The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia

Okładka książki The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia autorstwa Aaron Campbell, Garth Ennis
Okładka książki The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia autorstwa Aaron Campbell, Garth Ennis
Garth EnnisAaron Campbell Wydawnictwo: Planeta Komiksów komiksy
148 str. 2 godz. 28 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Shadow, vol. 1: The Fires Of Creation
Data wydania:
2015-11-30
Data 1. wyd. pol.:
2015-11-30
Liczba stron:
148
Czas czytania
2 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788394347314
Tłumacz:
Maciej Drewnowski
Jest rok 1938. Elity wojskowe decydują o losach świata. Działający z ukrycia „Cień” wie wszystko o tym, jak się potoczą. Podczas krwawej rzezi, która pewnego wieczora wybucha w nabrzeżach Nowego Jorku, tajemniczy bohater pozwala wciągnąć się w intrygę mającą rozbić międzynarodową szpiegowską sieć. Rozpoczyna się niebezpieczna gra, a stawka rośnie z każdą stroną komiksu. Wynik zna tylko Cień...

Wyrachowany lecz honorowy Cień (The Shadow) ma hipnotyczny wpływ na czytelników od dziesięcioleci.. Obecny w amerykańskiej popkulturze od ponad 70-ciu lat jest bohaterem komiksów, powieści, opowiadań i słuchowisk radiowych. Mógłby być jednym z pierwszych idoli Batmana. Teraz wkracza na polski rynek wydawniczy w świeżej interpretacji Gartha Ennisa i Aarona Campbella . Dodatkowym atutem są piękne okładki Alexa Rossa.

W ogniu stworzenia to nie tylko świetny komiks akcji. Fikcja przenika się tu z rzeczywistością. Intryga nawiązuje do kluczowych dla II-giej Wojny Światowej wydarzeń i pozwala przyjrzeć im się z odrobiną dystansu. Być może nawet zmienić punkt widzenia? Kto wie? Wie tylko Cień!
Średnia ocen
6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia

Średnia ocen
6,0 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia

avatar
1303
601

Na półkach:

Majstersztyk! Co za energia opowiadania! I ta brutalność?! Po Cieniu się tego nie spodziewałem... Tymczasem on nie bierze jeńców. Także spośród czytelników. Warto!

Majstersztyk! Co za energia opowiadania! I ta brutalność?! Po Cieniu się tego nie spodziewałem... Tymczasem on nie bierze jeńców. Także spośród czytelników. Warto!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
528
183

Na półkach:

Lubię postać Cienia i niestety spodziewałem się czegoś lepszego.
Może jeszcze wyjdzie jakieś kolejne wydanie i dam jeszcze szansę.

Lubię postać Cienia i niestety spodziewałem się czegoś lepszego.
Może jeszcze wyjdzie jakieś kolejne wydanie i dam jeszcze szansę.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1247
292

Na półkach:

Pomieszanie komiksu szpiegowsko-wojennego z superbohaterszczyzną. Tytułowy Shadow to alter ego amerykańskiego agenta, zamaskowany bohater, który nie ma litości dla przeciwników.
Wydarzenia osadzone są w czasie trwania II wojny światowej. Ogólnie ten komiks to raczej czytadełko, które trudno traktować poważnie. Ogólnie bieda, ale ocenę ratuje kilka fajnych twistów w końcówce.

Pomieszanie komiksu szpiegowsko-wojennego z superbohaterszczyzną. Tytułowy Shadow to alter ego amerykańskiego agenta, zamaskowany bohater, który nie ma litości dla przeciwników.
Wydarzenia osadzone są w czasie trwania II wojny światowej. Ogólnie ten komiks to raczej czytadełko, które trudno traktować poważnie. Ogólnie bieda, ale ocenę ratuje kilka fajnych twistów w końcówce.

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

31 użytkowników ma tytuł The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia na półkach głównych
  • 22
  • 9
20 użytkowników ma tytuł The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia na półkach dodatkowych
  • 9
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia

Inne książki autora

Okładka książki Punisher Max, tom 11 Jacen Burrows, Garth Ennis
Ocena 8,0
Punisher Max, tom 11 Jacen Burrows, Garth Ennis
Okładka książki Fury Max - Tom 2 Garth Ennis, Goran Parlov
Ocena 7,4
Fury Max - Tom 2 Garth Ennis, Goran Parlov
Okładka książki Darkness tom 1 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Ocena 7,1
Darkness tom 1 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Okładka książki Darkness tom 2 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Ocena 7,1
Darkness tom 2 Joe Benitez, Keu Cha, Garth Ennis, Brian Haberlin, Scott Lobdell, Whilce Portacio, Marc Silvestri, Michael Turner
Okładka książki Fury Max - Tom 1 Garth Ennis, Darick Robertson
Ocena 7,1
Fury Max - Tom 1 Garth Ennis, Darick Robertson
Okładka książki Rogue Trooper. Blighty Valley Garth Ennis, Patrick Goddard
Ocena 5,3
Rogue Trooper. Blighty Valley Garth Ennis, Patrick Goddard
Okładka książki Marvel Zombies: Czerń, biel i krew Allen Ashley, Garth Ennis, Alex Segura, Gail Simone, Rachael Stott, praca zbiorowa
Ocena 7,1
Marvel Zombies: Czerń, biel i krew Allen Ashley, Garth Ennis, Alex Segura, Gail Simone, Rachael Stott, praca zbiorowa
Garth Ennis
Garth Ennis
Garth Ennis (ur. 16 stycznia 1970) - irlandzki twórca komiksów, najlepiej znany ze swych prac dla wydawnictwa DC / Vertigo gdzie tworzył serię Kaznodzieja. Uznanie przyniosła mu też praca nad serią Punisher, oraz takimi komiksami jak Hellblazer, autorski Hitman, Judge Dredd, The Authority i wiele innych. Jego prace odznaczają się czarnym humorem, przerysowaną przemocą, sprzeciwem wobec zorganizowanej religii, obrazoburczością i eksploracją wątków o zabarwieniu homoseksualnym.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia przeczytali również

