rozwińzwiń

Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia

Okładka książki Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia autora Joanna Szczepkowska, 9788374278706
Okładka książki Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia
Joanna Szczepkowska Wydawnictwo: Demart biografia, autobiografia, pamiętnik
440 str. 7 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2014-12-15
Data 1. wyd. pol.:
2014-12-15
Liczba stron:
440
Czas czytania
7 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374278706
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia

Średnia ocen
7,5 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia

avatar
449
419

Na półkach:

Bardzo fajnie, ciekawie napisane. Obszerne (mała czcionka).

Napisane z lekkością i przyjemne w czytaniu, choć nie o głupotach, tylko o rzeczach istotnych.

Warto przeczytać i warto do tego wrócić - mimo, że na dalszą metę, trochę dołujące, ze względu na klimat "walki z wiatrakami".

Może nawet warto kupić tę książkę i mieć...?

Bardzo fajnie, ciekawie napisane. Obszerne (mała czcionka).

Napisane z lekkością i przyjemne w czytaniu, choć nie o głupotach, tylko o rzeczach istotnych.

Warto przeczytać i warto do tego wrócić - mimo, że na dalszą metę, trochę dołujące, ze względu na klimat "walki z wiatrakami".

Może nawet warto kupić tę książkę i mieć...?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
537
232

Na półkach: ,

Nie przypuszczałam,że Joanna Szczepkowska tak dobrze pisze,chociaż powinnam się spodziewać,że ma ku temu genetyczny talent,wszak jej dziadkiem był wielki pisarz Jan Parandowski.Szczepkowską zawsze uważałam za bardzo dobrą aktorkę,od dawna jednak nie widziałam jej w telewizji,Po przeczytaniu tej książki już wiem dlaczego.Słyszałam tylko, nie raz, o jej kontrowersyjnych zachowaniach i wypowiedziach głoszonych przez Gazetę Wyborczą i dziennikarzy rządowych mediów. Teraz poznałam drugą stronę tego medalu.Można się było tego spodziewać,że jak to bywa w takich niedojrzałych demokracjach jak nasza, przez niekonwencjonalność i odwagę mówienia tego co myśli, naraziła się postkomunistycznemu establishmentowi i ci ją wykasowali z przestrzeni medialnej.W książce poznałam kobietę niepokorną,odważnie idącą pod prąd zamiast łatwo płynąć z głównym nurtem,nieprawdopodobnie wręcz pracowitą i twórczą,a przy tym ogromnie wrażliwą .Czytając targały mną silne emocje,bo odkrywałam,że mam bardzo podobny typ wrażliwości,jak Ona.Tak jak i Ona nie umiem nigdzie przynależeć (przynależę tylko do rodziny).Tak jaki i dla Niej,dla mnie też,każda moja próba przystania do jakiejś organizacji,formalnej czy nieformalnej grupy ludzi kończyła się niepowodzeniem.Tak jak i Ona nikomu nie pozwalałam się podporządkować,sama też nie potrafiłam nikogo sobie podporządkować,bo,tak jak i Ona, jestem zbyt wrażliwa i nie potrafiąca walczyć o swoje.Może też mam ADHD,bo mam zawsze bałagan na biurku i w szafach.Nie jestem jednak aktorką i nie potrafię nią być,bo nie umiem udawać kogoś innego niż jestem.Dziwię się też,że Ona została aktorką,bo powinna zostać pisarką.A pisząc felietony do czasopism w czasie wolnym od pracy w teatrze nie wykorzystuje w pełni swojego talentu pisarskiego.Za Szczepkowską oczywiście ciągnie się sława odwołania komunizmu w Polsce 4 czerwca 1989r.Twierdzi,że zrobiła to spontanicznie,ale wielu ówczesnym na świeczniku historii naraziła się wysuwając przed szereg,czego, jak twierdzi, nigdy jej nie darowali. A tak w ogóle to według mnie komunizm,jako ustrój społeczny to może i wtedy się skończył,ale w mentalności pokolenia ludzi którzy w nim zostali wychowani trwa ciągle do dziś.Bardzo emocjonalna jest to książka,a na dodatek tak wciągająca,że nie można się oderwać.Dla mnie niczym najlepszy thriller.

Nie przypuszczałam,że Joanna Szczepkowska tak dobrze pisze,chociaż powinnam się spodziewać,że ma ku temu genetyczny talent,wszak jej dziadkiem był wielki pisarz Jan Parandowski.Szczepkowską zawsze uważałam za bardzo dobrą aktorkę,od dawna jednak nie widziałam jej w telewizji,Po przeczytaniu tej książki już wiem dlaczego.Słyszałam tylko, nie raz, o jej kontrowersyjnych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
51
8

Na półkach:

Jako aktorki pani Joanny nie znam, natomiast czytałam jej felietony jak i "Fragmenty z życia lustra". Szanuję autorkę jako wierną swoim przekonaniom osobę, która z niezwykłą wnikliwością i mądrością patrzy na otaczający nas świat. Książka pochłonęła mnie bez reszty w dwa krótkie wieczory nie odstępowałam na krok szczęścia i dramatów tak wspaniałej osoby. To, że mam również podobny typ charakteru (nie idę po trupach do celu, nie wykorzystuję innych a nawet ich błędów by sobie przysporzyć korzyści, wolę się wycofać niż bić się o to co mi się nawet należy)pozwoliło mi jeszcze bardziej zrozumieć emocje P. Joanny.
Nie ukrywam też, że po lekturze tej książki zmieniłam opinię o znanych ludziach z showbiznesu, którzy zatracają granice prawdy, żerują na skandalu i dbają tylko o swój poklask.

