rozwińzwiń

Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394

Okładka książki Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394 autora Daniel Gazda, 9788311107441
Okładka książki Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394
Daniel Gazda Wydawnictwo: Bellona Seria: Historyczne Bitwy powieść historyczna
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Seria:
Historyczne Bitwy
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788311107441
Średnia ocen

5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394

Średnia ocen
5,6 / 10
62 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394

avatar
129
91

Na półkach:

Większość książki to żywcem "zerżnięte" cytaty z dzieł m.in. Ammianusa Marcellinusa i Zosimosa. Do tego dochodzą jeszcze ilustracje z czapy, jak np. mapka ze znaleziskami wyrobów szklanych w Polsce. Pewnie też wzięte z innych publikacji. Generalnie strata czasu.

Większość książki to żywcem "zerżnięte" cytaty z dzieł m.in. Ammianusa Marcellinusa i Zosimosa. Do tego dochodzą jeszcze ilustracje z czapy, jak np. mapka ze znaleziskami wyrobów szklanych w Polsce. Pewnie też wzięte z innych publikacji. Generalnie strata czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1068
1067

Na półkach:

Końcówka Cesarstwa Rzymskiego w całości. Barbarzyńcy w służący (i zdradzający jak im się podoba)(między innymi jako najemnicy) w rzymskiej armii, zabijanie przeciwników, którzy wczoraj wygrali bitwę (Adrianopol),wojna, bo władcy podsunięto piękną kobietę, a byłbym zapomniał - 3 władców panujących jednocześnie, czy też zbezczeszczenie świątyń stanowiących symbol Cesarstwa. Chłopaki się nie nudzili, nie ma co

Końcówka Cesarstwa Rzymskiego w całości. Barbarzyńcy w służący (i zdradzający jak im się podoba)(między innymi jako najemnicy) w rzymskiej armii, zabijanie przeciwników, którzy wczoraj wygrali bitwę (Adrianopol),wojna, bo władcy podsunięto piękną kobietę, a byłbym zapomniał - 3 władców panujących jednocześnie, czy też zbezczeszczenie świątyń stanowiących symbol Cesarstwa....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
377
314

Na półkach: , ,

Całkiem nieźle napisana książka, dość lekka w czytaniu, choć to przecież praca naukowa (niech będzie, popularnonaukowa). Pomijając nieco błędów językowych i interpunkcyjnych dość dobrze wydana edytorsko praca. Najbardziej problematyczny jest tytuł, bo nie odzwierciedla treści. Rzeczywiście, obie bitwy są osiami pracy, ale autor chciał przede wszystkim pokazać wymiar polityczny i militarny cesarstwa rzymskiego (a głównie jego wschodniej części) w latach 364-394. Dlatego sugerowanie się tytułem może nieco zdziwić czytelnika, gdy stwierdzi, że treść odbiega od oczekiwań. Ale jeśli przebrniemy przez ten problem, dalej jest całkiem ciekawie, zwłaszcza, że Gazda opisuje bardzo burzliwy okres dziejów Rzymu. Uważam, że robi to całkiem dobrze. A zastrzeżenia? Przypadkowy dobór źródeł w aneksie - chyba trzeba było zwiększyć nieco rozmiary książki i stąd ten wybór. No i bezkrytyczne, niekiedy, przytaczanie tekstów z epoki bez ich ocenienia. Szczególnie widać to w rozdziale III poświęconym Hunom, w którym podane zostały teksty starożytnych pisarzy bez jakiegokolwiek wnioskowania, jakby byli nieomylni - a nie byli, co można stwierdzić w książce E. A. Thompsona "Hunowie" (też o niej moja opinia). Pomimo tych zastrzeżeń całkiem dobra i ciekawa praca.

