Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956

Okładka książki Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956 autora Mateusz Wyrwich, 9788373996663
Okładka książki Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956
Mateusz Wyrwich Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RYTM historia
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2015-08-07
Data 1. wyd. pol.:
2015-08-07
Język:
polski
ISBN:
9788373996663
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956

Średnia ocen
7,2 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956

Sortuj:
avatar
461
130

Na półkach:

Bardzo polecam tę publikację. Bardzo otwiera oczy. Dopóki jej nie przeczytałam, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele o historii Polski jeszcze nie wiem. Nie miałam pojęcia o istnieniu Komisji Specjalnych, nie znałam powojennego losu obozu w Auschwitz, nie wiedziałam czyimi rękami budowany był Pałac Kultury i Nauki, co mieściło się wcześniej na Polach Mokotowskich oraz kto pracował w polskich kopalniach. Tego nie uczą w szkole, a książek, takich jak ta, jest zdecydowanie za mało.

O niemieckich obozach koncentracyjnych mówi się głośno, ale o tym, że większość z nich po 45 r. nie zmieniła swojej funkcji, a jedynie właściciela - już nie. Upamiętniamy ofiary hitlerowskich katów na Alei Szucha, ale nie ma muzeum komunistycznej katowni na Rakowieckiej, która pochłonęła więcej niewinnych żyć niż osławione więzienie na Szucha. Przez lata pojęcie zbrodni komunistycznej nie miało prawa istnieć, bo jak słusznie zauważa autor Mateusz Wyrwich, "w parlamencie i mediach zasiadali jeszcze komuniści odpowiedzialni za te zbrodnie, a po dziś dzień zasiadają ich potomkowie".

A trzeba o tym mówić. Trzeba o tym wiedzieć.

Bardzo polecam tę publikację. Bardzo otwiera oczy. Dopóki jej nie przeczytałam, nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak wiele o historii Polski jeszcze nie wiem. Nie miałam pojęcia o istnieniu Komisji Specjalnych, nie znałam powojennego losu obozu w Auschwitz, nie wiedziałam czyimi rękami budowany był Pałac Kultury i Nauki, co mieściło się wcześniej na Polach Mokotowskich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
94
84

Na półkach:

Z niewiadomych względów, sowietyzacja Polski w latach 1945-1989 jest tematem niezbyt medialnym i rzadko poruszanym. Mało kto stawia też znak równości pomiędzy okupacją III Rzeszy i późniejszą sowiecką. Mam nadzieję, że ta książka przybliży temat nie tylko miłośnikom dziejów najnowszych, ale każdemu komu leży na sercu los Ojczyzny. Jest to pozycja szczególnie dla ludzie otumanionych dziwną antypolską retoryką, skierowaną np. tzw. żołnierzy wyklętych. Gdy ktoś myli morderców z ofiarami, w tle słychać tylko rechot Stalina...

Z niewiadomych względów, sowietyzacja Polski w latach 1945-1989 jest tematem niezbyt medialnym i rzadko poruszanym. Mało kto stawia też znak równości pomiędzy okupacją III Rzeszy i późniejszą sowiecką. Mam nadzieję, że ta książka przybliży temat nie tylko miłośnikom dziejów najnowszych, ale każdemu komu leży na sercu los Ojczyzny. Jest to pozycja szczególnie dla ludzie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

54 użytkowników ma tytuł Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956 na półkach głównych
  • 31
  • 23
15 użytkowników ma tytuł Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956 na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956

