Śmierć Komandora. Metafora się zmienia

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Cykl:
- Śmierć Komandora (tom 2)
- Tytuł oryginału:
- 騎士団長殺し Kishidanchō goroshi/ Killing Commendatore
- Data wydania:
- 2018-11-28
- Data 1. wyd. pol.:
- 2018-11-28
- Data 1. wydania:
- 2018-05-11
- Liczba stron:
- 480
- Czas czytania
- 8 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788328710917
- Tłumacz:
- Anna Zielińska-Elliott
W Hong Kongu została uznana za nieprzyzwoitą, ocenzurowana i zakazana dla czytelników poniżej 18 roku życia. W Japonii w środowisku skrajnej prawicy wywołała oskarżenia wobec Harukiego Murakamiego o zdradę narodową, choć jednocześnie została okrzyknięta jednym z największych dokonań tego pisarza. „Śmierć Komandora” to obszerna dwutomowa powieść, na którą fani Murakamiego czekali aż pięć lat.
Żona malarza w średnim wieku porzuca go – z dnia na dzień. Podobnie, z dnia na dzień, on sam podejmuje decyzję, by wyprowadzić się z domu. Rezygnuje ze zleceń, wsiada w samochód i przez parę miesięcy włóczy się po północno-wschodniej części wyspy Honsiu. Gdy zmęczony tułaczką wraca do Tokio i prosi przyjaciela o nocleg, ten ma mu do zaoferowania coś znacznie lepszego: opuszczony dom w górach należący do jego ojca, sławnego malarza. W nowym, inspirującym otoczeniu bohater zamierza wieść spokojne życie poświęcone twórczości – korzysta z pracowni mistrza, zaczyna prowadzić lekcje malarstwa w pobliskiej Odawarze i wdaje się w niewiele znaczące romanse. Dom ten dla bohatera powieści stanie się epicentrum przemiany i szczególnej formy odrodzenia – i w sztuce, i w życiu. Pierwszym epizodem tej przemiany będzie odnalezienie na strychu nieznanego obrazu starego mistrza: niemal wiernego odtworzenia sceny zabójstwa Komandora z „Don Giovanniego”.
Od momentu tego odkrycia realistyczna narracja zaczyna się stopniowo przeplatać z surrealistycznymi wątkami, a fabułę zaludniają niezwykłe postaci, które uosabiają symbole, idee i metafory. Murakami z lekkością kreśli niezwykłe wizerunki swoich bohaterów, subtelne podważając granicę między marzeniem i rzeczywistością. Pojawiają się znane motywy: wyschnięta studnia, która nęci swoją mistyczną pustką, ekscentryczny milioner oraz niespodziewane i niewyjaśnialne zniknięcie. Czytelnik rozpozna nieoczywiste symbole i bezpretensjonalną erotykę o leciutko perwersyjnym odcieniu.
Kup Śmierć Komandora. Metafora się zmienia w ulubionej księgarniPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Śmierć Komandora. Metafora się zmienia
Zmiana niezbyt udana
Myliłem się, moi Państwo, przy okazji recenzji pierwszego tomu „Śmierci Komandora”. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym się kajał – do winy się przyznaję, aczkolwiek bez skruchy, a ta – według słownika PWN – do kajania się jest niezbędna. Skruchy natomiast nie wykazuję, gdyż zasadniczo zgadzam się sam ze sobą się w kwestii ogólnej oceny „Pojawia się idea”; błąd natomiast znajduję w wyrażonych wtedy przypuszczeniach dotyczących „Metafora się zmienia”. Przeczuwałem, że drugi tom powieści okaże się przeżyciem intensywniejszym niż pierwszy. Nie okazał się.
