Sekta made in Poland

Okładka książki Sekta made in Poland autora Marek Miller, 9788374695701
Okładka książki Sekta made in Poland
Marek Miller Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Seria: Laboratorium Reportażu reportaż
315 str. 5 godz. 15 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Laboratorium Reportażu
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
315
Czas czytania
5 godz. 15 min.
Język:
polski
ISBN:
9788374695701
Średnia ocen

5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sekta made in Poland w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Sekta made in Poland

Średnia ocen
5,8 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sekta made in Poland

Sortuj:
avatar
1548
75

Na półkach: , ,

Książka oparta jest na wypowiedziach ludzi, którzy należeli do sekty, na artykułach prasowych oraz aktach sądowych. Napisana jest w dość ciekawy sposób, gdyż od początku widzimy cały mechanizm werbowania ludzi przez sektę. Byli członkowie opowiadają dlaczego tam wstąpili, co działo się w środku sekty i na koniec dlaczego odeszli. Niektóre opowieści są dość mocne i trudno był mi sobie wyobrazić, że tak łatwo można drugiemu człowiekowi zrobić pranie mózgu.

Część książki to wypowiedzi ludzi, którzy sami stworzyli sobie "podwórkowe" sekty satanistyczne. Wiedzę czerpali z książki LaVeya lub zasłyszanych opowieści,a ich praktyki skończyły się tragicznie.

Dużym plusem książki jest to, że ludzie Ci nie są w ogóle oceniani przez autora. Ich wypowiedzi i opowieści pozostają bez komentarza.

Książka oparta jest na wypowiedziach ludzi, którzy należeli do sekty, na artykułach prasowych oraz aktach sądowych. Napisana jest w dość ciekawy sposób, gdyż od początku widzimy cały mechanizm werbowania ludzi przez sektę. Byli członkowie opowiadają dlaczego tam wstąpili, co działo się w środku sekty i na koniec dlaczego odeszli. Niektóre opowieści są dość mocne i trudno...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

