rozwińzwiń

Nieszczęście bycia Grekiem

Okładka książki Nieszczęście bycia Grekiem autora Nikos Dimou, 9788364887550
Okładka książki Nieszczęście bycia Grekiem
Nikos Dimou Wydawnictwo: Książkowe Klimaty Seria: Greckie Klimaty literatura piękna
91 str. 1 godz. 31 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Greckie Klimaty
Tytuł oryginału:
Η δυστυχία του να είσαι Έλληνας
Data wydania:
2016-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-01
Liczba stron:
91
Czas czytania
1 godz. 31 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364887550
Tłumacz:
Przemysław Kordos
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nieszczęście bycia Grekiem w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nieszczęście bycia Grekiem

Średnia ocen
6,3 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nieszczęście bycia Grekiem

Sortuj:
avatar
267
256

Na półkach: , ,

odrzucało mnie od tej książki, głownie ze względu na tytuł. W literaturze greckiej, współczesnej, jak juz wspominałam niejednokrotnie, roi się od tragedii, nieszczęść, dramatów. Sięgnęłam, bo moja miłość do Grecji wymaga poświeceń. A tu - zaskoczenie.
Świetnie napisana książka, zawierająca - wg wydawcy - zbiór aforyzmów, a wg mnie - zbiór prawd objawionych. Przemysław Kordos - tłumacz książki - twierdzi w przedsłowiu, ze nie możemy (jako czytelnicy spoza Grecji) traktować w ten sposób tej książki. Raczej jako "zbiór anegdot i tropów przydatnych w myśleniu o współczesnej Grecji"
Oto Grek współczesny i jego kompleks niższości w stosunku do wielkich starożytnych. Oto Grek cierpiący na obrzeżach Europy, z ktora sie nie identyfikuje. Grek zagubiony, Grek krzykliwy, Grek bajkopisarz.
Grek posiadający dwa stany ducha - wielka euforie i wielka depresje.
W tej książce sie nie da zakochać, jest po prostu smutna. Chociaż nie ma fabuły jako takiej. Chociaż czasem wydaje sie, ze autor raczy żartować. Ale jest to żart w stylu (uwielbianego przeze mnie) pana Poniedzielskiego. Wywołujący salwy śmiechu, choć nie widać, aby żartował... Dychotomia wewnętrzna, możnaby rzec
Brutalnie prawdziwa książka o cechach narodowych Greków, choc bodaj w zadnym miejscu hasło ":cecha narodowa" nie jest wspomniane.
"Grek jest nieszczęśliwy kiedy jest szczęśliwy. Żyje (o ile w ogóle żyje, a nie popada w letarg) w dziurze pomiędzy pragnieniami, a rzeczywistością. A jesli dystans nie istnieje... to go sobie stwarza" (...) gdy nie ma żadnego powodu do zmartwienia, poszuka go i znajdzie".
Przerażająco przypomina mi to Polaków. Zresztą sam autor pisze, ze zastanawia się czy jest taki drugi naród, będący szczęśliwym w nieszczęściu i odwrotnie.
Jest.
Polacy.

w posłowiu znajduje się notka, dodawana do każdego wydania. Na zakończenie pozwolę sobie ja zacytować:
Ci, których ucieszy ta książka, być może nie są Grekami. Dla Greka ten tekst jest bolesny. (...) Ta książka nie jest humorystycznym zbiorem aforyzmów na temat przywar Greków, ale gorzka antologia ich tragicznego losu zawieszonego pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością. Północą i Południem, wschodem, a Zachodem. (...) Jest to wytwór człowieka, którego boli ojczyzna"

odrzucało mnie od tej książki, głownie ze względu na tytuł. W literaturze greckiej, współczesnej, jak juz wspominałam niejednokrotnie, roi się od tragedii, nieszczęść, dramatów. Sięgnęłam, bo moja miłość do Grecji wymaga poświeceń. A tu - zaskoczenie.
Świetnie napisana książka, zawierająca - wg wydawcy - zbiór aforyzmów, a wg mnie - zbiór prawd objawionych. Przemysław...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
546
400

Na półkach:

Niewielka książeczka, idealna dla miłośników aforyzmów i cytatów. Dimou w formie numerowanej listy przedstawił swoje spostrzeżenia na temat współczesnej Grecji, odcinając się od wyidealizowanego obrazu kraju prezentowanego przez turystyczne przewodniki. Choć swoje obserwacje spisał w połowie lat 70-tych, jeszcze przed integracją z UE, większość z nich zachowała aktualność do dziś, szczególnie w dobie kryzysu ekonomicznego. Polski czytelnik odnajdzie w tych krótkich zdaniach wiele zaskakujących podobieństw między naszymi narodami: marzenia o wielkości, umiłowanie wolności, świętowanie rocznic pięknych narodowych katastrof, zrzucanie z siebie odpowiedzialności za niepowodzenia.