W całej powieści Haruki Murakami stosuje chwyt zręczny o tyle, że zdecydowanie podkręca czytelnicze oczekiwania – bez przerwy odsuwa rozwiązania na później. Używa do tego swego charakterystycznego stylu, który opiera się na prostej inwersji: ubiera zjawiska w język prosty i oczywisty, nie po to jednak, by je rzeczywiście upraszczać, ale po to, by zasiać w odbiorcy ziarno zwątpienia co do – uwaga, słowo wytrych – drugiego dna; może za śpiewem ptaka rzeczywiście coś się kryje? Działaniu tego mechanizmu nie sposób się oprzeć, bo w końcu wszystko wydaje się tajemniczym nośnikiem głębokich znaczeń, odpowiedzialność za ich rozszyfrowanie przeniesiona zostaje natomiast z pisarza na czytelnika.
Literatura jednak nie działa w ten sposób; zagadki można mnożyć, ale pod warunkiem że – jeśli rozwiązanie nie pojawi się per se – określi się jakikolwiek grunt wspierający ich analizę i syntezę odpowiedzi. Tymczasem w „Śmierci Komandora” dużo dymu i luster, a mało literackiego mięsa. Mamy tragicznie zakończony romans z wojną w tle przedstawiony z perspektywy zbyt dalekiej, aby stały za nim jakiekolwiek emocje; mamy rzekomą obrazoburczość wyrażoną jedynie tym, że dorastająca dziewczyna co chwilę podejmuje w rozmowach z dorosłym temat swych (nie)rosnących piersi (chyba że ktoś za kontrowersyjne uważa nieco absurdalne po oczyszczeniu z fabularnego narzutu rozważania nad tym, czy da się kobietę zapłodnić na odległość przy użyciu myśli); mamy w końcu obrazy – w znaczeniu zarówno utworu plastycznego, jak i wizji, idei, metafory – kształtujące rzeczywistość.
Ten ostatni pomysł budzi największe wątpliwości. To na jego fundamencie Murakami stara się zbudować tajemniczą atmosferę, co właściwie nieźle mu wychodzi – do czasu. Bo kiedy przychodzi do rozwiązań, nie tylko czytelnik porusza się w powieściowym świecie po omacku – towarzyszy mu Japończyk, który nagle stara się nadać znaczenie tytułowemu Komandorowi. Fabularna sekwencja mająca spełnić tę funkcję zaczyna się całkiem ciekawie, ale szybko zmienia się w niezamierzoną trawestację „Boskiej komedii” i „Portretu Doriana Graya” jednocześnie. A kręgi wywołane tym niezręcznie rzuconym kamieniem rozchodzą się na całą powieść, bo przecież to jej centralny koncept. Znany mem (w znaczeniu oryginalnym, to znaczy Dawkinsa) przekonuje, że droga jest ważniejsza od celu, ale nie oszukujmy się – nieprzynoszące satysfakcji zakończenie może zepsuć nawet najlepsze wrażenia.
Cały powyższy komentarz nie oznacza, że „Śmierć Komandora” jest powieścią nieudaną w każdym detalu. Przeciwnie, sporo elementów gra naprawdę nieźle, czego po rzemieślniku o doświadczeniu i solidności Murakamiego należy oczekiwać – jego ukrywające absurd za pozorną prostotą dialogi wciąż mogą się podobać, niezwykłego egzystencjalnego niepokoju pływającego pod powierzchnią codzienności próżno szukać u konkurencji, a obraz mężczyzny tak uporządkowanego, że przypomina maszynę, to prawdziwy majstersztyk. Japończyk poległ jednak na gruncie najważniejszym, bo koncepcyjnym. Dokładnie w tym momencie, w którym literatura ma uderzać najmocniej, „Śmierć Komandora” nagle chwieje się na nogach i prosi o czas. Miłośnicy Murakamiego zapewne po powieść sięgną i nie będą rozczarowani, tym zachowującym wobec niego dystans poleciłbym jednak szukać estetycznych zachwytów gdzie indziej.