Hulk: Szary Jeph Loeb
Hulk: Szary
Jeph Loeb Tim Sale Matt Hollingsworth
Jeśli chodzi o fabułę komiksu, to w wielu swoich aspektach jest ona dość prosta. Potrafi być jednak angażująca i satysfakcjonująca. Na kolejnych stronach autor w naprawdę niezłym stylu zobrazował bowiem początek konfliktu z generałem Rossem, wpływ bycia Hulkiem na psychikę Bannera oraz to jak jego ukochana łagodziła jego szalone alter ego. W kolejnych rozdziałach Jeph Loeb serwuje więc bardzo przemyślaną i należycie zbalansowaną mieszankę emocji, dramaturgii i akcji. Miłośnicy komiksu superbohaterskiego ze stajni Marvela na pewno nie będą mieć tutaj powodów do narzekania na nudę. Szczególnie fanom powinna spodobać się zobrazowana (szerzej nieznana) konfrontacja szarego bohatera z Iron Manem (w bardzo klasycznym wydaniu). O ile scenariusz potrafi zachwycić naprawdę sporą grupę odbiorców, to już tak „kolorowo” nie jest w przypadku oprawy rysunkowej. Tim Sale postawił tutaj na mocno specyficzny klasyczny (pulpowy) kreskówkowy styl. Najbardziej przejawia się on w projektach postaci na czele z tytułowym Hulkiem, który przypomina Frankensteina. Jeśli jednak ktoś jest fanem takiej komiksowej formy, to będzie on potrafił docenić to, jak rysunki świetnie uzupełniają treść. Ponadto wielcy fani marki zauważą, że rysunki artysty są wielkim hołdem dla oryginalnego projektu Hulka Jacka Kirby’ego. https://popkulturowykociolek.pl/ecenzja-komiksu-hulk-szary/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na84 lata temu
Dżihad Igor Baranko
Dżihad
Igor Baranko
(...) Lektura tomu była dla mnie sporym zaskoczeniem, ponieważ dzieło ukraińskiego autora wyraźnie odróżnia się od innych jego komiksów, zigor którymi mieliśmy okazję się zapoznać (w Polsce wydano: Maksyma Osę oraz dwa tomy Egipskich księżniczek). Dżihad zaskoczył mnie zarówno rodzajem opowieści, jak i graficznym stylem, który natychmiast skojarzył mi się z pracami Mœbiusa. Natomiast skrypt wyraźnie trąci Jodorowskim. Zapożyczenia z obu panów są powierzchowne, nie one są najważniejsze i najciekawsze, należy je uznać raczej za kierunkowskazy. cenariusz Dżihadu jest produkcją oryginalną i samoistną. Straszną i śmieszną zarazem. Przywodzącą na myśl powieści Wiktora Pielewina, szczególnie Mały palec Buddy i Generation P. Akcja komiksu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w roku 2040. Skupiona została na imperialnych zapędach Rosji, która rządzona jest przez dyktatora Ivana Apelsynowa, niespełnionego pisarza science fiction. Trochę jest tak, jakby satrapa zamiast pisać rozdziały swej niepowstałej powieści, „pisał” historię Wielkiej Rosji. Bez wątpliwości jest szalony. Ma w planach podbić całą Azję i Europę. Uważa, że wielkość jego ojczyźnie zapewni nowe wcielenie Dżyngis-chana. Chce odrodzenia imperium w duchu panmongolizmu. Aby zapewnić sobie wsparcie przywódcy Mongołów, organizuje ekspedycję na Ukrainę, gdzie znajduje się ciało lamy, który ponoć posiadał wiedzę o tym, jak wskrzesić Dżyngis-chana. Brzmi absurdalnie, ale jak uczy historia, despoci miewają najdziwniejsze pomysły pod słońcem.... (...) Podczas lektury włos jeży się na głowie. Komiks zaskakuje od pierwszej strony i aż do ostatniej nie przestaje szokować. Wizja Wschodu przedstawiona przez Barankę to świat mroczny, groteskowy i absurdalny. Wydarzenia historyczne przemieszane zostały z religią i ezoteryką. (...) Zadziwiające, jak wizja przedstawiona ponad dziesięć lat temu, jest zborna z wydarzeniami, jakie rozgrywają się za naszą wschodnią granicą. „Dżihad” to pozycja profetyczna, a co za tym idzie – niepokojąca. Z jednej strony niby metafora, ale z drugiej rzecz „ku przestrodze”. - - - cały tekst można przeczytać tu: https://dybuk.wordpress.com/2015/07/06/dzihad/
giera - awatar giera
oceniła na610 lat temu
Bez przebaczenia Hermann Huppen
Bez przebaczenia
Hermann Huppen
W dzieciństwie zostałem zarażony miłością do westernów, choć nie przetrwała ona próby czasu w swej pierwotnej formie. Dziś nadal chętnie sięgam po ten gatunek i uwielbiam takie serie komiksowe jak choćby "Comanche", ale to już nie to samo zauroczenie co dawniej. Jednak czasem lubię wrócić na Dziki Zachód, szczególnie jeśli ten jest pokazany od swej mrocznej, bardzo brutalnej strony. "Bez przebaczenia" należy właśnie do takich historii. Zwięzła, brutalna opowieść o ludziach zabijających bez skrupułów. Jedni kryją się za płaszczykiem prawa inni nawet nie noszą maski. Jednak każdy z zabójców miał swój początek na drodze śmierci, często wcale nie taki oczywisty jakby się mogło wydawać. Fabuła skupia się głównie na dwóch postaciach. Pierwszą jest Buck Carter - przestępca, morderca i człowiek nie szanujący innych. Pod płaszczykiem zwykłego obywatela dopuścił się wielu zbrodni, za które nie ma zamiaru odpowiadać. Ściga go niejaki Masterton, szeryf federalny o rękach równie mocno pokrytych krwią niewinnych ludzi co u Cartera. Starcie tych dwóch mężczyzn szybko staje się prywatnym pojedynkiem w oczach czytelnika, przez co ciekawiej się to czyta. Do tego scenariusz nie przewiduje taryfy ulgowej dla nikogo w tym konflikcie. Winny czy nie, stary czy młody, kobieta lub mężczyzna - dla Cartera i Mastertona nie ma znaczenia kogo zabiją, byle dopaść tego drugiego. Tak naprawdę nie różni ich nic. Pierwszy zabija w imię zysku jako przestępca, a drugi robi to samo, tyle