Sztukmistrz z Lublina

Okładka książki Sztukmistrz z Lublina autora Isaac Bashevis Singer, 9788308060896
Okładka książki Sztukmistrz z Lublina
Isaac Bashevis Singer Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Der Kunzenmacher fun Lublin
Data wydania:
2016-02-25
Data 1. wyd. pol.:
1983-01-01
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308060896
Tłumacz:
Krystyna Szerer
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sztukmistrz z Lublina w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sztukmistrz z Lublina



książek na półce przeczytane 1189 napisanych opinii 437

Oceny książki Sztukmistrz z Lublina

Średnia ocen
7,2 / 10
2662 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sztukmistrz z Lublina

avatar
108
89

Na półkach:

Wspaniała powieść psychologiczna o tożsamości, wierze, moralności i fatum. Trzeba genialnego pisarza, aby uczynić głównym bohaterem odpychającego cwaniaka, którego losy śledzimy z takim przejęciem.

Wspaniała powieść psychologiczna o tożsamości, wierze, moralności i fatum. Trzeba genialnego pisarza, aby uczynić głównym bohaterem odpychającego cwaniaka, którego losy śledzimy z takim przejęciem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
53
8

Na półkach:

Super opowiadanie, wciągające, zwroty akcji. Dobrze się to czyta :)

Super opowiadanie, wciągające, zwroty akcji. Dobrze się to czyta :)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
273
243

Na półkach:

Prawdziwa przypowieść, ubrana w realia Polski, w dużej mierze Warszawy z końca XIX wieku. Można by ją umieścić w komentarzach do Talmudu. Opowieść o tym, jak człowiek najpierw igrał z losem i z Bogiem, aż w końcu seria wydarzeń doprowadziła go do przełomu moralnego i powrotu do wiary przodków.

Konstrukcja głównego bohatera jest bardzo charakterystyczna dla gatunku przypowieści. Bohaterem jest akrobata i szarlatan Jasza Mazur, zarabiający na życie cyrkowymi sztuczkami. Zręczność ciała, zwinne palce, którymi otwierał każdy zamek, talent do tresowania zwierząt, umiejętność szachowania w kartach – wszystko to pozwala mu wieść w miarę dostatnie życie, zarabiając na występach przed publicznością. Kariera w Warszawie i na prowincji mu nie wystarcza, chętnie rozpocząłby tournée po Europie i Ameryce za dużo lepsze pieniądze. Żyje pełnią życia, popisując się przed żoną, kochankami, kolegami z młodości, rozdając zarobione pieniądze na prawo i lewo – aż coś się w nim załamuje. Dostrzega jałowość, płytkość i niemoralność swojej egzystencji, a do tego wniosku doprowadza go seria klęsk i niepowodzeń. Pierwsze z nich to nieudana kradzież pieniędzy, po której Jasza uświadamia sobie, że nieustannie łamie dziesięcioro boskich przykazań i jeśli Bóg jest, to spotka go za to kara. Przeżywa szok moralny i od tej pory wiedzie życie pokutnika, zresztą w niezwykle spektakularny sposób. Uciekając przed poklaskiem publiczności na arenach i scenach, zdobywa poklask admiratorów swojego nawrócenia, którzy dostrzegają w nim świętego rabina. Zaiste przewrotna pokuta.

Sięgnęłam po „Sztukmistrza…” po raz drugi, próbując porównać go z późniejszą książką „Pokutnik”, którą przeczytałam niedawno. Przede wszystkim, „Sztukmistrz z Lublina” to znacznie lepsza literatura. Jasza egzystuje w świecie dużo bardziej realnym, na styku obu narodowości, polskiej i żydowskiej. Nie ma w powieści nachalnego opisu warunków życia w sztetlu, jest za to klimat dawnej Warszawy. Całej Warszawy, nie tylko dzielnic żydowskich. Profesja sztukmistrza sama w sobie niesie ładunek jak w moralitecie: oszukujesz na scenie, oszukujesz w życiu miłosnym, to nie ma przeszkód, by złamać jeszcze kolejne przykazania. Droga bohatera do przebudzenia w wierze prowadzi przede wszystkim przez wyrzuty sumienia. Pokutuje, bo czuje się winny za śmierć kochanki i inne grzechy, nawet za upadek moralny innej kochanki, która w końcu zostaje burdelmamą. Podszepty szatana nie są tak oczywiste, przełom psychiczny następuje w duszy samego Jaszy, w którym budzi się sumienie i żal za grzechy. Przesłanie bardzo uniwersalne, toteż powieść trafiła do rąk wielu czytelników i nie bez powodu uznana została za jedno z najlepszych dzieł noblisty.

