Durrellowie z Korfu

Okładka książki Durrellowie z Korfu autorstwa Michael Haag
Okładka książki Durrellowie z Korfu autorstwa Michael Haag
Michael Haag Wydawnictwo: Noir sur Blanc reportaż
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Durrells of Corfu
Data wydania:
2018-11-21
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-21
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365613981
Tłumacz:
Berenika Janczarska
Rodzina Durrellów została unieśmiertelniona w bestsellerowej książce Geralda Durrella pt. „Moja rodzina i inne zwierzęta” oraz jej serialowej adaptacji o tym samym tytule. Ale jaka była prawdziwa rodzina Durrellów? Czemu w ogóle trafili na Korfu i jakie były ich losy po opuszczeniu wyspy?

Prawdziwa historia rodu jest równie zaskakująca i fascynująca, co fabuła książek Geralda, zaś Michael Haag - dzięki swoim bliskim kontaktom z Durrellami - jest dla niej idealnym narratorem, wydobywającym na światło dzienne wspomnienia, listy i niepublikowane dotąd fragmenty autobiografii.

„Durrellowie z Korfu” opisuje dzieciństwo spędzone w Indiach i kryzys, który zmusił rodzinę do przeprowadzki najpierw do Anglii, a potem do Grecji. Przywołuje barwne postaci, które spotkali na Korfu – biologa Teodora, taksówkarza Spiro Halikiopoulosa, więźnia Kostiego oraz wizytę amerykańskiego pisarza Henry’ego Millera. Haag odkrywa historię wyjazdu Durrellów z Korfu, wraz z dramatyczną ucieczką Margo i Larry’ego tuż przed wybuchem wojny. Obszerny epilog opisuje dalszy ciąg ich historii - karierę pisarską Larry’ego i zaangażowanie Gerry’ego w ochronę zagrożonych gatunków oraz losy całej rodziny, jej przyjaciół i innych zwierząt.

Książkę ilustrują fotografie z archiwum Geralda Durrella, które w większości nie były nigdy dotąd publikowane.
Średnia ocen
6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Durrellowie z Korfu w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Durrellowie z Korfu



8246 3796

Oceny książki Durrellowie z Korfu

Średnia ocen
6,7 / 10
84 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Durrellowie z Korfu

avatar
416
49

Na półkach:

Zmarnowana okazja, by powstała książka opisująca słynną rodzinkę Durrelów, a zarazem rzucającą więcej światła na samą Korfu lat 30 z jej historią okupacji, kolonializmu, tożsamości, biedy i rozwoju. Zamiast tego autor dorwał się do prywatnych listów i fotografii, sklecił z tego plotkarską opowiastkę i wyniósł z tego absolutnie nic. Najlepsze fragmenty książki to cytaty z książek Durrellów; jest ich zresztą mnóstwo, całe stronice. Tym jaskrawiej widoczny jest przez to brak talentu autora „Durrelów z Korfu”, brak wiedzy o Grecji i brak chęci, by ukazać nam wyspę na nowo.

Nie warto. Lepiej poczytać w tym czasie Lawrence’a albo Geralda.

Zmarnowana okazja, by powstała książka opisująca słynną rodzinkę Durrelów, a zarazem rzucającą więcej światła na samą Korfu lat 30 z jej historią okupacji, kolonializmu, tożsamości, biedy i rozwoju. Zamiast tego autor dorwał się do prywatnych listów i fotografii, sklecił z tego plotkarską opowiastkę i wyniósł z tego absolutnie nic. Najlepsze fragmenty książki to cytaty z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1118
919

Na półkach: , , ,

Po powrocie z podróży na Korfu, byłam zachwycona tą wyspą, jej roślinnością i ogólnie całym niesamowitym klimatem. Podczas wycieczki przewodniczki opowiadały o książkach o losach Durrellów, gdzie akcja dzieje się właśnie na Korfu. Widziałam też pomniki i byłam w ich parku, dlatego bardzo chciałam przeczytać tę książkę.

Okazało się, że jest dostępna w formie audiobooka w aplikacji Audioteka, dlatego nie czekałam i od razu zaczęłam słuchać. Jak mi się podobało?