że z gwiazdą szeryfa na piersi. Jeden i drugi są gotowi poświęcić, każdego, nawet własną rodzinę, aby tylko wyjść cało z opresji i się na tym obłowić. Dlatego czytelnik czuje wręcz odrazę do tych postaci, jednocześnie zdając sobie sprawę, że są oni bardzo realistycznie zobrazowani. Na dalszym planie mamy kolejnego mężczyznę, w praktyce nastolatka, któremu nie było dane spokojnie dojrzeć i został pożarty przez zemstę obu rewolwerowców. Chodzi o syna Cartera, Jeba. Chłopak staje się ofiarą zarówno ojca jak i ścigającego go szeryfa oraz jego ludzi. W efekcie tego zmienia się i przeobraża w potwora, do którego łatwo dopiąć łatkę mordercy bez sumienia. Osamotniony, ścigany i pozbawiony złudzeń co do przyszłości szuka swego miejsca na świecie pałając nienawiścią do ludzi, którzy bezpośrednio przyczynili się do tego kim się stał. Tak naprawdę to jego historia jest tutaj najbardziej poruszająca i przykuwa uwagę widza. Po zakończeniu lektury pamiętamy też tylko młodego Jeba Cartera, gdyż reszta wydaje się przy nim tandetną historyjką wałkowaną milion razy w wszelkiej maści książkach lub filmach. Jednak to trochę za mało aby przyciągnąć uwagę czytelnika na dłużej. Owszem, rysunki są dobre, scenariusz poprawny, a całość czyta się naprawdę przyjemnie. Do tego w całej opowieści nie ma słodzenia, pójścia na skróty czy cukierkowego zakończenia. Mimo wszystko jesteśmy wstanie sporo przewidzieć, a i całość niespecjalnie nas zaskakuje. W moim wypadku, jako osoby która już nie wraca tak często do Westernów, była to przygoda jednorazowa. Miła, o ile mogę użyć tego słowa w odniesieniu do tego komiksu, ale nadal nie czuję chęci powrotu do tej historii. Z drugiej strony jest ona napisana tak realistycznie, że fanom tego typu formy może bardzo się spodobać. Najlepiej więc w tym wypadku sprawdzić samemu i, tak jak w życiu, przekonać się na własnej skórze z czym mamy do czynienia.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na63 lata temu
Undertaker - 2 - Taniec Sępów Xavier Dorison
Undertaker - 2 - Taniec Sępów
Xavier Dorison Ralph Meyer
Drugi album serii zamyka definitywnie przygodę z pierwszego dyptyku. Na każde zadane wcześniej pytanie, pada pełnoprawna odpowiedź. Czy satysfakcjonujące to już nieco inna kwestia. Ujmę sprawę w następujący sposób - mnie w ogólnym rozrachunku zadowoliły, ale mam kilka zastrzeżeń. Część elementów uważam bowiem za zbyt mocno naciągane. Fajnie współgrają w tej trochę zwariowanej opowieści, niemniej i tak nieco trudno w nie uwierzyć. Mimo wszystko komiks strasznie przypadł mi do gustu, choć już wiele razy wspominałem, że moja fascynacja westernami nieco przygasła. Lubię je co jakiś czas poczytać, ewentualnie obejrzeć coś z klasyków tego kina, ale to wszystko. Undertaker natomiast sprawił, że chce do niego wracać i to jest chyba najlepsza rekomendacja. Co sprawiło, że mam do tej serii takie podejście? Odpowiedź znajdziecie poniżej. Zacznijmy od tego, co w komiksie jest dla mnie najważniejsze - scenariusza. Tak. To nie rysunek, a opowiadana historia są w moim wypadku kluczowe, jeśli idzie o selekcję tego, co pozostawiam w moich zbiorach. czasem zdarzy się, że zostawiam sobie coś tylko i wyłącznie dla rysunku, jak np. dyptyk Monika od Scream Comics, ale to naprawdę rzadkość. Komiks wizualnie może mi się nie podobać, totalnie rozmijać się z moim gustem, jednak jeśli posiada dobrze skrojony scenariusz to ma szanse pozostać w moich prywatnych zbiorach. W przypadku Undertaker rysunek jest bardzo udany, ale co ważniejsze historia mocno mnie wciągnęła. Z jednej strony mnie to nie dziwi, bowiem Xavier Dorison już wielokrotnie udowodnił mi, że potrafi trafić w mój gust. W kolekcji mam Trzeci testament lub Sanktuarium, do którego bardzo często wracam. Przez długi czas znajdował się tam Fechmistrz, w kolejce czeka Long John Silver, a osobiście poluje na dyptyk Asgard. Jedyne czego nie umiem wybaczyć Dorisonowi to całkowite spartolenie serii Thorgal i jej spinoffu z Kriss de Valnor, choć z tego co udało mi się wygrzebać w sieci, wynika, że to nie jego wina. W praktyce pierwotny pomysł scenarzysty totalnie rozminął się z tym, co ostatecznie ujrzeli czytelnicy. Jeśli to prawda, to osoba za to odpowiedzialna, powinna dyndać na sznurze oblepiona smołą i pierzem. Zatem tak. W moich oczach Undertaker bardzo mocno broni się na polu scenariusza. Oto wędrowny grabarz Jonas Crow i jego sęp Jed (tak, gość oswoił sępa) wplątali się w ostrą kabałę. Muszą pochować trupa majętnego poszukiwacza złota, który dosłownie zeżarł swój majątek podczas ostatniego posiłku. Wkurzył tym pracujących dla niego górników, bowiem wcześniej sprzedał kopalnię gdzie pracowali, a na dokładkę kazał pochować się w innej, opuszczonej kopalni, zaś jeśli to nie nastąpi zostanie zamordowana pewna osoba. Wszystkiego ma dopilnować Panna Rose, guwernantka zmarłego, którą ten od lat próbował złamać i udowodnić jej, że jest tak samo zepsuta, jak inni mieszkańcy Dzikiego Zachodu. Rose postanawia jednak nie dać się pokonać znienawidzonemu pracodawcy i za wszelką cenę wypełnić jego ostatnią wolę, aby ocalić tajemniczego zakładnika. Niby wiem wiele, wszystko zostało bowiem przedstawione w pierwszym albumie, ale z czasem gdy poznawałem całą prawdę zostałem solidnie zaskoczony. Szczególnie w momencie ujawnienia zakładnika oraz osoby go