Bartosz Szczyżański
Opinia społeczności książki Śmierć Komandora. Metafora się zmienia
I nie pojadłem... Miała być uczta, miał być piętrowy tort, a wyszło jakoś tak, jakby autor zabrał mnie do baru szybkiej obsługi... I gdyby to była moja pierwsza książka Pana Harukiego, to pewnie bym zjadł, beknął, wytarł usta i nie marudził... niestety nią nie jest! Cóż, po raz kolejny przyszło mi się przekonać iż żyjemy w świecie w którym jedyną pewną rzeczą jest to, że wszystko może ulec zmianie. Kiedy zaczynałem swą przygodę z komandorem, nawet do głowy by mi nie przyszło, że na końcu tej podroży, będę zmuszony napisać o pracy Murakamiego w takich słowach: Już pierwszy tom wzbudzał we mnie pewne wątpliwości, zważywszy jednak na mą sympatię do pisarza, żywiłem cichutką nadzieję na poprawę. Niestety po zapoznaniu się z całością, odnoszę wrażenie że Haruki Murakami gdzieś się w tym wszystkim pogubił. Bywa i tak, że twórca wdrapawszy się na pewien poziom, zaczyna kopiować samego siebie i jest to jak najbardziej OK, jeżeli nie są to zbyt proste kalki... Ba, jeśli robi to z wyczuciem i smakiem, zwykliśmy mawiać że ma swój styl, tu jednak właśnie owego stylu zabrakło. Zamiast subtelności, tak przecież typowej dla poprzednich książek Japończyka, zostaliśmy uraczeni scenami erotycznymi których miąższość i soczystość, porównać mogę jedynie do miąższości i soczystości dobrze sezonowanego drewna... Tak się nie godzi pisać o seksie i o narządach do wyżej rzeczonego potrzebnych, no chyba że w niemieckich podręcznikach do anatomii z lat trzydziestych XX wieku! Cóż poza tym? Dylematy małolaty - urosno mi te cycki czy nie, panie malarz? Nie no, to już nie jest surrealizm, to jakiś absurd, poważnie, trzynastolatka mówi o swoich piersiach, czy też ich nieistnieniu, do obcego faceta, podczas ich pierwszego spotkania??? No way! No i jeszcze te krzywe wstawki o jej zgrabnych nogach... Panie Murakami, opamiętaj się Pan, masz Pan tyle lat co moja teściowa, toż to zakrawa na... ech... "Żyjemy, nosząc w sobie sekrety, których nie możemy sobie nawzajem wyjawić" Cóż, wolałbym aby takich spraw autor mi nie wyjawiał. I napisałbym że złe, i napisałbym że be... tylko ten cudownie lekki, nieomal senny sposób narracji nie pozwalający zapomnieć o miłych chwilach spędzonych na lekturze wcześniejszych prac autora, sprawił że ze smutkiem, żyletką wykroiłem sześć skromnych gwiazd, spośród dziesięciu dostępnych na moim niebie... Mawiają, że wino z wiekiem nabiera wartości i szlachetnieje, z niekłamaną przykrością stwierdzam iż w tym przypadku, sprawa jest chyba jednak trochę bardziej złożona. Chcecie to czytajcie, ja jednak do tej książki raczej nie wrócę.
Oceny książki Śmierć Komandora. Metafora się zmienia
Poznaj innych czytelników
2560 użytkowników ma tytuł Śmierć Komandora. Metafora się zmienia na półkach głównych- Przeczytane 1 824
- Chcę przeczytać 699
- Teraz czytam 37
- Posiadam 444
- 2019 89
- Ulubione 35
- 2018 33
- 2020 23
- Haruki Murakami 21
- 2020 20



















































Opinie i dyskusje o książce Śmierć Komandora. Metafora się zmienia
Lektura dwóch tomów "Śmierci komandora" wieńczy moją przygodę z Murakamim i wyposaża mnie w dobrze ugruntowane przekonanie, że na ciąg dalszy szkoda czasu.