Inne książki autora

Mateusz Wyrwich
Mateusz Wyrwich
Politolog, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Z dziennikarstwem związany od 1980 r. W 1981 r. w redakcji "Tygodnika Solidarność", publicysta prasy podziemnej: "Tygodnika Wojennego" i "Samorządnej Rzeczypospolitej" (1982 - 1989). W latach osiemdziesiątych XX w. współpracował również z prasą polonijną w USA. W Polsce niepodległej publikował w tygodnikach: "Spotkania", "Nowe Państwo", "Tygodnik Solidarność", "Przewodnik Katolicki", "Niedziela" oraz w dzienniku "Życie". Autor ponad tysiąca reportaży prasowych o tematyce społecznej i historycznej, scenariuszy, reportaży telewizyjnych, słuchowisk radiowych oraz książek: Łagier Jaworzno (1995),Czarne i białe (2000),W celi śmierci (2002),wydanie drugie (2012),Kapelani Solidarności 1980 - 1989, tom I (2005),tom II (2007),tom III (2009),Trzecia wojna światowa już była (2007),Ogłoszono mnie szaleńcem (Reportaż historyczny) (2012). Należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Stowarzyszenia Wolnego Słowa.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kwiaty polskie na wygnaniu Wiesław Adamczyk
Kwiaty polskie na wygnaniu
Wiesław Adamczyk
Głównym autorem (obok Ewy Ledóchowicz oraz Barbary Dominiczak) recenzowanej przeze mnie książki jest Wiesław Adamczyk. Jako zaledwie siedmioletni chłopiec został on deportowany wraz z matką i rodzeństwem do Związku Radzieckiego. Jego ojciec został zamordowany w Katyniu. Po podpisaniu układu Sikorski-Majski i ogłoszeniu amnestii dla obywateli polskich w ZSRR, w 1942 roku Adamczyk wydostał się z „nieludzkiej ziemi”. Wojenne losy zaprowadziły go do Iranu, Libanu, Wielkiej Brytanii, a następnie do USA, gdzie nas stale zamieszkał. Z wykształcenia jest chemikiem i doradcą podatkowym. Swoje wspomnienia z okresu II wojny światowej, opublikował w książce „Kiedy Bóg odwrócił wzrok”, która ukazała się na polskim rynku wydawniczym w 2010 roku. Wspomniana książka, przyniosła autorowi duży rozgłos oraz liczne nagrody. Autor nie poprzestał jednak na opisie warunków życia na zesłaniu i o zbrodniach dokonywanych przez władze sowieckie, co stanowiło treść w wyżej wspomnianej pozycji. Uznał, że jego obowiązkiem wobec wszystkich ofiar sowieckich łagrów jest szerzyć wiedzę na temat deportacji Polaków podczas II wojny światowej oraz na temat zbrodni katyńskiej. Był to jeden z motywów napisania „Kwiatów polskich na wygnaniu”. Drugim były liczne rozmowy przeprowadzone przez Wiesława Adamczyka z deportowanymi do ZSRR. Wielu z jego rozmówców prowadziło w czasie zesłania niezwykłe pamiętniki, które udostępniło lub podarowało autorowi książki. Sztambuchy deportowanych, były zupełnie niezwykłymi dokumentami. Prowadzone przez deportowane dzieci, pamiętniki były zbiorem nazwisk przyjaciół i ludzi, których podziwiali autorzy pamiętników, stworzonym „ku pamięci”. Niby podobnym do tych tworzonych w normalnych warunkach, ale jednak zupełnie innym. Taki pamiętnik stanowił zbiór mądrych cytatów czy własnych przemyśleń. Był polem do popisów artystycznych czy poetyckich. Posiadając taką arcyciekawą bazę źródłową oraz poczucie misji, autor, nie zważając na swój wiek oraz zdrowie, powziął postanowienie: "spiszę historię zesłanych dzieci, tych, które znam. Historie takie same, ale przecież indywidualne. I przy tym zawsze inne, odrębne. Zostanę kolekcjonerem i konserwatorem historii zesłanych dzieci. Będę spisywaczem, oddam głos historiom, bardziej indywidualny, osobny głos". Czytaj więcej: https://histmag.org/Wieslaw-Adamczyk-Kwiaty-polskie-na-wygnaniu-recenzja-11085
Kamil Kartasiński - awatar Kamil Kartasiński
ocenił na96 lat temu
Rudolf Höss. Komendant obozu Auschwitz Volker Koop
Rudolf Höss. Komendant obozu Auschwitz
Volker Koop