Jako aktorki pani Joanny nie znam, natomiast czytałam jej felietony jak i "Fragmenty z życia lustra". Szanuję autorkę jako wierną swoim przekonaniom osobę, która z niezwykłą wnikliwością i mądrością patrzy na otaczający nas świat. Książka pochłonęła mnie bez reszty w dwa krótkie wieczory nie odstępowałam na krok szczęścia i dramatów tak wspaniałej osoby. To, że mam również...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

88 użytkowników ma tytuł Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia na półkach głównych
  • 49
  • 39
15 użytkowników ma tytuł Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia na półkach dodatkowych
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia

Inne książki autora

Okładka książki Warszawa lata 20-80 - komplet w etui Justyna Czerniakowska, Jan Łoziński, Jerzy S. Majewski, Anna Seniuk, Krystyna Sienkiewicz, Danuta Szaflarska, Joanna Szczepkowska, Beata Tyszkiewicz
Ocena 8,0
Warszawa lata 20-80 - komplet w etui Justyna Czerniakowska, Jan Łoziński, Jerzy S. Majewski, Anna Seniuk, Krystyna Sienkiewicz, Danuta Szaflarska, Joanna Szczepkowska, Beata Tyszkiewicz
Okładka książki Warszawa lata 80. Justyna Czerniakowska, Joanna Szczepkowska
Ocena 7,5
Warszawa lata 80. Justyna Czerniakowska, Joanna Szczepkowska
Okładka książki Cudowne lata. Opowieści o miejscach i czasach, w których dorastaliśmy. Artur Andrus, Zofia Fabjanowska-Micyk, Krzysztof Globisz, Andrzej Grabowski, Hanna Halek, Sławomir Shuty, Stanisław Sojka, Muniek Staszczyk, Joanna Szczepkowska
Ocena 6,5
Cudowne lata. Opowieści o miejscach i czasach, w których dorastaliśmy. Artur Andrus, Zofia Fabjanowska-Micyk, Krzysztof Globisz, Andrzej Grabowski, Hanna Halek, Sławomir Shuty, Stanisław Sojka, Muniek Staszczyk, Joanna Szczepkowska
Joanna Szczepkowska
Joanna Szczepkowska
Joanna Szczepkowska (ur. 1 maja 1953 w Warszawie) - polska aktorka teatralna i telewizyjna, pisarka i felietonistka, pedagog; córka Andrzeja, wnuczka Jana Parandowskiego. Zadebiutowała w czasie studiów w spektaklu "Trzy siostry" w Teatrze Telewizji. Pierwszy raz na małym ekranie wystąpiła w serialu telewizyjnym "Czterdziestolatek" (w odc. 1, reż. Jerzy Gruza). W 1975 ukończyła studia w PWST w Warszawie i zagrała w filmie "Con amore" (reż. Jan Batory). Za tę rolę dostała nagrodę w 1976 za najciekawszy debiut.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Obecność. rozmowy Remigiusz Grzela
Obecność. rozmowy
Remigiusz Grzela
Chyba najdłużej czytana przeze mnie książka w życiu – od trzech lat nieprzerwanie leżała na mojej szafce nocnej, z której (teoretycznie) najbliżej moim książkom do rozpoczęcia bycia czytanymi. Remigiusz Grzela przysłał mi ją razem z inną, wylicytowaną przeze mnie na jednej z aukcji charytatywnych, opatrując dość osobistą notką. Nie wiem czy to tak mnie onieśmieliło (w końcu gdy autor pisze o jakiej książce, że jest jego najważniejszą, człowiek zaczyna się bać, czy aby na pewno się na niej pozna),czy może to książka wiedziała, że jej czas u mnie jeszcze nie nadszedł? W każdym razie zaczynałam ją przez trzy kolejne stycznie, zawsze od początku i niezmiennie utykałam na drugiej, najdalej trzeciej rozmowie. Aż przyszedł ten rok, trudny dla mnie, gdy temat odchodzenia bliskich osób stał się znów u mnie żywy i „Obecność” wskoczyła na swoje miejsce w mojej głowie, dając się wreszcie przeczytać do końca. Remigiusz Grzela rozmawia z różnymi osobami – wdowami, osieroconymi dziećmi, przyjaciółmi. Poza jednym wyjątkiem, którym jest mąż Teresy Torańskiej (kilka dni temu minęła kolejna, jedenasta już, rocznica jej śmierci) jego rozmówczyniami są same kobiety. Może przypadek, a może reguła, bo to kobiety z reguły żyją dłużej i przechowują pamięć o czasach, w których nieobecni byli obecni. Spora część tych rozmów dotyka też w jakiś sposób tematu żydowskości, Holokaustu. Są one bardzo osobiste, czasem wręcz wstrząsające. Czytając je, musiałam je sobie dawkować, czytać nie więcej niż jedną dziennie. Trochę po to, by pozwolić tym historiom wybrzmieć, a trochę dlatego, że ich ciężar emocjonalny mnie niekiedy przygniatał. Pewnie można też czytać tę książkę, poszukując informacji o życiu (i śmierci) sławnych ludzi – operatora filmowego Edwarda Kłosińskiego, reporterki Teresy Torańskiej, Marka Edelmana (którego nie wiem czy powinnam nazwać lekarzem czy przywódcą powstania w getcie, czy może działaczem społecznym?),Ryszarda Kapuścińskiego i kilku innych. To też jakiś klucz.
momarta - awatar momarta
oceniła na61 rok temu
Pierwsza woda po Kisielu. Historie rodzinne Jerzy Kisielewski
Pierwsza woda po Kisielu. Historie rodzinne
Jerzy Kisielewski
