
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Initial D 1

- Kategoria:
- komiksy
- Format:
- papier
- Cykl:
- Initial D (tom 1)
- Tytuł oryginału:
- 頭文字D
- Data wydania:
- 1995-11-06
- Data 1. wydania:
- 1995-11-06
- Język:
- japoński
- ISBN:
- 9784063235678
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Initial D 1 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Oceny książki Initial D 1
Poznaj innych czytelników
99 użytkowników ma tytuł Initial D 1 na półkach głównych- Przeczytane 68
- Chcę przeczytać 31
- Posiadam 23
- Manga 15
- 2023 5
- Ulubione 3
- 2024 2
- Mangi i Mahwy 2
- Komiksy 2
- J.P. Fantastica 2


















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Initial D 1
Fajnie się to czytało, ale mam wrażenie, że historia miejscami jest za bardzo przeciągnięta i nie ma w sobie tego ,,mięsa" fabularnego. Postacie poboczne potrafią zirytować głupimi przytykami w stronę głównego bohatera. Na plus - fajna kreska, raj dla tych zainteresowanych japońską motoryzacją.
Fajnie się to czytało, ale mam wrażenie, że historia miejscami jest za bardzo przeciągnięta i nie ma w sobie tego ,,mięsa" fabularnego. Postacie poboczne potrafią zirytować głupimi przytykami w stronę głównego bohatera. Na plus - fajna kreska, raj dla tych zainteresowanych japońską motoryzacją.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie da się nie szanować tego rodzaju tworów popkultury, czy to filmu aktorskiego lub serialu, albo i animacji: od tradycyjnej amerykańskiej, aż po niestandardowe podejście ,,rysunkowego kreślenia rzeczywistości”, rodem z Europy, a także i z kraju kwitnącej wiśni, które to charakteryzują się naturalnym i bardzo inspirującym podejściem do sportu, do intuicyjnego kreowania i ukazywania historii sportowców i ich procesu sportowo-wysiłkowej samorealizacji, ot przekraczania granic i szukania drogi do ciągłego rozwoju: sportowców, którzy to nigdy, ale to przenigdy się nie poddadzą. Nie da się nie ,,lofciać” takich opowieści w naszej jakże bogatej kulturze masowej, które przekraczają ramy pojęcia ,,kultury popularnej”, stając się czymś inspirującym, czymś co należy podziwiać i brać przykład - opowieści z granicy szeroko rozumianego sportu, które ukazują o wiele, wiele więcej prawdziwego i szczerego dramatyzmu, tych ludzkich głębszych, po prostu prawdziwych doznań i emocji, które towarzyszą każdemu, czy to amatorowi czy rozwijającemu się sięgającemu po drogę ku zawodowstwo, sportowcowi, niż mamy to w typowym filmie, serialu czy książce, które ,,niby jakoś nas poruszają”.
Nie da się nie podziwiać zyskujących coraz większą popularność, nawet i wśród zatwardziałych popkulturowych nerdów, ,,sportówek” (bo to właśnie o nich niniejszym, a przede wszystkim w powyższym wstępie do recenzji pewnego wymownego ,,sportowego dzieła” mowa),szczególnie jeśli robią na odbiorcy, i to nie na jednostce, a rzeszy fanów potężne ,,wrażenie!”, i to jakie... bo otwierające drogę ich odbiorcy do wewnętrznej zmiany, do stania się kimś kim się jeszcze nie było, kim chciało się po prostu stać – zwłaszcza jeśli takowa ,,sportówka” uderza w odbiorcę nie poprzez film czy serial, ale poprzez medium książkowe lub uściślając: medium komiksowe, gdzie jak dobrze wiemy często to tylko i aż obraz stanowi nadrzędną opowieść, gdzie opowieść to ruch, gdzie ruch to jak wiemy idea wszystkiego co nazywamy sportem. Wśród komiksów najlepsze i najbardziej znaczące dla nazwijmy to ,,rozrywkowego ducha sportu w