Historia Irlandii

Okładka książki Historia Irlandii autora Stanisław Grzybowski, 8304046776
Okładka książki Historia Irlandii
Stanisław Grzybowski Wydawnictwo: Ossolineum Seria: Historie Krajów i Narodów historia
342 str. 5 godz. 42 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Historie Krajów i Narodów
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
342
Czas czytania
5 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
8304046776
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Historia Irlandii w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Historia Irlandii

Średnia ocen
6,9 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Historia Irlandii

avatar
261
191

Na półkach:

Niesamowita narracja, lata temu czytałem jej fragmenty. Miejscami aż człowiek się burzy, na Anglików . Wkrótce więcej na blogu Historycznik .

Niesamowita narracja, lata temu czytałem jej fragmenty. Miejscami aż człowiek się burzy, na Anglików . Wkrótce więcej na blogu Historycznik .

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
405
405

Na półkach: ,

Wybitny historyk epoki nowożytnej Stanisław Grzybowski zabiera nas w fascynującą podróż po historii Zielonej Wyspy. I jak na wstępie zaznaczył - „najmłodsze państwo i najstarsza kultura: oto najkrótsza synteza dziejów Irlandii”. Państwo to, gdzie nie ma żab, kretów i węży, których wypędzenie pogańska legenda przypisywała Fionnowi, natomiast chrześcijańska, jak zwykle, przejęła tę tradycję i zasługą tą obdarowała św. Patryka, gdzie nigdy nie postała stopa rzymskiego żołnierza (a przynajmniej nie dochowały się na ten temat żadne źródła),ma przebogatą kulturę. Klasztory irlandzkie oraz mnisi pochodzący z tej wyspy byli prawdziwymi apostołami cywilizacji wieków średnich. To w Irlandii odnotowano pierwsze w dziejach literatury europejskiej adaptacje Homera, Sofoklesa, Wergiliusza i Cezara na język narodowym. Kraj św. Patryka miał jedną kardynalną wadę – leżał zbyt blisko Anglii. Geopolityka spowodowała, iż po okresie wczesnego średniowiecza, gdy Irlandia promieniała na resztę Europy dorobkiem swej pierwszorzędnej kultury, wyspa ta musiała uznać wyższość (brutalnej siły) i potęgę swego sąsiada. Przez około siedemset lat musiała znosić butę i dominację klas panujących Anglii, których militarna i gospodarcza przewaga z wieku na wiek była coraz większa. Kolonializm jaki Anglicy uprawiali w Irlandii można porównać do tego, który Europa urządziła sobie w Afryce w drugiej połowie XIX wieku. Nienawiść pomiędzy dwoma narodami była olbrzymia, doprowadziła do pasma nieszczęść i wielopokoleniowej wrogości. Oczywiście wielkie znaczenie miały tu różnice na tle religijnym, ponieważ po zerwaniu Anglii z katolicyzmem, wyznanie to było w tym kraju synonimem zdrady. Kościół katolicki, który był bastionem irlandzkiego społeczeństwa, stanowił dla Albionu przedmiot szyderstw i wyrafinowanego ataku, co jeszcze bardziej zaogniało i tak już nabrzmiałe konflikty. Kler irlandzki twierdził wręcz, iż zabicie Anglika nie jest grzechem, z kolei wśród kleru angielskiego można było się spotkać ze stanowiskiem, że w ogóle nie ma tu dylematu, gdyż Irlandczyk nie jest po prostu człowiekiem. Zabicie Irlandczyka w mniemaniu tamtejszych duchownych nie różniło się od zabicia psa. Ciemiężenie Irlandii przez Anglię było totalne. Szczególnie w czasach Cromwella i po nim. Stanisław Grzybowski przytacza mnóstwo przykładów na chore relacje pomiędzy obiema wyspami. Celtycka Irlandia była solą w oku protestanckiej Anglii, a jednym z największych tragedii Zielonej Wyspy było zainstalowanie się w jej północno-wschodniej części, czyli Ulsterze, olbrzymiej liczby angielskich kolonistów. Powstanie jakie wybuchło tam w roku 1641 było przez z górą trzy wieki wielką protestancką legendą, która podsycała nienawiść wyznaniową pomiędzy Irlandczykami a Anglikami. Irlandzkie ruchy narodowowyzwoleńcze rozbijały się o mur potęgi Imperium Brytyjskiego. W XIX wieku nie mogli Irlandczycy liczyć nawet na papiestwo, gdyż Wielka Brytania liczyła się dla niego bardziej jako ostoja starego porządku i przedmurze przed rewolucjami. Dramat ich kraju przybrał w połowie tegoż wieku niebotyczne rozmiary, wraz z katastrofalnym głodem oraz wielką emigracją (w większości do USA). Po I wojnie światowej, gdy powoli rodziła się Republika Irlandii, problemy na tle wyznaniowym oraz kwestia podziału wyspy kładły się cieniem na życiu jej społeczeństwa. Książka doprowadzona jest do okresu, gdy bomby oraz zamachy były jeszcze na porządku dziennym w tym kraju.
Stanisław Grzybowski stworzył dzieło, które czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Historia Irlandii, jej bogatej kultury i tragicznych losów, przedstawione są w sposób bardzo klarowny, bez zbędnych dłużyzn. Z pewnością książka ta należy do jednych z lepszych z serii historii krajów i narodów.