Niewielka książeczka, idealna dla miłośników aforyzmów i cytatów. Dimou w formie numerowanej listy przedstawił swoje spostrzeżenia na temat współczesnej Grecji, odcinając się od wyidealizowanego obrazu kraju prezentowanego przez turystyczne przewodniki. Choć swoje obserwacje spisał w połowie lat 70-tych, jeszcze przed integracją z UE, większość z nich zachowała aktualność...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

134 użytkowników ma tytuł Nieszczęście bycia Grekiem na półkach głównych
  • 68
  • 66
34 użytkowników ma tytuł Nieszczęście bycia Grekiem na półkach dodatkowych
  • 21
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nieszczęście bycia Grekiem

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kronika pewnego miasta Pandelis Prévélakis
Kronika pewnego miasta
Pandelis Prévélakis
Oglądałem niedawno na YouTube transmisję fragmentów pewnego spotkania na temat Krety, gdzie interlokutorzy wspominali o tej niewielkiej książeczce. Przypomniało mi się, że mam ją ukrytą gdzieś głęboko na swojej tzw. półce hańby, z pozycjami wydawniczymi nieustająco czekającymi na to, abym wreszcie je na przeczytał. Wspomniane w tytule pewne miasto to Rethimno, obecnie jedno z trzech największych skupisk ludności na Krecie, ale Pandelis Prevelakis, jeden z najwybitniejszych greckich pisarzy XX wieku, napisał swoją książkę w momencie, gdy po latach odwiedził miejsce swoich urodzin, zastając je chylące się ku kompletnej ruinie. Autor postanowił, więc wrócić do lat swojej młodości oraz czasów jeszcze wcześniejszych, aby opisać jedno z najpiękniejszych miast największej greckiej wyspy, które na przestrzeni wieków zarządzane było m. in. przez Wenecjan, Egipcjan czy Turków Osmańskich, aby wreszcie stać się, tak jak to jest do dziś, częścią Hellady. Jest to ujmująca i bardzo poetycka podróż wstecz do miejsc, zjawisk i ludzi, których już nie ma. Prévélakis opisuje tętniący życiem port, składy sukna, sklepy z egzotycznymi przyprawami oraz innymi luksusowymi towarami, warsztaty mistrzów zapomnianych rzemiosł, wspomina tureckie meczety i kawiarnie, inne nieistniejące już lub nadszarpnięte zębem czasu fragmenty miasta. Przywraca z odmętów zapomnienia takie postacie słynnych kupców nauczycieli, lekarzy, wspomina bajarzy, zajmujących gości karawanserajów i pijalni kawy swoimi niesamowitymi opowieściami, pisarzy tworzących listy lub urzędowe pisma dla niepiśmiennych obywateli, czy kościelnych malarzy tworzących freski i piszących ikony. Uzupełnieniem tego wydania tej niezwykle piękniej pod względem literackim historii jest przedmowa Janusza Strasburgera, który przełożył dzieło Prévélakis na język polski parę dziesięcioleci po jego powstaniu, a więc w latach siedemdziesiątych, kiedy to Rethimno powoli podnosi się z upadku oraz posłowie Bartosza Barszczewskiego, który wędruje ulicami współczesnego miasta, będącego jedną z ważnych atrakcji turystycznych Krety. Te trzy spojrzenia na to samo, a jednak zupełnie odmienne miejsce są bardzo interesujące, zwłaszcza dla tych, którym udało się spędzić tam, choć chwilę. Świetnie czytało mi się tę książkę, bo jest w niej podobny duch, jaki znam z twórczości Ivo Andricia, a szczególnie z jego genialnego moim zdaniem "Mostu na Drinie" czy opowiadań, takich jak "Przeklęte podwórze", "Most" i "Portret rodzinny", podobnie jak "Kronika pewnego miasta" przepełnionych melancholią za światem, może i niedoskonałym, ale po pewnymi względami wspanialszym niż nasz, który w czasach globalnej wioski już raczej nie wróci.
doogas77 - awatar doogas77
ocenił na71 rok temu
Jak się ma twój ból? Pascal Garnier
Jak się ma twój ból?
Pascal Garnier