Bardzo lekka i przyjemna książka autorstwa Jerzego Kisielewskiego poświęcona jego ojcu, słynnemu Stefanowi Kisielewskiemu, zaskakuje ciepłem i humorem. Kisiel był znanym felietonistą i komentatorem życia w okresie PRL, a jego dystans, inteligencja i cięty dowcip pozwalały trafnie i z wdziękiem opisywać trudną, siermiężną rzeczywistość tamtych czasów. Najwięcej miejsca w książce zajmują historie związane z ich domem rodzinnym – autor świetnie pokazuje relacje ojca i matki, napięcia codziennego życia, a przede wszystkim rolę Stefana Kisielewskiego w wychowaniu dzieci. Szczególnie podobało mi się podkreślanie przez syna poglądów ojca na temat wychowania: dzieci nie muszą być grzeczne, lecz powinny mieć własne zdanie, potrafić je wyrażać, poznawać siebie i świat, uczyć się na błędach. To podejście jest mi bardzo bliskie – i choć nie zawsze spotyka się z aprobatą dalszej rodziny, uważam je za program niezwykle wartościowy. Książka stanowi świetny portret epoki PRL, ale przede wszystkim pokazuje życie kulturalne i towarzyskie Krakowa, Warszawy, gór i morza. Fascynujące są wspomnienia młodego chłopaka, który miał okazję obserwować wielkich intelektualistów tamtych czasów – zachował wiele portretów i anegdot, które przetrwały do dziś. Jest to opowieść o pewnej inteligenckiej rodzinie, dla której prawda, szczerość i szacunek były o wiele ważniejsze niż doczesne splendory, tytuły i gratyfikacje pieniężne.
Arek - awatar Arek
ocenił na61 miesiąc temu
Oddech Monika Jaruzelska
Oddech
Monika Jaruzelska
Po kolejną książkę Moniki Jaruzelskiej sięgnęłam z nadzieją na przyjemną lekturę, która z jednej strony dzięki stylowi autorki, charakteryzującemu się lekkością i dowcipem, przyniesie wytchnienie, z drugiej będzie okazją do snucia refleksji własnych. O życiu rzecz jasna. Czy się zawiodłam? Na pewno nie, ale z pewnością lektura była nieco inna, aniżeli poprzednim razem, kiedy sięgnęłam po książki Jaruzelskiej. Początek był nieco przytłaczający. Przeżycia autorki wzmagają refleksje trudne, wzbudzają empatię. A kiedy odczuwamy empatię, bierzemy na barki emocje i uczucia innej osoby. Jaruzelska podjęła tematykę jej na ówczesny moment bliską, a związaną nie tylko z upływem czasu, ale przede wszystkim ze stratą i tym momentem w życiu, kiedy dopada nas niemoc czy bezdech, żeby użyć adekwatnego słowa. W przypadku Moniki Jaruzelskiej taki stan spowodowany był śmiercią ojca. Żałoba po stracie bliskiej osoby była - co dziwić nie może - bardzo silna. Wpłynęła na różne aspekty życia codziennego. Chociaż z pewnością nie tylko to determinowało zmianę. Jaruzelska pisała każdą z trzech książek w innym momencie życia, z innej perspektywy. Możemy obserwować zmianę jej myślenia, dowiedzieć się więcej o przeszłości, przy okazji rozmyślając nad własną. Miałam wrażenie, że rozmawiam z kimś przy kawie, opowiadamy o swoich doświadczeniach, dzielimy rzeczami przykrymi i radosnymi. https://www.instagram.com/justynaczytuje/?hl=pl https://www.facebook.com/JustynaCzytuj
justynazwanaruda - awatar justynazwanaruda
oceniła na71 rok temu
Zdradziecka Agnieszka Osiecka Piotr Derlatka
Zdradziecka Agnieszka Osiecka
Piotr Derlatka
„Pisząc tę książkę, zrozumiałem, że nie ma jednej prawdy o Osieckiej. Każdy ma swoją. Ja też”. Takim wnioskiem zakończył swoją opowieść autor biografii poetki, chociaż ona sama o sobie mówiła – „Jestem przede wszystkim tekściarką, a poetką, niestety, tylko bywam”. We wspomnieniach bliskich i znajomych była tak odmienna i różnorodna, jak ilość osób ją opisujących przez pryzmat osobistych relacji. Ich głosy autor biografii zestawił ze sobą w osobnej, ostatniej części pod sugestywnym tytułem „Powidoki”. Wypowiedziało się w niej jedenaście znanych postaci jak: Daniel Olbrychski, Urszula Dudziak, Ewa Błaszczyk czy Jan Pietrzak. Spośród nich najbardziej zaskoczyły mnie słowa Hanny Bakuły, tak bardzo nieprzystające do mojego wyobrażenia – „to nie był człowiek, to było zjawisko przyrody. Jak tornado, wszak tornada również noszą imiona”. To nie była ta sama osoba, którą poznałam w „Listach na wyczerpanym papierze” w opracowaniu Magdy Umer. Osoby uduchowionej, kruchej, romantycznej, zakochanej i umiejącej ten stan zakląć w słowa. To było z kolei moje widzenie artystki. Autor postanowił ujednolicić te liczne opinie. Zaleźć punkty styczne. Stworzyć obiektywną biografię opartą na wielu różnych źródłach. Zajrzał więc do bibliotek, archiwów teatralnych, wertował jej dzienniki, studiował zachowane zapiski, recenzje filmowe i notatki o lekturach oraz przeglądał filmy dokumentalne i wywiady. Jednocześnie dokładnie analizował jej piosenki, wiersze, opowiadania