Wybitny historyk epoki nowożytnej Stanisław Grzybowski zabiera nas w fascynującą podróż po historii Zielonej Wyspy. I jak na wstępie zaznaczył - „najmłodsze państwo i najstarsza kultura: oto najkrótsza synteza dziejów Irlandii”. Państwo to, gdzie nie ma żab, kretów i węży, których wypędzenie pogańska legenda przypisywała Fionnowi, natomiast chrześcijańska, jak zwykle,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1307
1263

Na półkach: , , , ,

Książka zabrana 18 lat temu w podróż po Irlandii. Na Joyce’a nie byliśmy gotowi, więc postawiliśmy na historię odwiedzanego kraju, wtedy jeszcze „wolnego od Polaków”.
Wiedza o historii Irlandii kraju jest u nas nikła i ogranicza się do świadomości panowania Anglii nad Zieloną Wyspą. Tymczasem Eire może poszczycić się zarówno historią jak i przede wszystkim kulturą starszą od naszej. Zdaniem wielu historyków średniowiecza to właśnie iroszkoccy mnisi ocalili w swoich klasztorach spuściznę kultury antycznej. Z czasem jednak popadli w spór z Watykanem, m..in, w takich kwestiach jak sposób wyznaczania Wielkanocy oraz … kształt tonsury.
Tym niemniej bez nich nie doszłoby zapewne do tak skutecznego schrystianizowania zarówno Anglii, jak i terenów dzisiejszych Niemiec.
Z kolei historia polityczna Irlandii jest znacznie bardziej tragiczna i smutniejsza od naszej. Napadani, podbijani i łupieni przez najpierw Wikingów a później Anglików płacili za tonie tylko ofiarami spośród swoich elit i mieszkańców ale i upadkiem własnej kultury. Ich język, celtycki gaelic, praktycznie od czasów wielkiego głodu (1845-1849) oraz będącej jego wynikiem emigracji (a także skutecznego egzekwowania przez Brytyjczyków obowiązku szkolnego) jest praktycznie na wymarciu. Mimo odmienności religijnej Irlandczycy przyjęli wraz z językiem styl życia swoich okupantów i stali się dla nich rezerwuarem taniej siły roboczej.
Autor niezwykle ciekawie opisuję fascynującą historię tego kraju, pokazując kluczowe fragmenty jego dziejów (podboje Wikingów i Anglików, walka o niezależność anglojęzycznych elit w XVIII i na początku XIX w., dążenie do emancypacji oraz autonomii, Powstanie Wielkanocne, wyodrębnienie Ulsteru, wojna domowa w Wolnym Państwie Irlandzkim, zerwanie więzów z Imperium Brytyjskim). Podkreśla dość rzadkie, ale miłe dla naszych oczu związku z Polską (podziw XIX-wiecznych działaczy irlandzkich dla Kościuszki, postać Constance Markiewicz, żony Polaka i pierwszej kobiety wybranej (mimo pobytu w więzieniu) do Parlamentu Brytyjskiego.
Mały kraj o wielkiej historii i kulturze, co znakomicie przedstawił autor.

Książka zabrana 18 lat temu w podróż po Irlandii. Na Joyce’a nie byliśmy gotowi, więc postawiliśmy na historię odwiedzanego kraju, wtedy jeszcze „wolnego od Polaków”.
Wiedza o historii Irlandii kraju jest u nas nikła i ogranicza się do świadomości panowania Anglii nad Zieloną Wyspą. Tymczasem Eire może poszczycić się zarówno historią jak i przede wszystkim kulturą starszą...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

163 użytkowników ma tytuł Historia Irlandii na półkach głównych
  • 112
  • 48
  • 3
47 użytkowników ma tytuł Historia Irlandii na półkach dodatkowych
  • 27
  • 11
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Historia Irlandii

