Czarne wakacje

Okładka książki Czarne wakacje autora Buell John, 9788374700719
Okładka książki Czarne wakacje
Buell John Wydawnictwo: C&T Crime & Thriller Seria: Dobry kryminał kryminał, sensacja, thriller
216 str. 3 godz. 36 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Seria:
Dobry kryminał
Tytuł oryginału:
The shrewsale exit
Data wydania:
2007-03-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-03-01
Liczba stron:
216
Czas czytania
3 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374700719
Tłumacz:
Monika Tietze
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czarne wakacje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czarne wakacje

Średnia ocen
6,0 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czarne wakacje

Sortuj:
avatar
99
61

Na półkach: ,

Na początku zbyt szybko doszło do tragedii, czytelnik nie zdążył się zapoznać z osobami a co dopiero je polubić. Jednak z biegiem czasu treść idzie w lepszym kierunku. Chęć zemsty jest widoczna, nie skrywana i nie fałszowana. Mnie to kupiło. Wydarzenia mogą zaskoczyć a zakończenie jest na plus. Szkoda, że poza mężem nikt nie jest bliżej przedstawiony, jedynie skrótowo. Łykłem w dwa dni, nie żałuje, trochę inna.

Na początku zbyt szybko doszło do tragedii, czytelnik nie zdążył się zapoznać z osobami a co dopiero je polubić. Jednak z biegiem czasu treść idzie w lepszym kierunku. Chęć zemsty jest widoczna, nie skrywana i nie fałszowana. Mnie to kupiło. Wydarzenia mogą zaskoczyć a zakończenie jest na plus. Szkoda, że poza mężem nikt nie jest bliżej przedstawiony, jedynie skrótowo....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1212
967

Na półkach: ,

Dobry i wciagajacy kryminal. Na motywach tej powiesci powstal film Agresja.
Joe Grant z 6 letnia corka i z zona wybiera sie na wakacje. Jadac autostrada napadaja na nich trzej huligani na motorach. Sa tak agresywni ze spychaja ich samochod na pobocze. Tam Joe probuje z nimi walczyc i bronic rodziny lecz atakuja go lancuchami i traci przytomnosc. Pozniej dociera do niego koszmar ze nie ma juz zony i corki bo zostaly beztialsko zamordowane. Wie ze na wymiar sprawiedliwosci nie ma co liczyc wiec sam chce jej dokonac i jak sie to skonczy mozna przeczytac w tej oto ksiazce.

Dobry i wciagajacy kryminal. Na motywach tej powiesci powstal film Agresja.
Joe Grant z 6 letnia corka i z zona wybiera sie na wakacje. Jadac autostrada napadaja na nich trzej huligani na motorach. Sa tak agresywni ze spychaja ich samochod na pobocze. Tam Joe probuje z nimi walczyc i bronic rodziny lecz atakuja go lancuchami i traci przytomnosc. Pozniej dociera do...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
257
87

Na półkach:

To był zwyczajny wyjazd na wakacje. Joe Grant, z żoną i córką, w samochodzie na autostradzie. Nocna monotonia przerywana tylko światłami innych aut i motorów. Te wyłoniły się nagle z mroku, próbując zepchnąć ich samochód na pobocze. I udało im się to...
Ale najgorsze Grant ujrzał po ocknięciu się w rowie.
Od tewgo momentu był już innym człowiekiem. Zwłaszcza kiedy policja okazała się bezradna wobec rozwydrzonych motocyklistów, nawet w obliczu ich bestialstwa i jawnej zbrodni. Szukanie sprawiedliwości na drodze zemsty na mordercach przybiera tu jednak zaskakujący obrót. Kiedy nie ci, co powinni, trafiają do więzienia...