i minipowieści, bo jak sama bohaterka zapewniała – „Wszystko, co piszę, jest o mnie”. Autor z tego, co przestudiował, wyodrębnił, wywnioskował i zauważył, powoli budował wielowymiarowy obraz swojej bohaterki. Na początku z narracją trochę przypominającą szkolną analizę i syntezę utworów literackich oraz tekstów źródłowych, na których się opierał. Jednak potem, w miarę zagłębiania się w życie artystki, powolutku ta „maniera” gdzieś zagubiła się na rzecz płynnej, fascynującej opowieści. Historii losu osoby wyjątkowej i bardzo ciekawej. Zgodnie z linią życia ilustrowaną zdjęciami i rolami, jakie odgrywała - córki, nastolatki, kobiety, matki, żony, partnerki, ukochanej, z których najważniejszą była rola wolnego ducha artystki piszącej w wieku czternastu lat – „Ja nigdy nie będę taka jak Mama... Ani taka jak ojciec. Z chwilą, gdy poczuję wstręt i nudę do symbolicznego domu, odważę się powiedzieć „dość” i pożegluję dalej w poszukiwaniu szczęścia i maksimum skoncentrowanego, pędzącego życia”. I dokładnie tak robiła w późniejszym życiu dorosłym. To spojrzenie na postać bohaterki z wielu stron i punktów widzenia pozwoliło mi na ujrzenie jej na nowo. Na poszerzenie pola widzenia o zagadnienia mi nieznane, przyczyny jej wyborów i decyzji, czynników warunkujących jej postawy i kształtujących jej osobowość oraz talent, które ostatecznie wpływały na jej los. Osoby wymykającej się narzuconym odgórnie normom społecznym i rolom przypisywanym kobietom. Ta biografia tłumaczyła również nie tylko jej postępowanie, ale także ludzi jej podobnym, niewpisującym się w kulturowe schematy i gorsety. Uczyła zrozumienia, tolerancji, a czasami akceptacji „stylu życia” osób wyrastających ponad przeciętność. Pozwalało to na unikanie negatywnych czy wręcz potępiających ocen i opinii. To dlatego, mimo że była to biografia konkretnej osoby, miała potencjał uniwersalnego przesłania – traktować artystów z wyrozumiałością, dając im maksimum swobody. Wolne ptaki więzione w klatkach umierają. Nawet w tych ze złota. I to jest moja nowa wersja Agnieszki Osieckiej. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na72 lata temu
Mała zagłada Anna Janko
Mała zagłada
Anna Janko
Poruszająca książka, która nawiązuje do jednej z wielu tragedii z czasów drugiej wojny światowej. Autorka, Anna Janko, opisuje dramat, jaki przeżyła jej matka w wieku 9 lat; wówczas to jako mieszkanka wsi Sochy była świadkiem pacyfikacji tej miejscowości w dniu 1 czerwca 1943 r., podczas której zginęli jej rodzice. Anna Janko opisuje z jakim okrucieństwem i brutalnością Niemcy zabijali niewinnych ludzi, mężczyzn, kobiety i dzieci. Opisuje działania nie tylko nazistów pacyfikujących wsie, ale wspomina też sadystyczne czyny strażników i oficerów dozorujących na terenach obozów koncentracyjnych. Autorka zwraca uwagę, że byli też dobrzy Niemcy, którzy starali się w jakiś sposób pomóc ofiarom, była to niewielka pomoc, bo byli pod presją większości. „Dobry Niemiec. Tacy też byli. … Ten, który potem, pierwszego czerwca w Sochach powiedział do waszej sąsiadki Anieli, gdy zobaczył przerażone oczy jej dziecka: <Uciekajcie>. … Może to był ten sam, który pchnął w dół lufę karabinu kolegi i kula poszła w ziemię, … Ten sam, który powiedział po polsku, żeby dzieci nie zabijać. … podobno jeden Niemiec płakał przy strzelaniu.” Niestety, jak autorka zauważa, ci dobrzy Niemcy byli rzadkością, „jak biali Murzyni, albinosi nazizmu”. Należy zwrócić uwagę, że Anna Janko nie tylko opisuje bezwzględność i sadyzm nazistów podczas drugiej wojny światowej, ale nawiązuje też do późniejszych, nie tak odległych - wojen, czy prześladowań, podczas których mordowani są w sposób bestialski niewinni ludzie. Zacytuje jeszcze jedne mądre słowa autorki: „Wojna nie umiera nigdy. Tylko zmienia mundury. … Wojna broni się sprytnie na różnych konferencjach, gdzie się omawia nowe strategie pokojowe z użyciem samolotów i okrętów.” Chciałoby się zacytować całą książkę, jest pełna mądrych wypowiedzi, przemyśleń; opisująca traumę, która przechodzi z pokolenia na następne pokolenia. „Mała zagłada” to rozmowa Anny Janko z matką, powrót do bolesnych wspomnień, przeszłości, która wpłynęła na późniejsze życie bohaterów tej opowieści. Jest to książka, którą należy przeczytać, bo opowiada o tragedii naszego narodu, a opowiedziana jest w sposób rzeczywisty.
AnnaDe - awatar AnnaDe
ocenił na101 dzień temu
Moje Bronowice mój Kraków Maria Rydlowa
Moje Bronowice mój Kraków
Maria Rydlowa