Inne książki autora

Okładka książki Wędrówka i etnogeneza w starożytności i w średniowieczu Jan Chochorowski, Ilona Czamańska, Małgorzata Dąbrowska, Władysław Duczko, Krzysztof Fokt, Stanisław Grzybowski, Jerzy Hauziński, Grzegorz Jawor, Jerzy Kolendo, Zofia Kurnatowska, Christian LÜBKE, Wojciech Mruk, Vincent Múcska, Michał Parczewski, Jan M. Piskorski, Jan Prostko-Prostyński, Andrzej Sakson, Maciej Salamon, Joachim Śliwa, Sławomir Sprawski, Krzysztof Stopka, Jerzy Strzelczyk, Stanisław Turlej, Lech A. Tyszkiewicz, Marek Wilczyński, Ewa Wipszycka, Marcin Wołoszyn, Zenon Woźniak, Piotr Wróbel, Hanna Zaremska, Stefan Zawadzki, Adam Ziółkowski
Ocena 7,0
Wędrówka i etnogeneza w starożytności i w średniowieczu Jan Chochorowski, Ilona Czamańska, Małgorzata Dąbrowska, Władysław Duczko, Krzysztof Fokt, Stanisław Grzybowski, Jerzy Hauziński, Grzegorz Jawor, Jerzy Kolendo, Zofia Kurnatowska, Christian LÜBKE, Wojciech Mruk, Vincent Múcska, Michał Parczewski, Jan M. Piskorski, Jan Prostko-Prostyński, Andrzej Sakson, Maciej Salamon, Joachim Śliwa, Sławomir Sprawski, Krzysztof Stopka, Jerzy Strzelczyk, Stanisław Turlej, Lech A. Tyszkiewicz, Marek Wilczyński, Ewa Wipszycka, Marcin Wołoszyn, Zenon Woźniak, Piotr Wróbel, Hanna Zaremska, Stefan Zawadzki, Adam Ziółkowski
Okładka książki Król a prawo stanów do oporu Zbigniew Anusik, Krzysztof Baczkowski, Anna Filipczak-Kocur, Stanisław Grzybowski, Mirosław Nagielski, Adam Perłakowski, Andrzej Rachuba, Jerzy Sperka, Henryk Wisner
Ocena 9,0
Król a prawo stanów do oporu Zbigniew Anusik, Krzysztof Baczkowski, Anna Filipczak-Kocur, Stanisław Grzybowski, Mirosław Nagielski, Adam Perłakowski, Andrzej Rachuba, Jerzy Sperka, Henryk Wisner
Okładka książki Narodziny świata nowożytnego 1453-1605 Stanisław Grzybowski, praca zbiorowa
Ocena 8,3
Narodziny świata nowożytnego 1453-1605 Stanisław Grzybowski, praca zbiorowa
Stanisław Grzybowski
Stanisław Grzybowski
Stanisław Grzybowski – polski historyk, pisarz i publicysta. W latach 1949–1954 studiował historię i historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po aresztowaniu w kwietniu 1950 był przez kilka miesięcy więziony w siedzibie Urzędu Bezpieczeństwa przy Placu Inwalidów i w więzieniu przy ul. Montelupich. W okresie 1954–1955 pracował w krakowskim PWN, a następnie (do 1978) w Instytutcie Historii PAN w Warszawie. Po stypendium w Ecole Pratique i stażu letnim w Tours, w 1962 obronił doktorat. W latach 1967–1968 odbył staż badawczy w Cambridge, którego wynikiem była habilitacja z historii Anglii w 1970. Od 1978 pracował w Instytucie Historii Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Wykładał historię powszechną nowożytną, historię Francji i historię historiografii. Tytuł profesora zwyczajnego uzyskał w 1992, a w 2000 przeszedł na emeryturę. Do 2010 kontynuował działalność dydaktyczną w Krakowskiej Akademii im. A. Frycza-Modrzewskiego. Autor ok. 250 prac naukowych, książek popularnonaukowych, monografii i opracowań encyklopedycznych. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Japonia od czasów najdawniejszych do dzisiaj John Whitney Hall
Japonia od czasów najdawniejszych do dzisiaj
John Whitney Hall
Autor posiada głęboką wiedzę na temat dziejów Japonii i stanowi to główną zaletę książki. Sposób przedstawienia tej wiedzy jest jednak mało atrakcyjny, niemal zniechęcający. Tok wykładu zachowuje charakter typowo akademicki, pozostaje niezwykle suchy. Historia Japonii pełna jest wydarzeń dramatycznych, często przedstawianych przez rodzime źródła w sposób niezwykle barwny. J.W. Hall przyjął chyba za punkt honoru, że wszystkie te tradycyjne „ozdobniki” usunie do gruntu i wspomniane elementy barwne czy dramatyczne pomija, a gdy już w żaden sposób nie da się tego uczynić, poświęca im jedno czy dwa zdawkowe zdania. W zamian koncentruje uwagę na ogólnych procesach przemian społecznych, gospodarczych, politycznych, prawnych, religijnych i kulturowych (które w Japonii często wiązały się ze sobą). Tego rodzaju analizy i