganistanu, oraz innych miejsc.
Relacjonowali konflikt rozgrywające się w latach 90. i dwutysięcznych, goniąc Zachód i kształtując krajowe standardy. Wyjąwszy Ryszarda Kapuścińskiego (1932-2007),można ich uznać za pionierów polskiego dziennikarstwa wojennego*. Opowiadają o tym, jak wyglądała ich praca na początku, kiedy zostali rzuceni na głęboką wodę, o ograniczeniach technicznych i topniejących budżetach. O doświadczeniach trudnych i traumatycznych, lęku i zagrożeniu życia, relacjach między redakcjami, kolegami po fachu, wzajemnej pomocy oraz rywalizacji, stresie i stosunkach rodzinnych. Powracają dwa kamienie milowe: rok ‘89, upadek komuny – kiedy otwarto granice i wszystko się zaczęło, oraz 11 września [2001], zamach na WTC, skutkujący masowymi wyjazdami do krajów objętych interwencją wojsk Koalicji: Afganistanu i Iraku.
Teksty mają różną formę – większość to wywiady i rozmowy. Prowadzone w nieformalnej, koleżeńskiej atmosferze, mają wyraźnie swobodny charakter – co jest ich wadą i zaletą. Czyta się je bardzo przyjemnie, niezależnie od wagi poruszanych tematów, nie są jednak dostatecznie pogłębione. Brakuje detali: dat, nazwisk, szerszego kontekstu. Niektóre realizowano w duecie, inne w cztery oczy. Odbiorcy nieznającemu dziennikarskiego żargonu, niezaznajomionemu z podstawami pracy reportera, będzie brakowało informacji dotyczących tzw. kuchni, które są dla rozmawiających oczywiste.
Wypowiedzi są subiektywne, co do pewnych kwestii rozbieżne, ale na ogół zbliżone, podzielające zapatrywania na własną pracę, jej charakter, cele i obowiązki. Równie podobnie, wybrzmiewają w kwestiach wielkiej polityki (choć sądy te są często bardzo uproszczone).
Od reszty, odstaje nieco tekst o Baterze, który w dużym stopniu dotyczy korzeni i lat młodzieńczych. Jeśli ktoś nie zna tych faktów z innych źródeł, będzie czytał z zaciekawieniem, jednak reportaż powinien być dłuższy, traktować szerzej o tym co działo w strefach konfliktu, pracy dla radia i kolejnych stacji. Tu, i w kilku innych miejscach, wkradły się pewne błędy merytoryczne.
Literacko, książka nie jest wybitna**, ale wypada przyzwoicie. Oferuje informacje często pomijane, nieobecne w oficjalnych relacjach, za to żywo dyskutowane w terenie, na gorąco, w zaciszu redakcji i zaufanym gronie. A także takie, które odbierają korespondentom spokój, które woleliby zapomnieć. W rozmowach powracają te same nazwiska, kolegów i koleżanek z branży, te same anegdoty, pojawiające się także w podobnych tytułach***.
Jeśli kogoś ciekawi, jak wygląda pozyskiwanie informacji w terenie, gospodarowanie czasem, kontakty z fikserami i dobór tematów, co w pracy korespondentów jest trudne, za co kochają swoją pracę, książka przypadnie mu do gustu.
Obecnie, kiedy technika pozwala na przesyłanie materiałów bezpośrednio, przez naocznych świadków i strony konfliktu, dzięki internetowi i lepszym zasięgom telefonii komórkowej, upowszechnieniu smartfonów, informacje zbiera się inaczej. Zawód korespondenta nie upadł, wiele zostało po staremu, ale dziś każdy może upublicznić swoją relację, i nikt nie jest skazany na serwisy informacyjne. Książka podsumowuje pewien etap, od 1989 do ok. 2010****.
„[…] chcieliśmy zebrać w jednym miejscu relacje różnych ludzi, z różnymi doświadczeniami zawodowymi, spostrzeżeniami, a przede wszystkim pokazać ciekawych dziennikarzy, operatorów, fotoreporterów, którym dane było przeżyć więcej niż innym i którzy mieli wpływ na to, jak kolejne wojny i konflikty postrzegane były przez społeczeństwo” (str. 381-382).
Kulisy pracy korespondentów: gorące momenty i wyjazdowa rutyna. Ogólny odbiór: 7/10.
________________
* Gdyby Radosław Sikorski (1963) publikował w latach 80. po polsku, poszerzyłby to grono dzięki swojej korespondencji z Afganistanu.
** Mimo obróbki, wypowiedzi ustne nie będą nigdy tak przemyślane jak forma pisemna. Wyjątkowo dobrze wypada tekst poświęcony Jagielskiemu. Dobrze czyta się też reportaż o Wiernikowskiej, choć jej wypowiedzi są absurdalne.
