Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami
(2013)
[L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo (Zapomniana Ameryka. Relacje między cywilizacjami i błąd Ptolemeusza)]
„[…] czy cywilizacje ewoluowały oddzielnie, zgodnie z uniwersalnymi prawami, które spowodowały te same etapy rozwoju w stronę coraz bardziej złożonych struktur społecznych, czy może historia ludzkości jest jednym połączonym zdarzeniem, w którym zawarte są ewolucja i inwolucja? Czy zdarzenia takie jak narodziny rolnictwa i hodowli, odkrycie metalurgii, ceramiki, tkactwa i koła, wynalezienie pisma, zakładanie miast i państw powtarzały się wielokrotnie i niezależnie, gdyż są naturalnymi procesami, czyli zostały uwarunkowane naszym bagażem genetycznym i ogólną charakterystyką środowiska, a może są zdarzeniami niepowtarzalnymi, określającymi tę konkretną ścieżkę – pośród nieskończenie wielu możliwych i wielu rzeczywiście przebytych – która doprowadziła do obecnie dominującej cywilizacji?
Pierwsza część książki krótko nakreśla historię debaty teoretycznej na powyższe tematy oraz pokazuje, w jaki sposób niedawne postępy w archeologii – demonstrując coraz wyraźniej gęstą sieć stosunków łączących od czasów starożytnych wiele ludów Starego Świata, nie pozwalają już rozpatrywać indywidualnie ich rozwojów kulturowych
Podzielane obecnie przez prawie wszystkich uczonych przekonanie o całkowitym braku prekolumbijskich kontaktów między Ameryką na innymi kontynentami, w połączeniu z całą serią elementów kulturowych wspólnych dla cywilizacji amerykańskich i euroazjatyckich, stało się podstawa idei, że wszystkie cywilizacje przeszły niezależnie ten sam model rozwoju. […]
W drugiej części książki problem został rozpatrzony przy zastosowaniu nowego narzędzia, zaczerpniętego z historii geografii matematycznej. W II wieku n.e. Klaudiusz Ptolemeusz przypisał Ziemi wymiary zdecydowanie mniejsze niż określone cztery wieki wcześniej […] przez Eratostenesa. Odtwarzając źródło pochodzenia tego osobliwego i drastycznego skurczenia się świata, otrzymano zaskakujące rezultaty.
Po pierwsze, błąd dotyczący rozmiarów Ziemi okazał się następstwem zmniejszenia się horyzontów geograficznych, będącego wynikiem ogólnej, zazwyczaj ignorowanej, zapaści kulturowej, która miała miejsce w II wieku p.n.e. […]
Po drugie, używając konkretnych argumentów liczbowych, stwierdzono, że u podstaw błędu Ptolemeusza leży omyłkowa interpretacja danych geograficznych sięgających Hipparcha i dotycząca miejsc w Ameryce, o których istnieniu w czasach cesarstwa rzymskiego zapomniano, a które zostały zinterpretowano jako leżące w Starym Świecie. W ten sposób otrzymano potwierdzenie starożytnych kontaktów między kontynentami, co rzuca nowe światło na możliwy stopień współzależności różnych cywilizacji” (str. 11-13).
„We wszystkich dyscyplinach, gdy jakiś pogląd z wiarygodnymi elementami zostaje zdecydowanie odrzucony przez środowisko naukowców, które akceptuje prawomyślny model, mimo że nie jest w stanie wyjaśnić niektórych faktów, to pogląd ten staje się domeną amatorów i akademickich »apostatów« różnego pokroju. Powstaje w te sposób niezwykle zwarta alternatywna społeczność, w której osoby o wybujałej wyobraźni poszukując rozgłosu, stoją u boku ludzi pełnych pasji i intuicji, ale bardzo rzadko posiadających zaplecze techniczne niezbędne do przeprowadzenia badań, które cieszyłyby się uznaniem zawodowych badaczy. Pogląd wyparty ze środowisk akademickich zostaje w ten sposób dodatkowo zdyskredytowany, zaczynając błędne koło – przedstawia się go w tym bardziej fałszywym świetle, im bardziej jest popierany przez amatorów. W naszym przypadku istnieje wiele książek na temat starożytnych podróży do Ameryki, napisanych przez niespecjalistów. Zazwyczaj brakuje im krytycznej selekcji rzekomych dowodów i dość często przytaczają całkowicie absurdalną argumentację, ale można w nich znaleźć również interesujące informacje, które po odrzuceniu przez literaturę akademicką nie mają możliwości zaistnieć gdzie indziej” (str. 66)*.
