Ajin 12

Okładka książki Ajin 12 autorstwa Gamon Sakurai
Okładka książki Ajin 12 autorstwa Gamon Sakurai
Gamon Sakurai Wydawnictwo: Studio JG Cykl: Ajin (tom 12) komiksy
196 str. 3 godz. 16 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Ajin (tom 12)
Tytuł oryginału:
亜人
Data wydania:
2018-11-25
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-25
Liczba stron:
196
Czas czytania
3 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380013834
Tłumacz:
Paulina Tuczapska
Podczas festynu zorganizowanego w bazie wojskowej Iruma przemawia premier Japonii. Polityk staje się celem zapowiedzianej przez Bereta trzeciej fazy planu. Sato w pojedynkę przenika do bazy. Wkrótce rozpęta tam piekło... w czym pomoże mu niespodziewany sojusznik.
Średnia ocen
7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ajin 12 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ajin 12

Średnia ocen
7,8 / 10
46 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Ajin 12

avatar
236
80

Na półkach:

Ta część mnie niczym nie przejęła. Było wiele nierealnych momentów zrobionych pod efekt akcji, ale jednak kłuły w oczy. W dodatku autor znowu stawiał dużo na brutalność. Cóż, może po prostu nie jest to typ mangi dla mnie. Jedyne, co mi się podobało w tej części, to powrót do pewnego wątku, który nie był poruszany przez dosyć długi czas.

Ta część mnie niczym nie przejęła. Było wiele nierealnych momentów zrobionych pod efekt akcji, ale jednak kłuły w oczy. W dodatku autor znowu stawiał dużo na brutalność. Cóż, może po prostu nie jest to typ mangi dla mnie. Jedyne, co mi się podobało w tej części, to powrót do pewnego wątku, który nie był poruszany przez dosyć długi czas.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
407
287

Na półkach: ,

Solidny amerykański thriller jako japoński komiks tj. manga.

Solidny amerykański thriller jako japoński komiks tj. manga.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
947
943

Na półkach:

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Świetna Manga, fabuła od początku zaskakuje I wciąga przez co nie mogę oderwać się od czytania. Jestem szczerze ciekaw jak dalej się to potoczy, co autor nam zaprezentuje i jak rozwinie cały świat Przedstawiony. Zapraszam też na swojego bloga https://okonapopkulture.blogspot.com/

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

86 użytkowników ma tytuł Ajin 12 na półkach głównych
  • 67
  • 19
53 użytkowników ma tytuł Ajin 12 na półkach dodatkowych
  • 20
  • 19
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy Ajin 12 przeczytali również