masówce” są treści publikowane w konwencji japońskiej narracji graficznej – a rzecz rozchodzi się o komiksową formę historii zwaną ,,mangą”. Choć zabrzmi to dziwnie, ale cały ten sportowy dynamizm i okoliczności tego nie tyle co ,,gatunku sportowego” w mandze, gdzie liczy się świetnie przedstawiania życiowa, często niepozbawiona tragicznych okoliczności oraz, żeby nie było, multum okazji ,,do podniesienia się z kolan” naszych bohaterów , co samo w sobie jest mocną drogą do szerokiej interpretacji, refleksji i zmiany własnej, z perspektywy czytelnika, życiowej drogi, najlepiej sprawdza się właśnie w mandze. Pisząc jeszcze ściślej: często konwencja japońskiego komiksu o sporcie w swych niezliczonych tworach, które powstały od co najmniej 45 lat, przebija to jak głęboko z odpowiednią dozą barwnych i nader ciekawych emocji fabułę i cały miks jej okoliczności o samym sporcie (bez względu na dyscyplinę, rodzaj bohaterów, kraj rozgrywek etc.) opowiada ,,niby-żywy i jakże cudowny!” aktorski film lub serial, nie wliczając w to nurtu dokumentalnego czy reporterskiego, bo te przebijają w tym względzie wszystkie ,,sportówki” razem wzięte. I tak, za potwierdzenie geniuszu uwydatnienia istoty ,,sportówek” dla całego grona popkulturowiczów, a także dla samej kultury ludzkiej, posłuży przykład niedawno przeczytanego, ba!, doświadczonego z niewiarygodnie pozytywnym vibe’em i uśmiechem podczas aktu lektury rozpostartego na moją całą ,,sportowo-geekowską” facjatę pierwszego z wielu z cyklu tomu mangi: Kapitan Tsubasa. To tu autor przygód dzielnego piłkarza o niezmierzonym głodzie samorozwoju i ciągłego wygrywania, Yoichi Takahashi był w stanie stworzyć narrację opartą o barwną i emocjonującą fabułę, z świetną, nietypową ,,kreską” – narrację, która rozgrywa się w odpowiedni dla ,,sportówki” dynamiczny, ale i konsekwentny sposób, opierając oś opowieści na naszym ,,MC”, Tsubasie Ozorze, gdzie najistotniejsze okazało się, nie tyle co ukazanie tego jak bezgranicznie oddanym się swej pasji jest atletą, ale, co tego… jakim jest się przede wszystkim człowiekiem, niezaślepionym tylko jednotunelowym, płaskim widzeniem świata przez ,,sportową dziurką do klucza, ale kimś z prawdziwym sercem”.
Fakt faktem, nie samym ,,Kapitanem Tsubasą” w mangach dedykowanych sporcie i ciągłemu fizycznemu rozwoju człowiek żyje. Oj nie. I przyznam się szczerze, lofciam fanowsko tego rodzaju ,,sportówki”, które już na wstępie, co zrobił m.in. sam mangowy Tsubasa, o którym mowa, prezentują całą swoją treścią coś dużo więcej niż ,,taką tam sobie” dwuwymiarową, obrazkową historię: lepiąc z gliny po prostu coś naprawdę totalnie urzekającego, oryginalnego, i tak jak podkreślałem powyżej, życiowo inspirującego. I stało się, udało mi się natrafić, częściowo przypadkowo, częściowo z racji poszukiwań czegoś w zawodowych rozgrywkach sportowych czy wyścigach samochodowych egzotycznego na pewną mangę z omawianego nurtu, potem w końcu ją kupić, i ostatecznie z radością i końcowym podziwem dla tytułu przeczytać ją i dodać do swej sportowo-fanowskiej kolekcji. Rzecz jasna chodzi o pierwszy tom ,,Initial D” autorstwa Shuuichiego Shigeno – komiksu, o którym powiedzieć, co zabrzmi troszku paradoksalnie, że jest typową ,,sportówką”, to jakby niedopowiedzenie. Bo pilot tej ,,ścigałkowej” mangi to coś więcej niż sport i ciągły samorozwój – to opowieść o dążeniu do sportowo-wyścigowo-driftowej perfekcji, na którą jednak… trzeba sobie zasłużyć, dla której trzeba walczyć o