Jednym słowem, przypowieść o grzeszniku i jego nawróceniu. Jak w Biblii. Jak w Ewangelii. Jak w Koranie. Jak w Talmudzie. Grzech i nawrócenie są obecne w każdej religii.

Niestety - przekład z angielskiego.

Prawdziwa przypowieść, ubrana w realia Polski, w dużej mierze Warszawy z końca XIX wieku. Można by ją umieścić w komentarzach do Talmudu. Opowieść o tym, jak człowiek najpierw igrał z losem i z Bogiem, aż w końcu seria wydarzeń doprowadziła go do przełomu moralnego i powrotu do wiary przodków.

Konstrukcja głównego bohatera jest bardzo charakterystyczna dla gatunku...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

5329 użytkowników ma tytuł Sztukmistrz z Lublina na półkach głównych
  • 3 581
  • 1 704
  • 44
1098 użytkowników ma tytuł Sztukmistrz z Lublina na półkach dodatkowych
  • 881
  • 106
  • 35
  • 20
  • 20
  • 19
  • 17

Tagi i tematy do książki Sztukmistrz z Lublina

Inne książki autora

Isaac Bashevis Singer
Isaac Bashevis Singer
Polski i amerykański pisarz żydowski tworzący głównie w języku jidysz, dziennikarz. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1978. Urodził się jako Icek-Hersz Zynger w Leoncinie, wsi w pobliżu Nowego Dworu Mazowieckiego (na ziemiach Królestwa Kongresowego, faktycznie pod zaborem rosyjskim). Jego ojciec był chasydzkim rabinem, zaś jego matka Baszewa – córką rabina z Biłgoraja. Na podstawie informacji, które przekazał swemu oficjalnemu biografowi Paulowi Kreshowi oraz swojej sekretarce Dvorah Telushkin, a także chronologii wydarzeń historycznych zapisanych we wspomnieniach własnych, najbardziej prawdopodobną datą jego urodzenia jest 21 listopada 1902 r. Często pojawiająca się w jego biografiach data 14 lipca 1904 r. była prawdopodobnie zmyślona w młodości przez Singera po to, aby w czasie wojny mógł uniknąć powołania do wojska. Z przekazu samego Singera, zawartym we wspomnieniach, wyłania się jeszcze inna wersja: mały Icek zapytał matkę, kiedy ma urodziny, odpowiedziała: „Dzisiaj” – był to 14 lipca. Przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych używał pseudonimu literackiego Icchok Baszewis, który został utworzony od żydowskiej wersji imienia Izaak oraz imienia matki, Baszewy, które następnie zostało dostosowane do warunków amerykańskich, zmieniając się na Isaac Bashevis Singer. Jako dziennikarz używał też pseudonimów: Icchok Warszawski i D. Segal. Jego starsze rodzeństwo, siostra Ester Kreitman (1891–1954) oraz brat Israel Joszua Singer (1893–1944),było także znanymi pisarzami. Siostra zaczęła tworzyć jako pierwsza w rodzinie. W 1907 r. rodzina Singera przeprowadziła się do Radzymina, gdzie jego ojciec został kierownikiem miejscowej jesziwy (ponad 40% ludności ówczesnego Radzymina stanowiła ludność żydowska). W 1908 r. po pożarze jesziwy rodzina przeniosła się do Warszawy i zamieszkała przy ulicy Krochmalnej 10, gdzie ojciec Singera objął nieoficjalnie urząd rabina miejscowej gminy żydowskiej. Nie znając rosyjskiego, nie podszedł do egzaminu państwowego, dającego mu stosowne uprawnienia i nie mógł zajmować tego stanowiska oficjalnie. Wiosną 1914 Singerowie przeprowadzili się do mieszkania w sąsiedniej kamienicy przy ulicy Krochmalnej 12. Do klimatów tej warszawskiej ulicy Singer będzie wielokrotnie powracał w swoich utworach, m.in. w Szoszy. W 1917 r. wraz z matką i młodszym bratem Mosze przeprowadził się do Biłgoraja, rodzinnego miasta matki, a rodzina uległa rozproszeniu na skutek działań wojennych. W Biłgoraju funkcjonował tradycyjny żydowski sztetl, a wujowie Singera pełnili funkcje rabinów odziedziczoną po ojcu. Ojciec Baszewy był misnagdem (przeciwnikiem chasydyzmu). Gdy ojciec Izaaka został rabinem w Starym Dzikowie 1921 r., Singer wrócił do Warszawy, gdzie wstąpił do Seminarium Rabinicznego Takemoni. Szkoła ta jednak mu nie odpowiadała. Po rezygnacji z nauki wrócił do Biłgoraja, gdzie próbował samodzielnie utrzymać się jako nauczyciel języka hebrajskiego. Bieda zmusiła go jednak do powrotu do domu rodzinnego. W 1923 r. jego brat Izrael Joszua załatwił mu pracę korektora w Warszawie, w czasopiśmie Literarisze Bleter, którego był redaktorem. W czasopiśmie tym pracował do 1933 r. W okresie tym tłumaczył na jidysz utwory m.in. Ericha Marii Remarque’a i Thomasa Manna. Utrzymywał się także z tłumaczeń powieści popularnych. Zadebiutował w 1925 r. krótkim opowiadaniem Na starość o swoim rodzinnym Biłgoraju, które zostało opublikowane na łamach Literarisze Bleter w ramach konkursu literackiego i podpisane pseudonimem Ce(Tse). Oprócz tego pisał wiele wprawek kuchennych do szuflady, które jednak uformowały jego przyszły styl i wpłynęły na jego całą twórczość. Pierwszą jego powieść Szatan w Goraju publikowano w odcinkach w latach 1933-1934 w czasopiśmie literackim Globus, które powstało z inicjatywy jego przyjaciela poety Aarona Zeitlina oraz samego Singera. W całości powieść ta została opublikowana w 1935 r. i ta data jest często uważana za rok debiutu Singera. Powieść opowiada historię pogromu Żydów ze wsi Goraj nieopodal Biłgoraja, dokonanego przez kozaków w czasie Powstania Chmielnickiego w 1648 r., kiedy to zginęła 1/3 miejscowej ludności. Centralną osią powieści jest wpływ, jaki na właśnie niszczoną społeczność żydowską miało objawienie kabalisty ze Smyrny, Sabbataja Cwi, który obwieścił się w tym samym roku mesjaszem. Do tego samego wątku Singer wrócił później w powieści Niewolnik wydanej już w Stanach Zjednoczonych w 1962 r. Z powodu trudnej sytuacji materialnej oraz wzrastającego antysemityzmu w Europie Singer z pomocą swojego brata wyemigrował w 1935 do Stanów Zjednoczonych. Wymagało to rozstania z partnerką (nigdy nie wzięli ślubu) Rachelą (Rochl Szapiro) i synem Izraelem, którzy wyjechali najpierw do Moskwy, a następnie przez Turcję do Palestyny. Singer osiedlił się w Nowym Jorku, gdzie, znowu dzięki pomocy brata, otrzymał pracę dziennikarza, korektora i tłumacza w czasopiśmie „Forwerts – The Yiddish Forward” (jid. ‏פֿאָרװערטס‎). Zaczął drukować w nim powieść Grzeszny Mesjasz. Mimo dobrego startu szybko wpadł w depresję i zagubienie, które później opisał w opowiadaniu Zagubiony w Ameryce (1974) oraz fabularyzowanej powieści autobiograficznej Miłość i wygnanie. W 1937 r. poznał Almę Haimann-Wassermann, emigrantkę żydowską pochodzącą z Monachium, z którą się ożenił w 1940 r. Dla Singera rozwiodła się ona (1939) z mężem Walterem, z którym została dwójka ich dzieci. Dzięki jej pomocy i wsparciu (utrzymywała ich, pracując w sklepie) Singer wrócił do pisarstwa i działalności dziennikarskiej, stając się jednym z najbardziej płodnych autorów „The Forward”. To w tym okresie zmienił swój pseudonim literacki na bardziej zamerykanizowany, a także zaczął się posługiwać pseudonimami Varshavsky oraz D. Segal. Choć Singer nigdy nie wrócił do ojczystego kraju, tłumacząc to niemożnością podróży na „cmentarz żydowskiego narodu”, do końca życia uważał się za warszawiaka i podkreślał swoje przywiązanie do Polski. W twórczości ukazywał religijno-filozoficzne problemy moralne oraz konflikty środowisk ortodoksyjnych i zasymilowanych Żydów. W barwny sposób przywoływał do życia nieistniejący już świat Żydów, a zwłaszcza chasydów we wschodniej Polsce. Do arcydzieł literatury należą krótkie opowiadania Singera, odznaczające się kunsztem narratorskim, często stylizatorskim, także wnikliwym portretowaniem postaci. Pisarstwo przez całe życie było jego pasją – nieomalże obsesją. Interesował się też filozofią, np. Spinozą, Schopenhauerem. W swych utworach, często ustami ich bohaterów, przytacza różne teorie filozoficzne. Znaczny wpływ na jego twórczość miała także klasyczna powieść rosyjska XIX w. Z ludzi mających na niego największy wpływ literacki wymieniał swojego starszego brata, Israela Joszuę. Zmarł w wieku 88 lat. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w New Jersey.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wróżby kumaka Günter Grass
Wróżby kumaka
Günter Grass
Lekko ironiczna książka z 1992 r. Noblisty, unikającego łatwych wzruszeń w związku z powrotem do rodzinnego miasta. To fantazja o wymyślonej w 1989 r. przez dawnego gdańszczanina i obecną gdańszczankę inicjatywie, aby dawni wygnańcy z obu narodów mogli po śmierci leżeć – odpowiednio w Gdańsku i Wilnie. Inicjatywie, która połączy wdowią dwójkę. I tylko koniec nie jest ironiczny. Z tej powieści wynika, jak dobrze Grass znał swych rodaków (za bardzo ich tu nie oszczędza),ale - żeby nie było za dobrze – również i nas, Polaków, a także odwieczne mechanizmy, które nieubłaganie się pojawiają, kiedy szlachetne oddolne pomysły przybierają instytucjonalne formy. Czyż nie taki był także ostateczny los tej idei, o której Aleksandra już w 1990 mówi: „Dawno temu była sobie Solidarność”. A tu chodzi wszak nie byle o co, bo szczytną ideę polsko-niemieckiego pojednania – na grobach. Sześćdziesięcioletni bohaterowie powołują do życia stowarzyszenie m.in. dla pochowków dawnych gdańszczan na cmentarzu takiego pojednania. Teoretycznie wydawało się to nietrudne, ale gdy już to się stanie, pojawiają się problemy. Jednym jest przełamanie pierwotnej idei, by tylko żyjący mogli sobie zapewnić taki pochówek, a potem jeszcze dochodzi pomysł, by niemieccy seniorzy dożywali swych dni w upadłych ośrodkach FWP... Ale kto wie, czy nie równie ważnym wątkiem powieści jest ten niemożliwy wydawałoby się romans polskiej Aleksandry z niemieckim Aleksandrem. „Polka i Niemiec! Mógłbym wypełnić nimi książkę z obrazkami: wolną od kłótni, pełną ustępliwości, zbyt piękną, żeby była prawdziwa” – taka to ocena narratora, którego akurat możemy utożsamiać z Autorem. Bo to związek niełatwy, nie tylko z powodu wieku - dorosłe dzieci obojga z obu państw mają jednoznacznie zgodny do tego