58 użytkowników ma tytuł Sekta made in Poland na półkach głównych
  • 31
  • 27
13 użytkowników ma tytuł Sekta made in Poland na półkach dodatkowych
  • 6
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Marek Miller
Marek Miller
Urodził się w 1951 roku w Łodzi. Dziennikarz, pisarz, scenarzysta. Absolwent socjologii na Uniwersytecie Łódzkim. Założyciel Laboratorium Reportażu przy Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładał na Wydziale Reżyserii PWSTTiF w Łodzi. Autor książek: „Reporterów sposób na życie”, „Kto tu wpuścił dziennikarza”, „Arystokracja”, „Filmówka”, „Zagrajcie mi to pięknie”, „Pan Tadeusz według Andrzeja Wajdy”. Na podstawie jego książki „Pierwszy milion, czyli chłopcy Mielczarskiego” powstał film „Pierwszy milion” w reżyserii Waldemara Dzikiego. Członek Polskiej Akademii Filmowej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Krwawi mordercy maniacy szaleni i nienawistni - od starożytności do czasów współczesnych Rodney Castleden
Krwawi mordercy maniacy szaleni i nienawistni - od starożytności do czasów współczesnych
Rodney Castleden
W obronie autora zaznaczyć należy, że tytuł jego książki jest jak najbardziej zgodny z treścią. Błąd popełniła tłumaczka i to jej należy się nagana. W oryginale tytuł brzmi bowiem "Infamous Murderers: Maniacs Filled with Hatred and Rage". Zwracam na to uwagę, bo w niektórych recenzjach czytałam już, że jest on mylący. Zbiór przestępców jest podzielony według części, moim zdaniem spójnych. Na niekorzyść autora można by stwierdzić, że miejscami jego opinia dominuje ponad obiektywnymi faktami, jednak biorąc po uwagę nieścisłości historyczne, podanie przez autora różnych prawdopodobnych wersji wydarzeń nie jest rażące. Napisane jest prostym językiem, przejrzyście przedstawiając zagadnienia kryminalne. Dużym minusem jest brak umiejscowienia w czasie niektórych morderstw. *Komentarz, niekoniecznie związany z omawianą publikacją. Jest dla mnie niesamowicie rażącym fakt, że jedna z czytelniczek uważa, tę książkę za opisującą wydarzenia "mało krwawe". Jeśli ktoś uważa, że ojciec, który podrzyna własnym dzieciom gardła, a następnie wywleka ich jelita na zewnątrz, to wydarzenie mało krwawe, to poważnie zalecam psychoterapię, to albo to poważne zaburzenie psychiczne (zdecydowanie antyspołeczne i niezgodne z kodem biologicznym, zakrawające na niebezpieczne) albo ma niezdrową zdecydowanie pseudo szpanerską manię wywołaną niezdrowym wpływem subkultury. I tak, sama jestem fanką black metalu, ale na całe szczęście nie mam tak "zrytej psychiki", żeby okrutnych morderstw nie nazywać krwawymi, niezależnie od mojego ich wartościowania.
Nemerle - awatar Nemerle
ocenił na611 lat temu
Seryjni mordercy Jarosław Stukan
Seryjni mordercy
Jarosław Stukan
To moja pierwsza książka tego autora oraz tego wydawnictwa. Książka składa się z trzech rozdziałów. W pierwszym, autor po krótce wyjaśnia podstawowe kwestie zwiazane z seryjnymi mordercami takie jak: różnice pomiędzy zabójstwem a morderstwem, dzieciństwo, typologię i zaburzenia seryjnych morderców. W drugiej mamy doczynienia z ogólną charakterystyką ofiar oraz ich oprawców. Są to w większości suche dane liczbowe i statystyczne. W trzeciej autor przechodzi już do meritum i opisuje ponad 200 sylwetek seryjnych morderców, w podziale na poszczególne kontynenty. Niektóre opisy są bardzo krótkie i ogólne, niektóre są dłuższe i bardziej szczegółowe (ale tych akurat jest raczej niewiele). Jak autor zauważa na samym początku jest to książka dla początkujących i tu się w pełni zgodzę. Większość sylwetek opisana została w sposób syntetyczny. Pan Stukan nie koncentruje się nad analizą modus operandi sprawców choć w niektórych przypadkach podaje nawet sporo szczegółów i przedstawia motywy działania sprawców. Ta książka to bardziej podręcznik niż literatura faktu. To co mi się nie spodobało (poza nudnymi statystykami) to to, że ksiazka została tandetnie wydana. Wydrukowano ją na białym papierze (będąc na studiach dokładnie w taki sam sposób drukowaliśmy nasze prace magisterskie). I takie było moje pierwsze wrażenie, tzn. że czytam jakiś studencki wydruk, a nie profesjonalną książkę. Szkoda, bo moim zdaniem gdyby wydrukowano ją na normalnym kremowym papierze publikacyjnym, ta pozycja miałaby swój charakter i pewnie ocena byłaby wyższa (choć zaznaczam, że to moja prywatna opinia). Podsumowując, lektura warta przeczytania.