syntezy przeważają w treści książki, czyniąc lekturę trudną i wymagającą skupienia uwagi. Wiele dowiadujemy się o ogólnych procesach, stosunkowo mało o konkretnych ludziach. Doprawdy, pewne ustępstwa wobec wspomnianej „barwnej tradycji” z pewnością tokowi wykładu by nie zaszkodziły, czyniąc w zamian lekturę znacznie bardziej wciągającą. Kolejna uwaga to wyraźne zachwianie chronologiczne. Autor zdecydowanie poszerza zakres wykładu poczynając od epoki szogunatu Tokugawa (XVII-XIX w.),poprzez obszerne omówienie reform Meiji (XIX w.),aż po koleje przemian wewnętrznego życia politycznego kraju w XX w. i trudną drogę do ustanowienia demokracji. W tego rodzaju syntezach dziejów państwa czy narodu skupienie uwagi na historii nowszej i najnowszej nie jest niczym niezwykłym, w pracy J.W. Halla występuje jednak jeszcze wyraźniej niż zwykle i wynika zapewne z własnych preferencji badawczych Autora. Jak już wspomniałem, można to zrozumieć, ale pomijanie lub kwitowanie jednym czy dwoma zdaniami wydarzeń równie ważnych, czy wręcz przełomowych musi już wywołać krytykę. Pomijane wydarzenia mają głównie charakter militarny i bogate dzieje japońskich wojen wewnętrznych oraz zewnętrznych Autor traktuje gorzej niż po macoszemu. Dotyczy to zarówno wojen dawniejszych (inwazja mongolska w XIII w.),nowożytnych (kampanie przełomu XVI/XVII w., zakończone bitwą pod Seikigaharą w 1600 r. oraz oblężeniem Osaki w latach 1614-1615, które doprowadziły do ustanowienia szogunatu Tokugawa),jak i najnowszych (przebieg działań wojennych na Dalekim Wschodzie podczas II wojny światowej i klęska Japonii zamknięte na niecałej stronie). W rezultacie otrzymujemy pozycję wartościową i zawierającą duży ładunek solidnej wiedzy, trudną jednak w lekturze, a przy tym bynajmniej nie wyczerpującą tematu. Plusem są natomiast zapewnione przez Wydawnictwo PIW staranna szata graficzna oraz obfity materiał ilustracyjny.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na61 miesiąc temu
Mity, rytuały i polityka Inków Jan Szemiński
Mity, rytuały i polityka Inków
Jan Szemiński Mariusz Ziółkowski
Przeczytać, jeśli czujesz się mocny. Kompleksowe omówienie cywilizacji Inków (kultury niematerialnej) przez dwóch największych obecnie w tej dziedzinie specjalistów uczynione. Na podstawie analizy samych źródeł pisanych tylko, z prawie całkowitym pominięciem archeologii. Choć miejscami nazbyt zdawkowe to jednak tytuł mówi wszystko o treści, co w przypadku literatury popularnonaukowej nie jest takie oczywiste. Nawet w zamieszczonej w rozdziałach 13 i 14 historii podboju imperium inkaskiego autorzy położyli nacisk na 'politykę'. Książka zawiera szereg pasjonujących danych, informacji czy koncepcji, ale niestety pozostawia również niedosyt z winy samych autorów i ich licznych komentarzy: "to nie mieści się w ramach tego pracowania". Zaznaczyć trzeba, że punktem wyjścia autorów jest teza, że hiszpańskie źródła opisujące cywilizację Inków, są wiarygodne i mogą dostarczać cennych informacji dotyczących stricte tej cywilizacji. Stają tym samym w opozycji do większości badaczy, negujących przydatność konkwistadorskich przekazów. [Materiały pisane głównie przez misjonarzy jako materiały szkoleniowe dla misjonarzy - dlatego tworzone rzetelnie, w zgodzie z faktami albowiem nowy misjonarz udając się do całkowicie nowych kultur, winien być wszechstronnie przygotowany na to, co go czeka w Nowym Świecie. Nawet trawestacja na formę bardziej zrozumiałą dla Europejczyków (chrystianizacja tekstów),nie deprecjonuje wiarygodności przekazów. - to punkt widzenia M.Z.] W wielu miejscach autorzy ograniczają się do samego cytowania źródeł. Tam gdzie to konieczne okraszają je komentarzami. Duży nacisk położony został na przybliżenie skomplikowanych realcji miedzyindiańskich. Z ciekawostek: pochodzenie mitu złotych miast i inkaskie "Ministerstwo Prawdy". Publikacja zawiera sporo ilustracji jednak z często niewystarczającym opisem, z których najdobitniej doskwiera ubogi opis arcyciekawego przedstawienia inkaskiego kosmosu (il. 21). Wydanie 3. (poprawione i uzupełnione) pozbawione jest niedociągnięć edytorskich wydań poprzednich. Przydatne aneksy - choćtylko 2 - zwłaszcza glosarium. Niełatwa w czytaniu a to z powodu ogromnej ilości cytowań męcząco małą czcionką (lekko licząc 30% książki drobnym drukiem) oraz stylu autorów.
