Krótka historia nauki

Okładka książki Krótka historia nauki autora William Bynum, 9788377735565
Okładka książki Krótka historia nauki
William Bynum Wydawnictwo: Wydawnictwo RM Seria: Krótka historia popularnonaukowa
264 str. 4 godz. 24 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Seria:
Krótka historia
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-01
Liczba stron:
264
Czas czytania
4 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377735565
Tłumacz:
Katarzyna Skawran
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krótka historia nauki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Krótka historia nauki



książek na półce przeczytane 1363 napisanych opinii 917

Oceny książki Krótka historia nauki

Średnia ocen
6,7 / 10
136 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Krótka historia nauki

avatar
21
16

Na półkach:

Tego rodzaju postępowanie naukowe
jest dyscypliną podporządkowaną
nie przedstawia uproszczonego świata
ale równie dobrze należy powiedzieć że przedstawia jakiś inny świat

Tego rodzaju postępowanie naukowe
jest dyscypliną podporządkowaną
nie przedstawia uproszczonego świata
ale równie dobrze należy powiedzieć że przedstawia jakiś inny świat

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1362
917

Na półkach: , , , , , ,

Po książkę, pt."Krótka historia nauki", sięgnęłam z przyjemnością, ponieważ lubię taką dziedzinę.
Autor William Bynum w 40 rozdziałach zmieścił ogrom ciekawostek dotyczących różnych naukowych aspektów.

„Nauka jest wyjątkowa. To najlepsza znana nam metoda poznawania świata i wszystkiego, co na nim istnieje- także nas”.

Już pierwszy cytat na wstępie zachęca do zgłębienia tematu.
Nauka przeobrażała się z wiekami, a jej rozwój był kreatywny.
Dawna nauka, to przeanalizowanie świata.
Nauką interesowały się dawniej: Chiny, Indie, Bliski Wschód.
Pierwsi „uczeni”, to nie ludzie wykształceni, ale kapłani- duchowi przewodnicy.
Wtedy prym wiodła technika, czyli praktyka i potrzeba udoskonalenia.
Podstawą nauki była wówczas ciekawość świata.
Z tamtych czasów najwięcej wiadomo o Babilonie, ponieważ ludność zapisywała wszystko na glinianych tabliczkach.
Interesowano się liczbami, faktami, astronomią, a nierzadko astrologią.
Do dziś praktykuje się zapisywanie czasu, min., sek., godzin.
Dużo także wiemy o Egipcjanach, ich wierzeniach, obyczajach.
Tutaj znaczą rolę odgrywały: algebra, astronomia, medycyna.
Kolejne państwa: Chiny, Indie bazowały na matematyce. Powstały, min: papier, proch, kompas.
A jedno co przetrwało do dziś, to pismo chińskie.
Podróżujemy na łamach tej książki, aż po naukę współczesną, erę cyfrową.
Nauki, tj: biologia, chemia, fizyka uzupełniały się wzajemnie.
Poznajemy znanych, cenionych naukowców oraz ich wynalazki.
Lektura wartościowa, a ogrom interesujących naukowych wiadomości zachęca do przeczytania🔍🔬💊💉🧪👨🏼‍🔬👩🏼‍🔬
Polecam z serca!
Wydawnictwu RM dziękuję za egzemplarz recenzencki💝📖📙

Po książkę, pt."Krótka historia nauki", sięgnęłam z przyjemnością, ponieważ lubię taką dziedzinę.
Autor William Bynum w 40 rozdziałach zmieścił ogrom ciekawostek dotyczących różnych naukowych aspektów.

„Nauka jest wyjątkowa. To najlepsza znana nam metoda poznawania świata i wszystkiego, co na nim istnieje- także nas”.

Już pierwszy cytat na wstępie zachęca do zgłębienia...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2726
1417

Na półkach: , ,

Z serii "Krótka historia" wydawnictwa RM poznałam już jakiś czas temu "Krótką historię informatyki", która bardzo mi się podobała. Książka zawierała w sobie dużo ciekawych informacji, wiele z nich przywoływało moje własne wspomnienia i doświadczenia z komputerami, treść pomysłowo uzupełniały obrazy w formie kodów QR. To była taka godna polecenia pigułka wiedzy połączona z dobrą rozrywką. Mając tę lekturę w pamięci, bez większego zastanowienia, zdecydowałam się na "Krótką historię nauki", a tutaj niestety sprawa ma się nieco inaczej.