Na samym wstępie serdecznie dziękuję Ani za tę pożyczoną mi, piękną książkę, a także wciągającą wymianę refleksji nad jej treścią :) Historia danego miejsca - wsi, miasta, czy regionu - powstaje w dwoistym procesie. Z jednej strony ukształtowana zostaje przez wielkie wydarzenia, determinujące losy szerokich zbiorowości, czy grup społecznych, z drugiej zaś - wpływają nań przeżycia i doświadczenia jednostek, osadzone głęboko w klimacie ich rdzennego środowiska. Te fakty, ujęte w porywające opowieści, konstytuują znakomitą perspektywę poznawczą zarówno w aspekcie historiograficznym, jak też na płaszczyźnie etnograficznej, ze względu na szczegółowy i precyzyjny opis danego mikrokosmosu zjawisk politycznych, społecznych, egzystencjalnych, bądź obyczajowych o unikalnej specyfice. Relacja Marii Rydlowej jest wyjątkowa i niepowtarzalna, na skutek bardzo osobistej, gawędziarskiej, bogatej w anegdoty narracji. Opiewa dzieje Krakowa oraz wsi Bronowice Małe przez pryzmat losów autochtonicznej mieszkanki tego regionu na tle wielkiej, choć dramatycznej, bolesnej historii naszej Ojczyzny i całego narodu polskiego. Tę autentyczną i swobodną retrospekcję zróżnicowałbym na trzy zasadnicze poziomy: deskrypcję personalnych dziejów autorki, a równocześnie głównej bohaterki opowieści, komemoracje rodziny, bliskich, przyjaciół i znajomych Marii Rydlowej z czasów dzieciństwa, młodości, a także dojrzałego życia, wreszcie rekonstrukcję obrazów Krakowa i Bronowic Małych z minionego świata. Temat główny tej niezwykłej publikacji stanowią naturalnie fascynujące i wielokrotnie zaskakujące wątki biograficzne Marii Rydlowej, jednakże dużo uwagi, zwłaszcza w początkowych rozdziałach, poświęca autorka również wspomnieniom Bronowic Małych, które wzbudziły u mnie szczególne zainteresowanie. Wieś ta, jeszcze z lat 20. i 30. ubiegłego stulecia, zapamiętana została przez Marię Rydlową, jako rodzina i bezpieczny dom. Tak bliski stosunek do tegoż miejsca, lokalnych mieszkańców, wyrażony w powyższych określeniach, znamionuje bardzo silną identyfikację autorki ze rdzennym środowiskiem. Komemoracje Marii Rydlowej z rzeczonego okresu, bardzo detaliczne, zróżnicowane, zaprezentowane niejako obrazowo, kreują fascynującą opowieść, w której każdy szczegół i epizod wykazują odrębny urok. Zasadniczne filary mikrostruktury społecznej Bronowic Małych stanowiły kościół i karczma. Ogniskowały one najsilniej zajęcia ludzi, stąd każde z tychże miejsc wzbudza mnóstwo wspomnień w pamięci autorki. Jakkolwiek mieszkańcy jej rodzinnych stron uczęszczali na nabożeństwa do oo. Reformatów w Bronowicach Wielkich i oo. Misjonarzy na Czarnej Wsi, ze względu na brak świątyni w Bronowicach Małych, wpływ kościoła na autochtoniczną społeczność pozostawał bardzo wyrazisty, zaś polegał przede wszystkim na religijnym wychowaniu, zarówno w domu, jak też w szkole. W dobie barbaryzacji systemu oświaty, prymitywnej, laickiej seks-edukacji jakże wielką tęsknotę za dawnymi obyczajami wzbudzają te komemoracje. W 1867 roku na terenie rodzinnej wsi Marii Rydlowej wzniósł niejaki Jakub Susuł, wyorawszy w polu garnek dukatów, skromną kapliczkę, jakkolwiek ilość pieniędzy wystarczała na budowę okazałego kościółka. Być może taki czyn Susuła zapobiegłby uciążliwej, z racji rozluźnionej relacji do wiary, laicyzacji wsi, determinowanej brakiem miejscowej świątyni, nie mniej przywołuje autorka bardzo piękne obrazy młodzieży dekorującej tę kapliczkę, a także dzieci z kromkami chleba, zdążających na wieczorne nabożeństwa w tym przybytku, spędziwszy bydło i gęsi do obór. Sporą dozę humoru zawierają barwne i ciekawe retrospekcje Marii Rydlowej związane z karczmą. Ponieważ na terenie Bronowic Małych nie istniał dawniej żaden kościół, znacznie częściej zaglądali mężczyźni właśnie do owej gospody. Tutaj balował kulawy Błażej, stąd Marszałek Polski i Francji, Field Marshall Wielkiej Brytanii Ferdinand Foch zajumał solniczkę ku ogromnemu bulwersowi karczmarza Stanisława Konarskiego. Wspomnienia te czytałem z uśmiechem i szczerym ubawem, jakkolwiek podobnych, pełnych humoru anegdot, np. o komentarzu francuskiego oficera do sukni Jadwigi Rydlowej: "O la la, piękna sunia", czy też o "bosym urzędniku" Antonim o wyjątkowo urzękającej optyce biurokracji, który spał z roboczą teczką na przykopie, znajdzie czytelnik w tej wciągającej książeczce znacznie więcej. Na nieco niższym poziomie społecznej struktury Bronowic z dzieciństwa i młodości Marii Rydlowej stały dom i szkoła. Rodzinne ognisko domowe zapamiętała Autorka, jako dobrze zagospodarowane, podporządkowane ścisłym regułom oraz ustalonej hierarchii wartości. Bardzo istotny aspekt reminiscencji Rydlowej w tej sferze stanowią relacje z bliskimi, osobliwie z babcią, matką i ojcem. Szczególnie