Summer time rendering tom 1 Yasuki Tanaka
Summer time rendering tom 1
Yasuki Tanaka
„Na wieść o śmierci Ushio, przyjaciółki z dzieciństwa, Shinpei wraca do Wakayamy, swojego rodzinnego miasta na wyspie Hitogashima. Tam ponownie spotyka się z rodziną. Niezwłocznie odbywa się pogrzeb. Na miejscu jednak dzieją się pewne niezwykłe zjawiska…” Dodatkowo główny bohater po śmierci może cofnąć się w czasie do pewnego momentu. Brzmi znajomo prawda? No ale podobieństwa do ReZero na tym się kończą. Już w pierwszym tomie zostajemy rzuceni na głęboką wodę, ale nie martwcie się! Jeśli nie umiecie pływać to Mio was uratuje. Podoba mi się to, że autor już na samym początku angażuje czytelnika: zmusza do przemyśleń i snucia swoich własnych teorii. Tylko po to żeby pokazać, że nawet nie byliśmy blisko. W dodatku udało mu się idealnie oddać klimat grozy. W końcu zabiera nas na małą wyspę, gdzie można spotkać swojego sobowtóra 🤫 Jak się okazuje takie spotkanie można przypłacić życiem. A to tylko czubek góry lodowej! Żeby tego było mało otrzymujemy naprawdę dobrze wykreowanego głównego bohatera. Co jest dla mnie rzadkością. Shinpei - szybko łączy fakty i wyciąga wnioski, a w sytuacji kryzysowej potrafi zachować logiczne myślenie. Dlatego mi zaimponował. Jedyną rzeczą do której mogę się przyczepić to kreska, która średnio przypadła mi do gustu. Wygląda to tak jakby manga była rysowana na szybko. Chociaż czasami ma swoje „lepsze” momenty. 🐚Summer time rendering to tytuł, który potrafi zaintrygować od pierwszych stron. Dlatego jeśli szukacie: -Czegoś mrocznego i szalonego. -Czegoś, co zmusi was do myślenia. -Czegoś, co was zaskoczy. To jest to manga dla was!!!
_asyl_ - awatar _asyl_
ocenił na82 lata temu
Devilman #1 Go Nagai
Devilman #1
Go Nagai
Manga Devilman. Tom 1 to historia pewnego licealisty Akiry, który stroni od przemocy i raczej należy do grona niezbyt odważnych nastolatków. Wszystko w jego życiu się zmienia, kiedy jego przyjaciel Ryo odkrywa przed nim prawdę na temat demonów. Wielkich, przerażających i potężnych bestii, które niegdyś rządziły światem, a teraz ponownie chcą nim zawładnąć. Jedynym ratunkiem dla ludzi jest wykorzystanie ich potężnej mocy przeciwko nim samym. Pokonać niezwyciężone bestie może tylko człowiek, który pozwoli się opętać, przejmie moce demona, a jednocześnie będzie miał na tyle czyste serce, że jego „człowieczeństwo” pozostanie nietknięte. Tym kimś stał się właśnie wspomniany Akira, który przemienia się w tytułowego Devilana i rozpoczyna wielkie demoniczne łowy. Manga jest połączeniem komiksu akcji i grozy i raczej kierowana jest do bardziej dojrzałego czytelnika. Obok wyrazistej dawki grozy, kolejne strony tytułu wypełnia duża widowiskowość. Devilan walczący z kolejnymi demonami to jednak nie wszystko, co ma do zaoferowania tytuł. Zagłębiając się w kolejne rozdziały mamy okazję lepiej poznać młodych bohaterów, ale przede wszystkim obserwować postępującą destrukcję umysłu Akiry, który coraz bardziej poddaje się sile demona, który go opętał. Budowa świata jest całkiem dobra, chociaż brakuje tutaj kilku bardziej wyrazistych wątków pobocznych (raczej całość historii trzyma się głównej treści). Pewne zastrzeżenia można mieć również do zaprezentowanych tutaj postaci i towarzyszących im emocji. Cały czas należy jednak pamiętać o tym, że tytuł ma ponad 40 lat na karku. Jak na swój wiek, fabuła nadal jest wciągająca, potrafi angażować czytelnika i zapewnić mu odpowiednią dawkę humoru, grozy i akcji. Tym, co na pewno mocno wyróżnia tytuł i sprawia, że warto się nim zainteresować jest bardzo ciekawa oprawa rysunkowa (oczywiście mocne retro). Rysunki były, są i pewnie jeszcze długo będą niezwykle interesujące. Styl Go Nagai to połączenie „kreskówkowych" projektów postaci (charakterystyczny dla starych mang) z najbardziej groteskowymi, szalonymi i przerażającymi demonami, jakie można sobie wyobrazić. Twórca nie boi się tutaj również na prezentacje dość brutalnych scen, w których pojawiają się nawet dzieci. Akcje tego typu są momentami trochę przerysowane, ale na pewno nie można im odmówić dużego ładunku emocjonalnego przenoszonego na odbiorcę. https://gameplay.pl/news.asp?ID=136458