Grzegorz - awatar Grzegorz
ocenił na65 lat temu
Byłem scjentologiem. Prawdziwe historie ludzi, którym udało się opuścić sektę Maria Pia Gardini
Byłem scjentologiem. Prawdziwe historie ludzi, którym udało się opuścić sektę
Maria Pia Gardini Alberto Laggia
Scjentologia. To określenie kojarzy się ludziom na całym świecie z jednym – sektą. Utworzona w 1951 roku przez amerykańskiego pisarza science fiction- Rona Hubbarda stanowi organizację, która żeruje na naiwności bogaczy. Z tego też powodu nazywana jest „religią gwiazd Hollywood”. Jak wszystkie sekty ma swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ci pierwsi chętnie ujawniają się przed światem, jak Tom Cruise. Natomiast Ci, którzy należą do drugiej grupy, w szczególności byli scjentolodzy, zastraszani przez członków organizacji zostali zmuszeni do ukrywania swoich tożsamości w wypowiedziach o swoich doświadczeniach z sektą. Alberto Laggia- włoski dziennikarz, i Maria Pia Gardini- była scjentolog, namówili czternaście osób do podzielenia się swoimi przeżyciami z czasów ich członkowstwa w sekcie. Ich wyznania zebrane zostały w ich wspólnej książce „Byłem scjentologiem. Prawdziwe historie ludzi, którym udało się opuścić sektę”. Polskie wydanie ukazało się na rynku dzięki wydawnictwu eSPe, a jego przedstawiciele mogą być dumni z tego, że mieli swój wkład w przekładzie książki obrazującej ciemną stronę scjentologii. Wydaje się szokujące, że wydarzenia, które u niektórych ludzi ciągnęły się przez wiele lat udaje się ludziom streścić na kilku stronach. Sytuacje, które opisują są przerażające dla zwykłego czytelnika, który zastanawia się jakim sposobem ludzie Ci tak długo wytrzymali w przynależności do Scjentologii. Jeszcze bardziej zaskakuje, że zdolni byli wydawać miliony lirów, czy też dolarów, aby dołączyć do programów oferowanych przez organizację. Jednakże, jak okazuje się po lekturze tych opowieści, uwolnienie się od sekty nie jest takie najprostsze. Wszystko zaczyna się niepozornie, ludzie po prostu szukają pomocy. Czy to będąc w dołku psychicznym, czy chcąc pomóc swoim dzieciom. Czasami zdarzają się sytuacje, że do Scjentologii dołączają całe grupy rodzin- począwszy od dziadków na małych dzieciach kończąc. To doprowadza do tego, że jedna z osób spędziła w organizacji nawet 30 lat. Nasuwa się pytanie, dlaczego? W końcu nie jest to zwyczajna religia, gdzie ludzie mogą sobie żyć jak dotychczas i od czasu do czasu uczestniczyć w programach. W Scjentologii diametralnie zmienia się dotychczasowe życie. Zostają zarzuceni całym stosem zasad, których muszą przestrzegać, bo inaczej będą surowo karani, w tym także karami pieniężnymi sięgającymi ogromnych kwot. W imię tych zasad często rozbijane są rodziny, bowiem jedną z zasad jest całkowita separacja od osób, które nie popierają działalności sekty. Sytuacje, o których możemy poczytać w „Byłem scjentologiem” w zasadzie oscylują wokół tej tematyki. Dramaty rozbijanych rodzin, na najróżniejsze sposoby, ilość pieniędzy pokładana w bezwartościowe programy. Porusza to, że niektóre z osób nie robią tego dla siebie, a dla innych. Przeczytamy tutaj historię matki, która chciała pomóc synowi w nałogu narkotykowym. A kilka rozdziałów dalej przeczytamy historię jej syna, to jak on widział całą tą sytuację. Wraz z tymi osobami doświadczamy tyrani ze strony pracowników organizacji. Wielokrotnie są to historie chwytające za serce. Każdy czytający poczuje prawdziwe współczucie do tych osób, choć z pewnością znajdą się i tacy, którzy nie zrozumieją tego jak działa sekta i będą pewni, że to właśnie ich winą jest to, że dali się tak okręcić wokół palca. Wszystkie historie, które zostały opublikowane w tej książce uzyskane zostały za pośrednictwem Marii Pia Gardini, która miała do czynienia z tą organizacją. Dotarła do osób, które po odejściu z Scjentologii postanowiły się do niej odezwać, jako do dawnej znajomej. Wiele osób chciało