*** Np. (zestawienie subiektywne): Wojna jest zawsze przegrana. Polscy reporterzy wojenni opowiadają o tym, czego do tej pory nie ujawniali – Honorata Zapaśnik (2019); Kruchy lód. Dziennikarze na wojnie – Anna Wojtacha (2012); Wesoły rajski ptak. Ostatnia rozmowa. Artykuły. Wywiady – Wiktor Bater, Jarema Jamrożek, Izolda Kiec (2022); Dziwny jest ten świat. Opowieść o Waldemarze Milewiczu – Honorata Zapaśnik (2021); ciekawe uwagi znalazły się też w Nowym wspaniałym Iraku (2012) reportera Gazety Wyborczej, Mariusza Zawadzkiego.
**** Powstała na krótko przed datą wydania. „W Syrii [od 2011] ginęli ludzie, na Ukrainie powoli zapełniał się Majdan [2013-2014] i z każdego z tych miejsc słali swoje relacje reporterzy. Szybko znaleźliśmy rozmówców [na potrzeby planowanego artykułu] i równie szybko okazało się, że mamy problem” (str. 381) – nadmiar materiału, stąd rozwinięcie w formie książkowej. Wojciech Rogacin (1968) ma w projekcie rolę podwójną – jest zarazem bohaterem jak i autorem; Dorota Kowalska (19??) nie jeździła na wojny.
•
BOHATEROWIE (in order of appearance):
Jacek Czarnecki (1963) [wywiad]
Maria Wiernikowska (1955) [wywiad wtopiony w reportaż]
Krzysztof Miller (1962-2016) [wywiad]
Artur Łukaszewicz (19??) [alfabet operatora (garść monologów)]
Wiktor Bater (1966-1920) [reportaż biograficzny]
Radosław Kietliński (1974) [rozmowa z Wojciechem Rogacinem]
Wojciech Rogacin (1968) [dziennik z wyjazdów: Kuwejt i Irak, 2003-2004]
Miłada Jędrysik (19??) [wywiad]
Waldemar Milewicz (1956-2004) [reportaż]
Piotr Górecki (19??) [wywiad]
Wojciech Jagielski (1960) [reportaż]
O tym, jak bardzo obciążające są wyjazdy w strefy konfliktów, jak mocno sprzyjają uzależnieniom, świadczą przykłady Krzysztofa Millera i Wiktora Batera, których już z nami nie ma*. Ten pierwszy popełnił samobójstwo, co do drugiego, nie upubliczniono jednoznacznej informacji, ale wiele na to wskazuje.
________________
* Sylwetka Krzysztofa Millera, tekst Joanny Kinowskiej (2018): https://culture.pl/pl/tworca/krzysztof-miller
Izolda Kiec, Jarema Jamrożek "Wiktor Bater. Wesoły rajski ptak". [2022]
https://www.youtube.com/watch?v=lw1V_-nkCI8
•
UWAGI (wyd. I z 2014):
Rozdział drugi: Maria Wiernikowska. Rozmowa przy włączonym telewizorze, w tle kadry z Euromajdanu, trwają walki z milicją, media donoszą o ofiarach śmiertelnych (2013-2014). Siłą rzeczy, protesty stają się jednym z tematów wywiadu, podczas którego padają kontrowersyjne zdania:
„Po krwawych zamieszkach na kijowskim Majdanie [Maria Wiernikowska] stwierdziła, że Rosja ma sporo racji, powtarzając, iż był to siłowy zamach stanu” (str. 76).
Ukraińcy nie obalali rządu. Janukowycz, wbrew wcześniejszym deklaracjom, nie podpisał umowy stowarzyszeniowej z UE, czym zawiódł oczekiwania społeczne; pokojowy protest studentów skończył się milicyjnym oklepem (2013),a to tylko wzmogło negatywne nastroje (warto mieć na uwadze, że studia zaczyna się tam w wieku 17 lat – pobito zatem dzieciaki). Protestujący domagali się integracji z Zachodem: poprawy stanu materialnego, lepszych perspektyw, wyrugowania korupcji i rządów prawa. Finalnie otworzono do nich ogień, co w demokratycznych państwach się nie zdarza.
„Na Ukrainie, w momencie kiedy oni wchodzą do koszar czy magazynów po broń, to już jest zalążek wojny domowej” (str. 79).
Nic takiego nie miało miejsce. To jest jakaś alternatywna rzeczywistość, narracja rodem z Russia Today. Zazwyczaj takie bzdury piszą anonimowi, internetowi pieniacze i ruskie trolle.