Przyznaję, że wkręciłam się w losy tych bohaterów. Miejscami nie umiałam się opanować ze śmiechu, dlatego bawiłam się doskonale. Te wszystkie opisy przyrody i zwierząt sprawiły, że chociaż na chwilę mogłam znowu się przenieść na Korfu.

Jeżeli chcecie przeczytać coś innego niż zwykle i też kochacie Korfu musicie koniecznie poznać rodzinę Durrellów.

Moja ocena to 7/10

Książkę wysłuchałam w aplikacji AUDIOTEKA, którą jak zwykle polecam!:)

Po powrocie z podróży na Korfu, byłam zachwycona tą wyspą, jej roślinnością i ogólnie całym niesamowitym klimatem. Podczas wycieczki przewodniczki opowiadały o książkach o losach Durrellów, gdzie akcja dzieje się właśnie na Korfu. Widziałam też pomniki i byłam w ich parku, dlatego bardzo chciałam przeczytać tę książkę.

Okazało się, że jest dostępna w formie audiobooka w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
362
13

Na półkach: , , ,

Co za rodzinka!

Co za rodzinka!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

220 użytkowników ma tytuł Durrellowie z Korfu na półkach głównych
  • 123
  • 97
31 użytkowników ma tytuł Durrellowie z Korfu na półkach dodatkowych
  • 13
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Michael Haag
Michael Haag
Mieszkający w Londynie pisarz i historyk, specjalista w obszarze Morza Śródziemnego. Autor książek historycznych (The Tragedy of the Templars: the Rise and Fall of the Crusader States, The Quest for Mary Magdalene) oraz skupiających się na historii politycznej, społecznej I kulturowej wybranych miejsc (Alexandria: City of Memory, Vintage Alexandria: Photographs of the City 1860-1960). W 2018 roku nakładem naszej Oficyny ukazała się jego książka Durrellowie na Korfu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Durrellowie z Korfu przeczytali również