pozostać anonimowymi, gdyż nadal są męczeni przez członków sekty, a Gardini uszanowała ich wolę. W niektórych przypadkach pozostawia nieoprawione teksty, jak w sytuacji oświadczenia czternastego byłego członka- Lawrenca Woodcrafta, opisującego problem statku pełnego rakotwórczego amiantu. Inne historie zazwyczaj stanowią tylko elementy wypowiedzi ich bohaterów, a resztę dopowiadają autorzy. Osoby, które Gardini poznała osobiście opatrzone są jej osobistymi opisami wprowadzającymi. W swojej publikacji autorzy posługują się różnymi sformułowaniami, które są charakterystycznymi określeniami dla Scjentologii. Na końcu znajduje się słownik pełen wyrażeń zastosowanych w opowieściach. Szkoda, że jest to dopiero na końcu, bowiem po pewnym czasie czytelnik ignoruje to dalej kontynuując lekturę. Jest to spowodowane męczącym przekładaniem na ostatnie strony i szukanie odpowiedniego słowa. Lepiej byłoby, aby w przypisach zastosować wyjaśnienia, a jak już chcieli zrobić słownik to przecież i tak mógł pozostać u końca pracy. Pomimo tak licznych, skomplikowanych wyrażeń i skrótów lektura i tak jest przyjemna i zrozumiała dla każdego czytelnika. Całości publikacji „Byłem scjentologiem” dopełnia oprawa. Okładka od razu bije po oczach i uderza w serca. Spętane ręce, na znak zniewolenia osoby w sekcie, dają do myślenia. Idealnie obrazują problematykę Scjentologii. Jednakże jest coś w wydaniu polskim co bardzo razi, a dokładnie brak spójności w tłumaczeniu. Zazwyczaj przy takich pracach można być pełnym podziwu dla pracy tłumacza, który musi znać się na rzeczy, żeby móc podobne teksty przekładać na nasz język ojczysty. Natomiast, przy wprowadzeniach o konkretnych osobach bardzo często zmienia się osoba. Raz wypowiada się kobieta raz mężczyzna, choć tak naprawdę są to wstępy sporządzone przez Marię Gardini. Trochę to mota, choć dla kogoś kto się zaczyta może być to całkowicie niezauważalne. Podsumowując, publikacja „Byłem scjentologiem. Prawdziwe historie ludzi, którym udało się opuścić sektę” to poruszające wyznania czternastu ludzi, który zachęceni przesłaniem Scjentologi postanowili dołączyć do sekty. Niektórzy kierowani ciekawością, inni chęcią pomocy bliskim, a inni chęcią zrobienia czegoś znaczącego. Przez wiele lat pozbawiani pewności siebie i pieniędzy, ostatecznie skończyli jako ludzie uwolnieni od tyranii religii Hubbarda choć na skraju bankructwa i pozbawieni rodzin i małżeństw. Teraz zaczynają budować swoje życie od nowa i choć ich historie napawają przerażeniem i współczuciem, to ich chęć życia daje nadzieję także nam na lepsze jutro.
Agniecha - awatar Agniecha
oceniła na914 lat temu
Odpowiedni trup Jorge Semprún
Odpowiedni trup
Jorge Semprún
Semprun to mniej znany klasyk literatury obozowej niż Borowski, Levi, Kertesz, Posmysz, czy Wiesel, ale bynajmniej nie jest od nich wiele gorszy (choć przebywał w Buchenwaldzie, a nie w Auschwitz),niemniej zdawał się lekko konfabulować...). Ten młody Hiszpan był wtedy komunistą, co mu zresztą potem przeszło, gdy dowiedział się o Gułagu. Na przełomie lat 80/90 był nawet hiszpańskim ministrem kultury. Zmarł dopiero 10 lat temu Ale wtedy był członkiem konspiracyjnej komunistycznej organizacji w Buchenwaldzie. Gdy przechwyciła ona pismo do obozowego Gestapo przesłane z RSHA w Berlinie z pytaniem o niego, uznała że to oznacza zapewne jego rychłą śmierć. Trzeba zatem zawczasu tę śmierć upozorować, co nie będzie trudne, bo wszak codziennie w obozowym lazarecie umierają ludzie. Trzeba jedynie znaleźć kogoś równie młodego jak on – a potem dokonać odpowiednich adnotacji w dziale dokumentacji, gdzie też są konspiratorzy (czyli że w Buchenwaldzie nie tatuowano obozowego numeru, bo inaczej nie byłoby szans na taki scenariusz…). I teoretycznie na tym koncentruje się akcja książki. Ale nie, bo w międzyczasie Autor ukazuje potworną rzeczywistość obozową. Jeden z mocniejszych cytatów, gdy jeden z więźniów nie zdążył na czas do latryny: "....Ohydna, galaretowata ciecz trysnęła z jego wnętrzności, opryskując siedzącą obok na ziemi grupkę trzech czy czterech więźniów, którzy na spółkę palili skręta. Okrzyki wściekłości i obrzydzenia, obelżywe