O treści książki, najpełniej mówi tytuł oryginału: L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo, tj. Zapomniana Ameryka. Relacje między cywilizacjami i błąd Ptolemeusza**.
Profesor Lucio Russo (1944-2025) stawia szereg pytań o stan naszej wiedzy nt. dawnego rozprzestrzeniania innowacji technologicznych i rozwiązań cywilizacyjnych, kontaktów transkontynentalnych i transoceanicznych. Podaje w wątpliwość rolę czynnika biologicznego jako głównej determinanty podobieństw techniczno-kulturowych, odwołując się do nieco zakurzonej idei dyfuzjonizmu kulturowego***. Po tych rozważaniach przechodzi do analizy kartograficznego opracowania Klaudiusza Ptolemeusza (ok. 100-168). Analizuje jego obliczenia i toki rozumowania, tłumacząc w jaki sposób błędnie zinterpretował ustalenia Eratostenesa z Cyreny (276-194 p.n.e.),i tym samym upowszechnił mylny ogląd na faktyczny rozmiar świata (pomniejszając go). Analizując okruchy informacji i drobne poszlaki, dochodzi do wniosku, że w starożytności, za pośrednictwem Fenicjan, zachodziły kontakty transatlantyckie między Europą a Ameryką****. Jego powściągliwe, analityczne podejście wypada bardzo przekonująco, choć pewne założenia budzą wątpliwości.
Tłumaczenie Anny Wójcickiej (2019) zdaje się dobrze oddawać charakter oryginału. Całość czyta się na ogół przyjemnie, sprawnie i szybko, choć obrana stylistyka nie zawsze służy płynnemu przyswajaniu treści. Język Russo jest pełen ogłady, po akademicku stonowany – niekiedy rozwlekły; wielokrotnie złożone zdania, zwłaszcza na początku, wymuszają skupienie a jednocześnie nużą. Na str. 167-206 lektura staje się wyzwaniem dla przeciętnego odbiorcy, nie mającego doświadczenia w ustaleniach pozycji geograficznych i złożonych wyliczeniach. Jest to najtrudniejsza część, jednocześnie kluczowa dla wymowy całości.
Praca warta przytaczania, bardzo interesująca pod kątem informacji o ustaleniach starożytnych, a także metodyki obranej przez Russo i jej zaskakujących wyników. Pozbawiona niezdrowych sensacji, skłania do zastanawiania nad zagadnieniem starożytnej komunikacji transatlantyckiej i jej konsekwencji (6/10).
__________________________
* Autor ma pełną świadomość, jak ta książka go pozycjonuje, i do jakiej szufladki spycha. Antycypuje dalszy rozwój wydarzeń, i w pełni świadomie się asekuruje. Wie, że publikacja stawia go w szeregu myślicieli wyklętych.
** „Obecnie udostępniamy polskimi czytelnikom najnowszą głośną książkę Russo, której nadaliśmy tytuł Świat przed Kolumbem. Kontakty między cywilizacjami, naszym zdaniem bardziej adekwatny iż włoski tytuł oryginalny L'America dimenticata. I rapporti tra le civilta e un errore di Tolomeo, nawiązujący jednocześnie do bestsellerowej Zapomnianej rewolucji” (Od wydawcy, str. 9). L'America dimenticata symbolizuje ogół utraconej wiedzy, a podtytuł wskazuje zakres tematyczny. Zmiana dokonana w celach marketingowych – nie w trosce o lepszą prezentację treści.
*** „Według dyfuzjonizmu kultura lub określone praktyki kulturowe, przedmioty, bądź instytucje mają swoje źródło w jednym lub nielicznych centrach źródłowych, z których następnie rozpowszechniły się po całym świecie” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Dyfuzjonizm).
**** „W źródłach Ptolemeusza przez nazwę Wyspy Szczęśliwe rozumiano Małe Antyle, natomiast później (w szczególności, począwszy od samego Ptolemeusza) wyspy te zaczęto błędnie identyfikować z Wyspami Kanaryjskimi” (str, 259). „Ptolemeusz wierzy, że Wyspy Szczęśliwe to Wyspy Kanaryjskie, ale podaje współrzędne archipelagu, którego rozmiary, zarówno w szerokości, jak i długości geograficznej odpowiadają Małym Antylom i którego długość geograficzna różni się od Małych Antyli dokładnie tyle, ile potrzeba, aby stworzyć błąd systematyczny dotyczący długości geograficznych i rozmiarów Ziemi” (str. 262-263).