Przede wszystkim tytuł powinien już trochę ochłodzić mój entuzjazm, bo jak na tak niewielu stronach opisać tak szerokie pojęcie? Sam spis treści daje nam do zrozumienia, że zetkniemy się tutaj praktycznie ze wszystkim, co tylko autorowi przyszło na myśl - "Błyskawice", "Nowa chemia", "Skąd pochodzimy?", "Kaszel, kichanie i choroby", "Świat dinozaurów" itd. W doborze tematów nie ma reguły, tak jakby pisarz wyszedł z jeszcze nieświadomym świata dzieckiem na spacer i ten maluch pokazywał różne rzeczy i pytał "co to jest? a co było wcześniej? a tamto to co?"...

...sama treść również takie odpowiedzi kierowane do dziecka mi przypomina. Jeżeli otwieram książkę i już w pierwszym rozdziale narrator tłumaczy mi, że w Egipcie jest taka potężna rzeka, dzięki której rozwijała się starożytna cywilizacja, to moją pierwszą myślą jest, czy na pewno jestem w odpowiedniej sali na odpowiednim wykładzie. Ba, czy jestem w odpowiedniej szkole! Książka prezentuje się jak lekka popularnonaukowa pozycja dla dorosłych (przynajmniej ja ją tak odczytałam),ale prędzej podarowałabym ją w prezencie nastolatkom albo starszym dzieciom. Wątpię, żeby ktokolwiek po skończeniu wszystkich obowiązkowych szkół, znalazł tutaj jakieś nowe wiadomości, no chyba że totalnie nie uważał na lekcjach.

"Krótka historia nauki" nie jest złą książką, wydaje mi się po prostu skierowana do konkretnej grupy wiekowej, do czytelników dopiero poznających świat, takich, którym nie będzie przeszkadzał infantylny ton narratora i duże uogólnienia. Polecam odbiorcom, którzy są naprawdę na samym początku poznawania się z literaturą popularnonaukową.

Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl

Z serii "Krótka historia" wydawnictwa RM poznałam już jakiś czas temu "Krótką historię informatyki", która bardzo mi się podobała. Książka zawierała w sobie dużo ciekawych informacji, wiele z nich przywoływało moje własne wspomnienia i doświadczenia z komputerami, treść pomysłowo uzupełniały obrazy w formie kodów QR. To była taka godna polecenia pigułka wiedzy połączona z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

444 użytkowników ma tytuł Krótka historia nauki na półkach głównych
  • 267
  • 162
  • 15
97 użytkowników ma tytuł Krótka historia nauki na półkach dodatkowych
  • 59
  • 8
  • 8
  • 6
  • 6
  • 6
  • 4