Całkiem nieźle napisana książka, dość lekka w czytaniu, choć to przecież praca naukowa (niech będzie, popularnonaukowa). Pomijając nieco błędów językowych i interpunkcyjnych dość dobrze wydana edytorsko praca. Najbardziej problematyczny jest tytuł, bo nie odzwierciedla treści. Rzeczywiście, obie bitwy są osiami pracy, ale autor chciał przede wszystkim pokazać wymiar...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

111 użytkowników ma tytuł Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394 na półkach głównych
  • 76
  • 35
65 użytkowników ma tytuł Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394 na półkach dodatkowych
  • 35
  • 9
  • 7
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Alezja 52 p.n.e. Tomasz Romanowski
Alezja 52 p.n.e.
Tomasz Romanowski
Alezja, 52 r p.n.e., miejsce gdzie Cezar pokonał ostatecznie Wercyngetoryksa, odrzucił odsiecz 250-tysiecznej armii plemion galijskich (mając na przeciwko siebie zamkniętych w Alezji dodatkowo 80 tys przeciwników, a przy sobie tylko 50 tys legionistów),a opasanie miasta dwoma liniami umocnień było czymś wyjątkowym w obszarze fortyfikacji polowych. Przewaga Galów była ogromna, ale jak pisze Autor do swojej klęski przyczynili się oni sami. Na plus styl Autora, książkę po prostu dobrze się czyta. Podział pracy jest klarowny, mamy opis Galii przed podbojem rzymskim, następnie Autor opisuje mozaikę plemion, po czym przedstawia krótki rys walk Rzymu z plemionami galijskimi od 58 r p.n.e. Oczywiście najważniejsze jest powstanie wodza Arwernów, Wercyngetoryksa. Opisując to wydarzenie Autor koncentruje się na zdobyciu i rzezi Awarykum, odstąpieniu od Gergowii, zdradzie Eduów i zdobyciu Alezji. Opisy walk są wciągające i niekiedy mrożące krew w żyłach, szczególnie gdy czytamy o dziesiątkach tysięcy cywilów zamordowanych w Awarykum, o zdobyciu Uxellodunum, po którym galijskim wojownikom obcięto ręce, czy też o cywilach wypchniętych z Alezji między obwarowania rzymskie, gdzie umierali z wycieńczenia nie otrzymując pomocy ani od Rzymian, ani od swoich. Zarzuca się tej pracy, że czerpie garściami z "Wojny gallickiej" Cezara, czy też z opracowań takich jak praca Markale o wodzu Arwernów. Czy to wada? Patrząc na to, że praca ta jest częścią popularnonaukowej serii Historyczne Bitwy, uważam że nie. Kto nie zna tego tematu, a chce zweryfikować to co widział za młodu w komiksach i bajkach o Ateriksie i Obeliksie śmiało może sięgnąć po tę pracę. Przy okazji zastanawiałem się nad serią HB. Doszedłem do wniosku, że ma ona swój urok. Nie jest ona przeladowana i ciężka w odbiorze jak prace akademickie, nie jest w kwestiach militarnych tak szczegółowa jak Osprey'e, za to ma swój klimat, coś pośrodku, z głównym celem popularyzowania wiedzy historycznej. Ważne jest jedynie to, żeby prace były na przywoitym poziomie merytorycznym i żeby pisane były dobrym, żywym stylem.
Getos - awatar Getos
ocenił na723 dni temu
Las Teutoburski 9 rok n.e. Paweł Rochala
Las Teutoburski 9 rok n.e.
Paweł Rochala