„A ci, którzy stoją w tych hełmach, z ukradzionymi, zdobytymi gdzieś być może karabinami, to co? Oni są lepsi? Bo co? Z tej strony też padały strzały” (str. 89).
Były jakieś epizodyczne sytuacje użycia broni palnej przez demonstrujących, ale to formacje wierne prezydentowi strzelały do protestujących jak do kaczek. Mamy tutaj bardzo niepokojący, emocjonalny tryb przypuszczający, który nie odnosi się do faktów.
„Ja na przykład to, co widzę na tym obrazie z Ukrainy [w mediach], rozumiem kompletnie inaczej, niż tłumaczą to w tej chwili moi koledzy. Bo próbują mi wcisnąć, że trwa jakaś wolnościowa walka o pokój. To samo wciskali mi przez całą komunę. Mówili, że walczymy o pokój. A to jest wojna” (str. 98).
Nikt w polskich mediach tak o tym nie mówił. Ukraińcy protestowali, bo nie chcieli być dłużej lennikami Moskwy. Mieli dość Janukowycza, jego kliki i kantów, tego co działo się w milicji, w sądach, na rynku pracy. Nikt nie sposobił się do wojny. Jeśli używano siły, to aby odeprzeć ataki milicji i Berkutu – formacji specjalnej podległej MSW. Owszem, zajmowano placówki publiczne, ale były one publiczne tylko z nazwy, bo tak naprawdę były częścią systemu. A ten system nie działał na rzecz obywateli. Niektórzy protestujący byli porywani i mordowani przez służby wierne prezydentowi.
Polskie media, praktycznie od początku, solidaryzowały się z Ukraińcami, i przez długi czas był to temat numer jeden. Na ogół Polacy dobrze rozumieli sytuację i nie trzeba im było niczego tłumaczyć, sami dochodzili do oczywistych wniosków. Tymczasem Wiernikowska powiela narrację Kremla, a jest w tym wyjątkowo napastliwa i niemerytoryczna, choć z tego co mówi w innych miejscach, śledziła doniesienia długo i na różnych kanałach. To, że dochodzi do takich wniosków, jest wysoce niepokojące.
Rozdział czwarty: w tekście pojawia się uśmiechnięty emotikon [:-)] (trzykrotnie). Gdyby nie informacja, że rozmówca się śmieje, zapisana kursywą (str. 151),można by dojść do wniosku, że to odpowiedzi mailowe (a może częściowo tak jest?).
Rozdział piąty: str. 170 – „Przeprowadzili się z mamą do domu na peryferiach Warszawy” – Wiktor Bater, jako dziecko, przeniósł się do Izabelina (czyli pod Warszawę, poza granice administracyjne stolicy) [Nazwa dotyczy dwóch miejscowości: Izabelina B i C, dawniej był jeszcze Izabelin A; formalnie, z braku sensowniejszej klasyfikacji, jest to wieś, ale faktycznie duże osiedle przy Puszczy Kampinoskiej]; str. 171-173 – charakterystyka Natalii jest niespójna (sprzeczna),a do narracji wkrada się chaos; str. 177 i 178 – „Pojechał na miesiąc, został trzy, skończyły mu się pieniądze” oraz „Zarabiał tyle kasy, że wrócił do Niemiec dopiero po trzech miesiącach […]” – w pierwszym zdaniu czytelnik dowiaduje się, że po trzech miesiącach był spłukany, w drugim, że tak dobrze zarabiał, że jego pobyt przeciągnął się do trzech miesięcy; str. 182 – „do MDM-u” – albo „na MDM (Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową),albo „do Hotelu MDM”.
Rozdział dziewiąty: str. 333 – „Mieszkał w podwarszawskim Międzylesiu […]” – informacja jak z Radia Erewań... Milewicz miał dom w Miedzeszynie, który tak jak Międzylesie, znajduje się w warszawskim Wawrze. Oba na M. Pomylono i osiedle, i lokalizację.
Rozdział dziesiąty: str. 340 – „byliśmy w Kosowie w Macedonii” – mówi Górecki, dalej jest o uchodźcach z Kosowa, zatem przebywali w Macedonii (może też być mowa o historycznym Kosowie, po macedońskiej stronie granicy, a może chodzi o jakąś wioskę?)... błąd przy spisywaniu nagrania?; str. 345 – „wychodzą kontyngenty zachodnich wojsk, rejon wraca do lat osiemdziesiątych. Wojtek Jagielski będzie tam znowu jeździł i wydawał kolejne książki” – Modlitwa o deszcz (2002) dotyczyła burzliwego okresu po ‘89, który poprzedził wymarsz wojsk sowieckich; zatem chodzi o lata 90.