Jeśli ktoś pokusiłby się o stworzenie rankingu największych zbrodniarzy w historii ludzkości sylwetka Rudolfa Hössa bez wątpienia znalazłaby się na szczycie tej listy. Ten bezwzględny karierowicz i wyrachowany morderca, którego świat zapamiętał jako komendanta obozu Auschwitz pozbawił życia setki tysięcy osób. Do końca wierny idei nazizmu, wierzący w misję którą realizował bez skrupułów i wyrzutów po wojnie został osądzony i skazany na śmierć. Na prośbę byłych więźniów jego egzekucja odbyła się na terenie obozu. Jego biografia to fascynująca opowieść o człowieku, który konsekwentnie i wbrew przeciwnościom losu piął się na szczeblach wojskowej kariery. Zawsze wierny, zawsze pokorny, zawsze posłuszny bez słowa skargi przetrwał nawet lata więzienie do którego trafił za udział w morderstwie Waltera Kadowa, podejrzewanego o wydanie francuskim władzom okupacyjnym działacza Freikorpsu w Zagłębiu Ruhry. Po wyjściu na wolność i wstąpieniu do SS jego lojalność została nagrodzona. Kariera Rudolfa Hössa potoczyła się błyskawicznie czyniąc z niego jednym z czołowych postaci hitlerowskiej machiny śmierci. Książka Volkera Koopa nie oddaje jednak złożoności tej postaci. Autor, wbrew temu co sugeruje tytułu skoncentrował się głównie na początkach działalności Rudolfa Hössa, skupiając uwagę czytelników na okresie przed wybuchem II wojny światowej. Nie przesadzę jeśli powiem, że jego działalność jako komendanta obozu Auschwitz została opisana niezwykle skrótowo. Podejrzewam, że mógł to być celowy zabieg autora, ponieważ wcześniejsze liczne publikacje na temat tej postaci skupiały się głównie na jego działalności jako komendanta, wcześniejszy okres traktując niezwykle syntetycznie. Nie wyszło to jednak tej książce na dobre. Źle położone akcenty sprawiły, że rozmyło się gdzieś okrucieństwo tej postaci, czyste zło które sobą reprezentował. Dlatego też, doceniając ogrom pracy jaką w napisanie tej książki włożył Volker Koop, nie będę rekomendować Wam tej pozycji, gdyż nie oddaje ona w pełni wszystkich aspektów związanych ze zbrodniczą działalnością Rudolfa Hössa.
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na63 lata temu
Rok zerowy. Historia roku 1945 Ian Buruma
Rok zerowy. Historia roku 1945
Ian Buruma
Autor podzielił swą pracę na trzy główne części, zatytułowane: Syndrom wyzwolenia, Sprzątanie gruzów i Nigdy więcej. W tych trzech odsłonach Ian Buruma zawarł dziewięć kolejnych rozdziałów. Na początku czytelnik może przeczytać o ostatnich konwulsjach III Rzeszy i Cesarstwa Japońskiego oraz kapitulacji tych krajów. Wizja Europy i świata po zakończeniu wojny przedstawiona przez Iana Burumy nie jest kolorowa. Początkową nieposkromioną euforię zastępują głód, choroby i dalsze przetrzymywanie w obozach byłych niemieckich więźniów czy robotników przymusowych. Autor nie omija tematów tabu. Mówi o gwałtach i dobrowolnym oddawaniu się kobiet nowym wyzwoleńcom. Opowiada o goleniu głów i malowaniu smołą tych kobiet, które utrzymywały zażyłe stosunki z niemieckim okupantem. O szoku, jaki przeżyli amerykańscy żołnierze uwalniając chodzące kościotrupy z kolejnych wyzwalanych niemieckich obozów zagłady i koncentracyjnych. Opowiada o powrotach do domów zdemobilizowanych żołnierzy i więźniów niemieckich obozów. O powojennej sprawiedliwości w Norymberdze i podpisaniu Karty Narodów Zjednoczonych. Opisuje sytuację w zachodniej Europie, w Japonii, w Chinach, a nawet, dość pobieżnie, w środkowej i wschodniej części naszego kontynentu wyzwolonego przez wojska radzieckie. Również w Polsce. I w tym miejscu zaczynają w głowie czytającego mnożyć się wątpliwości i uwagi, a redaktor naukowy polskiego wydania ma pełne ręce roboty. Dość powiedzieć, że na przestrzeni czterech stron znajduje się aż 12 przypisów od redaktora naukowego, w których prostuje sądy Iana Burumy. Te przypisy zaczynają się od: „Autor prezentuje uproszczony sąd„, „Stwierdzenie to nie znajduje potwierdzenia w źródłach„, „Autor stosuje uogólnienia„, „Opis nie oddaje do końca rzeczywistej sytuacji” oraz ”Autor w uproszczony sposób prezentuje ten problem”. A jakiż problem urósł do rangi symbolu w powojennej Polsce