każdą chwilę uwagi, o odpowiedni moment, aby zabłysnąć i tchnąć w ducha sportowego rozwoju przepotężną iskrę nadziei i życiowej mocy. Zresztą, na ponad 420 stronach polskiego wydania tomu no.1 ,,Initiala”, za które to odpowiada najsłynniejsza ,,mangowo-wydawnicza” na naszym rodzimym rynku firma, J.P. Fantastica, i to wydania drukowanego na dość miękkim i elastycznym papierze z solidną miękką okładką i wpasowującą się w jej graficzny styl na całej strukturze kolorową, o barwie ,,opalonej pomarańczy”, obwolutą, którą dzieli na połowie długość fantastycznie zaprojektowany wąski pasek grzbietu z dziarsko wklejonym tu napisem ,,Initial D”, nazwiskiem autora i tą ,,jedynką”, określającą start tak niesłychanej wyścigówkowo-sportowej mangi, dominuje historia zwykłego, naprawdę dość typowego ,,noname’a”, który w wyniku pewnego splotu okoliczności zyskuje życiowy cel i chęć ciągłego w nim nietypowego sportowego (w końcu to drift, a to też jakby nie patrzeć rodzaj sportu) rozwoju oraz wysokooktanowa wojna driftowa: walka w motorsporcie ulicznym o najwyższe osobnicze cele, w tym również o szacunek, rozgłos, o nabycia statusu ,,untamed” – kogoś niezwyciężonego, niepowstrzymanego, nietykalnego, pozbawionego lęku i strachu przed byciem ,,wiecznie tym drugim” mistrza.
,,Initial D" w mandze startuje jako taka mieszanina sprzeczności – ktoś tak normalny jak Takumi obracający się w tak przeciwnym jego introwertycznemu charakterowi ekstremalnym środowisku, robiący z tego rodzaju wyzwania i próby (a tego po nim po prostu nie widać!): sposób na życie, na pójście określonym szlakiem rozwoju, to rzecz niesłychana, coś paradoksalnego, niczym nieoczekiwana inspiracja dla samych ,,sportówek” w mandze. I co ciekawe, w trakcie, a najbardziej po lekturze pilota ,,Initial D”, można dojść do wniosku, że nie trzeba tu żadnych piłkarzy, koszykarzy, golfistów etc., aby w komiksowych sportowych narracjach przedstawić naprawdę potężny emocjami, losami postaci i tempem narracji dość ambitny ,,sportówkowy” tytuł. I żeby było ciekawie… prezentowane są tu godne ,,boostowania” mocy i energii pojedynków na murawie boiska piłkarskiego, parkietu do koszykówki, czy pola golfowego wyzierające z kadrów licznych sportowych mang, momenty. I są to te to uliczne pojedynki, te dzikie wręcz wyznaczniki tajemniczego półświatka w obrębie motorsportu, którym jest przepełniony testosteronem i piskiem opon drift. Przez całe ,,bite” ponad 420 stron niepatyczkującej się z niczym, wrzucającej powoli coraz wyższy bieg i intensywniejsze obroty ,,czytelniczego silnika” mangi otwierającej Świat ,,Initial – D”, w którym dominuje ekspresyjny drift, same momenty, nazwijmy to, ,,wyścigo-rywalizacji"... nie trwały długo – to, sądzę, sama fabuła prowadziła do ich ,,finiszowania”, to wątki motorsportowe były tu zwieńczeniem jakiejś małej historii najczęściej niepozbawionej suspensu (i to okazało się dość intrygujące, jak na ,,ścigałkową sportówkę”),owijającej się tematycznie wokół sylwetki naszego ,,MC”, Takumiego, jego najbliższych kumpli, legendę driftu, czyli jego ojca, oraz powoli wyłaniających się, dojrzewających jako rasowych dla Takumiego rywali, braci Takahashi. I to jest w tej opowieści, a to dopiero tom 1, bardzo dobrym rozwiązaniem, zważywszy na fakt, że oglądana równolegle przeze mnie wersja animowana ,,Initiala” zwana ,,First Stage” w niektórych elementach fabularnych i graficznych nie dorównuje oryginałowi, czyli nieoczekiwanie pierońsko dobrej mandze!