To był zwyczajny wyjazd na wakacje. Joe Grant, z żoną i córką, w samochodzie na autostradzie. Nocna monotonia przerywana tylko światłami innych aut i motorów. Te wyłoniły się nagle z mroku, próbując zepchnąć ich samochód na pobocze. I udało im się to...
Ale najgorsze Grant ujrzał po ocknięciu się w rowie.
Od tewgo momentu był już innym człowiekiem. Zwłaszcza kiedy policja...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

36 użytkowników ma tytuł Czarne wakacje na półkach głównych
  • 26
  • 8
  • 2
7 użytkowników ma tytuł Czarne wakacje na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Hymn smutku Michael Koryta
Hymn smutku
Michael Koryta
Dziś o najlepszym – moim zdaniem – dziele autora, jakie ukazało się dotąd w języku polskim. Michael Koryta swoją pierwszą książkę w ogóle (i pierwszą z cyklu: Lincoln Perry*) napisał, mając – uwaga - 22 lata! „Hymn smutku” pojawił się 2 lata później, gdy autor był dwudziestoczterolatkiem. Ogółem pisarz ma na koncie 12 książek – na polski przetłumaczono, za sprawą 2 wydawnictw, jedynie 5 tytułów, nad czym ubolewam. *Cykl o prywatnym detektywie Lincolnie Perrym, byłym policjancie, który teraz zajmuje się prowadzeniem siłowni oraz rozwiązywaniem kryminalnych zagadek wraz z bardzo cenionym i doświadczonym byłym gliną – Joe Pritchardem. W wielu amerykańskich recenzjach cykl Koryty porównywany jest do powieści Raymonda Chandlera. Bardzo szybko zostałem wciągnięty w mroczny świat Cleveland i niechętnie się stamtąd wynurzałem. Prawdziwą przyjemnością było zwiedzanie tylnych uliczek i zakamarków owego miasta, zwłaszcza dzielnicy dzieciństwa detektywa Perry’ego. Pary prywatnych detektywów (obaj z policyjną przeszłością) Lincolna i Joe nie da się nie lubić. Zwłaszcza Joe zrobił na mnie dobre wrażenie jako głos rozsądku, źródło doświadczenia i facet z udanym poczuciem humoru: „Co ci mówiłem o opanowaniu? Nie chcemy zaczynać od łamania rąk. Przecież facet ma place.” „Hymn smutku” to nie tylko zagadka kryminalna, ale historia poszerzona o wątki sensacyjne. Michael Koryta nawiązuje do standardów amerykańskiej powieści kryminalnej z I. połowy XX wieku. Nieodłącznym tego elementem jest poruszanie się w obrębie prywatnych biur detektywistycznych, którego to fachu młody autor posmakował na własnej skórze. Choć sprawę rozwiązuje para Perry-Pritchard, to jednak o wiele bardziej zaangażowanym w dochodzenie i schwytanie przestępcy jest ten pierwszy. Nic dziwnego, skoro sprawa dotyczy przyjaciela z dzieciństwa, z tego samego miasta, z tej samej dzielnicy. Jak można się domyślić, praca bohaterów wyjdzie daleko poza sferę dedukcji realizowanej w czterech przytulnych ścianach swojego gabinetu, nie obędzie się bez ubrudzenia sobie rąk. Być może mniej dotyczy to Pritcharda, ale Perry z pewnością nie jest świętoszkiem, białą, jaśniejącą przykładem postacią. Kluczy on między dobrem a złem, samemu naginając nie raz zasady albo uciekając się do przemocy. Mając do czynienia z wysoce zdemoralizowanym, przestępczym i skorumpowanym środowiskiem, sam niekiedy stosuje nieczyste metody gry, ale przynajmniej robi to w słusznym celu – dojścia do prawdy i ukarania winnego. Być może Koryta nie jest jeszcze (a przypominam, że mowa o samych początkach jego kariery) mistrzem, tak jak współcześnie Dennis Lehane, w przedstawianiu swojego miasta (Boston u Lehane’a, Cleveland u Koryty) czy kreśleniu niejednoznacznych moralnie sytuacji, często dzielących w ocenie czytelników na dwa obozy, ale z pewnością niewiele