roku 1945? ”Wyzwolenie” i nowa sowiecko-komunistyczna okupacja? Kolejna zdrada Zachodu? Próba odbudowy zniszczonego i ograbionego kraju? A może walka Żołnierzy Wyklętych? Nic z tych rzeczy. Dla autora książki Rok zerowy w Polsce w roku 1945 nie działo się nic godnego uwagi, za wyjątkiem sprawy… prześladowania Żydów. I jeszcze jedno. Jak autor nadmienił, po wojnie w Polsce (również w Czechosłowacji, na Węgrzech i w Rumunii) przeprowadzono antyniemieckie „czystki etniczne”. Tak jakby to Polacy byli odpowiedzialni za wybuch wojny, a później za przesunięcie granic na zachód – z dobrowolnym oddaniem Wilna, Grodna i Lwowa. (https://historia.org.pl/2015/07/13/rok-zerowy-historia-roku-1945-i-buruma-recenzja/)
Szymon Nowak - awatar Szymon Nowak
ocenił na61 rok temu
Ptaki drapieżne : historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK Michał Wójcik
Ptaki drapieżne : historia Lucjana "Sępa" Wiśniewskiego, likwidatora z kontrwywiadu AK
Michał Wójcik Emil Marat
Powracać do tytułu po raz drugi, gdy tyle jeszcze niedoczytane jestem gotowy tylko, gdy książka wraca w retrospektywie, intryguje i nie daje o sobie zapomnieć, zostaje w głowie na stałe. Książka jest wywiadem – rzeką dwóch dziennikarzy z Lucjanem Wiśniewskim „Sępem”, żołnierzem Armii Krajowej. Niezwykłość tego zapisu polega na wprowadzeniu nas opowieścią Sępa w tamten czas okupacji, walki o wolność, egzekwowaniu sprawiedliwości, buntu młodości przeciw tyranii, poszukiwaniu przygody i chwały. Oddział o kryptonimie 993/W składa się z bardzo młodych ludzi, nastolatków. Zaczynają swoją „robotę” likwidacji: niemieckich zbrodniarzy, konfidentów, kolaborantów i szmalcowników jako: 17-sto, osiemnastolatkowie. „Delikwentów” likwidują tylko na podstawie sądów AK i wyroków przez te wydanych. Nie analizują, nie oceniają, mają robotę do wykonania. Są dobrze zorganizowani, a każda akcja, głównie na terenie okupowanej Warszawy poprzedzona wywiadem i obserwacją skazanego zdrajcy czy zbrodniarza. Wywiązuje się rywalizacja o lepszą skuteczność oddziału wobec innego o podobnych zadaniach. Młodziki szybko muszą dorosnąć, wziąć odpowiedzialność i nie bać się, wykazać brawurą i niezwykłą odwagą. Członkowie 993/W przyjmują pseudonimy ornitologiczne i stają się ptakami drapieżnymi, że zdrajco zapomnij o bezkarności. Oni po ciebie przyjdą. Sprawiedliwość i nieuchronność kary, pomimo okupacji działa. Młodzi żołnierze – egzekutorzy rzeźbią swe charaktery, dyscyplinują się sami, szybko się uczą współpracy, marzą o odznaczeniach. Młodości wówczas to przypisane. Pomimo ogromnego ryzyka nie ulegają wątpliwościom. Jest wyrok sądu, trzeba go wykonać. Szczegółowy opis uczestnika tych akcji Lucjana Wiśniewskiego „Sęp” wprowadza nas do realiów okupacji. Trzyma w napięciu lepiej niż powieść sensacyjna. Jednak to nie fikcja. Wywiad ten daje czytelnikowi niezwykłą okazję wejścia w tą grupę, śledzić delikwenta ulicami Warszawy, obserwować znaki dawane przez koleżanki - wywiadowczynie oddziału, wejść do lokalu, czy do mieszkania, tramwaju, zachować spokój i uczestniczyć wraz z ptakami w „robocie”, jak nazywają swoje zadania. Książka jest ważnym dokumentem, zapisem chlubnej historii naszego narodu wobec tyrani niemieckiej okupacji. To ważna opowieść świadka tamtych czasów, pokazująca najbardziej wartościowe postawy młodzieńców, którym wolność osobista i kraju najcenniejszą. Polecam przeczytać, choć lektura to nie dla każdego.
Andrzej Kujawa - awatar Andrzej Kujawa
oceniła na93 miesiące temu
Wołyń '43 Grzegorz Motyka
Wołyń '43
Grzegorz Motyka
To kolejna bardzo ważna publikacja Grzegorza Motyki, swoiste vademecum wiedzy na temat wydarzeń, jakie rozegrały się w tym regionie w 1943 roku. Oczywiście jest to zaledwie fragment większej całości, ale jednocześnie to znakomite rozwinięcie tematyki ukazanej w filmie Wojciecha Smarzowskiego. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że na nawet na tle dramatu II wojny światowej, wydarzenia jakie zaszły na ówczesnych Kresach mają szczególny wydźwięk. Dla mniej zorientowanych w tym temacie może być kompletnym zaskoczeniem, że z pomocą ludności polskiej śpieszyli wówczas nawet niemieccy okupanci i sowieccy partyzanci. W 1943 roku na Wołyniu nie miały miejsca spontaniczne akty barbarzyństwa, lecz zaplanowana, skoordynowana i skutecznie realizowana akcja likwidacji ludności polskiej. Te brutalne morderstwa z użyciem kos, wideł, pił czy siekier trudno objąć jakąkolwiek miarą. Polscy mieszkańcy osad nie mogli liczyć na żaden akt miłosierdzia, nie było litości dla kobiet ani dzieci. Celem banderowców była całkowita likwidacja śladów polskości na tamtych terenach. Nie ograniczali się do mordowania, rabowania oraz palenia. Zamierzali wyburzyć każdy polski dom, kościół, nawet wyciąć drzewa, które zdradzały ślady osadnictwa. To nie była wojna, to była apokalipsa. Mimo upływu wielu lat pozostaje otwarte pytanie: skąd to zło, i znowu – jak trafnie to przedstawiła Hannah Arendt, dostrzegamy jego banalność. To sąsiedzi mordowali sąsiadów. Atutem książek Grzegorza Motyki jest także fakt, że autor stara się zachować obiektywizm. Pokazuje, że Polacy nie byli wyłącznie ofiarami, lecz bywali też katami. Chociaż na znacznie mniejszą skalę i w tym przypadku były to spontaniczne akty zemsty. Motyka pokazuje też, że byli Ukraińcy, którzy pomagali Polakom, ostrzegali ich, a nawet ukrywali. Książki takie jak „Wołyń 43” pozwalają udokumentować przeszłe zdarzenia i zachować pamięć o nich. Pozwalają spajać wspólnotę, która w tym przypadku oparta jest na pochodzeniu etnicznym, jednak jest to także wspólnota tych, którzy przegrali w walce, lecz pozostali moralnymi zwycięzcami. Temat Wołynia wciąż jest bolesny i nierozliczony, jednak nie może się stać podstawą systemowej antyukraińskości, co dziś próbuje się robić. Nie wolno zapominać, że to przede wszystkim opowieść o zwykłych ludziach, sąsiadach, którym historia dała ograniczone możliwości wyboru. Grzegorz Motyka wykonał ogrom pracy. Imponuje wiedzą i iście benedyktyńską cierpliwością przy dokumentowaniu zdarzeń. Pisze w sposób interesujący, choć może brak mu trochę literackiego polotu. Książka jest jednak warta polecenia.
marpill - awatar marpill
ocenił na727 dni temu
Żony SS-manów. Kobiety w elitarnych kręgach Trzeciej Rzeszy Gudrun Schwarz
Żony SS-manów. Kobiety w elitarnych kręgach Trzeciej Rzeszy
Gudrun Schwarz
Bardzo wartościowa książka, dobra w odbiorze, zawiera dużo faktów i wymienia wiele postaci Podzielona jest na rozdziały tematyczne. Opisane sytuacje mają potwierdzenie w materiałach źródłowych, do których mamy odnośniki na dole strony, czasami nawet są one uzupełnieniem do treści w książce. A ta treść to temat znany, okrucieństwa II Wojny Światowej, bezlitosne morderstwa na mężczyznach, kobietach i dzieciach. Już tytuł ”Żony ss- manów” informuje nas, komu autorka poświęciła swoje dzieło, kobietom – żonom mężczyzn, którzy mordowali z zimną krwią, napawali się cierpieniem drugiego człowieka. Autorka uzmysławia nam, że te kobiety były współwinne. Nie tylko wiedziały, czym zajmują się mężowie, ale niektóre z nich same uczestniczyły w zabijaniu, nie czuły żadnej litości, rozkoszowały się władzą, okrutnością dorównywały mężczyznom. Pani Gudrun Schwarz opisuje nam poszczególne przypadki, charakteryzuje konkretne kobiety, należące do wspólnoty SS. Było wiele powstałych organizacji narodowosocjalistycznych, do których należały kobiety. Autorka opisuje nie tylko działalność ss-manów i ich żon, ale również zwraca naszą uwagę na sytuację po wojnie. Wielu z nazistów zostało ukaranych karą śmierci, ale wiele spraw zostało umorzonych lub winni zostali objęci amnestią. Nie mówiąc już o kobietach, które w ogóle były uwolnione od wszelkich zarzutów, bo niby były tylko żonami. Ale ta książka udowadnia nam właśnie, jak bardzo było to niesprawiedliwe, te kobiety zawiniły podobnie, jak ich mężowie. Smutne jest to, że nazizm porwał tak ogromną masę ludzi, dla nich te okrutne morderstwa i znęcanie się nad ludźmi było po prostu aktywnością zawodową. Bardzo dobrze, że są takie książki i nadal powstają, niech będzie ich - jak najwięcej, żeby pamięć o tym bestialstwie nie zaginęła.