Upadek i wzlot Reginalda Perrina David Nobbs
Upadek i wzlot Reginalda Perrina
David Nobbs
Każdy z nas chciałby spojrzeć sobie w oczy i odnaleźć tam tego człowieka, którego kiedyś – z lękiem – podziwiał. Czy to starego profesora, przyjaciela rodziców, czy tego dystyngowanego dziadka, który codziennie pije kawę w kawiarni na rogu. Kogoś, kto miał być wizją wyidealizowanej dojrzałości. Każdy marzył kiedyś o porzuceniu wszystkiego i zostaniu, choć na moment, kimś innym, kim wydawało mu się, że powinniśmy być. Jednak mimo wszystkich starań, zawsze pozostajemy sumą naszych lęków i porażek. Niezależnie od tego, jak bardzo staramy się udawać, zawsze na koniec popadamy w szaleństwo, które każe nam choćby na chwilę zmienić skórę, kupić motor, uprawiać garncarstwo. Ale – tak jak nasz tytułowy R.I.P. (rest in peace),czyli najważniejszy żart językowy, ale i jawna gra nadawcy z czytelnikiem – jedyne, co tym przeistoczeniem osiągamy, to zniszczenie wszystkiego co znaliśmy. Upokorzenia Reginalda Perrina trudno znieść. Trudno je także wybaczyć czy mu zaprzeczyć. Ludzie zwykle uciekają w mniej symboliczne realizacje własnych młodzieńczych fantazji, lub wypierają je tak skutecznie, że nawet najmniejsza sugestia powoduje z ich strony agresję. I może właśnie to jest największą wadą tej opowieści – zderzenie naszych oczekiwań wobec siebie i bliskich z brutalną rzeczywistością? Bo czy nasze własne manie różnią się od tych bohatera w samym zarodku? Tak naprawdę chyba chcielibyśmy, aby nasi towarzysze byli lepsi. Byśmy i my potrafili przejść przez to wszystko, co nazywamy życiem, z podniesioną głową. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi. I nie zawsze udaje nam się zachować czystą twarz po wpadnięciu w błoto. Bo w tych próbach tracimy część ludzi i sporo godności, a zostają nam na niej tylko nasze własne odromantyzowane brudy. Wyleniałe lwy to jeden z bardziej poruszających symboli tej powieści, moim zdaniem lepiej oddają stan bohatera niż jego ciągły, chociaż tak bliski mi, gniew. Zmizerniałe, a niegdyś (no, nie tak dawno temu) potężne zwierzęta też nie chcą już zabawiać gawiedzi, a jednak są zmuszone do swojej roli: społecznej, zawodowej czy egzystencjalnej.
Klaudiusz Książki-Koniecznej - awatar Klaudiusz Książki-Koniecznej
ocenił na83 miesiące temu
Artysta. Opowieść o moim ojcu Wojciech Mann
Artysta. Opowieść o moim ojcu
Wojciech Mann
Tym razem znany i lubiany Wojciech Mann — w wydaniu sentymentalnym. W. Mann powrócił pamięcią do lat młodzieńczych - opowiedział skromnie i z pełną powagą o swoim ojcu jak go pamięta. Jest to opowieść gawęda, przypuszczam, że świadomie spisana oszczędnym językiem, by zrobić miejsce na ilustracje, reprodukcje obrazów Kazimierza Manna. Ten nieco powściągliwy ton opowieści niesie sporą dawkę wzruszenia, które p. Wojtkowi zapewne towarzyszyło, gdy pisał o swoim Tacie. Pan Wojciech opowiada z perspektywy odczuć dziecka. Ta retrospekcja z jednej strony pokazuje jak odbierał ojca, jaka była jego relacja z ojcem, także z mamą, ale pewne wrażenia są nie tylko jego osobistymi, są pokoleniowe, stąd i nas czytelników to porusza. Tak, to portret ojca, do którego się tęskni i czule wspomina. A także opowieść o artyście, który był jego ojcem, z którego jest szczerze dumny, co uświadomił sobie po latach. Książka-wspomnienie albumem nie jest, ale ilustracji jest w niej na tyle dużo, że można ją wielokrotnie przeglądać i cieszyć oko barwami, wyjątkowym wdziękiem, urodą malarstwa Kazimierza Manna. Wielu z czytelników ze zdziwieniem zauważy, że pamięta ten styl z pocztówek, plakatów z czasów PRL-u. Tylko nieliczni będą znać malarza z nazwiska, łączyć z równie nieprzeciętnym synem Wojciechem Mannem. Co więcej, p. W. Mann podzielił się z nami w jaki sposób szukali (wraz z synem) prac Kazimierza Manna, by je odzyskać, odkupić, przywrócić rodzinie — to było ujmujące, taka troska i wspólne zadanie syna i wnuka. A kto chciałby więcej wzruszeń doznać słuchając W. Manna, polecam wywiad z ubiegłego roku — też można niejedną łzę uronić ;) tu link: https://www.youtube.com/watch?v=IM9Ngj8Qa88 Uważam, że Mann, który jest już naszym „dobrem narodowym” :),wypełnił tą książką jakąś istotną lukę w swoim publicznym wizerunku, jaki znaliśmy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na103 miesiące temu