przetrzymującej. W życiu bym się nie domyślił takiego obrotu spraw, co tylko ucieszyło moje nerdowskie serduszko. Ogromną rolę w tym elemencie fabuły, ale też kilku innych, jak pościg za grabarzem i jego ładunkiem, odegrały postacie drugoplanowe. Całość świetnie połączono, choć jak wspominałem wcześniej, kilka mniejszych elementów nie do końca mi pasowało. Z drugiej strony to rasowy komiks akcji, więc jestem gotów przymknąć na to oko. Historia z nieboszczykiem mającym brzuch pełen złota została ukończona. Ostatnia scena otwiera zatem drzwi na zupełnie nową przygodę, której nie mogę się doczekać. Grabarz i jego sęp ruszają dalej w świat, choć już nie samotnie. Niby szło to przewidzieć, ale i tak całość ciekawie skrojono. Wizualnie to bardzo porządny frankon, który wielce cieszy moje oko. Zarówno kolory jak i kreska to czysta poezja, zaś okładki to istny miód na moje oczy. Zostało mi zatem przeczytać drugi dyptyk i z wytęsknieniem oczekiwać trzeciego, który już jakiś czas temu zapowiedziano we Francji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Legendy Mrocznego Rycerza Tim Sale
Legendy Mrocznego Rycerza
Tim Sale Alan Grant Darwyn Cooke James Robinson Kelley Puckett
Batman jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci, nie tylko w świecie komiksu. Nie ważne czy ktoś się interesuje tą formą rozrywki czy nie, Bruce Wayne, multimilioner ratujące swe rodzinne miasto Gotham w czarno-szarym stroju z symbolem nietoperza na klacie, jest powszechnie znany. Jednak tylko osoby siedzące głęboko w komiksowym światku wiedza kim jest Tim Sale, amerykański rysownik, który z Batmanem również miał sporo do czynienia. Wydawnictwo Mucha Comics wydało w sierpniu 2015 roku album noszący zapadający w pamięć tytuł "Legendy Mrocznego Rycerza". Zawiera on pięć prac Tima Sale, z początków jego przygód z Nietoperzem. Jedne są dłuższe inne krótsze, a wszystkie opatrzone krótką notą od autora, który wspomina jak wyglądały jego pierwsze kroki na tym polu. Pozycja ciekawa nie tylko ze względu na walory estetyczne oraz, w pewnym sensie, historyczne, ale również fabularne. Trzeba przyznać, że zamieszczone tu prace trzymają w pełni ducha chyba najsłynniejszej serii animowanej o Nietoperzu Gotham, czyli "Batman the animated series". Wątpię abym rozminął się z prawdą jeśli stwierdzę, że niemal każdy laik miał z tym serialem do czynienia. Zapewne większość, tak jak ja, biegła przed ekran telewizora za każdym razem gdy Polsat emitował nowy odcinek. Cholera, nawet "Dragon Ball" mnie tak nie przyciągał jak ta "kreskówka". "Legendy Mrocznego Rycerza" pomogły mi wrócić wspomnieniami do tamtego okresu, a powodów ku temu było wiele. Pierwsza historia o tytule "Szaleńcy w więzieniu", dotyczy przeciwników Batmana, którzy pod opieką doktora Jeremiaha Arkhama przybywają do więzienia Blackgate, mieszczącego się na niegościnnej wyspie. Pensjonariusze Arkhama lądują tam, po tym jak ośrodek szanowanego psychologa został zniszczony. Trzeba było zatem gdzieś umieścić jego pensjonariuszy na czas odbudowy zakładu, więc padło na Blackgate. Komendant więzienia nie jest z tego powodu zadowolony, gdyż nie wróży nic dobrego z połączenia bandy szaleńców z rasowymi kryminalistami i mordercami. To co jest najciekawsze w całym komiksie to przemyślenia doktora Arkhama. Stara się on przeanalizować psychikę każdego z swych podopiecznych, traktuje ich jak ludzi a nie bestie, tym samym naraża się na kpiny ze strony komendanta Blackgate. Historia świetnie pokazuje jak naiwna wiara potrafi zdziałać zarówno cuda oraz przysporzyć masy kłopotów. Jest to jeden z mocniejszych i lepszych komiksów zamieszczonych w tym albumie. Drugi komiks nosi tytuł "Ostrza" i jest moim faworytem. To właśnie on przypomniał mi najbardziej stare komiksy z Batmanem oraz wspomniany wcześniej serial animowany. Fabuła jest tutaj skomplikowana i ma naprawdę interesujący finał. Dominującymi postaciami są, poza Mrocznym Rycerzem, Cavalier oraz Mr. Lime. Pierwszy pojawia się fizycznie niemal od razu i staje się nowym obrońcą Gotham. Walczy z przestępczością za pomocą rapiera niczym Zorro, ratuje ludzi i wyręcza Nietoperza. Drugi jet niczym duch. Ciągle się o nim mówi, czytelnik widzi ofiary jego ohydnych zbrodni, a mimo to niemal do końca nie widzimy jego twarzy. Sam Batman nie umie rozwiązać zagadki tych morderstw i Mr. Lime staje się wręcz jego obsesją. Na tym polu komiks rządzi. Genialny, ciężki klimat rasowego thrillera, tajemnicza postać i rosnący stos trupów. Po prostu mistrzostwo, do tego fenomenalnie przedstawione w rysunku zarówno od strony kreski jak i kolorów. Trzecia opowieść jest trochę bardziej przyziemna, ale również ciekawa. Zatytułowana "Nieudacznicy" odnosi się do mniej znanych złoczyńców Gotham, którzy postanawiają to zmienić, a przy okazji zarobić. W całą tą zawieruchę pakują się dwaj inni bohaterowie - złodziej o ksywie Chancer oraz ścigający go Nimrod, który ma z gościem poważne, osobiste porachunki. Fabuła jest tutaj lekko zakręcona, choć nie tak skomplikowana jak w "Ostrzach". Ciekawie wypada parka nowych postaci, trochę odmienna od mrocznych antagonistów i protagonistów Ghotam. Zresztą już na początku jest powiedziane, że pochodzą oni z Teksasu, co idealnie wpasowuje się w kanwę całej fabuły. Na samym końcu mamy dwa bardzo króciutkie komiksy. Pierwszy to "Mroczny