Podchmielona historia Warszawy

Okładka książki Podchmielona historia Warszawy autorstwa Piotr Wierzbicki
Okładka książki Podchmielona historia Warszawy autorstwa Piotr Wierzbicki
Piotr Wierzbicki Wydawnictwo: Skarpa Warszawska historia
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2018-04-13
Data 1. wyd. pol.:
2018-04-13
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363842741
Podchmielona historia Warszawy to losy piwowarów od średniowiecznych rzemieślników po twórców XIX-wiecznej i przedwojennej potęgi browarniczej. To barwne opisy zwyczajów towarzyszących "kulturze picia piwa" i zmian w trendach od czasów, gdy piwo zastępowało ludziom wodę pitną, po współczesną modę na marki rzemieślnicze. Na czym polega warzenie piwa? Jak w jego produkcji wypadała Warszawa na tle Mazowsza? Kto rozwinął przemysł browarniczy na wielką skalę? Na te pytania także znajdziemy tu odpowiedź.
Średnia ocen
6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Podchmielona historia Warszawy w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Podchmielona historia Warszawy

Średnia ocen
6,5 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Podchmielona historia Warszawy

avatar
411
392

Na półkach: ,

Autor ciekawie opowiada o historii piwowarstwa Mazowsza. Jest to opracowanie kilku innych dziel z naciskiem na stolice. I jej okolice. Zupelnie niepotrzebnie wtracony Kopyra (ktorego obejrzalem kilka pierwszych nagran i mi wystarczylo).
Mamy kilkanascie ilustracji z czasow, ktore juz nie wroca. Nie za duzo dat, ale chronologia jest zachowana. Kilka adresow ze wskazaniem wspolczesnych nazw ulic.
Piekny kawal historii, ktora zachwialy wiatry historii. Polecam na leniwe popoludnie.

Autor ciekawie opowiada o historii piwowarstwa Mazowsza. Jest to opracowanie kilku innych dziel z naciskiem na stolice. I jej okolice. Zupelnie niepotrzebnie wtracony Kopyra (ktorego obejrzalem kilka pierwszych nagran i mi wystarczylo).
Mamy kilkanascie ilustracji z czasow, ktore juz nie wroca. Nie za duzo dat, ale chronologia jest zachowana. Kilka adresow ze wskazaniem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
86
83

Na półkach:

Czegoś zabrakło mi w tej książce... Temat ciekawy, szczególnie dla amatorów piwa 😉. Ale gdyby jeszcze do faktów dołożyć garść ciekawostek czytałoby się tę książkę (popijając sobie coś z kufla😀) znacznie fajniej... Ale na pewno warto po nią sięgnąć.

Czegoś zabrakło mi w tej książce... Temat ciekawy, szczególnie dla amatorów piwa 😉. Ale gdyby jeszcze do faktów dołożyć garść ciekawostek czytałoby się tę książkę (popijając sobie coś z kufla😀) znacznie fajniej... Ale na pewno warto po nią sięgnąć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
86
53

Na półkach: ,

Pozycja jest zapewne niemałą gratką dla prawdziwych fanów piwa, którzy oprócz doceniania jego walorów smakowych, interesują się także jego historią i procesem produkcji. Prawda, mamy zawężony geograficznie obszar opowieści (Mazowsze ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy),ale historia jest na tyle ciekawa, że sposoba się nie tylko czytelnikom z Mazowsza. :)
Dużo fajnych historii, dużo zdjęć,dużo ciekawostek "piwnych"...
Oczywiście polecam. :)

Pozycja jest zapewne niemałą gratką dla prawdziwych fanów piwa, którzy oprócz doceniania jego walorów smakowych, interesują się także jego historią i procesem produkcji. Prawda, mamy zawężony geograficznie obszar opowieści (Mazowsze ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy),ale historia jest na tyle ciekawa, że sposoba się nie tylko czytelnikom z Mazowsza. :)
Dużo fajnych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

53 użytkowników ma tytuł Podchmielona historia Warszawy na półkach głównych
  • 28
  • 23
  • 2
21 użytkowników ma tytuł Podchmielona historia Warszawy na półkach dodatkowych
  • 9
  • 4
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Podchmielona historia Warszawy

Inne książki autora

Piotr Wierzbicki
Piotr Wierzbicki
Prezenter radiowy, didżej, przewodnik warszawski. W latach 80. i 90. był ważną postacią warszawskiej sceny alternatywnej, wydawał punkowy fanzin „QQRyQ” i prowadził audycje w rozgłośniach radiowych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Podchmielona historia Warszawy przeczytali również