Kapłony i szczeżuje. Opowieść o zapomnianej kuchni polskiej Jarosław Dumanowski
Kapłony i szczeżuje. Opowieść o zapomnianej kuchni polskiej
Jarosław Dumanowski Magdalena Kasprzyk-Chevriaux
Rozmowa dziennikarki z profesorem historii UMK w Toruniu, specjalizującym się w historii kulinariów, a tak naprawdę – smaku. W zasadzie książka tak naprawdę jest wprowadzeniem do do dziejów nowożytnej sztuki kulinarnej w Europie, czyli przede wszystkim Francji, niekwestionowanej stolicy zarówno kulturalne,jak i kulinarnej starego kontynentu od co najmniej XVII stulecia, do lat siedemdziesiątych minionego wieku w porównaniu ze zmianami zachodzącymi w tym zakresie w naszym kraju. Autor, a raczej bardziej kompetentny spośród dwojga rozmówców, omawia dzieje zainteresowania historyków tak przyziemnym tematem. Oczywiście wszystko rozpoczęło się od Francji i szkoły Annales, początkowo liczącej kalorie i wielkości spożywanych posiłków, aż do przełomowych badań Jean-Louis Flandrina nad historią smaku. Nie mogło być się bez przedstawienia dostępnych na naszym (a i europejskim) rynku składników, których liczba, mimo solidnego importu z Nowego Świata, ciągle się kurczy (vide historia polskiej manny) oraz przenikaniu się krajowych i regionalnych szkół kulinarnych, chociażby poprzez … garkuchnie podczas pierwszej wojny światowej czy podróże najpierw elit i kupców, a potem także pielgrzymów czy po prostu najeźdźców. Wiele odrębności wynikało z przepisów religijnych, ze szczególnym uwzględnieniem katolickich i prawosławnych postów. I tu jak zwykle jako Polacy wykazaliśmy się umiejętnością łączenia rzeczy sprzecznych – nasze uczty wielkopostne były równie – jak nie bardziej – obfite jak w okresach wolnych od ograniczeń w tym zakresie tyle, że bez mięsa i innych zakazanych produktów (okresowo m.in. nabiał – u prawosławnych do tej pory),co dziwiło nawet katolickich Francuzów. Wreszcie przytoczona jest zadziwiająco trwała doktryna humoralna – o czterech żywiołach w każdej osobie, które wpływały na jej osobowość, charakter jak i … potrzebną dietę. Stąd zwyczaj podawania jednocześnie wielu dań, albowiem nie każdy powinien jeść wszystko. Jeśli chodzi o sam smak to oczywiście uwarunkowany było dostępnością produktów ale i modami i zwyczajami. Wpływ miały książki kucharskie, dzisiaj .. trudne do rozszyfrowania. Brak w nich informacji o miarach,wielkościach czy czasie obróbki termicznej, wówczas trudnym do ustalenia. Także składniki nie są pewne – słowo bulwy mogło oznaczać np. i ziemniaki, i rzepę i topinambura, albo dowolne spośród nich. Wreszcie omówiony jest problem rekonstrukcji potraw i ich dawnego smaku. I w tym zakresie trudno o sukces, albowiem nie sposób zweryfikować rezultatu. Z tym, że na pewno sięgniecie po dawne zwyczaje, receptury i zasady kulinarne pomoże urozmaicić dietę, uratować rzadkie uprawy oraz wzbogacić wiedzę o dawnych czasach i obyczajach. Lektura ciekawa, skłaniająca do pogłębiania tematu.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na71 rok temu
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc
Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Autor: Maciej Brencz Moja ocena: 8/10 „Farerskie kadry” to bardzo udany reportaż, który – mimo prostoty języka – skutecznie przenosi czytelnika w rzeczywistość jednej z najbardziej osobliwych i niedostępnych przestrzeni Europy. Maciej Brencz przedstawia Wyspy Owcze w sposób wyjątkowo obrazowy, nie tylko dzięki opowieściom, ale również za sprawą licznych, świetnie dobranych fotografii, które stanowią integralny element tej publikacji. Książka została starannie wydana – twarda oprawa, wysokiej jakości papier oraz bogaty materiał ilustracyjny czynią z niej prawdziwą przyjemność nie tylko dla umysłu, ale i dla oka. To publikacja, którą z przyjemnością bierze się do ręki – estetyczna, solidna i dobrze przemyślana pod względem graficznym. Autor podzielił treść na tematyczne rozdziały – swoiste „kadry”, jak sam je nazywa – dzięki czemu opowieść o Wyspach Owczych nabiera formy mozaiki, składającej się z fragmentów życia, historii, obyczajów, obserwacji i osobistych refleksji. Brencz nie narzuca jednej narracji – pozwala każdemu z tematów wybrzmieć we własnym rytmie. Jego podejście do bohaterów