World of Warcraft t. 2

Okładka książki World of Warcraft t. 2 autora Mike Bowden, Jon Buran, Walter Simonson, 9788323747864
Okładka książki World of Warcraft t. 2
Walter SimonsonMike Bowden Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: WoW (komiks) (tom 2) komiksy
132 str. 2 godz. 12 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
WoW (komiks) (tom 2)
Tytuł oryginału:
World of Warcraft
Data wydania:
2012-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-09-01
Liczba stron:
132
Czas czytania
2 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323747864
Tłumacz:
Jakub Kowalski
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup World of Warcraft t. 2 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki World of Warcraft t. 2

Średnia ocen
6,8 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce World of Warcraft t. 2

Sortuj:
avatar
177
130

Na półkach: , ,

Kulminacja epickiej historii z czasów, kiedy lore WoW trzymał się kupy.

Kulminacja epickiej historii z czasów, kiedy lore WoW trzymał się kupy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2726
1417

Na półkach: , , ,

Warto było wymęczyć pierwszy tom.

Warto było wymęczyć pierwszy tom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
145
52

Na półkach:

Jest 2 tom komiksu na podstawie gry World of Warcraft. Piękne rysunki pozwalają wypocząć naszej wyobraźni na 1 dzień, a właściwie to nie wiem czy nawet godzinę. Szybko się czyta, nie jest to komiks z jakąś super fabułą. Nie ma tu takich akcji, gdzie nie można się oderwać od niego (z resztą ciężko się oderwać od komiksu, który się przeczyta w godzinę).
Jest to przyjemne spędzenie czasu, gdy ma się wolną godzinkę, usiąść w ogródku, zaparzyć herbatkę, kawę i szybko ją przeczytać.
Pod żadnym pozorem nie jest to pozycja obowiązkowa dla fanów gry. Jak ktoś chce się dowiedzieć co się działo przez krótki okres życia m.in. Valeery, czy Variana Wrynna to tutaj tą opowieść znajdziemy.

Jest 2 tom komiksu na podstawie gry World of Warcraft. Piękne rysunki pozwalają wypocząć naszej wyobraźni na 1 dzień, a właściwie to nie wiem czy nawet godzinę. Szybko się czyta, nie jest to komiks z jakąś super fabułą. Nie ma tu takich akcji, gdzie nie można się oderwać od niego (z resztą ciężko się oderwać od komiksu, który się przeczyta w godzinę).
Jest to przyjemne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

77 użytkowników ma tytuł World of Warcraft t. 2 na półkach głównych
  • 44
  • 33
31 użytkowników ma tytuł World of Warcraft t. 2 na półkach dodatkowych
  • 16
  • 7
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Star Wars: Pakiet Mandalorianin Rodney Barnes, Steven Cummings, Adi Granov, Stephanie Hans, Georges Jeanty, Walter Simonson
Ocena 0,0
Star Wars: Pakiet Mandalorianin Rodney Barnes, Steven Cummings, Adi Granov, Stephanie Hans, Georges Jeanty, Walter Simonson
Okładka książki Star Wars: Mandalorianin. Sezon drugi. Część druga Rodney Barnes, Steven Cummings, Georges Jeanty, Walter Simonson
Ocena 6,4
Star Wars: Mandalorianin. Sezon drugi. Część druga Rodney Barnes, Steven Cummings, Georges Jeanty, Walter Simonson
Okładka książki Fafhrd i Szary Kocur. Omnibus Howard Chaykin, George Alec Effinger, Fritz Leiber, Mike Mignola, Al Milgrom, Walter Simonson, Jim Starlin, Alfonso Williamson
Ocena 6,4
Fafhrd i Szary Kocur. Omnibus Howard Chaykin, George Alec Effinger, Fritz Leiber, Mike Mignola, Al Milgrom, Walter Simonson, Jim Starlin, Alfonso Williamson
Okładka książki Wolverine Epic Collection: Powrót do podstaw John Buscema, John Byrne, Howard Chaykin, Gene Colan, Peter David, Jo Duffy, Archie Goodwin, Bill Jaaska, Klaus Janson, Barry Kitson, Mike Mignola, Walter Simonson
Ocena 5,9
Wolverine Epic Collection: Powrót do podstaw John Buscema, John Byrne, Howard Chaykin, Gene Colan, Peter David, Jo Duffy, Archie Goodwin, Bill Jaaska, Klaus Janson, Barry Kitson, Mike Mignola, Walter Simonson
Okładka książki X-Men. Punkty zwrotne. Inferno Bret Blevins, Jon Bogdanove, Chris Claremont, Terry Shoemaker, Marc Silvestri, Louise Simonson, Walter Simonson
Ocena 6,3
X-Men. Punkty zwrotne. Inferno Bret Blevins, Jon Bogdanove, Chris Claremont, Terry Shoemaker, Marc Silvestri, Louise Simonson, Walter Simonson
Okładka książki X-Men. Punkty zwrotne. Upadek mutantów Bret Blevins, Chris Claremont, Marc Silvestri, Louise Simonson, Walter Simonson
Ocena 6,6
X-Men. Punkty zwrotne. Upadek mutantów Bret Blevins, Chris Claremont, Marc Silvestri, Louise Simonson, Walter Simonson