Allmighty Eternally - awatar Allmighty Eternally
ocenił na711 miesięcy temu
Narodziny cywilizacji Wysp Brytyjskich Wojciech Lipoński
Narodziny cywilizacji Wysp Brytyjskich
Wojciech Lipoński
Dzieje Wysp Brytyjskich, od czasu osiedlenia się tam pierwszych społeczności ludzkich, po epokę normańską (mniej więcej do XIII w.). Książkę tę napisał językoznawca i anglista, co widać w układzie oraz treści. Sporo miejsca poświęcono np. szczegółowym analizom przemian językowych, pochodzeniu poszczególnych nazw i wyrazów, zapożyczeniom, przegłosom, itp. Wszystko to ilustrowane licznymi, konkretnymi przykładami. Kolejny przejaw rodzaju wykształcenia oraz zainteresowań Autora to obszerne passusy poświęcone starożytnej i średniowiecznej literaturze: celtyckiej, anglosaskiej, anglo-normandzkiej (również ilustrowane obszernymi cytatami, często w tłumaczeniu Autora). Te akurat fragmenty okazują się o wiele bardziej niż poprzednie interesujące i przydatne dla przeciętnego czytelnika, niekoniecznie specjalisty. Nie czuję się zresztą kompetentny, by oceniać głębiej warstwę ligwistyczno-literacką rozprawy i przyjmuję ją jako udaną, z dobrodziejstwem inwentarza. Monografii o dziejach cywilizacji nie da się jednak napisać bez warstwy historycznej. Autor słusznie zauważa we wstępie, że ta „warstwa historyczna” często przybiera w podobnych pracach zbyt obszerne rozmiary i dominuje nad pozostałymi, deklarując przy tym zastosowanie innego podejścia. Co prawda, niepotrzebnie czyni w tym miejscu ostre wycieczki pod adresem historyków, zarzucając im rożnego rodzaju grzechy: nie podejmowanie tematu, unikanie źródeł, wręcz lenistwo i niewiedzę. Podobne sformułowania spotykamy również przy innych okazjach. To najzupełniej zbędne i robi nieprzyjemne wrażenie. Czyż nie lepiej byłoby po prostu pokazać, jak należy podobne monografie pisać i konstruować? Autor może to i czyni w odniesieniu do wspomnianej warstwy lingwistyczno-literackiej. Wkraczając na grunt historii (czego nie da się w tego typu pracy uniknąć) gubi się jednak i popełnia mnóstwo błędów. Wykład staje się dość mętny, niekiedy chaotyczny, te same wydarzenia podawane są w rożnych miejscach pod innymi datami, pojawiają się też pomyłki geograficzne, dotyczące lokalizacji wymienianych osad czy krain. Co gorsza, Autor feruje dość apodyktyczne opinie (dotyczące np. prawideł rozwoju – czy raczej niedorozwoju – społeczno-politycznego plemion celtyckich w średniowiecznej Walii czy Irlandii),z którymi niekoniecznie zgadza się tamtejsza, rodzima historiografia (co można dostrzec zaglądając chociażby do niezbyt licznych pozycji Autorów związanych z Irlandią, przetłumaczonych i wydanych w języku polskim). Oczywiście, każdy ma prawo do własnego zdania, ale wypadałoby odnieść się również do opinii odmiennych. Pojawiają się też zadziwiające nawiązania i porównania do epizodów z dziejów Polski. Zadziwiające, bo odwołujące się nie do ustaleń naukowych ale do potraktowanych jako takowe opinii obiegowych, niejednokrotnie dawno już przez fachową historiografię odrzuconych (np. „gnuśność” i nieudolność Mieszka II czy ocena decyzji Bolesława Krzywoustego dotyczącej podziału państwa). Dużą zaletą monografii jest natomiast jej przystępny język. Czyta się ją z prawdziwym zainteresowaniem. Co prawda, sięgający po tę pozycję Czytelnik powinien posiadać większe przygotowanie (albo konfrontować opinie Autora z innymi opracowaniami),by dostrzec obecne w monografii błędy i uproszczenia, w tym rzeczowe. Na koniec pewna uwaga. W notce zamieszczonej przez Wydawcę podkreślono fakt bardzo pozytywnego zrecenzowania poprzednich edycji monografii, podano stosowne przykłady. Nie jest jednak prawdą, iż „Narodziny cywilizacji Wysp Brytyjskich” doczekały się wyłącznie recenzji pozytywnych. Pojawiły się i krytyczne, podnoszące rożne konkretne uwagi. Za treść wspomnianej notki odpowiada jednak raczej Wydawca.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na63 lata temu