Bardzo konkretna i rzeczowa książeczka na temat masakry w Lesie Teutoburskim oraz relacji rzymsko-germańskich w ogóle. Pan Paweł Rochala w niezwykle przystępny i interesujący sposób opisuje historię starć Imperium i barbarzyńskich ludów zza Renu, a także skrupulatnie i rzetelnie, w oparciu o liczne źródła, badania i analizy, stara się zrekonstruować krok po kroku, jak tak naprawdę wyglądała ta, jak dziś wiemy znamienna dla losów Europy bitwa, między sprzymierzonymi plemionami germańskimi, a wciągniętymi w śmiercionośną zasadzkę, trzema legionami Publiusza Kwinktyliusza Warusa. Trzeba przyznać, że autor bardzo drobiazgowo podszedł do tego opracowania i chyba przyjął sobie za punkt honoru, by zanim wpuści czytelnika do mrocznej, tuetoburskiej puszczy, najpierw zaznajomić go gruntownie z całą historią stosunków rzymsko-germańskich. Na początku poznajemy więc ogólny zarys historyczny podboju Germanii i Galii Transaplejskiej oraz trudy rzymskich prób podporządkowania sobie tych krain. Szczerze mówiąc, zanim sięgnąłem po tę książkę, myślałem że Las Teutoburski był największym pogromem Germanów nad legionami. Jednak już z początkowych rozdziałów dowiedziałem się o plemionach Cymbrów i Teutonów, a także o kilku ważnych bitwach, w których roznieśli oni rzymską armię w pył, zabijając nawet czterokrotnie więcej legionistów niż wojowie Arminiusza ponad sto lat później we wspomnianym wcześniej lesie. Bitwy te, jak w 105 r p.n.e. pod Arausio, czy trzy lata później pod Aquae Sextiae, gdzie z kolei spektakularne zwycięstwo odnieśli Rzymianie, są również bardzo fajnie opisane, także bez problemu można zrozumieć pełen kontekst, poznać ich przebieg oraz dowiedzieć się kilku ciekawostek. Równie skrupulatnie opisane są także same armie obydwu stron konfliktu, z uwzględnieniem poszczególnych formacji, sposobu ich wojowania oraz struktury organizacyjnej. W środkowej części książki możemy zapoznać się z ilustracjami prezentującymi wygląd różnego typu żołnierzy i ich uzbrojenia. Nieco dalej znajdują się zdjęcia z Lasu Teutoburskiego i okolic Kalkriese. Bardzo obrazowo opisane są również wędrówki ogromnych, kilkusettysięcznych grup plemion germańskich, najczęściej do sąsiedniej Galii, w poszukiwaniu nowych terenów do plądrowania i wypasu swoich stad. Rysuje się widoczny podział na rolniczą, osiadłą Galię oraz pasterską, koczowniczą, wojującą Germanię. Najazdy te były z reguły spowodowane wypychaniem słabszych plemion germańskich przez te silniejsze na zachodnią stronę Renu i powodowały kolejne starcia zbrojne łącznie z zaangażowaniem militarnym Imperium Rzymskiego, gdyż Galia już od dawna była bardzo rentowną strefą ich wpływów. Sporo można się również dowiedzieć o sytuacji w Dalmacji i powstaniu, które wybuchło tam równolegle w pierwszych latach naszej ery, a które w decydującym momencie związało liczne siły rzymskie z dala od Germanii. Jedyne czego mi zabrakło, a czym byłem bardzo zdziwiony i trochę rozczarowany, jest historia samego Arminiusza, który przecież jako syn wodza Cherusków, już we wczesnym dzieciństwie został oddany do Rzymu jako zakładnik w ramach traktatu pokojowego. Tam się wychowywał, uczył walczyć, zdobył obywatelstwo i został rzymskim ekwitą. Można powiedzieć, że znał Rzymian i sposób ich myślenia od podszewki oraz cieszył się ich zaufaniem i szacunkiem. Jednak dla ambitnego przedstawiciela było nie było arystokracji germańskiej, nawet wysokie stanowisko w hierarchii legionowej było zdecydowanie mniej optymistyczną perspektywą niż stanięcie na czele zjednoczonych plemion z rodzimych stron i walka z okupantem jako główny wódz powstania. Podejrzewam, że Arminiusz nauczony rzymskiego myślenia o państwowości chciał w podobny, bardziej ucywilizowany sposób, zorganizować ład polityczny w Germanii. Uważam, że akurat w przypadku tego, legendarnego, germańskiego przywódcy, dokładniejsze opisanie jego przewrotnych losów, byłoby zdecydowanie dużym atutem dla tej książki. Tak czy owak, czytelnik po uważnym