Tagi i tematy do książki Krótka historia nauki

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krótka historia religii Richard Holloway
Krótka historia religii
Richard Holloway
Na kanwie książkiwqaa episkopalnego duchownego Richarda Hollowaya: „Krótka historia religii” opowiem nieco o ludzkiej dobroci. Autor spogląda z góry na całą historię, jakby kierował dronem na osi czasu i przestrzeni, pokazując nam najważniejsze i kluczowe elementy wielu religii, które próbują wyjaśnić sens życia, cierpienia i śmierci. Nie jest to zbiór suchych faktów i dat. Książkę czyta się jak powieść, narrator z wielkim szacunkiem i bez cienia kpiny zarysowuje w miarę neutralnie panoramę ludzkich wierzeń. Ląduje co jakiś czas i przygląda się z bliska codzienności Abrahama, lub przysłuchuje się śpiewom mędrców Rygwedy. Chciałbym przytoczyć wiele fragmentów, które dały mi wiele do myślenia. Następnie, jako że codziennie przez moje uszy przetaczają się kilogramy muzyki – temat jednego Boga, dobrego dla wszystkich, ludzkiego pragnienia pokoju i wzajemnego poszanowania postaram się pokrótce pokazać w niektórych piosenkach powstałych według modły Bahaistów: „chociaż wszystkie religie spoglądają na Boga pod różnym kątem, to jednak jest to cały czas ten sam Bóg, może wtedy zacząć jednoczyć ludzi zamiast ich dzielić”. Na końcu spróbuję podzielić się refleksją. Jak czytamy w książce - upaniszady - spisywane do 300 r. p.n.e. w przeciwieństwie do brahmanów (egzegeza rytuałów, tego co zewnętrzne) – skupiają się na filozoficznych i teologicznych aspektach hinduizmu, na treściach i głębinach wiary; podobnie chciałbym zająć się tym, co dla duszy każdego człowieka jest najważniejsze i najgłębsze z punktu widzenia Stwórcy Wszechświata. Tekst podzieliłem na trzy części: A - Dobro w religiach - książka B - Dobry Bóg dla wszystkich ludzi - muzyka C - Doskonałe jest wrogiem dobrego - refleksja Więcej na blogu: http://lion-vision.blogspot.com/2026/03/kto-jest-dobrym-czowiekiem.html
PiotrAftanas - awatar PiotrAftanas
ocenił na816 dni temu
Pi razy drzwi, czyli dziwne przypadki matematyki Mickaël Launay
Pi razy drzwi, czyli dziwne przypadki matematyki
Mickaël Launay
Nie wszyscy lubią matematykę. A jednak umiejętność liczenia okazuje się bardzo przydatna w codziennym życiu. I jedno, i drugie nie ulega wątpliwości. Czy można przekonać się do matematyki będąc humanistą albo nie mając do niej głowy? Myślę, że tak. A pomocna w tym może okazać się lektura książki "PI razy drzwi, czyli dziwne przypadki matematyki" autorstwa Mickaela Luanay'a. Wiem, że wiele osób może się skrzywić na sam jej tytuł. Bo niejednemu z nas matematyka kojarzy się z czymś nudnym i niemożliwym do ogarnięcia. I jeszcze te tytuły zawartych w niej rozdziałów, takie jak np.: "Nieuświadomiona matematyka", "Wstęp tylko dla geometrów", "Potęga trójkątów", czy też "Zmierzyć przyszłość". Sami przyznajcie, nie zachęca do wgłębiania się w ich treść. A jednak każdy z rozdziałów jest niesamowitą wycieczką w przeszłość, gdzie zapoznaje się z rozwojem matematyki nie za pomocą liczb, ale ciekawostek i "spotkań" z wybitnymi matematykami z różnych epok, a także w przyszłość, podczas której prognozowany jest dalszy rozwój tej dziedziny nauki. W rozdziałach znajdziemy też liczne graficzne przykłady przedstawianych treści, co jeszcze bardziej ułatwia jej odbiór. Długo zastanawiałam się, czy jest coś, co mogłabym zarzucić tej pozycji. I przyznam, że chyba nie ma nic. Wszystko zostało opisane łatwym, przejrzystym językiem i opatrzone prostymi, ale trafnymi ilustracjami. Logiczny układ rozdziałów, zastosowany według chronologii ustanowienia różnych matematycznych reguł, ułatwia w niej nawigację. W książce znalazłam też wiele powiązań z innymi dziedzinami nauki i wiedzy, w tym tak nieoczywiste, jak z