•
Ludność basenu Morza Śródziemnego, prekolumbijskiej Ameryki i starożytnych Chin funkcjonowała wedle tych samych lub zbliżonych modeli cywilizacyjnych nie dlatego, że miała pokrewną biologię, zdolności intelektualne i działała w tej samej rzeczywistości opartej na identycznej chemii i fizyce, ale miała możliwości małpowania od siebie (tak jak Egipcjanie, mieszkańcy Mezopotamii i brzegów Indusu, rozlokowani w bezpośrednim sąsiedztwie). Tak domniemywa Russo, jego praca to wielka kontestacja determinizmu biologicznego na rzecz pogrzebanego dyfuzjonizmu kulturowego. Subtelnie, ale jednak. (To prawie jak powrót do ezoterycznych przekazów o wielkiej cywilizacji Atlantydy, Mu i Lemurii, która po dramatycznym upadku zakłada na kontynentach prężne kolonie, albo robi to jeszcze za czasów swojej świetności). Wydaje się logiczne, że pewne innowacje miały swoje źródło w jednorazowym przebłysku geniuszu, a do innych dochodzono niezależnie. Zdrowy rozsądek podpowiada oba warianty, ale profesor o tym nie pisze. Stwierdza natomiast, że procesy cywilizacyjne są bardzo złożone; każdorazowo, w grę wchodzi wiele czynników, a linowy, uniwersalny model rozwoju nie jest odgórną zasadą – ta myśl jest z kolei bardzo trafna.
Wedle autora, kiedy Rzymianie rozgromili Kartaginę, zawojowali państwa greckie i zwasalizowali Egipt – z czasem zmieniając Morze Śródziemne w wewnętrzny akwen imperium – doszło do regresu cywilizacyjnego: Kartagina wraz z jej dorobkiem geograficznym przestała istnieć, greccy intelektualiści trafili w niewolę, degradowani do roli domowych pedagogów, a klimat polityczny Aleksandrii również nie sprzyjał rozwojowi nauk.
W wyniku chaosu i utraty cennych zbiorów bibliotecznych (ich rozproszenia, a w dalszej kolejności porzucenia),z czasem zapomniano o wypracowanych metodologiach badawczych, ustaleniach natury filozoficznej i geograficzno-fizycznej, astronomicznej oraz innych dziedzin. Przestano rozumieć stare pisma, kopiować ważne prace i rozwijać dorobek poprzedników. Doszło do zawężenia wiedzy o świecie, ograniczającej się głównie do granic Imperium i przyległości.
•
Mam od kilku lat na półce taką pozycję: Raimund Schulz, Łowcy przygód w dalekich krainach. Wielkie pionierskie podróże i wiedza antyku o świecie [Abenteurer der Ferne. Die großen Entdeckungsfahrten und das Weltwissen der Antike, 2016]. Nie udało mi się jeszcze za nią zabrać, ale jest w niej sporo z tego, co Russo ujmuje skrótowo, więc może być ciekawa.
•
UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. 2019 na pdst. poprawionego wyd. włoskiego z komentarzem, tłum. Anna Wójcicka):
Str. 39 – „[…] pierwszego prawdziwego alfabetu – greckiego […]”, „prawdziwego” tj. zawierającego również znaki graficzne reprezentujące samogłoski („Idea przekształcenia alfabetu spółgłoskowego w prawdziwy alfabet, z użyciem symboli spółgłosek niewstępującymi we własnym języku, by wskazać samogłoski, zrodziła się później w Grecji i nie została odnaleziona niezależnie w żadnym innym miejscu”, str. 43).
Dla porządku, warto zaznaczyć że Grecy nie wymyślili go sami z siebie, i że jego pierwowzorem był alfabet fenicki, o czym pisze Herodot: „Owi zaś Fenicjanie […] przynieśli Hellenom różne umiejętności, a zwłaszcza nieznane im przedtem, jak mi się zdaje pismo. […] Ci [Jonowie] nauczyli się od Fenicjan liter, nieco je przekształcili i zaczęli używać […]” (Herodot, Dzieje, Warszawa 2008, str. 309-310).