Inna Polska? Witold M. Orłowski
Inna Polska?
Witold M. Orłowski
„Co by było gdyby”? Niemal każdy z nas zadaje sobie czasem to pytanie. Co by było, gdybym podjął inną decyzję, gdyby dana sytuacja nie miała miejsca? Na tak postawione pytania trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Wszak nie wiadomo, czy byłoby lepiej (niż jest teraz),czy gorzej. Czasem takie dywagacje przenosimy na grunt polityki i historii. Zapyta ktoś, czy jest w ogóle sens toczyć takie rozważania. Wszak... to już historia. W moim przekonaniu z takich rozważań nie sposób całkowicie zrezygnować. Czy patrząc na historię Polski nigdy nie zastanawialiśmy się, co by było gdyby np. Bolesław Krzywousty nie podzielił kraju na dzielnice, a Zygmunt August nie umarł bezpotomnie? Historia alternatywna jest także obecna w publikacjach przynajmniej jednego autora, zastanawiającego się nad możliwym sojuszem II Rzeczpospolitej z III Rzeszą. Powyższy wstęp bardzo dobrze wprowadza nas w tematykę książki pod tytułem „Inna Polska? 1918 – 2018. Alternatywne scenariusze naszej historii”. Jej autorem tym razem nie jest historyk. Publikacja ta wyszła spod pióra Witolda M. Orłowskiego. Jest on profesorem ekonomii, pisarzem, doradcą wielu prezydentów i premierów naszego kraju. Na bieżąco śledzi zachodzące procesy polityczne i gospodarcze. Inspiracją do napisania książki była dla niego setna rocznica odzyskania niepodległości przez nasz kraj. Autor zastanawia się, jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby historia potoczyła się inaczej. Wprawdzie sam przyznaje, że „nigdy się nie dowiemy, jaka byłaby dziś Polska, gdyby los zdecydował inaczej. Ale możemy, stosując popularną w naukach ekonomicznych metodę modelową, spróbować stworzyć alternatywne scenariusze rozwoju, mocno osadzone w danych, oparte na ocenie polskich atutów i słabości, a także na analizie porównawczej dziejów Polski i innych narodów naszej części Europy”. Autor ma świadomość tego, że na taki „eksperyment myślowy zwykle nie chcą zgodzić się historycy”. Broni się jednak tym, że jest on powszechnie stosowany w naukach ekonomicznych. Szerzej o zastosowanej metodzie autor pisze w aneksie. Lektura książki dowodzi, że Witold Orłowski solidnie podszedł do sprawy. Każdy rozdział składa się z bilansu otwarcia, w którym autor podaje rzeczywiste informacje na temat sytuacji Polski w danym okresie. Jest to bardzo dobre posunięcie. Pozwala bowiem czytelnikowi wprowadzić się w omawiany fragment historii. Dużym atutem publikacji jest także fakt, że historia alternatywna pisana jest na innym tle. Dzięki temu w żaden sposób fakty historyczne nie mieszają się z wyobraźnią autora. Czy wyobrażaliście sobie Polskę jako Republikę Rad? Kraj, w którym Feliks Dzierżyński jest ministrem spraw wewnętrznych? Zastanawialiście się, jak potoczyłyby się losy naszego państwa gdyby Józef Beck zawarł sojusz z Hitlerem? Może efektem byłaby podzielona Polska, niczym NRD i RFN? Prof. Orłowski snuje także rozważania o czasach nie tak odległych. Zastanawia się m.in. nad tym, co by było gdyby polska transformacja załamała się na początku lat 90.? Czy bylibyśmy dziś członkiem NATO i UE, czy może odwrotnie: Polska byłaby „chorym człowiekiem Europy”? Reasumując „Inna Polska?” to bardzo ciekawa lektura. Przede wszystkim daje możliwość, aby spróbować inaczej wyobrazić sobie historię naszej Ojczyzny. Nie ze wszystkimi hipotezami autora się zgadzam. Dość powiedzieć, że prof. Orłowski ma naprawdę dużą wyobraźnię. Niemniej jednak lektura tej publikacji jest naprawdę interesująca. Przede wszystkim uczy ostrożności w formułowaniu sądów. Często bowiem zakładamy z góry, że inaczej to automatycznie znaczyłoby: lepiej? Czy aby na pewno? Po książkę powinni sięgnąć wszyscy Ci, którzy chcą odbyć dość niezwykłą podróż po ostatnich stu latach historii Polski.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na61 rok temu
Polskie piwo. Biografia (historia lekko podchmielona) Marcin Jakub Szymański
Polskie piwo. Biografia (historia lekko podchmielona)
Marcin Jakub Szymański
Natknąłem się na tę pozycję przypadkowo, w sklepie z tanią książką, a ponieważ zawsze ciekawiła mnie historia polskiego piwa, zwłaszcza na tle bogatych tradycji piwnych naszych sąsiadów - Niemców i Czechów, więc "Polskie Piwo" wylądowało w moim koszyku. Szybko przekonałem się, że historia odkrywana przez Marcina Jakuba Szymańskiego jest naprawdę fascynująca i pochłonęła mnie bez reszty. Ale uwaga! To nie jest dowcipna powiastka skrząca się od anegdot, niewyszukanych żarcików czy rubasznych historyjek dobrych do opowiadania przy piwku. To pełnokrwista podróż w przeszłość, rzetelna historia pewnej gałęzi przemysłu targanej polskimi wichrami losu. Początkowo nie mogłem uwierzyć jak bardzo w zwykłej opowieści o browarnictwie na ziemiach polskich odbijają się (nomen omen) zjawiska, które wywierały wpływ na naszą historię, nasze społeczeństwo. Po wstępie dotyczącym wiekowych tradycji domowego przyrządzania piwa obserwujemy jak produkcja piwa specjalizuje się, trafia pod opiekę cechów do miast, w których wytrawni piwowarzy przyrządzają świetny trunek. Śledzimy jak stopniowego zamachu na cechy dokonuje szlachta, za pomocą przywilejów i nadań wprowadzając produkcję piwa na szlacheckie dwory (czyż nie brzmi to znajomo?). Powstaje tam piwo gorsze niż miejskie, ale z pomocą odpowiednich dekretów cieszące się czymś w rodzaju monopolu. Potem wpadamy już w niesamowity wir polskich dziejów - rozbiory, podział kraju, co odciska wielkie piętno na browarnictwie w danym regionie; zaznajemy niemieckiej germanizacji ale i uprzemysłowienia oraz rosyjskiego bałaganu i zacofania. Poznajemy całą galerię