Skąd mam książkę - wiem doskonale. Kupiona na Targach Książki rok temu po dłuższej rozmowie na stoisku wydawnictwa Claroscuro; chciałem zabrać się wreszcie za Garniera i kupić inną, polecono mi - na pierwsze z Nim spotkanie - tę właśnie. Zaufałem, nie protestowałem, wziąłem. Simon (o tego lepiej nie pytać) i Bernard (chłopak o mentalności “jakby się wczoraj urodził”) wyruszają w krótką podróż nad morze, gdzie ten pierwszy ma krótką robotę, choć czuje i wie, że to jedna z ostatnich; właśnie przechodzI na emeryturę… Dla drugiego zaś - tych kilka dni okaże się nowym życiowym otwarciem, na płaszczyznach, jakich nie mógł się nawet spodziewać… Książka nie jest powalająca objętościowo, ale jej lektura zabiera nadspodziewanie wiele czasu - tak gęsta i sensualna jest to proza. Tak nasycona szczegółem, fakturą i barwami. Zdradzona na okładce jedna z profesji jej Autora każe myśleć o niej w bardzo malarskiej wrażliwości; to powieść malowana, a nie pisana. Obrazy nadmorskiego pejzażysty i raczej spokój i bladość prac Hoppera niż dynamika i wyrazistość pędzla Moneta. Niewiele się w niej dzieje (hmm, no nie w sensie kryminalnym czy egzystencjalnym),ale ten jej bezruch jakże mnie porusza! Zresztą jest to i jakiś paradoks, bowiem na niespełna dwustu stronach (dokumentujących kilka kolejnych dni) dokonują się wielkie zmiany w życiu wszystkich niemal bohaterów i wcale nie ma się wrażenia wydumania i nieprawdopodobieństwa. Skąd więc to wrażenie bezruchu? Może to ta malarskość wprawia zmysły w błąd? Po lekturze tej książki wiem już, co zamawiam od Claroscuro na marcowe Targi w Poznaniu. Lista domknęła się po ogłoszeniu nominacji do Międzynarodowego Bookera…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na81 miesiąc temu
Palinka. Prozy z Banatu Matěj Hořava
Palinka. Prozy z Banatu
Matěj Hořava
Matej Horava, Czech z Moraw, przebywając w rumuńskim Banacie tęskni, choć na to wygnanie skazał się sam. Pejzaże wzgórz Banatu, tak różne od łagodności jego ojczystej ziemi, prowokują do wspominania, nasuwają raz za razem obrazy z przeszłości. Autor nawet umyślnie ich nie szuka, jest od tego bardzo daleki, to one go znajdują i nagle zjawiają się jak nieproszone, a wraz z nimi nostalgia, wyraźnie przez nas wyczuwana. Opowiadania w tym zbiorze są niedługie, niektóre króciuteńkie jak mgnienie oka, ot, impresyjki, łaskoczące przez chwilę powiekę zanim umkną znów, spłoszone przypadkowym dźwiękiem. Wczoraj i dzisiaj spotykają się wpół drogi i okazuje się, że wiele je łączy i do siebie przywołuje. Nic tu nie jest statyczne, niemrawe, wprost przeciwnie, zarówno obserwowane na bieżąco zjawiska, obiekty, osoby, jak i te przywoływane wspomnienia żyją, oddziałują, będąc w ciągłym ruchu. O części z nich można rzec: gwałtowne, nieposkromione, jak ogień i jego wzlatujące w górę iskry, czy te z rozpalanych w dzieciństwie ognisk, czy dającego obecnie ciepło i poczucie przytulności pieca, albo z płonących gwałtownie zboczy, które są jak „ocean płomieni przetaczający się po grzbietach wzgórz, celowo rozniecony przez ludzi, a jednak nie do opanowania…” A ile wokół barw, wręcz feeria kolorów, nie dająca odpocząć oczom, tworząca impresjonistyczne złudzenie przenikania plam, nakładania się na siebie fal świetlnych, które rzutują nie tylko na jeden zmysł wzroku, ale na wszystkie zmysły, wprawiając je w pomieszanie. Jak to jest z tymi migawkami z dzieciństwa, że pojawiają się z wszystkimi ulotnościami, znów pachną, brzmią, barwią się zupełnie jak niegdyś, w każdym szczególe. „Jesień, wiatr, pamięć, altanka, której pewnie od dawna nie ma; liście, które uległy rozkładowi, a przecież nigdy nie zginą; moje ręce maleją: dłonie są coraz mniejsze na tle czerwonego jaworowego liścia; a wiatr słucha, wiatr mnie słucha, wichrzy liście na moim zboczu: dawne liście z północy Czech, pochłonięte przez dzisiejszy banacki wiatr…” Autor nie tylko przywołuje obrazy, on na chwilę znów staje się tamtym małym chłopcem z płonącymi jesienną czerwienią liśćmi jawora w drobnych dłoniach. Rumuńska wieś, czeska wieś, tak inne przecież, ale obie odmalowane sensualnie, zmysłowo. To zasługa pióra autora, ale przecież oddaje on to, co go zachwyciło, co zostawiło odciśnięty ślad, który nie tylko nie wyblakł po latach, ale odżył z dawną mocą, jakby tylko wybudził się z chwilowego snu. Gdy autor opisuje dojrzewanie śliwek w sadzie, to widzimy i