Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił?

Okładka książki Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? autora Wojciech Sumliński, 9788394293468
Okładka książki Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił?
Wojciech Sumliński Wydawnictwo: Wojciech Sumliński Reporter reportaż
300 str. 5 godz. 0 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2016-11-23
Data 1. wyd. pol.:
2016-11-23
Liczba stron:
300
Czas czytania
5 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394293468
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił?



książek na półce przeczytane 10119 napisanych opinii 1132

Oceny książki Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił?

Średnia ocen
7,2 / 10
635 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił?

avatar
1688
274

Na półkach: ,

Wielu recenzentów sugerowało, że po tej lekturze światopogląd czytelnika ulega całkowitej zmianie, i trudno odmówić im racji. Książka brutalnie weryfikuje dotychczasową wiedzę o mechanizmach rządzących polityką oraz działaniami służb specjalnych, wyciągając na światło dzienne wyjątkowo mroczne aspekty rzeczywistości. Autor operuje tak dużą liczbą nieznanych wcześniej faktów, że ich autentyzm może budzić silny niepokój, a dynamika narracji sprawia, że od lektury trudno się oderwać. To jedna z tych pozycji, do których wraca się wielokrotnie, za każdym razem z niedowierzaniem konstatując, że opisywane wydarzenia nie są fikcją, lecz miały miejsce w rzeczywistości.

Wielu recenzentów sugerowało, że po tej lekturze światopogląd czytelnika ulega całkowitej zmianie, i trudno odmówić im racji. Książka brutalnie weryfikuje dotychczasową wiedzę o mechanizmach rządzących polityką oraz działaniami służb specjalnych, wyciągając na światło dzienne wyjątkowo mroczne aspekty rzeczywistości. Autor operuje tak dużą liczbą nieznanych wcześniej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
206
193

Na półkach: ,

Moje pierwsze spotkanie z Panem Wojciechem Sumlinskim. Z pewnoscia nie ostatnie. Smierc Andrzeja Leppera od dawna wzbudza watpliwosci ludzi tych bardziej myslacych, ktorzy nie podazaja slepo za 'prawda' przekazywana przez glowny mainstream. Tak wybitny polityk byl niewygodna przeszkoda na drodze wielu osob. W mysl zasady 'mniej wiesz - dluzej zyjesz' Andrzej Lepper przez swoje kontakty wszedl w posiadanie wiedzy niewygodnej dla wielu. Byl zagrozeniem. Dlatego zostal zlikwidowany. Bardzo Was zachecam do zapoznania sie z tworczoscia Wojciecha Sumlinskiego. Jest to niezwykly czlowiek. Pelen sily i prawdy.

Moje pierwsze spotkanie z Panem Wojciechem Sumlinskim. Z pewnoscia nie ostatnie. Smierc Andrzeja Leppera od dawna wzbudza watpliwosci ludzi tych bardziej myslacych, ktorzy nie podazaja slepo za 'prawda' przekazywana przez glowny mainstream. Tak wybitny polityk byl niewygodna przeszkoda na drodze wielu osob. W mysl zasady 'mniej wiesz - dluzej zyjesz' Andrzej Lepper przez...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
327
136

Na półkach:

Sprawa o której wszyscy wiedzą jak było dalej nie wyjęta na wierzch.

Sprawa o której wszyscy wiedzą jak było dalej nie wyjęta na wierzch.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1281 użytkowników ma tytuł Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? na półkach głównych
  • 807
  • 453
  • 21
239 użytkowników ma tytuł Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? na półkach dodatkowych
  • 205
  • 8
  • 6
  • 5
  • 5
  • 5
  • 5