wspomnienia babci są, w mojej opinii, wzruszające. Babcia nauczyła małą Marię miłości do ludzi oraz zwierząt, zawsze stawała w obronie wnuczków, mimo powikłanych stosunków z matką Rydlowej. Bez wątpienia osoby babci dotyczą najczulsze wspomnienia autorki. Od wczesnego dzieciństwa Maria i reszta rodzeństwa uczone były dojrzałej i odpowiedzialnej samodzielności, tak bardzo zaniedbywanej w dzisiejszych czasach, gdy młodzi "wychowują się sami" na bezmyślnych grach komputerowych i plotkarskich portalach internetowych. Ojciec, wykształcony, zaangażowany w politykę i działalność samorządową, rzadko bywał w domu. W konsekwencji dzieci przejmowały dużą frakcję obowiązków domowych, pomagały też w zagrodzie. Dyscypliny wśród potomstwa pilnowała matka, bardzo zapracowana, lecz kochająca, która często miewała pretensje do męża o jego nieobecność. Ich osobowości były zupełnie przeciwstawne - on wyrozumiały, ona - stanowcza. On pochodził z uboższej rodziny, ona była córką bogatych gospodarzy. Mimo ich sporów, Rydlowa uważa rodzinny dom za ciepły, przyjazny, mily i zadbany. W bardzo ciekawych retrospekcjach przedstawia ojca szyjącego dzieciom buty, bądź wyłączonego przy lekturze "Chłopów", niby nastolatek przed konsolą, standardowe metody wychowawcze matki - tzw. kandziarkę, a także rodzinne zwierzę - konia Dorkę, bardzo mądrą, pracowitą, przywiązaną do ludzi oraz ziemi, którą orała długimi godzinami. W refleksji autorki nad domem zachwyca i wzrusza najbardziej jedność między ludźmi, a ich małą Ojczyzną. Maria Rydlowa należy do autochtonicznej społeczności regionu obejmującego Bronowice i Kraków, toteż jej relacja jest znacznie ciekawsza od opisu badacza zewnętrznego, podejmującego próbę rozumienia tego mikrokosmosu. O edukacji dzieci decydował ojciec, przeto w rodzinie panowała większa troska o wykształcenie chłopców. Dziewczęta utrzymywali, natomiast ich mężowie. Dziś również występuje podobny model nauki, przy czym decydują o nim dzieci, a nie rodzice. Przypadek Rydlowej był nieco odmienny, dlatego obdarza ona czytelnika wieloma interesującymi, a niejednokrotnie bardzo zabawnymi retrospekcjami z czasów uczniowsko-studenckich. Barwne i wciągające są wspomnienia szkoły powszechnej w Bronowicach Małych oraz gimnazjum i liceum im. Józefa Joteyko przy ul. Podwale 6 w Krakowie. Dywagacje Marii Rydlowej w tym temacie są bardzo ciekawe, ze względu na niezwykły opis placówki dydaktycznej w jej rodzinnej wsi, która znacząco odbiega od dzisiejszej koncepcji tej instytucji. Szkoła powszechna w Bronowicach Małych usytuowana była w kamiennym budyneczku, jakże różnym od współczesnych, betonowych molochów oświatowych z kratami w oknach, kamerami CCTV i żelaznymi płotami, jeszcze chwilowo bez elektronicznych zamków, niby małe więzienia. Była ona dostępna literalnie dla wszystkich, wszak w pustych izbach sypiali regularnie rozmaici włóczędzy, budzeni znienacka przez młodzież. Szkolne przygody, uczniowskie wygłupy odtwarza autorka z niezwykłą dynamiką, nieskrępowanie wzmiankuje również temat kontrowersyjny w obecnych czasach pedagogiki bezstresowej, wdrażanej w poprawnych politycznie instytucjach oświatowych, a mianowicie kary fizyczne stosowane przez nauczycieli, wymierzane m.in. linijką, czy też piórnikiem. Bardzo istotny aspekt programu edukacyjnego stanowiła także nauka Kościoła. Reminiscencje takich imponderabiliów, pozornych drobiazgów dobitnie uzmysławiają czytelnikowi rozmach różnic między współczesnością, a okresem młodości Rydlowej. Retrospekcja autorki dotyczy w największej części czasów II Rzeczypospolitej, zaprezentowanych niezwykle urzekająco. Styl narracji Rydlowej rozbudza fascynację i podziw dla tejże epoki naszej historii, jest wyjątkowy, z racji silnego oddziaływania na wyobraźnię czytelnika poprzez obrazy literackie, tak mnogo wprowadzane przez autorkę. Widzi ona chłopów w niebieskich kaftanach i obdartych sukmanach, pracujących na dawnych polach, słyszy ich gwarę, spory, które rozstrzygał jej ojciec - przewodniczący Komisji Rozjemczej, dostrzega kobiety w kolorowych chustach siedzące przed chatami. Uniwersum dziecięcych reminiscencji, chwilowych impresji, drobnych zdarzeń, malowniczych pejzaży, zabaw i obowiązków, radości oraz smutków uchwyconych na zawsze w pamięci odtwarza Rydlowa z werystyczną precyzją, a równolegle zestawia z teraźniejszością - chwastami porastającymi niegdysiejsze uprawy, jeśli nie trwają nań inwestycje deweloperskie. W sercu zachowała ona Bronowice i Kraków doby II Rzeczypospolitej, lecz dookoła dostrzega już współczesność. Już na wstępie poddaje krytyce wpływ nowoczesnych technologii na rozpad