UWAGI TECHNICZNE: str. 137 – Brat Pitt (Brad Pitt); str. 151 – żona (żoną); str. 184 – „o mały włos [a] dał [by] się zabić” (pominięte „a” i „by”); str. 199 – as-Sadrem i As-Sadra (niekonsekwencja w formie zapisu); str. 235 – tą torbę (tu: tą torbą); str. 275-276 – „Dłużej niż od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama” (Nie wyszła z domu sama na dłużej od wybuchu wojny? Od wybuchu wojny nie wyszła z domu sama? Dłużej nie siedziała w domu nigdy, z uwagi na wojnę?); str. 290 – patroluje (tu: kontroluje); str. 344 – nie dobrze (niedobrze?).
•
Dla zainteresowanych światem, słuchaczy autorskich audycji wędrujących na falach Radiostacji, Radia Jazz, Bis i Kampus, w rodzaju Masali Maxa Cegielskiego lub programów puszczanych w sobotnim paśmie TOK FM (w latach dwutysięcznych):
DZIAŁ ZAGRANICZNY:
https://open.spotify.com/show/7iyTVDyRmiGgNZsnU14dOs
PODKAST OŚRODKA STUDIÓW WSCHODNICH NA SPOTIFY:
https://open.spotify.com/show/4rlctzUjrEtXKZM8Hd8gwO
KANAŁ OSW NA YT:
https://www.youtube.com/@OSWOsrodekStudiowWschodnich/videos
PODRÓŻ BEZ PASZPORTU:
https://open.spotify.com/show/1wSVEXCW0lXN5nMP2kwrDd
BRZMIENIE ŚWIATA Z LOTU DROZDA:
https://open.spotify.com/show/56Bt6ZA1QTfsn8IhAeazyk
PO PROSTU WSCHÓD:
https://open.spotify.com/show/5xaN4ZP3IM30iotmn4vjm7
Jeśli ktoś preferuje odsłuch off-line, tutaj może pobrać mp3: https://www.podkasty.info/ (jest wyszukiwarka). Istnieje też możliwość pozyskania nagrań z YouTube poprzez https://pl.savefrom.net/172/ i przekonwertowania na mp3 programem typu Format Factory (https://www.dobreprogramy.pl/formatfactory,program,windows,6628594429368449).
OPINIE i DYSKUSJE o książce Białoruś dla początkujących
Jak sam tytuł wskazuje jest to pozycja dla początkujących i osobiście dla mnie się z tym zgadzam. Może w 2025 jest już to lekko nie aktualne ale są opisane pewne podstawy funkcjonowania naszego wschodniego sąsiada. Momentami książka przybiera charakter dziennika podróży, innym razem przewodnika historycznego a jeszcze innym razem reportażu o tym co można zaobserwować, więc jest to zbiór. Dość dobrze się to czytało. Język dość prostu i zrozumiały dla każdego.
Polecam jeżeli, ktoś chce poznać chociaż w niewielkim stopniu Białoruś i Białorusinów
Jak sam tytuł wskazuje jest to pozycja dla początkujących i osobiście dla mnie się z tym zgadzam. Może w 2025 jest już to lekko nie aktualne ale są opisane pewne podstawy funkcjonowania naszego wschodniego sąsiada. Momentami książka przybiera charakter dziennika podróży, innym razem przewodnika historycznego a jeszcze innym razem reportażu o tym co można zaobserwować, więc...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno jest mi obiektywnie ocenić tę pozycję, ponieważ przed jej lekturą przeczytałam opinie innych czytelników. W związku z powyższym czytając BIAŁORUŚ DLA POCZĄTKUJĄCYCH zwróciłam większą uwagę na pewne aspekty. Jednym z nich jest język, czasami udziwniony, wyszukany- zupełnie niepotrzebnie. Drugim, stosunek autora do Białorusinów a dokładnie sposób przedstawienia społeczeństwa- raczej negatywnie.
Ogólnie pozycja dość ciekawa. Niektóre fragmenty i opisy sprawiły, że przeniosłam się na Białoruś. Wzbogaciłam swoją wiedzę na temat tego pięknego kraju i jego mieszkańców. BIAŁORUŚ DLA POCZĄTKUJĄCYCH jest godna uwagi, nawet jeśli chwilami ciężko przebrnąć przez nużące fragmenty.
Trudno jest mi obiektywnie ocenić tę pozycję, ponieważ przed jej lekturą przeczytałam opinie innych czytelników. W związku z powyższym czytając BIAŁORUŚ DLA POCZĄTKUJĄCYCH zwróciłam większą uwagę na pewne aspekty. Jednym z nich jest język, czasami udziwniony, wyszukany- zupełnie niepotrzebnie. Drugim, stosunek autora do Białorusinów a dokładnie sposób przedstawienia...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiadomości zawarte w książce w pełni mnie satysfakcjonują. Zarówno dotyczące zwyczajów i mentalności naszych sąsiadów, jak i te dotyczące zabytków i odwiedzanych przez autora miejsc. Na początek wystarczy. Ważne, że książka zachęciła mnie do dalszego poznawania Białorusi i jej dość specyficznych mieszkańców.