Katarzy Malcolm Barber
Katarzy
Malcolm Barber
Bardzo interesująca monografia brytyjskiego historyka, poświęcona chyba najsłynniejszej średniowiecznej nonkonformistycznej grupie religijnej, kontestującej stanowisko ówczesnego kościoła rzymskokatolickiego. Katarzy, zwani też albigensami, zaliczani byli ze względu na swą doktrynę do manichejczyków tudzież paulicjan, czyli tzw. herezji dualistycznych (nota bene greckie αἵρεσις (hairesis) znaczy tyle co wybierać),a więc zakładających istnienie dwóch bóstw – Boga – jako twórcy dobra i Szatana bądź jego odpowiednika, jako twórcy zła. Autor omawia zatem historię kształtowania się ruchu katarskiego (sami siebie nazywali chrześcijanami, wierzącymi lub dobrymi ludźmi),jego doktrynę (nigdy nie ustaloną w sposób ostateczny i wiążący),strukturę, rozwój, prześladowania i upadek. Jak każdy historyk badający to zjawisko Barber ma problem ze źródłami, pochodzą one bowiem niemal wyłącznie ze środowiska zwalczającego albigensów, czyli kościoła katolickiego, a przede wszystkim inkwizycji. Praktycznie nie zachowały się pisma „heretyków”. Według ocen Barbera katarzy w szczytowym okresie – na początku XIII wieku, stanowili co najwyżej między 10 a 20 % ogółu ludności Langwedocji. Mimo to cieszyli się dużą wolnością i szacunkiem bowiem, w odróżnieniu od kleru katolickiego, sami przestrzegali tego, czego nauczali innych a ponadto nie byli pazerni na dobra materialne. Uważali też (jak donatyści),że niegodni duchowni powinni utracić swój status, albowiem nie są uprawnieni do świadczenia posług religijnych. Stali zatem wyżej moralnie od ówczesnego kościoła katolickiego, czym przyciągali wiernych, z których przytłaczająca większość w owych czasach była niepiśmienna. Z opisu krucjaty wynika też, że tolerancja władców langwedockich wobec katarów była tylko pretekstem agresji. W 75% miejscowości, zdobytych przez pochodzących z północnej Francji krzyżowców, katarów nie było w ogóle, zaś większość ich małych ośrodków nie była zdobywana przez krzyżowców (zwanych przez miejscową ludność, wtedy mówiącą językiem okcytańskim … Francuzami). Chodziło o ziemie dla zdobywców i podporządkowanie tych terenów królowi Francji. Sam opis krucjaty nie przytłacza całej pracy. Przedstawione są wydarzenia przykładowe (praktyczne ludobójstwo na ofiarach krzyżowców),a całą chronologia jest przeniesiona do tabel. W jednym z ostatnich rozdziałów pojawiają się ostatni katarzy z początku XIV wieku, znani z „Montaillou – wioski heretyków” bracia Authie, Piotr Maury i inni. Wreszcie końcowy rozdział pokazuje kształtowanie się mitu katarsko-langwedockiego, prób nawiązania do ich legendy (Simone Weil, niektórzy protestanci na początku Reformacji) czy XX-wieczni pisarze. Szkoda, że autor nie mógł przytoczyć Zbigniewa Herberta, który w „Barbarzyńcy w ogrodzie” przedstawił romantyczną wizję walki ludności Langwedocji z krucjatą. Bardzo dobrze napisana i zredagowana książka.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na83 lata temu
Rzym. Ludzie i budowle Jerzy Ciechanowicz
Rzym. Ludzie i budowle
Jerzy Ciechanowicz
Jeden z najbliższych przyjaciół Jerzego Ciechanowicza określił go następująco w dedykowanym mu epitafium: "Życie krótkie, sztuka długotrwała" - za wzorem pewnego ze starożytnych. Autor zmarł przedwcześnie w 43 roku swego życia. Jednak spędził je wyjątkowo twórczo. Był człowiekiem zupełnie niezwykłym (ciekawym polecam zapoznać się z informacjami o nim w Internecie),parał się filologią klasyczną, archeologią śródziemnomorską, tłumaczeniem z łaciny, greki i włoskiego, poezją, wreszcie był wolnomyślicielem i współzałożycielem Towarzystwa Humanistycznego, pierwszego w III RP stowarzyszenia ludzi propagujących kulturę świecką i wolność