i miejsc jest pełne szacunku i uważności, a przy tym pozbawione nachalnej egzotyki. Farerska codzienność – z jednej strony przewidywalna w swej surowości, a z drugiej zupełnie nieprzewidywalna ze względu na kaprysy przyrody – została przedstawiona w sposób niezwykle sugestywny. Autor zręcznie uchwycił unikalny klimat tego miejsca, z jego izolacją, rytmem wyznaczanym przez naturę i specyficzną kulturą lokalną. To książka dla tych, którzy pragną choć na chwilę oderwać się od codziennego zgiełku i przenieść w świat zupełnie inny – spokojny, wyciszony, pełen prostoty i wewnętrznego porządku. Dla wielu czytelników może to być nie tylko literacka podróż, ale również doświadczenie kontemplacyjne. Zdecydowanie polecam tę publikację – zarówno osobom zafascynowanym Skandynawią i Północą, jak i tym, którzy po prostu szukają dobrze napisanej, pięknie wydanej i wciągającej opowieści o miejscu, gdzie – jak sugeruje autor – „owce mówią dobranoc”. ** 16:41 * 27.07.2025 * 64/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na89 miesięcy temu
Rozterki śmierci José Saramago
Rozterki śmierci
José Saramago
“Nazajutrz nikt nie umarł”. O różnych strajkach już napisano książki, ale na pewno nie o strajku Pani Śmierci (o pardon: pani śmierci, bo ona sama życzy sobie pisania jej małą literą, i lepiej się stosować!). Jedyny to "strajk" z którego ogół może się cieszyć, ale czy na pewno, bo tak to już jest, że koniec, nawet czasowy, jednego problemu generuje liczne inne. Stary mistrz nie byłby sobą, gdyby przewrotnie nie wycisnął tematu jak najlepszej cytryny, mocno kwaśnej dla tzw. ludzkości… Niezależnie od tego, odebrałem tę książkę jako słusznie humanizującą śmierć, ukazującą może nawet coś w rodzaju jej sumienia, może nawet poczucia sprawiedliwości, a już na pewno - odpowiedzialności. Na pewno wypada ona lepiej od polityków wszelkiej maści, królów, biskupów i innych ludzi trzymających władzę, a przecież trzyma ona władzę o wiele potężniejszą od nich... Pod koniec zresztą przybiera ona ludzką postać czyli przemienia się w piękną, wybitnie inteligentną kobietę z krwi i kości (BTW: czy w większości języków śmierć jest kobietą…?) To czwarta moja książka Noblisty, w której normalne u niego, a moje ulubione, zdania na wiele wierszy rozpisane, oddzielane tylko przecinkami, nie kropkami. Przy takim temacie były one szczególnie uzasadnione i tylko wzmacniały przekaz. I inna rzecz, którą lubię: partie dialogowe niczym niewyodrębnione. I tylko trochę może za dużo Autora w narracji.... Można sobie wyobrazić radość ale i panikę, która wybuch na wieść że śmierci nie ma. “Znana skłonność zalecania ludziom spokoju z byle powodu, żeby za wszelką cenę utrzymać stado w ryzach, ta skłonność, która w wypadku polityków, zwłaszcza jeśli są w rządzie, stała się drugą naturą, żeby nie powiedzieć: automatyzmem, mechanicznym pędem, kazała mu zakończyć rozmowę w najgorszy możliwy sposób, jako odpowiedzialny za resort zdrowia zapewniam wszystkich, że nie ma powodów do niepokoju”. Dziennikarze pytają, jak bardzo może niepokoić fakt, że nikt nie umiera. Wtedy minister wycofuje się na jeszcze gorsze pozycje, mówiąc: “Nie żywmy fałszywych nadziei”. W końcu rząd zapewnia że jest gotów “stawić czoła złożonym problemom społecznym, gospodarczym, politycznym i moralnym, które ostateczne zniesienie śmierci niechybnie wywoła”. Ale prymas ma co innego premierowi do powiedzenia: “Każdy katolik, a pan nie jest wyjątkiem, ma obowiązek wiedzieć, że bez zmartwychwstania nie ma kościoła. Będę musiał porozmawiać z królem, przypomnieć mu, że w sytuacji takiej jak ta, tak niejasnej, tak delikatnej, jedynie ścisłe przestrzeganie doktryny naszej świętej matki kościoła może uchronić kraj od okrutnego chaosu, który na nas spadnie. Proszę nie zapominać panie premierze, że poza granicami naszego kraju dalej się umiera normalnie i to jest dobry znak. Eminencjo, może tam na zewnątrz patrzą na nas jak na oazę, ogród, nowy raj, albo piekło, gdyby byli mądrzy. Dobranoc, panie premierze, jeśli śmierć postanowi wrócić dziś w nocy, mam nadzieję, że nie wpadnie jej do głowy udać się po pana”. Tytuły gazet następnego dnia bo to 1 styczna: “Nowy rok, nowe życie” albo “I co teraz z nami będzie”. “Pierwsze oficjalne reklamacje pojawiły się ze strony przedsiębiorców pogrzebowych. Brutalnie pozbawieni surowca przedsiębiorcy zaczęli od klasycznego gestu załamywania rąk, zawodząc płaczliwym chórem”. Szpitale skarżą się zaś na nagłe korki bo, “bieżący proces rotacyjny pacjentów przyjmowanych, pacjentów poddawanych leczeniu i pacjentów martwych, uległ, by tak rzec, obstrukcji. “Domy opieki dla osób starszych (..) zaczną walić głową w ścianę płaczu.