Drift w wydaniu Shigeno to prawdziwy, nie biorący jeńców na pokład, bardziej dziki i nieokrzesany, naturalny rodzaj sportu, egzystujący sobie gdzieś na uboczu we własnym mikrokosmosie relacji, osiąganych rezultatów, specyficznego rodzaju sławy. Dostałem na tacy, jako formę naprawdę sytego posiłku, do którego nie trzeba mi było ,,zapchajdziurowej” dokładki, rodzaj sportu, opowiadanego przez naturalne, awanturnicze życie ,,ulicy”, bezsennych miast lub wielkich metropolii – tę naturalność okoliczności i świata przedstawionego czuć wręcz w niniejszym wydaniu ,,totalistycznie!”. A zasługą tego jest m.in. odpowiedni rodzaj indywidualnie podchodzących do swoich pasji dość oryginalnych postaci, także odpowiedni rodzaj stosowanego słownictwa, jak m.in. nazywanie wyczynowo uprawiających drift ,,ścigantami”, czy określanie najszybszego wozu w stawce dość luźno ,,starą 86-tką rozwożącą Tofu”, oraz wtłoczenie odpowiednich ,,momentów” lub okoliczności dla samych wydarzeń, jak ów ciekawy motyw szklanki wody, którą stawiano do auta prowadzonego np. przez Takumiego, którą proponował mu jego ojciec. Przechylenie się naczynia podczas gwałtownych skrętów ,,86-tką" do granicy wylania się wody, decydowało o zachowaniu balansu driftu i płynnej jeździe.
Rysunek w pilocie ,,Initiala" może i nie jest bardzo ,,bajkowy” i super dokładny, ale ma on bardzo dziki, jakby ,,plemienny” dla życia ulicy i driftu styl: szarpnięcia, pociągnięcia, nierówna podaż czarnych odcieni, no i te ,,plastusiowe” mordy bohaterów, które równie dobrze mogłyby momentami być jednym wielkim memem. Tak, czarno-biały typowo japoński styl graficzny opowiada tu ,,za tysiąc barw za jednym zamachem”, czyli wypisz wymaluj: ,,kreska” z perspektywy upływu czasu od daty debiutu tejże serii na rynku w Japonii a potem na świecie ma idealny vibe oldschoolu, ale zarazem energię godną pozazdroszczenia. Tak, do tej pory wydawało mi się, że o ,,sportówkach” w mandze wiem sporo. Ale… w momencie zakończenia lektury pilota ,,Initiala” musiałem zmienić swoje zdanie w tym względzie, oj musiałem. I z graniczną cierpliwością czekam na kupno tomu drugiego i jego lekturę.
Nie da się nie szanować tego rodzaju tworów popkultury, czy to filmu aktorskiego lub serialu, albo i animacji: od tradycyjnej amerykańskiej, aż po niestandardowe podejście ,,rysunkowego kreślenia rzeczywistości”, rodem z Europy, a także i z kraju kwitnącej wiśni, które to charakteryzują się naturalnym i bardzo inspirującym podejściem do sportu, do intuicyjnego kreowania i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jest naprawdę tragiczna maga - jedna z najgorszych, jakie czytałam: naiwna ramota, pełna nieśmiesznych żartów, koślawego fanserwisu i w dodatku główna bohaterka nie ma nosa. Fabuła wieje nudą. Nie rozumiem tak wysokiej oceny na LC. Zdecydowanie lepiej przeczytać serię Oh! My Goddess!
To jest naprawdę tragiczna maga - jedna z najgorszych, jakie czytałam: naiwna ramota, pełna nieśmiesznych żartów, koślawego fanserwisu i w dodatku główna bohaterka nie ma nosa. Fabuła wieje nudą. Nie rozumiem tak wysokiej oceny na LC. Zdecydowanie lepiej przeczytać serię Oh! My Goddess!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOgólnie nie lubię ściganek. Zarówno filmów jak i książek manga, czy w realu autostrad. Ale manga mnie wciągnęła. Podobała mi się.
Ogólnie nie lubię ściganek. Zarówno filmów jak i książek manga, czy w realu autostrad. Ale manga mnie wciągnęła. Podobała mi się.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietnie się to czytało, kolejna starsza i bardzo dobra pozycja.