mu do tego poziomu brakuje. W przypadku tej książki, powieść kryminalna, a dokładniej motyw przestępczości, jest jedynie punktem wyjścia do analizy postaci i ich motywacji. „Hymn smutku” opowiada w równym stopniu o prawie i przeznaczeniu, co o lojalności i łasce. A dojście do finału stanowi połączenie poszukiwań odpowiedzi, konsekwencji dokonywanych wyborów i wreszcie ponoszenia za nie indywidualnej odpowiedzialności. Przedstawiona intryga odznacza się mnóstwem zakrętów i ślepych uliczek. Pięknie rozwija się na naszych oczach. Tak wiele się dzieje, że brak czasu na przemyślenia, a przede wszystkim na nudę. Dopiero na koniec, po całej tej zawierusze, Koryta pozostawia czytelnikowi chwilę na refleksję na temat postaci, które w większości przypadków nie zasłużyły na tragiczny los, który je spotkał. Osoby te, zanim umarły, doświadczyły istnego piekła na ziemi… albo nadal w takowym żyją (Nie zdradzam personaliów, ale po lekturze będzie oczywiste o kim mowa). Książka ma niecałe 250 str. Wydaje się mało, jak na tego typu historie i jak na inne dobre kryminały/sensacje, które raczej kojarzą się z objętością rzędu 350-450 str. Jednak Koryta pisze w nieco inny sposób, wyraźnie zaznaczając swój styl. Jest to proza konkretna, zwięzła i bezpośrednia. Nie ma miejsca na zapychacze, ozdobniki - wszystko podporządkowane jest rozwojowi intrygi i głównej fabule. Opisy, jeśli są, to w miejscach, gdzie to konieczne do zarysowania tła czy pory dnia itp. Na okładce z tyłu zamieszczono, jak zwykle, notę o książce, jak i o samym autorze. Pozwolę sobie zweryfikować walory, jakimi ponoć charakteryzują się dzieła Koryty. 1. „Inteligentne, zwięzłe, przyprawione, cierpkim humorem cięte dialogi”? – humoru w książce nie ma za wiele, gdyż nie bardzo by tu pasował. Wszystko pozostałe: JEST 2. „Trzymająca w napięciu akcja” JEST 3. „Suspens i kunsztownie spleciona intryga” JEST Podsumowanie: Przyznaję otwarcie: obawiałem się literackiego gniota. Teraz wiem, że to jedna z lepszych powieści kryminalnych, jakie czytałem. Biorąc pod uwagę poziom (jakościowy) intrygi, brak błędów logicznych oraz, przede wszystkim, wiek autora – podziw i zazdrość mieszają się we mnie w niezmierzonych ilościach. Koryta, zainspirowany przez Hammetta i Chandlera, pokazuje dojrzałość pisarską, a skonstruowana przez niego żywa, przypominają labirynt, fabuła, wzmocniona ostrymi dialogami, zasługuje na wysokie noty. Ponadto pisarz ma niewątpliwą smykałkę do tworzenia zarówno sympatycznych postaci, jak i łatwość w przedstawianiu scen akcji. Koryta pisze, jakby był starym, doświadczonym wyjadaczem i posiadał na koncie co najmniej kilkanaście bestsellerów (a nie jedynie 2 tytuły). W USA już dawno został należycie doceniony poprzez wiele nagród i wyróżnień, przypisuje mu się nawet status gwiazdy. Zadziwił ponadto wielkie pisarskie nazwiska (S. King, D. Lehane, D. Koontz, L. Child). Wcale się temu nie dziwię i czekam, aż polscy wydawcy, a zwłaszcza polscy czytelnicy poznają się na talencie tego (wciąż) młodego autora. --->>> Po więcej recenzji ZAPRASZAM na blog: --->>> dobrakomplementarne.blogspot.com Suplement: LEHANE a KORYTA W trakcie i po lekturze „Hymnu smutku” nie sposób mi było nie skojarzyć jej z niedawno przeczytaną i zrecenzowaną książką Denisa Lehane’a pt. „Gdzie jesteś, Amando?”