Wiadomości zawarte w książce w pełni mnie satysfakcjonują. Zarówno dotyczące zwyczajów i mentalności naszych sąsiadów, jak i te dotyczące zabytków i odwiedzanych przez autora miejsc. Na początek wystarczy. Ważne, że książka zachęciła mnie do dalszego poznawania Białorusi i jej dość specyficznych mieszkańców.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTradycyjnie już nieco mylący tytuł. Na okładce książka jest reklamowana jako zbiór reportaży, pokazujących „prawdziwy obraz sąsiada Polski”. Spora przesada. Reportaże autora to przede wszystkim projekcja jego wrażeń z pobytów na Białorusi. Głównie turystycznych, na szczęście samodzielnych i niskobudżetowych.
Najciekawsze są te – niestety niezbyt liczne – fragmenty książki, w których Igor Sokołowski rozmawia z mieszkańcami Białorusi. Bo tylko oni wiedzą, jak wygląda „prawdziwy obraz” ich kraju. Podróżnicy dzielą się wrażeniami oraz wiedzą, z reguły nabytą przed wyjazdem lub po powrocie. Autor stara się unikać łatwych uogólnień i czarno-białego widzenia świata, co jest zaletą tej książki. Nie skupia się też na osobie prezydenta tego kraju, chociaż poświęca mu sporo czasu. Pisze też o wyborach z 2010, po których władze rozpędziły więc poparcia opozycji.
Oczywistym minusem takich pozycji musi być pobieżność obserwacji. Zaś w przypadku naszych sąsiadów dodatkowo ich nieaktualność. Przez 10 lat zmieniło się bardzo dużo, nawet w polityce tego kraju, którego niepodległość wydaje się zagrożona. Ludzie żyją innymi problemami, niekoniecznie politycznymi w pierwszej kolejności. Jednym słowem jest to ciekawy zapis z reguły trafnych spostrzeżeń autora z czasów, z których pochodzą. Po ich przeczytaniu będziemy tylko trochę mniej początkujący. Reportaże mogą być zachęcające do odwiedzenia naszego sąsiada, ale trzeba pamiętać, by jednak zaktualizować wiedzę zawartą w książce.
Tradycyjnie już nieco mylący tytuł. Na okładce książka jest reklamowana jako zbiór reportaży, pokazujących „prawdziwy obraz sąsiada Polski”. Spora przesada. Reportaże autora to przede wszystkim projekcja jego wrażeń z pobytów na Białorusi. Głównie turystycznych, na szczęście samodzielnych i niskobudżetowych.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajciekawsze są te – niestety niezbyt liczne – fragmenty książki,...
Jeśli chodzi o książki na temat Białorusi - jedna z lepszych. Przede wszystkim dlatego, że autor mieszkał tam i był świadkiem jednych z najbardziej piorunujących wydarzeń XXI wieku w kraju za Bugiem. Oczywiście są momenty, a nawet całe rozdziały, które czyta się ciężko, ale nadrabiają stanowczo pozostałe, okraszone anegdotami, własnymi, trafnymi przemyśleniami i punktem spojrzenia na kraj, który niby jest nam bliski, ale do zrozumienia jego specyfiki wiele nam jeszcze brakuje. Idealna książka właśnie dla "początkujących".
Jeśli chodzi o książki na temat Białorusi - jedna z lepszych. Przede wszystkim dlatego, że autor mieszkał tam i był świadkiem jednych z najbardziej piorunujących wydarzeń XXI wieku w kraju za Bugiem. Oczywiście są momenty, a nawet całe rozdziały, które czyta się ciężko, ale nadrabiają stanowczo pozostałe, okraszone anegdotami, własnymi, trafnymi przemyśleniami i punktem...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie jest moim zdaniem aż tak zła jak piszą inni recenzenci, ale grzechów jak chociażby wymienione poczucie wyższości i niedojrzałość wypowiedzi, jej nie brakuje. Ja jednak jako laiczka kompletna w sprawach Białorusi czegoś się dowiedziałam, wiadomo przefiltrowane przez styl pisania autora, ale informacje i wyobrażenie się przedostały. Dla mnie książka ciekawa.
Też dałabym 6,5.
Nie jest moim zdaniem aż tak zła jak piszą inni recenzenci, ale grzechów jak chociażby wymienione poczucie wyższości i niedojrzałość wypowiedzi, jej nie brakuje. Ja jednak jako laiczka kompletna w sprawach Białorusi czegoś się dowiedziałam, wiadomo przefiltrowane przez styl pisania autora, ale informacje i wyobrażenie się przedostały. Dla mnie książka ciekawa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTeż dałabym 6,5.