Rycerz na randce" z udziałem Catwoman. Jest dobry, ale jakość niespecjalnie przypadł mi do gustu. Jedynie ostatni kadr komiksu zapadł mi na długo w pamięci. Drugi to "Noc po nocy", gdzie mamy bardzo krótkie starcie z Jokerem. Ot taki smaczek, ładnie narysowany, ale jakoś niespecjalnie interesujący. Z drugiej strony jego zakończenie można tłumaczyć sobie dwojako. Na samym końcu zamieszczono galerię okładek wykonanych przez Tima Sale. Są rewelacyjne, choć gdybym miał wybrać tylko jedną z nich do powieszenia na ścianie w dużym formacie, to bezapelacyjnie byłaby to okładka do 72 zeszytu Batgirl. Prawdziwe arcydzieło. "Legendy Mrocznego Rycerza" to bardzo ważna pozycja na rynku komiksowym w Polsce. Zarówno dla laika jak i znawcy. Ten pierwszy może się czegoś ciekawego dowiedzieć o samym Batmanie jak i jednym z ważniejszych rysowników pracujących nad tą postacią, ten drugi po prostu musi mieć go w swej kolekcji. Lektura ta jest wartościowa i bardzo pouczająca. Zawiera w sobie nie mały kawałek historii o procesie ewolucji przygód Mrocznego Rycerza. Dlatego koniecznie trzeba przeczytać ten album choć raz.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu
Dorwać Jiro! Joel Rose
Dorwać Jiro!
Joel Rose Anthony Bourdain Langdon Foss José Villarrubia
Niniejszym oznajmiam, iż Dorwać Jiro jest wart każdej na niego wydanej złotoweczky, a wiele złotóweczek nań nie trzeba. Dlatego każdy, kto lubi komiksy trochę bardziej - proszę... Dorwać Jiro! No bo tak: humor - check, kreseczka ładna - check, fabuła elegancko rozpisana - check. A jako wisienka na sushi-torcie - przeczytałem go ponownie po długim czasie i bawi równie dobrze jak za pierwszym, znakiem tego - dobry komiks c'nie? Krótko - bohaterem jest Jiro - maestro sushi. Żyje w świecie, gdzie kwestia jedzenia jest najważniejsza. Tutaj ludzie się chlastają za wejściówkę do wybranej restauracji, a w mieście rządzą dwa food-gangi. Jiro zwraca ich uwagę swoim kulinarnym talentem, więc oni chcą go mieć u siebie za wszelką cenę. Ale Jiro ma zgoła inny plan skubaniutki. I plan ów rozpisany jest płynnie i z lekkością. Czystą rozrywkową przyjemnością jest ta lektura. Zakończenie pozostawia z lekka niedosyt, ale biorąc pod uwagę, że całość ma konwencję pastiżu treści gangsterskich, to można na to przymknąć bystre oko. Świetny komiks. Jest jak soczysty, aromatyczny filet z kaczki confit (specjalna, orientalna kaczucha spotykana tylko w Colorado i tylko we wtorki) w złocistej skórce, podany na aksamitnym puree z trufli i kremowym sosem z porto z nutą świeżych mongolskich ziół. Słowem - pychozol. Więcej na IG:@znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na95 miesięcy temu
Black Science #01: Zasada nieskończonego spadania Rick Remender
Black Science #01: Zasada nieskończonego spadania
Rick Remender Matteo Scalera Dean White
Rzecz specjalnie przygotowana z myślą o tych fanach science fiction, którym nie daje spokoju myśl o istnieniu wielu alternatywnych wymiarów naszej rzeczywistości. Rick Remender (Deadly Class, Szumowina, Głębia) postanowił osobiście zająć się tematem i od pierwszych chwil rzuca czytelnika na głęboką wodę. Poznajemy bohaterów w bardzo trudnej sytuacji i dopiero wraz z upływem kolejnych stron (a potem całych epizodów) stopniowo dowiemy się o co chodzi z tymi wszystkimi dziwnymi światami, które przyjdzie bohaterom zwiedzić. Komiks w dość dramatyczny sposób przedstawia fabułę, autorzy nie unikają trudnych tematów. Podróż przez wymiary, poszukiwanie odpowiedzi, wieczne ryzyko oraz coraz więcej wzajemnych oskarżeń uzupełnione zostały przez fantastyczną kreację kilku głównych postaci. Oczywiście na pierwszy plan wychodzi główny bohater: Grant McKay, naukowiec-anarchista. Brzmi to i owszem, podejrzanie, ale w zasadzie Black Science opowiada właśnie o tym: o anarchii, rozumianej tak, jak wykreowali tę myśl jej stworzyciele, nie anarchii znanej z popkultury i przedstawianej jako samo zło, odwrotność porządku. Tu anarchia jest odpowiedzią na nasz paskudny świat, w którym zupełnie nie wiedzieć czemu na uczciwej pracy wielu jednostek żeruje cała ta ideologiczna, religijno-polityczna, wiecznie nienasycona mafia. I tu przychodzi druga z ważnych postaci: ważniak w garniturze, typowy korpoludek, który pragnie realizować cele własne, będący odpowiedzią na Granta w myśl zasady ukazania konfliktu silnych osobowości. Opowieść nie jest bajką dla wannabe anarchistów, wręcz przeciwnie. Pokazuje, jak wiele z filozofii anarchizmu tak naprawdę jest utopią, pięknymi marzeniami, że anarchia jest super - dopóki nie próbuje się jej faktycznie wprowadzać w życie. Opór ze strony reszty społeczeństwa jest wprost proporcjonalny do ludzkiego tchórzostwa, braku wyobraźni i odwiecznego kierowania się ku wszelkim liniom najmniejszego oporu w dowolnych trudnych sytuacjach, w jakie nasze życie obfituje. A co, jeśli nasz bohater, któremu idee wolności i swobody są tak bliskie, sam nie będzie wad pozbawiony? Wszak jest jedynie człowiekiem, i to, co on uważa za najlepsze jest po prawdzie tak samo istotne, jak poglądy innego dowolnego człowieka. Obserwujemy, jak Grant McKay wraz ze swoim niebywałym intelektem staje się powoli niewolnikiem swojego własnego ego i jak jego pasja powoli przekształca się w manię. Doprawdy niezła historia, moim zdaniem fragmentami odrobinę przegadana i nieco rozciągnięta, ale z przyjemnością dotarłem do końca, a całość odłożyłem z poczuciem miło spędzonego czasu. Zatem polecam wszystkim, którzy od historii oczekują czegoś odrobinę więcej, ale też nie pragną od razu zatapiać się w jakichś filozoficznych rozważaniach. Dobrzy bohaterowie, niezły pomysł i fabuła, bywają emocje - można czytać.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na68 miesięcy temu