Powiedzieć o tym tekście, że jest "dziwny" to nic nie powiedzieć, bo mam wrażenie, że to jest główny "atut" prozy tego autora. Gdybyśmy spróbowali odczytać ten tekst dosłownie, to należałoby napisać o nim tak: "Dramatyczny zapis strumienia świadomości człowieka chorego na schizofrenię paranoidalną, zapadającego się z każdym dniem w nieskończony dół (sic!) urojeń, przywidzeń i fobii". Wiemy jednak, że nie takie były intencje autora, a szkoda, bo wtedy dałoby się z tego zrobić autentycznie przejmującą historię.
Gdybym miał jakoś nazwać styl Murakamiego, to chyba najlepszym pomysłem byłoby "urocze wodolejstwo". Woda w tej prozie aż chlupie, a większość dialogów układa się według mniej więcej takiego schematu:
- Ala ma psa Asa.
- Ala ma psa Asa?
- Tak, psa Asa ma Ala.
- Czemu mi to mówisz?
- No bo ma Ala psa Asa.
i tak da capo al fine.
Pozostaje po tej wyprawie przez redundancję nieodparte wrażenie, że Murakami ma swojego czytelnika za lekko niedorozwiniętego i dlatego co 5 stron przypomina mu z zadziwiającą konsekwencją, ile to brytyjskich samochodów ma Pan Meshiki.
I w sumie, gdyby nie liczne erotyczne wtrącenia, byłaby to milusia książka z serii "Poczytaj mi, mamo".
A, i jeszcze jedno, te rozliczne rozważania o piersiach 13-latki to jednak są - mówcie co chcecie - nieco creepy.
Lektura dwóch tomów "Śmierci komandora" wieńczy moją przygodę z Murakamim i wyposaża mnie w dobrze ugruntowane przekonanie, że na ciąg dalszy szkoda czasu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiedzieć o tym tekście, że jest "dziwny" to nic nie powiedzieć, bo mam wrażenie, że to jest główny "atut" prozy tego autora. Gdybyśmy spróbowali odczytać ten tekst dosłownie, to należałoby napisać o nim tak:...
Znakomita. Polecam!
Znakomita. Polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna książka na poziomie Murakamiego. Kontynuacja bierze nas w typowe (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) sfery metafizyczne Japończyka, gdzie świat rzeczywisty łączy się z duchowym albo, że tak napiszę po strangerthinghowsku- z Drugą Stroną. PO prostu uwielbiam bohaterów Murakamiego. Główny bohater, który jest utalentowanym malarzem prowadzi życie typowego korposzczura- maluje portrety od zlecenia do zlecenia, po czym (nie spojleruję) trafia do domu ojca swojego najlepszego przyjaciela i wtedy wszystko się zmienia. Niby kolejne zlecenie wykonania portretu, ale za to niezwykłego sąsiada. Następnie, jak to u Murakamiego, cała logika robi szpagat i do Śmierci Komandora wkrada się mistycyzm, fantastyka, a i możliwe że mitologia (nie sprawdzałem, ale coś czuję, że pisarz bierze garściami postacie z mitologii japońskiej). Całą powieść, tj. dwie części czyta się szybko, przyjemnie. Dla fanów Japończyka ten tytuł to obowiązek, a innym również polecam, aby poczuć ten japoński klimat i być może, tak jak ja, ktoś się zakocha w jego książkach.