od religijnych dogmatów. Tyle tytułem wstępu o tym niezapomnianym popularyzatorze antyku. A teraz o książce. "Rzym. Ludzie i budowle" to rzecz świetna. Taki informator o Wiecznym Mieście, który pod płaszczykiem rozważań o kapitalnych jego dziełach sztuki architektonicznej zapoznaje nas zarazem z czasami i ludźmi, którzy tworzyli te pomniki geniuszu rzymskiego i rozsławili je po wsze czasy. To co chyba najważniejsze (przynajmniej dla mnie),to fakt, iż Jerzy Ciechanowicz wzorował się w swym pisarstwie na niedoścignionym w popularyzacji wiedzy o starożytności Aleksandrze Krawczuku. Oczywiście ciężko dorównać mistrzowi z Krakowa, szczególnie w jego specyficznym, niepowtarzalnym dowcipie, ale reszta jest bardzo podobna. Obaj autorzy snuli swe rozważania w sposób lekki i przyjemny dla oka. Obaj także poruszali się z gracją po wielu dziedzinach wiedzy o kulturze, łącząc wiadomości historyczne z tymi o sztuce, filozofii, nauce i - w tym przypadku - architekturze. Jeśli miałbym komuś zachwyconemu piórem Aleksandra Krawczuka polecić kogoś, kogo czyta się w ten sam zajmujący sposób, to byłby to z pewnością Jerzy Ciechanowicz. Na koniec wspomnę, że książka ta towarzyszyła mi w niedawnej podróży i podziwianiu zabytków stolicy dawnego Imperium. Można powiedzieć, że była jak znalazł w tej sytuacji. Jerzy Ciechanowicz był moim przewodnikiem i wydaje mi się, że o lepszego w tej roli byłoby trudno.
Munk - awatar Munk
ocenił na816 dni temu
Miłość w starożytnym Rzymie Pierre Grimal
Miłość w starożytnym Rzymie
Pierre Grimal
Moje trzecie spotkanie z twórczością francuskiego filologa klasycznego i historyka. Wcześniejsze to biografie Seneki i Marka Aureliusza wydane w serii BSL. Tutaj tematyka zgoła inna niż biografistyka. Bez dwóch zdań trudniejsza do kompleksowego ujęcia, ponieważ zjawisko miłości bardziej pasuje do rozważań z zakresu innych dziedzin niż historia, ale w XX wieku historycy zaczęli pisać o wielu sprawach, które nie wiązały się jedynie z polityką, dyplomacją, czy wojnami - jako naturalnymi konsekwencjami dwóch wcześniej wymienionych. "Miłość w Rzymie" ma swoje ramy czasowe w książce. "Rzym" został tu potraktowany od legendarnych początków (od ucieczki Eneasza z płonącej Troi, po podania o dzieciach Rei Sylwii: Romulusie i Remusie),aż po schyłek dynastii julijsko-klaudyjskiej. Jeśli autor wykracza poza ten okres, to tylko w paru przykładach (i to chyba ani razu w czasy późniejsze niż panowanie Kommodusa). Pierwsze rozdziały o czasach najdawniejszych to sporo dywagacji teoretycznych, na niewielkiej bazie przykładów. Wiąże się to oczywiście z nikłą podstawą źródłową. Im bliżej czasów schyłku Republiki i początków Cesarstwa, tym więcej soczystych historii z życia wziętych. Trochę zaburza to narracyjny odbiór książki, ale nie stanowi wielkiego problemu. Przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z naukowcem, który gładko operuje piórem, a wszechstronna znajomość całokształtu problematyki historii starożytnego Rzymu umożliwia mu interesujące przedstawienie "miłości" - jako zagadnienia, które miało spory wpływ na najważniejsze decyzje ludzkie, determinujące powstanie, rozwój i liczne perturbacje społeczeństwa i państwa rzymskiego. W centralnym miejscu zagadnienia "miłości" stoi kobieta. Z wielu względów. Chyba najważniejszym z nich była sprawa "czystości krwi". Tak, tak, ta sama sprawa, która przewijała się w późniejszej historii świata w trochę innych kontekstach, aczkolwiek zazwyczaj złowieszczych. Otóż kobieta w Rzymie musiała zachować "czystość krwi" z uwagi na to, aby nie skalać rodu. Było to niesłychanie istotne dla mężczyzn, którzy dbali o tę sprawę dosyć skrupulatnie, tym bardziej, że była ona mocno osadzona religijnie (tego typu myślenie miało swoją przyszłość także w religii, która zastąpiła w Rzymie wiarę w dawnych bogów; tu i ówdzie w dalszym ciągu ma wpływ na niektóre umysły). Czego w takim razie nie wolno było robić kobiecie? Po pierwsze... pić wina (moja partnerka skwitowała to, iż w takim