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Warcraft: Smocze Łowy Richard A. Knaak
Warcraft: Smocze Łowy
Richard A. Knaak Jae-hwan Kim
Uwielbiam książki i komiksy osadzone w realiach popularnych i kultowych gier z gatunku RPG, jakimi są na przykład "Baldur's Gate", "Sacred", czy [tak jak w tym przypadku] "World of Warcraft". Pozwalają mi one głębiej wniknąć w magiczne uniwersum, jakie stworzyli twórcy gier oraz rzesze fanów publikujących swoje prace w sieci. Powróćmy jednak do produktów oficjalnych, sygnowanych logiem Warcrafta. Jednym z nich jest trzytomowa manga [powinnam raczej posługiwać się terminem Manhwa - wszak rysownik jest Koreańczykiem zamieszkałym obecnie w Tajlandii], której pierwszy tom miałam przyjemność dzisiaj przeczytać w związku z moim "eventem" polegającym na czytaniu pozycji mniej lub bardziej związanych ze smokami. "Smocze łowy", bo taki tytuł nosi tom pierwszy, zaskoczyły mnie pozytywnie. Co się od razu rzuca w oczy to piękna, dopasowana kreska, pozbawiona oczu na 3/4 twarzy, co pokutuje w wielu komiksach pochodzenia azjatyckiego. Kiedyś bardzo mi się to podobało, ale obecnie preferuję, gdy styl rysowania jest jak najbardziej realistyczny. Tyczy się to zarówno bohaterów, jak też malowniczych teł, których w tym komiksie nie brakuje. Rysownik nie wycina ich bez powodu, a nawet - zaryzykuję stwierdzeniem - że scenografia staje się jednym z bohaterów. Historia przedstawiona w komiksie bardzo zgrabnie ewoluuje od sceny polowania na błękitnego smoka aż po powzięcie przez bohaterów decyzji walki ze złem, które uosabia Litch King [Król Licz]. Tutaj wszystko ma swoją przyczynę, nawet wspomniane już wcześniej łowy na smoka. Są postacie "bielsze" i "czarniejsze", jednak każdy z nich ma swoją osobowość. Nie odczułam, by którykolwiek z bohaterów pojawił się na kartach tego komiksu jako tak zwany "zapychacz". Jest tylko jeden minusik. Nie wiem, w jaki sposób rozwiązano to w wydaniu polskim, jednak w Tokyopopie męczyły mnie początkowe czarne strony, na których opisano tło historii. Może gdyby czcionka zwężała się ku górze... Pobożne życzenia. I na tym chyba zakończę opiniowanie komiksu, który niegdyś w Polsce został wydany pod szyldem nieistniejącego już wydawnictwa Kasen. Jeśli komuś komiks wpadnie w ręce - trzymajcie. To jedna z perełek mangowych na polskim rynku, diamencik wśród zalewających nas "jakże oryginalnych" historyjek o miłości nadpobudliwej i roztrzepanej nastolatki, czy też o chłopcu, który przez "n razy ile można" tomów będzie udowadniał sobie i światu, że jest najsilniejszy.
electric_cat - awatar electric_cat
ocenił na713 lat temu
Wolverine - Jason Aaron kolekcja, tom 1 Adam Kubert
Wolverine - Jason Aaron kolekcja, tom 1
Adam Kubert Howard Chaykin Ron Garney Jason Aaron Steven Seqovia
Dlaczego warto przeczytać Wolverine'a Jasona Aarona? Na sam początek powiem coś lekko kontrowersyjnego - nigdy nie byłem fanem Wolverine'a. Jakoś nie podzielałem nigdy tego masowego uwielbienia jego postaci. Nie zrozumcie mnie źle, respektuję wieloletnią kreację Hugh Jackmana i lubiłem Logana jako część X-Men lub innych drużyn. Po prostu sam Wolverine nie wydawał mi się aż tak interesujący. Staram się jednak być otwarty na nowe doświadczenia, więc stwierdziłem, że spróbuję poznać bliżej komiksową wersję Rosomaka, czytając jego własne solowe serie. Ogromną zachętą do tego było również nazwisko autora. Zabrałem się za tą serię z nadzieją, że uda mi się bliżej poznać Wolverine'a i z tego zadania wywiązała się ona aż z nawiązką. Jest przepełniona wewnętrznymi przemyśleniami Logana, dotyczącymi tego jak postrzega on samego siebie, ludzi wokół niego i swoje moce. Dostajemy bardzo dużo wydarzeń z przeszłości, umiejscowionych w różnych miejscach i różnych epokach i jest to bardzo ciekawe. Dosłownie