Kolejna książka na poziomie Murakamiego. Kontynuacja bierze nas w typowe (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) sfery metafizyczne Japończyka, gdzie świat rzeczywisty łączy się z duchowym albo, że tak napiszę po strangerthinghowsku- z Drugą Stroną. PO prostu uwielbiam bohaterów Murakamiego. Główny bohater, który jest utalentowanym malarzem prowadzi życie typowego korposzczura-...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobnie jak w pierwszej części "Śmierć Komandora. Pojawia się idea" Murakami w charakterystyczny dla siebie sposób nieśpiesznie prowadzi akcję. Żadne słowo, wydarzenie i myśl nie pojawia się w tej książce na darmo. Każde wydarzenie jest nasycone sensem i wieloznacznością. "Śmierć Komandora" to opowieść przesycona symbolami i zarazem jest pełna niedopowiedzeń. Ale właśnie te niedopowiedzenia, niedokończenia są kluczowe. Bo według narratora powieści nie wszystkie tajemnice mogą być wyjawione, niektóre powinny na zawsze pozostać skryte.
Nie dowiecie się ode mnie, kim jest tytułowy Komandor i jaką odegrał rolę opowiedzianej przez Murakamiego historii. Nie napiszę Wam, jaki kształt mogą przybierać idee, ani dlaczego metafory są niebezpieczne, tak jak niebezpieczne bywa to, co ukryte. Tego dowiecie się, sięgając po obie części powieści.
"Śmierć Komandora" to nie tylko hołd złożony sztuce. To nie tylko opowieść o procesie twórczym i artystycznym odkrywaniu. To przede wszystkim powieść o potrzebie bliskości i przyjaźni. O tym, że każdy potrzebuje mieć kogoś obok siebie, nawet jeżeli substytutem ludzkiej obecności staje się oglądanie ludzi z odległości, przez lornetkę. To także opowieść o bezwzględnej i honorowej lojalności.
Podobnie jak w pierwszej części "Śmierć Komandora. Pojawia się idea" Murakami w charakterystyczny dla siebie sposób nieśpiesznie prowadzi akcję. Żadne słowo, wydarzenie i myśl nie pojawia się w tej książce na darmo. Każde wydarzenie jest nasycone sensem i wieloznacznością. "Śmierć Komandora" to opowieść przesycona symbolami i zarazem jest pełna niedopowiedzeń. Ale właśnie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO wiele słabsza od poprzedniej. Bardzo się dłużyła. Jedynie powtarzające się nuty grozy, trzymały mnie żeby jej nie zostawić.
O wiele słabsza od poprzedniej. Bardzo się dłużyła. Jedynie powtarzające się nuty grozy, trzymały mnie żeby jej nie zostawić.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW końcu udało mi się skończyć tę rewelacyjną książkę Haruki Murakami. To co było w niej fajne to fakt ile z niej udało się wyczytać "między wierszami". Chociażby to, jak świat metafor przeplatał się z rzeczywistością lub jak trzeba było uśmiercić ideę dla znacznie wyższego celu. Dla mnie to dzieło było "pełne" bo poprzez opisy, formę narracji, charakterystycznych bohaterów (np. Menshiki) stopniowo wypełniło pewne luki moich oczekiwań co do literatury tak wysokiej klasy. Książka warta przeczytania nawet jeśli w pewnych momentach wydaje się nużąca i nierealna.
W końcu udało mi się skończyć tę rewelacyjną książkę Haruki Murakami. To co było w niej fajne to fakt ile z niej udało się wyczytać "między wierszami". Chociażby to, jak świat metafor przeplatał się z rzeczywistością lub jak trzeba było uśmiercić ideę dla znacznie wyższego celu. Dla mnie to dzieło było "pełne" bo poprzez opisy, formę narracji, charakterystycznych bohaterów...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSolidne 8. Możnaby powiedzieć, że ciągnie się jak flaki z olejem, brak tu wartkiej akcji i spektakularnych jej zwrotów. Przeczytałem jedna z dużym zainteresowaniem i przyjemnością. Pewne akcenty nawiązują do innych jego książek (ptak, dziura-studnia w ziemi, metafizyczna podróż nie do końca wiadomo gdzie) co dodaje dodatkowego smaczku. Rozczarowało mnie trochę zakończenie ale nie będę dyskutował z autore-jest rltak jak miało byc. Murakami niewątpliwie zajmuje jedno z miejsc na podium moich ulubionych autorów.
