Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych

Okładka książki Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych autora Mateusz Hohol, 9788378862840
Okładka książki Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych
Mateusz Hohol Wydawnictwo: Copernicus Center Press nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
402 str. 6 godz. 42 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
2017-02-27
Data 1. wyd. pol.:
2013-03-26
Liczba stron:
402
Czas czytania
6 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378862840
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych

Średnia ocen
6,9 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych

Sortuj:
avatar
2969
2429

Na półkach: , , , ,

Ależ perełka! Większość popularnonaukowych książek skupia się raczej na zadrapaniu powierzchni, co jest zrozumiałe oczywiście, bo ich zadaniem jest zainteresować Czytelników, a nie ich zanudzić, aby popularyzować wiedzę i uzasadniać przed opinią publiczną różne badania. Znaleźć coś konkretniejszego, z mięchem, jest ciężej - a tu się trafiło "Wyjaśnić umysł". Złożona lektura, w której Autor przedstawia zagadnienia związane z kognitywistyką od strony neuronalnej, zahaczając o filozofię, logikę, matematykę, ale nie tylko powierzchownie, a dość porządnie przedstawiając konkretne zagadnienia. Całość ma w sumie strukturę pracy dyplomowej, względnie dysertacji. Podobało mi się.

Ależ perełka! Większość popularnonaukowych książek skupia się raczej na zadrapaniu powierzchni, co jest zrozumiałe oczywiście, bo ich zadaniem jest zainteresować Czytelników, a nie ich zanudzić, aby popularyzować wiedzę i uzasadniać przed opinią publiczną różne badania. Znaleźć coś konkretniejszego, z mięchem, jest ciężej - a tu się trafiło "Wyjaśnić umysł". Złożona...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
659
140

Na półkach: ,

Ciekawa książka kierowana do czytelników zainteresowanych filozofią i metodologią tzw. neuronauki. Autor omawia szereg zagadnień, które tworzą przegląd podstawowych kwestii związanych z konstruowaniem teorii neuronakowych, zasadami selekcji optymalnych wyjaśnień, a także samą strukturą wiedzy neuronaukowej. Każdy temat ilustrowany jest relewantnymi przykładami wziętymi z omawianej dyscypliny. Książka pozwala wyrobić sobie (lub też uporządkować) pogląd na stan neuronauki i mechanizmy jej rozwoju. Dużą zaletą jest, iż jest ona napisana relatywnie przejrzystym i pozbawionym specjalistycznego żargonu językiem. Autor ma wyraźny dar jasnego i prostego wyrażania skomplikowanych, abstrakcyjnych idei. Nie jest to jednak typowa książka popularno naukowa, gdyż wymaga ona od czytelnika pewnego podstawowego przygotowania teoretycznego i gotowości wejścia w świat dyskusji filozoficznych.

Ciekawa książka kierowana do czytelników zainteresowanych filozofią i metodologią tzw. neuronauki. Autor omawia szereg zagadnień, które tworzą przegląd podstawowych kwestii związanych z konstruowaniem teorii neuronakowych, zasadami selekcji optymalnych wyjaśnień, a także samą strukturą wiedzy neuronaukowej. Każdy temat ilustrowany jest relewantnymi przykładami wziętymi z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
226
37

Na półkach: , ,

Książka, w której autor nie tylko zadaje pytania, lecz również formułuje na nie odpowiedzi. Naukowy w swojej postaci tekst prezentuje neuronaukę poznawczą, która najprościej to ujmując stara się wyjaśnić jak mózg tworzy umysł. Do zobrazowania tego procesu autor posłużył się tutaj i wspomógł, odwołując się do najbardziej aktualnej wiedzy na temat działania mózgu, trzema podstawowymi dziedzinami nauk z tego zakresu, mianowicie: neurobiologią, neuronauką poznawczą, kognitywistyką.
Siedem rozdziałów, gdzie każdy rozpoczyna się od założeń danej teorii, do których lepiej zasiąść na "spokojnie" i przede wszystkim z chęcią i zaangażowaniem do czytania akademickiego tekstu. Ja sam czytałem powoli ze względu na ujętą tu problematykę funkcjonowania ludzkiego mózgu w dużej mierze w ujęciu behawioralnym, przedstawione teorie i próby ich udowodnienia w doświadczeniach prowadzonych od momentu wielkiego BOOM tej nauki (czyli ok. dwóch dekad).
Myślę, że na książce nie można się zawieść, myślę że można nie zrozumieć. Mam nadzieję, że ja zrozumiałem...

Książka, w której autor nie tylko zadaje pytania, lecz również formułuje na nie odpowiedzi. Naukowy w swojej postaci tekst prezentuje neuronaukę poznawczą, która najprościej to ujmując stara się wyjaśnić jak mózg tworzy umysł. Do zobrazowania tego procesu autor posłużył się tutaj i wspomógł, odwołując się do najbardziej aktualnej wiedzy na temat działania mózgu, trzema...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

192 użytkowników ma tytuł Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych na półkach głównych
  • 160
  • 29
  • 3
26 użytkowników ma tytuł Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych na półkach dodatkowych
  • 12
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych

Inne książki autora

Okładka książki The Normative Mind Robert Audi, Bartosz Brożek, Evan W. Carr, Marcin Czarnołęski, Susan Haack, Galit Hofree, Mateusz Hohol, Bipin Indurkhya, Peter Jones, Liam C. Kavanagh, Jan Kozłowski, Łukasz Kwiatek, Jerzy Stelmach, Szymon Wichary, Piotr Winkielman, Jan Woleński, Wojciech Załuski
Ocena 8,0
The Normative Mind Robert Audi, Bartosz Brożek, Evan W. Carr, Marcin Czarnołęski, Susan Haack, Galit Hofree, Mateusz Hohol, Bipin Indurkhya, Peter Jones, Liam C. Kavanagh, Jan Kozłowski, Łukasz Kwiatek, Jerzy Stelmach, Szymon Wichary, Piotr Winkielman, Jan Woleński, Wojciech Załuski
Okładka książki The Emergence of Normative Orders Bartosz Brożek, Katarzyna Eliasz, Bram Heerebout, Mateusz Hohol, Łukasz Kurek, Łukasz Kwiatek, Antonio Rotolo, Corrado Roversi, Jerzy Stelmach, Wojciech Załuski, Tomasz Żuradzki
Ocena 9,0
The Emergence of Normative Orders Bartosz Brożek, Katarzyna Eliasz, Bram Heerebout, Mateusz Hohol, Łukasz Kurek, Łukasz Kwiatek, Antonio Rotolo, Corrado Roversi, Jerzy Stelmach, Wojciech Załuski, Tomasz Żuradzki
Okładka książki Spór o podmiotowość. Perspektywa interdyscyplinarna Andrzej Dąbrowski, Marek Drwięga, Mateusz Hohol, Błażej Kmieciak, Filip Kobiela, Magdalena Kozak, Wojciech Lewandowski, Paweł Łuków, Marta Łukowska, Kamil Moroz, Karel Novotný, Ewa Nowak-Juchacz, Robert Piłat, Beata Płonka, Robert Poczobut, Marta Siedlecka, Marta Soniewicka, Adriana Warmbier, Michał Wierzchoń
Ocena 8,3
Spór o podmiotowość. Perspektywa interdyscyplinarna Andrzej Dąbrowski, Marek Drwięga, Mateusz Hohol, Błażej Kmieciak, Filip Kobiela, Magdalena Kozak, Wojciech Lewandowski, Paweł Łuków, Marta Łukowska, Kamil Moroz, Karel Novotný, Ewa Nowak-Juchacz, Robert Piłat, Beata Płonka, Robert Poczobut, Marta Siedlecka, Marta Soniewicka, Adriana Warmbier, Michał Wierzchoń
Okładka książki Umysł matematyczny Bartosz Brożek, Mateusz Hohol
Ocena 6,4
Umysł matematyczny Bartosz Brożek, Mateusz Hohol
Okładka książki The Emotional Brain Revisited Bartosz Brożek, Jacek Dębiec, Dominika Dudek, Phaf Hans, Bram Heerebout, Mateusz Hohol, A. Russell James, Łukasz Kurek, Joseph LeDoux, S. Landers Margo, H. Frijda Nico, Whalen Paul, M. Sullivan Regina, Piotr Urbańczyk, Wojciech Załuski
Ocena 7,0
The Emotional Brain Revisited Bartosz Brożek, Jacek Dębiec, Dominika Dudek, Phaf Hans, Bram Heerebout, Mateusz Hohol, A. Russell James, Łukasz Kurek, Joseph LeDoux, S. Landers Margo, H. Frijda Nico, Whalen Paul, M. Sullivan Regina, Piotr Urbańczyk, Wojciech Załuski
Mateusz Hohol
Mateusz Hohol
Polski filozof i kognitywista. Pracownik naukowy i wykładowca Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk (Sekcja Kognitywistyki) oraz członek Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Prawy Umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka Jonathan Haidt
Prawy Umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka
Jonathan Haidt
Ciekawa książka o tym, jak ludzie rzeczywiście podejmują decyzje moralne (nie należy tego mylić z tym, jak powinni je podejmować). Jonathan Haidt formułuje tu tezę, że u podstaw naszych ocen moralnych leżą automatyczne intuicje, i robi to w sposób przekonujący. Książkę czyta się bardzo dobrze. Warto podkreślić, że autor nie proponuje żadnego systemu moralnego, którego należałoby przestrzegać — nie jest to też praca promująca określoną ideologię polityczną. Choć wspomina, że bliska jest mu etyka cnót, robi to marginalnie, główny nacisk kładzie na opis wyników badań prowadzonych przez siebie i swój zespół. Szczególnie interesujące są eksperymenty oparte na pozornie prostych i intuicyjnych pytaniach, na które trudno udzielić spójnej, „racjonalnej” odpowiedzi. Pokazują one, jak często nasze sądy moralne pojawiają się szybciej niż ich uzasadnienia. Książka jest również warta uwagi w kontekście współczesnych zjawisk społecznych, takich jak rosnąca polaryzacja. Autor - niejako przy okazji - dostarcza narzędzi do lepszego zrozumienia, dlaczego ludzie o odmiennych poglądach tak często rozmijają się w ocenach moralnych. Widać to wyraźnie w wielu społeczeństwach Zachodu, gdzie spory ideowe przybierają coraz ostrzejszą formę i czasem podważają poczucie wspólnoty. Choć Haidt nie daje prostych recept, można odczytać jego przesłanie jako zachętę do większej refleksji, pokory i powściągliwości w ocenianiu innych.
Jan - awatar Jan
ocenił na83 dni temu
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury Steven Pinker
Zmierzch przemocy. Lepsza strona naszej natury
Steven Pinker
To ta - jedna z tych "naj" książek ;) Jest bardzo dobra. Ale jest to cegła na ponad 900 stron i to, na co zwracają inne opinie uwagę, czyli mnóstwo statystyk, to też prawda - to może być nieco monotonne... Jak autor zaznacza na początku: nie dało się napisać krótszej ;) i pewnie ma rację, ale... to po prostu sprawia, że nie pochłania jej się zupełnie lekko. Język jest bardzo przystępny i właściwie raczej lekki, z odrobiną humoru, ale naprawdę tak delikatną, że jest to idealne połączenie. Książkę dobrze się czyta, ale pierwszą połowę nieco lepiej niż drugą... To nie jest najlżejsza w czytaniu książka, ale treść jest bardzo dobra. Powiedzieć, że na świecie jest co raz lepiej jest łatwo, i już dawno sam to zauważyłem, ale dla nieprzekonanych autor powołuje się na olbrzymią liczbę statystyk (dlatego książka jest taka długa). Kiedy po nią sięgałem, myślałem że będzie o przestępstwach typu morderstwa i napaści, ewentualnie gwałty ale tematy poruszane przez autora są dużo szersze: morderstwa, konflikty zbrojne, niewolnictwo, ludobójstwo, zbrodnie z nienawiści ale też przemoc fizyczna w rodzinach, stosunek do mniejszości, zwierząt, bicia dzieci... "Trudno w to uwierzyć - wiem, że większość ludzi nie wierzy - ale natężenie przemocy od dawna maleje i dzisiaj prawdopodobnie żyjemy w najspokojniejszej epoce w dziejach naszego gatunku. Proces ten nie przebiegał bez zakłóceń, nie ograniczył poziomu przemocy do zera i nie ma gwarancji, że będzie trwał wiecznie, ale jest niepodważalny, w skali czasowej od stuleci do lat, a także we wszystkich kategoriach zjawisk, od wojen po karanie dzieci za pomocą klapsa." (pdf.str. 13) Wiele znalezionych szkieletów ujawnia, że ci ludzie zmarli w wyniku przemocy (Ötzi, Człowiek z Kennewick, Człowiek z Lindow) (odniesienie na str. 25) Bardzo mocna jest część przytaczająca fragmenty Biblii opisujące przemoc całkiem brutalnie... "Zdążając do Ziemi Obiecanej, Izraelici spotykają na swojej drodze Madianitów. Na rozkaz Boga zabijają mężczyzn, palą miasta, porywają trzody, a kobiety i dzieci biorą w niewolę. Kiedy wracają do Mojżesza, on gniewa się na nich, ponieważ oszczędzili kobiety, a część z nich nakłoniła Izraelitów do oddawania czci konkurencyjnym bogom. Każe więc swoim żołnierzom dopełnić dzieła ludobójstwa i uraczyć się gibkimi nałożnicami, które mogą gwałcić do woli: „Zabijecie więc spośród dzieci wszystkich chłopców, a spośród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Jedynie wszystkie dziewczęta, które jeszcze nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu”. W Księdze Powtórzonego Prawa 20 i 21 Bóg przedstawia Izraelitom naczelną strategię postępowania z miastami, które nie przyjmą ich zwierzchnictwa: mężczyzn zadźgać mieczami, a kobiety i dzieci uprowadzić. Mężczyzna mógł wtedy stanąć przed następującym problemem: ponieważ właśnie zabił rodziców i braci swojej pięknej nowej niewolnicy, mogła nie być w nastroju do amorów. Bóg przewidział tę uciążliwość i podsunął następujące rozwiązanie: mężczyzna, który porwał kobietę, powinien ogolić jej głowę, obciąć paznokcie i uwięzić w swoim domu na miesiąc, żeby wypłakała sobie oczy, a potem może ją zgwałcić." (pdf.str. 31-32) "Stary Testament ukazuje świat, który dla współczesnych oczu jest wstrząsający w swoim okrucieństwie. Ludzie biorą w niewolę, gwałcą