w pierwszej historii przeplata się teraźniejsza pogoń Wolverine'a za Mystique z historią jak się poznali w latach 20-tych, osobiście lubię takie motywy. Doceniam też, że Aaron nie boi się pokazywać jak nieidealną postacią jest Logan, jak dużo ma na sumieniu, ale też jak czuje się z tymi wydarzeniami, jaki przez nie ma stosunek do samego siebie. Wiele miejsca poświęcone jest wątpliwościom Wolverine'a co do własnego bohaterstwa oraz tego czy w ogóle zasługuje, aby żyć. Scenarzysta pięknie pokazuje, że Logan chciałby być bardziej ludzki i otwarty emocjonalnie na innych, ale jednocześnie ma blokadę psychiczną, którą na przestrzeni kolejnych zeszytów stara się przełamać. Wspomniałem na początku, że Wolverine wcześniej nie był dla mnie interesujący. Po tych 4 tomach uważam go za fascynującą, niejednoznaczną postać, o której można bardzo wiele powiedzieć i poprowadzić na więcej, niż jeden sposób. Całość recenzji dostępna na mojej stronie: https://www.facebook.com/profile.php?id=100095305879459
Borys - awatar Borys
ocenił na82 lata temu
Aliens. Opór Brian Wood
Aliens. Opór
Brian Wood Robert Carey
Moi Drodzy ➡️Wiecie zapewne (albo i nie wiecie),że świat Aliena uwielbiam. Dawno nie było nic u mnie z tego uniwersum no to jest. "Aliens Opór". To będzie bardzo krótka recenzja (nad czym ubolewam),ale naprawdę nie było o czym pisać. @screamcomics wydał to bardzo fajnie, jak zresztą całą serię, że nie wspomnę o wszelakich wydaniach rocznicowych (REWELACJA!),które oczywiście posiadam i do których dojdziemy w swoim czasie. A teraz macie jako mały przerywnik niewielki objętościowo "Opór" - 96 stron. ➡️Co napisał wydawca? "Program broni biologicznej prowadzony w tajemnicy przez złą korporację, naraża ludzkość na ogromne niebezpieczeństwo. Córka Ellen Ripley musi stawić czoła zagrożeniu ze strony przerażających ksenomorfów.” Tyle wystarczy, bo w kompletnym opisie jest zawarte prawie wszystko to, o czym przeczytacie w komiksie – przegięcie 😁 ➡️Córka Ellen Ripley - Amanda - jestem na tak. Całkiem dobre rysunki, oglądałem z przyjemnością - jestem na tak. Kolejni ludzie do uratowania - jestem na tak. Weyland-Yutani jako zbiorczy czarny charakter - oczywiście, że tak 🙂 Obcy niestety pojawiają się dość późno - praktycznie dopiero w drugiej połowie komiksu i jest ich stanowczo za mało a to przecież oni stanowią siłę tego świata - jestem na nie. Co do scenariusza ogólnie - jestem na nie. Zbyt prosto i zbyt naiwnie. I mocno chaotycznie. Weźcie jednak pod uwagę jedno - co tu można wymyśleć po raz n-ty w tym świecie. No dobra, czasem jednak można, ale nie tym razem. Scenariusz niestety nie przypadł mi do gustu. ➡️Cieszę się, że przede mną na półkach jeszcze mnóstwo obcych, bo po tym komiksie czuję poważny niedosyt. Oceniam go na 6,5/10 i pozostaję z apetytem na więcej i lepiej. Dla fanów Aliena - trzeba to mieć. Dla pozostałych już niekoniecznie a na pewno nie na rozpoczęcie znajomości z Obcym w komiksie. I już, to koniec recenzji 😁
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na64 lata temu
Harley Quinn: Cała w czerni, bieli i czerwieni Jimmy Palmiotti
Harley Quinn: Cała w czerni, bieli i czerwieni
Jimmy Palmiotti Amanda Conner Chad Hardin John Timms
Szósta odsłona przygód zwariowanej klaunicy to zarazem finalny tom serii oraz ostatni akcent „Nowego DC Comics” na polskim rynku. Amanda Conner i Jimmy Palmiotti na łamach trzydziestu regularnych zeszytów (oraz kilku wydarzeń specjalnych) zaprezentowali nam zrewitalizowany wizerunek jednej z najbardziej szalonych (anty)bohaterek DC Comics. Dotąd mieliśmy okazję cieszyć się historiami dynamicznymi, nieprzewidywalnymi i pełnymi „radosnej” przemocy. Twórcy dawali nam rozrywkę niewyszukaną, ale energetyczną i – summa summarum – także satysfakcjonującą. Jak w ten obraz wpasowuje się tom