niesamowitych postaci - browarników, zarządców, przemysłowców, hochsztaplerów. Przebijamy się przez jedną wojnę, wielki kryzys, przypominamy sobie jak trudnym okresem było dwudziestolecie międzywojenne, wpadamy w drugą wojnę i lądujemy w siermiężnych realiach PRL, tuż obok budki z piwem. Powoli doczekujemy się Wolnej Polski i rewolucji piwnej XXI w. Naprawdę niesamowita jest to podróż i mimo, iż momentami nieco przytłoczona danymi czy statystykami produkcji, to dała mi naprawdę wiele satysfakcji. Polskie piwo jest bezwzględnie związane z naszymi dziejami, a jego wytwórcy zmagali się z wszystkimi burzami nawiedzającymi ten piękny, skrzący się zbożem kraj. Dziś rozumiem, że nie możemy mieć marek piwa sięgających tradycją do średniowiecza, a wszystkie daty na etykietach to zwykły marketing. Zbyt wiele po drodze było zniszczeń, zawłaszczeń, prób wykorzenienia, upaństwowień, kryzysów i wojen. Ale ta świadomość sprawia, że sięgam po polskie piwo z dumą, ciesząc się że po tylu latach upokorzeń browarnictwo w Polsce po raz kolejny i z uporem maniaka podnosi się i rozkwita. A piwo smakuje wybornie.
Dominik T - awatar Dominik T
ocenił na76 lat temu
Historia warszawskich kin Jerzy S. Majewski
Historia warszawskich kin
Jerzy S. Majewski
Obecnie kina w Polsce zostały ponownie zamknięte z powodu Coronavirusa. Jeszcze nie wiadomo kiedy zostaną znowu otwarte. Jednakże nawet w czasie tych paru miesięcy ponownego otwarcia nie były zbyt tłumnie odwiedzane. Może to sugerować, że następuje zmierzch kinowej dystrybucji na rzecz serwisów streamingowych. W związku z tym książka opowiadająca o warszawskich kinach może okazać się dłużej aktualna niż się spodziewano. Książka jest podzielona na dwie główne części. W pierwszej opisany jest rozwój trendów związanych z kinem od początku XX w. do współczesności. Z kolei druga część składa się opisów poszczególnych kin, które również są umieszczone w różnych rozdziałach zależnie od epoki założenia (np. II RP czy PRL). Uważam, że taki podział to całkiem dobry pomysł, bo najpierw przedstawiony zostaje kontekst, dzięki czemu można łatwiej zrozumieć dlaczego dane kina funkcjonowały w taki a nie inny sposób. Szczególnie fascynujące są historie pierwszych warszawskich kin. Kinematografia wyglądała wtedy zupełnie inaczej. Kina przypominały bardziej teatry, a czasem nawet same kręciły filmy, które później wyświetlały. Prześcigały się w pomysłowości, żeby przyciągnąć widzów. Naprawdę byłem w szoku jak czytałem o niektórych pomysłach. W późniejszych latach kina zaczęły już przypominać te bardziej współczesne. Jednakże nawet tutaj można można zauważyć pewne cechy charakterystyczne elementy. Kiedyś było zaskakująco dużo kin... katolickich. Niektóre kina były naprawdę siermiężne i zdarzało się, że między rzędami biegały szczury. Dla mnie chyba najbardziej swojskie wydały się lata 90. i początek XX w., kiedy dorastałem. Opisany jest tu zmierzch wielu małych kina na rzecz multipleksów. Nie oznacza to jednak zupełnego zamknięcia mniejszych kin, ale bardziej skupienia się ich na specyficznym repertuarze. Niestety nie udało się uniknąć pewnej stronniczości książki ze względu na to, że została wydana przez wydawnictwo Agora, które jest powiązane z siecią kin Helios. W związku z tym kino Helios w Blue City jest opisane bardzo szczegółowo bez wskazywania na jakiekolwiek wady. Czytało się to trochę jak ulotkę reklamową i mi osobiście lekko popsuło pozytywne wrażenie po lekturze. Książka urozmaicona jest zdjęciami i plakatami. Dzięki temu można zobaczyć nieistniejące już budynki, a także starą Warszawa. Dużym plusem w moich oazach jest to, że część zdjęć, a także plakaty są w kolorze. Pomijając fragment tej książki o kinie Helios jest to naprawdę świetne kompendium wiedzy o warszawskich, które też nie nudzi. Być może jest to tak naprawdę opowieść o minionej epoce, kiedy jeszcze ludzie nie bali się chodzić do kina ze względu na wirusa.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na85 lat temu
1919. Pierwszy rok wolności Andrzej Chwalba
1919. Pierwszy rok wolności
Andrzej Chwalba
Bardzo solidna pozycja. Należy docenić książkę z kilku względów. Przede wszystkim autor porusza tematy w zasadzie nieobecne w świadomości społecznej oraz na lekcjach historii. O odzyskaniu niepodległości słyszał każdy, ale o tym w jakim stanie było młode państwo wie niewielu. prezentuje wiele ciekawych informacji, np. o skali pomocy amerykańskiej w Polsce, o niepokojach społecznych wywoływanych przez komunistów, o ubóstwie społeczeństwa. Kolejnym plusem jest styl pisania prof. Chwalby. Nie jest to typowa książka naukowa, która podaje suche fakty, ale jest to opowieść o historii, którą dobrze się czyta. Do nielicznych minusów zaliczyłbym pewien chaos obecny w książce w niektórych rozdziałach, brakuje w nich bowiem podrozdziałów, przez co ciężko się po tej opowieści porusza, a autor czasem odbiega od tematu wąsko zakreślonego w nazwie rozdziału (np. w rozdziale o stratach wojennych znaczną część zajmuje opis problemów państwa ze źródłami energii). Dodatkowo czasem niektóre informacje/opisy są powtórzone kilka razy w różnych miejscach książki, a nadto autor niekiedy szczegółowo analizuje pewne kwestie, przez co ciężko przez pewne fragmenty przebrnąć. Zasadniczo jednak książkę należy polecić i mieć nadzieję, że jak najwięcej osób się z nią zapozna. Dzięki niej można bowiem docenić osiągnięcia II RP, mimo tak trudnych początków.
Bartłomiej Wojtas - awatar Bartłomiej Wojtas
ocenił na71 rok temu
Płonące pustkowie. Warszawa od upadku Powstania do stycznia 1945. Relacje świadków Marcin Ludwicki
Płonące pustkowie. Warszawa od upadku Powstania do stycznia 1945. Relacje świadków