przebrnięciu przez obszerne ale niezwykle interesujące wprowadzenie, stanowiące w gruncie rzeczy większość objętości całej książki, staje przed wejściem do Lasu Teutoburskiego z gruntowną wiedzą na temat szeregu aspektów dotyczących stosunków rzymsko-germańskich na przestrzeni wieków, historii ich starć, oraz motywacji co ważniejszych osobistości po obydwu stronach konfliktu. Daje to solidną bazę do pełniejszego zrozumienia kontekstu i złożoności całej sytuacji. Natomiast jeśli ktoś zainteresowany jest wyłącznie samą bitwą, cóż, zapewne będzie musiał przedzierać się przez ponad pół książki jak po gęstej, germańskiej puszczy, albo po prostu przeskoczy do odpowiedniego rozdziału. Jak można się domyślić sama bitwa w Lesie Teutoburskim opisana jest bardzo szczegółowo. Trzy dni i dwie noce ciężkich walk w trudnym terenie z przeważającymi siłami wroga i wyjątkowo niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi (silne burze i wichury łamiące drzewa). Nieraz próbowałem sobie wyobrazić co musieli czuć i w jak trudnym, niekorzystnym położeniu znaleźli się rzymscy żołnierze. Za każdym razem kiedy udawało mi się nieco bardziej wczuć w ich skórę odczuwałem autentyczne przerażenie. To musiał być istny koszmar. Według mnie książka świetnie ukazuje ich beznadziejną, godną pożałowania sytuacje a z drugiej strony dziką euforię barbarzyńców, którzy w końcu mogli się zemścić na zachłannych, znienawidzonych okupantach i wyswobodzić spod ich jarzma.
Marek - awatar Marek
ocenił na72 miesiące temu
Marengo 1800 Sławomir Leśniewski
Marengo 1800
Sławomir Leśniewski
„Marengo 1800” to popularnonaukowa monografia bitwy pod Marengo, stoczona 14 czerwca 1800 r. między armią francuską Napoleona a siłami austriackimi. Autor, Sławomir Leśniewski, znany popularyzator historii, w przystępny sposób przedstawia przebieg starcia, jego kulisy oraz znaczenie w kontekście wojen napoleońskich. Leśniewski prowadzi opowieść w sposób zrozumiały, nawet dla czytelników, którzy nie są specjalistami w historii wojskowości – to mocna strona tej książki. Treść napisana jest językiem klarownym,zrozumiałym, co ułatwia śledzenie działań wojennych i ich kontekstu. Książka świetnie sprawdza się jako punkt wejścia do poznania epoki Napoleona i specyfiki walk przełomu XVIII i XIX w. Może zainteresować pasjonatów historii, którzy wcześniej nie studiowali szczegółowo kampanii włoskiej. Autor potrafi oddać dramaturgię starcia, zwłaszcza moment kontrataku francuskiego, który przechylił szalę zwycięstwa pod Marengo – to siła książki, gdyż przyciąga uwagę i pozwala poczuć klimat pola bitwy. W odróżnieniu od prac naukowych, książka nie zawsze obficie odwołuje się do szerokiego spektrum źródeł – zwłaszcza obcojęzycznych dokumentów czy najnowszej literatury historycznej. To ogranicza możliwość weryfikacji podanych informacji lub spojrzenia na bitwę z różnych perspektyw. „Marengo 1800” Sławomira Leśniewskiego to wartościowa książka dla tych, którzy chcą wprowadzenia do słynnej bitwy i zrozumienia jej przebiegu bez konieczności sięgania od razu po ciężką literaturę naukową. Z drugiej strony, jeśli zależy Ci na pracy metodologicznie gruntownej i głęboko analizującej źródła, ta książka ma swoje ograniczenia i raczej powinna być uzupełniona innymi, bardziej specjalistycznymi opracowaniami.
caharin7 - awatar caharin7
ocenił na72 miesiące temu
Warszawa 1656 Mirosław Nagielski
Warszawa 1656
Mirosław Nagielski