Inne książki autora

Wojciech Sumliński
Wojciech Sumliński
Polski psycholog, dziennikarz ultra-prawicowy publicysta. Pracował m.in. w „Życiu”, „Gazecie Polskiej” i „Wprost”. Absolwent psychologii Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Pracę zawodową rozpoczął w 1994 jako psycholog dziecięcy w przedszkolu integracyjnym na warszawskich Bielanach. W 1996 zamieszkał w Białej Podlaskiej, gdzie znalazł zatrudnienie w lotniczej jednostce wojskowej 5058 jako psycholog badający studentów Szkoły Lotniczej w Dęblinie i konsultant dowódcy jednostki do spraw psychoprofilaktyki pilotów. Jednocześnie rozpoczął pracę w lokalnej prasie jako dziennikarz śledczy. Był redaktorem naczelnym „Słowa Podlasia”. W 1997 otrzymał nagrodę Ministra Spraw Wewnętrznych za cykl reportaży o nadgranicznej przestępczości zorganizowanej, napisanych pod pseudonimem „Stefan Kukulski”. W 1999 był nominowany do nagrody „Press” w kategorii dziennikarstwa śledczego za publikacje o Henryku Goryszewskim, który pełniąc funkcję przewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych, miał doradzać prywatnym firmom, jak unikać płacenia podatków. W tygodniku „Wprost” ujawnił akta świadka koronnego, Jarosława Sokołowskiego pseudonim „Masa” (2003) oraz materiały dotyczące kontaktów Andrzeja Kuny, Aleksandra Żagla i lobbysty Marka Dochnala z parą prezydencką, Aleksandrem i Jolantą Kwaśniewskimi (2004–2006). W roku 2006 ponownie nominowany do nagrody Press w kategorii dziennikarstwa śledczego, za materiał opublikowany w tygodniku Wprost (wraz z Przemysławem Wojciechowskim),o powiązaniach polityków, służb specjalnych i przestępczości zorganizowanej. Autor książki pt. Kto naprawdę go zabił? o zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki. W książce i wcześniejszym artykule prasowym na łamach Wprost Sumliński twierdził, że Waldemar Chrostowski, kierowca ks. Popiełuszki był agentem SB. Sumliński przegrał proces sądowy z Chrostowskim o naruszenie jego dóbr osobistych. Autor cyklicznego programu TVP pt. „Oblicza prawdy" o działalności Służby Bezpieczeństwa oraz reportaży telewizyjnych, m.in. o Wojskowych Służbach Informacyjnych (w których ujawnił między innymi fakt współpracy dziennikarza Milana Subotića z WSI w 2007). Od sierpnia 2010 roku zastępca redaktora naczelnego Tygodnika Podlaskiego. 29 lipca 2008 Sąd Okręgowy w Warszawie, uwzględniając zażalenie prokuratora, zdecydował o aresztowaniu Wojciecha Sumlińskiego. Prokuratur przedstawił mu zarzuty płatnej protekcji związane z rzekomym oferowaniem oficerowi WSI pozytywnej weryfikacji za pieniądze. Podstawą zarzutów prokuratorskich było zeznanie ppłk. Leszka Tobiasza, byłego oficera WSI i WSW, który nie został pozytywnie zweryfikowany przez Komisję Weryfikacyjną ds. WSI. W dniu, w którym zapadła decyzja o aresztowaniu, dziennikarz przekazał prasie osobisty list, w którym przedstawił swoje stanowisko. Dzień później, 30 lipca 2008, aby uniknąć pobytu w areszcie, podciął sobie żyły w warszawskim kościele pw. św. Stanisława Kostki. Biegli psychiatrzy orzekli, że dziennikarz nie może przebywać w areszcie śledczym, ostatecznie nie został w nim osadzony. W obronie Wojciecha Sumlińskiego stanęło kilkudziesięciu dziennikarzy. 16 grudnia 2015 Sąd Rejonowy dla Warszawy Woli w Warszawie wydał w pierwszej instancji wyrok uniewinniający Wojciecha Sumlińskiego. 1 września 2016 Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał ten wyrok w mocy. W styczniu 2016 dziennikarz tygodnika „Newsweek Polska” Jakub Korus zarzucił Sumlińskiemu, że w ponad 30 miejscach wydanej w 2015 książki Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego znajdują się zdania skopiowane z powieści Alistaira MacLeana oraz Raymonda Chandlera. W kolejnym tekście wskazał na zdania, które miały zostać splagiatowane z powieści Johna Steinbecka, Mitcha Alboma i Paulo Coelho. Sumliński po pierwszym artykule stwierdził, że przedstawiony mu zarzut plagiatu dotyczy niepełnej strony maszynopisu i jest próbą podważenia wiarygodności autora, gdy nie można podważyć głównej treści. Stwierdził również, że na spotkaniach autorskich wielokrotnie przyznawał, że w swojej twórczości naśladuje MacLeana i Chandlera. Wcześniej Ewa Winnicka także zauważyła popełniony plagiat przez Wojciecha Sumlińskiego, a dotyczący jej reportażu, do którego Sumliński się przyznał.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

To tylko mafia. Historia nieprawdopodobnie prawdziwa i gorsza niż samo piekło Wojciech Sumliński
To tylko mafia. Historia nieprawdopodobnie prawdziwa i gorsza niż samo piekło
Wojciech Sumliński Tomasz Budzyński Jarosław Sokołowski
Książka To tylko mafia. Historia nieprawdopodobnie prawdziwa i gorsza niż samo piekło duetu Wojciecha Sumlińskiego i Tomasza Budzyńskiego to pozycja, która obiecuje literackie trzęsienie ziemi, jednak ostatecznie pozostawia czytelnika z poczuciem chaosu, co skłania mnie do wystawienia oceny 6/10. Rys historyczny i pochodzenie struktur Autorzy wychodzą od ambitnego założenia, próbując nakreślić rys historyczny i pochodzenie struktur, które zdefiniowały polską przestępczość zorganizowaną. Według ich narracji, korzenie „polskiej mafii” nie tkwią w dresach i złotych łańcuchach lat 90., lecz znacznie głębiej – w mrokach służb specjalnych PRL-u. To właśnie tam, w cieniu gabinetów MSW i struktur wojskowych, miały powstać mechanizmy pozwalające na płynne przejście od socjalistycznej gospodarki do drapieżnego kapitalizmu. Sumliński i Budzyński przekonują, że mafia w Polsce nie była zjawiskiem oddolnym, lecz starannie zaplanowanym projektem ludzi służb, którzy potrzebowali „wykonawców” do brudnej roboty, tworząc symbiozę świata przestępczego z politycznym establishmentem. Treść: Między faktem a sensacją Wątek historyczny jest bez wątpienia najciekawszym elementem książki. Autorzy opisują, jak dawni oficerowie stali się mentorami dla brutalnych gangsterów, a państwowe archiwa stały się kartą przetargową w walce o wpływy. Niestety, w miarę zagłębiania się w lekturę, obiecujący rys historyczny ustępuje miejsca narracji, która bywa męcząca. Styl Wojciecha Sumlińskiego jest bardzo charakterystyczny – pełen patosu, wielkich słów i mrocznych zapowiedzi, które nie zawsze znajdują pokrycie w konkretnych dowodach. Czytelnik często odnosi wrażenie, że obraca się w sferze domysłów i teorii spiskowych, które choć brzmią prawdopodobnie, są podawane w sposób niezwykle egzaltowany. Dlaczego tylko 6/10? Moja „średnio zadowolona” ocena wynika z ogromnego dysonansu między wagą poruszanych tematów a formą ich podania. Z jednej strony mamy wiedzę Tomasza Budzyńskiego – byłego funkcjonariusza służb, która wnosi do książki powiew autentyzmu i konkretne detale z operacji specjalnych. Z drugiej strony mamy literacką manierę, która sprawia, że rzetelny reportaż zaczyna niebezpiecznie dryfować w stronę literatury typu political fiction. Książka jest pełna powtórzeń; autorzy wielokrotnie wracają do tych samych tez, jakby nie ufali, że czytelnik zrozumiał je za pierwszym razem. Brakuje tu również chłodnego dystansu – narracja jest zbyt emocjonalna, co u osób szukających obiektywnego spojrzenia na historię III RP może budzić opór. To tylko mafia to pozycja dla osób, które cenią sobie klimat tajemnicy i nie przeszkadza im publicystyczny pazur autorów. To historia „gorsza niż piekło”, ale podana w sposób tak gęsty, że momentami trudno w tym dymie dostrzec ogień faktów. Solidna szóstka za odwagę w dotykaniu tematów trudnych, ale z dużą gwiazdką dotyczącą formy przekazu.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na61 miesiąc temu
Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów Sławomir Cenckiewicz
Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów
Sławomir Cenckiewicz
Niniejsze opracowanie jest w głównej mierze merytoryczną manifestacją faktów, które nie pozostawiają pola do domysłów. Autor nie bawi się tutaj literackie upiększanie rzeczywistości; on buduje swoją opowieść z cegieł wyciągniętych prosto z archiwów IPN-u i odtajnionych raportów CIA. Dla czytelnika oznacza to jedno: wchodzimy w świat, w którym każde zdanie ma przypis, a każda teza oparcie w konkretnym raporcie. To, co w tej książce uderza najbardziej, to demitologizacja pracy szpiega. Zapomnijmy o pościgach. Cenckiewicz pokazuje żmudną, wyniszczającą psychicznie grę pozorów, kreśląc przy tym obraz pułkownika jako człowieka uwięzionego między dwiema lojalnościami, który w pewnym momencie orientuje się, że armia, której służy, przygotowuje scenariusz całkowitej zagłady jego własnego kraju. Nie da się ukryć, że Cenckiewicz pisze z tezą. Jako "adwokat" R. Kuklińskiego, nie tylko opisuje fakty, ale też aktywnie polemizuje z postkomunistyczną narracją, która przez lata próbowała zredukować Kuklińskiego do roli zwykłego zdrajcy, czy agenta goniącego za pieniędzmi. Z jednej strony daje to czytelnikowi poczucie obcowania z tekstem zaangażowanym i pasjonującym, z drugiej – może budzić opór u osób, które w literaturze faktu szukają absolutnego, chłodnego obiektywizmu. Cenckiewicz nie jest tu obserwatorem z boku; on jest uczestnikiem debaty o honorze i polskiej racji stanu. Największym wyzwaniem tej publikacji jest jej objętość i szczegółowość. To nie jest lektura do pociągu na krótką trasę. Opisy struktur Układu Warszawskiego, niuanse planowania operacyjnego i drobiazgowe odtwarzanie siatki kontaktów mogą być nużące dla kogoś, kto nie jest pasjonatem historii wojskowości. Jeśli jednak przebrnąć przez te liczne, techniczne detale, wyłania się przed nami obraz tragedii jednostki w trybach wielkiej historii. W swojej istocie to przejmująca opowieść o samotności i ciężarze podwójnego życia, prowadzonego pod nieustanną presją śmiertelnego zagrożenia. Autor zdejmuje z Kuklińskiego maskę „postaci z plakatu”, ukazując go jako człowieka z krwi i kości, zmuszonego do przetrwania w samym sercu zimnowojennej paranoi. Lektura gęsta i wymagająca, bezlitośnie uświadamiająca, jak realne było wówczas widmo nuklearnego konfliktu – i jak wysoką cenę płaciło się za próbę jego powstrzymania.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na81 miesiąc temu
Tajne akta S. Jürgen Roth
Tajne akta S.
Jürgen Roth
Tajne akta S” to nie jest kolejna powieść szpiegowska – to chłodny, momentami przerażający zapis faktów, zeznań i dokumentów z czasów katastrofy smoleńskiej, rzucających cień na fundamenty współczesnych państw demokratycznych. Głównym tematem publikacji są niejasne powiązania między rosyjskimi oligarchami, tajnymi służbami a elitami politycznymi Europy Zachodniej i Środkowej. Roth analizuje mechanizmy prania brudnych pieniędzy na masową skalę,wpływ rosyjskich interesów energetycznych na decyzje rządów europejskich oraz sieci powiązań korupcyjnych, które sprawiają, że granica między legalnym biznesem a mafią zaciera się. Rot nie boi się wymieniać nazwisk z pierwszych stron gazet. Jego ustalenia wielokrotnie kończyły się procesami sądowymi, co tylko potwierdza, że zadawał niewygodne pytania. Dla polskiego czytelnika książka może być szczególnie interesująca, ponieważ autor poświęca sporo miejsca Europie Wschodniej, analizując, jak postkomunistyczne powiązania wpłynęły na kształtowanie się nowych elit władzy. „Tajne akta S” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami gabinetów, do których dostęp mają tylko nieliczni. To książka niewygodna, miejscami trudna, ale otwierająca oczy. Roth udowadnia, że informacja jest najpotężniejszą bronią, a milczenie elit bywa opłacone bardzo wysoką ceną.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na63 miesiące temu
Złowrogi cień Marszałka Rafał Ziemkiewicz
Złowrogi cień Marszałka
Rafał Ziemkiewicz
Bohater? Zdrajca? Twórca kultu? Terrorysta z placu grzybowskiego? Zamachowiec? Socjalista? Zdolny by poświęcić wszystko? To fascynujące i zatrważające, że tak wiele różnych postaci kryje się w jednej osobie Większość dyktatorów ma tak jaskrawe cechy, że ludzie intuicyjnie wiedzą, z jaką osobą mają do czynienia. W przypadku Piłsudskiego nawet zamach stanu, był zamachem w jakiejś części iluzorycznym, zamachem po władzę, by tej władzy nie przejąć. Uratować Polskę, by jej nie uchronić przed potworem własnej partii. Wykorzystać socjalizm, by go porzucić na przystanku niepodległość. Czy my nie potrafimy inaczej? Czy Piłsudski to my? My piłsudczycy? Maurycy Mochnacki "W Polsce nigdy nic się nie kończy, ani nie zaczyna do końca" Czy Piłsudskiego trawiły wyrzuty sumienia, gdy wykonywał akcje sabotażowe? Czy martwił się o rodzinę? O dzieci? O kochankę? Czy widział w siebie konwertytę? Czy analizował swoje działanie przez pryzmat literatury ukochanego Słowackiego? Czy "wybrał zamiast domu gniazdo na skałach orła" Beniowskiego? Czy uważał się w jakiejś części za Króla-Ducha? Czy my Polacy musimy budować zawsze wewnętrzne kręgi? Swoiste kapliczki wpływów? Rozgrywać jeden krąg na drugi, tylko by je balansować? Czy my musimy kochać pieniądze i je jednocześnie nienawidzić? Czy nie możemy ich po prostu zarabiać, wydawać, oszczędzać i inwestować? Czemu ojcem narodu jest abnegat, którego partia była jedną wielką machiną korupcyjną, ale który sam musiał dorabiać w swojej, notabene podarowanej. willi w Sulejówku hodujac jedwabniki? Czy podpisując dekret na miliony samemu żyje się o herbacie i tytoniu? Czemu będąc Polakiem trzeba tworzyć mity? Czemu trzeba mieć swój mit grupy znajomych, grupy w szkole, grupy trzymającej władzę, w końcu mit legionu? Nawet legiony nie były jego, a ich twórcy zostali zapomniani, sam ich zapomniałem. Moja wiedza militarna jest znikoma. Nie wiedziałem, że praktyczny brak lotnictwa w WW2 był efektem niechęci marszałka do samego lotnictwa. Poza tym było ono rozwijane przez wroga Zagórskiego (oczywiście zamordowanego). Rozwadowski obrońca rządu w 1926 był twórcą skutecznej strategii artyleryjskiej w 1915 roku, która pozwoliła Niemcom wygrać wojnę w 1939r. Ponoć po jego śmierci sanatorzy wywoływali duchy i zjawa która się pojawiła miała wyzwać od najgorszych Rydza, według świadków wydarzenia było to najlepsze potwierdzenie sukcesu seansu.
TytkaNaKsiazki - awatar TytkaNaKsiazki
ocenił na88 miesięcy temu
SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii Sławomir Cenckiewicz
SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii
Sławomir Cenckiewicz Piotr Gontarczyk
Pamiętam jak dziś rok 2008 i premierę tejże książki. Pamiętam również jaki medialny skandal wywołała, jak jeszcze bardziej podzieliła i tak już skłóconą polską scenę polityczną, której jedna część ochoczo wtórowała autorom i rzucała oskarżenia, a druga z kolei odsądzała ich od czci i wiary, nazywała prawicowymi oszołomami itd. itp. Publikacja na tle innej wydanej do tej pory literatury naukowej, popularnonaukowej, publicystycznej poświęconej Wałęsie, która przedstawiała go jako postać niemalże bez skazy, tego co to zapoczątkował proces upadku komunizmu, naszego bohatera, wywołała niemały szok i niedowierzanie. Istne trzęsienie ziemi. Oto bowiem ktoś podniósł rękę na symbol, pewną świętość. I nie zrobił tego na zasadzie plotki, pomówienia, aby zbić na sensacyjnych informacjach polityczny kapitał, czy samemu uzyskać rozgłos i popularność. Nie, ten ktoś uderzył w Lecha Wałęse wyjątkowo przemyślanie i celnie. Na tyle celnie, że mimo upływu lat, odgrażania sie w mediach rozmaitymi procesami sądowymi wobec autorów książki, były przewodniczący NSZZ Solidarność swe groźby zakończył na słowach. O czym to może swiadczyć? Dziś, po 17 latach, kiedy emocje znacznie już opadły i sam temat już tak nie szokuje, można powiedzieć jedno - autorzy wykonali iście tytaniczną pracę. Przekopali się przez tysiące dokumentów, oczywiście te które się zachowały, bo MSW na początku lat 90-tych zdołało ich sporo zniszczyć, a prawdopodobnie niszczył je także sam bohater książki, o czym dalej. Nie jest to biografia Lecha Wałęsy, tylko praca o charakterze ściśle naukowym której głównym celem jest wyjaśnienie złożonej kwestii relacji i związków Wałęsy z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa oraz związanych z tym konsekwencji. Oprócz szeroko cytowanych materiałów źródłowych, zawiera wiele szczegółów, wydawało by się na pozór nieistotnych wątków pobocznych, które w zamyśle mają wyjaśnić czytelnikowi i jeszcze dokładniej przybliżyć bieg wydarzeń. Nikt jednak tutaj nie oskarża Wałęsy otwarcie o bycie agentem, gdyż materiały, które by wprost to potwierdzały, w tajemniczy sposób zniknęły po wypożyczeniu swojej teczki przez ówczesnego prezydenta w 1995 roku i pomimo klauzuli tajności powróciła ona znacznie zdekompletowana. Pozostają więc wypowiedzi świadków, notatki służbowe, sprawozdania, analizy fragmentów zapisów stenograficznych, fragmenty opracowań, raporty, najróżniejsze opinie i badania. Tutaj nie ma teorii spiskowych, domysłów, gdybania, w zasadzie na wszystko jest odpowiedni dowód. Chylę w tym miejscu jeszcze raz czoła za upór, konsekwencję i wytrwałość. W liczącej ponad 700 stron pracy aż roi się od przypisów, które nierzadko zajmują więcej miejsca na stronach niż regularny tekst, co powoduje że lektura wymaga dużego skupienia i uwagi. Choć oczywiście wielu obywatelom Polski jest z nią nie po drodze, to książka ta jest bardzo potrzebna. Dlaczego? Bo jest pewnym świadectwem naszej skomplikowanej, trudnej historii. Otóż jakkolwiek nie ocenialibyśmy postaci Lecha Wałęsy, jako przywódcy NSZZ Solidarność, jego późniejszej prezydentury III RP w latach 1990-1995, bez względu na jego faktyczne i niezaprzeczalne zasługi dla naszego kraju oraz czegokolwiek nie uważamy o Sławomirze Cenckiewiczu, Piotrze Gontarczyku, Instytucie Pamięci Narodowej, jakkolwiek głośno nie będą starać się zakrzyczeć ich środowiska Gazety Wyborczej czy TVN-u, w świetle przytoczonych materiałów - fakty są faktami i nie sposób ich podważyć. Lech Wałęsa w latach 1970-1976 był tajnym współpracownikiem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa o kryptonimie "Bolek". Natomiast interpretacje i wnioski zostają już dla czytelników książki.
Szymon - awatar Szymon
ocenił na88 miesięcy temu
Geniusz Żydów na polski rozum Krzysztof Kłopotowski
Geniusz Żydów na polski rozum
Krzysztof Kłopotowski
Książka jest intelektualną prowokacją. Świetna jej część to odniesienia do literatury i statystyk pokazujących w jaki sposób społeczność żydowska uzyskała dominującą pozycję w nauce, finansach czy kinie. To są bezsprzeczne fakty i warto się nad nimi pochylić. Warto wyciągnąć z nich wnioski i pracować nad naszym własnym sukcesem. Ta książka daje kopa do pracy nad sobą. Zupełnie inną sprawą jest, że autor podchodzi wręcz bałwochwalczo do kultury i tradycji żydowskiej. Można podziwiać umiłowanie wiedzy, pęd do innowacyjności i łatwość z jaką podchwytują idee. Jednak twierdzenie, że ich specyficzne podejście do moralności jest wartością samą w sobie pozwalającą przetrwać, bogacić się i świetnie prosperować jest naciągane. Jeżeli spojrzymy na ostatni wielki kryzys finansowy który zachwiał naszym światem w 2008 roku to był on wywołany przez instytucje i mechanizmy budowane od wielu lat przez żydowskie banki i instytucje, co zresztą przyznaje sam autor. Więc jeżeli chciwość i doprowadzenie do ruiny wielu ludzi, bo jesteśmy mądrzejsi i nam się należy jest przejawem tej moralności to ja dziękuję. Tego rodzaju moralność jest dla mnie mocno naciągana i dziurawa jak stare gacie. Autor myli się również powołując się na kulturę judeochrześcijańską. Nie ma czegoś takiego. Jest tradycja i kultura żydowska oraz kultura i tradycja chrześcijańska. Właśnie ze względu na wspomnianą wcześniej moralność jednak inna. Proponuję zapoznać się pamiętnikami Żydów z gett w Warszawie i Łodzi. Gdzie brat brata sprzedawał, gdzie policjant żydowskiej milicji w getcie budził większe przerażenie niż SS. Gdzie elita getta w Łodzi żyła wspaniale, rauty, przyjęcia, a biedota umierała, bo nie stać jej było na chleb, który był horrendalnie drogi właśnie dlatego, że król getta wprowadził własną walutę. Gdzie elita żydowska wydała na śmierć tysiące swoich dzieci i starców ratując siebie. Podkreślam, że są to relacje samych Żydów. W Izraelu obowiązuje prawo, które mówi - jeżeli Żyd stanie przed sądem w Izraelu oskarżony o zbrodnie wojenne, zdradę innych Żydów, posłanie współbraci do gazu i powie, że robił to dla ratowania siebie wychodzi z sądu niewinny. Jeszcze raz podkreślę, to nie jest moralność chrześcijańska i nie ma z nią nic wspólnego. Mam też żal do autora żyjącego tyle lat w Nowym Jorku, a jednak z polskim kompleksem. Nigdy tego nie zrozumiem. Może jako naród mamy IQ niższe niż nasi żydowscy bracia, których ratowaliśmy z pożogi tysiącami. Być może nie stworzyliśmy wielkich banków, być może nie zbudowaliśmy bomby atomowej, nie narzucamy trendów intelektualnych w USA, ale nie zamierzam mieć z tego powodu kompleksów. Jesteśmy jak Żydzi nie do zajechania. Powróciliśmy na mapę po wieku niewoli, wyszliśmy z komunizmu. Przetrwaliśmy potworną wojnę, która zabiła 1/3 naszych rodaków. Przetrwaliśmy czasy stalinowskie, gdzie żydowscy oprawcy mordowali kwiat polskiej inteligencji w świetle prawa. Nie muszę z tego powodu mieć kompleksów i nie dam się wpędzić w myślenie, że w związku z tym jestem gorszy. Śmieszy mnie kiedy autor podaje przykład elity jagiellońskiej, która cytuję z pamięci: "rozumiała swoje podrzędne miejsce i pozycję względem elity zachodu". Autor nie zna historii. W czasach Jagiellonów Polska była potęgą i to nie my patrzyliśmy na zachód, ale to na nas patrzono z zazdrością. Zmiana nastąpiła dużo później, po wielkich odkryciach geograficznych. Ale nie w czasach Jagiellonów! I na koniec jeszcze jedna uwaga. Żydzi i ich zdolności są imponujące. Jednak jest jeden kraj w którym nie powstała diaspora żydowska. Kraj gdzie żydowskość wtapia się w krajobraz, bo trafia nie tyle na równych sobie, co pod wieloma względami lepszych. Ten kraj to Chiny. Potęga, która po wielkim upokorzeniu wraca na arenę międzynarodową jako supermocarstwo i dziś rzuca wyzwanie zachodowi. Zachodowi gdzie dominuje elita żydowska. Jak skończy się to starcie? Mam wątpliwości czy sukcesem dla elit USA. Uczmy się od wszystkich, którzy tworzą ciekawe rozwiązania - od Finów - jak stworzyć nowoczesne, kształcące innowatorów szkolnictwo. Od Żydów jak rozpoznawać trendy w nauce. Od Chińczyków uczmy się cierpliwości, pracowitości i umiejętności wybierania własnej drogi bez oglądania się na innych. I przede wszystkim pozbądźmy się kompleksów!
tk1221 - awatar tk1221
ocenił na67 lat temu
Rotmistrz Pilecki - raporty z Auschwitz Witold Pilecki
Rotmistrz Pilecki - raporty z Auschwitz
Witold Pilecki
Przykrą sprawą jest to, że chyba wciąż za mało osób czytało "Raporty z Auschwitz", a tak często sięga się po inne, bardziej reklamowane, choć niekonieczne tak szczegółowe i tak dosadnie pokazujące grozę obozów koncentracyjnych, utwory. Co gorsza, chętniej wybiera się powieści, których akcja rozgrywa się co prawda w obozach i których publikowanie nastawione jest przede wszystkim na zysk, a nie prawdę i pokazanie autentycznych losów ludzi, którzy mieli nieszczęście żyć w piekle. Ofiary pojmuje się tym samym jako bezimienną masę, a sławę częściej zyskują fikcyjni bohaterowie wyimaginowanych opowieści. W raportach rotmistrza Pileckiego pokazana jest nie tylko groza i trud życia w Auschwitz. Dowiadujemy się nie tylko wszystkiego, co należy wiedzieć o maszynie śmierci wymyślonej i wprawionej w ruch przez nazistowskie Niemcy. Widzimy zmagania ludzi, którzy chcą pozostać przy życiu, poznajemy również losy tych, którzy się poddali. Obserwujemy losy ludzi wiernych wartościom i takich, którzy z nich zrezygnowali. To opowieść o tym, że ducha nie zawsze można złamać, a sens nie jest tylko martwą frazą, którą w zależności od okoliczności można wedle aktualnych potrzeb zmieniać, ale raczej czymś, co właśnie bez względu na okoliczności nadaje poczynaniom konkretny kierunek. Ujęło mnie przy tym, że choć Pilecki posługuje się językiem sprawozdawcy, dokładnie odnotowuje rozmaite szczegóły i informacje, jest w tym niezwykle ludzki, w taki niewymuszony, niewykalkulowany sposób wrażliwy. Bez operowania banałami, realizując powierzoną mu misję, daje przykład zachowania się zgodnie z najwyższymi wartościami mimo wszystko - w sposób całkowicie naturalny. Nie tylko on zresztą, ale wszyscy ci, z którymi tworzył konspirację w obozie. Przy okazji rysuje ciekawy portret psychologiczny wielu osób: strażników, więźniów, kapo; tych, którzy zdecydowali się na inne sposoby radzić w okolicznościach, w jakich znaleźli się wbrew swojej woli. Odniosłam wrażenie, że dzięki raportom wielu ludzi odzyskało indywidualność tak w obozie sponiewieraną i stłamszoną. I to jest naprawdę dobre. Mnie lektura "Raportów" ujęła, dała do myślenia. Nie chcę zabrzmieć sztampowo, ale to jedna z bardziej wartościowych i refleksyjnie nastrajających książek, jakie przeczytałam. Dlatego bazując na swoim doświadczeniu, gorąco zachęcam do jej lektury... https://www.instagram.com/justynaczytuje/?hl=pl https://www.facebook.com/JustynaCzytuje
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na101 rok temu

Cytaty z książki Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił?

Więcej
Wojciech Sumliński Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? Zobacz więcej
Wojciech Sumliński Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? Zobacz więcej
Wojciech Sumliński Niebezpieczne związki Andrzeja Leppera. Kto naprawdę go zabił? Zobacz więcej
Więcej