Miałam duże nadzieje co do tej książki, ale niestety się przeliczyłam,....Oczywiście znalazłam kilka ciekawostek i treści, któe mi się podoabały, ale ogólnie się męczyłam, momentami nawet irytowałąm. Z jednej strony wiem, że została wydana ponad 5 lat temu i może być nieaktualna, ale autor ukazuje nam Białoruś jako totalny zaścianek. Narzuca nam swoją opinię, nie pokazując pełnego obrazu. od pewnego czasu mieszkam w Mińsku i jest to zupełnie inne miasto niz, które ukazuje nam autor. Ponadto piętnuje "obciachowe" zachowania mieskzańców, które i u nas są na porządku dziennym.
Miałam duże nadzieje co do tej książki, ale niestety się przeliczyłam,....Oczywiście znalazłam kilka ciekawostek i treści, któe mi się podoabały, ale ogólnie się męczyłam, momentami nawet irytowałąm. Z jednej strony wiem, że została wydana ponad 5 lat temu i może być nieaktualna, ale autor ukazuje nam Białoruś jako totalny zaścianek. Narzuca nam swoją opinię, nie pokazując...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowierzchowne wrażenia skupionego na sobie studenta.
To surowy osąd. Niestety wspominki autora z jego licznych wyjazdów na Białoruś, w tym dłuższego pobytu w ramach stypendium, nie przynoszą wielu wartościowych informacji o Białorusi i Białorusinach. W dodatku stylistycznie są po prostu słabe, czasami żenujące (używanie „wyrafinowanych” słów niezgodnie z ich znaczeniem – gdzie redakcja?)
Nie odmawiam autorowi entuzjazmu, zacięcia do włóczenia się i zaglądania do mniej oczywistych miejsc, prowincjonalnych miasteczek i wymierających wiosek. Doceniam jego zapał w nawiązywaniu kontaktów z Białorusinami. Ale niestety nic z tego nie wynika, bo Sokołowskiemu brakuje trzech rzeczy: wiedzy, warsztatu dziennikarskiego i dystansu do siebie - wyjścia poza stereotypy, które ma w głowie.
To nie jest dobra książka reporterska. Brakuje tu nieoczywistych, reportersko przepracowanych tematów, historii wychodzących poza wiedzę z Wikipedii. Takich, które byłyby dziennikarsko, rzetelnie zbadane i opisane (por. np. M. Wasielewski „Jutro przypłynie królowa”). Alternatywnie: brakuje zrozumienia i pokazania faktycznego życia konkretnych bohaterów, co tak znakomicie robi I. Wiśniewska w kolejnych książkach o północnych krańcach naszej planety albo eksplorująca Bałkany M. Rejmer.
Zamiast tego mamy wspominki z krótkich wypadów w ramach studenckiej „alternatywnej turystyki” po nieoczywistych miejscach, o których dowiadujemy się zwykle tego, czego sami możemy się domyśleć. Tu pijaczki i nuda, tam rozpadające się bloki, a w środku miasteczka straszy wielki pomnik Lenina. Ludzie patrzą na obcokrajowców jak na kosmitów, a służby bezpieczeństwa obserwują naszego dzielnego podróżnika podejrzliwie. Wszędzie biurokracja, zacofanie, kiczowate stroje i niedzisiejsze lokale, no nasze ‘90. I tak miejsce po miejscu. Plus podstawowe informacje o co ciekawszych atrakcjach turystycznych poszczególnych miast, ale z krytycznym komentarzem, jeśli "zbyt turystyczne", jak zamek w Mirze.
Zamiast interesujących informacji o niezwykłych projektach architektonicznych jakimi najpierw w latach 20 (konstruktywizm) a potem 40 i 50 (socrealizm "imperialny") podlegał Mińsk – podśmiechujki z toporności socjalistycznych budowli. Zamiast refleksji na temat przenikania się tożsamości litewskiej, ruskiej, polskiej i trudności z budową własnej mitologii narodowej – podszyte ironią komentarze o „zacofanym postkomunizmie” i wierności dyktatorowi. Zamiast próby zrozumienia czym żyje i jak widzi samo siebie młode pokolenie Białorusinów - pryszczate fascynacje krótkimi spódniczkami i mocnym makijażem białoruskich dziewczyn.