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na84 lata temu
Czy chcesz zostać starą panną? Mari Okazaki
Czy chcesz zostać starą panną?
Mari Okazaki
"Czy chcesz zostać starą panną?" skupia się, jak sam tytuł wskazuje, na tych kobietach, które z różnych powodów nie decydują się na małżeństwo. Czy to ze względu na chęć pozostania niezależną, skupienia się na pracy czy też nierealizowania się w roli żony czy matki – bohaterki komiksu, w krótkich scenkach pokazują swoje motywacje do pozostania w stanie panieńskim. Ich decyzje nie istnieją w próżni, bo ich otoczenie poddaje je surowej krytyce. Określenie „panna” brzmi jak obelga, a troska o przyszłość i to, jak poradzą sobie same w życiu podszyta jest wyrzutami. Przez to wszystko bohaterki czują ogromną presję, by podążyć utartą ścieżką wyjścia za mąż i założenia rodziny. Każda z bohaterek jednak na swój sposób odkrywa w końcu, że realizowanie własnych potrzeb jest ważniejsze od spełniania oczekiwań innych. Dopiero refleksja nad tym, czego same chcą od życia, staje się dla nich drogowskazem, a fakt, że otoczenie kładzie im kłody pod nogi na tej drodze do bycia sobą i samoakceptacji, wywołuje w nich słuszny wkurw. Chcę wierzyć, że w dzisiejszych czasach jesteśmy nieco dalej na tej ścieżce do zrozumienia, że jest więcej niż jeden słuszny styl życia a.k.a posiadanie męża/ żony i gromadki dzieci. Jednak wciąż wiele kobiet odczuwa strach przed życiem bez partnera czy partnerki. Nie chcę tu używać słowa „samotność”, bo ten jeden czynnik, jakim jest bycie lub niebycie w związku, nie decyduje o poczuciu samotności w życiu. Myślę jednak, że jeśli ma się lub miało podobne doświadczenia co bohaterki, dzięki lekturze można poczuć się zrozumianym. To, o czym opowiada komiks, jest bowiem bardzo uniwersalnym kobiecym doświadczeniem, a poczucie, że nie jest się osamotnionym w swoich doświadczeniach może dodawać sił do przezwyciężania trudności. Na blogu przeczytasz, kim są "skomplikowane dziewczyny" - to pojęcie ukuła Mami Amamiya. https://azjatyckapolka.wordpress.com/2025/08/06/czy-chcesz-zostac-stara-panna-albo-dziewczyny-sa-skomplikowane/
AzjatyckaPółka - awatar AzjatyckaPółka
oceniła na68 miesięcy temu
ERASED Miasto, z którego zniknąłem 1 Kei Sanbe
ERASED Miasto, z którego zniknąłem 1
Kei Sanbe
Anime i Manga… Manga i Anime – dwa można by rzec synonimy oznaczające jedne z najbardziej popularnych form treści (czy też same treści) z kultury masowej tworzonej przez twórców z kraju kwitnącej wiśni. To właśnie japoński komiks i specyficzna konwencja animacji, zwana anime, są wyznacznikiem tego czym jest ta azjatycka popkultura i jak bardzo jest ona specyficzna w stosunku do ,,typowego” amerykańskiego bądź europejskiego komiksu czy animacji, czy w ogóle w stosunku do rozrywki z ,,Zachodu”. Coś w tym jest, bowiem te dwa nader chętnie sięgane przez ,,masy" media potrafią wywrócić do góry nogami nasze pojęcie o tym, co to znaczy ,,dobry, ba!, świetny” serial czy film animowany lub wyborna narracja graficzna; z mangami i anime jest tak, że jak już raz ich zasmakujesz, będąc wcześniej do tych komiksowo-filmowo-serialowych form osobą całkowicie odwróconą plecami, niechętną i jakby gnuśną do ich całościowego wizerunku, przekazu czy wydźwięku, to nagle z człowieka kpiącego z japońskiego mangowo-anime” dorobku kulturowego na świecie, po doświadczeniu danego przez ciebie tomu mangi lub filmu, a