W Pierwszym słowie Kukenburga przeczytamy, że początkowo system grecki funkcjonował w szeregu różnych, nieujednoliconych wariantów (Martin Kukenburg, Pierwsze słowo, Warszawa 2021, str. 232).
Str. 54 – „Dziś wiemy, że dwukołowe wozy zostały wynalezione na stepach” – takie i podobne stwierdzenia są bardzo ryzykowne. Można stwierdzić, że najstarsze pozostałości rydwanu odnaleziono na stepach Eurazji, ale kolejne – przyszłe – znalezisko może wskazać na inny rejon… Polegamy na tym co się zachowało, i z tego budujemy obraz przeszłości, a przecież wszystko co materialne ulega rozkładowi: korozja, ogień, wilgoć, bakterie. Np. zachowały się groty włóczni, ale nie siatki i plecione kosze w których przenoszono owoce, korzenie, grzyby...
(Ktoś może postawić hipotezę, że przed ludźmi istniała na Ziemi cywilizacja zupełnie innego gatunku, który uległ zagładzie. Wprawdzie nie ma na to żadnych dowodów, ale czy teoretycznie mogłaby zaistnieć, ulec zagładzie i nie pozostawić po sobie nic? Gdyby tak było, jest bardzo prawdopodobne, że to co by po niej pozostało, uległoby rozkładowi, lub zostało zagrzebane pod kolejnymi warstwami geologicznymi. Na przestrzeni milionów lat wszystko uległoby rozkładowi, a jeśli coś by dotrwało, mogłoby zostać przeoczone lub zniszczone. Teoretycznie).
Oczywistym jest, że kontakty między pierwszymi cywilizacjami były, nierzadko realizowane jako wojny i inne konflikty, których nikt nie utrwalił dla wiedzy potomnych. Nie kształtowały się w oderwaniu od innych. Kontakty były realizowane przez sąsiednie ośrodki, informacja krążyła. Pewne idee były wymieniane, ale do wielu rzeczy dochodzono też samodzielnie.
Str. 73 – „[…] w 1477 roku dwudziestosześcioletni Krzysztof Kolumb dotarł do »Tile« (czyli to Thule) […]. Najprawdopodobniej dopłynął do Grenlandii”. Najprawdopodobniej nieco bliżej względem Europy, może do Islandii: „W roku 1476, w miesiącu lutym, pojechałem wodą sto legoa za wyspę Tile, której strona południowa oddalona jest od strefy równikowej siedemdziesiąt i trzy stopnie, a nie sześćdziesiąt i trzy jak chcieliby niektórzy. Wyspa zaś ta nie leży w obrębie Ptolemeuszowego Zachodu, lecz położona jest o wiele bardziej na zachód. Do tej wyspy, która jest jak Anglia duża, Anglicy jeżdżą ze swymi towarami, szczególnie żeglarze z Bristolu. W czasie, kiedym ja tam przebywał, morze nie było zamarznięte, za to poziom wody tak się wahał, iż w niektórych miejscach w porze odpływów i przypływów opadał lub wznosił się o dwadzieścia i sześc łokci” (Fischer-Fabian S., Krzysztof Kolumb. Bohater czy łotr, Warszawa 2006, str. 24).
„Trafić mógł na Szetlandy, do Norwegii, na Islandię, Wyspy Owcze albo Grenlandię. […]
Kolumb za Thule bez wątpienia uważał Islandię, ale pisząc o szerokości geograficznej i różnicy poziomu wody, popełnił takie błędy, że jego najbardziej zagorzali przeciwnicy sądzą, iż z pewnością zawędrował tam tylko palcem na mapie” (tamże, str. 25).
„Prior to 1492, Columbus sailed extensively in the Atlantic, where he learned open-ocean navigation. He sailed to England »with the Portuguese«. On that or another trip he went to Galway Bay in Ireland. There, he reported, two bodies with »strange features« had washed ashore in two small boats. In a secondary source Columbus says that in February 1477 he traveled a hundred leagues beyond Tile (Thule),where he noted the immense tides. Perhaps he had reached Iceland” (https://www.christopher-columbus.eu/portugal-1476-1485.htm). „Thule (gr. Θούλη Thúlē; łac. Thūlē, Thylē) – starożytna nazwa wyspy w północnej części Oceanu Atlantyckiego, wzmiankowana po raz pierwszy w IV wieku p.n.e. przez greckiego żeglarza Pyteasza z Massalii w jego dziele Perí Okeanu. Według jego relacji Thule miała znajdować się o 6 dni żeglugi na północ od wyspy Wielka Brytania. Thule identyfikowana jest zwykle z Islandią, Szetlandami lub wybrzeżem Norwegii (uważanej jeszcze w średniowieczu za wyspę)” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Thule_(legendarna_wyspa)).
Str. 81-84 – Wschodem wspomnianym Popol Vuh nie musi być wcale Stary Świat, najbliższe zamorskie lądy to Wyspy Karaibskie (na wysokości Jukatanu, w bezpośrednim sąsiedztwie, leży Kuba). A może warto po prostu założyć, że zamorskie ziemie były wyobrażone, domniemane? No bo skoro my mieszkamy na wybrzeżu, przed nami jest wielka woda, to czy nie można rozsądnie zakładać, że za nią może ciągnąć się inne?
Str. 84-86 – tekst wspominający kury jest z 1526, Kolumb dopłynął na Karaiby w 1492. To prawie cztery dekady na pozyskanie i wyhodowanie rodzimych kur. Chyba, że faktycznie pozyskali je od Polinezyjczyków, można zażartować, że za bataty. Dalej zaprezentowane są rzymskie rzeźby, fresk i mozaika, przedstawiająca ananasy, wedle oficjalnej historii znane Europejczykom dopiero od 1493. Owoc faktycznie wygląda jak ananas, jednak można domniemywać, że to zupełnie inna roślina, albo dwie w uproszczonej formie, które przedstawione osobno nie budowałyby takich skojarzeń (a autor nie miał intencji przedstawiać nieznanego sobie owocu). Ciężko powiedzieć, ale to właśnie takie przykłady przemawiają za tym, że być może jakieś transatlantyckie kontakty były (https://ciekawostkihistoryczne.pl/2018/01/19/czy-rzymianie-doplyneli-do-ameryki-polski-badacz-ma-na-to-najdziwniejszy-dowod-o-jakim-slyszeliscie/). Thor Heyerdahl udowodnił, że nawet na statku z trzciny, typowym dla Egiptu, można taki dystans pokonać.
Str. 129 – „[…] już w VII wieku p.n.e. feniccy żeglarze na zlecenie faraona Necho II opłynęli Afrykę”. Teoretycznie jest to wykonalne z użyciem ówczesnej techniki, zwłaszcza na przestrzeni trzech lat. Szersze omówienie znajduje się w: Największe zagadki przeszłości, Peter Jamesa i Nicka Thorpe, rozdział Fenicjanie opływają Afrykę.
Str. 149 – Russo pisze, że Zenon z Kition „nie miał greckiego pochodzenia” – informacje jakie dotrwały do naszych czasów, nie skłaniają do tak kategorycznego stwierdzenia: „Zeno was born c. 334 BC, in the colony of Citium in Cyprus. His ancestry is disputed between Phoenician and Greek, because Citium contained both Phoenician and Greek inhabitants. While a number of contemporary and modern historians regard Zeno as a Phoenician, other modern scholars have contested this arguing for a Greek or Greco-Phoenician background. The only things that historians know with certainty, are that Zeno had a Greek name, a Greek higher education and that there is no evidence he knew a language other than Greek. His father, Mnaseas, had a name ambiguously meaningful both in Phoenician (»one causing to forget«) and in Greek (»mindful«). His mother and her name are not recorded” (https://en.wikipedia.org/wiki/Zeno_of_Citium).
Str. 266 – „[…] Fenicjan, których przybycie do Mezoameryki wytłumaczyłoby również dziwne posągi Olmeków przedstawiające brodatych i wąsatych mężczyzn”. To jakaś pomyłka. Olmeckiej figury nie maja zarostu (można się go doszukiwać w pojedynczych przedstawieniach, np. :https://en.wikipedia.org/wiki/The_Wrestler_(sculpture)).
Zwykle temat Olmeków pojawia się przy okazji ogromnych kamiennych głów – doszukiwano się u nich rysów negroidalnych (duże, spłaszczone nosy, wydatne wargi),ale nawet dziś można napotkać Indian o podobnych twarzach – reszta to interpretacja artystyczna. Poza tym, nie oszukujmy się – Afrykanom nie szło już w Afryce, i nie zmieniało się to od tysiącleci, skąd pomysł – że mieliby przeprawiać się przez Atlantyk? Na czym i z czym? Po co?