wyzwiska: spuścili lanie mimowolnemu winowajcy, a na koniec wrzucili go do fosy z gównem. Rozpoczęła się ogólna bijatyka, która przybrała charakter etniczny, ponieważ biedny zasraniec był Francuzem, a palacze machorki Polakami. Francuzi ruszyli na odsiecz rodakowi, żeby go wyciągnąć z kloaki i ukarać Polaków. Ale ci też zebrali się do kupy, korzystając z okazji aby spuścić manto Francuzom, powszechnie w Buchenwaldzie pogardzanym przez więźniów ze środkowej i wschodniej Europy, którzy nie mogli im wybaczyć niesławnej kapitulacji w 1940 r. przed armią Hitlera. Gdyby ci żałośni Francuzi stawili czoło Niemcom, bylibyśmy wolni - taka była powszechna opinia. W końcu do akcji wkroczyli młodzi silni Rosjanie ze stubendienstu i zaprowadzili porządek: wszyscy wrócili do swych zwykłych niedzielnych zajęć w cuchnących oparach....". I tak przez całą opowieść Semprun nie upiększa w niczym obozowego świata, w którym nie tylko esesmani są źródłem zagrożeń… Notuje też jednak i przypadki prawdziwego humanitaryzmu i solidarności więźniów. Pisze także otwarcie o obozowym homoseksualiźmie – sposobie na przetrwanie dzięki takiemu związkowi z funkcyjnym więźniem (używa przy tym jednak homofobicznych określeń z „tamtych czasów”, których dziś raczej już by nie wydrukowano. Ale już masturbacje więźniów nie wywołują takich reakcji, cóż - pełnych pogardy). Autor bezskutecznie usiłował też dowiedzieć się od komunistów, siedzących w obozie już sporo lat, jak odbierali sojusz Hitlera ze Stalinem z lat 1939-1941: „Uparte milczenie, rozmyślne tępe spojrzenie, jakby nie rozumieli pytania”. A wracając do sprawy zamiany Sempruna w kogoś innego: "...Kładą mnie obok dogorywającego chłopaka, którego miejsce zajmę w razie czego. Będę żył po jego nazwiskiem, on umrze po moim. Słowem, odda mi swoją śmierć, abym mógł dalej żyć. Zamienimy się nazwiskami - to nie bagatela. Pod moim nazwiskiem on pójdzie z dymem, mnie pod jego nazwiskiem może uda się przetrwać..." Następnego ranka (w nocy jego "zamiennik" zmarł) okazuje się, że pismo do Gestapo na jego temat było wynikiem interwencji na rzecz Sempruna ze strony ambasadora przy państwie Vichy frankistowskiej Hiszpanii (który znał jego ojca, a wobec sukcesów aliantów – jest koniec 1944 r. - wolał się zabezpieczyć na przyszłość). A więc cała akcja z „odpowiednim trupem” była na nic! I teraz obozowa komunistyczna konspiracja wszczyna śledztwo, a jej pełni najgorszych podejrzeń dwaj szefowie przesłuchują Sempruna. Pytają, jak to możliwe, że „faszystowski ambasador broni komunisty przed Niemcami?”. W końcu przyjmują jego tłumaczenia, że nie może odpowiadać za działania podejmowane przez swego ojca w Hiszpanii, nb. republikanina. Epizod: jeden z szefów tej konspiracji zmarł w sowieckim łagrze, drugi został w NRD profesorem uniwersytetu w Berlinie Wschodnim.... W sumie: solidna rzecz dla poważnych czytelników, jak przystało na literaturę obozową (oczywiście - tą klasyczną, a nie dzisiejszą - komercyjną, bezwstydnie żerującą na tym temacie).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na74 lata temu
W labiryncie scjentologii Norbert Potthoff
W labiryncie scjentologii
Norbert Potthoff
Recenzję „W labiryncie” zaczynałam trzykrotnie i nijak nie mogłam wyjść poza kilka pierwszych zdań, więc wyrzuciłam wszystko do wirtualnego kosza i zaczynam po raz czwarty, tym razem zostawiając notatki zamknięte. Po prostu napiszę to, co czuję. Potthoff wpadł w sidła scjentologów w typowy sposób: dał sobie wmówić, że czegoś w jego życiu brakuje i organizacja (nie używał słowa „sekta”) pomoże mu „to” zyskać. Nim oszołomy wierzące w tyrana Xenu wzięły się za Potthoffa, miał on dobrą pracę, żonę i dwie córki. Kiedy Potthoff skończył z oszołomami był bez pracy, miał długi i mieszkanie, gdzie z powodu niepłacenia rachunków odcięto mu gaz, prąd i telefon. Żona wraz z córkami zerwała z nim kontakt w międzyczasie. Facet wydawał masę kasy na szkolenia, auditing i inne programy mające służyć dostąpienia „Oczyszczenia” (a raczej „wyczyszczenia” go z pieniędzy). W pewnej chwili Potthoff miał już tak wyprany mózg, że bez wahania podpisał kontrakt o pracę w Sea Org. (organizacji