interpersonalnych relacji. Ich dezintegracja poprzedza dyspersję klimatu międzyludzkich więzi właściwego dawnym Bronowicom. Najdłuższy rozdział tej poruszającej opowieści poświęcony został rodzinie autorki. Opisuje ona szczegółowo losy bliskich, rodziców i rodzeństwa, także na tle ważnych wydarzeń historycznych, które znacząco ukierunkowały przyszłość każdej z przywoływanych osób. Jej reminiscencje znakomicie oddają nastroje oraz klimat psychologiczny ludzi w powikłanych momentach dziejowych Polski, m.in. w początkowym okresie komuny. Mimo bardzo osobistych wspomnień stanowiących największą część treści książki, niejednokrotnie poszerza Rydlowa perspektywę narracji na deskrypcje makrospołecznych zjawisk, istotnych zdarzeń, czy generalnych charakterystyk danych epok. Swoistą cezurą, wyznaczającą granicę między światami dzieciństwa i dojrzałości Marii Rydlowej jest wrzesień 1939 roku. Tragiczne i bolesne wydarzenia związane z tą przełomową datą relacjonuje autorka przez pryzmat personalnych doświadczeń, podawanych w prostej, dosłownej manierze narracyjnej - dramatycznej, lecz pozbawionej patetycznych ozdobników i górnolotnych zwrotów. Te przeżycia, wyświetlone w pierwszoosobowej perspektywie, bardzo mocno uzmysławiają ogrom rozpaczy, bólu, trudu i okrucieństwa owych czasów. Z tego okresu pochodzi jedno z najpiękniejszych, moim zdaniem, wspomnień Rydlowej, a mianowicie dzień przysięgi w Armii Krajowej, zapamiętany zresztą przez autorkę, jako jeden z najpiękniejszych w jej życiu. Wstąpiwszy do AK została wcielona do zgrupowania "Żelbet", w którym służyła jako łączniczka. Mimo ponurego pesymizmu spowijającego lata 1939-1945 nie utraciła Rydlowa młodzieńczych fantazji oraz energii. Dla niej ów czas stanowił okres walki, odwagi oraz nadziei. Wszystkie zadania Rydlowej w AK zostały opisane wartko i dokładnie, zaś działalność wojskowa autorki dobiegła końca z dekonspiracją we wczesnym PRL. Osobiste dzieje Rydlowej są dramatem w miniaturze skomplikowanego i niejednoznacznego procesu przejścia przemijającego świata do zupełnie nowej, niezrozumiałej i obcej rzeczywistości komuny - ubeckich prześladowań, aresztów i zsyłek. Pomimo tak poważnych niebezpieczeństw nie ustało zaangażowanie autorki w obronę żołnierzy Armii Krajowej już na płaszczyźnie zawodowej, przed paszkwilami czerwonych. Jakkolwiek zbiór wspomnień autorki zatytułowany został "Moje Bronowice Mój Kraków" opisy tychże miejsc stanowią zaledwie tło dla biograficznych komemoracji Rydlowej, które zdecydowanie dominują w treści książki. Mimo takich proporcji dzieje Bronowic Małych i Krakowa nie zostały wcale zaniedbane, zaś są świetnie skorelowane z historią nakreśloną przez autorkę. Równocześnie jej retrospekcje nie podlegają porządkowi chronologicznemu. Wydarzenia z lat 20. i 30. minionego wieku przeplata epizodami z epoki PRL, unikając równocześnie pułapki monografii historycznej. W bardzo wzruszającej opowieści Marii Rydlowej występują też liczni bohaterowie, których wspomina zawsze od najbardziej ludzkiej strony - ich przeżyć, postaw, wzajemnych relacji z nimi w różnych momentach życia. Wśród tychże osób na szczególne wzmianki zasługują panie Helena Rydlowa i Teresa Kulczyńska. Pierwsza z tych kobiet, teściowa autorki o bardzo wysokim autorytecie pomiędzy żołnierzami Armii Krajowej oraz członkami mikołajczykowskiego PSL, wzruszyła mnie niezwykłą syntezą weredycznego charakteru i dobrego serca, ofiarności oraz wrażliwości, litością dla potrzebujących i predylekcją do bezkompromisowej artykulacji nawet bolesnej prawdy. Jej mąż, Zdzisław Rydel, wierny bonapartysta, biegły w Kodeksie Napoleona oraz monografiach persony oraz epoki cesarza Francuzów, bardzo przypomina mi wspaniałego Ignacego Rzeckiego, bohatera noweli "Lalka" Bolesława Prusa. Druga z wymienionych kobiet, Teresa Kulczyńska, wybitna pielęgniarka, współtwórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa wraz z Hanną Chrzanowską, była dla Marii Rydlowej niejako "przyszywaną" babcią. O ich silnej więzi świadczą przede wszystkim tęsknota autorki za jej radą, obecnością i aprobatą, a także komemoracje licznych drobnych, a istotnych chwil. W Teresie Kulczyńskiej podziwia Rydlowa skromność, empatię, uczciwość, a także religijność, która dziś stanowiłaby bardzo użyteczny wzorzec. Broniła ona prawdy i niosła pomoc pokrzywdzonym, nawet wśród wrogów, ze zjawiskową tolerancją. Niezmiernie inteligentna władała biegle językami angielskim, niemieckim i francuskim, imponowała znajomością dzieł polskich pisarzy oraz literatury zagranicznej. Dyskusje z Teresą Kulczyńską kojarzy Rydlowa ze znakomitymi ćwiczeniami