czujemy ich wzrastanie, formowanie się wokół pestki, pęcznienie i słodycz wypływającego śliwkowego soku, słyszymy jak lekko uderzają o ziemię, zrzucone z gałęzi mocniejszym podmuchem. Nic, tylko schylić się i skosztować. W tej prozie jest poezja. Śliwki dobre na palinkę, palinka znakomita na tęskne wspominanie, a także na rozmowy z ludźmi i z samym sobą. I autor pisze: „Pokażą się gwiazdy; nadejdzie górski, wrześniowy chłód: będę siedział, może zapadnę w lekki sen; będę śnił; i będę pił palinkę…” Zapewne z tej pięknej prozy każdy wyciągnie parę smaczków tylko dla siebie, a więc ockną się z leniwego letargu kolejne powidoki, lekko zamglone przez czas, nasze własne. Wszyscy wszak byliśmy kiedyś dzieciakami ganiającymi po wiejskich łąkach, wdeptującymi z krzykiem w krowie placki i podkradającymi kurom jajka. Przynajmniej ci z nas, którzy mieli jeszcze okazję widzieć prawdziwą wieś. Żarliwa, poetycka, empatyczna proza z Banatu wgryzła się we mnie, a ja poddałam się jej bez reszty. Jest w niej coś przyciągającego, jakaś prawda najgłębsza z najbardziej wewnętrznego miejsca w sercu wyciągnięta i tam też trafiająca. Opisując naturę, chwyta jej esencję, mówiąc o człowieku, przegląda go na wskroś, znajdując to, co ważne, nawet jeśli trzeba sięgnąć głębiej. Czy to staruszki, matka i córka, nie do odróżnienia, czy też rodzina Wojnerów – „złote zęby w ustach, wychudłe, zniszczone twarze, niemal identyczne twarze; zawsze mnie zadziwiało, z jaką siłą rysy poprzednich generacji przenoszą się tu na kolejne pokolenie, modelując je precyzyjnie i nieodwołalnie na własne podobieństwo (…)” Autor lubi nawiasy, średniki i dwukropki. Początkowo to dziwi, później widzimy, że ma swoje uzasadnienie nie tylko w „widzimisię” autora. To złudzenie, jakby jedno zjawisko pociągało następne, połączone z nim, a zarazem rozszerzające o jeszcze więcej sensów, znaków. Z przecinkami, czy wręcz kropkami, rozdzielającymi tekst na pojedyncze zdania, zgubiłby on swój naturalny, jedyny odpowiedni rytm. Okazuje się, że w różnych rejonach świata można poczuć się całkiem swojsko: te same bzy i akacje, stada owiec na zboczach, jesienna, lekko stęchła wilgoć, dźwięk harmonijki o kolorowych klawiszach… Ujęło mnie bardzo wyczulenie autora na szczegół, nawet drobniutki. Któż potrafi jeszcze tyle niuansów wydobyć z głosów niosących się po podwórku sąsiada, albo z twarzy okolicznych ludzi? Najpierw przeanalizować ich wyjątkowość, aby pod koniec uogólnić, wprowadzić pod wspólny mianownik. Dzięki tym podobieństwom nie tak łatwo uciec przed tym, o czym chce się zapomnieć. W najmniej spodziewanym momencie, wystarczy niewielki bodziec wywołujący i na człowieka spada cała jego przeszłość, choć przecież wcale tego nie pragnie. Zamknąwszy „Palinkę” ma się wrażenie, że autor w pełni świadomie odsłonił przed czytelnikami to, co dla niego najważniejsze, najintymniejsze. Pozwolił nam się poznać, zawierzył szczerze swoje myśli, obnażył cały smutek samotności i beznadziejność ucieczki, spotęgowane jeszcze przez surowe banackie warunki i dystans, jaki zwykli utrzymywać mieszkańcy. Możliwe, że uczynił tak z pragnienia podzielenia się z kimś ciężarem, by ten choć trochę zelżał, być może chciał dodać nam otuchy, poczucia, że jeśli mamy podobnie, to nie jesteśmy jedyni. Mam nadzieję, że stojąc tam, „pod rozłożystą morwą (…) na rozdeptanych morwach…”, wiedząc że jego słowa poszły w świat, między ludzi, podniesie jednak głowę, a może nawet prześle lekki uśmiech – nie jest tak źle, zderzyliśmy się z własnym życiem, a teraz idziemy dalej. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na92 lata temu
Pandemonium Kostas Akrivos
Pandemonium
Kostas Akrivos