Na temat rzekomych powiązań Afryki i Ameryki Środkowej można poczytać w książeczce: Tajemnica Olmeków. Starożytni odkrywcy Ameryki [The Mystery of the Olmecs, 2007] (wydanej również jako: Olmekowie. Najstarsza tajemnica Meksyku i Tajemnice Olmeków, najstarszej cywilizacji Mezoameryki). David Hatcher Childress napisał sporo książek utrzymanych w podobnym tonie, polecać je można tylko w ramach ciekawostki, guilty pleasure.
UWAGI TECHNICZNE: str. 34 – inne dobra (różne?); str. 48 – „[…] cywilizacjami urbanistycznymi mezopotamskimi i stepowymi na północy” (?); str. 50 – książka Oltre la Bibbia ma polskie wydanie (Nie tylko Biblia. Historia starożytnego Izraela, Wydawnictwa UW, Warszawa 2011); Str. 62 – zadeklarowany dyfuzjonista sankcjonuje negacje powiązań kulturowych Ameryki i Starego Świata?; str. 100 – książka Jareda Diamonda Collapse: How Societies Choose to Fail or Succeed ma polskie wydanie (Upadek. Dlaczego niektóre społeczeństwa upadły a innym się udało, 2007); str. 129-130, 132, 204, 208x2, 209, 219, 221, 231, 233-234, 240, 250, 280, 283 – Słupy Herkulesa (Słupy Heraklesa – w polskiej historiografii, najczęściej spotykany jest ten wariant, na str. 253 jest cytat w którym mamy Słupy Heraklesa); str. 235 – umożliwiały (uniemożliwiały); str. 311 – w indeksie jest dwóch panów Z., jesteśmy odsyłani do str. 301, ale żaden z nich tam nie figuruje.
•
Kiedy byłem dzieciakiem, a później nastolatkiem, był taki cykl Księgi Tajemnic w wydawnictwie Amber*. Trafiały do niego i pozycje rzetelne, przeglądowe, które można by klasyfikować jako popularnonaukowe**, i – przede wszystkim – pozycje pseudonaukowe. Choć bez tego szyldu, cykl jest kontynuowany. W ofercie księgarń internetowych, znajdziemy sporo wznowień starszych tytułów, które młodemu czytelnikowi dają dużo nadziei na wejście do niezwykłego, zagadkowego świata, budząc jednocześnie wiele wątpliwości, a starszego odbiorcę, mającego już pewną wiedzę i dobrze rozwinięty aparat krytyczny, przyprawiają o ból głowy (brakiem rzetelności i natłokiem bzdur).
Wszedłem z ciekawości na stronę wydawnictwa, odszukałem sekcję „Prehistoria i historia - kontrowersyjne teorie” (bardzo eufemistyczne określenie dla paleoastronautyki i pseudohistorii pożenionej z ezoteryką),gdzie trafiłem na taki tytuł: Zakazana historia Atlantydy (wiadomo: w temacie musi być zaświadczenie „ekskomuniki” lub nawiązanie do tajemnicy – standard),tak reklamowany: „Najnowsza książka autora »Zakazanej historii ludzkości« rzuca nowe wyzwanie oficjalnej nauce i nowe światło na początki naszej cywilizacji.
Co ukrywa oficjalna nauka, uznając Atlantydę za mit [?].
Atlantyda nie tylko istniała, ale miała i ma bezpośredni wpływ na rozwój ludzkości! [sic!]
W »Zakazanej historii Atlantydy« J. DOUGLAS KENYON bada odwieczny mit zapomnianego źródła cywilizacji i przedstawia liczne fizyczne i duchowe dowody istnienia wielkiej kultury, która uległa zagładzie pod koniec ostatniej epoki lodowcowej. Opisuje również zjawisko zbiorowej amnezji, które wymazało Atlantydę z pamięci planety. Pokazuje, jak echa starożytnej katastrofy wciąż nawiedzają współczesną cywilizację.
Kenyon analizuje zawarte w Biblii relacje na temat Atlantydy i starożytnego Armagedonu, zaawansowaną technologię epoki kamienia, której przykłady znaleziono w Göbekli Tepe [sic!], prawdę o Wyspie Wielkanocnej, zabytki z okresu Zep Tepi w Egipcie, tajemnice Zatoki Kambajskiej i ukryte pod lodem Antarktydy. Studiuje zawarte w naszym DNA dowody na to, że ludzkość miała wystarczająco dużo czasu, aby rozwinąć cywilizację więcej niż raz.