teologią. Pytacie jak to możliwe? O Szymonie z Cyreny myślę, że każdy słyszał. A o Eratostenesie z Cyreny (tej samej, sprawdzałam w różnych źródłach),który jako pierwszy dokładne zmierzył obwód Ziemi? Nie sądzę. Zresztą w książce znajduje się wiele takich ciekawostek, które z dużym prawdopodobieństwem zaciekawią "typowego humanistę" pokazując, że matematyka, podobnie jak lingwistyka (albo filologia) są wszędzie. Może nie od razu sprawią, że pokocha się matematykę, ale pokażą w jak wielu codziennych sytuacjach mamy z nią styczność, to zaś może sprawić, że chociaż trochę ją polubimy i zaakceptujemy. Zresztą nawet podczas jej lektury tak sobie pomyślałam, że nie zaszkodziłoby, gdyby w podręcznikach obok masy ćwiczeń pojawiły się i tego typu przykłady. Może "oczarowałyby" one złe zdanie o Królowej Nauk?
Lolek90 - awatar Lolek90
ocenił na1027 dni temu
Krótka historia wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli. Opowieści zapisane w naszych genach Adam Rutherford
Krótka historia wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli. Opowieści zapisane w naszych genach
Adam Rutherford
"Pochodzisz z królewskiego rodu, tak jak my wszyscy. Masz przodków wikingów, bo wszyscy ich mamy. (...) Każdy z żyjących na Ziemi ludzi prawie na pewno ma wśród przodków Nefretete, Konfucjusza lub dowolną postać z historii starożytnej, o ile tylko miała dzieci. Im dalej cofamy się w czasie, tym większa staje się pewność takiego pochodzenia, choć coraz mniej znamy naszych przodków. To prawda równocześnie cudowna, banalna, pozbawiona znaczenia i zabawna." - Adam Rutherford Tym razem historia - czy raczej biografia - ludzkości w oparciu o nasze dziedzictwo genetyczne. Rutherford, poprzez perspektywę uzyskaną z najnowszych badań i odkryć z zakresu nauk antropologicznych, biologii, historii i, oczywiście, genetyki - w której to dziedzinie jest specjalistą - zabiera czytelnika w podróż przez wieki, objaśnia jak ludzkość ewoluowała i migrowała na przestrzeni tysiącleci oraz, w niezwykle przystępny - a momentami wręcz szalenie dowcipny, z licznymi odwołaniami do kultury masowej - tłumaczy, jak nasze geny wpływają na nasze zdrowie, psychikę, preferencje smakowe, zdolności językowe i skłonności do pewnych zachowań i wiele innych aspektów naszego funkcjonowania. Porusza też tematy kontrowersyjnie i raz na jakiś czas rozpalające emocje i wyobraźnię szerokiej szerzy ludzi - podsycane przez niedoinformowane, szukające sensacji media czy też hochsztaplerów i pseudonaukowców. A więc znalazło się tu też miejsce na rozprawienie się z obiegowymi opiniami, wątłymi teoriami, kłamstwami i mitami związane z tematyką testów DNA, genealogii genetycznej, manipulacji genami czy niesławną eugeniką ogółem. Bardzo przyjemnie napisana lektura, która pozwala lepiej zrozumieć kim jesteśmy i jak nasi przodkowie wpłynęli na naszą osobowość i tożsamość oraz jak geny wpływały na przeszłość i wpływają na teraźniejszość rasy ludzkiej i historii świata. Polecam!
Rafał Jasiński - awatar Rafał Jasiński
ocenił na72 lata temu
Człowiek i błędy ewolucji Nathan H. Lents
Człowiek i błędy ewolucji
Nathan H. Lents
Książkę czyta się błyskawicznie – to taka lekka przebieżka po wszystkich błędach konstrukcyjnych ludzkiego ciała, których kompetentny inżynier na pewno by nie popełnił. Najwięcej frajdy dają pierwsze rozdziały o anatomicznych dziwactwach. Oczywiście znałam klasyki, jak wiecznie psujące się kolana czy mało inteligentną budowę oka, ale te wszystkie niepotrzebnie pokawałkowane kostki w stopie szczerze mnie zaskoczyły. Ta część wypada najlepiej: budzi autentyczną ciekawość i sprawia, że człowiek zaczyna zupełnie inaczej patrzeć w lustro. Czuć jednak, że to pozycja bardzo „popularna”. Wyjaśnienia są uproszczone, momentami wręcz ślizgają się po temacie, co czasem