Zastanawiam się czasem, czy czytamy tę samą książkę. I to nie jest złośliwe, w gruncie rzeczy chyba wręcz przeciwnie, bo może to jest kolejny przymiot literatury. Na początku pomyślałam, że może faktycznie ktoś zrobił tej książce krzywdę, przyczepiając do niej łatkę "kryminał", ale z drugiej strony wsadzenie jej na półkę "romans" też odpada, o obyczajówce w ogóle nie ma co myśleć. Jako osoba, która prywatnie kocha segregować i katalogować muszę sobie wciąż przypominać, że i ta metoda ma swoje ograniczenia. I w tym przypadku to pracuje na korzyść tej książki, która mnie bardzo zachwyciła, mówiąc całkiem szczerze. Może nie tylko dlatego, że po latach czytelniczej stagnacji cieszę się z każdej przerobionej książki. Zupełnie nie przeszkadza mi to, że Nifonas przez niektórych osądzany jest, że zachowuje się jak człowiek, który nigdy nie żył "w prawdziwym świecie", nie przeszkadza mi, że dwa wcześniaki przez długie godziny funkcjonują sobie bez żadnej fachowej opieki ani mleka matki, nie przeszkadza mi, to, bo książka nie dzieje się w żadnym prawdziwym świecie, a jednocześnie - w moim odczuciu - jest wybitnie ludzka. Wymownie i barwnie pokazuje, że jako ludzie nie jesteśmy spójni i nie musimy być, że cała nasza potęga może jest w tym, że będziemy dostrzegać swoją hipokryzję i wszystkie absurdy, wśród których żyjemy. Chciałabym, żebyśmy częściej otwarcie mówili, że nie rozumiemy, dlaczego coś się dzieje i że czujemy sprzeczne emocje wobec tej samej sprawy. Miłość mnicha do kobiety, mnicha do współbrata, mnicha do mitu o powrocie wielkiej ojczyzny. I nikt nie jest szczęśliwy, choć wydawałoby się, że nie da się być w miejscu bliżej któregoś boga. W ogóle nie zajmuje mnie gatunek tej książki. W moim idealnym świecie Nifonas byłby z Dommą, ale to nie było o moim idealnym świecie. Na pewno jednak może się mu jakoś przyczynić. Do przemyślenia, mnie i wszystkim czytającym.
trvbasa - awatar trvbasa
oceniła na711 miesięcy temu
Bliskość Marin Mălaicu-Hondrari
Bliskość
Marin Mălaicu-Hondrari
1. Przygoda z „Dzikimi detektywami” Artura Bolano trwała w moim przypadku wiele lat. Po pierwszym ataku i przeczytaniu ok. 30 proc. tekstu, proza Chilijczyka wylądowała na półce pt. „Może kiedyś się zmuszę” bez większych perspektyw na powrót do niej. Ugrzęzłem – i jak czytam nie ja jeden – w części II, która powala obszernością, nagromadzeniem pozornie przypadkowych i niepozornie przypadkowych postaci, jak w książce telefonicznej. One na pierwszy rzut ka nie mają wiele wspólnego ze sobą i z wcześniejszymi wydarzeniami, a już na pewno tylnookładkową zapowiedzią, o czym ta książka jest. Ich opowieści także z trudem układają się w jakąkolwiek całość. A liczba przeczytanych stron nie oddaje faktu, że zostały napisane w postaci drobniutkiej czcionki i w zasadzie brak jest stereotypowo rozumianej fabuły. 2. Kilka lat na mojej półce leżała inna powieść „Bliskość” rumuńskiego pisarza Marina Mălaicu-Hondrariego. W końcu po nią sięgnąłem i urzekła mnie klimatem i osobliwym sposobem przedstawienia losów postaci i świata… a z czymś mi się kojarzyła. I w końcu stało się jasne, że rumuński pisarz poczynił dzieło inspirowane „Dzikimi detektywami” Artura Bolano. Wykorzystałem to inspirujące uderzenie energii i powróciłem do „Dzikich…”. Przeczytałem dzieło Chilijczyka od nowa, bo jak się okazało, niewiele pamiętałem z pierwszego podejścia, a nagle ono otworzyło się i wydało intrygujące jak kryminał. Cholera, brzmi to trochę biblijnie…. Kwestia otwarcie sposobu czytania między postaciami, między pozorami, odnalezienia właściwego szlaku, jakim ta powieść prowadzi mimo pozorów, które go maskują i są barierą. Powodują, że ten tekst może stawiać opór. 3. „Dzicy detektywi” są groteskowo-ponurą historią życiową, ale mogą być zarazem grą -literacką , igraszką z czytelnikiem, autoironicznym buntem, iluzją, kłębowiskiem pozorów, półprawd i fałszów. Już sama zapowiedź okładkowa, czego dotyczy fabuła jest kpiną. Autor rozprawia się z oczekiwaniami czytelnika bezlitośnie, ośmiesza krytyków, którzy recenzowali jego powieść bez jej przeczytania. Większość tekstu dotyczy zupełnie innych spraw niż zapowiedziano. Formułująca istotę poszukiwań bohaterów poetka nie odgrywa w tej książce większej roli, raczej jej rola życiowa mogłaby być tematem młodzieńczego żartu, gdyby nie konsekwencje dramatycznych wydarzeń, o których dowiadujemy się dużo za późno… II część można czytać według kilku kluczy – np. numerów stron lub nazwisk relacjonujących wydarzenia postaci. Zgodnie z przyjętą konwencją gry pozorów, uniku, niejednoznaczności, zabawy konewencją, to właśnie poezji w dziele Bolano prawie nie ma. Wszystko dzieje się wokół postaci poetów, ale bez istoty ich działalności. Chilijczyk jest znakomitym gawędziarzem, zamaszystym narratorem, ale to cechy zdecydowanie prozatorskie. Zważywszy na rolę poezji i literatury we współczesnym świecie, motywy działań bohaterów wydają się nierealne, anachroniczne, wyjęte ze świata zdrowego rozsądku i hierarchii wartości współczesnych, czym są motywy pchające bohaterów do szukania cholera wie czego? Bolano wyłamuje to, czego czytelnik zwykł oczekiwać od powieści. Powód konstytuujący ich działania – gdyby istniał – byłby co najwyżej błahy, bo postać której poszukują nie niosła żadnej tajemnicy ani nie odcisnęła większego piętna na czymkolwiek, nie zostawiła znaczącego dorobku, a tak naprawdę jej nie ma, choć wydarzenia, które zainspirowała będą miały poważne skutki. Jakie jest przesłanie czy sens „Dzikich detektywów”? Ponura metafora życia, jako historii dogorywania, krytyka ustroju i stosunków społecznych przede wszystkim w Ameryce Południowej, walka z tendencjami faszystowskimi i tęsknotą do epatowania siłą i zakładania reżimów, negacja społeczeństwa, nieakceptowanie rzeczywistości, niezgoda na upadek młodzieńczych ideałów, beznadziejność świata i jego priorytetów, w końcu skazanie na wieczną ucieczkę. a może mit artysty-Piotrusia Pana i gra oraz zabawa formą literacką i fabularną? Literatura jest dla Bolano potężną enklawą, która istnieje na przekór światu. Jest przystanią dla rozbitków, uciekinierów i outsiderów. I to jest jej natura, a nie cecha. Powieść wyrasta z przekonania siły literatury, która staje się jedyną prawdą o świecie, który sam w sobie jest „nie do przyjęcia”.
Ledwosapiens - awatar Ledwosapiens
ocenił na91 rok temu
Arab Jazz Karim Miské
Arab Jazz
Karim Miské
Podążam literacką ścieżką nieznaną. Na tapecie druga z kupionych przeze mnie na Łódzkie Targi Książki pozycji Wydawnictwa Claroscuro, z którą mam kłopot taki, że czuję zawód i zmieszanie, nie do końca potrafiąc nazwać, czym zostały wywołane. Bo to, co w książce króluje i stanowi wartością samą w sobie, to doskonałe ukazanie kulturowego przekładańca XIX dzielnicy Paryża. Żydzi, muzułmanie, chrześcijanie, a nawet wyznawcy Jehowy – mieszanka wyznań, obyczajów i reguł postępowania, świat potencjalnie nie do połączenia, a jednak potrafiący trzymać się w ryzach i własnych ramach. I Miské pisze o nim świetnie, oddając niuanse wszelkich podobieństw i różnic – w spojrzeniach, muzyce i słowie mówionym. Dorzuca jednak zbrodnię, co zmienia „Arab Jazz” w kryminał. Jest dwójka policjantów i Ahmed, potencjalny podejrzany, wyobcowany chłopak „po przejściach”, miłośnik kryminałów i syn matki atakującej go, gdy odwiedza ją w szpitalu psychiatrycznym. I jest to postać kompletna, w którą „wchodzi” się bez trudu, dając się z łatwością ponieść jej pogmatwanym myślom. Jest też wątek nielegalnych środków odurzających, który łączy wszystkie i wydawałoby się, że tak skomponowanej powieści nie dało się popsuć. A jednak całość „nie klei się”, rozpada na pojedyncze rozdziały, które z trudem udawało mi się łączyć w jedność. To trochę tak, jakby Miské bawił się z czytelnikami, specjalnie wstrzymując wątki śledztwa, jakby przyjemnością było pisanie nie o nim, lecz o społeczności (i gdyby tak było dalej, dostałbym książkę o niebo lepszą). Jednak wraca do niego, niestety, porzuca porwane nici, wprowadza „ten uczuć” między policjantką a Ahmedem, zupełnie kuriozalny i płaski (postaci Hamelota i Kupferstein są zdecydowanie najsłabsze),pozostawiając zagubione tropy samym sobie, by nagle pod koniec przyspieszyć, likwidując w piorunującym tempie problemy, które doprowadziły do zbrodni. Nie pomagają ani „sceny akcji”, ani skorumpowani policjanci. Ostatecznie „Arab jazz” okazała się muzyką którą przyciszam w radio, by nie przeszkadzała mi… w ścieraniu kurzu. I mam poczucie zawodu, bo powieść zapowiadana była jako rodzaj dialogu z wydarzeniami z 2015 roku i zamachem na redakcję Charlie Hebdo (a nie jako bezpośrednie nawiązanie do nich). Społecznie, kulturowo i „miejscowo” – tak, ale to nie wystarcza, bym uznał ją za książkę, którą mogę polecić. Przekład Gabrieli Hałat.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na61 miesiąc temu
Terremoto Jarosław Mikołajewski
Terremoto
Jarosław Mikołajewski
Pierwsze, co mnie zastanowiło to to, że Terremoto jest cieniutką książeczką, jak na tak rozległy temat, jakim są trzęsienia ziemi. Niby wiem, że czasami lepiej jest krócej, żeby dać przestrzeń czytelnikowi na rozkminy. Patrząc na (raptem) te nieco ponad sto stron zadawałam sobie pytanie – jak ujął temat autor, skoro zmieścił się w tak ograniczonej przestrzeni. Dość szybko doszłam do wniosku, że pomysł Mikołajewskiego mnie nie przekonuje. Za to odniosłam wrażenie, że to właściwie nie jest książka o trzęsieniach ziemi, tylko o tym co autor o nich sądzi i dlaczego dla niego są one ważne. Miałam później nadzieję, że Mikołajewski chociaż jakoś przekona mnie do siebie i zaciekawi, mimo że ton jego przemyśleń jest poetycki, specyficzny. Pełno tu przenośni i niedopowiedzeń. Rozdziały są krótkie, bez żadnych konkretów. I niestety ale momentami zalatuje grafomanią. Ostatecznie autorowi nie udało się mnie zainteresować. Opisy skutków trzęsień ziemi nie robiły na mnie wrażenia, chociaż przecież dochodziło tam do dramatów. Zasypani ludzie, zniszczone budynki stojące od wielu pokoleń, zniszczone życia i marzenia. I ta cała bezsilność, bo w końcu kogo winić za coś, na co nie ma się wpływu? 💥 Jak sobie poradzić? Chyba najmocniejszy fragment tej książki to ten, w którym autor pyta jakiegoś starszawego Włocha co dalej. A on odpowiada, że kiedyś chcieli przepisać ziemię w zniszczonym mieście dzieciom. Ale teraz to sam nie wie, bo jeśli tu się osiedlą to albo zabije ich trzęsienie ziemi albo lawina. Ta krótka rozmowa zrobiła na mnie największe wrażenie, bo jest prawdziwa aż do bólu. Ludzie żyjący na terenach zagrożonych nie znają dnia ani godziny. Można coś zaplanować, gdy jest dobrze… A jeśli jest dobrze przez wiele lat, to człowiek nawet zapomina, że ziemia może się zatrząść. Zyskuje poczucie bezpieczeństwa. A później okazuje się, że nie ma bezpiecznych miejsc. I co wtedy zrobić z marzeniami? Planami? Ziemią i domami? Dziedzictwem? A co zrobić, jeśli ktoś z bliskich w trzęsieniu ziemi zginął? Jak sobie poradzić z tym, że “zabił” ich rodzinny dom? Mikołajewski jednak niespecjalnie zadaje jakiekolwiek pytania w swoich tekstach. A przynajmniej ja ich nie wyczytałam. Autor skupia się na swoich odczuciach, chociaż do napisania tej opowieści korzysta z pomocy ludzi działających tam, na miejscu tragedii. Ja wiem, że wszystko jest subiektywne, i że papier wszystko zniesie, nawet poetyckie teksty tylko silące się na obiektywizm. Ale błagam, nie wszystko, co jest o faktach, musi być reportażem i Terremoto w moim odczuciu nim nie jest. To bardziej esej. Na każdą literaturę jest miejsce, przynajmniej w teorii, bo czasami to jednak szkoda papieru. Natomiast niech książka nie udaje tego, czym nie jest. Poezja i reportaż nie do końca idą ze sobą w parze, a na pewno nie w tym przypadku.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na68 miesięcy temu
Siwy dym albo pięć cywilizowanych plemion Ziemowit Szczerek
Siwy dym albo pięć cywilizowanych plemion
Ziemowit Szczerek