AnnaDe - awatar AnnaDe
ocenił na85 lat temu
"Lebensborn" czyli źródło życia Roman Zbigniew Hrabar
"Lebensborn" czyli źródło życia
Roman Zbigniew Hrabar
Ależ zażarta walka toczyła się kiedyś o prawdę o Lebensborn! O jego zadania, rolę, przeznaczenie i istotę funkcjonowania. Ba! W ogóle o jego fakt istnienia. Szczególnie w zakresie domów kopulacyjnych nazywanych „Begattungsheime”. Dowodem na to jest ta pozycja sprzed prawie 40 lat. Dostarcza nie tylko niepodważalne fakty, niezbite dowody na świadomą i przemyślaną działalność Lebensbornu, ale również pokazuje trudny proces udowadniania nazistom zbrodniczej działalności w ramach polityki i higieny rasowej, w których Lebensborn było jednym z narzędzi tworzenia rasy panów, a po wybuchu wojny ze Związkiem Radzieckim, zbrodni przeciwko ludzkości. Akt programowy, który autor dokładnie analizuje, określa Lebensobrn jako ”„Źródło życia” (Born das Lebens),z którego ma wyjść doborowa młodzież, wartościowa ciałem i duchem elita przyszłości” w myśl motta statutowego – „Święta nam będzie każda matka dobrej krwi”. Po wojnie naziści bronili nie tyle siebie, co dobrego imienia stowarzyszenia, bo jako takie było zarejestrowane według ówczesnego prawa niemieckiego, mając za sobą sporą grupę sprzymierzeńców i zażartych obrońców fałszujących, podważających i deprecjonujących fakty. Siły i pewności dodawał im pierwszy wyrok norymberski uniewinniający „Lebensborn, a sędziowie składu sądzącego stwierdzili, że kierownik tej instytucji jest wolny od wszelkich zarzutów”. Problem z Lebensborn tuż po wojnie polegał na tym, że mało było świadków, dokumentów, które naziści w większości utopili w rzece Inn, a dualistyczny charakter Lebensbornu pozwalał na nadinterpretację i podkreślanie przez jego obrońców tylko charakteru opiekuńczego. „W rzeczywistości Lebensborn posiadał dwa całkiem różne oblicza – jedno oficjalne, statutowe, przybrane w maskę społeczno-charytatywną, drugie zdecydowanie przestępcze”. To na tym pierwszym skupiała się obrona. Autor zadał sobie trud napisania tej demaskatorskiej pozycji, by odpowiedzieć na jedno pytanie – „Czy Lebensborn był jedynie instrumentem „polityki kadrowej” i rozrodu programowanego – jak to widzą niektórzy – czy też zinstytucjonalizowanym przez reżim sytemu rodzenia dzieci, sprowadzaniem kobiety do roli narzędzia reprodukcji, przejawem totalnej dehumanizacji uczuć i pragnień”? Do zagadnienia podszedł bardzo rzeczowo i skrupulatnie, zaczynając od genezy Lebensbornu, jego przeznaczenia, wpasowania w politykę rasową III Rzeszy, a następnie przechodząc do szczegółów – przestrzeganych w nim zasad i regulacji prawnych, obowiązującej hierarchii, koligacjach i współpracy z innymi organizacjami i stowarzyszeniami, finansów i źródeł dochodów, a także rozmieszczenia siedzib i ośrodków na terenie Niemiec i Europy. A przy okazji wręczył klucz „do zrozumienia , w jaki sposób europejski naród o wysokiej kulturze potrafił przy pomocy indoktrynacji i zabiegów socjotechnicznych aparatu propagandy wkroczyć na drogę okrucieństwa, sadyzmu i krańcowej bezwzględności.” Książkę wyposaża w bogaty aparat informacyjny – bibliografię, przypisy, wykaz stopni służbowych SS, zestawienie ważniejszych skrótów i nazw, a nawet w krótkie streszczenia zawartości treści w języku rosyjskim, niemieckim i angielskim. Swoje dochodzenia i dociekania popiera dowodami – dokumentami z procesów norymberskich, oryginalnymi wytycznymi i listami wymienianymi między urzędnikami niemieckimi, które często publikował w książce, sprawozdaniami z działalności, a przede wszystkim zeznaniami, relacjami i opowieściami świadków. Ofiar higieny rasowej. Rozdział je zawierający