Szklane Miecze #1: Yama Sylviane Corgiat
Szklane Miecze #1: Yama
Sylviane Corgiat Laura Zuccheri
Szklane miecze to czterotomowa seria, która ukazała się w Polsce dzięki wydawnictwu Egmont. Opowiada prostą w założeniu historię, z jaką wielokrotnie czytelnicy mieli do czynienia nie tylko w światach fantasy. Tajemnicza przepowiednia, zemsta, złamane serce, a wszystko toczy się wokoło tajemniczych mieczy ze szkła, które spadły z nieba. Niby nic nowego, a jednak seria posiada w sobie zadziwiającą siłę przyciągania, sprawiającą że wraca się do niej nad wyraz często. Być może to właśnie jej prostota ma taką siłę, a dodawszy do tego wspaniałe rysunki, czerpiące garściami z fantazyjnej kultury Wschodu oraz Ameryki Środkowej, otrzymamy coś wyjątkowego. Historia zaczyna się w spokojnej wiosce, gdzie żyje Yama, młoda córka wodza, będąca jeszcze dzieckiem. Nieopodal ich osady spada z nieba szklany miecz, który wbija się w świętą skałę i zamienia ją w szkło. Wódz wioski uznaje to za znak, że trzeba powstać i zbuntować się przeciw Generałowi Orlandowi, okolicznemu tyranowi, który wraz z swą armią najemników terroryzuje od lat te ziemie, pracując dla monarchów. Jednak w obliczu zagrożenia ze strony tyrana, wieśniacy buntują się i zabijają swego wodza, a jego żonę oddają Orlandowi. Mała Yama ucieka do mrocznego lasu gdzie spotyka samotnego wojownika. Ten dowiedziawszy się o mieczu z nieba rozumie, że przedmiot wybrał dziewczynkę na swego opiekuna. Kierowany prywatnymi pobudkami, postanawia zaopiekować się dzieckiem i wyszkolić Yamę na wojowniczkę. Tytułowa bohaterka nie jest postacią zbyt skomplikowaną i w praktyce przypomina zwykłą nastolatkę, którą pcha żądza zemsty. Dzięki temu wypada ona wyjątkowo realistycznie, gdyż kieruje się prostymi pobudkami. Odnaleźć oprawców jej rodziców po czym wpakować im miecz prosto w bebechy i je wypruć. Nie chce słuchać nauk o wybaczeniu, wyższych planach związanych z tajemniczą bronią czy fatum. Dla niej liczy się tylko to aby Orland leżał u jej stóp, krztusząc się własną krwią i powoli konał. Daje to do zrozumienia przez cały album, ale jednocześnie wie, że porwanie się samotnie, do tego bez przeszkolenia, na tyrana nie ma sensu. Dlatego mimo wewnętrznego oporu oraz buntu słucha się swego mistrza i opiekuna w osobie Miklosa. Jest on postacią tragiczną opartą na znanym z szkolnych lektur schemacie. Wielki generał, który zakochał się z wzajemnością w niewłaściwej kobiecie, co doprowadziło go do zguby, tuła się od lat po świecie, nie mogąc zagrzać nigdzie miejsca na dłużej. Zna jednak przepowiednię, dotyczącą Szklanych mieczy i wie czemu faktycznie mają służyć. Dlatego gdy zorientował się, że jeden z nich wybrał Yamę na swą powierniczkę, postanowił wyszkolić ją na wojowniczkę oraz pomóc jej w dokonaniu aktu zemsty. Nie pała on co prawda do tego wielkim zapałem, jednak zdaje sobie sprawę jak ważna dla niego jest ta młoda osoba. Z czasem staje się wręcz jego przybraną córką, krnąbrną i buntowniczą, ale Miklos kocha ją ponad wszystko. Głównym bohaterom towarzyszą dwa skrzaty oraz nieco groteskowy, przypominający skrzyżowanie tygrysa z małpą, wierzchowiec. Wprowadzają oni nieco humoru sytuacyjnego do opowieści, jednak cała trójka stanowi swoistą pomoc oraz często robi za dodatkowe oczy i uszy głównej pary bohaterów. Niestety w pewnym momencie skrzaty jakby znikały z pola widzenia, przez co czytelnik potrafi kompletnie zapomnieć o tych postaciach. Potem znów wypływają na wierzch i trwają tak do nieco zaskakującego finału. To co jednak najbardziej zapada w pamięci to malowniczy, fantazyjny, a jednocześnie bardzo niebezpieczny świat, w którym przyszło żyć Yamie oraz Miklosowi. Za rysunki odpowiada Laura Zuccheri, która popisała się nie małą wyobraźnią tworząc ten dziwny świat. Widać w nim wiele nawiązań do kultur Ameryki Środkowej i Azji, w szczególności Dalekiego Wschodu z Starożytnymi Chinami na czele. Dotyczy to nie tylko ubioru poszczególnych postaci, ale także architektury budowli oraz fantazyjnie zaprojektowanych stworzeń oraz malowniczego lasu. Sprawia to wrażenie jednocześnie realizmu jak i ulotności krain, które mogłyby kiedyś zaistnieć, ale historia potoczyła się inaczej, nie pozwalając zaistnieć tym gatunkom. Pierwszy tom Szklanych mieczy pokazuje jak umiejętnie można obrobić materiał, z którego wydawałoby się nie da się już nic nowego wycisnąć. A mimo to francuski duet Corgiat-Zuccheri dokonał niemożliwego. Tchnął życie w nowy, z pozoru schematyczny, świat, wykorzystując znane motywy i splatając na tyle umiejętnie, że ich dzieło absorbuje czytelnika. Pierwszy tom przybliża nam ogólny zarys świata oraz przeszłość Miklosa i przyszłość Yamy. Niby zdradza dużo, ale po lekturze mamy sporo pytań i wielu rzeczy nie jesteśmy pewni. Dlatego chcemy sięgnąć po kolejny tom, aby dowiedzieć się jaki sekret skrywają magiczne miecze.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Tysiąc Sztormów Tony Sandoval