Cywilizacja Homo sapiens jest o pół miliona lat starsza niż sądzi oficjalna nauka. Przed współczesną cywilizacją istniało prawdopodobnie wiele kultur o wysokim poziomie, w tym Atlantyda. Sala zapisów pod posągiem Wielkiego Sfinksa kryje tajemnicę zagłady Atlantydy. Antarktyda była wolna od lodu zaledwie 6000 lat temu. Niektórzy uważają ten kontynent za zaginioną Atlantydę” (http://www.wydawnictwoamber.pl/kategorie/prehistoria-i-historia-kontrowersyjne-teorie/zakazana-historia-atlantydy,p196219568) – w wydawnictwie Amber wszystko po staremu.
To, co jest bardzo pozytywne w takich książkach, to że pobudzają do myślenia. Skłaniają do zadawania pytań, dociekania faktów i ich wzajemnych powiązań. Co prawda często zwodzą na manowce, ale to jak bardzo zbłądzimy zależy tylko od naszego nastawienia i wiedzy.
Dzięki tego typu treściom, książkom i artykułom, miałem paliwo by zgłębiać kontrowersyjne tematy i wejść w nie znacznie głębiej, już z perspektywy akademickiej. Wydaje mi się, że gdyby nie treści kontestujące Biblię i historię chrześcijaństwa w duchu sensacyjnym, płodzącym różne mity, odżywczo zasilające wyobraźnię, po prostu porzuciłbym bym ten temat, klasyfikując jako prymitywny, nudny, zasługujący jedynie na zignorowanie.
Co istotne, pozycje zoologiczne i poświęcone paleontologii, które lubiłem, zachęcały do dalszego poszerzania wiedzy, ale ignorowały aspekt religijny, który stał w opozycji do tych ustaleń, a był społecznie obecny, i przez tę bytność (i popularność) zasługiwał na analizę. Paleontolodzy i geolodzy mówili krótko: mamy coś ciekawszego, i zasypywali masą grafik, zdjęć, szkieletów oraz skamieniałości. Pomijali to, co uważali za fikcję niegodną polemiki. A samozwańczy poszukiwacze zaginionej wiedzy uchylali kotarę i oferowali zagadkową podróż wśród treści wyklętych i wymykających się zrozumieniu... Oczywiście popularyzatorskie podejście jest właściwe, ale to ten element buntu, negacji, możliwość obcowania z czymś niezwykłym, jeszcze nierozpoznanym – prowokował by wchodzić we wszystko głębiej i zestawiać różne źródła.
Russo nie jest samozwańczym „poszukiwaczem zaginionej wiedzy”, szarlatanem od wariackich teorii, i udowadnia to swoim sposobem argumentacji, szerokością horyzontów i dorobkiem, ale kiedy zdałem sobie sprawę o czym tak naprawdę jest ta książka, już podczas lektury (a polski tytuł w tym nie pomaga) – moje myśli powędrowały do wydawnictwa Amber. Cóż, od pewnego czasu Bellona nie wydaje już tylko pozycji stricte historycznych, ale wzorem Amberu to, co się dobrze sprzedaje. Ciężko oddalić myśl, że w odpowiedzi na zapotrzebowanie na tego typu treści, poszły do druku obie książki Russo, choć zmiana tytułu drugiej zdaje się przeczyć tej tezie.
__________________________
* „Jako pierwsze prywatne wydawnictwo w Polsce demokratycznych przemian 1989 roku Amber był pionierem nowoczesnego ruchu wydawniczego: wydawał szybko, w błyszczących, złoconych, tłoczonych okładkach w zachodnim stylu i w gigantycznych nakładach. […] Nadrabiając wieloletnie zaległości w wydawaniu książek wcześniej w Polsce zakazanych, wprowadził czytanie do kultury masowej” (http://www.wydawnictwoamber.pl/o-wydawnictwie) i za tę brawurę pokochałem to wydawnictwo.