. Wspólnych elementów kilka na pewno się znajdzie. Para prywatnych detektywów, mroczne sekrety miasta, szemrane typki, środowisko policjantów, brutalny męski świat, miejska dżungla. Style obu panów są zgoła różne jednak poruszana tematyka i przyjemność z czytania już bardzo zbliżone. Lehane obudowuje swoje dzieła dodatkowo w wątki socjologiczne, zwraca się ku psychologii, pokazuje Boston wraz z jego historią, kreuje świetnych bohaterów, zwłaszcza jeśli chodzi o typów spod ciemnej gwiazdy. Natomiast Koryta koncentruje się na wyszukanej intrydze: bardziej spójnej i zwartej. Stworzył pełnokrwisty, klasyczny kryminał z domieszką sensacji, z lepszą - według mnie - parą detektywów i z równie ciekawymi dialogami. I tak jak Lehane uwielbia przez większość książek odwoływać się do naszego sumienia, stawiać czytelnika przed trudnymi moralnie wyborami, tak Koryta dopiero na koniec pozostawia nas sam na sam z naszymi przemyśleniami. I dopiero po lekturze zdałem sobie sprawę, iż „Hymn smutku” kojarzy mi się także z inną pozycją Lehane’a; „Rzeką tajemnic” Tutaj też losy trójki przyjaciół z młodzieńczych lat będą rzutować na ich dorosłe życie. Innymi słowy, odmienny styl, inaczej rozłożone akcenty, tu Cleveland, tam Boston - te same owocne rezultaty.
Dobra_Komplementarne - awatar Dobra_Komplementarne
ocenił na810 lat temu
Paranoja Joseph Finder
Paranoja
Joseph Finder
Joseph Finder, amerykański autor thrillerów politycznych i korporacyjnych, kryminałów i książek sensacyjnych. Tak naprawdę trudno go łączyć z jednym określonym gatunkiem literackim. Zadebiutował powieścią „Moscow Club” w 1991 roku, gdy był jeszcze na studiach. Opisywał w niej wyimaginowany zamach na Michaiła Gorbaczowa zorganizowany przez KGB i co ciekawe, zamach taki się dokonał pół roku po wydaniu powieści. Książkę przetłumaczono na 30 języków, stała się bestsellerem i przyniosła autorowi światowy rozgłos. „Paranoja” wydana w 2004 roku należy do gatunku thrillerów korporacyjnych. Znakomita, trzymająca w napięciu historia. Adam Cassidy, młody pracownik wielkiej korporacji elektronicznej Wyatt Telecommunications defrauduje fundusze firmy i aby uniknąć odsiadki, godzi się na propozycję szefa by zatrudnić się w konkurencyjnej firmie Trion Systems i wykradać dla niego poufne informacje. Z każdym kolejnym dniem pracy w nowej firmie zaczynają dręczyć go coraz większe wyrzuty sumienia, zwłaszcza że zdobywa tu coraz wyższą pozycję. Znakomite tempo, pełna zwrotów i nieoczywista akcja, świetni bohaterowie i zakończenie, które kompletnie zaskakuje. Jest tu również sporo humoru i groteski, gdy Joseph Finder opisuje korporacyjny świat Ameryki i bezwzględnej walki o rynki zbytu. W roku 2013 na podstawie powieści powstał film w reżyserii Roberta Luketic’a z gwiazdorską obsadą. Zagrali tu m.in. Liam Hemsworth, Gary Oldman i Harrison Ford. Polecam.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na84 lata temu
Spotkania w mroku Cornell Woolrich
Spotkania w mroku
Cornell Woolrich
Satysfakcjonująco pomysłowy kryminał, kryjący w sobie kilka odmiennie poprowadzonych niemal pod każdym względem historyjek, ściśle powiązanych w całość sztywną nicią fabularną. Doświadczenie jest interesujące i generalnie doskonale się sprawdza, tyle że autor z biegiem fabuły najwyraźniej coraz mocniej sobie uświadamiał, że wyjdzie mu cienka książeczka, i co historyjka, to wlewał do niej więcej i więcej fabularnej wody. Nie zepsuł może w ten sposób samego konceptu, ale zdecydowanie go rozwodnił, rozwadniając też przyjemność płynącą z lektury. Głównym bohaterem - choć rzadko widocznym - jest pochodzący z małego miasteczka chłopak, który mści się za śmierć swojej ukochanej, wyjątkowo