Solidne 8. Możnaby powiedzieć, że ciągnie się jak flaki z olejem, brak tu wartkiej akcji i spektakularnych jej zwrotów. Przeczytałem jedna z dużym zainteresowaniem i przyjemnością. Pewne akcenty nawiązują do innych jego książek (ptak, dziura-studnia w ziemi, metafizyczna podróż nie do końca wiadomo gdzie) co dodaje dodatkowego smaczku. Rozczarowało mnie trochę zakończenie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo dużo rozważań o seksie z mężatkami, 13-letnich piersiach i ciemnych dziurach... dla koneserów psychoanalizy, jak mniemam...
Tak na poważnie to jest to bardzo dobra lektura na początek powrotu do czytania po dłuższej przerwie - czyta się dość lekko, mózg się rozgrzewa. Niestety po lekturze pozostaje nieprzeparte poczucie niedosytu. Czy naprawdę nie dało się z tego świata przedstawionego wycisnąć więcej? I jak to się dzieje, że nikt nie zadał sobie w tej książce pytania o to, ideą CZEGO jest właściwie pojawiający się tam i siam "Komandor"? Czy to jest właśnie ta wielka ZAGADKA, która ma intelektualnie pobudzić nas, czytelników?
Nie są to może jeszcze grafomańskie poziomy mielizny z "Baśniowej opowieści" niejakiego Sefana Króla, ale niebezpiecznie jak dla mnie blisko...
Bardzo dużo rozważań o seksie z mężatkami, 13-letnich piersiach i ciemnych dziurach... dla koneserów psychoanalizy, jak mniemam...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTak na poważnie to jest to bardzo dobra lektura na początek powrotu do czytania po dłuższej przerwie - czyta się dość lekko, mózg się rozgrzewa. Niestety po lekturze pozostaje nieprzeparte poczucie niedosytu. Czy naprawdę nie dało się z tego...
Wiele mistycyzmu, mroczna wędrówka głównego bohatera, labirynt, który prowadzi do tajemniczego dołu. Czytając obracają się mechanizmy naszej wyobraźni, chcemy znać logiczne wytłumaczenie, a jednak nie czujemy rozczarowania, że go nie poznajemy. Wszytko jest jakby zawieszone we mgle naszych domysłów i czystej przyjemności z lektury.
Wiele mistycyzmu, mroczna wędrówka głównego bohatera, labirynt, który prowadzi do tajemniczego dołu. Czytając obracają się mechanizmy naszej wyobraźni, chcemy znać logiczne wytłumaczenie, a jednak nie czujemy rozczarowania, że go nie poznajemy. Wszytko jest jakby zawieszone we mgle naszych domysłów i czystej przyjemności z lektury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to#rodzinnewyzwanie2024 "Śmierć komandora 2. Metafora się zmienia."
Są dwie opcje, albo ja się tak zmieniłam, że nie czuję już bluesa z Murakamim, albo coś mu nie wyszło.
Pierwszy tom rozpalał nadziej, nęcił, rozwijał wizje.
Czytając drugi tom odniosłam wrażenie, że się autorowi pomysły wymknęły, że zgubił wątek i próbuje na siłę powiązać rozwinięte w pierwszej części nitki.
A może to była metafora życia? Mami nas idea przeznaczenia i ukrytych znaczeń, ale de facto istnieje ona jedynie w pustym dole naszej wyobraźni? Albo żyjąc zabijamy ją nożem do ryb? ;)
#rodzinnewyzwanie2024 "Śmierć komandora 2. Metafora się zmienia."
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSą dwie opcje, albo ja się tak zmieniłam, że nie czuję już bluesa z Murakamim, albo coś mu nie wyszło.
Pierwszy tom rozpalał nadziej, nęcił, rozwijał wizje.
Czytając drugi tom odniosłam wrażenie, że się autorowi pomysły wymknęły, że zgubił wątek i próbuje na siłę powiązać rozwinięte w pierwszej części...