(..) Nie tylko będzie coraz więcej ludzi starszych w domach spokojnej starości, ale też potrzeba będzie coraz więcej osób do opieki nad nimi, co skończy się tym, że piramida wieku nagle stanie na głowie”. Inny problem to natychmiastowe zawieszenie polis ubezpieczeniowych na życie: “Biorąc pod uwagę powszechnie znany fakt, i śmierć dożyła swych dni, byłoby absurdalne, żeby nie powiedzieć po prostu głupie, dalej płacić tak wysokie składki, które od tej chwili będą służyły wyłącznie, nie dając nic w zamian, jeszcze większemu wzbogaceniu się firm”. I tylko Kościół wierny sobie, tylko sobie. “Śmierć jest absolutnie fundamentalna dla zbudowania królestwa bożego, dlatego więc każda dyskusja na temat przyszłości bez śmierci jest nie tylko bluźniercza, ale też całkowicie absurdalna, ponieważ musiałaby zakładać nieobecność Boga, by nie powiedzieć po prostu jego zniknięcie. Religie, literalnie wszystkie, choćbyśmy nie wiem jak łamali sobie nad nimi głowy, nie mają innego usprawiedliwienia swojego istnienia niż śmierć, potrzebują jej jak chleba”. “Gdyby ludzie nie umierali, wszystko byłoby dozwolone, i to byłoby złe, zapytał stary filozof, to tak samo, jak nie pozwalać na nic. Zorganizujemy narodową kampanię modlitwy, aby prosić boga o powrót śmierci najszybciej jak się da, w celu oszczędzenia biednej ludzkości najgorszych horrorów, czy bóg rządzi śmiercią, zapytał jeden z optymistów”. Ludzie radzą sobie jak mogą, jeżdżą ze starymi krewnymi do sąsiednich krajów by tam umierały - śmierć strajkuje tylko w tym jednym kraju (co przyznam, nie jest dobrym konceptem). Ale rząd blokuje granice przy użyciu wojska. Sytuacja się komplikuje, kiedy mafia przejmuje intratny interes polegający na przewożeniu starych ludzi za opłatą do krajów ościennych. gdzie mogę spokojnie umrzeć i tam być pochowani. Państwo jest bez szans bo granice wszystkich państw sąsiednich obstawia ich wojsko. W końcu w sukurs przychodzi sama mafia która rozwiązuje problem bez ujmy dla żadnej ze stron: “Przewieźć cierpiącego na drugą stronę granicy, a kiedy w końcu umrze, wrócić z powrotem i pochować go na matczynym łonie rodzimej ziemi (..) nie ma morderstwa i dlatego, że zasługujący na potępienie akt (..) odbywa się za granicą. (...) Dla przemysłu pogrzebowego zakiełkowało nareszcie nowe życie”. Narasta zatem niemiła świadomość: “Zniknięcie śmierci, zdając się szczytem radości, najwyższym szczęściem, nie jest gruncie rzeczy niczym dobrym”. Bo np. co ze świadczeniami społecznymi? “Jakimi pieniędzmi kraj, za 20 lat mniej więcej, zamierza opłacić miliony ludzi, którzy przeszli na rentę w wyniku trwałego ​inwalidztwa, i tak będą trwali przez wieki wieków, do nich za niechybnie dołączą kolejną miliony i bez znaczenia jest to, czy postęp będzie arytmetyczny czy geometryczny, w każdej sytuacji mamy zagwarantowaną katastrofę”. “Jeśli nie zaczniemy znowu umierać, nie będzie dla nas przyszłości” - brzmi nieubłagana konkluzja realistów. I nie tylko dlatego najlepszy w książce jest motyw listu napisanego przez śmierć z odwołaniem jej decyzji i odczytanie go w telewizji. “Uznałam że najlepsze będzie publicznie przyznać się do błędu, za który jestem odpowiedzialna i obwieścić natychmiastowy powrót do normalności, co oznacza, że wszystkim tym osobom, które już powinny być martwe lecz w zdrowiu lub też nie ciągle pozostają na świecie, zgasi się świeczkę żywota, gdy tylko wybrzmi w powietrzu ostatnie uderzenie zegara o północy. Od tej chwili wszyscy ludzie zostaną na równi powiadomieni i będą mieli tydzień, żeby uporządkować to, co jeszcze im zostało z życia, spisać testament i pożegnać się z rodziną, poprosić o wybaczenie za wyrządzone zło albo pogodzić się z kuzynem z którym od 20 lat nie utrzymywało się kontaktu”. “A było niemało rodzin, które zapłaciły mafii, żeby uwolniła ich od smutnego ciężaru (...),gdyby mieli więcej litości i