razie nie przeżyłaby długo w starożytnym Rzymie:). Już w najdawniejszych prawach, przypisywanych Romulusowi, mąż mógł odtrącić kobietę za... przywłaszczenie kluczy. Chodziło o klucze do piwniczki, gdzie trzymano wina. Bywały przypadki, że tzw. trybunał familijny karał kobiety - które mimo grożących surowych kar nie potrafiły powstrzymać się od tańca z Bachusem - śmiercią. Ktoś by zapytał: skąd takie absurdalne z naszego punktu widzenia praktyki? Uważano, że wino, jako tajemnicza zasada życia, które mieszało krew kobiety z obcą zasadą, mogło doprowadzić do splamienia całego rodu; po wtóre wino traktowano jako środek antykoncepcyjny i abortywny; po trzecie zaś rezerwowano je dla świętej bogini Wenus. Która z tych trzech hipotez jest najbardziej prawdopodobna, tego nie wiadomo. A może grały rolę wszystkie po trochę. Z tym wszystkim wiązał się dosyć osobliwy zwyczaj. Jak pisze Grimal: "panie z dobrych rodzin przez długi czas witały swoich krewnych lub powinowatych pocałunkiem w usta. Szczególne to prawo, którego nie mogły żądać dla siebie zwykłe kobiety, może być wyjaśnione, jak to zresztą rozumieli już sami starożytni, jedynie poprzez tabu związane z winem. Po prostu krewni szlachetnej damy sprawdzali w ten sposób, czy jej oddech wolny był od odoru alkoholu". Drugi zakaz, jaki wiązał kobiety to oczywiście sfera seksualności. Słynny cenzor Katon mawiał: "Jeśli przyłapiesz żonę na cudzołóstwie, będziesz mógł zabić ją bez sądu, i to bezkarnie; ale jeśli ty byś popełnił cudzołóstwo (…) ona nie odważy tknąć cię nawet palcem, a zresztą nie ma nawet do tego prawa". Idealny ten stan (chyba dla wielu mężczyzn nawet w naszych czasach) miał się często nijak do rzeczywistości. Był on związany ponownie z kwestią "czystości krwi" całego rodu, ponieważ, siłą rzeczy, mater semper certa est. Gorzej z ojcem, z czego zdawali sobie sprawę biedni Rzymianie i co spędzało im nierzadko sen z powiek. Tym bardziej, że do możliwości sprawdzenia ojcostwa poprzez badania DNA daleka była jeszcze droga. Tak więc kobiety musiały być "czyste" w 100%. Od wina i od seksu z nie-mężem. A co kiedy dochodziło do dramatycznej dla każdego mężczyzny decyzji o konieczności oddalenia swej połowicy? Musiał on użyć uświęconej tradycją formuły: "Zabieraj swoje rzeczy i wynoś się" (jakże nasze czasy są jednak tolerancyjne! Aktualnie taką formułę słyszy się chyba częściej w drugą stronę...). A co jeśli były widoki na złagodzenie mężowskiego gniewu? Oto na Palatynie swe sanktuarium miała bogini Viriplaca - Łagodząca Mężowski Gniew. Pary mogły się do niej udać i wygarnąć sobie co leżało na wątrobie. Pod wpływem mówienia (i oczywiście bogini),często dochodziło do złagodzenia mężowskiego gniewu i "zespolenia" małżonków "jak nigdy przedtem". W świadomości wielu prawdziwych Rzymian kobieta była złem. Na szczęście koniecznym. Jeden z nich Metellus Numidyjski (zwycięzca Jugurty),będąc cenzorem w 102 r.p.n.e. wygłosił następujące słowa: "Jeśli moglibyśmy, Kwiryci, żyć bez kobiet, wszyscy zrezygnowalibyśmy z tego kłopotu: ale ponieważ natura tak pokierowała, że ani z nimi wystarczająco wygodnie, ani bez nich żadnym sposobem żyć nie można, należy raczej doradzać trwały związek niż przelotną przyjemność". Chodziło oczywiście o nakłanianie do zawierania związków małżeńskich, aby owoce miłości przychodziły na świat bez wątpliwości natury prawnej i bez podejrzeń o "czystość krwi". A że prawdziwi rzymscy mężczyźni lubili prawdziwy sport mężczyzn wszystkich czasów - wojny, to problem zasilania państwa kolejnymi prawdziwymi Rzymianami coraz bardziej stawał się pilny. O książce tej można by było pisać jeszcze i jeszcze. Zainteresowanych tego typu sprawami zachęcam do lektury. Jeśli powyższe przykłady choć trochę to już uskuteczniły, to zapewniam, że jest ich więcej w tej ciekawej i pouczającej publikacji.
Munk - awatar Munk
ocenił na713 dni temu

Cytaty z książki Historia Irlandii

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Historia Irlandii


Ciekawostki historyczne