Tysiąc Sztormów
Tony Sandoval
Fascynacja twórczością Sandovala trwa u mnie w najlepsze. Z każdym kolejnym komiksem coraz bardziej. Próżno szukać podobnie opowiadanych i rozrysowanych graficznych powieści. Tysiąc Sztormów do krótki wycinek z życia Lisy - młodego dziewcza - introwertyczki, samotniczki, która miast z rówieśnikami czas spędzać, chodzi po łąkach, lasach i zbiera różne takie, co natura przyniosła. Kości, czaszki, kamyczki. I w zupełnie nieoczekiwanym momencie - jak to u Sandovala często bywa - nastaje… fantastyczność fantastyczna. Lekkość z jaką autor opowiada tą pełną oniryzmu, surrealizmu i baśniowości opowieść wbija w fotel. Nie jest to komiks dynamiczny, raczej powolny, wprowadzający bardzo delikatnie coraz to kolejne niuanse, jednocześnie prowadząc gdzieś obok - również częsty u Sandovala - wątek przemijającej młodości, pierwszych młodzieńczych fascynacji pocałunkiem, dotykiem i poznanymi dopiero co uczuciami, które towarzyszą dojrzewaniu. Chociaż 1000 Sztormów ma bardziej zwięzłą, zrozumiałą i „czystszą” fabułę, to przypomniał mi Mrok W Różu (Sandoval, wydawnictwo Timof) - wszystko za sprawą specyficznych i przepięknych rysunków wykonanych akwarelą. Ale i nie tylko, bo mamy tutaj - również, po raz trzeci - znaną u Sandovala zmienność stylistyczną. Z biegiem całej lektury można podziwiać niesamowity warsztat meksykańskiego artysty. 1000 Sztormów to nie jest komiks dla każdego - zupełnie się nie zdziwię, jeśli ktoś oszacuje go jako „nudne, zbyt mozolne, mało intrygujące” - tutaj nie ma typowej struktury fabularnej, która mogłaby wessać czytelnika na dobre. To bardziej taka „poetycko-baśniowa bajenda” z tłem dojrzewania, doświadczania świata, metafory i wrażliwości. Chociaż jak wspomniałem - jest bardziej klarownie niż Mrok w Różu, który jest już surrealem pełną parą. I to widać nie tylko w narracji ale w ilustracjach. Rysunki Sandovala są specyficzne. Wariacka wręcz anatomia - przesadnie chude kończyny, jajowate głowy, absurdalnie wielkie nosy - wszystko to rysowane kreską lekką, wręcz zwiewną - ma się wrażenie, że gdyby ten komiks wystawić na działanie wiatru - rysunki mogłby ulecieć wraz z nim do Limbo. Postaci fantastyczne wyglądają jak żywcem wyjęte z ludowych baśni albo.. dziecięcych koszmarów. Horrorowe w funkcji, baśniowe w formie - skrajność, która niesamowicie cieszy oko. W sferze wizualnej twórczość Sandovala to jest absolutny majstersztyk. Styl wyjątkowy, niepowtarzalny i przepiękny. Perła wśród komiksowych artystów. Uwielbiam i już uwielbiać będę chyba zawsze. Wartością dodaną jest wysoki współczynnik powrotu do komiksów Tony’ego. 1000 Sztormów się w tym przypadku nie różni. Zdecydowanie komiks na niejedną lekturę. więcej na IG @znakiem_tego
ZnakiemTego - awatar ZnakiemTego
ocenił na94 miesiące temu
Hrabstwo Harrow: Niezliczone duchy Cullen Bunn
Hrabstwo Harrow: Niezliczone duchy
Cullen Bunn Tyler Crook
POPKulturowy Kociołek: https://popkulturowykociolek.pl/hrabstwo-harrow-tom-1-recenzja-komiksu/ Akcja przenosi nas do tytułowego hrabstwa znajdującego się na głębokim południu. Miejsce to swego czasu było nawiedzane przez wiedźmę, którą następnie zgładzili mieszkańcy. Przez wiele lat okolica była spokojna i wszyscy myśleli, że uwolnili miasto od zła. Teraz jednak młoda 18-letnia dziewczyna wykazuje oznaki, że może być reinkarnacją ducha wiedźmy. Emma musi więc borykać się z narastającymi szeptami za jej plecami oraz coraz częściej nawiedzającymi ją koszmarami. Musi się ona również ostatecznie przekonać czy naprawdę dotknęła ją klątwa wiedźmy Hester. Hrabstwo Harrow tom 1 to powieść graficzna oferująca czytelnikom opowieść wypełnioną napięciem, grozą i ludzkimi dramatami, które utrzymują się w pamięci odbiorcy długo po przewróceniu ostatniej strony. Cullen Bunn stworzył historię, która splata folklor południa, gotycki horror i opowieść o dojrzewaniu w spójny i intrygujący obraz. Tempo historii jest dobrze prowadzone, co stopniowo buduje całe napięcie i pozwala odbiorcom dobrze poznać Emmy. Twórca decyduje się tu poruszyć tematy tożsamości, rodziny, dziedzictwa, zabobonów i grzechu. Wszystko to mocno zakorzenione jest w ludziach i kulturze miejsca akcji, wpływając tym samym na główną bohaterkę. Narracja bada pogląd, że ciemność drzemie w każdym z nas, a to, w jaki sposób ją kontrolujemy, mocno nas definiuje. Tematyka jest więc pozornie dość złożona, ale podane jest to w naprawdę przyjemnej i łatwo przystępnej formie. Mocną stroną komiksu jest również wyczuwalna groza. Elementy horroru są bardzo klimatyczne i psychologiczne, a pewne fabularne luki uzupełnia wyobraźnia czytelnika....
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na82 lata temu
Wolverine: Geneza II Adam Kubert
Wolverine: Geneza II
Adam Kubert Kieron Gillen Frank Martin Jr. Rain Beredo