nieszczęśliwie zabitej wyrzuconą z turystycznego samolotu pustą butelką. Ponieważ pilot już nie żyje (wpadł pod wagon metra),lista zemsty obejmuje pięciu pasażerów. Chłopak zrobi wszystko, by cierpieli oni takie same męki, jakich doświadczył on sam. Powieść została podzielona na siedem rozdziałów - dwie fabularne klamry i pięć podstawowych historii, po jednej na każdego z pasażerów. Wbrew pozorom trup nie pada tutaj gęsto, a i również - co chwilami bywa niepokojące - nie ma co liczyć na pełnoprawne śledztwo. To - na pół gwizdka - pojawia się dopiero powyżej połowy objętości książki. A gdy się już pojawia, rozczula - w ten zły sposób - dość kuriozalnym postępowaniem stróżów prawa oraz niezbyt mądrymi dialogami. "Spotkania w mroku" zapewnią więc chwilę nie aż tak tuzinkowej rozrywki, ale mało prawdopodobne, że zapadną głębiej w pamięć...
Jale - awatar Jale
ocenił na66 lat temu
Zapłata za życie James Hadley Chase
Zapłata za życie
James Hadley Chase
James Hadley Chase to jeden z klasyków czarnego kryminału, sporo napisał, siłą rzeczy są to książki o różnej jakości. Omawiana książka zaczyna się tak, że do dwojga młodych białych włóczęgów bez grosza dołącza Indianin, który ma pomysł na przestępstwo, i zdobycie większej forsy a potem już leci. Jak to u Chase'a bywa, to czysta rozrywka bez większych ambicji, czyta się to szybko, ot taka literatura podróżnicza. Właściwie to nie jest kryminał, bo nie ma zagadki kto zabił, ale raczej powieść sensacyjna. Jak to u Chase'a, psychologia czy tło obyczajowe są słabe, ale akcja toczy się wartko, śledzimy pojedynek między przestępcami a stróżami prawa z zainteresowaniem, właściwie połyka się książkę niepostrzeżenie, ot taka dobra literatura wagonowa. Może najciekawszy jest tu wątek Meg, dziewczyny wbrew swojej woli uwikłanej w przestępstwo, która ciągle się miota między odejściem a uczestnictwem w łamaniu prawa. Jest tam pewna psychologia dosyć ciekawa, ale autor raczej koncentruje się na dynamicznej akcji. A dzieje się to wszystko w stworzonym przez Chase'a mieście Paradise City na Florydzie, azylu dla próżnujących bogaczy, którzy przyjeżdżają tam wygrzać kości i wydać pieniądze. W tym mieście dominuje: „zapach pieniędzy, seksu, korupcji, skandali i występków.” jak mówi jeden z bohaterów. A nad wszystkim unosi się duch pieniądza, bogacze się nim szczycą, biedacy o nim marzą myśląc że rozwiąże ich wszystkie problemy. Oczywiście tak nie jest... Zakończenie książki rozczarowuje, autor mocno ułatwia sobie sprawę wypadkiem samochodowym. Niemniej książka jako rozrywka i zabijacz czasu jest OK.
almos - awatar almos
ocenił na610 lat temu
Trzydziesta siódma godzina Jodi Compton
Trzydziesta siódma godzina
Jodi Compton
Babski kryminał Nie, od razu uprzedzam, że nie będzie żadnej krytyki negatywnej, że niby jak babskie to do niczego. Wiem, że wielu czytelników uważa tzw. literaturę kobieca za coś mniej wartościowego. Tym razem tak nie będzie. Chociaż na coś takiego się zapowiadało…. Książka baby czyli Jodi Campton „Trzydziesta ósma godzina” tylna okładka zapowiada jako rasowy kryminał. Kobieta i rasowy kryminał? Czemu tak…. Czemu nie… Bohaterka to też baba czyli detektyw Sara Pribek, jest również narratorem. Takie dwa w jednym. Jej najlepsza przyjaciółka policjantką jest również. Jedyny znaczący facet w powieści to mąż Sary – Shiloh. Ale długo na stronicach go nie ma, bo ginie. Znaczy się nie umiera, ale ślad po nim ginie. Oczywiście żona go poszukuje jako żona i jako policjantka. Treść