wymownie zatytułował „Nazistowskie tarliska”. Dla autora te tragiczne historie losów ludzkich były bardzo ważne. To one, według niego, pośrednio udowadniały zbrodniczą działalność Lebensbornu. W latach 80. XX wieku, gdy zbierał materiały do tej publikacji, a potem jej poszerzonych wznowień, nadal brakowało mu dowodów w kwestiach mniej znanych, bo pilnie strzeżonych i utajnianych przez SS, jak właśnie domy kopulacyjne, kradzież dzieci narodów zniewolonych czy reprodukcja dzieci z jeńców wojennych i osób objętych pracą niewolniczą. Przyznając się do tego, szczerze pisał – „Może kiedyś czyjeś pamiętniki lub inne formy przekazu odsłonią bliżej ten tajemniczy rozdział praktyk Lebensbornu. Obecnie możemy się posłużyć pewnymi wątkami i przesłankami, które razem wzięte, w powiązaniu z nadbudową ideologiczną nazizmu, składają się na ogólny obraz, zasługujący na miano domniemań faktycznych, a więc nie odbiegający od prawdy.” Obecnie wiemy już prawie wszystko o Lebensbornie, który wymieniany jest jako jeden z niepodważalnych elementów polityki rasowej i eugeniki chociażby w takich publikacjach, jak „Sprawczynie” Kathrin Kompisch. Autor jednak nie pozwala spoczywać na laurach, dyskretnie pozostawiając czytelnikowi misję trwania przy prawdzie, pisząc – „Osiągnięcie bezwzględnej prawdy obiektywnej będzie tu miało znaczenie lekcji historii, ostrzegającej przed powtórzeniem tego rodzaju zamierzeń i praktyk.” Współcześnie próba rehabilitacji narodu niemieckiego III Rzeszy i rozmycie odpowiedzialności za zbrodnie dokonuje się nie za sprawą ich obrońców, ale za sprawą uczłowieczania katów, jak choćby w „Lektorze” Bernharda Schlinka, niedbałości historycznych powielanych w literaturze beletrystycznej (to z powodu niedosytu po powieści „Lebensborn” Jo Ann Bender sięgnęłam po tę rzeczową publikację)czy opracowaniach historycznych powstających poza granicami Polski. Błędów historycznych popełnianych świadomie lub nieświadomie. Również w postaci filmów dokumentalnych realizowanych przez przypadkowych reporterów i reżyserów. I o takich nagminnych przypadkach również autor wspomina. W jakiejś mierze ta publikacja jest również odpowiedzią na takie próby zafałszowania historii. Ripostą na pełną błędów książkę dziennikarzy francuskich Marca Hillela i Clarissy Henry – „W imię rasy” oraz filmu pod tym samym tytułem. Ta pozycja to dobre narzędzie, które wyposaża czytelnika w obiektywną wiedzę oraz uczula na nieścisłości, by za każdym razem reagować. I uwaga techniczna dla wzrokowców poszukujących tej pozycji. Książka kiedyś wydana w obwolucie widocznej na pierwszym zdjęciu, obecnie, po kilkudziesięciu latach, może już jej nie posiadać. Dlatego jej wygląd może być zupełnie inny. http://naostrzuksiazki.pl/
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na86 lat temu
Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady Patrick Montague
Chełmno. Pierwszy nazistowski obóz zagłady
Patrick Montague
Jedna z wielu książek o tematyce obozowej które czytałem. Tematyka obozu w Chełmnie nad Nerem nie była mi w ogóle znana. Książkę kupiłem i sumiennie przeczytałem. Książka była droga, bo kosztowała całe 44.90 zł, ale nie żałuję wydanych pieniędzy. Jest to praca naukowca więc wymaga wielkiego skupienia w lekturze. Opis funkcjonowania machiny śmierci opisany w jest w najdrobniejszych detalach. Wyczerpująco i przerażająco jednocześnie. W książce są również zdjęcia oraz arcyciekawe fragmenty świadectw ocalonych, ofiar systemu nazistowskiego [niemieckiego]. Czytając książkę miałem ciągle w pamięci fragmenty najważniejszego według mnie filmu o zagładzie europejskich Żydów czyli „Shoah” w reżyserii Claude’a Lanzmann’a. Film pochodzi z 1985 roku i jako ciekawostkę można podać fakt, że w czasach minionego na szczęście PRL-u był dostępny jedynie w okrojonej na potrzeby reżimy wersji. Oryginalna, nieokrojona wersja trwa aż… 9.5 godziny. Reżyser przygotowywał ten film przez 11 lat. W każdym