i mordują członków swojej najbliższej rodziny. Watażkowie na oślep wyrzynają cywilów, nie wyłączając dzieci. Kobiety są kupowane, sprzedawane i wykorzystywane jak zabawki seksualne. Jahwe torturuje i masakruje setki tysięcy ludzi za przypadki drobnego nieposłuszeństwa albo bez żadnego powodu. Tego rodzaju bestialstwa nie są zjawiskiem incydentalnym. Uczestniczą w nich wszystkie ważniejsze postacie Starego Testamentu, rysowane kredkami przez dzieci w szkółce niedzielnej. Ta okrutna saga ciągnie się przez tysiąclecia, od Adama i Ewy przez Noego, patriarchów, Mojżesza, Jozuego, sędziów, Saula, Dawida, Salomona i dalej. Jak wyliczył biblista Raymund Schwager, w Starym Testamencie „jest ponad 600 fragmentów wprost mówiących o tym, że narody, królowie albo pojedynczy ludzie napadają, niszczą i zabijają innych. […] Około 1000 wersetów, w których sam Jahwe pełni funkcję bezpośredniego wykonawcy brutalnej kary, wiele tekstów, w których Pan oddaje przestępcę pod miecz kata, a w ponad 100 innych fragmentach Jahwe wydaje nakaz zabijania”. Matthew White, który określa się mianem badacza przemocy i prowadzi bazę danych z szacunkową liczbą ofiar śmiertelnych większych wojen, rzezi i ludobójstw, obliczył, że liczba ofiar masowych mordów konkretnie wymienionych w Biblii wynosi 1,2 miliona. (Pomija pół miliona poległych w wojnie pomiędzy Judą i Izraelem, opisanej w Drugiej Księdze Kronik 13, ponieważ w świetle innych posiadanych przez nas informacji liczba ta wydaje się mało wiarygodna.) Gdybyśmy dodali do tego ofiary potopu, łącznie uzyskaliśmy około 20 milionów. Pocieszające jest to, że większość tych rzeczy oczywiście nigdy się nie wydarzyła. Nie ma dowodów na to, że Jahwe zalał planetę wodą i podpalał miasta, ale również historie o patriarchach, exodusie, podbojach i imperium żydowskim prawie na pewno są fikcyjne. Historycy nie znaleźli w źródłach egipskich wzmianki o odejściu miliona niewolników (co raczej nie umknęłoby uwagi Egipcjan),archeolodzy nie natrafili zaś na ślady oblężeń i walk w ruinach Jerycha i sąsiednich miast z około 1200 roku p.n.e. A jeśli na przełomie II i I tysiąclecia p.n.e. istniało imperium Dawida rozciągające się od Eufratu po Morze Czerwone, to w tamtym czasie nikt tego nie zauważył. Współcześni bibliści ustalili, że Biblia jest jak Wikipedia. Przez ponad pół tysiąclecia tworzyli ją pisarze posługujący się różnymi stylami, dialektami, imionami postaci i koncepcjami Boga, a chaotyczne przeróbki pozostawiły po sobie wiele sprzeczności, powtórzeń i nieciągłości." (pdf.str. 34-35) - :D (tak obszernie sobie cytuję, bo mi się przyda również do innych dyskusji ;) ). Ale to że dziś miliony wierzących ma przecież zupełnie inną (współczesną) moralność, to też oznacza właśnie tyle, że ludzie są mniej brutalni. "Niezależnie od tego, czy Izraelici rzeczywiście dopuszczali się ludobójstw, nie ulega wątpliwości, że uważali je za dobry pomysł. Nikomu nie przychodziło do głowy, że kobieta ma prawo nie być gwałcona albo kupowana jako obiekt seksualny. Autorzy Biblii nie widzieli niczego złego w niewolnictwie bądź takich okrutnych karach, jak oślepianie, kamienowanie albo rąbanie na kawałki. Życie ludzkie nic nie znaczyło w porównaniu z bezmyślnym posłuszeństwem wobec zwyczaju i władzy." (pdf.str. 35) "(…) od XIII do XX wieku liczba zabójstw w różnych regionach Anglii obniżyła się 10-krotnie, 50-krotnie, a w niektórych przypadkach 100-krotnie - na przykład ze 110 zabójstw na 100 000 mieszkańców rocznie w XIV-wiecznym Oksfordzie do mniej niż 1 zabójstwa na 100 000 mieszkańców w Londynie z połowy XX wieku. (...) Odkrycie to obala wszelkie stereotypy o sielskiej przeszłości i zdegenerowanej teraźniejszości. W odpowiedziach na internetowy kwestionariusz, który miał sprawdzić postrzegany poziom przemocy, ludzie zgadywali, że XX-wieczna Anglia była o 14% brutalniejsza od Anglii XIV-wiecznej. W rzeczywistości była o 95% mniej brutalna." (pdf.str. 94-95) "Można przypuszczać, że w XVIII wieku idea zniesienia kary śmierci wydawałaby się lekkomyślna. Uznano by zapewne, że nie musząc się bać makabrycznej egzekucji, ludzie bez wahania mordowaliby dla zysku albo z zemsty. Dzisiaj jednak wiemy, że zniesienie kary śmierci nie tylko nie odwróciło utrzymującej się przez wiele stuleci tendencji spadkowej wskaźnika zabójstw, ale że na ogół tendencję tę przyspieszało oraz że najniższe wskaźniki zabójstw notowane są we współczesnych państwach Europy Zachodniej, z których żadne nie uśmierca ludzi. Kara śmierci jest jedną z wielu form instytucjonalnej przemocy, które niegdyś uchodziły za niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa, ale po ich zniesieniu społeczeństwo doskonale sobie bez nich poradziło." (pdf.str. 207-208) - cóż jeszcze dodać? :) Ale tak, także takie kwestie porusza autor w książce jak choćby złagodzenie kar. Oraz niewolnictwo - nawet jeśli zdarza się nadal, to żadne państwo nie będzie mówić o tym z dumą: "Wypowiedź Kevina Balesa, prezesa stowarzyszenia Free the Slaves (…): '(…) Dzisiaj nie musimy toczyć batalii prawnej, ponieważ we wszystkich krajach prawo zakazuje niewolnictwa; nie musimy odpierać argumentu ekonomicznego, ponieważ żadna gospodarka nie opiera się na niewolnictwie (inaczej niż w XIX wieku, kiedy bez niewolników mogłyby upaść całe branże). Nie musimy też toczyć sporów moralnych, ponieważ nikt nie próbuje usprawiedliwiać niewolnictwa.'" (pdf.str. 214) A jeśli przeliczyć liczbę ofiar z uwzględnieniem współczynnika ludnościowego i pozycję, którą zajmowałoby dane wydarzenie, gdyby liczba ludności świata wynosiła tyle, ile w połowie XX wieku, to się okazuje że IIWŚ zajęłaby nie pierwsze, a dopiero 9 miejsce pod względem liczby ofiar! (tabela ze str. 260) "(…) nigdy nie było wojny między dwoma krajami demokratycznymi." (pdf.str. 364) "(…) kraje demokratyczne rzadziej toczą wojny międzypaństwowe, rzadziej pogrążają się w wojnach domowych na dużą skalę i rzadziej popełniają ludobójstwa." (pdf.str. 442) - to tak w kontekście tego czemu przeraża mnie jakikolwiek inny ustrój ;) Autor ma też coś do powiedzenia na temat terroryzmu: "Ponadto w każdym roku z wyjątkiem 1995 i 2001 więcej Amerykanów za biły pioruny, jelenie, alergia na orzeszki ziemne, użądlenia przez pszczoły i „zapalenie się lub stopienie nocnej bielizny” niż zamachy terrorystyczne>' (pdf.str. 447) - ;) "Od niepamiętnych czasów rodzice porzucali, dusili, bili, topili i truli wiele ze swoich nowo narodzonych dzieci. Antropolog Laila Williamson przeprowadziła badania, z których wynika, że dzieciobójstwo było praktykowane na wszystkich kontynentach przez wszystkie rodzaje społeczeństw, od niepaństwowych gromad i osad (z których 77% akceptowało zwyczaj dzieciobójstwa) po rozwinięte cywilizacje. Do niedawna od 10% do 15% wszystkich niemowląt zabijano niedługo po urodzeniu, a w niektórych społeczeństwach odsetek ten dochodził do 50%. (…) Przebyliśmy długą drogę, zanim dotarliśmy do naszych czasów, których półkilogramowym maleństwom ratuje się życie dzięki heroicznym wysiłkom chirurgów, oczekuje się od dzieci produktywności ekonomicznej dopiero w trzeciej dekadzie życia, a za przemoc wobec dzieci uznaje się grę w zbijaka." (pdf.str. 535) - dalej jest możliwe wyjaśnienie dzieciobójstwa z perspektywy biologii ewolucyjnej i ma to sens, muszę przyznać. Fragment dotyczący homoseksualizmu jest tak fajnie napisany :D "Przemoc homofobiczna, odgórna lub oddolna, to tajemnicza pozycja w katalogu przemocy, ponieważ agresor nie odnosi z niej żadnej korzyści. Nie wchodzą w grę żadne sporne zasoby, a ponieważ homoseksualizm jest przestępstwem bez ofiar, zapobieganie mu nie zwiększa spokoju społecznego. Można by wręcz oczekiwać, że na widok homoseksualisty mężczyźni hetero pomyślą sobie: „Super, więcej kobiet dla mnie!”. Zgodnie z tą samą logiką znacznie większą zbrodnią powinno być lesbijstwo, ponieważ usuwa z puli rozrodczej dwie kobiety naraz. (…) Homofobia jest ewolucyjną zagadką, podobnie jak sam homoseksualizm. To znaczy nie ma niczego tajemniczego w homoseksualnym zachowaniu. Człowiek jest gatunkiem polimorficznie zboczonym i bez przerwy próbuje zaspokajać popęd płciowy za pomocą różnych żywych i nieżywych obiektów, które nie zwiększają jego osiągnięć rozrodczych. W wyłącznie męskich środowiskach, na przykład na statkach, w więzieniach i szkołach z internatem, ludzie często zadowalają się łatwo dostępnym obiektem, który w całej okolicy najbardziej przypomina kobiece ciało." (pdf.str. 575) - :D (tak, oczywiście dalej jest trochę poważniej ale i tutaj przemoc spada). "Mit czystego zła jest wielką przeszkodą na drodze do zrozumienia prawdziwego zła. Jako że punkt widzenia naukowca przypomina punkt widzenia sprawcy, a punkt widzenia moralisty przypomina punkt widzenia ofiary, naukowców oskarża się o to, że „usprawiedliwiają sprawcę”, „przerzucają winę na ofiarę” albo próbują zrehabilitować amoralną doktrynę, że „wszystko zrozumieć to wszystko wybaczyć” (przypomnijmy sobie, jak odpowiedział na tego rodzaju krytykę Lewis Richardson: dużo potępić to mało zrozumieć)." (pdf.str. 635) - podoba mi się odpowiedź pana Lewisa Richardsona. "Alternatywa dla mitu czystego zła brzmi następująco: większość cierpienia zadawanego ludziom przez ludzi bierze się z motywów, które znajdujemy w każdej normalnej osobie. Płynie z tego wniosek, że spadek przemocy w znacznej mierze wynika z faktu, iż ludzie kierują się tymi motywami rzadziej, w bardziej ograniczonym stopniu i w mniejszej liczbie sytuacji." (pdf.str. 724) "(…) inteligentniejsi ludzie są bardziej liberalni." (pdf.str. 838) - dlaczego wcale mnie to nie dziwi? ;) (btw. wzrost inteligencji wiąże się ze spadkiem przemocy). Ale potem jest "korelacja, która zdenerwuje lewicę, tak jak korelacja z liberalizmem zdenerwowała prawicę", więc konserwatyści też nie muszą się z góry negatywnie nastawiać :D "Niechęć do nowożytności to jeden z lejtmotywów współczesnej krytyki społecznej. (…) Co takiego dała nam technologia, mówią, oprócz alienacji, skażenia środowiska, patologii społecznych, utraty sensu życia i kultury konsumeryzmu, która niszczy naszą planetę tylko po to, żebyśmy mogli mieć domy do samodzielnego montażu, SUV-y i reality show? (…) Od lat siedemdziesiątych, kiedy romantyczna nostalgia zawędrowała pod strzechy, statystycy i historycy gromadzą fakty, które przemawiają przeciwko niej. Tytuły publikowanych przez nich książek mówią same za siebie: (…) "It’s Getting Better All the Time" , "The Good Old Days - They Were Terrible!" (…) Obrońcy nowożytności opowiadają o uciążliwościach codziennego życia przed nastaniem zamożności i technologii. Nasi przodkowie, przypominają nam autorzy, byli zawszeni, mieli robaki i mieszkali nad piwnicami, w których gromadziły się ich odchody, a jedzenie było bez smaku, monotonne i nie zawsze dostępne. Opiekę medyczną zapewniano za pomocą piły lekarza i obcęgów dentysty. Przedstawiciele obu płci harowali od świtu do nocy, po czym pogrążali się w ciemnościach. Zima oznaczała wiele miesięcy głodu, nudy i dotkliwej samotności w gospodarstwach rolnych odciętych od świata przez śnieg. Nasi niedawni przodkowie musieli się jednak obchodzić nie tylko bez przyziemnych wygód, ale również bez wyższych i szlachetniejszych dóbr, takich jak wiedza, piękno i kontakty międzyludzkie. Do niedawna większość ludzi nigdy nie oddaliła się o więcej niż kilkanaście kilometrów od miejsca urodzenia. Nikt nie miał pojęcia o ogromie kosmosu, prehistorii cywilizacji, genealogii istot żywych, kodzie genetycznym, świecie mikroskopowym czy składnikach materii i życia. Nagrania muzyczne, książki w przystępnych cenach, natychmiastowe wiadomości ze świata, reprodukcje wybitnych dzieł sztuki czy filmy fabularne były czymś niewyobrażalnym, już nie mówiąc o tym, żeby miały się zmieścić w kieszonkowym urządzeniu. Kiedy dzieci emigrowały, ich rodzice często już nigdy ich nie widzieli, nie słyszeli ich głosów i nie poznawali swoich wnuków. Do tego wszystkiego dochodzą dary nowożytności dla samego życia: dodatkowe dekady istnienia, matki, które nie umierają przy porodzie, dzieci, które przeżywają swoje pierwsze lata na ziemi. Kiedy spaceruję po starych cmentarzach Nowej Anglii, zawsze uderza mnie obfitość maleńkich kwater grobowych i przejmujących inskrypcji. Elvina Maria, zmarła 12 lipca 1845 roku w wieku 4 lat i 9 miesięcy. „Wybaczcie tę łzę, płacze matka. Tutaj śpi uschnięty kwiatuszek”. Przy wszystkich tych powodach, dla których żaden romantyk nie wsiadłby do wehikułu czasu, nostalgik zawsze mógł wyjąć jedną kartę moralną: przemoc w świecie nowożytnym. Przynajmniej, mówił nostalgik, nasi przodkowie nie musieli się martwić o napady rabunkowe, strzelaniny w szkołach, zamachy terrorystyczne, holocausty, wojny światowe, pola śmierci, napalm, gułagi i zagładę jądrową. Żaden Boeing 747, żaden antybiotyk, żaden iPod nie jest przecież wart cierpienia, których potrafią przysporzyć światu nowoczesne społeczeństwa z ich technologiami. I właśnie w tym miejscu pozbawiona sentymentalizmu historia i statystyczne rozeznanie mogą zmienić nasze spojrzenie na nowożytność, pokazują bowiem, że nostalgia za pokojową przeszłością jest w tym kontekście największym złudzeniem. Teraz już wiemy, że tubylcze ludy (...) miały wyższe wskaźniki zgonów wojennych od notowanych podczas naszych wojen światowych. Twórcy romantycznych wizji średniowiecznej Europy pomijają dopieszczone przez rzemieślników narzędzia tortur i nie mają pojęcia o 30-krotnie wyższym ryzyku morderstwa w tamtych czasach. Stulecia, za którymi ludzie odczuwają nostalgię, były stuleciami, w których żonom cudzołożników obcinano nosy, ośmioletnie dzieci wieszano za drobne kradzieże, od rodziny więźnia żądano opłaty za rozkucie kajdan, czarownice przepiłowywano na połowę, a marynarzy chłostano do żywego mięsa. Moralne oczywistości naszej epoki, na przykład że niewolnictwo, wojna i tortury są złem, uznano by za sentymentalizm pięknoduchów, a koncepcję powszechnych praw człowieka za sprzeczność samą w sobie. Ludobójstw i zbrodni wojennych nie odnotowywano w kronikach historycznych tylko dlatego, że w tamtych czasach nikt nie dostrzegał w nich poważnego problemu. Z perspektywy prawie siedmiu dekad po wojnach światowych i ludobójstwach pierwszej połowy XX wieku widzimy, że nie były to zwiastuny jeszcze gorszego ani norma, do której świat się przystosował, lecz lokalny szczyt, z którego krzywa zjechała zygzakami w dół. Ukryte za tymi zbrodniami ideologie nie były koncepcjami wplecionymi w tkankę nowoczesności, lecz anachronizmami, które trafiły na śmietnik historii." (pdf.str. 877-879) - długi cytat ale musiałem. No. I cieszę się, że nim właśnie mogę zakończyć tą recenzję :) (czytana/słuchana: 12-21.08.2025) 5/5 [9/10]
lex - awatar lex
ocenił na97 miesięcy temu
Historia naturalna ludzkiego myślenia Michael Tomasello
Historia naturalna ludzkiego myślenia
Michael Tomasello
Myślimy nieustannie. Ale co sprawia, że u ludzi ten proces jest wyjątkowy? Czy i w jakim stopniu jest inny jakościowo i ilościowo, gdy porównamy go z myśleniem pozostałych człowiekowatych? Psycholog rozwojowy Michael Tomasello w "Historii naturalnej ludzkiego myślenia" zaprezentował kilka koncepcji w ramach poszukiwań odpowiedzi na te pytania z punktu widzenia społecznych przemian i ewolucji złożoności struktur natury psychologiczno-socjologicznych, które na przestrzeni ostatnich kilku milionów lat zbudowały finalnie nasz język i kulturę. Psycholog główną tezę postawił już na początku i wytrwale bronił na każdej stronie pracy. Można hasłowo wysłowić ją tak: większość skomplikowanych procesów myślowych uformowała się z potrzeb natury egzystencjalnej by w efekcie rozwinąć się w wachlarz interakcji społecznych budując wielopoziomowe relacje grupowe. Do prześledzenia kluczowych punktów zwrotnych, Tomasello powołał kilkuetapowy proces pogłębiającej się z czasem intencjonalności. Za podstawowe mechanizmy budujące to zjawisko uznał kooperację, rekurencję myślenia i samokontrolę. Dzięki nim człowiek dopracował się złożonych form komunikacji. Opowieść Tomasello jest fascynująca, bo jeśli prawdziwa, to pozwala zrozumieć źródła naszej wyjątkowości i jednocześnie dojść do wniosku, że myślenie jest zupełnie naturalne (choć, jako proces zaawansowany, jest raczej wyjątkowe na naszej planecie). Objawiło się ono, jako potrzeba przeżycia i w konsekwencji pełniejszego analizowania świata – mamy intencjonalność współdzieloną – etap rozwoju z pogłębiającą się koordynacją działań z innymi. Ten etap rozwoju jest już nieosiągalny dla innych człowiekowatych. Wypracowano w nim pomocne i coraz bardziej skomplikowane gesty oraz przekazywanie informacji z intencją dzielenia się faktami. Następnie człowiek rozwija gesty ikoniczne, abstrakcyjność i kontekst informacji. Jednostki pogłębiają rekurencję (wiem, że on wie, że ja wiem, że on wie,…) i budują zbiorowe normy dla grup – pojawia się intencjonalność kolektywna. Ostatecznie człowiek zaczął posługiwać się językiem, jako nośnikiem treści zaawansowanych, budując przy okazji struktury moralne i racjonalność zbiorową. Mamy Homo sapiens sapiens. Ta piękna historia kładzie nacisk na adaptacje mające swoje źródła w presji ewolucyjnej, w której człowiekowate wybrały akurat drogę socjalizacji. Ciekawe hipotezy stawia autor, pytając o możliwości rozwojowe współczesnego dziecka, które całe życie spędziłoby na bezludnej wyspie (efekt ‘Robinsona Crusoe’),albo grupie izolowanej (efekt ‘Władcy much’). Jakie wnioski wysuwa autor o możliwościach umysłowych tak rozwijających się ludzi? Po odpowiedź zapraszam do książki. Bardzo ciekawe przemyślenia. Niewiele jest w książce dywagacji odnoszących się do typowych badawczych faktów materialnych. Dominuje narracja hipotez, argumentacji na gruncie teorii języka, antropologii kultury i socjologiczno-psychologicznych narzędzi teoretycznych. Jest trochę opisów eksperymentów zachowań dzieci w wieku do 3 lat, jako bazy do budowania historycznej zmienności procesów poznawczych naszego gatunku. To rodzi jednak sporo pytań o podstawy takiej metody, które wymagają dyskusji – bo w jakim stopniu możemy porównywać zachowanie dwulatka z domniemanym poziomem myślenia naszych przodków przed milionem lat? Sam autor widzi w tym niebezpieczeństwo, choć nie przeprowadza nad tym dyskusji. Podobne pytania nasuwają się przy porównywaniu behawioru małp z dziećmi i wyciąganiu wniosków o stanie umysłu naszych antenatów. Założeniem autora było unikanie przypisania opisywanych zjawisk do konkretnego okresu z historii ewolucji. Są co prawda wspominanie trzy istotne punkty – oddzielenie linii Homo od reszty człowiekowatych, pojawienie się Homo heidelbergensisa i neandertalczyka – do których autor jakoś przypisuje kluczowe zmiany społecznej organizacji, lecz robi to tylko zdawkowo. Widać, jest jeszcze sporo pracy przy nadawaniu przemianom kognitywnym konkretnych znaczników czasu. Książka jest momentami trudna. Autor używa pojęć z teorii języka (np. konstrukcje ergatywne czy akuzatywne),które akurat mi były często obce. Nie można jednak powiedzieć, że ma ‘ciężkie pióro’. Ostatnie strony (233-262) to wspaniałe podsumowanie, gdzie wszystko jest jasno wyłożone. Jeśli ktoś nie chce się męczyć nad detalami, może skupić się na tych fragmentach. Tam jest istota myśli autora. "Historia naturalna ludzkiego myślenia" to bardzo dobra książka. Jest trochę detalicznych analiz, które będąc codziennością autora, mogą męczyć swą hermetycznością, ale chyba i tak warto. Dla mnie to uzupełnienie poszukiwań odpowiedzi o ludzki umysł, myślenie i świadomość, które do tej pory poznawałem raczej od strony biologicznej czy filozofii kognitywistyki. Tu mamy narrację z dominującym komponentem socjologiczno-lingwistycznym. Polecam.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na87 lat temu
Kto tu rządzi - ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli Michael Gazzaniga
Kto tu rządzi - ja czy mój mózg? Neuronauka a istnienie wolnej woli
Michael Gazzaniga
🔥 Kto naprawdę trzyma lejce? 🔥 🧭 Gatunek: neuronauka spotyka filozofię i prawo
 ✍️ Styl: klarowny, erudycyjny, ale zadziorny – Gazzaniga nie boi się lekkiego żartu, żeby nastrój nie stał się grobowy
 🎯 Ocena: 8/10 – książka dojrzała i mądra, a mimo powtórzeń (które odczułem, bo wcześniej czytałem późniejszy Instynkt świadomości) absolutnie warta lektury. 📖 Czytając tę książkę, miałem momentami wrażenie, że ktoś wylał mi kubeł zimnej wody na głowę – ale zamiast się obrazić, poczułem się pobudzony do myślenia. Wolna wola? Mit, iluzja, piękna bajka, którą lubimy sobie opowiadać. Gazzaniga pokazuje: to nie ja siedzę za sterami – to mój mózg prowadzi, a ja najwyżej mogę komentować z tylnego siedzenia. Brzmi brutalnie? Tak, ale autor robi to z takim wdziękiem i poczuciem humoru, że zamiast przygnębienia pojawia się… intelektualna frajda. Podziwiam go za to, że potrafi łączyć fakty naukowe z refleksją filozoficzną i prawną – i robi to bez akademickiej sztywności. To nie jest kolejny „suchy podręcznik neuronauki”. To raczej rozmowa z kimś, kto przez dekady grzebał w mózgu (dosłownie i w przenośni),a teraz dzieli się wnioskami jak starszy, mądry znajomy – tyle że z Noblowskim kalibrem wiedzy. 🧩 Co dla mnie zrobiło wrażenie? 🧩 🔹 Intuicja i „łączenie kropek” – nie tylko wyniki badań, ale też szerszy obraz. 🔹Język – przystępny, czasem ironiczny. To działa. 🔹 Doświadczenie autora – czuć, że to pisze człowiek, który widział już wszystko i teraz składa to w całość. 🎭 Obnażenie iluzji 🎭 Gazzaniga wali prosto: wolna wola to fatamorgana. Ale! – nie znaczy to, że mamy się zwolnić z odpowiedzialności. Prawo i społeczeństwo muszą działać, bo inaczej zamienilibyśmy się w bandę neuronowych zombie, które zrzucają winę na „moje synapsy tak chciały”. To jest dla mnie najbardziej cenne – odwaga mówienia, że nauka i prawo muszą iść razem. Bo jeśli rozumiemy, jak działa mózg, musimy też inaczej rozumieć winę, karę i moralność. ✂️ Finalne cięcie ✂️ Dla mnie „Kto tu rządzi?” to książka, która daje i wiedzę, i emocję. 8/10, bo choć przykłady w części już znałem z innych prac Gazzanigi, to całość ma w sobie dojrzałość i świeżość spojrzenia. Czułem, że czytam kogoś, kto nie tylko badał, ale i rozumie – i jeszcze potrafi to wyłożyć tak, że mam ochotę podyskutować z własnym mózgiem przy kawie. 📝 Post scriptum 📝 Miałem wrażenie, że ta książka jest starsza – i faktycznie tak jest. „Instynkt świadomości” to dzieło późniejsze, bardziej filozoficzne i oparte na fizyce informacji. Tam Gazzaniga idzie w stronę pytania „czym jest sama świadomość”. Tutaj natomiast pyta „czy jesteśmy odpowiedzialni, skoro rządzi mózg?”. Dla mnie ta kolejność miała sens – jakby najpierw chciał zmierzyć się z kwestią wolnej woli, a dopiero potem wejść głębiej w naturę świadomości. Dlatego mimo pewnych powtórzeń obie książki czytałem z równym zaciekawieniem.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na87 miesięcy temu
Kapitał w XXI wieku Thomas Piketty
Kapitał w XXI wieku
Thomas Piketty
TLDR: Książka główną tezę przedstawia już na wstępie, brzmi ona następująco: stopa zwrotu z inwestycji (kapitału) przekracza wzrost gospodarczy. Logiczną konsekwencją tego jest postępująca akumulacja majątku w rękach tych, którzy go posiadają (np. poprzez dziedziczenie) - tort rośnie w pewnym tempie, ale, jeśli mój majątek rośnie w szybszym, to mam coraz większy kawał(-eczek) tego tortu. Jeśli interesuje cię rozwinięcie tej tezy, podparcie jej o dane historyczne, oraz dyskusja o jej implikacjach to czyta się to jak kryminał. Wersja długa: Gdy my przechodziliśmy transformację ustrojową, na świecie tryumfował paradygmat neoliberalny (w wersji Reagana i Thatcher). Ukształtował on wygląd debaty ekonomicznej w Polsce na następne dekady do tego stopnia, że wciąż wiele osób utożsamia neoliberalizm z kapitalizmem jako takim i jakakolwiek jego krytyka (której bezpośrednio w tej książce praktycznie nie ma, została nadbudowana w interpretacjach),jest traktowana jako chęć powrotu do czasów słusznie minionych. Dlatego pewne tezy tej książki mogą się wydawać bardziej kontrowersyjne w Polsce, a mniej w państwach zachodnich, gdzie neoliberalna myśl ekonomiczna, od 40 lat stopniowo traci na znaczeniu. Chyba dlatego wiele osób krytycznie oceniających książkę zarzuca autorowi sympatie komunistyczne (od których on się jednoznacznie odżegnuje). Stawianie znaku równości pomiędzy, na przykład rozważaniami na temat możliwych zmian systemów podatkowych (większa progresja podatkowa, jakaś forma opodatkowania majątku - a mamy go już w wielu krajach Europy w formie podatku katastralnego, czy podatku spadkowego) a komunizmem (opierającemu się przede wszystkim na braku własności prywatnej, a szczególnie kolektywnej własności środków produkcji) świadczy o złej woli lub głębokim niezrozumieniu tematyki. Dorzucanie do tego zbrodni stalinizmu sprowadza dyskusję do podwórkowej przepychanki. Co więcej, być może to właśnie debata ekonomiczna analogiczna do tej, którą zapoczątkowuje autor, uchroniła Europę od rozlania się na nią rewolucji bolszewickiej, poprzez częściowe uznanie postulatów ruchu robotniczego np. w Wielkiej Brytanii. Piketty na wstępie definiuje zakres w jakim używa słowa „kapitał”, i konsekwentnie się tej definicji trzyma. W wywodzie przyjmuje pewne uproszczenia (lub, jeśli ktoś chce mu przypisać złą wolę, w kilku miejscach przedstawia dane nieco tendencyjnie) - np. przy informacji o najwyższej stawce podatku dochodowego w latach 1930-1980 wynoszącej w USA powyżej 80%, pominięta zostaje informacja o rozbudowanym systemie ulg, który sprawiał że realna stawka podatku była znacznie niższa. Jednak nie zmienia to zasadniczo wpływu trendu zmian w systemie podatkowym na akumulację majątku (nawet jeśli realna stawka podatku wynosiła po uwzględnieniu ulg znacznie mniej niż 80%, to przy stawce 37% i równie rozbudowanym systemie ulg trend wciąż pozostaje wyraźnie spadkowy). Co więcej, analiza złożonych zjawisk w czasie, wymaga ich zamodelowania, przyjęcia pewnych założeń i uproszczeń. Jest to niezbędne zarówno w ekonomii, jak w fizyce, po prostu jesteśmy w stanie obserwować tylko określoną ilość zmiennych. Uproszczenie polegające na tym że pomijamy fakt iż np. niektóre spółki giełdowe rosną szybciej niż inne, a jedynie obserwujemy średnią stopę zwrotu na rynku, nie powinien wpływać na wyniki przy wystarczająco wysokiej liczbie inwestorów. Zarzut o podpieranie się Jane Austin jako źródłem danych jest bezzasadny, Piketty przytacza wiele prac badawczych z XVIII i XIXw., o jej powieściach wspominając jedynie w kontekście tego że wysokość renty rolnej była rzeczą powszechnie znaną. Książka skłania do namysłu nad stosunkiem do takich pytań jak: * czy historia negatywnie zweryfikowała tzw. teorię skapywania (przypływ podnosi wszystkie łodzie) * czy mobilność społeczna w krajach bogatych jest coraz mniejsza, historie "od zera do milionera" są jak historie o zwycięzcach lotto (już nie każdy jest kowalem swojego losu, lub jest nim w bardzo ograniczonym zakresie) * czy istnieje trend ku coraz większej akumulacji majątku (mityczny 1%) * czy obecny kształt nierówności sprzyja społeczeństwom czy też jest dla nich szkodliwy (wiele badań wskazuje że powyżej pewnego poziomu nierówności są szkodliwe zarówno pod względem społecznym, jak i ekonomicznym, ograniczając wzrost gospodarczy) Ja ze swej strony nadbudowałbym to kwestią czy mamy prawo myśleć o tym w jakim społeczeństwie chcielibyśmy żyć i działaniami politycznymi zmieniać rzeczywistość w tym kierunku, czy też przyjąć istnienie sił (takich jak np. "niewidzialna ręka rynku"),które same, poprzez dziejową konieczność, prowadzą społeczeństwo ku wyższym formom rozwoju. Piketty wyraźnie zastrzega, że historia nierówności jest w znacznej mierze historią polityczną. Co ważne, prezentuje koncepcje i dane mające je podeprzeć w sposób pełen pokory, każdorazowo prezentując opinie krytyczne i odżegnując się od jednoznacznych konkluzji. Warto jeszcze podkreślić że z tezami książki nie trzeba się zgadzać, by uznać ją za inspirującą, pobudzającą do myślenia.
BuddhaMeeple - awatar BuddhaMeeple
ocenił na82 lata temu
Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania? Elliot Aronson
Błądzą wszyscy (ale nie ja). Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania?
Elliot Aronson Carol Tavris
Bardzo dobra książka, słusznie wysoko oceniana! Styl bardzo przystępny, lekki i wciągający, a jednak przekazuje dużo wiedzy - takie wyważone lubię. Kolejny krok do zrozumienia czym jest natura ludzka... Tylko czym jest? Bo jest np. też znaczna część poświęcona temu jak przebudowujemy wspomnienia, dosłownie ("fałszywe wspomnienia", a raczej nawet nie tylko to, lecz coś głębszego - jak przebudowujemy wspomnienia przy każdym wspominaniu i jest to niby normalne). Po tym miałem jednak takie przemyślenia... że jeśli za nasze zachowania odpowiadają tylko fizjologiczne procesy mózgu (patrz książki Sapolsky'ego i podobne),jeśli nasze wspomnienia może nawet nigdy się nie wydarzyły... to kim właściwie jest człowiek? Taka mię filozoficzna refleksja wzięła... ale jak by nie było wolę prawdę znać ;) Jak zwykle kilka cytatów: "Aldous Huxley miał rację, kiedy powiedział: „Zapewne nie istnieje ktoś taki, jak świadomy hipokryta”. (pdf.str. 11) - a ja tam czasami się łapię :D Oczywiście staram się wtedy coś zmienić, nie zawsze zachowanie ;) częściej przekonania, ale jednak. "Wyniki te dowodzą, że jeśli człowiek dobrowolnie podda się nieprzyjemnemu doświadczeniu, żeby osiągnąć jakiś cel, to ów cel staje się dla niego bardziej atrakcyjny. Jeżeli w drodze na spotkanie grupy dyskusyjnej zostaniesz uderzony w głowę wazonem, który wypadł przez otwarte okno mieszkania w kamienicy, nie będziesz oceniał tej grupy lepiej niż wówczas, gdyby nie spotkało Cię to przykre doświadczenie. Gdybyś jednak zgodził się na uderzenie w głowę wazonem, żeby zostać członkiem tej grupy, to z pewnością uznałbyś ją za bardziej atrakcyjną." (pdf.str. 27) "Im bardziej kosztowna jest dana decyzja – w kategoriach czasu, pieniędzy, wysiłku czy niedogodności, jakie się z nią wiążą – oraz im bardziej nieodwracalne są jej następstwa, tym ostrzejszy dysonans i tym silniejsza potrzeba złagodzenia nieprzyjemnego napięcia poprzez wyolbrzymianie dobrych stron dokonanego wyboru. Dlatego kiedy przymierzasz się do dużego zakupu lub do podjęcia ważnej decyzji – jaki kupić samochód lub komputer, czy poddać się operacji plastycznej albo czy zapisać się na kosztowny kurs samopomocy psychologicznej – nie pytaj o radę kogoś, kto właśnie to zrobił. Taka osoba będzie miała silną motywację do tego, aby Cię przekonać, że powinieneś pójść w jej ślady. (…) Jeśli potrzebujesz rady w sprawie tego, jaki produkt kupić, zapytaj kogoś, kto nadal zbiera informacje i wciąż jeszcze ma otwartą głowę. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, czy dany program terapeutyczny może Ci pomóc, nie polegaj na relacjach osób, które w nim uczestniczyły. Sięgnij po dane pochodzące z kontrolowanych badań eksperymentalnych." (pdf. str. 33) "Conway i Ross nazywają takie egotyczne zniekształcenia pamięci „zdobywaniem tego, czego pragniemy, poprzez zmienianie tego, co było”. Na późniejszych etapach cyklu życia wielu z nas sięga po tę metodę – pamiętamy swoją przeszłość jako dużo gorszą, niż była w rzeczywistości, i w ten sposób wyolbrzymiamy postęp, jakiego dokonaliśmy, a co za tym idzie – poprawiamy sobie samopoczucie. Oczywiście wszyscy rozwijamy się i dojrzewamy, ale na ogół nie w tak dużym stopniu, jak się nam wydaje. To zniekształcenie pamięci wyjaśnia, dlaczego wszyscy mamy wrażenie, że bardzo się zmieniliśmy, ale nasi przyjaciele, wrogowie i ludzie, których kochamy, wydają nam się tacy sami, jak zawsze. Wpadamy na dawnego kolegę z klasy, Harry’ego, na zjeździe absolwentów szkoły średniej. Podczas gdy Harry opowiada, ile się nauczył i jak bardzo dojrzał od czasu ukończenia szkoły, kiwamy głową i mówimy sobie w duchu: „Ten sam stary Harry, tylko trochę grubszy i bardziej łysy”." (pdf. str. 105) "Niezwykłą cechą samousprawiedliwiania jest to, że pozwala nam ono w mgnieniu oka przechodzić z jednej roli do drugiej, przy czym w żadnej z tych ról nie stosujemy tego, czego nauczyliśmy się w tej drugiej. Dotkliwe poczucie niesprawiedliwości, jakiego doświadczamy w jednej sytuacji, nie powstrzymuje nas przed niesprawiedliwym potraktowaniem innej osoby ani nie sprawia, że stajemy się bardziej empatyczni w stosunku do ofiar niesprawiedliwości. Wygląda to tak, jakby między tymi dwoma rodzajami doświadczeń stał gruby mur uniemożliwiający nam dostrzeżenie drugiej strony. Jedną z przyczyn istnienia tego muru jest fakt, że cierpienie, którego sami doświadczamy, zawsze wydaje się bardziej intensywne od tego, jakie zadajemy innym, nawet jeśli rzeczywisty rozmiar cierpienia jest w obu sytuacjach taki sam. Stare powiedzenie: złamana noga innej osoby to błahostka, ale nasz złamany paznokieć to poważna sprawa, okazuje się trafnym opisem naszego neurologicznego „okablowania”. (…) Zjawisko to pomaga wyjaśnić, dlaczego chłopcy, którzy zaczynają się szturchać dla zabawy, już po chwili wściekle okładają się pięściami, a także dlaczego między dwoma narodami może się wytworzyć spirala wzajemnych działań odwetowych: „Oni nie wzięli oka za oko. Wybili oko za ząb. Musimy wyrównać z nimi rachunki – odetnijmy im nogę”. Każda ze stron usprawiedliwia swoje postępowanie, twierdząc, że tylko odpłaca pięknym za nadobne." (pdf. str. 245-246) "'Czasami bywa trudno zdefiniować dobro, ale zło ma charakterystyczny zapach – każde dziecko wie, czym jest ból. Dlatego za każdym razem, kiedy celowo zadajemy komuś ból, doskonale wiemy, co robimy. Wyrządzamy zło.' (Amoz Oz, pisarz izraelski) Czy Charles Graner i Lynndie England rzeczywiście wiedzieli, co robią – nie mówiąc już o tym, czy byli świadomi, że „wyrządzają zło” – kiedy celowo zadawali ból irackim więźniom, poniżali ich i wyśmiewali? Nie, nie wiedzieli. To dlatego Amos Oz się myli. Oz nie wziął pod uwagę potęgi samousprawiedliwiania – jesteśmy dobrymi ludźmi. Jeżeli zatem celowo zadajemy cierpienie innemu człowiekowi, to on z pewnością na to zasłużył. Dlatego wcale nie wyrządzamy zła. Wręcz przeciwnie – postępujemy dobrze. Stosunkowo niewielki odsetek ludzi, którzy nie potrafią lub nie chcą redukować dysonansu w taki sposób, płaci za to wysoką cenę psychologiczną – doświadcza poczucia winy, smutku i lęku, miewa koszmarne sny i cierpi na bezsenność. Cierpienie, jakiego doznają na skutek występków, których się dopuścili, a których nie mogą zaakceptować, jest niezwykle dotkliwe, dlatego większość ludzi jest gotowa sięgnąć po wszelkie dostępne usprawiedliwienie, żeby złagodzić nieprzyjemny dysonans. W poprzednim rozdziale wyjaśniliśmy, dlaczego rozwodzący się małżonkowie często usprawiedliwiają cierpienie, jakie zadają drugiej osobie. W przerażającym rachunku samooszukiwania im dotkliwszy ból zadajemy innym, tym silniejsza nasza potrzeba usprawiedliwienia własnego postępowania w celu zachowania poczucia przyzwoitości i ocalenia pozytywnego obrazu własnej osoby. Ponieważ nasze ofiary zasłużyły sobie na to, co je spotkało, nienawidzimy ich jeszcze bardziej niż przed wyrządzeniem im krzywdy, co z kolei skłania nas do zadawania im jeszcze większego cierpienia." (pdf. str. 251-252) (czytana/słuchana: 29.06-1.07.2025) 5-/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na88 miesięcy temu
Polityka, Anarchizm, Lingwistyka Noam Chomsky
Polityka, Anarchizm, Lingwistyka
Noam Chomsky
"Polityka Anarchizm Lingwistyka" to zbiór felietonów, wywiadów i wypowiedzi Noama Chomsky'ego z lat 60.-00. (czym osobiście się zaskoczyłem, ponieważ w opisach książki w empikach itp. nie ma wzmianki o tym, iż nie jest to tradycyjnie pisana spójna książka przez autora). Książka dzieli się na trzy części. W pierwszej Chomsky porusza bardzo szczegółowo głównie tematy MAI i Operacji w Iraku. Czyta się to ciężko, szczególnie jeśli nie jest się zaznajomionym z tematem, natomiast ilość przekazywanej wiedzy i opinii jest ogromna. Druga część - "W Stronę Utopii", jest moim zdaniem najprzyjemniejsza do czytania - Chomsky opisuje w niej teoretyczne założenia społeczeństw alternatywnych (m.in. anarchistycznych) dla ustrojów typowo kapitalistycznych, podając konkretne przykłady. Opisuje on też m.in. swoje poglądy w sprawach polityki wewnętrznej i zagranicznej USA. Pada w niej wiele złotych myśli i celnych spostrzeżeń, które docenić może nawet osoba o odmiennych od autora poglądach. Trzecia część z kolei jest znowu przeładowanym technicznymi i zaawansowanymi treściami dotyczącymi tym razem tytułowej lingwistyki. Ogólnie książka potrafi być odrobinę nużąca, natomiast jest również momentami dość wciągająca i świetnie poszerza perspektywę patrzenia na zagadnienia polityczne i światopoglądowe. Minusem jest również bardzo słaba korekta oraz to, że często czyta się kilka razy to samo - w wybranych wypowiedziach Chomsky'ego powtarzają się tematy, a co za tym idzie i odpowiedzi.
SevenNationS - awatar SevenNationS
ocenił na64 lata temu
Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym Daniel Kahneman
Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym
Daniel Kahneman
Nie jest to książka łatwa. Nie jest to książka doskonała. Jest to jednak książka zmieniająca pogląd na siebie samego i ludzi wokół. Ideą książki jest myśl, że ludzie nie są głupi, tylko świat jest złożony. Na codzień wydaje nam się, że jesteśmy w stanie objąć go rozumem, ale to wszystko dzięki budowanej uproszczonej narracji, która ma wiele błędów. Pierwsza część książki jest poświęcona właśnie błędom tej uproszczonej narracji. Wyjaśnione mechanizmy są ciekawe, a czytelnik ma możliwość sprawdzania swojej intuicji na wielu przykładach. Wniosek jest jeden: intuicja mimo ogromnej mocny ma swoje ograniczenia. Druga część poświęcona jest oświeceniu czytelnika, że nie jesteśmy ludźmi o których mówi klasyczna teoria ekonomiczna (autor nazywa ich "ekonami"). Najważniejsze przesłanie jest takie, że nie powinniśmy czuć się z tego powodu źle. To gorzej dla teorii, że nie opisuje prawidłowo ludzkich zachowań. Trzecia część opsiuje trzeci podział: na jaźń doświadczającą oraz pamiętającą. W zasadzie tutaj ta część jest najbardziej filozoficzna, bo dotyka sedna bycia. Co jest ważniejsze: pamięć czy doświadczenie. To krótkie streszczenie zawarte w tej opinii, nie jest spoilerem. Wyjaśniłem ogólny zarys, ale w książce jest wiele szczegółów, przedstawionych błędów poznawczych. Jest to wymagająca lektura, często wymagająca namysłu nad własnym zachowaniem. Jednak to ten mechanizm autorefleksji jest najbardziej wartościowy w tej książce. Odjąłem trochę gwiazdek za momentami dogmatyczne podejście (np. w temacie powrotu do średniej). Część badań naturalnie się zdezaktualizowała od czasu pisania tej książki, jednak duch książki wydaje się być jak najbardziej aktualny.
sillem - awatar sillem
ocenił na813 dni temu
Hegemonia albo przetrwanie: amerykańskie dążenie do globalnej dominacji Noam Chomsky
Hegemonia albo przetrwanie: amerykańskie dążenie do globalnej dominacji
Noam Chomsky
Chomsky w swej książce, stara się przedstawić nam amerykańskich władców jako ludzi w sposób świadomy i konsekwentny dążących do ustanowienia hegemonii USA na błękitnej planecie. Twierdzi iż amerykański przemysł propagandowy wyszlifował idee dr. Goebbelsa do perfekcji i karmi cały świat reklamą demokratycznego idealizmu... a świat dławiąc się i pokasłując, łyka tę papkę bez popitki... Bazując na zgromadzonych przez siebie materiałach, autor stwierdza iż owo dążenie do dominacji nie jest niczym nowym. Dzieje się tak przynajmniej od zakończenia pierwszej wojny światowej, czyli od czasów prezydentury Woodrowa Wilsona. Jednakże "wprawki" z Realpolitik - Stany Zjednoczone miały już w XIX stuleciu, eksterminując rdzennych mieszkańców kontynentu i anektując połowę terytorium sąsiedniego Meksyku. Później było już tylko ciekawiej... napaść na Haiti, aneksja Hawajów, Kuba, Portoryko, Guam, Filipiny... A wszystko to w ramach bratniej pomocy i szerzenia demokracji!? Ale jankesi, tak naprawdę rozkręcili się dopiero w trakcie i po drugiej wojnie światowej, oj działo się i dzieje się nadal... Autor nie bajdurzy, często powołuje się na wypowiedzi prominentnych polityków amerykańskich i przyznać trzeba iż jest w ich dosłownym cytowaniu wręcz bezwzględny. I byłoby więcej gwiazd gdyby Noam Chomsky nie skupiał się tak bardzo na czasach ówczesnych, czyli prezydenturze George'a W. Busha, gdyż dziś pewne przykłady i przemyślenia nieco trącą myszką. Ale ogólnie jest na plus :) Książkę tę polecam szczególnie osobom zafascynowanym amerykańską "demokracją" jako swego rodzaju otwieracz do oczu.
Van Groch - awatar Van Groch
ocenił na87 lat temu
Tunel Ego. Naukowe badanie umysłu i mit świadomego ja Thomas Metzinger
Tunel Ego. Naukowe badanie umysłu i mit świadomego ja
Thomas Metzinger
Absolutnie fenomenalna!! Znam większość znaczących książek i koncepcji dotyczących prób wyjaśnienia fenomenu świadomości (przynajmniej tych dostępnych w tłumaczeniu na język polski). Praca Metzingera trafia do mnie zdecydowanie najlepiej. Dotyka kwestii świadomości w ujęciu głównie jakościowym i skupia się na fenomenologicznej stronie zagadnienia. Wynika to zapewne z tego, że jest opracowana i napisana przez filozofa, a nie na przykład przez neuronaukowca. Mechanizmy kreowania przez neurony i inne składowe mózgu złożonego fenomenu jakim jest świadomość, są zapewne także ciekawe. Ale bardziej chyba dla ludzi posiadających specjalistyczną wiedzę dotyczącą biologii i fizjologii człowieka. Redukcjonistyczne ujęcie tak złożonych procesów, także jednak nie daje zadowalających odpowiedzi na pytania o fenomen jakim jest świadomość, wyłaniająca się jako efekt aktywności naszego umysłu. Dlatego podejście do zagadnienia świadomości jakie prezentuje Metzinger uważam za bardziej wnikliwe i pasjonujące. Natomiast to co zdecydowanie wyróżnia koncepcje zawarte w tej książce, to próby odpowiedzi na pytania o umiejscowienie naszego poczucia JA w fenomenie świadomości. To pytania o naszą indywidualną i zbiorową tożsamość, naszą jaźń. Czyli o to, co w naturze świadomości jest najbardziej dla nas kluczowe i fascynujące. Odpowiedzi niestety mogą być dla niektórych niepokojące. Jednak wystarczy odnieść się do swojego własnego umysłu, do własnych stanów świadomych oraz przeprowadzić kilka prostych eksperymentów myślowych by stwierdzić (albo odczuć),że koncepcje Metzingera dotykają sedna fenomenu ludzkiej tożsamości jako składowej świadomości. Ktoś tutaj wspomniał, że buddyzm doszedł do podobnych wniosków już wieki temu. To w dużym stopniu prawda. Ale buddyzm dał gotowe odpowiedzi i koncepcje, które nie zawsze łatwo przyjąć w naszym, zachodnim kręgu cywilizacyjnym. Thomas Metzinger swoje wnioski poparł badaniami i doświadczeniami. Dochodzi do nich krok po kroku i przeprowadza nas przez ten proces. Co do trudności w przyswojeniu treści i koncepcji zawartych w książce – uważam, że tak złożone i wnikliwe dociekania są przedstawione w naprawdę przystępny sposób. Prościej się już raczej nie da bez utraty istoty rzeczy omawianych zagadnień. Przeczytałem tę książkę już trzy razy i zapewne wrócę do niej jeszcze nie raz, ponieważ za każdym razem odkrywa się coś nowego, a koncepcje wsiąkają w umysł głębiej i intensywniej. Należy także zwrócić uwagę na świetne tłumaczenie. W przypadku tego rodzaju pozycji często ma się wrażenie, że trudność w ich pełnym zrozumieniu wynika z tego, że tłumacz sam sobie z tym nie poradził. Tutaj tłumacz wręcz dołożył cegiełkę do pełnego zrozumienia przez polskiego czytelnika koncepcji zawartych w książce.
RaRs - awatar RaRs
ocenił na102 lata temu
To zmienia wszystko Naomi Klein
To zmienia wszystko
Naomi Klein
Książka (opublikowana w 2014 roku) stała się manifestem dla aktywistów, intelektualistów i liderów społecznych, którzy dostrzegają w zmianie klimatu nie tylko zagrożenie, ale i szansę na gruntowną przemianę społeczną. Klein nie tylko analizuje przyczyny katastrofy ekologicznej, ale także wskazuje na głębokie powiązania między neoliberalnym kapitalizmem a degradacją środowiska. Autorka twierdzi, że zmiana klimatu nie jest przypadkowym efektem ubocznym działalności człowieka, ale konsekwencją dominującego modelu gospodarczego. Zgodnie z jej analizą, kapitalizm, z jego obsesją na punkcie nieustannego wzrostu, konsumpcji i eksploatacji zasobów naturalnych, jest głównym sprawcą kryzysu. Autorka zauważa, że zmiana klimatu nie jest tylko problemem technicznym, ale jest głęboko zakorzeniona w strukturach politycznych i ekonomicznych, które muszą zostać zreformowane, aby możliwe było skuteczne działanie na rzecz ochrony środowiska. Klein krytykuje neoliberalne podejście do polityki klimatycznej, które polega na poszukiwaniach "rozwiązań rynkowych", takich jak handel emisjami czy inwestycje w zielone technologie, które często są wykorzystywane do utrzymania status quo. Autorka wskazuje, że takie podejście nie prowadzi do rzeczywistej zmiany, lecz pozwala korporacjom i rządom na kontynuowanie działań szkodliwych dla środowiska pod przykrywką działań proekologicznych. Jednocześnie podkreśla znaczenie społeczeństwa obywatelskiego i ruchów oddolnych w walce ze zmianą klimatu. Przykłady takich inicjatyw, jak protesty przeciwko wydobyciu ropy czy blokady infrastruktury energetycznej, pokazują, że to właśnie aktywizm społeczny może stanowić skuteczną odpowiedź na kryzys. Autorka zwraca uwagę na rolę młodzieży, ludów tubylczych i innych grup społecznych, które często są najbardziej dotknięte skutkami zmian klimatycznych, ale jednocześnie prowadzą najbardziej efektywne działania na rzecz ich przeciwdziałania. Klein krytycznie odnosi się do propozycji technologicznych, które mają na celu "naprawienie" środowiska, takich jak geoinżynieria czy rozwój technologii CCS (wychwytywanie i składowanie dwutlenku węgla). Autorka uważa, że takie rozwiązania nie tylko są niepewne i kosztowne, ale także odwracają uwagę od konieczności fundamentalnej zmiany w sposobie produkcji i konsumpcji. Zamiast inwestować w niepewne technologie, Klein apeluje o inwestowanie w odnawialne źródła energii, transport publiczny i inne zrównoważone rozwiązania. Mimo pesymistycznej analizy sytuacji, Klein oferuje wizję społeczeństwa, które potrafi stawić czoła kryzysowi klimatycznemu poprzez solidarność, sprawiedliwość społeczną i demokratyczne zaangażowanie. Zachęca do działania na poziomie lokalnym i globalnym, wskazując, że to właśnie oddolne inicjatywy mogą prowadzić do realnych zmian. Jest to książka, która zmusza do autentycznej refleksji nad naszymi wartościami, stylem życia i miejscem w świecie. Klein nie tylko analizuje przyczyny kryzysu klimatycznego, ale także wskazuje na konieczność głębokiej transformacji społecznej i ekonomicznej.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na86 miesięcy temu

Cytaty z książki Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wyjaśnić umysł. Struktura teorii neurokognitywnych