nawet odcinka czy sezonu określonego serialu, stajesz się do końca nie wiedzieć czemu jego zwolennikiem. Tak, mangi i animacje z kraju kwitnącej wiśni sprawiają, że coś się w ludziach porusza, że nie mając bladego pojęcia dlaczego tak się dzieje zaczyna coś jednak się do nas w tej kwestii odzywać: to siła, a może i bóstwo z japońskich wierzeń, po prostu coś... przekonuje nasze ,,cztery leniwe litery” do tego typu narracji graficznych, do tego typu form audiowizualnych. I to jest w tym elemencie japońskiej rozrywki wręcz fantastyczne, z racji dziedzictwa kultury globalnej ewoluującej do miana sztuki w obrębie ,,masówki". Bo anime i manga równa się również różnorodność – zarówno rozmaitość gatunkowa, ale i pod względem rodzaju odbiorcy, graficzna, stylistyczna, związana z pomysłami na kreacje dużej ilości rozmaitych form. Mówiąc inaczej, w tym aspekcie w japońskiej popkulturze dzieje się tyle, i dodatkowo dzieje się dobrze, że każdy z fanów, który doświadcza ichniejszej animacji i komiksu całym sobą, w pełnej mocy, nie może się nazwać inaczej jak tylko ,,Animemangoholikiem”; rzecz jasna jest to określenie idące w jak najbardziej pozytywnym kierunku odbioru, bo ,,uzależnienie” od takiej rozrywki, kreowanego przez sprytne ręce i umysł tak oryginalnie spoglądającego na świat narodu, to uzależnienie ,,pozytywne”, zwłaszcza jeśli obcowanie z tymi formami ma swoje granice i nie staje się czymś totalnie nagminnym, w naszym życiu najważniejszym. Z mojej prywatnej perspektywy nazwać tego rodzaju ,,popkulturowym… holikiem”, stety bądź nie, jeszcze się nie mogę, ale zarówno manga jak i anime są dla mojej geekowskiej pasji niezwykle ważne, stanowiące solidny procent jej ,,wypełnienia”, do tego stopnia, że nieważne czy dany tom lub Uniwersum, które to w danym momencie czytam i analizuję jest totalnie ,,skiszniałe i skaszaniałe” lub genialne do potęgi entej i totalnego nad tym rozpływu, to i tak zawsze do tego rodzaju doświadczenia, do tych konkretnych konwencji animacji i komiksu podchodzę z pełnym szacunkiem i optymizmem. Japońska kultura popularna jest tak dziwnie i niespotykanie w stosunku do kulturowej globalności i otwartości ,,na wariackich papierach” zakręcona, tak różnorodna i tak płodna w kolejne komiksowo-anime tytuły, że aż można dostać od tego wszystkiego swego rodzaju stanu ducha nerda, który nazywam, co może wydać się dość osobliwe: ,,pro-japońskim popkulturowym kręciołkiem”. Tak, potrafi się od tego wszystkiego pomieszać w fanowskiej mózgownicy – to właśnie w tych rozrywkowych mediach, które ogarnia od dekad cały świat, tkwi jakiś ,,twórczy palec boży”, który zalewa wręcz każdego ,,doświadczającego” jakimś nieopisanym natchnieniem: za każdą kolejną przeczytaną mangą lub obejrzanym odcinku lub sezonie danego wybranego przez nas anime, aż się sam w duch zaczynasz siebie pytać: ,,ale zaraz, co by tu przeczytać, obejrzeć, jaki kolejny tom lub epizod wziąć na warsztat, bo przecież tyle tego się nam dostarcza, z taką werwą i twórczą pasją realizuje i wydaje, że paradoks decyzyjności przy przygotowaniu i wyborze kolejnej z lektur lub filmowo-serialowego eksperymentu z japońskiego segmentu treści tych mediów, staje się sprawą choro-naturalną. I tak ta ,,normalna sytuacja” ostatnio dopadła moje ,,leniwe cztery litery”, które miały, choć tylko początkowy, ale jednak mnie ,,dosięgający”, problem z ,,geekowskim ogarnięciem tematu” na zasadzie ,,do diaska, które teraz tomy danych Uniwersów mogę w mandze przeczytać, które serie odcinkowe bądź filmy wziąć na warsztat?!”