bądź razie, każdemu komu mogę, polecam ten wielogodzinny, porażający dokument. Jest w tym genialnym filmie również poruszające świadectwo ocalałego z obozu zagłady w Chełmnie, polskiego Żyda urodzonego w Łodzi – Szymona Srebrnika [ur. 1930 – zm. 2006 w Izraelu], który do obozu trafił jako bardzo młody chłopiec. Hasło o nim można sobie zresztą przeczytać w polskiej Wikipedii. Podana jest tam informacja, iż Szymon Srebrnik jako „jedna z sześciu osób” przeżyła Kulmhof [niemiecka nazwa obozu w Chełmnie]. Można sobie również obejrzeć relację Srebrnika, czyli wywiad z nim francuskiego reżysera Claude’a Lanzmann’a [ur. 1925 – zm. 2018], niestety również świętej pamięci. Wywiad z ocalonym bohaterem dostępny jest, a przynajmniej powinien być, na nieocenionym YouTube’ie w nieokrojonej na potrzeby filmu, dużo dłuższej wersji. Gorąco polecam. Na okładce książki o obozie w Chełmnie jest też zapowiadający miejscami bardzo wstrząsającą lekturę fragment świadectwa jednego z więźniów: „Trudno opisać makabryczny obraz, jaki ujrzeliśmy. Z auta ściągano lub znoszono ludzi anor­malnych lub, jak przypuszczaliśmy, ludzi nieuleczalnie chorych, bo część całkiem normalnie się zachowywała, a po wyglądzie można było poznać, że są to prostytutki. Były i zdzie­cinniałe staruszki, i dzieci kilku- i kilkunastoletnie. Wszyscy zostali wpędzeni wśród bicia i wyzwisk do jednej z cel. Jakiś czas dolatywały jeszcze głosy, później już wszystko ucichło”. Ogólnie brawa i wielki szacunek dla wydawnictwa Czarne za wydawanie tak interesujących i ważnych książek. Jedyny zarzut jaki mam, to fakt, że książka do tej pory nie ukazała się w formie e-book’a. Można ją jednak jeszcze znaleźć w serwisie z „gryzoniem w tle”. Od siebie mogę jeszcze polecić archiwalny wywiad z francuskim reżyserem Claude’em Lanzmann’em jaki już przeszło 20 lat temu ukazał się na łamach „Polityki”: https://tesinblog.wordpress.com/2017/12/21/sobibor-po-shoah-claude-lanzmann-wywiad-polityka-nr-7-2003/
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na91 rok temu
Na białych Polaków obława Grzegorz Motyka
Na białych Polaków obława
Grzegorz Motyka
Wydana niedawno praca Grzegorza Motyki w ogólny i przystępny sposób przybliża problem walk polskiego podziemia antykomunistycznego z wojskami nowego zaborcy – ZSRS. Ale, należy na wstępie podkreślić, autor gwarantuje rzetelne i wnikliwe podejście do tematu. A przy tym zbadanie nieokreślonej liczby materiałów źródłowych w polskich i rosyjskich archiwach. Zadziwiająca jest dla mnie pobłażliwość autora przy opisie pogromu kieleckiego, kiedy pisze jedynie o domniemanej komunistycznej prowokacji. Ja zaś słyszałem o tym, że to w ubeckiej rodzinie przetrzymywano polskie dziecko rzekomo porwane przez Żydów, agresję na Żydach rozpoczęli wojskowi z „ludowego„ WP i KBW, większość uzbrojonych w pałki robotników to komunistyczni aktywiści, a będący w mieście Sowieci nawet nie ”kiwnęli palcem”… Grzegorz Motyka nie ma za takiej wspaniałomyślnej pobłażliwości dla ludzi z NSZ przy opisie nie do końca przecież wyjaśnionych zdarzeń pod Rząbcem oraz w Wierzchowinach. W tych miejscach autor nie mówi już o „domniemanej winie” NSZ, ale jednoznacznie przypisuje cała winę żołnierzom narodowej organizacji zbrojnej. Książkę Na białych Polaków obława mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto choć trochę interesuje się historią Polski. A na pewno każdy zainteresowany dziejami Żołnierzy Wyklętych i ich nierówną walką, powinien koniecznie sięgnąć po najnowszą książkę Grzegorza Motyki. Pracę, która w znakomity sposób uzupełnia dotychczasową wiedzę o polskim podziemiu antykomunistycznym. (https://historia.org.pl/2014/11/17/na-bialych-polakow-oblawa-wojska-nkwd-w-walce-z-polskim-podziemiem-1944-1953-g-motyka-recenzja/)
Szymon Nowak - awatar Szymon Nowak
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Obozy pogardy. Komunistyczne obozy represji w Polsce 1944-1956


Ciekawostki historyczne