powieści wydaje się być zatem bardzo banalna. Ale… i owych „ale” w sensie pozytywnym jest moim zdaniem bardzo dużo. Ubrać banalną treść w ciekawy strój to już jest sztuka. A taką tu właśnie mamy. Po pierwsze – narratorka. Opowiada całą historię z własnego punktu widzenia, jak na narratora w pierwszej osobie przystało. Jest jak wiadomo babą i czyni to z babskiego punktu widzenia. Męża kocha, co czyni jej opowieść jeszcze bardziej subiektywną. Z babskiego punktu widzenia wszystko jest nieco inne. Oczywiście są chwile, kiedy Sara zachowuje się jak rasowa policjantka, bo fachowcem w swej dziedzinie jest. Połączenie obu „funkcji” daje mieszankę, może nie wybuchową, ale na pewno interesującą. Po drugie – rzeczywistość przedstawiona (to taki termin szkolny, wszak belfrem się było). Książka zawiera wiele elementów powieści obyczajowej. Nasza bohaterka trafia w różne środowiska, rozmawia z różnymi ludźmi. Tu świat nie jest ani biały, ani czarny, ot tak jak w życiu – najczęściej szary. Ma on swoje tajemnice, nierozwiązane zagadki, które kryminałem nie pachną, a jednak mają wielki wpływ na życie całych rodzin. I po trzecie – połączenie różnych gatunków tematycznych. Wiadomo, kryminał to opowieść, w której musi być trup. Wiadomo, powieść obyczajowa – pozornie zwyczajne życie. Ale mamy również gatunek sensacyjny – dużo się dzieje, nie zawsze musi być umarły. I oczywiście thriller - jest strasznie. Książka Jodi łączy wszystkie owe gatunki, co czyni ją w miarę atrakcyjną. Można się od niej oderwać i wrócić do czytania następnego dnia. Nie czyni czytelnika niewolnikiem. Jest jednak na tyle ciekawa, że trzeba ją dokończyć, bez narzekania na treść. „Trzydziesta….” jest pierwszą powieścią pani Compton. Debiut jak najbardziej udany. Jeśli wpadną mi w ręce kolejne jest książki, na pewno przeczytam.
gks - awatar gks
ocenił na72 miesiące temu
Psychopata Keith Ablow
Psychopata
Keith Ablow
Kolega polecił mi tego autora. Wcześniej zupełnie go nie znałem ani o nim nie słyszałem. Postanowiłem przeczytać trzy książki Ablowa (lekarza i psychiatry sądowego) i tak trafiłem na jego „Architekta”, „Psychopatę” i „Przymus”. Architekt” okazał się szóstym tomem cyklu Frank Clevenger, „Psychopata” to tom czwarty, a „Przymus”, który mam w planie na później, tom trzeci. Niechcący zacząłem czytać nie w kolejności chronologicznej, ale specjalnie to nie przeszkadza. Głównym bohaterem powieści jest Frank Clevenger, wybitny psychiatra. W tym tomie FBI zwraca się do niego o pomoc w sprawie identyfikacji i ujęcia Autostradowego Zabójcy – psychopaty, który morduje przypadkowe osoby w całym kraju, ale zwykle przy autostradach. Mordercą jest Jonah Wrens, również bardzo dobry, może nawet wyjątkowo utalentowany psychiatra, i jest to wiadome od samego początku. Zorientowałem się już, że w powieściach z tego cyku, Ablow nie proponuje czytelnikowi rozwikływania jakichś tajemnic i zgadywania, kto jest zabójcą. Podobnie jak w „Architekcie” jest to sprawa znana. Fabuła opiera się na specyficznym pojedynku dwóch psychiatrów, bo w pewnym momencie Jonah Wrens rzuca wyzwanie Frankowi Clevengerowi; Frank miałby uzdrowić mordercę-psychopatę poprzez listy zamieszczone w „New York Timesie”. W powieści jest też drugi wątek, prawie równie ważny, to problemy Clevengera z przybranym synem oraz… samym sobą.
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na75 miesięcy temu

Cytaty z książki Czarne wakacje

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Czarne wakacje