Co za pokręcona i absurdalna fabuła, która w niezrozumiały sposób jest poukładana i logiczna! Szczerek pokazuje świat przyszłości, gdzie USA powróciła do polityki izolacji, Unia Europejska się rozpadła i na jej gruzach państwa germańskie utworzyły Neuropę - państwo fanatycznie kosmpolotityczne i ekologiczne, Rosja upadła, a Europa Wschodnia pogrążyła się w szaleństwie nacjonalizmu i czasem po prostu - szaleństwie. Wraz z głównym bohaterem odwiedzamy miejsca konflitów: Kosowo, Siedmiogród, Słowację Południową, Śląsk, Kraków, Warszawę, Hałyczynę, a także co jakiś czas dowiadujemy się co nieco na temat reszty państw Europy Wschodniej. Jednocześnie poznajemy społeczeństwo przyszłości: anarów, myszongów, separów, neoszalchtów, szwoli, czarnowojów, porożców itp. twory społeczne. Poznajemy Rzymską Republikę Polską, neosłowiańską Polskę, Europejską Republikę Śląską, Chłopię i Europejską Republikę Pomorza (o której jest najmniej informacji niestety). Poznajemy barwne (lub szare),wulgarne (niemal zawsze) i nic nieznaczące (czy rzeczywiście?) postaci. A w tle zawsze jest tajemniczy Siwy Dym, twór niezrozumiały, wymykający się prawom logiki, którego ani znaczenia ani celu nie zna nikt, a którego obecnośc zdaje się tylko kompilikować sytuację w Europie Wschodniej. Zdecydowanie warto przeczytać, jest to najlepsza (ale nie najszczęśliwsza, co to to nie) wizja przyszłości jaką zdarzyło mi się czytać. Edycja: po przeczytaniu wielokrotnie wracałem do tej książki, wertowałem jej strony, wyszukiwałem świetnych cytatów, wgłębiałem się w historię i wciąż myślałem nad tym co przeczytałem. Miałem tak po raz pierwszy w życiu. Myślę, że "Siwy dym" zasłużył na to by dostać moją pierwszą na tym serwisie ocenę 10/10. Jedyny minus jaki widzę w tej historii to to, że główny bohater nie trafił na Pomorze i nie opisał dokładnie co się tam działo, a to mnie najbardziej interesowało. Może (choć w to wątpię) powstanie kontynuacja i wtedy dowiemy się więcej co się działo na Pomorzu, w państwach bałtyckich, w Turcji i w reszcie państw bałkańskich.
doliwaq - awatar doliwaq
ocenił na104 lata temu
Moienzi nzadi. U wrót Konga Tadeusz Dębicki
Moienzi nzadi. U wrót Konga
Tadeusz Dębicki
Zaskakująco uniwersalna, aktualna i poetycka opowieść Polaka o kolonizacji belgijskiej w Kongo. Krótka klimatyczna opowieść potrafiąca przenieść człowieka w przepastne i dziewicze rejony afrykańskich bezbrzeżnych lądów zagarnianych przez europejskie mocarstwa. Autor zajadliwie krytykuje europejski „postęp” przywożony przez białych i opisuje trudy zarządzania masami czarnych wykorzystywanych przy rozładunkach statków i budowie sieci kolejowych, w których wyzyskiwaniu ma swój niemały udział (pomimo tego książkę konstatuje radą, by ci nie ulegali złudzeniu wyższości cywilizacji białego człowieka). „Miesięcznie umiera ich około czterdziestu procent. A na ich miejsce przybywają nowi i nowi. Czarnych przecież jeszcze przez długi czas w Afryce nie zbraknie. Wyginie może w ten sposób kilka plemion, ale inne będą za to mogły korzystać z dobrodziejstw portu”. „Pochyleni nad pulpitami urzędnicy, w szarych fartuchach, z palcami powołanymi atramentem, wpisują do ksiąg, jednakowych na całym świecie i na takie same rubryki wszędzie podzielonych, dźwięczne nazwy miejscowości, których nigdy w życiu nie ujrzą i o których nic więcej prócz nazwy się nie dowiedzą”. „Cóż z tego, że nie znają postępu? Czy dzikością jest to, że są u siebie szczęśliwi? Czy też może to, że nie znają nauki, gazów trujących, nitrogliceryny, karabinów maszynowych i bomb lotniczych?” „Dzienniki zapisują całe kolumny o tym, że specjalna misja lekarska wyjeżdża na Czarny Ład, aby zwalczać śpiączkę i elephantasis. Ale nikt nie wspomni o tym, jaki procent krajowców został zarażony przez białych syfilisem i innymi chorobami wenerycznymi.” „Zamiast grać na odwiecznych tam-tamach będą kupowali patentowane amerykańskie gramofony.” „Biali nauczyli ich wiary, z której sami niewiele sobie robią. Biali mondela pembe i białe mami idą w niedzielę na whisky and soda do hotelu ABC. Czarni Bantu modlą się w kościele o dobro dla wszystkich ludzi, czarnych i białych, bo wszyscy są równi”.
Tomasz - awatar Tomasz
ocenił na82 lata temu

Cytaty z książki Nieszczęście bycia Grekiem

Więcej
Nikos Dimou Nieszczęście bycia Grekiem Zobacz więcej
Nikos Dimou Nieszczęście bycia Grekiem Zobacz więcej
Nikos Dimou Nieszczęście bycia Grekiem Zobacz więcej
Więcej