** Spośród tych lepszych, rozsądnych pozycji, można z czystym sumieniem polecić Największe zagadki przeszłości [Ancient Mysteries] (1999) Petera Jamesa i Nicka Thorpe’a (wprawdzie na okładce nie ma tytułu cyklu, jednak szata graficzna do niego nawiązuje). Znajdziemy w niej takie rozdziały jak: Fenicjanie opływają Afrykę, Wikingowie w Ameryce, Walijscy Indianie, Mapa Winlandii. Oprócz rozdziałów powiązanych tematycznie z książką Russo, jest tam wiele innych. Każdy pęcznieje od ciekawostek i podchodzi do zagadnień bardzo racjonalnie, starając się uczciwie ocenić wiarygodność oddzielając fakty od fikcji.
Opinie i dyskusje o książce Podchmielona historia Warszawy
Autor ciekawie opowiada o historii piwowarstwa Mazowsza. Jest to opracowanie kilku innych dziel z naciskiem na stolice. I jej okolice. Zupelnie niepotrzebnie wtracony Kopyra (ktorego obejrzalem kilka pierwszych nagran i mi wystarczylo).
Mamy kilkanascie ilustracji z czasow, ktore juz nie wroca. Nie za duzo dat, ale chronologia jest zachowana. Kilka adresow ze wskazaniem wspolczesnych nazw ulic.
Piekny kawal historii, ktora zachwialy wiatry historii. Polecam na leniwe popoludnie.
Autor ciekawie opowiada o historii piwowarstwa Mazowsza. Jest to opracowanie kilku innych dziel z naciskiem na stolice. I jej okolice. Zupelnie niepotrzebnie wtracony Kopyra (ktorego obejrzalem kilka pierwszych nagran i mi wystarczylo).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamy kilkanascie ilustracji z czasow, ktore juz nie wroca. Nie za duzo dat, ale chronologia jest zachowana. Kilka adresow ze wskazaniem...
Czegoś zabrakło mi w tej książce... Temat ciekawy, szczególnie dla amatorów piwa 😉. Ale gdyby jeszcze do faktów dołożyć garść ciekawostek czytałoby się tę książkę (popijając sobie coś z kufla😀) znacznie fajniej... Ale na pewno warto po nią sięgnąć.
Czegoś zabrakło mi w tej książce... Temat ciekawy, szczególnie dla amatorów piwa 😉. Ale gdyby jeszcze do faktów dołożyć garść ciekawostek czytałoby się tę książkę (popijając sobie coś z kufla😀) znacznie fajniej... Ale na pewno warto po nią sięgnąć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPozycja jest zapewne niemałą gratką dla prawdziwych fanów piwa, którzy oprócz doceniania jego walorów smakowych, interesują się także jego historią i procesem produkcji. Prawda, mamy zawężony geograficznie obszar opowieści (Mazowsze ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy),ale historia jest na tyle ciekawa, że sposoba się nie tylko czytelnikom z Mazowsza. :)
Dużo fajnych historii, dużo zdjęć,dużo ciekawostek "piwnych"...
Oczywiście polecam. :)
Pozycja jest zapewne niemałą gratką dla prawdziwych fanów piwa, którzy oprócz doceniania jego walorów smakowych, interesują się także jego historią i procesem produkcji. Prawda, mamy zawężony geograficznie obszar opowieści (Mazowsze ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy),ale historia jest na tyle ciekawa, że sposoba się nie tylko czytelnikom z Mazowsza. :)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDużo fajnych...
Przegadany język (raczej na bloga) i słabe źródła (głównie strony internetowe).
Przegadany język (raczej na bloga) i słabe źródła (głównie strony internetowe).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiło zaskoczyła mnie ta książka. Napisana bardzo swobodnym (ale nic a nic wulgarnym) językiem, a jednak rzetelna. Oczywiście tematem głównym jest warszawskie browarnictwo, ale tak niemal przy okazji jest to całkiem niezły przewodnik po historii Warszawy od jej ukrytych w mrokach tajemnicy początków aż do niemal dziś. Całkiem solidna bibliografia. Książka napisana przez znanego warszawianofila z erudycją i dowcipem.
Miło zaskoczyła mnie ta książka. Napisana bardzo swobodnym (ale nic a nic wulgarnym) językiem, a jednak rzetelna. Oczywiście tematem głównym jest warszawskie browarnictwo, ale tak niemal przy okazji jest to całkiem niezły przewodnik po historii Warszawy od jej ukrytych w mrokach tajemnicy początków aż do niemal dziś. Całkiem solidna bibliografia. Książka napisana przez...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to