. Nie tylko i Ja, ale przy tego rodzaju ,,popkulturowych sprawach nie cierpiących zwłoki”, te ,,odpowiednie na już!” wybory dopadają większość przesyconych, aż nadto zbyt dobrymi anime-mangowo a’la ,,crazy good vibes” wiciami energii i fajnych fluidów... fanów. Jednak, niech nam żyłka na skroni nie pęknie, spokojna głowa, chwila na głębszy oddech, bo świata nie zabraknie – w końcu nadejdą te konkretne momenty które po krótkiej i śmiałej decyzji będą ,,tymi właśnie… tymi z kolejnym japońskim komiksem lub animacją wyczekiwanymi, jakby od zarania dziejów momentami”. Dłuższego bajdurzenia u mnie nie było, u innych popkulturowiczów w tym japońskim mikrokosmosie form rozrywki zapewne również – ta ,,antydecyzyjność” stała się niedawno jedynie wspomnieniem; chłodna kalkulacja, szacunek do japońskiej kultury i obyczajów, zaufanie temu, co Japończycy są w stanie dać w danym gatunku, dla danego typu odbiorcy w swoich komiksach i animacjach, a także wiele innych ,,impulsywnych” czynników, sprawiły, że ,,śmigiem-migiem” geekowsko zadecydowałem. Dlatego też zawołałem więc w myślach: ,,Na ostrza noży gangsterów Yakuzy!”, kolejnym tomem, a właściwie Światem, które biorę na czytelniczy mangowy warsztat jest pilotowe rozdanie mangi ,,ERASED. Miasto, z którego zniknąłem” autorstwa Kei Sanbe. Intuicja i gusta zwyciężyły – ów wybór okazał się dla mnie prawie że rewelacyjny, tak samo bardzo dobry jak obejrzenie świetnego klimatem, narracją, postaciami: anime o tej samej nazwie, które stworzono w oparciu o tak słynną serię komiksów, o której niniejszym w recenzjo-opinii deliberuję. Moja osobista przygoda z ,,Erased”, co zresztą w moim przypadku, jako schemat jest dość częste, rozpoczęła się od obejrzenia w danym Uniwersum serii konkretnego anime, aby potem przysiąść do lektury od początku cyklu mang komiksów, które dla ogólnego wora treści Uniwersum stanowiły archetyp i najważniejsze źródło danych. Wchłonięcie tych nastu odcinków ,,Erased” długo mi nie zajęło – to była przedłużona chwila, świetny emocjonalnie akt, do tego stopnia, że całościowy fenomen tej produkcji określiłbym jeszcze inaczej: jest to na tyle ważna dla popkultury animacja, tak ciekawie osadzona w realiach współczesnego świata, mimo iż ciągle jest to fikcja, że na pewno Netflix, MAX, a nawet i PrimeVideo - te platformy streamingowe właśnie - bezproblemowo poradziłyby sobie w przeniesieniu albo anime ,,Erased" albo jego archetypu, czyli mangi o tym samym tytule, na mały ekran, a może i na formę kinowego hitu. To zawiły, trochę sentymentalny Świat, w anime ze specyficzną linią narracji i gęstym do niemożliwości, na dodatek inteligentnym, mega śledczo-kryminalnym klimacikiem. A jak zaskoczyła mnie startujący z cyklem mang, tom 1 tej serii komiksów? Pilot ,,Miasta, z którego zniknąłem”, faktycznie… zaskakuje, ale w o wiele bardziej zawiły i ,,innawy” sposób niż adaptacja. Początkowo historia, którą – nie spoilerując – znamy z serialu, zaczyna się w podobny, co do tychże odcinków ,,Erased” sposób, i wygląda na teoretycznie prostą z początku, powoli się samo-napedząjącą i rozwijającą w fabule, opowieść. ,,Kreska” dodaje surowości, zwłaszcza grubachny kontur, niekiedy tuszowanie oraz ,,kreślenia” pod różnym kątem związane z wypełnieniami tła, konturów postaci etc. To wszystko wygląda rodem jak z growego ,,Maxa Payne’a” – mamy więc prawie że wizualny kryminał i thriller psychologiczny, do którego wkrótce dołącza (manga nie potęguje tego wrażenia jak anime, w którym element tej ,,podróży” jest w doświadczeniu przez widza prawie że namacalny, dziejący się też szybko) motyw podróży w czasie Satoru, który jak na mangę pilotową serii nie robi aż takiego zamieszania w strukturze świata przedstawionego, jak dokonuje tego owe naście odcinków omawianej serii. ,,Schocking” emocjonalno-fabularny przychodzi w tomie pierwszym ,,Erased” sporadycznie, najbardziej w okolicach końca całości. Dramatyczna strona mangowego otwarcia Uniwersum ,,Miasta, z którego zniknąłem” nie imponuje tak jak tego oczekiwało się od Świata, które w