Do tego wszechobecna, wyłażąca spod kolejnych historii o podróżowaniu przez kraj na krańcu cywilizowanej Europy satysfakcja – och jak tu dziko, jak prymitywnie, jak oni tyle lat po komunie ciągle w komunie, jak ziemniaki i wódka…, jak marszrutki i kołchozy... I ta dyktatura azjatycka…, kraj pozbawiony jakiejkolwiek logiki... a knajp w Mińsku na poziomie akceptowalnym dla warszawskiego studenta nie znajdziesz więcej niż jedną. Chłopak z „prawdziwej Europy”- kraju nad Wisłą przemierza rubieże cywilizacji, po drodze doznając dramatycznych przygód na odludnych stacjach benzynowych, przepełnionych kolejowych dworcach i w zapomnianych przez Boga i administrację Łukaszenki wioskach. Na tym kontraście autor buduje zarówno lekko tylko skrywane poczucie wyższości, jak i „egzotyczność” doświadczeń, jakimi się z nami dzieli.
Kapitalnie wyłapał to podejście Ziemowit Szczerek w swojej najlepszej, debiutanckiej książce „Przyjdzie Mordor i nas zje”. Potrzebujemy tego „ruskiego hardkoru”, żeby czymś leczyć własne kompleksy wobec Zachodu i zaspokajać potrzebę egzotyki i przygody tanim kosztem.
Nie polecam. Lepiej pojechać na Białoruś samemu (tylko po części wygląda jak ją opisuje autor). Warto. A wcześniej warto poczytać S. Aleksijeiwcz i A. Klinaua.
Powierzchowne wrażenia skupionego na sobie studenta.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo surowy osąd. Niestety wspominki autora z jego licznych wyjazdów na Białoruś, w tym dłuższego pobytu w ramach stypendium, nie przynoszą wielu wartościowych informacji o Białorusi i Białorusinach. W dodatku stylistycznie są po prostu słabe, czasami żenujące (używanie „wyrafinowanych” słów niezgodnie z ich znaczeniem –...
Białoruś to fenomen na współczesnej mapie politycznej Europy. To państwo, które odzyskało pełną niepodległość po rozpadzie Związku Radzieckiego, rządzone obecnie przez Aleksandra Łukaszenkę, blisko związane z Rosją, a precyzyjnie mówiąc, uzależnione od niej. Autorytarna władza Łukaszenki sprawia, że kraj ten jest dość często obecny w polskich mediach, a jednocześnie mam wrażenie, że niewiele o nim tak naprawdę wiemy, stąd moje zainteresowanie książką Igora Sokołowskiego „Białoruś dla początkujących”. Zagłębiłam się w lekturę mając nadzieję, że rozwieje ona pokutujące stereotypy, wyjaśni, jak żyje się w tym tajemniczych państwie, czy codzienność Białorusinów jest rzeczywiście zdominowana przez opresyjną władzę oraz jak są tam traktowani cudzoziemcy.
Książka jest reportażem z wielokrotnych podróży autora po Białorusi. Razem z nim odwiedzamy największe miasta naszego wschodniego sąsiada, ale też włóczymy się po małych wioskach, bezdrożach, zapomnianych, niszczejących pałacach, świątyniach, poznajemy zwykłych, prostych ludzi, którzy tam żyją. Razem z odwiedzanymi miejscami poznajemy ich historię, najważniejsze fakty z przeszłości, czasami tez plany na przyszłość. Pomiędzy wierszami dowiemy się trochę o tożsamości Białorusinów, ich postrzeganiu rzeczywistości, w jakiej żyją.
Białoruś w książce Igora Sokołowskiego jest kraina pierwotną, przyrodniczo dziką, niezbadaną, bo niedostępną. Zwłaszcza Polesie, któremu poświęcił dość obszerny rozdział, a które traktuje jako symbol, kwintesencje całego regionu, bez znajomości którego nie można pojąć istoty kraju. Puszcza Białowieska, nieznane i bezludne tereny rezerwatów przyrody – te skarby natury wzbogacone postawionymi tutaj pochylonymi krzyżami, zapomnianymi budowlami, stanowią wielkie bogactwo, którego znaczenia i atmosfery się nie docenia.
Napotykani Białorusini okazywali się ludźmi niezwykle gościnnymi, otwartymi, typowymi Słowianami. Autor niejednokrotnie podkreślał urodę dziewczyn, męskie umiłowanie alkoholu, jednak częściej w postaci piwa niż wódki, które tutaj jest wytwarzane w wielu lokalnych browarach. Kuchnia białoruska też znalazła swoje ważne miejsce w reportażu, a że opiera się na ziemniaku i blinach, to nie wydaje się zbyt egzotyczna. Gwoli wyjaśnienia, to nie jest absolutnie zarzut - prosta, wiejska potrawa, budzi moje jak najprzyjemniejsze skojarzenia. Do tego dochodzą powszechne zwyczaje korzystania z ruskiej bani, tak bardzo popularne u wszystkich naszych wschodnich, słowiańskich sąsiadów, a u nas jednak niezbyt modne.