cierpliwości, pozbycie się ciężaru mieliby gratis”. “Będziemy musieli zorganizować ekipy psychologów, które pomogą ludziom przezwyciężyć traumę z powodu tego, że znowu będą musieli umrzeć, a już byli przekonani, że będą żyć na zawsze (...) “Grabarze żądają znacznej podwyżki i potrójnej stawki za godziny ponadliczbowe”. Ale dochodzi do czegoś niewyobrażalnego: “Prawdę mówiąc, nikt nigdy nie widział, żeby nie umarł ktoś, to miał umrzeć. A teraz, w sposób nieprawdopodobny, zawiadomienie podpisane przez śmierć, napisane przez nią własnoręcznie, zawiadomienie, w którym się obwieszcza nieodwołalny i nieprzedłużalny koniec jakiś osoby, zostało zwrócone do nadawcy”. Bo śmierć ma tu różne oblicza, ale najgorsze z nich to potworny biurokratyzm: ”Śmierć jest szkieletem zawiniętym w prześcieradło, mieszka w lodowatym pokoju w towarzystwie starej i zardzewiałej kosy, nie odpowiadającej na pytania, otoczona pobielonymi ścianami, pod którymi ciągną się kartoteki z szufladami wypełnionymi fiszkami. Fiszki pojawiają się na swoich miejscach, to znaczy alfabetycznie zarchiwizowane, w chwili narodzin ludzi i znikają w momencie ich śmierci”. Przy takim formalnym nastawieniu śmierć ma olbrzymie problemy, gdy pewien wiolonczelista nie chce umrzeć w dniu, w którym jest mu to wyznaczone i żyje ponad normatywny tydzień. A może to również i swoisty bunt samej śmierci? Kolejny po zawieszeniu jej powinności? “Kiedy śmierć, na swoje konto i ryzyko, postanowiła zawiesić aktywność od dnia pierwszego stycznia tego roku, nie przyszła jej do pustej głowy myśl, że jakaś wyższa instancja w hierarchii mogłaby zażądać od niej wyjaśnień. Nie posiada się z radości, bo odkryła, że możność dysponowania życiem ludzkim jest w sumie jedynie w jej gestii i że nie musi się z niczego przed nikim tłumaczyć, ani dziś, ani nigdy”. “Na całym świecie jest tylko jedno miejsce, w które śmierć nie może się wpakować (..),to, które nazywa się trumną, urną, grobem, katafalkiem, grobowcem, sarkofagiem”. “Śmierć (..) z powodów zawodowych wysłuchała tylu utworów muzycznych, ze szczególnym uwzględnieniem marszu pogrzebowego samego Chopina albo adagio asai z trzeciej symfonii beethovena”. Szczególnie przemówił do mnie końcowy fragment z koncertem, na który pani śmierć wybrała się, upatrzywszy już wcześniej tegoż wiolonczelistę . “Nie wie tego, nie może tego wiedzieć, a mimo to gra, jakby żegnał się ze światem, mówi wreszcie to wszystko, co wcześniej przemilczał, zawiedzione nadzieję, sfrustrowane pragnienia, ogólnie życie”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na72 miesiące temu
Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia Marta Sztokfisz
Pani od obiadów. Lucyna Ćwierczakiewiczowa. Historia życia
Marta Sztokfisz
Jaka to przyjemna lektura. Opowieść o życiu Lucyny Ćwierczakiewicz , kobiety instytucji, o której się pisze książki i której przepisów używa się nadal ( nie szkodzie, że w zmodyfikowanej nieco formie) pomimo upływu ponad 120 lat od śmierci. Bohaterka zdecydowanie wykraczała poza swoje czasy, miała otwarty umysł i szerokie horyzonty choć twierdzono, że trudny charakter( powinna bowiem siedzieć cicho w domu i być wyłącznie cieniem swego męża). Zapewne w dzisiejszych czasach kobieta tak przebojowa jak Ćwierczakiewiczowa nie byłaby postrzegana negatywnie i zdobywałaby nagrody dla przedsiębiorczyń. Nie jest to klasyczna biografia. To raczej trochę beletryzowana opowieść( za czym nie przepadam),pisana najgłówniej w czasie teraźniejszym(czego nie znoszę). Tym niemniej przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem. Autorka twierdzi, że mało jest udokumentowanych śladów życia Ćwierczakiewiczowej, które przepadły podczas II Wojny i Powstania Warszawskiego, więc zapewne mnóstwo "faktów" z jej życia zostało po prostu wymyślonych. Ale na pewno prawdziwie opisane zostały realia życia XIX Warszawy, której Ćwierczakiewiczowa była całkiem realną i niezwykle intersującą częścią. Książkę dobrze się czyta, choć miejscami autorka jest nieco chaotyczna. Bardzo polecam bo Lucyna Ćwierczakiewiczowa to chyba jedyna kobieta z tamtych czasów nie będąca artystką czy pisarką, o której nadal się pamięta.
Suara_czyta - awatar Suara_czyta
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Durrellowie z Korfu