ociera się o brak precyzji. Autor pozwala sobie też na drobne uszczypliwości pod adresem przeciwników ewolucji – nic agresywnego, ale jego stanowisko jest jasne (zresztą ewolucja sama w sobie nie jest zbyt łaskawa dla kreacjonizmu…) Niestety pod koniec tempo siada. Rozdział o psychologii jest dość powierzchowny, zwłaszcza jeśli zna się bardziej konkretne lektury, choćby wspomnianego tu Kahnemana. Finał o przyszłości ludzkości wypada jeszcze słabiej – to raczej luźne spekulacje, a wątek z kosmitami sprawia wrażenie pisanego na siłę, żeby tylko dobić do odpowiedniej liczby stron. Mimo to lektura jest bardzo przystępna. Poleciłabym ją komuś, kto nie siedzi głęboko w nauce, ale lubi ciekawostki o własnym ciele albo wciąż ma dystans do teorii ewolucji. Dla takich osób będzie to i pouczająca, i całkiem miła zabawa.
arie - awatar arie
ocenił na627 dni temu
Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem Steven Pinker
Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem
Steven Pinker
To połączenie intrygującego tytułu i pięknej okładki (lepszej, niż z wydania oryginalnego!) zadecydowało o moim niegdysiejszym zakupie tej książki. Później na długie miesiące trafiła do czytnikowej poczekalni (jak wiele innych),ale to właśnie w jej wypadku (a przecież nie zawsze) pamiętam o motywacji towarzyszącej jej zakupowi. Rozum, humanizm, nauka i postęp - oto czterej Jeźdźcy Oświecenia i ich nowemu opisowi (czy przedefiniowaniu ich na język pojęciowy współczesności) poświęca profesor kogniwistyki swą książkę. Początkowo chciałoby się w Nim zobaczyć kolejnego amerykańskiego mądralę (“mądraliński-sraliński, Bartłoczyk z radia!” jak mawiał jeden Pan Ferdek),ale - już po krótkim zagłębieniu się w tekst książki i ulegając erudycyjnemu czarowi jej Autora - przekonujemy się, że coś jest w tej narracji, co może nas mocno uwieść. Dlaczego jest więc aż tak dobrze, skoro jest przecież (z nami) tak źle? Bombardowani codziennie kolejnymi informacjami o wojnach, wypadkach, pijanych kierowcach kilku tych samych ciągle marek aut, czy “kończącej się“ Ziemi, nie do końca zdajemy sobie sprawę z tego, czy rzeczywiście mamy tylko lepszą dostępność do newsów odświeżających się co minutę, czy rzeczywiście jedziemy w dół jakąś równią? Dobrym więc współczesnym obiektywnym racjonalizmem w opisie świata jest statystyka i nią właśnie głównie posługuje się Autor, by uzmysłowić nam, że jednak żyjemy w czasach relatywnie pokojowych i nieprzemocowych. Ale nie tylko. Autor bowiem śmie dyskutować z takimi “oczywistościami” naszych czasów jak: kurczenie się lasów na świecie, wyczerpywanie surowców naturalnych, eksplozja demograficzna czy zmniejszanie chronionych obszarów globu. I robi to w sposób udany, bo pokazuje twarde liczbowe dowody (głównie w formie przekonujących wykresów - te wykresy to jakaś jego mania, ale i widowiskowy sposób dowodzenia swoich racji) na to, iż często jest zupełnie inaczej, niż intuicyjnie nam się wydaje, zwłaszcza, że nasze “intuicje” opieramy często na fałszującym obraz świata alarmistycznym (bo lepiej się sprzedającym) przekazie medialnym. Co dostajemy w zamian straszenia nas? Opis likwidacji promieniotwórczych zanieczyszczeń atmosfery, zanikanie kwaśnych deszczów, a nawet kurczenie się dziury ozonowej. I to wszystko dzieje się tu i teraz - na naszych oczach. A głównie dzięki licznym ponadnarodowym kompromisom i porozumieniom. I tylko nowojorczycy mają gorzej, bo ci rzekomo nie lubią oddychać powietrzem, którego nie widać… To jedynie ogólna wymowa tej książki bywa optymistyczna, bowiem Autor nie przeczy siedmiuset milionom ludzi żyjących w ubóstwie, dziesięciu tysiącom ofiar ludobójstwa w samym 2015 roku czy trzystu milionom ludzi z depresją (z których to osiemset tysięcy umrze śmiercią samobójczą). On tylko - na