kończący całość? Trzeba przyznać, że całkiem nieźle, chociaż lekkie zmęczenie materiału można w nim jednak wyczuć. Byłej dziewczynie Jokera nie przestają przydarzać się niespotykane rzeczy. Tym razem stała się obiektem westchnień zamaskowanego szaleńca, niejakiego Red Toola, który chce za wszelką cenę dowieść swojej miłości. Tylko czy odpowiednim sposobem jest porwanie oblubienicy, próba przymuszenia jej do stanięcia na ślubnym kobiercu i mordowanie innych ludzi? Jakkolwiek nie brzmiałyby odpowiedzi na te pytania, podczas potyczek z absztyfikantem Harley przypadkowo zabija syna groźnego mafiosa, co skutkuje poważnymi konsekwencjami. Za głowę byłej psychiatry w Azylu Arkham zostaje bowiem wyznaczona wysoka nagroda. Obraz całości nie różni się zasadniczo od tego, co otrzymaliśmy na łamach poprzednich pięciu odsłon serii. Na kolejnych kartach dominuje szalona akcja, podlana soczystą porcją przemocy. Sytuacji sprzyja fakt, że twórcy wprowadzają tu postać, która w założeniu jest parodią Deadpoola z konkurencyjnego uniwersum Marvela. Mowa o niejakim Red Toolu, facecie który swoje uczucia lubi uzewnętrzniać w wybitnie niekonwencjonalny sposób. Innymi słowy – do, i tak szalonego, cyklu dodano postać, która jeszcze to szaleństwo podkręca. Wszędzie indziej taki miszmasz raziłby i powodowałby przesyt, ale w prowadzonym przez Conner i Palmiottiego tytule nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz zdaje się być na miejscu. Delikatna równowaga między pozytywnym scenariuszowym wariactwem a przesadą nie została jednak zachowana we wszystkich zeszytach wchodzących w skład omawianego tomu. Gorzej prezentuje się część, w której Harley musi uporać się z dybiącym na jej życie, łaknącym zemsty mafiosem. Twórcy zdecydowali się na zabawę w stylu „wielkie roboty się naparzają”, co okazało się zaskakująco mało emocjonujące. Wyraźnie przesadzono tu ze spektakularnością i wybuchami, co zamiast bawić, razi przesytem formy nad treścią. Na nieco wyższym poziomie stoi za to zamykająca cały zbiór opowiastka o misji ratowania pewnego drzewa. To typowa dla cyklu wariacja na temat nowej wersji Harley, która obok bycia szaloną psotnicą, chce też przysłużyć się społeczeństwu. „Walka o drzewo”, mimo że niczym nie zaskoczy wiernych fanów Quinn, stanowi dobre zakończenie serii, z którego można płynnie skoczyć w „Odrodzenie”. „Cała w czerni, bieli i czerwieni” przynosi, co nieco dziwi, mało interesujących bohaterów drugoplanowych. Ci od początku stanowili o sile tego tytułu, że wspomnę tylko o Sy Borgmanie czy członkach Gangu Harleyek. Tym razem jednak nie otrzymamy nikogo o porównywalnie silnej osobowości. Sam Red Tool nie wystarczy, by czytelnik był zadowolony, tym bardziej, że nawet tak silne i charakterystyczne postaci jak Poison Ivy i Wielki Tony znalazły się na bardzo dalekim planie. Conner i Palmiotti wyjdą jednak z tej sytuacji obronną ręką, bo postacią, która ciągnie wszystko do przodu, wciąż jest główna bohaterka. Quinn ma tyle charyzmy, że mogłaby nią spokojnie obdzielić kilka innych tytułów i nadal zostałoby jej naprawdę dużo. Wizualnie nie ma w „Całej w czerni, bieli i czerwieni” większych zaskoczeń. Jest podobnie jak wcześniej, czyli efektownie i bardzo dynamicznie. Ponadto nikt nie szczędzi koloru, co sprawia, że całość okazuje się naprawdę przyjemna dla oka. Pewnym mankamentem może wydać się fakt, że nie zawsze rysunki są tak przejrzyste, jak w poprzednich tomach. Problem nie jest jednak dojmujący, bo dotyczy tylko jednego z pięciu wchodzących w skład albumu zeszytów, tym niemniej fragment o walce wielkich robotów momentami okazuje się mało klarowny i nadmiernie szczegółowy. Rozstania, zwłaszcza z kimś, kogo naprawdę polubiliśmy, bywają bardzo bolesne. Ostatni tom „Harley Quinn” z „Nowego DC Comics” nie jest jednak pożegnaniem definitywnym. Już za chwilę w Polsce wystartuje „odrodzona” seria z szaloną bohaterką w roli głównej, a wszystkich jej fanów z pewnością zbuduje informacja, że będą za nią odpowiadać ci sami ludzie. Zanim jednak dostaniemy ją w swoje ręce, cieszmy się z tego, co mamy. Bo „Cała w czerni, bieli i czerwieni”, jakkolwiek nie przynosi niczego nowego, a momentami wydaje się wtórna, ostatecznie jest komiksem niezłym, który stanowi całkiem smaczną wisienkę na torcie. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - http://zlapany.blogspot.com/2018/01/harley-quinn-tom-6-caa-w-czerni-bieli-i.html oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/13435
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na68 lat temu
Batman - Detective Comics: Ikar Scott Hepburn
Batman - Detective Comics: Ikar
Scott Hepburn Werther Dell'Edera Brian Buccellato Francis Manapul
W szponach narkotyków. W Gotham City pojawia się nowa używka – substancja o nazwie „Ikar”, która dosłownie spala osobę zażywającą go. Kiedy ofiarą narkotyku pada znajoma Bruce Wayne’a, nadchodzi czas żeby do gry wszedł Batman. Tom ten w odróżnieniu od poprzedników niemal zupełnie odchodzi od motywów często kojarzonych z Batmanem takich jak elementy fantastyczne, szaleńcy z Arkham czy batgadżety. Zamiast tego czytelnik dostaje walkę ze zwykłymi gangsterami zajmującymi się narkotykami czy handlem ludźmi. Pojawiają się wprawdzie pewne urozmaicenia jak wojownik sumo czy groźna kałamarnica, ale nie sprawiają one, że historia staje się niedorzeczna. Klimat jest tu bardzo ciężki – pokazane są skutki działania narkotyków, porachunki gangsterskie czy żerowanie na bezbronnych. Efekt psuje trochę niepotrzebne wprowadzenie pod koniec tomu człowieka o nadludzkich właściwościach – gdyby go nie było, historia potoczyłaby się tak samo. Dużą rolę odgrywa tu też wątek śledztwa. Widzimy tu dwa, jeśli nawet nie trzy równoległe dochodzenia. Zamiast komisarza Gordona pojawia się tu detektyw Harvey Bullock, który nie do końca ufa Batmanowi i stosuje własne metody. Także krewna jednej z ofiar narkotyku prowadzi bardzo bezpośrednie działania na własną rękę. Naprawdę bardzo ciekawie zestawia się ze sobą te różne podejścia do tej samej sprawy. Za rysunki odpowiada tu Francis Manapul, znany serii „Flash” z Nowego DC Comics. Dzięki pomysłowemu kadrowaniu i zastosowaniu pastelowych barw sprawia, że pozornie przyziemna historia staje się niezwykłym doświadczeniem. Dzięki tej warstwie graficznej łatwiej przełknąć niepotrzebny wątek fantastyczny pod koniec opowieści. Tom ten zawiera również zamkniętą historię wydaną oryginalnie jako „Detective Comics Annual”. Opowieść ta porusza podobny motyw jak główny wątek tomu czyli walkę ze zwykłymi gangsterami, gdzie dużą rolę odgrywają narkotyki. Niestety tutaj już zabrakło interesującego pomysłu, przez co całość jest dosyć nużąca. Ciekawostką może być zaangażowanie tutaj aż trzech rysowników – Werther Dell’Edera, Jorge Fornes i Scott Hepburn. Jednakże wszyscy z nich strasznie starają się naśladować styl Manapula, a wychodzą im karykaturalne postacie i chaos, który ciężko się czyta. Tom ten pokazuje, że dalej da się opowiadać z Batmanem bardziej przyziemne opowieści. Pozytywne wrażenie psuje niestety historia kończąca tom. Ogólnie jednak warto.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na77 lat temu
Batman - Detective Comics: Gniew John Layman
Batman - Detective Comics: Gniew
John Layman Andy Clarke Jason Fabok James Tynion IV
Kolejny zbiór różnych opowieści Batmanie. W tym tomie dostajemy epidemię zamieniającą ludzi w hybrydy człowieka i nietoperza, zakończenie wątku Pingwina Cesarskiego, a także debiut nowego superłotra. Początek tomu to najwyraźniej pierwsze spotkanie z mutacją Man-Bata w nowym uniwersum DC Comics. Batman poznaje tutaj naukowca Kirka Langstroma, który przed restartem był pierwszą hybrydą człowieka i nietoperza. Jak nietrudno się domyślić jest on odpowiedzialny za plagę, ale tutaj wyraźnie stara się pomóc Batmanowi. Podobało mi się jak był on tu prowadzony, a decyzja jaką musi podjąć w finale jest dosyć emocjonująca. Jeżeli chodzi o Batmana, to dobrym pomysłem było tu, że bohater łączy tu zarówno swoje zdolności detektywistyczne, jak i umiejętności walki. Za rysunki odpowiada tu znany w tej serii Jason Fabok – jego kreska jest bardzo dokładna i dynamiczna. Szkoda, że niestety rysowane przez niego stwory wyglądają identycznie – do wyjątków należy tu lekko szokująca scena niemal z początku tomu, a także znany już wcześniej przeciwnik Batmana w znietoperzonej formie. Warto wspomnieć, że wątek ten jest kontynuowany w krótszych historiach porozrzucanych po tomie, gdzie dowiadujemy się prawdy o kulisach części zdarzeń, a także o motywacjach innych bohaterów. Możliwe, że jest też to również debiut nowego groźnego przeciwnika. Bardzo dobrze opowiedziana i zaskakująca historia. Tutaj już rysuje Andy Clarke, który jest już mniej dokładny od Faboka i przy tym lubi dodawać dużo lekkich kresek zarówno postaciom, jak i przedmiotom – jest to klimatyczne, ale nie wiem czemu ma służyć. Następnie mamy finałowe starcie z Pingwinem Cesarskim. Z jakiegoś powodu postanowiono dodać mu supermoce i zmienić wygląd, więc zamiast pojedynku z wyrafinowanym gangsterem, mamy jedną wielką młócką. Rozczarowuje także epilog w więzieniu (rysowany przez Andy’ego Clarka),gdzie występują równie groteskowi złoczyńcy – wypada to niezamierzenie śmiesznie. Wątek ten ratuje interwencja klasycznego Pingwina, a także jego końcowy dialog z Brucem Waynem. Tutaj również rysuje świetny Jason Fabok. Plus jednak za krótką opowieść o jednym z ludzi Pingwina, który pracuje dla Pingwina Cesarskiego. Dowiadujemy się jak gangsterzy zyskali na aferze z epidemią. Szkoda, że przy tym wspominany łotr niestety nie miał okazji wykorzystać swoich nadludzkich zdolności. Dostajemy tu rysunki Henrika Johnsona – ładna, przyzwoita kreska, ale bez rewelacji. Kolejny rozdział to walka Batmana z orientalną zabójczynią, z którą łączy go wspólna przeszłość. Podobało mi się, że nawiązuje się tu do jednej z krótszych historii z „Technik zastraszania”, a także znana z serii „Batman” Harper Row ma tu swoje pięć minut. Fabularnie to jednak kolejna nieszczęsna miłość Bruce’a Wayne’a, która staje się jego przeciwnikiem – wystarczy przypomnieć tu Catwoman czy Talię al. Ghul. Tutaj możemy podziwiać kreskę Scotta Eatona – czasami niestety dochodzi do niezamierzonych deformacji, trochę kojarzył mi się przy tym z Howardem Porterem. Nie podobał mi się też strój głównej bohaterki – strasznie tandetny, a kiedy włączają się holograficzne ramiona, to w ogóle robi się parodia. Bardzo mało oryginalna historia. Na sam koniec dostajemy tytułowy „Gniew”. Początkowo wyglądało na to, że główny łotr będzie czymś w rodzaju złej wersji Batmana. Jednakże w momencie ujawnienia jego tożsamości staje się on bardzo sztampowym przeciwnikiem, a jego motywacja jest nieciekawie. Główną zaletą tego fragmentu są przemyślane sceny akcji ładnie zilustrowane przez Jasona Faboka. W tomie znajduje się jeszcze dwie krótkie historie. Pierwsza opowieść dotyczy Bane’a. Jest to właściwie wstęp do komiksu „Szpon” i nie funkcjonuje jako samodzielne dzieło. Plus jednak za ukazanie Bane’a jako rozważnego przywódcy, debiut jego nowych różnorodnych pomocników, którzy podobnie jak on są wspomagani Jadem, a także nawiązanie do Trybunału Sów. Pojawia się też nawiązanie do jednego z wcześniejszych pojedynków z Batmanem, ale niestety nie jestem w stanie stwierdzić czy to było coś sprzed restartu czy już po. Warstwę graficzną dostarcza tu Mikel Janin kojarzący się trochę z Edem McGuinessem, ale mniej utalentowanym. Kolejna krótka opowieść dotyczy policjantów z Gotham. Powraca tu policjantka znana z krótkiej historii o masce Jokera z poprzedniego tomu. Jest tu dobrze pokazane zróżnicowane podejście do Batmana – część policjantów ma go za sprzymierzeńca i bohatera, a dla części utrudnia on pracę. Okazuje się, że lubienie Człowieka-Nietoperza nie jest zbyt popularne i naraża na ostracyzm. Możliwe, że jesteśmy tu świadkami narodzin nowego duetu na miarę Rene Montoyi i Crispusa Allena z „Gotham Central”. Rysuje tutaj Jason Masters, który najlepiej sprawdza się w spokojnych momentach, bo jego sceny akcji są strasznie statyczne. Nie pomagają tu również sprane kolory. Podsumowując, jest to coś w rodzaju pudełka z czekoladkami – niektóre opowieści są bardzo dobre, inne co najwyżej średnie. Ogólnie jednak bez rewelacji.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na68 lat temu
Harley Quinn: Joker nie śmieje się ostatni Jimmy Palmiotti
Harley Quinn: Joker nie śmieje się ostatni
Jimmy Palmiotti Amanda Conner Paul Mounts Chad Hardin
Wydawać by się mogło, że wraz z każdym kolejnym tomem „Harley Quinn” wzrasta ryzyko, że twórcom w końcu skończą się pomysły na zwariowane przygody głównej bohaterki. Razem z tym wydanym teraz liczba wydań zbiorczych na naszym rynku to pięć ksiąg, a obrana konwencja niesie ze sobą pewne ograniczenia. Jednak, o dziwo, Conner i Palmiotti cały czas potrafią utrzymać wysoki poziom pisanej przez siebie serii – owszem, zdarzają im się chwilowe wahania formy, ale nie zanotowali jeszcze żadnej spektakularnej wpadki. „Joker nie śmieje się ostatni” tego stanu rzeczy na pewno nie zmieni. Kłopoty i przygody nie przestają omijać Harley Quinn. Z odmętów przeszłości do żywych wraca pewna rosyjska femme fatale. Kobieta, która obecnie bardziej przypomina cyborga niż zwykłego człowieka, ma do wyrównania rachunki z Sy Borgmanem i Harley. Kolejne niebezpieczeństwo nadciąga z zupełnie innej strony. Najnowszy wybranek panny Quinn, Mason Macabre, trafia do więzienia, gdzie odsiaduje wyrok za (przypadkowe) zabójstwo syna burmistrza. Problem w tym, że ktoś chce, by jego żywot zakończył się przedwcześnie, Mason musi więc odpierać ataki morderców. Ostatecznie mężczyzna trafia do Azylu Arkham, a żeby go stamtąd wydostać, Harley będzie musiała zmierzyć się ze swoim eks, Jokerem. Od samego początku wydawana w ramach Nowego DC Comics seria charakteryzuje się sporą dawką przemocy. W najnowszym tomie jest ona nadzwyczaj krwawa, co nieco zaskakuje, zważywszy na fakt, że mamy do czynienia z komiksem mainstreamowym. Oczywiście, wciąż daleko tu do poziomu takiego „Punisher Max”, ale na kolejnych kartach można znaleźć tak sugestywne obrazki jak krwawy headshot, pręt wbity w bebechy czy też pałka rozkwaszająca oko. Niektórzy zapewne powiedzą, że taka jest w końcu zasada – im dalej w kontynuację, tym więcej krwi i zgonów, ale tutaj ten stan rzeczy pasuje, ponieważ podkreśla, że Harley Quinn, jakkolwiek stara się postępować właściwie, pozostaje osobą, która nie przebiera w środkach, czasami przesadza w użyciu siły i wciąż dużo w niej z szalonej łotrzycy, jaką była przez lata. Piąty tom serii jest chyba najmniejszy objętościowo z dotychczasowych. Zawarto tu cztery zeszyty regularnej serii i jeden numer specjalny. Główna linia fabularna sprawia tym razem wyjątkowo dobre wrażenie – Conner i Palmiotti udanie przywracają jedną z postaci poznanych na początku cyklu, ponownie czyniąc z niej zagrożenie dla Harley i Sy. Ta część opowieści jest naprawdę dynamiczna i efektowna, czyli taka, jakiej można się było spodziewać. Na kolejnych stronach śledzimy już próby wyciągnięcia z więzienia Masona. Także one przynoszą czytelnikowi dużo dobrego. O efektownej przemocy pisałem już wcześniej, tutaj poza nią dostajemy też intensywną akcję, charakterystyczny humor i szczyptę nieco poważniejszej tematyki, szczególnie podczas spotkania Harley i Jokera – jest ono wypełnione emocjami i stanowi próbę wyzwolenia się kobiety spod psychicznego wpływu swojego byłego faceta. Niejako na deser otrzymujemy opowieść o odnalezieniu przez główną bohaterkę butelki z zamkniętym w niej dżinem. To dobra okazja dla scenarzystów na popuszczenie wodzy wyobraźni, zwłaszcza, że Harley nie ma do dyspozycji jedynie trzech życzeń, ale nieskończoną ich ilość. Całość pełna jest zabawnych nawiązań, bywa, że autorzy spojrzą na jakąś rzecz z niecodziennej perspektywy, a i znane powiedzenie, by „uważać na to, czego się sobie życzy”, okaże się zaskakująco życiowe. Opowieści takie jak ta stanowią ciekawe dopełnienie regularnych przygód panny Quinn. Jeśli chodzi o warstwę graficzną albumu, to nie ma się do czego przyczepić. Głównym artystą jest Chad Hardin. Już w poprzednich tomach to on był tym, którego prace sprawiały najlepsze wrażenie, cieszy więc, że miał okazję, by dalej pracować nad serią. Jak jest tym razem? Bardzo dynamicznie i efektownie, ale także, co niezwykle istotne, niezwykle przejrzyście, nawet w scenach najbardziej intensywnej akcji. Hardin bezsprzecznie jest właściwą osobą na właściwym stanowisku i wyraźnie czuć, że jego angaż do serii był decyzją trafioną. To niesamowite, ale w piątym już tomie zbiorczym „Harley Quinn” ponownie utrzymała wysoki poziom. Autorzy nie tracą pomysłów na kolejne perypetie bohaterki, a w przypadku niektórych wątków zawartych w „Joker nie śmieje się ostatni” można nawet odnieść wrażenie, że należą do najjaśniejszych momentów w całej serii. Cykl Conner i Palmiottiego to niewątpliwie jeden z koni pociągowych Nowego DC Comics i jeśli ceni się ofensywny i bezkompromisowy humor, warto się z nim zapoznać. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2017/09/harley-quinn-tom-5-joker-nie-smieje-sie.html oraz na łamach serwisu Szortal - http://szortal.com/node/12585
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na88 lat temu
Fire and Stone: Aliens Chris Roberson
Fire and Stone: Aliens
Chris Roberson Patric Reynolds
W starciu z morderczymi Obcymi jednym ratunkiem wydaje się ucieczka. Jednak czy w komosie znaleźć można miejsce wolne od krwiożerczych monstrów? Bohaterowie drugiego tomu serii „Fire and Stone” przekonują się, że bezpieczeństwo jest trudno dostępnym dobrem. Akcja „Aliens” rozgrywa się przed wydarzeniami opisanymi w pierwszym tomie serii zatytułowanym Prometeusz. Kolonizatorzy z księżyca LV-426 zamieszkujący kolonię znaną jako Hadley’s Hope padają ofiarą ataku Obcych. Nielicznym udaje się uciec na sąsiedni księżyc LV-223, jednak nawet tam nie mogą zaznać spokoju. Główny bohater komiksu Derrick Russel, specjalista od terramorfowania, stara się zrozumieć naturę czarnej mazi, która zdaje się przyspieszać procesy ewolucyjne na księżycu. Jednocześnie śledzimy losy kolonizatorów, którzy próbują przetrwać we wrogim środowisku. Stworzona przez Chrisa Robertsona historia dobrze wpisuje się w klimat stworzonego przez Ridleya Scotta świata. W „Aliens: Fire and Stone” obserwujemy walkę o przetrwanie grupy kolonizatorów, której członkowie nie mogą osiągnąć porozumienia odnośnie metod, które mają służyć przetrwaniu. Z drugiej strony scenarzysta pokazuje, choć dość pobieżnie, prowadzone przez Derricka badania nad naturą procesów ewolucji ekosystemu na LV-223, na efekty których natrafią bohaterowie poprzedzającego „Aliens” tomu… Więcej na: http://gitararysowane.pl/aliens-fire-and-stone/
Gitarą Rysowane - awatar Gitarą Rysowane
ocenił na79 lat temu

Cytaty z książki World of Warcraft t. 2

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki World of Warcraft t. 2