Marcin Ludwicki
Fakty, fakty, fakty, cytaty i źródła. Bardzo niewiele własnej narracji, co czyni tę książkę konfesją z tamtych lat. Dobrze przemyślana struktura, linearna i zaskakująca pod koniec z akcją ratowania zasobów bibliotek. Bardzo mało Warszawy w Pruszkowie, czyli konfesji z Dulagu 121, ale to przecież opowieść o paleniu miasta, nie o pogorzelcach. Jeśli ktoś czuje niedosyt świadectw Robinsonów, to warto sięgnąć do bibliografii, zwłaszcza "Nie umieraj do jutra". Bezcenne źródło opowieści. Historia Lubaszki, ojca słynnych w dzisiejszej Warszawie piekarni i wypieku pierwszego chleba w gruzach wzrusza, o czym rzadko wie przeciętny mieszkaniec miasta. Firma i marka "Lubaszka" to nie jest nazwa wzięta z kalkulacji tylko nazwisko Robinsona Warszawskiego. Zatem nazwa firmy to żywe świadectwo. Idąc dalej, ktoś tu zarzucił autorowi liczne błędy, szkoda, że ich nie przytoczył. Ja się takowych nie dopatrzyłem, ale chciałbym wiedzieć, może moja wiedza szwankuje. Zdecydowanie nie mogę zarzucić autorowi pójścia na łatwiznę lub clickbajt. To bardzo siermiężna praca, zwłaszcza takie grzebanie w AHM i cytaty adekwatne do narracji, i to należy docenić. Aż chciałabym doczekać kolejnych części opowieści w tym stylu. O cywilach podczas powstania, od euforii po oskarżenia. O rzeź Woli, o zieleniak Ochoty. O wspomnienia kościuszkowców, gdy weszli do ruin w styczniu. Z tamtej strony mamy świadectwo Wasilija Grossmana, dziennikarza armii czerwonej, gdy przechodzi po przęsłach zwalonego Poniatowszczaka i widzi BGK, etc. Ten styl wpuszczenia opowieści mieszkańców, oddania im głosu, bez własnej narracji jest po prostu bezcenny i dziwię się, że książka przeszła bez echa. Dla mnie to złota dycha!!!
Grozypoetyckie - awatar Grozypoetyckie
ocenił na108 miesięcy temu
Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami Lucio Russo
Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami
Lucio Russo
(2013) [L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo (Zapomniana Ameryka. Relacje między cywilizacjami i błąd Ptolemeusza)] „[…] czy cywilizacje ewoluowały oddzielnie, zgodnie z uniwersalnymi prawami, które spowodowały te same etapy rozwoju w stronę coraz bardziej złożonych struktur społecznych, czy może historia ludzkości jest jednym połączonym zdarzeniem, w którym zawarte są ewolucja i inwolucja? Czy zdarzenia takie jak narodziny rolnictwa i hodowli, odkrycie metalurgii, ceramiki, tkactwa i koła, wynalezienie pisma, zakładanie miast i państw powtarzały się wielokrotnie i niezależnie, gdyż są naturalnymi procesami, czyli zostały uwarunkowane naszym bagażem genetycznym i ogólną charakterystyką środowiska, a może są zdarzeniami niepowtarzalnymi, określającymi tę konkretną ścieżkę – pośród nieskończenie wielu możliwych i wielu rzeczywiście przebytych – która doprowadziła do obecnie dominującej cywilizacji? Pierwsza część książki krótko nakreśla historię debaty teoretycznej na powyższe tematy oraz pokazuje, w jaki sposób niedawne postępy w archeologii – demonstrując coraz wyraźniej gęstą sieć stosunków łączących od czasów starożytnych wiele ludów Starego Świata, nie pozwalają już rozpatrywać indywidualnie ich rozwojów kulturowych Podzielane obecnie przez prawie wszystkich uczonych przekonanie o całkowitym braku prekolumbijskich kontaktów między Ameryką na innymi kontynentami, w połączeniu z całą serią elementów kulturowych wspólnych dla cywilizacji amerykańskich i euroazjatyckich, stało się podstawa idei, że wszystkie cywilizacje przeszły niezależnie ten sam model rozwoju. […] W drugiej części książki problem został rozpatrzony przy zastosowaniu nowego narzędzia, zaczerpniętego z historii geografii matematycznej. W II wieku n.e. Klaudiusz Ptolemeusz przypisał Ziemi wymiary zdecydowanie mniejsze niż określone cztery wieki wcześniej […] przez Eratostenesa. Odtwarzając źródło pochodzenia tego osobliwego i drastycznego skurczenia się świata, otrzymano zaskakujące rezultaty. Po pierwsze, błąd dotyczący rozmiarów Ziemi okazał się następstwem zmniejszenia się horyzontów geograficznych, będącego wynikiem ogólnej, zazwyczaj ignorowanej, zapaści kulturowej, która miała miejsce w II wieku p.n.e. […] Po drugie, używając konkretnych argumentów liczbowych, stwierdzono, że u podstaw błędu Ptolemeusza leży omyłkowa interpretacja danych geograficznych sięgających Hipparcha i dotycząca miejsc w Ameryce, o których istnieniu w czasach cesarstwa rzymskiego zapomniano, a które zostały zinterpretowano jako leżące w Starym Świecie. W ten sposób otrzymano potwierdzenie starożytnych kontaktów między kontynentami, co rzuca nowe światło na możliwy stopień współzależności różnych cywilizacji” (str. 11-13). „We wszystkich dyscyplinach, gdy jakiś pogląd z wiarygodnymi elementami zostaje zdecydowanie odrzucony przez środowisko naukowców, które akceptuje prawomyślny model, mimo że nie jest w stanie wyjaśnić niektórych faktów, to pogląd ten staje się domeną amatorów i akademickich »apostatów« różnego pokroju. Powstaje w te sposób niezwykle zwarta alternatywna społeczność, w której osoby o wybujałej wyobraźni poszukując rozgłosu, stoją u boku ludzi pełnych pasji i intuicji, ale bardzo rzadko posiadających zaplecze techniczne niezbędne do przeprowadzenia badań, które cieszyłyby się uznaniem zawodowych badaczy. Pogląd wyparty ze środowisk akademickich zostaje w ten sposób dodatkowo zdyskredytowany, zaczynając błędne koło – przedstawia się go w tym bardziej fałszywym świetle, im bardziej jest popierany przez amatorów. W naszym przypadku istnieje wiele książek na temat starożytnych podróży do Ameryki, napisanych przez niespecjalistów. Zazwyczaj