bazie mocnych danych - uzmysławia nam ogólne trendy i ogólną poprawę kondycji ludzkiej na każdym niemal polu, zmniejszania arsenałów jądrowych nie pomijając… To tylko obraz najlepszej wersji świata, jaką był on na przestrzeni znanej historii (i na bazie analizy okresów z dostępnymi badaniami statystycznymi). Po części opisującej dobrostan współczesnego człowieka na przestrzeni udokumentowanej jego historii, przychodzi również pora na opis współczesnych zjawisk (i ich przyczyn) oddalających się od naukowego opisu świata, czy wręcz od nauki się odwracających w kierunku ideologicznie podsycanych szamanizmów i teorii rodem ze średniowiecza. I na te ruchy i trendy znajduje Autor naukowe wyjaśnienia, a nam trudno się nie zgodzić z opisywanymi procesami, mogącymi zaburzać nasze percepcje rzeczywistości. W tej części narracja staje się mniej statystyczna, a sięga do licznych koncepcji teoretycznych z zakresu socjologii, psychologii a nawet i filozofii. Z jakże licznymi książkami czytanymi przeze mnie ostatnio dyskutuje ta pozycja! By wymienić tylko “Szóste wymieranie”, “Ostatnią minutę”, “Tamte czasy” czy “Manifest ciemności”. I dobrze - czasem warto uzmysłowić sobie, że można iść w poprzek ogólnie pesymistycznego nastawienia i… może mieć też nieco racji? Ciekawym wątkiem jest postulat zbliżenia humanistyki do nauki ścisłych, z którego to aliansu obie strony miałyby odnieść korzyść. Jak dwa skrzydła, na których nauka miałaby być rozpięta… Otrzymujemy więc postulat uniwersyteckiego szkolenia nowego typu: naukowców "biegłych w językach obu kultur". Czy Uniwersytet jest na to gotowy? Zasadniczej książki wymowy nie zmienia również i to, że w momencie jej ukończenia (2018 rok) Autor ani nie wiedział jeszcze o rosyjskiej agresji na Ukrainę (przynajmniej tej w pełnej skali),mającej wkrótce nadejść epidemii COVID-19, ani o ostatecznej likwidacji Obamacare przez administrację “Trump II” (wówczas pisał tylko jeszcze o takich zakusach Republikanów podczas pierwszej jego kadencji). Niemniej jednak rozumiemy, że i te wydarzenia nie odwracają ogólnych i mocno udokumentowanych trendów poprawy naszego życia w każdym aspekcie (tak ogólnie i tak globalnie). Wątek dotyczący wojny i przemocy, gdzie czytamy: “to oczywiście nie znaczy, że taka eskalacja jest niemożliwa, ale wskazuje, że regularna wojna uchodzi za coś nadzwyczajnego, coś, czego kraje próbują uniknąć (prawie) za wszelką cenę”, dziś pewnie musiałby zostać opatrzony suplementem typu “nie dotyczy Rosji Putina”... Trudno oskarżyć Autora o podleganie jakiemuś spolaryzowanemu politycznie lobby; jest on rzecznikiem racjonalizmu, oświeceniowości, humanizmu i nauki. I choć wprawdzie przytacza dane, iż obecnie na amerykańskich uczelniach 60% ich pracowników ma zapatrywania demokratyczne, a w książce ostro są krytykowani Republikanie - za ich wsteczny kierunek ideologiczny, to jednak - tam, gdzie na to zasługują - dostaje się i lewicowcom: za straszenie przeludnieniem, za demonizowanie energetyki i broni jądrowej, wyolbrzymianie skutków rzekomego wyczerpywania się surowców i zmian klimatycznych. Myślę więc, że książka ma ciekawy i odświeżający aspekt poznawczy, choć jedynie dla osób gotowych przyjmować racjonalny, naukowy i statystyczny opis świata. Jakoś tam pozwala przekraczać ograniczenia naszych hermetycznych baniek światopoglądowo-politycznych i uwspólniać poglądy na świat w całej jego - jednak - złożoności. Mi przydaje się do łagodzenia lęków egzystencjalnych, towarzyszących codziennej okołośniadaniowej prasówce w mediach elektronicznych; może jednak nie jest tak źle, skoro jest tak dobrze? Lekturze książki i namysłowi nad nią sprzyja na pewno lekki i dowcipny język, pełen metafor i porównań. Tak, panowie profesorowie, powinno się pisać literaturę popularnonaukową w dziedzinach