Więcej

Zdaniem jednego z bliskich znajomych Gerry’ego druga część korfijskiej trylogii, czyli Moje ptaki, zwierzaki i krewni, pełna była niewykorzystanych dotąd anegdot, tak niewiarygodnych, że sam autor wątpił, by ktokolwiek wziął je na poważnie, trzecią zaś część, Ogród bogów, wypełniały te, w które nie wierzył nawet on.

Zdaniem jednego z bliskich znajomych Gerry’ego druga część korfijskiej trylogii, czyli Moje ptaki, zwierzaki i krewni, pełna była niewykorzy...

Rozwiń
Michael Haag Durrellowie z Korfu Zobacz więcej

Zoo na Jersey będzie dla Louisy domem w   ostatnich latach jej życia. Jak to ujęła, jej dzieci nieraz zachowywały się jak zwierzęta, więc nie było to dla niej nic nowego. Pewnego razu szympans Chumley uciekł z klatki i razem ze swoją narzeczoną Lulu pobiegł susem do domu i po schodach na górę. Mama usłyszała głośne walenie w drzwi i zobaczyła ich całych zadowolonych w progu, czekających na pieszczoty i smakołyki. Posadziła zwierzęta na sofie i   otworzyła puszkę herbatników, a także pudełko czekoladek. Gerry nie był zachwycony, gdy się o tym dowiedział. „Ależ skarbie – tłumaczyła się Louisa – przyszły do mnie na herbatkę i miały o wiele lepsze maniery niż niejeden człowiek, który tu bywał”.

Zoo na Jersey będzie dla Louisy domem w   ostatnich latach jej życia. Jak to ujęła, jej dzieci nieraz zachowywały się jak zwierzęta, więc ni...

Rozwiń
Michael Haag Durrellowie z Korfu Zobacz więcej
Więcej