Świetnie się to czytało, kolejna starsza i bardzo dobra pozycja.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiewiele osób kojarzy, ale to protoplasta ,,Szybkich i wściekłych''. Ściganci z prefektury Akina pod osłoną nocy urządzają wyścigi samochodowe w downhill. Zjeżdżają z górskich przełęczy, aby udowodnić, kto jest najszybszy w mieście. Takumi, główny bohater tejże serii, nie zna się na mechanice czy specyfikacji dwuśladów. To zamyślony młodzieniec, który nie ekscytuje się miejscową rywalizacją. Nic nie wskazuje na to, że jest dobrym kierowcą, a jednak - jako dostawca tofu wyrobił w sobie rytm i zabójczą prędkość, gdyż jazda po górach nie sprawia mu większej przyjemności, ponieważ jest na etapie, kiedy jeszcze nie wie, że wyścigi potrafią poruszyć uśpionego wariata.
W przeciwieństwie do amerykańskiej wersji ,,Szybkich i wściekłych'' porusza się tu tematy, które mogłyby zbić z tropu niejednego entuzjastę koni mechanicznych. Jedna z dziewczyn po szkole ,,dorabia'' jako kobieta do towarzystwa. Jak na serię, która ma obfitować w wyścigi nocne - zaskakuje ilością wątków obyczajowych. ,,Initial D.'' to seria, gdzie miłostki będą grać ważną rolę w sercach ścigantów. Seria godna polecenia.
Niewiele osób kojarzy, ale to protoplasta ,,Szybkich i wściekłych''. Ściganci z prefektury Akina pod osłoną nocy urządzają wyścigi samochodowe w downhill. Zjeżdżają z górskich przełęczy, aby udowodnić, kto jest najszybszy w mieście. Takumi, główny bohater tejże serii, nie zna się na mechanice czy specyfikacji dwuśladów. To zamyślony młodzieniec, który nie ekscytuje się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTakumi Fujiwara jest licealistą, który na pozór niczym się nie wyróżnia, jednak w nocy pomaga swojemu ojcu w dostarczaniu towarów. Czy śnieg, czy deszcz Takumi jeździ z tofu po Akinie. Akina jest górą, na której spotykają się ściganci i pech chciała, że Takumi trafia na jednego z najlepszych. Keisuke myśli, że przegrał z duchem jakieś zmarłego kierowcy... Koledzy na ze stacji benzynowej, na której dorabia Takumi, należą do jednego z klubów ścigantów. Wszyscy zaczynają szukać szybkiego kierowcy rozwożące tofu, Toyotą AE86 w kolorze panda... Takumi musi zmierzyć się z Takahashi i od tego momentu zaczyna się jego historia jako ściganta. Ale jakim cudem tak młody dzieciak może być tak dobry? Czyżby to zasługo treningu, który polegał na dostarczaniu tofu?
-----------
Na wstępie muszę zaznaczyć, że moja ocena będzie nieobiektywna. Pierwszym anime, które obejrzałam i mangą, którą przeczytałam, było właśnie Initial D. I jak tu być obiektywnym :D
Uważam, że Shuuichi Shigeno rysuje takie sobie postacie, ale samochody są cudowne. Chyba głównie czytałam ze względu na wyścigi i oglądanie aut. Postacie są napisane, stworzone w ciekawy sposób. Mają zazwyczaj jakąś ukrytą historię, przeszłość, o której później się dowiadujemy. Paradoksalnie jednak Takumi wydawał mi się płytki i nijaki, ale wynagrodzili mi to moi ulubieńcy bracia Takahashi. Żeby nie było tak cudownie, nie podobała mi się końcówka serii i zakończenie...
Jednak nadal całą serię oceniam na 10. Jest w niej coś takiego, co zachęca, żeby jeszcze raz po nią sięgnąć...
Takumi Fujiwara jest licealistą, który na pozór niczym się nie wyróżnia, jednak w nocy pomaga swojemu ojcu w dostarczaniu towarów. Czy śnieg, czy deszcz Takumi jeździ z tofu po Akinie. Akina jest górą, na której spotykają się ściganci i pech chciała, że Takumi trafia na jednego z najlepszych. Keisuke myśli, że przegrał z duchem jakieś zmarłego kierowcy... Koledzy na ze...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to