społeczno-ekonomicznych! Zresztą ten właśnie - pełen humoru - język ratuje książkę, którą w przeciwnym razie pewnie uznalibyśmy w pewnym momencie za nudną, gdy każdy kolejny rozdział powtarza tylko: “lepiej, lepiej, lepiej”… Siłą rzeczy i w sposób naturalny porównuję ją z “Tamtymi czasami” Caparosa i przyglądam się, jak różni się podejście naukowca od dziennikarza-reportera. Tu dostajemy może nawet bardziej usystematyzowany wykład, w którym swobodna (i przystępna) narracja przeplata się z ogromem danych poddanych naukowej walidacji. Nie wiem, czy całościowo nie staję w tym porównaniu po stronie harwardzkiego erudycyjnego mądrali?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na95 miesięcy temu
Mózg się myli Henning Beck
Mózg się myli
Henning Beck
Książkę pożyczyłem od współlokatora E., który kiedyś ją dostał na urodziny ale mu nie przypadła do gustu. Język książki jest specyficzny - często pada jakaś teza lub doświadczenie a potem cały rozdział, a czasem i kolejny - do niego powraca. Mi osobie czytającą to z paroma innymi książkami równolegle, mi nie przeszkadzała, a wręcz było przydatne takie wałkowania- właściciela książki z kolei to niemiłosiernie irytowało. Książka pisana przez pana Niemca, więc ciekawa odmiana - zawsze lepiej że te anegdoty i przykłady dotyczą bundesligi niż jakiś dziwnych zawodów koszykówki z 2005 czy innego superbowl z 2010 ale i tak czasem miałem tego trochę nadmiar. Książka w sumie ciekawa bo to co traktujemy jako słabość - autor przedstawia jako zysk - zapominanie, i manipulacja wspomnieniami w naszym mózgu - jako mechanizm jakkolwiek radzenia sobie z rejestracją otoczenia i bodźców. Trochę stawia się co jakiś czas dychotomię (a właściwie ja tak to odbieram),że jest albo rozumienie albo rejestrowanie - komputery czy kamery rejestrują/obliczają/przeliczają daną perspektywę, ale jej nie rozumieją - a my tego nie umiemy ale za to bardziej rozumiemy. Trochę książka pod znakiem zapytania w kontekście tego że chyba jest gdzieś z 2018 zanim chat gpt zaczął fazę dodawania AI do każdego projektu w korporacji, ale chyba mimo to aż tak to nie jest przeszłe. Bardzo miło poczytać - że potrzebujemy czas na trawienie informacji, przerwy są jednak związane z pracą nie powtarzalną - inaczej mało będzie przemyślna. Duży nacisk na tworzenie historii, skojarzeń etc. Sam to próbuje stosować przy słówkach - im głupsze skojarzenie tym lepiej - choć czasem jest słabe tłumaczenie tych skojarzeń innym ale nie o uniwersalność chodzi. Tak hołubione z jednej a z drugiej demonizowane sieci neuronowe są po prostu narzędziem - które ciężko do nas przyrównać - anegdota z dzieckiem strażaka które rozpoznało w domu autora czujnik dymu - nie dziwi nas - no chyba że to dziecko byłoby uczone niczym sieć neuronowa - a więc pokazywanie tysiące przedmiotów, pokazywanie "to jest czujnik dymu a to nie jest czujnik dymu" Zaskakująca dla mnie informacją było że im częściej dane wspomnienie opowiadamy, tym bardziej je zniekształcamy. Tak naprawdę na potrzeby zeznań, przesłuchań etc. lepiej jest byśmy dane wspomnienie nie omawiali przed policją czy sądem innym. Naszym częstym problemem gdy wychodzi coś na czym się staramy - jest to że ... za bardzo się staramy. Jedynym jakimś sposobem jest oswajanie się z stresującymi sytuacjami. Więcej przygotowań nie za bardzo może dać efekty. Podobały mi się konstruktywna krytyka wymysłów lat 90tych jak "pracownik miesiąca" czy pokazowe nagrody dla konkretnej osoby - to prowadzi jednak w większości do tego że zamiast człowiek być bardziej docenianym, staje się bardziej świadomy że jest do zastąpienia - i że dla niego jest lepiej się czasem skupić bardziej na sobie niż pokazywać coś w pracy - czy to ten co wygrał, czy to cała reszta zespołu. "Kurczenie się czasu" - w kontekście