scjentologicznej) na kilka milionów lat (sic!). Niestety niewiele pisze tak o Sea Org., jak i o Commodore's Messenger Organization (CMO) – elitarnej jednostce Hubbarda. Skupiony na swoim nieszczęściu, Potthoff nie dostarcza w sumie istotnych informacji o działaniu sekty. O obozach rehabilitacyjnych też wspomina mimochodem i kończy, jak tylko zaczyna się robić ciekawie. (Rehabilitacja polegała na zamknięciu w starej kotłowni wraz z innymi „przestępcami”, całkowitym zakazie rozmów, złym odżywianiu i iście kafkowskim podejściu do człowieka.) Zapiski Potthoffa czyta się szybko, acz chwilami są niezrozumiałe dla osób nieobeznanych z zasadami scjentologii. Warto poświęcić książce trochę czasu, chociażby po to, żeby poznać scjentologię nie tylko z „pudełkowych” doniesień o Tomie Crusie czy Johnie Travolcie.
kinga k - awatar kinga k
ocenił na612 lat temu
Tajne kulty zła Ray Black
Tajne kulty zła
Ray Black
Temat sekt ich działalności czy liderów to temat rzeka... A co gdyby w jednej książce zawrzeć te najważniejsze te najbardziej brutalne w swej działalności te których liderzy sprawiają że włosy na głowie stają dęba? Czy to możliwe bez splycenia tematu? Okazuje się że jak się najbardziej tak czego dowodem jest książka #rayblack #tajnekultyzła od @wyd_bellona #książka już na wstępie przybliża nam sam temat sekt i różnego rodzaju kultow przybliża samo pojęcie. Całość podzielona na trzy części: 1.Samobojstwa w imieniu sekty przybliża nam charakterystykę kultow których koniec nastąpił w wyniku samobójczej śmierci jej członków. Poznajemy najsłynniejsze sekty w historii jak np. Bramy Niebios czy kult na czele którego stał Jim Jones... Część 2. Zabójstwa w imię sekty to część zdecydowanie najmocniejsza najbrutalniejsza, ukazuje jak ludzie którym wyprano mózg potrafią popełnić największe zbrodnie w jej imieniu, oprócz oslawionej historii Rodziny Charlesa Mansona przybliżona zostaje nam historia Adolfo Constanzo (którą osobiście uważam za najmocniejszą) w sumie mamy tytaj 13 różnych kultow i ich przywódców. Część numer 3. Powód do obaw? To przybliżenie kultow które teraz rosną w siłę i mogą stać się bardzo niebezpieczne jak chociaż kościół scjentologiczny. Krótko podsumowując polecam każdemu kto interesuje się tymi tematami a także warto zwrócić uwagę na tę pozycję jako swego rodzaju ostrzeżenie. Opinia pochodzi z mojego IG @carolina_czyta_ksiazki
carolinaczytaioglada - awatar carolinaczytaioglada
oceniła na86 lat temu
Zbrodnie Josefa Fritzla. Analiza faktów Stefanie Marsh
Zbrodnie Josefa Fritzla. Analiza faktów
Stefanie Marsh Bojan Pancevski
Uff, przebrnęłam. I nie, nie piszę tego, dlatego, że książka była zła. Wręcz przeciwnie - jest to doskonale przygotowana literatura faktu, w której autorzy przedstawili i przeanalizowali zbrodnie Josefa Fritzla kawałek po kawałku, uwzględniając szeroki kontekst historyczny i społeczny. Wydawało mi się, że tę historię znam, że już mnie nic nie zaskoczy, nie poruszy, a jednak Elizabeth z piwnicy mnie prześladowała. Gdy zamykałam oczy, widziałam tę biedną, przerażoną dziewczynę. Gdy odkładałam książkę, by oddać się zwykłym zajęciom, ona stąpała za mną, cicha, przepełniona bólem. Coś jest w tej historii, co porusza i nie pozwala przejść obojętnie. Coś jest w sposobie napisania tej książki, że nie pozwala przejść obojętnie. Wręcz szarpało mną poczucie niesprawiedliwość pomieszane z niedowierzaniem (czy to mogło się stać naprawdę?). Być może to "coś" to element pomijany w wielu reportażach i filmach dokumentalnych, a mianowicie osoba ofiary - jej wewnętrzna walka, uczucia, wątpliwości. W tej książce poznajemy Elizabeth całościowo, śledzimy jej cierpienia od jej najmłodszych lat, a później stajemy przed trudnym zadaniem - wyobrażeniem sobie tego, co mogła czuć dziewczyna uwięziona w piwnicy na wieczność. Bo czy 24 lata to już nie wieczność? Nie znalazłam w całym swoim zainteresowaniu prawdziwymi zbrodniami lepszego opracowania tej sprawy. Sprawy, która, choć minęło tyle lat, nadal boli.
Niku - awatar Niku
ocenił na95 lat temu

Cytaty z książki Sekta made in Poland

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sekta made in Poland