intelektualnymi. W dzisiejszych czasach bardzo potrzebujemy takich osobowości, jak panie Helena Rydlowa i Teresa Kulczyńska. Na kartach książki Marii Rydlowej wielokrotnie występują dygresje do "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego. Wynikają one z personalnej fascynacji Młodą Polską po stronie autorki, wyrażoną również w wyborze pseudonimu "Maja" (od hinduskiej bogini ułudy) na czas służby w Armii Krajowej, jak też z bliskiego związku z rodziną Rydlów, przede wszystkim małżeństwa z Jackiem Rydlem, wnukiem Lucjana Rydla, czyli słynnego Poety z dramatu wielkiego twórcy polskiego. Bardzo atrakcyjne są reminiscencje "piątków u Rydlów", polegających na debatach kulturalnych, społecznych i politycznych, które wspominał z sentymentem Stanisław Wyspiański. Mi nasunęły asocjacje z obiadkami czwartkowymi w warszawskim Pałacu na Wodzie w Łazienkach Królewskich. Udana twórczość biograficzna, retrospekcyjna stanowi duże wyzwanie, które wymaga określonych predyspozycji psychologicznych autora. Zbiór wspomnień Marii Rydlowej, znakomicie dopełniony ciekawym posłowiem autorstwa jej syna, Jana Rydla, przypomina bardziej swobodną opowieść o wartkiej akcji, licznych punktach zwrotnych, wątkach zarówno wzruszających i dramatycznych, jak też rozbrajających i humorystycznych. Styl narracji Marii Rydlowej oddziałuje na czytelnika w całej gamie emocji. Niektóre retrospekcje autorki, zwłaszcza z czasów młodości, czytałem z nostalgią i śmiechem, inne z powagą i drżącymi dłońmi. Najistotniejsze w jej historii są drobiazgi, subtelności egzystencji Bronowiczan i Krakusów, przykładowo piękne wspomnienia wspólnych świąt. Te detale - nazwiska ludzi, nazwy miejsc, obyczaje i pejzaże z rodzinnych stron odtwarza autorka z niezwykłą starannością i dokładnością, a przecież dotyczą one bardzo odległej przeszłości. Równocześnie jej narracja jest niezmiernie impresyjna - bogata w iście liryczne obrazy, jak wiejski gwar i zabawy dzieci w Bronowicach Małych, rechot żab wśród nieistniejących już stawów, widoki chat porozrzucanych po pagórkach. Przyznam szczerze - przed lekturą tej książki wiedziałem o Bronowicach Małych tyle, co o wiosce kanibali w głębokim Paragwaju, nie znałem nawet lokalizacji tej wsi na mapie, lecz opowieść Marii Rydlowej wzbudziła we mnie niezwykłe wrażenie afiliacji do fantastycznej i czarującej społeczności Bronowiczan, a także ochoczy zamiar wizyty w tym miejscu. Poprzez tak osobistą i barwną manierę literacką Marii Rydlowej nie tylko czytelnik obserwuje jej prywatny świat "przez dziurkę od klucza", lecz otwiera ona drzwi na oścież i radośnie zaprasza wszystkich do środka.
Aesir - awatar Aesir
ocenił na811 lat temu
Przejazdem przez życie... Kroniki rodzinne Lucjan Kydryński
Przejazdem przez życie... Kroniki rodzinne
Lucjan Kydryński
„Przejazdem przez życie – kroniki rodzinne” Lucjana Kydryńskiego przeczytałem niemal bezpośrednio po bardzo ciekawej książce - wywiadzie z Haliną Kunicką, jego małżonką, odczuwając niedosyt wiedzy o jej małżonku. Lucjana Kydryńskiego starsi z pewnością dobrze wspominają przede wszystkim jako znakomitego głównego konferansjera festiwali i programów muzycznych, m.in. z corocznego prowadzenia festiwali w Opolu i Sopocie. Natomiast czytelnicy „Przekroju” z nostalgią wspominają jego znakomite recenzje i publicystkę opisującą wydarzenia muzyczne drugiej połowy XX wieku. Lucjan Kydryński wiele miejsca w swej książce poświęcił oczywiście Halinie Kunickiej, a także ich synowi – Marcinowi oraz synowej – Annie Marii Jopek. Poznajemy więc historię rodziny, która swe zawodowe życie związała przede wszystkim z muzyką, choć każdy w różny, specyficzny sposób. Historię rodziny Kydryńskich napisano posługując się bardzo dobrym językiem i, w odróżnieniu od wielu biografii, nie było do tego potrzebne dodatkowe wsparcie redakcyjne. Lucjan Kydryński sam przecież posługiwał się piórem znakomicie. Oczywiście główny wątek książki dotyczy powojennej sceny muzycznej i operowo – teatralnej. Pojawia się sporo recenzji z wydarzeń kulturalnych, nie zabrakło także anegdot. Lektura, która powinna zainteresować każdego, kto muzykę lubi i jej słucha. Poznajemy życie artystów sceny z czasów PRL-u, towarzyszymy ich wyjazdom i wyprawom do ówczesnego „wielkiego” świata, niedostępnego dla przeciętnego obywatela nie tylko ze względu na bariery finansowe, ale przede wszystkim z uwagi na reglamentację paszportów. W tle opowieści o rodzinie Kydryńskich - wydarzenia wielkiej historii, nie tylko tej rodzimej.
Andread - awatar Andread
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wygrasz jak przegrasz. Autobiografia