oceny ile dana czynność trwa też bardzo ciekawa - jako 40 latek przechodziliśmy przez ulicę tysiące razy, i przez to pomijamy szczegóły przy przechodzeniu przez ulicę które zjadają czas, a pamięta je uwzględnić 12 latek. A przynajmniej tak to zrozumiałem Z hazardem - w sumie ten wniosek że bardziej hazardujemy gdy mamy znajomych co też hazardujemy to też jakoś wydaje mi się sensowny patrząc z mikroskali. Rozdział o wyborze - no ciut dla mnie odkrywcze był złoty środek w wyborze - ani tylko jeden rodzaj musli nas nie zadowala ani 100 musli nas nie zadowoli bo za bardzo mamy odruchowe FOMO statystycznie. Pierwszy raz usłyszałem o sygnale N400 - który można w naszym mózgu usłyszeć gdy w zbiorze rzeczy znajdziemy coś co nam nie pasuje. Rozwiniecie badania o piankach marshmallow a sukcesie - że w sumie gdy się je powtarza na szerszym społeczeństwie a nie dzieciach ludzi z stanforda to możemy dojść do wniosku że dzieci biednych często chętniej jedzą - bo po prostu nie mają komfortu oczekiwania pojawienie się pojęcie prekrastynacji - nie znałem go wcześniej - chęć nawet kosztem większej pracy, odwalenia. Rozdział o kreatywności bardzo ciekawy - muszę przyznać, nigdy wcześniej nie słyszałem o testach tournera - i mierzącym w ten sposób kreatywności. I o ile wiem że testy IQ nie są tak dobrym barometrem inteligencji jak się czasem uznaje, tak z drugiej strony korelacja testów IQ (niby do inteligencji) i testów tournera (niby do kreatywności) mnie zdziwiła - mianowicie IQ rosną nam wyniki jako społeczeństwa a z kolei wyniki Tournera spadaja. Stres a kreatywność - ciekawa anegdota o strażakach-skoczkach i metodzie kontrognia by się ocalić. Podsumowując - miłe pokazania że dekoncentracja, nuda są tak samo potrzebne jak skupienie i koncentracja. Nie spodziewałem się dychotomii kreatywności i inteligencji - a teraz faktycznie widzę że ciężko "wymaksować" obie umiejętności jednocześnie.
Bomilkar Barkas - awatar Bomilkar Barkas
ocenił na91 rok temu
Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić? Robin Dunbar
Pchły, plotki a ewolucja języka. Dlaczego człowiek zaczął mówić?
Robin Dunbar
Lingwistyczna literatura mnie fascynuje (będąc filologiem z wykształcenia, zamiłowania, choć niestety, nie z zawodu :)) - Pchły i Plotki Dunbara dają dość ciekawy pogląd na możliwe źródła powstania języka. Autor poszedł do tematu od strony biologicznej, jak sama nazwa mówi - język jako forma wymiany informacji, a co za tym idzie, zacieśniania więzi - ale ten temat bardziej porusza w innych swoich książkach. Jest to dość ciekawy wkład, ale - gwoli ścisłości - autor podaje teorię nostratyczną jako coś może nie tyle pewnego, ale szeroko uznanego wśród językoznawców. Co najwyżej koncepcja PIE (języka praindoeuropejskiego) jest powszechnie uznawana, przy sporych zastrzeżeniach dotyczących rekonstrukcji - tzn. zrekonstruowane słowa i reguły gramatyczne nie odzwierciedlają żadnego rzeczywistego języka istniejącego w konkretnym miejscu, a co najwyżej PIE jest diachronicznym zbiorem ostatnich wspólnych przodków słów współczesnych. To znaczy, w takim systemie, staropolskie "pobruszę" będzie obok starej deklinacji "rozumiem" tj. "rozumieję", tak jak "konfekcja", "zwis męski", "komputer", "chromodynamika" - bo każde z tych słów na jakimś etapie istniało w języku polskim. I tyle. Teoria nostratyczna jest popularna głównie w Rosji, a i tak nie do końca. Raczej traktowana jako ciekawostka i możliwość, choć bez entuzjazmu. To tak uwadze czytelników.
Krzemien - awatar Krzemien
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Krótka historia nauki

Więcej
William Bynum Krótka historia nauki Zobacz więcej
William Bynum Krótka historia nauki Zobacz więcej
William Bynum Krótka historia nauki Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne