Tajemnica wyspy Flatey

- Kategoria:
- kryminał, sensacja, thriller
- Format:
- papier
- Seria:
- Editio Black
- Tytuł oryginału:
- Flateyjargáta
- Data wydania:
- 2017-07-19
- Data 1. wyd. pol.:
- 2017-07-19
- Liczba stron:
- 284
- Czas czytania
- 4 godz. 44 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788328326316
- Tłumacz:
- Jacek Godek
Islandzka wiosna. Zapach morza, krzyk ptaków, foki, ryby, przenikliwy wiatr. Wśród burzliwych wód zatoki Brei∂afjör∂ur, wśród skał i tysięcy małych wysepek znajduje się Flatey. Na wyspie Flatey wieki temu wybudowano maleńką osadę. Odniesiesz wrażenie, że czas tu zwolnił biegu. Z dala od zgiełku wielkiej cywilizacji mieszkańcy żyją tu w spokoju, w ciszy, bez pośpiechu i w zgodzie z rytmem natury. Małomiasteczkowej sielanki osady nic nie zakłóca. Aż do chwili znalezienia zwłok na morskim wybrzeżu.
Już wkrótce Kjartan, którego zadaniem jest wyjaśnienie tej śmierci, uświadamia sobie, że nie ma do czynienia z ofiarą wypadku. Szybko okazuje się, że mieszkańcy wyspy mają swoje głęboko skrywane tajemnice, które w zadziwiający sposób łączą się z mroczną przeszłością. Kluczem do rozwiązania zagadki jest średniowieczny manuskrypt: księga Flateyjarbók, zbiór sag i eposów o starożytnych władcach Wikingów. Aby znaleźć przyczajonego zabójcę, Kjarten musi zejść do ciemnego, niebezpiecznego świata starożytnych legend, symboli i tajnych stowarzyszeń.
Trzymasz w dłoni świetny kryminał łączący w sobie elementy klasyki literatury zbrodni i thrillera. Drobiazgowo odmalowane tło historyczne i kulturowe powoduje, że opowieść staje się niezwykle realistyczna i już po pierwszych kilkunastu stronach nie można się od niej oderwać. Wiernie oddana atmosfera maleńkiej wyspiarskiej osady, gdzie teraźniejszość przenika się ze światem legend i krwawych mitów, intrygująca, tajemnicza księga sprzed wieków, umiejętnie dozowany humor i hipnotyzujące, wciągające czytelnika napięcie — tym jest „Tajemnica wyspy Flatey”!
Nie zgasisz lampki nocnej, póki Kjartan nie złamie odwiecznej tajemnicy…
Kup Tajemnica wyspy Flatey w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Tajemnica wyspy Flatey
Między nami wikingami
Flatey, jedna z niezliczonych wysepek otaczających Islandię, zamieszkana jest przez około 50 osób. Chciałoby się powiedzieć, że to najmniej interesujące miejsce, w którym można by osadzić akcję książki z tajemnicą w tle. Nic bardziej mylnego! Mimowolnie przychodzi mi na myśl „Kult”; mała społeczność mająca bogatą historię i czerpiąca z niej inspiracje, a nawet się na niej wzorująca. Na szczęście nie w tak makabryczny sposób, ale krew wikingów robi swoje. Mimo to tamtejsi mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni do obcych i nie wzbraniają się przed wyprawą na główną wyspę, chociaż znajdzie się delikwent (albo dwóch),którzy nie opuścili rodzimego Flatey przez parę dekad.
Pisząc, że lektura szła mi z oporami, to bardzo delikatne stwierdzenie. Początkowo czytałam „Tajemnicę…” bez entuzjazmu i raczej z obowiązku niż dla rozrywki. Kompletnie nie mogłam zrozumieć sensu rozwlekłych wypowiedzi, które z jednej strony czynią tę książkę bardziej realistyczną, a z drugiej – są przeraźliwie nudne. Bo czytelnika raczej nie zainteresuje to, że miejscowy nauczyciel i kościelny organista pomaga wójtowi w pracach gospodarskich i pływa z nim łodzią z wysepki na wysepkę, dzięki czemu ma zapewniony stały wikt. Nuda! Wielu autorów ma problem z tym, jak nadać książce autentyczność, nie bombardując czytelnika mało istotnymi informacjami, a tym samym go nie zanudzając. A rozmowy o pogodzie jak nic nadają książkom autentyczność – w końcu większość ludzi mówi, co im ślina na język przyniesie, nie bacząc, czy jest to dla innych interesujące, czy nie, a z drugiej strony kompletnie niepotrzebne z tegoż samego powodu. Tak więc z nie najlepszym nastawieniem po paru dniach przebrnęłam przez 60 stron, aż tu nagle buch – wciągnęłam się na całego i nie mogłam przestać czytać aż do samego końca. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nawet te nudne wywody są de facto fascynujące, i żałowałam, że książka skończyła się tak szybko, co ostatnimi czasy bardzo rzadko mi się zdarza, i świadomość tego wprowadziła mnie w chwilowe osłupienie.
Nazwy własne stanowią zwykle problem przy czytaniu książek napisanych w językach wywodzących się ze staronordyckiego. Nie dość, że można sobie na nich język połamać, to jeszcze niełatwo je zapamiętać. Bo jeśli nie ma się zielonego pojęcia o języku, to trudno jest się odnaleźć, mimo że „Tajemnicy wyspy Flatey” nie można nazwać obszerną. Polskie wydanie liczy zaledwie 242 strony (plus mały dodatek zawierający fragmenty jednej z sag),ale mimo to książka skrywa niejedną tajemnicę. Nie są to sekrety rodem z książek Dana Browna, co mogłaby zasugerować wzmianka o średniowiecznym manuskrypcie, ale nie da się ukryć, że jest to kluczowy element, wokół którego wszystko się na Flatey kręci.
Początkowo po cichu naśmiewałam się z „jednego z najbardziej poczytnych autorów powieści kryminalnych w Islandii” – w końcu Islandia to jeden z najmniej zaludnionych krajów świata, więc to raczej żaden wyczyn, ale na korzyść Viktora Arnara Ingólfssona przemawia fakt, że tak jak Yrsa Sigurdardóttir i Arnaldur Indriðason zaistniał nie tylko w skandynawskim gronie. Trzy z jego powieści doczekały się przekładu na język niemiecki, a na podstawie jednej nakręcono serial telewizyjny. Całkiem nieźle jak na inżyniera budownictwa lądowego i wodnego, który w swoim pięćdziesięciopięcioletnim życiu napisał sześć książek.
Natalia Neisser
Opinia społeczności książki Tajemnica wyspy Flatey
Wyspa Flatey leżąca w zatoce Breiðafjörður jest miejscem w którym akcje swojej powieści osadził Viktor Arnar Ingólfsson. To bardzo nietypowy kryminał, inny względem książek, które czytałam do tej pory. Autor zadbał o wyjątkowy klimat. Ta mała wysepka rządzi się własnymi prawami, a mieszkający tam ludzie tworzą zamkniętą społeczność. W powietrzu czuć zapach morza, słychać krzyk ptaków. Na co dzień wieje silny, przenikliwy wiatr. Właściwie za wiele się tam nie dzieje. Wokół wyspy znajdują się malutkie wysepki nienadające się do zasiedlenia. "Na kartce jest stara runa magiczna i nikt nie wie, jakie nieszczęścia może uwolnić, jeśli się nie będzie postępować ostrożnie. (...)" Pewnego dnia rybacy dokonują niecodziennego znaleziska. Na jednej z małych wysepek porzucone zostają zwłoki mężczyzny w stanie znacznego rozkładu. Przyczyna zgonu pozostaje zagadką. Wszystko ma miejsce wiosną 1960 roku. Do przeprowadzenia śledztwa skierowany zostaje Kjartan skierowany przez prefekta. Kluczem do rozwiązania zagadki będzie Flateyjarbók. To średniowieczny manuskrypt zawierający zbiór skandynawskich sag i poematów. Izolacja mieszkańców od świata zewnętrznego nie ułatwi prawnikowi zadania. Czytelnik będzie miał okazje zapoznać się ze zbiorem islandzkich wierzeń, którymi nadal kierują się mieszkańcy. Okazuje się, że zmarłym na wyspie Ketilsey jest zaginiony profesor Gaston Lund. Mężczyzna usilnie próbował rozwiązać zagadkę zawartą w księdze Flateyjarbók. Pytanie czy umarł w trakcie wypadku, czy było to morderstwo. Tego nikt nie wie. Czytelnik coraz bardziej wciąga się w niejednoznaczną kryminalną intrygę. Mieszkańcy milczą jak zaklęci, a to oni powinni mieć sporo do powiedzenia w tej sprawie. Czytając kolejne rozdziały mamy okazje zapoznać się z różnymi, dziwnymi tajemnicami zawartymi w średniowiecznym manuskrypcie. Co ciekawe wielu uczonych poświęciło swoje życie studiowaniu tego dzieła. Nikt jednak nie dostąpił zaszczytu rozwiązania tej trudnej łamigłówki. Flateyjarbók ma ogromne znaczenie dla mieszkańców wyspy i stanowi dla nich cenne dziedzictwo. "Zagadka składa się w istocie z dwóch zadań. Zauważyłem, że najpierw trzeba rozwiązać klucz zawarty w czterdziestym pytaniu. Bez niego nie da się potwierdzić prawidłowości odpowiedzi na pozostałe trzydzieści dziewięć pytań. Trochę się nad tym kluczem głowiłem, ale nie znalazłem rozwiązania. (...)" Muszę przyznać, że fabuła wielokrotnie mnie zaskakiwała. Autor postawił na niejednoznaczność. Czytelnik wielokrotnie ma okazje bliżej poznać lokalne społeczeństwo i panujące na wyspie obyczaje. Sama podejrzewałam, że mieszkańcy uknuli jakiś spisek. W książce nic nie jest oczywiste. A gdy już mamy jakieś podejrzenia, szybko zostaną one rozwiane. Każdy rozdział zakończony jest zapiskami tyczącymi się manuskryptu. To w nim zawarty jest klucz do rozwiązania czterdziestu zagadek. Książka trzyma w napięciu, czytelnik nie wie czego może dalej się spodziewać. Kolejne relacje bohaterów nie przybliżają nas do rozwiązania zagadki. Mieszkańcy wielokrotnie powracają do zdarzeń z przeszłości sugerując, że mogą być ściśle powiązane z tym, co dzieje się obecnie. Wierzą również w klątwę związaną z manuskryptem. Momentami miałam wrażenie, że są bardzo ograniczeni w swoich poglądach. Na wyspie panuje dziwna atmosfera. Nie za wiele dowiadujemy się o bohaterach, szczególnie na początku książki. Wszystko toczy się wokół księgi, która stanowi drogowskaz dla mieszkańców. W książce nie ma za wiele akcji. Autor postawił na intelektualną rozrywkę dla czytelnika tworząc skomplikowaną łamigłówkę. Ostatnie kilkadziesiąt stron poświęcone jest szczegółowej historii bohaterów. Książka porusza trudny temat ludzkiej zawiści. Autor pokazuje, jak chora zazdrość może doprowadzić do tragedii. Viktor Arnar Ingólfsson wplótł również historię pewnego toksycznego związku i psychicznego znęcania się nad partnerem. "Czasem to los w całości rządzi człowiekiem, przyjacielu, a wtedy nie należy mu się przeciwstawiać. (...)" Tajemnica wyspy Flatey stanowi niecodzienną lekturę. Autor porusza wiele ważnych wątków i skupia się na ludzkich reakcjach w sytuacjach skrajnych. To niecodzienny kryminał napisany w świetnym stylu. Polecam!
Oceny książki Tajemnica wyspy Flatey
Poznaj innych czytelników
329 użytkowników ma tytuł Tajemnica wyspy Flatey na półkach głównych- Chcę przeczytać 173
- Przeczytane 153
- Teraz czytam 3
- Posiadam 41
- 2018 7
- Egzemplarz recenzencki 4
- 2017 4
- 2019 3
- Ebooki 3
- 2017 3












































OPINIE i DYSKUSJE o książce Tajemnica wyspy Flatey
Tajemnica wyspy Flatey to kryminał, który płynie własnym, niespiesznym rytmem – niemal tak, jak fale rozbijające się o brzegi tej odciętej od świata islandzkiej osady.
Autor zabiera nas w podróż do lat 60. XX wieku, kreśląc obraz społeczności żyjącej według surowych zasad natury, wyznaczanych przez pozyskiwanie foczych skór, zbieranie edredonowego puchu i oczekiwanie na statek pocztowy. To mikroświat zamknięty w kilku najważniejszych punktach: kościele, szkole, bibliotece i pomoście.
Wszystko zmienia się w momencie odnalezienia zwłok na jednej z okolicznych wysp. Książka to jednak nie tylko zagadka kryminalna, ale i fascynujący wgląd w islandzką historię oraz dawną literaturę. Wszystkie nici śledztwa łączą się z legendarnym kodeksem Flateyjarbók i zawartą w nim tajemnicą.
To literacka podróż w czasie, w której mroźny wiatr Islandii czuć na każdej stronie. Jeśli kocha się skandynawski chłód i staromodne śledztwa, to Tajemnica wyspy Flatey Cię ne sprawi zawodu.
Tajemnica wyspy Flatey to kryminał, który płynie własnym, niespiesznym rytmem – niemal tak, jak fale rozbijające się o brzegi tej odciętej od świata islandzkiej osady.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor zabiera nas w podróż do lat 60. XX wieku, kreśląc obraz społeczności żyjącej według surowych zasad natury, wyznaczanych przez pozyskiwanie foczych skór, zbieranie edredonowego puchu i oczekiwanie na...
Islandzki autor, Viktor Arnar Ingólfsson stworzył niespieszny, nieco ospały kryminał, którego akcja toczy się na maleńkim końcu świata. Flatey to bowiem jedna z licznych wysepek, położona w środkowej części zatoki Breiðafjörður. Szczegółową lokalizację wyspy, autor przedstawił na zamieszczonej w książce mapie, tuż obok niedługiego wstępu, w którym urzekły mnie nawiązujące do treści słowa: “Zapożyczam przyrodę, ptactwo, foki, ryby, wiatr, flautę, zapachy i dźwięki. Jak również stateczki i pirsy, domy i kury, krowy i przydomowe ogródki. Ale nie ludzi.”
***
Faktycznie, w “Tajemnicy wyspy Flatey” opisów pięknej choć surowej przyrody tego 50-hektarowego islandzkiego zakątka jest mnóstwo. Wyspę zamieszkuje niewielka, składająca się z ledwie kilkudziesięciu osób społeczność. Rzeczywistość mieszkańców rybackiej osady otoczonej przez nieprzystępne skały jest wymagająca, są różnorodni, łączy ich jednak skromność życia oraz funkcjonowanie w zgodzie z naturą. Dość przewidywalną codzienność zaburzają odnalezione na wyspie zwłoki. Dochodzenie w sprawie potencjalnego morderstwa prowadzi przedstawiciel prefekta, Kjartan.
***
Kjartan absolutnie nie jest pełnym determinacji i zawziętości śledczym. W swojej nowej roli nie czuje się pewnie, brakuje mu doświadczenia i pasji, jednakże wspierany wiedzą lokalnej społeczności podejmuje próbę odkrycia prawdy. Śledztwo komplikuje tajemnicza zagadka z średniowiecznego, manuskryptu Flateyjarbók, zawierającego skandynawskie sagi i poematy. Wyspa przyciąga zafascynowanych życiem wikingów naukowców i miłośników zagadek, a nieboszczyk okazuje się być jednym z nich.
***
Atmosfera książki jest jakby spowita mgłą. Mocno rozbudowany wątek obyczajowy sprawia, że “Tajemnica wyspy Flatey” nie zapewnia czytelnikowi wartkiej akcji, brawury czy też dynamicznie następujących wydarzeń. Historia kryminalna intryguje, jednak nie wprawia w osłupienie, poprowadzona została w sposób utrudniający zaangażowanie czy też nawiązanie emocjonalnej więzi z bohaterami.
***
Nieśmiało muszę przyznać, że początki z dziełem Viktora Arnara Ingólfssonna nie należały do najłatwiejszych, ponieważ akcja książki toczy się powoli, wręcz rozwlekle. Z czasem jednak coraz bardziej pochłaniała mnie i ciekawiła zagadka średniowiecznego manuskryptu Flateyjarbók, do którego nieuchronnie prowadziły wszystkie tropy toczącego się śledztwa. Książka ma swój niepowtarzalny, skandynawski, kameralny klimat, a do jej niewątpliwych zalet zaliczyć należy mnogość nawiązań do legend o wikingach, a także podróż czasie do lat sześćdziesiątych minionego wieku.
***
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru MBP Wrocław.
Islandzki autor, Viktor Arnar Ingólfsson stworzył niespieszny, nieco ospały kryminał, którego akcja toczy się na maleńkim końcu świata. Flatey to bowiem jedna z licznych wysepek, położona w środkowej części zatoki Breiðafjörður. Szczegółową lokalizację wyspy, autor przedstawił na zamieszczonej w książce mapie, tuż obok niedługiego wstępu, w którym urzekły mnie nawiązujące...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIslandia to moje podróżnicze marzenie, dlatego ta pozycja zwróciła moją uwagę.
Klimat książki jak aktualna pogoda, deszczowy, ponury i zimny.
Sama historia ciekawa, ale czegoś zabrakło.
Warto też zwrócić uwagę, że na samym końcu książki autor umieścił fragmenty Sagi wikingów jońskich, o której jest wspomniane w książce.
Jest to ciekawy i miły dodatek do całej historii.
Islandia to moje podróżnicze marzenie, dlatego ta pozycja zwróciła moją uwagę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlimat książki jak aktualna pogoda, deszczowy, ponury i zimny.
Sama historia ciekawa, ale czegoś zabrakło.
Warto też zwrócić uwagę, że na samym końcu książki autor umieścił fragmenty Sagi wikingów jońskich, o której jest wspomniane w książce.
Jest to ciekawy i miły dodatek do całej historii.
Przyjemna podróż przez codzienne życie Islandczyków sprzed kilkudziesięciu lat. Spokojna, wartka fabuła i ciekawe wtrącenia z sag Wikingów.
Przyjemna podróż przez codzienne życie Islandczyków sprzed kilkudziesięciu lat. Spokojna, wartka fabuła i ciekawe wtrącenia z sag Wikingów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLata sześćdziesiąte, prawie na końcu świata, na małej irlandzkiej wysepce znajdują ciało.
Polowania na foki, sprawianie skór, gołe nieprzyjazne skały o które rozbijają się fale lodowatej wody, dzikie ptactwo... A wśród tego toczy się spokojnie dość spartańskie życie w małej nadmorskiej osadzie. Ciekawe opisy obyczajów tamtejszej ludności oraz opowieści o Wikingach bardzo mi przypadły do gustu. Wisienką na torcie jest przewijający sie motyw tajemniczego średniowiecznego manuskryptu Flateyjarbok i zagadka z nim związana.
Spodobał mi się realistyczny klimat i prosta ale nie prostacka narracja pasująca do fabuły.
Akcja tego kryminału toczy się dość powoli, leniwie, dokładnie tak jak życie na Flatey.
Książka mogłaby wcale nie mieć kryminalnego wątku i bez tego czytałoby mi się przyjemnie.
Lata sześćdziesiąte, prawie na końcu świata, na małej irlandzkiej wysepce znajdują ciało.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolowania na foki, sprawianie skór, gołe nieprzyjazne skały o które rozbijają się fale lodowatej wody, dzikie ptactwo... A wśród tego toczy się spokojnie dość spartańskie życie w małej nadmorskiej osadzie. Ciekawe opisy obyczajów tamtejszej ludności oraz opowieści o Wikingach bardzo...
Ziemia wikingów
Kiedy myślimy o Islandii, zwykle kojarzy nam się z chłodem, wiejącym wiatrem i połowami. Mało kto wie, że nazywana ziemią ognia i lodu wyspa, to prawdziwy raj dla miłośników natury. Można tu znaleźć krystalicznie czyste powietrze, piękne wodospady, lodowce, rzeki, jeziora, zatoki, fiordy, wulkany oraz gejzery. Porośnięte mchem, trawą i porostami połacie kraju doskonale nadają się do wypasu owiec i koni islandzkich, zaś w okalających wyspę wodach żyje wiele gatunków ssaków morskich: wieloryby, orki, delfiny i foki.
O właśnie zastawianiem sieć na foki zajmowali się rybacy, mieszkający na jednej z wysp archipelagu Vestureyjar, Flatey, kiedy znaleźli ludzkie szczątki. Zwłoki mężczyzny z wyspy Kjartan znajdowały się już w stanie rozkładu, musiał zatem spędzić tam sporo czasu. Być może zamarzł, zanim nadeszła wiosna, albo zmarł z głodu, pewne jest, że nie pomógł mu ani prowizoryczny szałas, ani wezwanie SOS ułożone z kamieni na brzegu. Kim był i w jaki sposób się tam dostał? Jaka była przyczyna jego zgonu?
Tego właśnie musi dowiedzieć się Kjartan, wycofany, nieśmiały prawnik, przedstawiciel prefekta, który przybywa na Flatey, by dopełnić wszystkich niezbędnych formalności. O tym, co naprawdę stało się w tym przesiąkniętym legendami miejscu, na ziemi wikingów, przekonamy się dzięki niezwykle frapującej powieści kryminalnej autorstwa Viktora Arnara Ingólfssona, pt. „Tajemnica wyspy Flatey”. Opublikowana nakładem Wydawnictwa Editio książka, to prawdziwa gratka dla wszystkich lubiących trudne do rozwiązania zagadki, niezwykłą atmosferę i leniwie toczącą się akcję, w której mnóstwo uwagi poświęcone jest portretowaniu kolejnych mieszkańców. Bez wątpienia nie jest to książka dla lubiących brawurę i lawinowo toczące się wydarzenia. Tu, na wyspie Flatey, nawet tak doniosłe wydarzenie, jak odnalezione zwłoki, nie przyspieszają tempa życia, a każdy z grupki sześćdziesięciu niespełna mieszkańców zajmuje się swoimi problemami i zmaganiem z codziennością.