Kwestie polityczne są w książce obecne, chociaż nienachalnie. Gdzieś w międzyczasie, przy okazji spotkań z ludźmi, którym te sprawy są bliskie, autor odbył kilka interesujących rozmów, z których wysnuł chyba jedyny słuszny wniosek, że ograniczone zaufanie należy się zarówno mediom państwowym, jak i opozycyjnym, bo obie strony naginają rzeczywistość.
Podsumowując, „Białoruś dla początkujących” jest właśnie tym, czym zapowiada – przyjemną lekturą opowiadającą o kraju, który być może chcielibyśmy odwiedzić i dopiero poznać. Jeśli rozważacie, czy warto ją odwiedzić, zdecydowanie radzę sięgnąć po ten reportaż. Daje możliwość poznania specyfiki poszczególnych regionów kraju, wiele porad dotyczących jego zwiedzania, przy którym nie należy ograniczać się do obiektów wskazanych w przewodnikach, bo dużo wyjątkowych, klimatycznych miejsc można znaleźć tylko dzięki pomocy miejscowych. Igor Sokołowski przybliża nam też specyfikę ludności białoruskiej, historyczne uwarunkowania odczuwanej przez nią tożsamości oraz współczesne implikacje. Przyznać też trzeba, że autor wyjątkowo potrafi zachęcić do bliższego poznania odwiedzanych miejsc, przy czym wykazał się ironicznym, ale nie przesadzonym poczuciem humoru. Ma dobre oko do dostrzegania absurdów życia i potrafi je opisać w wyrafinowanym, prześmiewczym stylu, którym mnie całkowicie uwiódł.
Białoruś to fenomen na współczesnej mapie politycznej Europy. To państwo, które odzyskało pełną niepodległość po rozpadzie Związku Radzieckiego, rządzone obecnie przez Aleksandra Łukaszenkę, blisko związane z Rosją, a precyzyjnie mówiąc, uzależnione od niej. Autorytarna władza Łukaszenki sprawia, że kraj ten jest dość często obecny w polskich mediach, a jednocześnie mam...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCieszę się, że przygodę z twórczością Igora Sokołowskiego zacząłem od jego drugiego reportażu „Spokojnie. To tylko Rosja” – który uważam za świetny – a dopiero teraz wziąłem na tapet jego debiut czyli „Białoruś dla początkujących”. Obawiam się bowiem, że gdybym od debiutu zaczął to i bym na nim poprzestał.
Doceniam ogromne zaangażowanie autora, jego ogromny entuzjazm i pasję jaką są dla niego kraje za naszą wschodnią granicą. Podziwiam jego zamiłowanie do uczęszczania drogami nieuczęszczanymi, niestereotypowej turystyki, eksplorowania bocznych dróg, sięgania dalej, głębiej, dużo bardziej w bok. Ale nie do końca spodobało mi się to jak „Białoruś dla początkujących” została przez niego napisana.
Trochę to było zbyt chaotyczne, zbyt nieuporządkowane, czasem powierzchowne by następnie wpaść ze skrajności w skrajność i wdawać się w zbyt szczegółowe i nudnawe opisy. Zabrakło mi tu wyważenia, złotego środka, który z kolei znalazłem „Spokojnie. To tylko Rosja”. Mam takie wrażenie, że w „Białorusi…” chodziliśmy wokół tematu ledwie go zaczynając, porównując to do turystyki – oglądaliśmy atrakcje turystyczne ale z dość daleka i nie zawsze z lornetką do pomocy. Trochę żałuję bo to był potencjał na naprawdę ciekawą historię i uważam, że autor nie wykorzystał go w pełni. Nie napiszę, że jestem rozczarowany, bo to by było krzywdzące i niesprawiedliwe w stosunku go autora, którego cenię i darzę sympatią, ale jestem zawiedziony.
Aczkolwiek ciągle jestem zdania, że Sokołowski bardzo ciekawym autorem jest, czego reportaż o Rosji to idealny przykład, więc postaram się wyrzucić z pamięci tę niekoniecznie dla mnie udaną przygodę z Białorusią a la Sokołowski. I czekam na coś nowego jego autorstwa.
Cieszę się, że przygodę z twórczością Igora Sokołowskiego zacząłem od jego drugiego reportażu „Spokojnie. To tylko Rosja” – który uważam za świetny – a dopiero teraz wziąłem na tapet jego debiut czyli „Białoruś dla początkujących”. Obawiam się bowiem, że gdybym od debiutu zaczął to i bym na nim poprzestał.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDoceniam ogromne zaangażowanie autora, jego ogromny entuzjazm i...