Geneza II to przede wszystkim tytuł zaliczający się w poczet komiksów “jednorazowych” i “chwilowych”. Historia w scenariuszu Kierona Gillena, w pierwszym rozdziale, skupia się na minimalizmie w postaci bez dialogowych rysunków. Wertując kolejne strony, śledzimy wydarzenia niemal w ciszy skupiając się na nielicznych narratorskich komentarzach. Mamy tutaj do czynienia z emocjonującymi, krwawymi i brutalnymi scenami świetnie ukazującymi bezlitosne życie Logana. Co świetnie pozwala zrozumieć późniejsze zachowanie bohatera. Nieco inaczej jest w kolejnych rozdziałach, tutaj wyobcowanie protagonisty zostaje zakłócone przez grupę tropicieli. Niemniej scenariusz dalej pozostaje nie przychylny Wolverinowi, rzucając mu kłody pod nogi. Po lekturze albumu Origin II. Wolverine Geneza II pozostają mieszane uczucia. Bowiem w samej opowieści aż tak wiele się nie dzieje, niemniej nie przeszkodziło to scenarzyście pokazać zarówno brutalne przeżycia Logana, niesprawiedliwości jaka go spotkała, oraz tragicznego losu, którego w żaden sposób nie potrafił zmienić. Nasuwa się tutaj stwierdzenie, “że życie kołem się toczy” i jeśli ktoś sięgnie po tą pozycję z pewnością zrozumie dlaczego Wolverine później stał się samotnikiem szukającym zemsty. C recenzja na Wypowiemsie.pl: http://wypowiemsie.pl/origin-ii-wolverine-geneza-ii/
WypowiemSię - awatar WypowiemSię
ocenił na67 lat temu
Lady S #1 - Na zdorowje, Szaniuszka! Jean Van Hamme
Lady S #1 - Na zdorowje, Szaniuszka!
Jean Van Hamme Philippe Aymond
Zawsze ceniłem Jeana Van Hamme jako scenarzystę. Tak jak zapewne wiele innych osób, mój pierwszy kontakt z tym autorem został zainicjowany dzięki serii "Thorgal". Później było kilka innych, równie udanych serii, a obecnie w moje ręce trafiła "Lady S". Została u nas wydana dość późno, bowiem dopiero w 2015 roku, zaś sam komiks ujrzał światło dzienne już w 2004. Dobrze jednak, że ktokolwiek zdecydował się po niego sięgnąć, bo jest warto tego, aby choć raz mieć z nim styczność. Na te krok zdecydowało się malutkie wydawnictwo Kubusse, które sukcesywnie publikuje kolejne albumy z serii, liczącej obecnie 12 tomów. Na dzień dzisiejszy mamy ich sześć, ale dziś przyjrzymy się pierwszemu z nich. Bo to właśnie w nim poznajemy główną bohaterkę, tajemniczą dziewczynę z Estonii, która urodziła się jeszcze pod rządami Sowietów. Zaś przeszłość ma natomiast tą, niepożądaną cechę, że potrafi do nas wracać w najmniej oczekiwanym momencie. Mamy tutaj do czynienia z klasyczną powieścią szpiegowską, jednak głównej bohaterce daleko do żeńskiego odpowiednika Bonda czy Bourne'a. Suzan, a właściwie Szania, jest złodziejką. Bardzo zręczną złodziejką, która jednak nie wybrała tej drogi z własnej woli. Zmusił ją do tego los, kiedy straciła oboje rodziców na kilka miesięcy przed upadkiem ZSRR. Dziewczyna przemierzyła niezły kawałek Europy, aż trafiła na człowieka, z przeszłości swego ojca. Los związał ich na stałe, choć początki tej znajomości były raczej burzliwe. Niestety przeszłość potrafi wlec się za nami, a szczególnie gdy ktoś może wykorzystać przeciwko nam. Mniej więcej tak kreuje się, przynajmniej po pierwszym tomie, nasza bohaterka. Odbiega ona tym samym od kilku schematów, jak wyszkolona agentka i seksowna zabójczyni. No dobra - jest seksowna. Jednak to bardziej ofiara politycznej wojny, która była prowadzona pomiędzy Wschodem a Zachodem. Do tego posiada kilka umiejętności, o których Jamesa Bonda nikt by nie posądzał. Nie potrzebuje też całej tony gadżetów, aby móc osiągnąć swój cel. Dzięki temu tytułowa Lady S, jest bardziej realistyczna niż literaccy, czy filmowi superagenci. Van Hamme również świetnie obrał przedział czasowy. Akcja komiksu ma miejsce w 1991, 1995 i 2004, nawiązując w każdym z tych okresów do autentycznych wydarzeń z areny międzynarodowej. Sprawa wejścia nowych krajów w struktury Unii Europejskiej, problem z Turcją, wydarzenia poprzedzające definitywny rozpad ZSRRR. Jest tego naprawdę sporo, zatem osoba choć trochę interesująca się historią oraz geopolityką, znajdzie w komiksie sporo smaczków. Zresztą cała ta scenografia płynnie przekłada się na fabułę oraz dobrze ją wzbogaca. Nie zabraknie też klasycznych, filmowych zagrywek, tajnych służb, ale tutaj wprowadzono je w bardziej przemyślanej formie. Zatem nikt nikogo nie zabija bez potrzeby, nie wrzuca w betonowe buciki, czy nie pozbywa się trupa na złomowisku. Nic też nie zapowiada, aby seria miała właśnie pójść tym torem, choć z pewnością trupem zaśmierdzi. Być może nawet w większej liczbie. Mimo wszystko czuć tutaj dawkę realizmu, zarówno w odniesieniu do polityki, historii, jak i działania poszczególnych grup. Dzięki temu fabuła wciąga, a całość czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Ten tom jest jednak w dużej mierze retrospekcją wspomnień głównej bohaterki. Choć na koniec i tak czytelnik nie ma do końca pewności, czy to prawda. Wie też, że masę rzeczy przed nim ukryto, a obecnie brak mu jakichkolwiek poszlak. Jest to bardzo udana zagrywka, która tylko podsyca klimat tajemnicy i politycznych rozgrywek za kurtyną. Pierwszy tom "Lady S" to swoiste wprowadzenie do całej serii. Poznajemy głównych bohaterów, ich losy z czasów nastoletnich, choć dość powierzchownie, oraz obecną sytuację życiową. Znając scenarzystę, czuję w kościach, że ciekawie rozkręci fabułę, a ja zostanę wielokrotnie wyprowadzony na manowce, gubiąc właściwy trop. Rysunek również jest bardzo dobry, udanie nawiązujący do klasycznych powieści szpiegowskich, gdzie dominuje realizm, a nie kaskaderskie wybryki. Do tego świetna paleta kolorów, budująca kiedy trzeba odpowiedni klimat. "Lady S" zdecydowanie trafiła w mój gust już na starcie, zatem liczę na ciekawe rozwinięcie tego związku w przyszłych albumach.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki The Shadow - Cień: W ogniu stworzenia