brakuje im krytycznej selekcji rzekomych dowodów i dość często przytaczają całkowicie absurdalną argumentację, ale można w nich znaleźć również interesujące informacje, które po odrzuceniu przez literaturę akademicką nie mają możliwości zaistnieć gdzie indziej” (str. 66)*. O treści książki, najpełniej mówi tytuł oryginału: L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo, tj. Zapomniana Ameryka. Relacje między cywilizacjami i błąd Ptolemeusza**. Profesor Lucio Russo (1944-2025) stawia szereg pytań o stan naszej wiedzy nt. dawnego rozprzestrzeniania innowacji technologicznych i rozwiązań cywilizacyjnych, kontaktów transkontynentalnych i transoceanicznych. Podaje w wątpliwość rolę czynnika biologicznego jako głównej determinanty podobieństw techniczno-kulturowych, odwołując się do nieco zakurzonej idei dyfuzjonizmu kulturowego***. Po tych rozważaniach przechodzi do analizy kartograficznego opracowania Klaudiusza Ptolemeusza (ok. 100-168). Analizuje jego obliczenia i toki rozumowania, tłumacząc w jaki sposób błędnie zinterpretował ustalenia Eratostenesa z Cyreny (276-194 p.n.e.),i tym samym upowszechnił mylny ogląd na faktyczny rozmiar świata (pomniejszając go). Analizując okruchy informacji i drobne poszlaki, dochodzi do wniosku, że w starożytności, za pośrednictwem Fenicjan, zachodziły kontakty transatlantyckie między Europą a Ameryką****. Jego powściągliwe, analityczne podejście wypada bardzo przekonująco, choć pewne założenia budzą wątpliwości. Tłumaczenie Anny Wójcickiej (2019) zdaje się dobrze oddawać charakter oryginału. Całość czyta się na ogół przyjemnie, sprawnie i szybko, choć obrana stylistyka nie zawsze służy płynnemu przyswajaniu treści. Język Russo jest pełen ogłady, po akademicku stonowany – niekiedy rozwlekły; wielokrotnie złożone zdania, zwłaszcza na początku, wymuszają skupienie a jednocześnie nużą. Na str. 167-206 lektura staje się wyzwaniem dla przeciętnego odbiorcy, nie mającego doświadczenia w ustaleniach pozycji geograficznych i złożonych wyliczeniach. Jest to najtrudniejsza część, jednocześnie kluczowa dla wymowy całości. Praca warta przytaczania, bardzo interesująca pod kątem informacji o ustaleniach starożytnych, a także metodyki obranej przez Russo i jej zaskakujących wyników. Pozbawiona niezdrowych sensacji, skłania do zastanawiania nad zagadnieniem starożytnej komunikacji transatlantyckiej i jej konsekwencji (6/10). __________________________ * Autor ma pełną świadomość, jak ta książka go pozycjonuje, i do jakiej szufladki spycha. Antycypuje dalszy rozwój wydarzeń, i w pełni świadomie się asekuruje. Wie, że publikacja stawia go w szeregu myślicieli wyklętych. ** „Obecnie udostępniamy polskimi czytelnikom najnowszą głośną książkę Russo, której nadaliśmy tytuł Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami, naszym zdaniem bardziej adekwatny iż włoski tytuł oryginalny L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo, nawiązujący jednocześnie do bestsellerowej Zapomnianej rewolucji” (Od wydawcy, str. 9). L'America dimenticata symbolizuje ogół utraconej wiedzy, a podtytuł wskazuje zakres tematyczny. Zmiana dokonana w celach marketingowych – nie w trosce o lepszą prezentację treści. *** „Według dyfuzjonizmu kultura lub określone praktyki kulturowe, przedmioty, bądź instytucje mają swoje źródło w jednym lub nielicznych centrach źródłowych, z których następnie rozpowszechniły się po całym świecie” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dyfuzjonizm). **** „W źródłach Ptolemeusza przez nazwę Wyspy Szczęśliwe rozumiano Małe Antyle, natomiast później (w szczególności, począwszy od samego Ptolemeusza) wyspy te zaczęto błędnie identyfikować z Wyspami Kanaryjskimi” (str, 259). „Ptolemeusz wierzy, że Wyspy Szczęśliwe to Wyspy Kanaryjskie, ale podaje współrzędne archipelagu, którego rozmiary, zarówno w szerokości, jak i długości geograficznej odpowiadają Małym Antylom i którego długość geograficzna różni się od Małych Antyli dokładnie tyle, ile potrzeba, aby stworzyć błąd systematyczny dotyczący długości geograficznych i rozmiarów Ziemi” (str. 262-263). • Ludność basenu Morza Śródziemnego, prekolumbijskiej Ameryki i starożytnych Chin funkcjonowała wedle tych samych lub zbliżonych modeli cywilizacyjnych nie dlatego, że miała pokrewną biologię, zdolności intelektualne i działała w tej samej rzeczywistości opartej na identycznej chemii i fizyce, ale miała możliwości małpowania od siebie (tak jak Egipcjanie, mieszkańcy Mezopotamii i brzegów Indusu, rozlokowani w bezpośrednim sąsiedztwie). Tak domniemywa Russo, jego praca to wielka kontestacja determinizmu biologicznego na rzecz pogrzebanego dyfuzjonizmu kulturowego. Subtelnie, ale jednak. (To prawie jak powrót do ezoterycznych przekazów o wielkiej cywilizacji Atlantydy, Mu i Lemurii, która po dramatycznym upadku zakłada na kontynentach prężne kolonie, albo robi to jeszcze za czasów swojej świetności). Wydaje się logiczne, że pewne innowacje miały swoje źródło w jednorazowym przebłysku geniuszu, a do innych dochodzono niezależnie. Zdrowy rozsądek podpowiada oba warianty, ale profesor o tym nie pisze. Stwierdza natomiast, że procesy cywilizacyjne są bardzo złożone; każdorazowo, w grę wchodzi wiele czynników, a linowy, uniwersalny model rozwoju nie jest odgórną zasadą – ta myśl jest z kolei bardzo trafna. Wedle autora, kiedy Rzymianie rozgromili Kartaginę, zawojowali państwa greckie i zwasalizowali Egipt – z czasem zmieniając Morze Śródziemne w wewnętrzny akwen imperium – doszło do regresu cywilizacyjnego: Kartagina wraz z jej dorobkiem geograficznym przestała istnieć, greccy intelektualiści trafili w niewolę, degradowani do roli domowych pedagogów, a klimat polityczny Aleksandrii również nie sprzyjał rozwojowi nauk. W wyniku chaosu i utraty cennych zbiorów bibliotecznych (ich rozproszenia, a w dalszej kolejności porzucenia),z czasem zapomniano o wypracowanych metodologiach badawczych, ustaleniach natury filozoficznej i geograficzno-fizycznej, astronomicznej oraz innych dziedzin. Przestano rozumieć stare pisma, kopiować ważne prace i rozwijać dorobek poprzedników. Doszło do zawężenia wiedzy o świecie, ograniczającej się głównie do granic Imperium i przyległości. • Mam od kilku lat na półce taką pozycję: Raimund Schulz, Łowcy przygód w dalekich krainach. Wielkie pionierskie podróże i wiedza antyku o świecie [Abenteurer der Ferne. Die großen Entdeckungsfahrten und das Weltwissen der Antike, 2016]. Nie udało mi się jeszcze za nią zabrać, ale jest w niej sporo z tego, co Russo ujmuje skrótowo, więc może być ciekawa. • UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. 2019 na pdst. poprawionego wyd. włoskiego z komentarzem, tłum. Anna Wójcicka): Str. 39 – „[…] pierwszego prawdziwego alfabetu – greckiego […]”, „prawdziwego” tj. zawierającego również znaki graficzne reprezentujące samogłoski („Idea przekształcenia alfabetu spółgłoskowego w prawdziwy alfabet, z użyciem symboli spółgłosek niewstępującymi we własnym języku, by wskazać samogłoski, zrodziła się później w Grecji i nie została odnaleziona niezależnie w żadnym innym miejscu”, str. 43). Dla porządku, warto zaznaczyć że Grecy nie wymyślili go sami z siebie, i że jego pierwowzorem był alfabet fenicki, o czym pisze Herodot: „Owi zaś Fenicjanie […] przynieśli Hellenom różne umiejętności, a zwłaszcza nieznane im przedtem, jak mi się zdaje pismo. […] Ci [Jonowie] nauczyli się od Fenicjan liter, nieco je przekształcili i zaczęli używać […]” (Herodot, Dzieje, Warszawa 2008, str. 309-310). W Pierwszym słowie Kukenburga przeczytamy, że początkowo system grecki funkcjonował w szeregu różnych, nieujednoliconych wariantów (Martin Kukenburg, Pierwsze słowo, Warszawa 2021, str. 232). Str. 54 – „Dziś wiemy, że dwukołowe wozy zostały wynalezione na stepach” – takie i podobne stwierdzenia są bardzo ryzykowne. Można stwierdzić, że najstarsze pozostałości rydwanu odnaleziono na stepach Eurazji, ale kolejne – przyszłe – znalezisko może wskazać na inny rejon… Polegamy na tym co się zachowało, i z tego budujemy obraz przeszłości, a przecież wszystko co materialne ulega rozkładowi: korozja, ogień, wilgoć, bakterie. Np. zachowały się groty włóczni, ale nie siatki i plecione kosze w których przenoszono owoce, korzenie, grzyby... (Ktoś może postawić hipotezę, że przed ludźmi istniała na Ziemi cywilizacja zupełnie innego gatunku, który uległ zagładzie. Wprawdzie nie ma na to żadnych dowodów, ale czy teoretycznie mogłaby zaistnieć, ulec zagładzie i nie pozostawić po sobie nic? Gdyby tak było, jest bardzo prawdopodobne, że to co by po niej pozostało, uległoby rozkładowi, lub zostało zagrzebane pod kolejnymi warstwami geologicznymi. Na przestrzeni milionów lat wszystko uległoby rozkładowi, a jeśli coś by dotrwało, mogłoby zostać przeoczone lub zniszczone. Teoretycznie). Oczywistym jest, że kontakty między pierwszymi cywilizacjami były, nierzadko realizowane jako wojny i inne konflikty, których nikt nie utrwalił dla wiedzy potomnych. Nie kształtowały się w oderwaniu od innych. Kontakty były realizowane przez sąsiednie ośrodki, informacja krążyła. Pewne idee były wymieniane, ale do wielu rzeczy dochodzono też samodzielnie. Str. 73 – „[…] w 1477 roku dwudziestosześcioletni Krzysztof Kolumb dotarł do »Tile« (czyli to Thule) […]. Najprawdopodobniej dopłynął do Grenlandii”. Najprawdopodobniej nieco bliżej względem Europy, może do Islandii: „W roku 1476, w miesiącu lutym, pojechałem wodą sto legoa za wyspę Tile, której strona południowa oddalona jest od strefy równikowej siedemdziesiąt i trzy stopnie, a nie sześćdziesiąt i trzy jak chcieliby niektórzy. Wyspa zaś ta nie leży w obrębie Ptolemeuszowego Zachodu, lecz położona jest o wiele bardziej na zachód. Do tej wyspy, która jest jak Anglia duża, Anglicy jeżdżą ze swymi towarami, szczególnie żeglarze z Bristolu. W czasie, kiedym ja tam przebywał, morze nie było zamarznięte, za to poziom wody tak się wahał, iż w niektórych miejscach w porze odpływów i przypływów opadał lub wznosił się o dwadzieścia i sześc łokci” (Fischer-Fabian S., Krzysztof Kolumb. Bohater czy łotr, Warszawa 2006, str. 24). „Trafić mógł na Szetlandy, do Norwegii, na Islandię, Wyspy Owcze albo Grenlandię. […] Kolumb za Thule bez wątpienia uważał Islandię, ale pisząc o szerokości geograficznej i różnicy poziomu wody, popełnił takie błędy, że jego najbardziej zagorzali przeciwnicy sądzą, iż z pewnością zawędrował tam tylko palcem na mapie” (tamże, str. 25). „Prior to 1492, Columbus sailed extensively in the Atlantic, where he learned open-ocean navigation. He sailed to England »with the Portuguese«. On that or another trip he went to Galway Bay in Ireland. There, he reported, two bodies with »strange features« had washed ashore in two small boats. In a secondary source Columbus says that in February 1477 he traveled a hundred leagues beyond Tile (Thule),where he noted the immense tides. Perhaps he had reached Iceland” (https://www.christopher-columbus.eu/portugal-1476-1485.htm). „Thule (gr. Θούλη Thúlē; łac. Thūlē, Thylē) – starożytna nazwa wyspy w północnej części Oceanu Atlantyckiego, wzmiankowana po raz pierwszy w IV wieku p.n.e. przez greckiego żeglarza Pyteasza z Massalii w jego dziele Perí Okeanu. Według jego relacji Thule miała znajdować się o 6 dni żeglugi na północ od wyspy Wielka Brytania. Thule identyfikowana jest zwykle z Islandią, Szetlandami lub wybrzeżem Norwegii (uważanej jeszcze w średniowieczu za wyspę)” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Thule_(legendarna_wyspa)). Str. 81-84 – Wschodem wspomnianym Popol Vuh nie musi być wcale Stary Świat, najbliższe zamorskie lądy to Wyspy Karaibskie (na wysokości Jukatanu, w bezpośrednim sąsiedztwie, leży Kuba). A może warto po prostu założyć, że zamorskie ziemie były wyobrażone, domniemane? No bo skoro my mieszkamy na wybrzeżu, przed nami jest wielka woda, to czy nie można rozsądnie zakładać, że za nią może ciągnąć się inne? Str. 84-86 – tekst wspominający kury jest z 1526, Kolumb dopłynął na Karaiby w 1492. To prawie cztery dekady na pozyskanie i wyhodowanie rodzimych kur. Chyba, że faktycznie pozyskali je od Polinezyjczyków, można zażartować, że za bataty. Dalej zaprezentowane są rzymskie rzeźby, fresk i mozaika, przedstawiająca ananasy, wedle oficjalnej historii znane Europejczykom dopiero od 1493. Owoc faktycznie wygląda jak ananas, jednak można domniemywać, że to zupełnie inna roślina, albo dwie w uproszczonej formie, które przedstawione osobno nie budowałyby takich skojarzeń (a autor nie miał intencji przedstawiać nieznanego sobie owocu). Ciężko powiedzieć, ale to właśnie takie przykłady przemawiają za tym, że być może jakieś transatlantyckie kontakty były (https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/01/19/czy-rzymianie-doplyneli-do-ameryki-polski-badacz-ma-na-to-najdziwniejszy-dowod-o-jakim-slyszeliscie/). Thor Heyerdahl udowodnił, że nawet na statku z trzciny, typowym dla Egiptu, można taki dystans pokonać. Str. 129 – „[…] już w VII wieku p.n.e. feniccy żeglarze na zlecenie faraona Necho II opłynęli Afrykę”. Teoretycznie jest to wykonalne z użyciem ówczesnej techniki, zwłaszcza na przestrzeni trzech lat. Szersze omówienie znajduje się w: Największe zagadki przeszłości, Peter Jamesa i Nicka Thorpe, rozdział Fenicjanie opływają Afrykę. Str. 149 – Russo pisze, że Zenon z Kition „nie miał greckiego pochodzenia” – informacje jakie dotrwały do naszych czasów, nie skłaniają do tak kategorycznego stwierdzenia: „Zeno was born c. 334 BC, in the colony of Citium in Cyprus. His ancestry is disputed between Phoenician and Greek, because Citium contained both Phoenician and Greek inhabitants. While a number of contemporary and modern historians regard Zeno as a Phoenician, other modern scholars have contested this arguing for a Greek or Greco-Phoenician background. The only things that historians know with certainty, are that Zeno had a Greek name, a Greek higher education and that there is no evidence he knew a language other than Greek. His father, Mnaseas, had a name ambiguously meaningful both in Phoenician (»one causing to forget«) and in Greek (»mindful«). His mother and her name are not recorded” (https://en.wikipedia.org/wiki/Zeno_of_Citium). Str. 266 – „[…] Fenicjan, których przybycie do Mezoameryki wytłumaczyłoby również dziwne posągi Olmeków przedstawiające brodatych i wąsatych mężczyzn”. To jakaś pomyłka. Olmeckiej figury nie maja zarostu (można się go doszukiwać w pojedynczych przedstawieniach, np. :https://en.wikipedia.org/wiki/The_Wrestler_(sculpture)). Zwykle temat Olmeków pojawia się przy okazji ogromnych kamiennych głów – doszukiwano się u nich rysów negroidalnych (duże, spłaszczone nosy, wydatne wargi),ale nawet dziś można napotkać Indian o podobnych twarzach – reszta to interpretacja artystyczna. Poza tym, nie oszukujmy się – Afrykanom nie szło już w Afryce, i nie zmieniało się to od tysiącleci, skąd pomysł – że mieliby przeprawiać się przez Atlantyk? Na czym i z czym? Po co? Na temat rzekomych powiązań Afryki i Ameryki Środkowej można poczytać w książeczce: Tajemnica Olmeków. Starożytni odkrywcy Ameryki [The Mystery of the Olmecs, 2007] (wydanej również jako: Olmekowie. Najstarsza tajemnica Meksyku i Tajemnice Olmeków, najstarszej cywilizacji Mezoameryki). David Hatcher Childress napisał sporo książek utrzymanych w podobnym tonie, polecać je można tylko w ramach ciekawostki, guilty pleasure. UWAGI TECHNICZNE: str. 34 – inne dobra (różne?); str. 48 – „[…] cywilizacjami urbanistycznymi mezopotamskimi i stepowymi na północy” (?); str. 50 – książka Oltre la Bibbia ma polskie wydanie (Nie tylko Biblia. Historia starożytnego Izraela, Wydawnictwa UW, Warszawa 2011); Str. 62 – zadeklarowany dyfuzjonista sankcjonuje negacje powiązań kulturowych Ameryki i Starego Świata?; str. 100 – książka Jareda Diamonda Collapse: How Societies Choose to Fail or Succeed ma polskie wydanie (Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało, 2007); str. 129-130, 132, 204, 208x2, 209, 219, 221, 231, 233-234, 240, 250, 280, 283 – Słupy Herkulesa (Słupy Heraklesa – w polskiej historiografii, najczęściej spotykany jest ten wariant, na str. 253 jest cytat w którym mamy Słupy Heraklesa); str. 235 – umożliwiały (uniemożliwiały); str. 311 – w indeksie jest dwóch panów Z., jesteśmy odsyłani do str. 301, ale żaden z nich tam nie figuruje. • Kiedy byłem dzieciakiem, a później nastolatkiem, był taki cykl Księgi Tajemnic w wydawnictwie Amber*. Trafiały do niego i pozycje rzetelne, przeglądowe, które można by klasyfikować jako popularnonaukowe**, i – przede wszystkim – pozycje pseudonaukowe. Choć bez tego szyldu, cykl jest kontynuowany. W ofercie księgarń internetowych, znajdziemy sporo wznowień starszych tytułów, które młodemu czytelnikowi dają dużo nadziei na wejście do niezwykłego, zagadkowego świata, budząc jednocześnie wiele wątpliwości, a starszego odbiorcę, mającego już pewną wiedzę i dobrze rozwinięty aparat krytyczny, przyprawiają o ból głowy (brakiem rzetelności i natłokiem bzdur). Wszedłem z ciekawości na stronę wydawnictwa, odszukałem sekcję „Prehistoria i historia - kontrowersyjne teorie” (bardzo eufemistyczne określenie dla paleoastronautyki i pseudohistorii pożenionej z ezoteryką),gdzie trafiłem na taki tytuł: Zakazana historia Atlantydy (wiadomo: w temacie musi być zaświadczenie „ekskomuniki” lub nawiązanie do tajemnicy – standard),tak reklamowany: „Najnowsza książka autora »Zakazanej historii ludzkości« rzuca nowe wyzwanie oficjalnej nauce i nowe światło na początki naszej cywilizacji. Co ukrywa oficjalna nauka, uznając Atlantydę za mit [?]. Atlantyda nie tylko istniała, ale miała i ma bezpośredni wpływ na rozwój ludzkości! [sic!] W »Zakazanej historii Atlantydy« J. DOUGLAS KENYON bada odwieczny mit zapomnianego źródła cywilizacji i przedstawia liczne fizyczne i duchowe dowody istnienia wielkiej kultury, która uległa zagładzie pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. Opisuje również zjawisko zbiorowej amnezji, które wymazało Atlantydę z pamięci planety. Pokazuje, jak echa starożytnej katastrofy wciąż nawiedzają współczesną cywilizację. Kenyon analizuje zawarte w Biblii relacje na temat Atlantydy i starożytnego Armagedonu, zaawansowaną technologię epoki kamienia, której przykłady znaleziono w Göbekli Tepe [sic!], prawdę o Wyspie Wielkanocnej, zabytki z okresu Zep Tepi w Egipcie, tajemnice Zatoki Kambajskiej i ukryte pod lodem Antarktydy. Studiuje zawarte w naszym DNA dowody na to, że ludzkość miała wystarczająco dużo czasu, aby rozwinąć cywilizację więcej niż raz. Cywilizacja Homo sapiens jest o pół miliona lat starsza niż sądzi oficjalna nauka. Przed współczesną cywilizacją istniało prawdopodobnie wiele kultur o wysokim poziomie, w tym Atlantyda. Sala zapisów pod posągiem Wielkiego Sfinksa kryje tajemnicę zagłady Atlantydy. Antarktyda była wolna od lodu zaledwie 6000 lat temu. Niektórzy uważają ten kontynent za zaginioną Atlantydę” (http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/prehistoria-i-historia-kontrowersyjne-teorie/zakazana-historia-atlantydy,p196219568) – w wydawnictwie Amber wszystko po staremu. To, co jest bardzo pozytywne w takich książkach, to że pobudzają do myślenia. Skłaniają do zadawania pytań, dociekania faktów i ich wzajemnych powiązań. Co prawda często zwodzą na manowce, ale to jak bardzo zbłądzimy zależy tylko od naszego nastawienia i wiedzy. Dzięki tego typu treściom, książkom i artykułom, miałem paliwo by zgłębiać kontrowersyjne tematy i wejść w nie znacznie głębiej, już z perspektywy akademickiej. Wydaje mi się, że gdyby nie treści kontestujące Biblię i historię chrześcijaństwa w duchu sensacyjnym, płodzącym różne mity, odżywczo zasilające wyobraźnię, po prostu porzuciłbym bym ten temat, klasyfikując jako prymitywny, nudny, zasługujący jedynie na zignorowanie. Co istotne, pozycje zoologiczne i poświęcone paleontologii, które lubiłem, zachęcały do dalszego poszerzania wiedzy, ale ignorowały aspekt religijny, który stał w opozycji do tych ustaleń, a był społecznie obecny, i przez tę bytność (i popularność) zasługiwał na analizę. Paleontolodzy i geolodzy mówili krótko: mamy coś ciekawszego, i zasypywali masą grafik, zdjęć, szkieletów oraz skamieniałości. Pomijali to, co uważali za fikcję niegodną polemiki. A samozwańczy poszukiwacze zaginionej wiedzy uchylali kotarę i oferowali zagadkową podróż wśród treści wyklętych i wymykających się zrozumieniu... Oczywiście popularyzatorskie podejście jest właściwe, ale to ten element buntu, negacji, możliwość obcowania z czymś niezwykłym, jeszcze nierozpoznanym – prowokował by wchodzić we wszystko głębiej i zestawiać różne źródła. Russo nie jest samozwańczym „poszukiwaczem zaginionej wiedzy”, szarlatanem od wariackich teorii, i udowadnia to swoim sposobem argumentacji, szerokością horyzontów i dorobkiem, ale kiedy zdałem sobie sprawę o czym tak naprawdę jest ta książka, już podczas lektury (a polski tytuł w tym nie pomaga) – moje myśli powędrowały do wydawnictwa Amber. Cóż, od pewnego czasu Bellona nie wydaje już tylko pozycji stricte historycznych, ale wzorem Amberu to, co się dobrze sprzedaje. Ciężko oddalić myśl, że w odpowiedzi na zapotrzebowanie na tego typu treści, poszły do druku obie książki Russo, choć zmiana tytułu drugiej zdaje się przeczyć tej tezie. __________________________ * „Jako pierwsze prywatne wydawnictwo w Polsce demokratycznych przemian 1989 roku Amber był pionierem nowoczesnego ruchu wydawniczego: wydawał szybko, w błyszczących, złoconych, tłoczonych okładkach w zachodnim stylu i w gigantycznych nakładach. […] Nadrabiając wieloletnie zaległości w wydawaniu książek wcześniej w Polsce zakazanych, wprowadził czytanie do kultury masowej” (http://www.wydawnictwoamber.pl/o-wydawnictwie) i za tę brawurę pokochałem to wydawnictwo. ** Spośród tych lepszych, rozsądnych pozycji, można z czystym sumieniem polecić Największe zagadki przeszłości [Ancient Mysteries] (1999) Petera Jamesa i Nicka Thorpe’a (wprawdzie na okładce nie ma tytułu cyklu, jednak szata graficzna do niego nawiązuje). Znajdziemy w niej takie rozdziały jak: Fenicjanie opływają Afrykę, Wikingowie w Ameryce, Walijscy Indianie, Mapa Winlandii. Oprócz rozdziałów powiązanych tematycznie z książką Russo, jest tam wiele innych. Każdy pęcznieje od ciekawostek i podchodzi do zagadnień bardzo racjonalnie, starając się uczciwie ocenić wiarygodność oddzielając fakty od fikcji.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na67 miesięcy temu

Cytaty z książki Podchmielona historia Warszawy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Podchmielona historia Warszawy


Ciekawostki historyczne