Kjartan, ugoszczony przez gospodynie wójta gminy Flatey, Grimura, nie tylko poznaje wszystkich mieszkańców i ich losy, ale również stara się wyjaśnić sprawę odnalezionych zwłok. Wkrótce okazuje się, że mężczyzna nie jest ofiarą wypadku, ale morderstwa. Kluczem do rozwiązania zagadki jest tajemnicza księga Flateyjarbók, będąca zbiorem podań o starożytnych władcach Wikingów. Kjartan nie tylko musi zagłębić się w świat tych mrocznych legend, ale również w skomplikowane ludzkie umysły…
Jak zakończy się ta powieść? Przekonamy się podczas lektury tej niewielkiej pod względem objętości, ale bogatej w treści książki, która nie tylko odsłoni przed nami mroczne piękno Islandii, ale również motywy ludzkich zachowań. No i legendy, które sprawiają, że otwierając powieść wkraczamy w niezwykły świat, otaczamy się niepowtarzalną atmosferą, pełną grozy, ale i fascynacji opowieściami z przeszłości. I choć przeszkadzać w odbiorze książki mogą skomplikowane nazwy czy nazwiska, to wszystko przestaje być ważne, kiedy zanurzymy się w jej niezwykłym klimacie i docenimy mistrzostwo słowa autora…
Ziemia wikingów
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy myślimy o Islandii, zwykle kojarzy nam się z chłodem, wiejącym wiatrem i połowami. Mało kto wie, że nazywana ziemią ognia i lodu wyspa, to prawdziwy raj dla miłośników natury. Można tu znaleźć krystalicznie czyste powietrze, piękne wodospady, lodowce, rzeki, jeziora, zatoki, fiordy, wulkany oraz gejzery. Porośnięte mchem, trawą i porostami połacie...
Jednym słowem nudna. :[
Jednym słowem nudna. :[
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBędąc absolutnie szczera, gdy książka do mnie dotarła, nie przeraziłam się jej objętością, bo nie była gruba, ale lekko odrzucił mnie jej mikroskopijnych rozmiarów(jak na moje standardy) druk czcionki. Po chwili jednak stwierdziłam, że się nie poddam i rozprawię się z tą powieścią, ponieważ ciekawość treści wzięła nade mną górę.
Styl pisania Victoria A. Ingólfssona nie należy do męczących, ale niewątpliwie trzeba kochać kryminały i klimaty islandzkie, aby móc tę pozycję przeczytać. A przynajmniej jedno z dwojga. Autor w bardzo ciekawy i zaskakujący sposób przenosi nas w lata 60'te ubiegłego wieku do małej wioski, gdzie nie ma za bardzo łączności ze światem - jedynym łącznikiem jest radio nadające od czasu do czasu oraz statki pocztowe. Mieszkańcy żyją w głównej mierze bardzo skromnie, ale też nie są jakoś specjalnie wymagający. Z początku denerwował mnie język jakim się osadnicy posługiwali, jednak z czasem zrozumiałam ten specyficzny zabieg zastosowany przez autora. Dzięki niemu można bardziej wczuć się w specyficzny klimat książki.
Przyznaję, że przez pierwsze pięćdziesiąt stron powieść ta mi się niemiłosiernie dłużyła, a postaci strasznie myliły(szczególnie ich imiona). Po przebrnięciu tej magicznej liczby, nagle jak ręką odjął - połykałam stronę za stroną, nie mogą się doczekać rozwiązania zagadki po pierwsze śmierci naukowca, po drugie tajemniczego manuskryptu.
Bardzo fajnym zabiegiem były w tej książce dodatki w postaci map czy szkiców notatek sporządzonych przez Kjartana czy Gastona. Dodatkowo na plus zasługuje długość poszczególnych rozdziałów - lubię krótkie rozdziały, które nie wleką się przez kilkanaście stron oraz prowadzenie dwóch akcji: jednej głównego wątku śmierci oraz drugiej, zaznaczonej kursywą, rozwikłania zagadki manuskryptu.
wiecej: czytamiogladam.pl
Będąc absolutnie szczera, gdy książka do mnie dotarła, nie przeraziłam się jej objętością, bo nie była gruba, ale lekko odrzucił mnie jej mikroskopijnych rozmiarów(jak na moje standardy) druk czcionki. Po chwili jednak stwierdziłam, że się nie poddam i rozprawię się z tą powieścią, ponieważ ciekawość treści wzięła nade mną górę.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toStyl pisania Victoria A. Ingólfssona nie...
Flatey, jedna z niezliczonych wysepek otaczających Islandię, zamieszkana jest przez około 50 osób. Chciałoby się powiedzieć, że to najmniej interesujące miejsce, w którym można by osadzić akcję książki z tajemnicą w tle. Jednak nic bardziej mylnego! Mimowolnie przychodzi mi na myśl „Kult”; mała społeczność mająca bogatą historię i czerpiąca z niej inspiracje, a nawet się na niej wzorująca. Na szczęście nie w tak makabryczny sposób, ale krew Wikingów robi swoje. Mimo to tamtejsi mieszkańcy są przyjaźnie nastawieni do obcych i nie wzbraniają się przed wyprawą na główną wyspę, chociaż znajdzie się delikwent (albo dwóch),którzy nie opuścili rodzimego Flatey przez parę dekad.
Pisząc, że lektura szła mi z oporami, to bardzo delikatne stwierdzenie. Początkowo czytałam „Tajemnicę…” bez entuzjazmu i raczej z obowiązku niż dla rozrywki. Kompletnie nie mogłam zrozumieć sensu rozwlekłych wypowiedzi, które z jednej strony czynią tę książkę bardziej realistyczną, a z drugiej – są przeraźliwie nudne. Bo czytelnika raczej nie zainteresuje fakt, że miejscowy nauczyciel i kościelny organista pomaga wójtowi w pracach gospodarskich i pływa z nim łodzią z wysepki na wysepkę, dzięki czemu ma zapewniony stały wikt. Nuda! Wielu autorów ma problem jak nadać książce autentyczności, równocześnie nie bombardując czytelnika mało istotnymi informacjami, a tym samym go nie zanudzając. A tzw. rozmowy o pogodzie jak nic nadają książkom autentyczności – w końcu większość ludzi plecie co im ślina na język przyniesie, nie bacząc czy jest to dla innych interesujące czy nie, a z drugiej strony kompletnie niepotrzebne z tegoż samego powodu. Tak więc z dość negatywnym nastawieniem po paru dniach cudem przebrnęłam przez 60 stron, aż tu nagle buch - wciągnęłam się na całego i nie mogłam przestać czytać aż do samiutkiego końca. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że nawet te nudne wywody są de facto fascynujące i żałowałam, że książka skończyła się tak szybko, co ostatnimi czasy bardzo rzadko mi się zdarza i świadomość tego wprowadziła mnie w chwilowe osłupienie.
Nazwy własne stanowią standardowy problem przy czytaniu książek napisanych w językach wywodzących się ze staronordyckiego. Nie dość że można sobie na nich język połamać, to jeszcze trudno je zapamiętać. Bo jeśli nie ma się zielonego pojęcia o języku, to bardzo ciężko jest się odnaleźć, mimo że „Tajemnicy wyspy Flatey” nie można nazwać obszerną. Polskie wydanie liczy zaledwie 242 strony (plus mały dodatek zawierający fragmenty jednej z sag),ale mimo to książka skrywa niejedną tajemnicę. Nie są to sekrety rodem z książek Dana Browna, co mogłaby zasugerować wzmianka o średniowiecznym manuskrypcie, ale nie da się ukryć, że jest to kluczowy element, wokół którego wszystko się na Flatey kręci.
Początkowo po cichu naśmiewałam się z „jednego z najbardziej poczytnych autorów powieści kryminalnych w Islandii” – w końcu Islandia to jeden z najrzadziej zaludnionych krajów świata więc to raczej żaden wyczyn, ale na korzyść Viktora Arnara Ingólfssona przemawia fakt, że tak jak Yrsa Sigurdardóttir i Arnaldur Indriðason zaistniał nie tylko w skandynawskim gronie. Trzy z jego powieści doczekały się przekładu na język niemiecki, a na podstawie jednej nakręcono serial telewizyjny. Całkiem nieźle jak na inżyniera budownictwa lądowego i wodnego, który w swoim pięćdziesięciopięcioletnim życiu napisał sześć książek.
Flatey, jedna z niezliczonych wysepek otaczających Islandię, zamieszkana jest przez około 50 osób. Chciałoby się powiedzieć, że to najmniej interesujące miejsce, w którym można by osadzić akcję książki z tajemnicą w tle. Jednak nic bardziej mylnego! Mimowolnie przychodzi mi na myśl „Kult”; mała społeczność mająca bogatą historię i czerpiąca z niej inspiracje, a nawet się na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiewielka islandzka wioska położona na małej, bo w najszerszym miejscu liczącej około dwóch kilometrów wiosce. Miejsce, do którego dostać się można raz dziennie – na pokładzie statku dostarczającego pocztę. W taki sam sposób można stąd wyjechać. Część mieszkańców oczywiście dysponuje też swoimi łodziami – używanymi najczęściej w celu łowienia ryb lub fok, które stanowią tutaj nie tylko główne źródło utrzymania, ale także podstawowy produkt spożywczy. Oprócz tego mieszkańcy wyspy Flatney zajmują się także hodowlą krów czy owiec oraz pędzą spokojne, choć nierzadko trudne i wymagające życie. Mieszkańców na wyspie jest zresztą niewielu. Większość z nich to osoby starsze. Młodzi wyjeżdżają do większych miast, przede wszystkim do islandzkiej stolicy, w celu podjęcia nauki, zdobycia wykształcenia i szukania nowych perspektyw. Niewielu decyduje się tu zostać lub przyjechać tu, by osiąść na stałe, tak jak miejscowa lekarka Johanna. Mimo to jednak wyspa przyciąga pewną charakterystyczną grupę. Są to osoby zainteresowane obejrzeniem przechowywanego w miejscowym muzeum egzemplarza zbioru sag wikińskich. Zbioru, z którym związana jest pewna tajemnicza zagadka. Wielu naukowców próbuje ją rozwiązać mimo, iż panuje powszechne przekonanie, że zagadka ta lub raczej klucz do niej, może przynosić nieszczęście. Ta swego rodzaju klątwa zdaje się spełniać, gdy na jednym z okolicznych szkierów zostaje znalezione ciało, które, jak się później okazuje, należy do pewnego słynnego naukowca badającego właśnie zagadkę słynnej „Flatneyjarbok”. Do zbadania sprawy zostaje wysłany przedstawiciel prefekta – Kjartan. Nie spodziewa się, iż cała ta historia jest bardziej skomplikowana. Tym bardziej, że wkrótce odnalezione zostają kolejne zwłoki…
Tak w skrócie można opisać fabułę tej książki. I opis ten wydaje się niezwykle ciekawy. Sugeruje bowiem, że mamy do czynienia z ciekawym, wciągającym kryminałem, który z pewnością będzie trzymał w napięciu. Z takim właśnie nastawieniem sięgnęłam po tę historię i powiem szczerze, że troszkę się rozczarowałam. Oto bowiem zamiast naprawdę mocnego kryminału, a po literaturze islandzkiej właśnie takiego się spodziewałam, dostała historię stosunkowo krótką, a mimo to bardzo się dłużącą. Naprawdę z początku musiałam wręcz zmuszać się do czytania kolejnych rozdziałów. Było… po prostu nudno. Co więcej, autor pod koniec każdego rozdziału umieścił fragment rozmowy dotyczący słynnej, tajemniczej „Flatneyjarbok” i poszczególnych zagadek, które z tą księgą są związane. Owszem, same historie tu opisane, zaczerpnięte z dawnych wikińskich sag, mogą być bardzo ciekawe. Jednak przerywanie i tak już niespiesznie prowadzonej akcji powieści sprawiło, że traciłam watek, gubiłam się w fabule. Dopiero pod koniec lektura zaczęła być nieco bardziej ciekawa, akcja nieco przyspieszyła, prowadzone śledztwo nabrało tempa. Tyle, że wszystko to doprowadziło do zakończenia, które także rozczarowuje. Być może zakończenie to jest pewnym zaskoczeniem, ale nie takim, które wbija czytelnika w przysłowiowy fotel. Raczej takim, które sprawia, że zostaje się z poczuciem, iż lektura tej książki była właściwie stratą czasu. A szkoda, bo sama historia ma naprawdę, moim zdaniem, ogromny potencjał.
Jestem jednak w stanie dostrzec w tej powieści pewien plus. Jest nim pokazanie sposobu, w jaki żyją, lub raczej żyli w latach sześćdziesiątych, Islandczycy mieszkający na prowincji. Powiem szczerze, że obraz ten wcale nie jest zachwycający. Bo życie na małej islandzkiej wyspie jest trudne. Dotyczy to nie tylko samych warunków naturalnych, jakie tu panują, ale także ograniczonej przestrzeni, w której trzeba funkcjonować i jeszcze mniejszej społeczności, w której każdy o każdym wie niemal wszystko, choć przecież i tu wiele osób skrywa poważne sekrety.
Podsumowując mogę stwierdzić, iż nie jest to, moim zdaniem, lektura najlepsza. To pozycja raczej dla miłośników Islandii i wszystkiego, co z tym krajem związane.
Niewielka islandzka wioska położona na małej, bo w najszerszym miejscu liczącej około dwóch kilometrów wiosce. Miejsce, do którego dostać się można raz dziennie – na pokładzie statku dostarczającego pocztę. W taki sam sposób można stąd wyjechać. Część mieszkańców oczywiście dysponuje też swoimi łodziami – używanymi najczęściej w celu łowienia ryb lub fok, które stanowią...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to