stosunek…. Przeszłość paradoksalnie działa zaś na ich rzecz – nie jak ich rodziny: „A to, że on mając lat czternaście i pół roku był drużynowym w Hitlerjugend, a ona jako siedemnastoletnia dziewczyna została pełną entuzjazmu członkinią komunistycznej organizacji młodzieżowej, wybaczali sobie jako wady wrodzone swego pokolenia”. "Sprzeczali się jak dobrze zgrana, znająca się od dawna para". „Nazywa koniec swojego penisa „zapóźnionym w rozwoju półgłówkiem” (na co ona, w tym kontekście, po miłości: "Zostań jeszcze trochę w mojej rupieciarni"). „Ale pomniki to my, Polacy, wciąż umiemy budować. Wszędzie męczennicy i pomniki męczenników”. Jest tu nieco realiów z lat 90. - wiadomo o kim. „Był kiedyś dobry na robotnicze strajki. Zachciało mu się być małym marszałkiem Piłsudskim. Już teraz śmiech mnie bierze….”. „Kiedy w dwóch turach wyborów ubiegano się o najwyższy urząd w państwie, odpadł już w pierwszej, pokonany, pozostawiając pole dwóm takim, co dużo obiecywali”. Znajdziemy tu także nieco profetycznych wizji, choć m.in. najazd Bengalczyków na Gdańsk chyba jeszcze przed nami (za to z naddatkiem spełniło się to: „Wolna Polska poddała się obecnie dyktatowi Kościoła”). „Nawet Polacy, którzy zawsze chcą być tylko Polakami, niczym innym jak tylko Polakami, będą musieli się nauczyć, że obok Czarnej Madonny z Częstochowy jest dość miejsca dla innej czarnej bogini, bo naszą równie kochaną, co budzącą strach matkę Kali zabieramy oczywiście ze sobą”. „Niebawem groźba zapaści zmusiła wszystkie europejskie metropolie – a później średnie i małe miasta - do bezsamochodowego ruchu”. „Nawiasem mówiąc zanosi się na to, że jedność Europy uczyni bezprzedmiotowymi wszystkie dziś jeszcze drażliwe kwestie własności. A Polska – jak wolno przypuszczać – z pewnością chce należeć do Europy”. „Polacy mogli wreszcie jeździć bez wiz za zachodnią granicę przez Niemcy do Francji, Holandii, Włoch - o ile mieli dosyć złotówek by wymienić je na waluty zachodnie”. Wspaniała jest postać starej gdańszczanki Erny Brakup – szkoda że tylko epizodyczna, bo to ktoś wypisz, wymaluj podobny do bohaterów najważniejszych, tych magicznych, książek Autora, czyli „trylogii gdańskiej” – jednak ważniejszych dla mnie od tej, 6. jego autorstwa (a poniżej „8” żadna z tamtych nie zeszła….).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Dwór Isaac Bashevis Singer
Dwór
Isaac Bashevis Singer
Doskonale się czyta tę dramatyczną opowieść o losach Kalmana Jakobiego i jego rodziny. Zmagają się między przynależnością do dość ortodoksyjnego odłamu swojego wyznania a wyzwaniami świata, który wabi nowym, nieznanym i innym. Bo świat chasydów jest duszny a przede wszystkim bezlitosny. Nie daje oddechu, za to daje spokój. Tak, tak, nie potrzebujemy żadnej wolności, nie radzimy sobie bowiem z nią, gdy nie ma kto powiedzieć, co jest dobre a co złe, jak postępować. O tym też jest ta książka. Kalman, główny bohater też się miota. I nigdzie nie jest sobą. Bliscy go zawodzą, własne emocje także. Postacie – a jest ich sporo – są fantastyczne, krwiste, wyraziste, niejednoznaczne. Autor rozprawia się z wieloma mitami, np. Polaka patrioty-powstańca w osobie Juliana, ale też z „pobożnymi Żydami”, którzy może i są pobożni, a przy tym po prostu są złymi ludźmi (jeden z zięciów Kalmana). Podobała mi się też historia z wyborem lokalnego rabina, młodzieńca, dla którego okazało się to chyba nieszczęściem, nie zaszczytem. Zwraca też uwagę – i to kilka razy – że polscy Żydzi są swoistą ciekawostką kulturową i w sumie zakałą. Wszędzie indziej – nie zapominając o religii i języku – przyjęli kulturę danego kraju, nauczyli się lokalnego języka, kształcili się. A polscy, ci z zaścianków kresowych pozostali w średniowieczu. Prawie żaden z bohaterów książki nie zna polskiego albo rosyjskiego (czas zaborów!),zaś jedyna nauka to ...studiowanie Tory. A akcja dzieje się w końcu XIX w., u progu rewolucji technicznej, zupełnie nowych czasów. I pewnie dlatego prawie wszyscy przegrywają.
Mavia2033 - awatar Mavia2033
ocenił na81 miesiąc temu
Kadysz za nienarodzone dziecko Imre Kertész
Kadysz za nienarodzone dziecko
Imre Kertész
To jest książka o narastającym ładunku emocjonalnym. I w tym drzemie jej szczególna wartość. To rodzaj wewnętrznego monologu; alter ego pisarza snuje opowieść, którą niełatwo się czyta i może nawet zniechęcić. Ale jeśli „zaskoczy się” w odpowiednim momencie, zada pytanie „o co tu chodzi tak naprawdę?”, już nie można książki odłożyć. Znamy takich ludzi, podobnych do głównego bohatera. W najmniej oczekiwanych momentach wypowiadają jakieś dziwne zdanie, powtarzają utarte stwierdzenia, często milczący, gdy już coś powiedzą, to tak jakby nawiązywali do własnych myśli. Tak objawia się trauma. W przypadku tej książki skupiamy się na traumie węgierskiego Żyda, który jako nastolatek bez większej świadomości własnej tożsamości narodowej w czasie II wojny światowej przeszedł przez Auschwitz. Przeżył, ale odtąd jego życie zostaje naznaczone piętnem Shoah. Bo ci co przeżyli Holocaust, pisała o tym H. Krall, żyją z otwartą raną do końca swych dni. Wiodą życie w zawieszeniu miedzy dwiema śmierciami, duchową i tą ostateczną. Wielu ocalonych z obozów koncentracyjnych nigdy nie zdecydowało się na dzieci — decyzja bohatera „Kadyszu..” w tej kwestii nie jest odosobniona. „Moje życie postrzegane jako możliwość twojego zaistnienia. Twoje nieistnienie postrzegane jako konieczne i ostateczne zniszczenie mojego istnienia”. „A kiedy nie było ,nikogo ani niczego’, wówczas sam wynajdowałem i sam tworzyłem sobie takie sytuacje, by móc przed czym uciekać i czemu się sprzeciwiać”. Takich cytatów-kluczy do zrozumienia bohatera jest wiele. Może agonia istnienia I. Kertesza nastąpiła tam w Auschwitz, pomimo przeżycia, a dalsze powojenne życie to rozpisane na lata dogorywanie (nie bez kozery mówi się o takich ludziach: wrak człowieka). Kertesz przeżył, pozostał przy zdrowych zmysłach, bo wybrał najlepszą z możliwych dla siebie opcji - dysocjację. Wyparł wspomnienia, odpuścił wiwisekcji, nie popadł w otchłań szaleństwa — zamiast tego zanurza się w niekończących się eschatologicznych rozważaniach — angażuje w tym celu rozmówców (wcześniej ich zjednując),by wspólnie i i n t e l e k t u a l n i e dociekać sensu Auschwitz — powtarzającego się procederu (eksterminacji) w ewolucji ludzkości. Imre Kertesz żył jedynie pisaniem, to była jego terapia. Siła pisarstwa Imre Kertesza leży w budowaniu napięcia. Kertesz nie daje szansy, by z nim współodczuwać — nie wzrusza, nie płaczemy nad tym niedopełnionym fatum, gorzej — przykuwa jak współistnienie. —————— Byłam podobnie wstrząśnięta (moi poprzednicy pisali o tym wcześniej),kiedy po przeczytaniu książki dotarł do mnie sens cytatu umieszczonego z tyłu książki, co ważne, to jedyny tzw. polecający książkę cytat, który znalazł się na tyłówce książki. Pochodzi najprawdopodobniej z recenzji niemieckiego dziennikarza Thomasa Szmidta, która zapewne ukazała się po opublikowaniu książki w Niemczech (sic! pisarz pisał po niemiecku i miał niemieckiego wydawcę, który publikował książki Kertesza w pierwszej kolejności na niemieckim rynku, potem były tłumaczenia i inne rynki),a zatem przytaczam: „Bohater Kertesza to człowiek nieustępujący ani na krok, po Oświęcimiu, konsekwentnie uchylający się przed normalnością; a jednocześnie żałosny egoista, który rozkoszuje się upadkiem, wykorzystuje Oświęcim jako wymówkę, nie chcąc sprostać wymaganiom życia”. Co to za prowokacja ? Fatalne, tendencyjne tłumaczenie ? zapewne zdanie wyrwane z kontekstu tak, że sam dziennikarz byłby zdumiony jaką wymowę mają jego słowa.. Nie pojmuję intencji polskiego wydawcy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na102 miesiące temu
Pociągi pod specjalnym nadzorem Bohumil Hrabal
Pociągi pod specjalnym nadzorem
Bohumil Hrabal
Akcja tego opowiadania toczy się pod koniec wojny, w 1945 roku w małej miejscowości Kastomlaty, przez którą przebiegał ważny kolejowy szlak. Tytułowe pociągi pod specjalnym nadzorem to transporty wojska, uzbrojenia i amunicji na gwałt zwożone przez Niemców do III Rzeszy w celu podjęcia ostatniej, rozpaczliwej obrony. Oczywiście te transporty były celem akcji dywersyjnych czeskiego ruchu oporu. I chociaż w powszechnym mniemaniu Czesi to naród Szwejków, życiowych pragmatyków, leniwych pożeraczy knedli, rubasznych biesiadników i uczestników wiejskich zabaw, to jednak Niemcy obawiali się ataków czechosłowackiego ruchu oporu na swoje transporty wojskowe, bo jak twierdził folksdojcz radca Murarick (przed wojną Murarzyk): „Czesi to śmiejące się bestie.” Na pewnych odcinkach do lokomotyw hitlerowcy zabierali kolejarzy z okolicy w charakterze zakładników. Pierwszoosobowy narrator Elew Pipka też tego doświadczył. Chociaż wydaje się, że wojna w tym opowiadaniu jest tylko tłem dla ukazania życia zwyczajnych ludzi na prowincji, to uważny czytelnik zapewne dostrzeże jej grozę. Hrabal nie stroni od ukazywania okupacyjnego terroru, o którym jakby mimochodem opowiada. Przykładem może być historia pani Karaskowej zamkniętej w 1940 i wypuszczonej pod koniec 1944. Kobieta przez cztery lata wycierała w Peczkamie krew po egzekucjach. Kat był dla niej miły, częstował szynką i i prosił, by mu czasem śpiewała. Postradała zmysły. Autor pokazuje też, jak brutalni napastnicy po odniesieniu ran człowieczeją, łagodnieją. Tuż przed kulminacyjnym momentem opowiadania na stację Kastomlaty wjeżdża pociąg z uciekinierami z Drezna po gigantycznym nalocie aliantów i spaleniu starówki. Elew Pipka, chociaż wrażliwy i empatyczny nie bardzo im współczuje, co wyraźnie go martwi. Nadwrażliwość wpędzi Miłosza w wielką depresję i omal nie zabije, gdy młodzieniec nie podoła w sytuacji intymnej. Hrabal czasem zadziwia nas