tak kapitalny sposób odebrało się poprzez oglądanie jego wybornie, z nutą iście hitchcockowskiej perfekcji, opcji anime. To swego rodzaju problem i refleksja zarazem: w mandze dostaje się o wiele więcej treści: najrozmaitszych danych, w tym tekstu, scalającego się z jego przekazem obrazu, tworzonych relacji między postaciami, dziwnych powiązań, w których każda kolejna doświadczana strona daje ci coraz większy wgląd w to jak głęboka fabularnie i emocjonalnie jest to historia, historia, którą masz w rękach – i to fakt faktem ma miejsce w mandze, o której niniejszym mowa, co z kolei jest szansą w jej przypadku na dłuższą refleksję nad tym, co przechodzi główny bohater (mimo iż jest to dopiero tom 1),z jakimi trudnościami decyzyjnymi się zmaga, podczas nazwijmy to ,,skoków umysłu” poprzez czasoprzestrzeń, na które tak naprawdę Satoru Fujinuma nie do końca ma wpływ, a których doświadczenie odciska na nim piętno moralnego dylematu ,,że coś jednak mogło się zrobić, tak aby wiele osób w przeszłości uratować”. Problem w tym (i tu pojawia się ten problem, o którym nieco powyżej na początku akapitu wspominam),iż tom 1 ,,Erased” nie ma w sobie koniecznej w tej historii prostoty, jakby skrócenia i uporządkowania całości scenariusza – gdyby tak przedstawiano anime Uniwersum, jak robi to manga z ,,Erased”, to serial… cóż miałby nie 12 a od 24 do 30 odcinków. Manga ,,Miasta beze mnie”, której tytuł, jako nazwa serii/Świata komiks właśnie podkreśla z lekko ukrytej strony, ot pośrednio, że chyba mało kto z nas chciałby znaleźć się na miejscu Satoru, przeżywającego swego rodzaju rozdarcie uczuciowe-decyzyjne, na którym to ciąży tytaniczna odpowiedzialność z racji talentu i przekleństwa zarazem ,,cofania się” w czasie do chwil, na które nasz ,,MC” nie wpływu, a które być może ,,zaraz!” zaowocują jakimś złym zdarzeniem, jest bardziej dramatyczna i siadająca na emocjach, miejscami z lekką stagnacją, którą jednak jest w stanie pociągną rysunek, powinna być czytana po obejrzeniu tych 12 epizodów ,,Ereased” – nie ukrywam, pilot mangi świetnie uzupełnia emocje do danych, realizowanych przez serial odcinków odpowiednich do tego, co analogicznie przedstawia manga. Warto w tym elemencie napomknąć, iż uczucia Satoru, chaos, którego on doznaje w związku z atakującymi go przeszłymi zdarzeniami oraz idącymi z tym w parze emocjami dobrze wytłuszcza i podciąga grafika. ,,Kreska” nie jest perfekcyjna, ale niektóre akcenty w bardziej tragicznych i depresyjnych i skakających do góry w tętnie akcji sekwencjach barw czerni, przetartej szarości i dziwnie stosowanych wypełnieniach konturów postaci oraz elementów otoczenia, robią solidne emocjonalne wrażenie. I dzięki tym elementom manga ta zyskuje funkcję dopełnienia tej niepośredniej strony Uniwersum - bez emocji i dramatyzmu, nic tutaj nie ma prawa bytu, a po to jest ten komiks właśnie. Perspektywa opowieści ze strony Satoru, wejście w jego zbłąkany i ambiwalentny umysł stają się w mandze w porównaniu do anime praktycznie dotykalne. Całościowo, licząc wszystko to, co zawiera się w tworzeniu danego Świata w serialu jak i komiksie, w tym przypadku zwycięża konwencja anime. Jest jednak pełne ultra-optymizmu światełko w tunelu, co do tego, jak dramatyczno-fabularnie rozwinie się wytłuszczana dość mocno, indywidualna, dość odpowiednia dla bardziej wrażliwych czytelników, emocjonalna strona całej tej opowieści, której ,,ulega" z racji swojej specyficznej mocy Satoru - opowieści, którą mam nadzieję doświadczyć w pełni scenariuszowej, rozwiniętej w intensywny thriller i suspens, krasie w następnym i następnym... no i następnym tomie mangowej rzeczywistości ,,Miasta beze mnie".
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Ajin 12

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ajin 12