oryginalnym poczuciem humoru, bawimy się znakomicie, śledząc aferę, która wybuchła po opieczętowania tylnej części ciała pracownicy stacji przez jej kolegę. Uśmiechamy się także, gdy główny bohater przedstawia historię swoich męskich przodków i mówi, że: „żadna rodzina nie leżała tak na wątrobie całemu miastu” jak jego. Prawdziwą zakałą był jego pradziadek. A groteskowa śmierć dziadka - hipnotyzera, który wzrokiem chciał zatrzymać niemieckie czołgi, nie ma sobie chyba równych w literaturze. Świat tego opowiadania przepełniony jest tak wieloma postaciami zachowującymi się dziwacznie i groteskowo, że nie można tu mówić o przypadku i trzeba założyć, że ta metoda pisarska ma jakiś cel. Wojna się toczy i zwykli ludzie zostają na siłę wciągnięci w jej tryby. Radzą sobie z tym różnie czasem wykazują się sprytem zaradnością a nawet cwaniactwem, innym razem śmieszą, czasem wydają się nieporadni, a bywa i tak, że stają się przypadkowymi ofiarami wojny. Co ciekawe Hrabal dobrze radzi sobie nie tylko z groteską, on potrafi w nieoczekiwanych momentach zadziwiać magią, po której stopniowo, niemal niedostrzegalnie podpełza do czytelnika groza: 🔰"W tym roku Niemcy nie panowali już w powietrzu nad naszym miasteczkiem. Kiedy przyjechałem ścieżką aż do samego kadłuba samolotu, śnieg lśnił na równinie i w każdym kryształku śniegu jakby tykała malutka wskazówka sekundnika, tak się ten śnieg w gwałtownym blasku słońca mienił wszystkimi kolorami; słyszałem to tykanie wskazówki nie tylko w każdym kryształku, ale i gdzie indziej jeszcze (...) i tykanie to dobiegało z samolotu, z tych szczątków. Rzeczywiście tykał tam zegar pokładowy (...). Ale potem spostrzegłem, że tam głębiej, znajduje się objęta słonecznym blaskiem rękawiczka, i wiedziałem doskonale, że rękawiczka ta nie jest sama, że tkwi w niej ludzka ręka, i że ta ręka nie jest sama, ale że ma ramię, i że to ramię należy do ludzkiego ciała, które leży gdzieś tam pośród szczątków..." Równie skutecznie Hrabal potrafi odzierać z patosu sceny, które u innych twórców zamieniają się w pochwałę determinacji i odwagi bohaterów. I tak w trakcie ostatniego wydarzenia w opowiadaniu, które mogło z patosem zakończyć fabułę, Miłosz Pipka trzymając za rękę martwego, anonimowego Niemca, powtarzał: „Trzeba było siedzieć w domu na dupie”. [Szkoda, że tę scenę ukazano trochę inaczej w ekranizacji]. Opowiadanie Hrabala ma w sobie wszystko, co typowe dla czeskiej nowej fali: zwyczajnych bohaterów w codziennym, szarym życiu. Nie ma tu wielkich uniesień czy bohaterstwa, jest za to subtelna ironia z tragizmu historii. Premiera filmu "Pociągi pod specjalnym nadzorem" w reżyserii Jiřego Menzla odbyła się w 1966 roku. Był to debiut reżysera. Scenariusz to efekt pracy zarówno reżysera jak i pisarza. Film został uhonorowany Oscarem. 🪻Przeczytane w ramach wyzwania marcowego 2026: książka, która została sfilmowana (4).
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na818 dni temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu

Cytaty z książki Sztukmistrz z Lublina

Więcej
Isaac Bashevis Singer Sztukmistrz z Lublina Zobacz więcej
Isaac Bashevis Singer Sztukmistrz z Lublina Zobacz więcej
Isaac Bashevis Singer Sztukmistrz z Lublina Zobacz więcej
Więcej