Bardzo dobra książka opisująca ciekawie i rzetelnie chyba największą bitwę wojny polsko szwedzkiej z połowy XVII w., którą można było zresztą wygrać. Ewentualne drobnę błędy nie mają znaczenia. A podnoszone tu zarzuty przez niejakiego Senseja są kuriozalne. Z mojego odbioru książki nie wynika ani że ogień szwedzkiej piechoty był niezwykle skuteczny ani że doszło do przełamania linii szwedzkich. Trzeba mieć problemy ze zrozumieniem tekstu albo sobie dopowiadać rzeczy których tam niema (do interpretacji czemu). Każdy kto czyta powinien zrozumieć że używając sformułowania "przełamanie" autor miał na myśli przełamanie pierwszego i drugiego szyku szwedzkich linii, który składał się z trzech rzutów. Co do ognia broni palnej znowuż autor recenzji jakby nie pojmował że husaria zaczęła dostawać ogień Z BOKU a nie od frontu, od piechoty i rajtarii i to było przyczyną strat. Jak można nie rozumieć że taki ogień był skuteczny, znaczy się co doborowa piechota szwedzka nie mogła trafić w wielkiego konia z boku serio ?? Brak wsparcia i ataku na środek zgrupowania szwedzkiego spowodował konieczność wycofania się husarii ze stratami. A z wnioskami Sensej może się nie zgadzać, nie tylko nie podał alternatywnych wniosków ale nawet nie wskazał dlaczego miałyby być błędne. Jak dla mnie wnioski były logiczne, sensowne i spójne. Zwracam uwagę że w niektórych artykułach np Andrzej A. Majewski Szarża husarska pod Warszawą 29 lipca 1656 roku wypisywane są również dziwne rzeczy np rzekom 340 husarzy brało udział gdyż " Jest to mało prawdo- podobne. Gosiewski był silnie skonfliktowany z Sapiehą i trudno sobie wyobrazić, aby oddał własną chorągiew husarską pod rozkazy swojego największego wroga."
pawelo73 - awatar pawelo73
ocenił na81 rok temu
Wojna Zuluska 1879 Piotr Fiszka-Borzyszkowski
Wojna Zuluska 1879
Piotr Fiszka-Borzyszkowski
,,Wojny Zuluskiej 1879" (Piotr Fiszka-Borzychowski, Bellona 2025) już za mną. Temat egzotyczny i mało znany szerszemu odbiorcy, a mimo to autor nie poszedł na łatwiznę i tanie bicie piany poprzez rozwlekłe wprowadzenie (takiej samokontroli powinien pozazdrościć niejeden autor serii Historyczne Bitwy biorący się za drugowojenne tematy). Zamiast tego Pan Piotr zgrabnie zaserwował wstęp do tematu przybliżając kraj Zulusów z jego historią i armią, nie zapominając o brytyjskim przeciwniku. Póki co, zajmująca lektura. Czytam dalej. Strona 91 i przechodzimy do sedna sprawy - wojny. Interesująco i na temat, czyta się bardzo przyjemnie (dla kogoś siedzącego za długo w II wojnie światowej, brak zorganizowanego ludobójstwa sprawia, że lektura jest niemal lekka). Czytam dalej. Tak, sympatyzuje z Zulusami, chociaż równie ,,nieporawnie politycznie" państwo mieli, co Brytyjczycy. Czytam dalej. Autor niezręcznie używa słowa ,,niestety", zupełnie jakby sympatyzował z Brytyjczykami. 😉 Strona 147 - koniec zmagań pod Isandlawana. Stało się. Hmm... Teraz mam problem z zwrotem ,,na szczęście". ;) Jakoś ciężko byłoby mi sympatyzować z ,,imperialistami-kolonistami". Człowiek starej daty ze mnie wychodzi najwyraźniej. Strona 160 i 161 - pistolet czy rewolwer? Uzbrojenie Brytyjczyków, każe przypuszczać, że autor miał na myśli rewolwer, a użył terminu pistolet. Zdarza się. Strona 163 - misja ocalała, Zulusi odparci. (Jak w tym dowcipie o polskim polityku oglądającym film wojenny - niby człowiek wiedział, że tak będzie, a mimo to miał nadzieję, że tym razem...) Strona 168 - kartaczownica Gatlinga debiutuje w Afryce. Polityka, polityka, polityka... Znowu walka. Niezmiennie czyta się z przyjemnością. Czytam więc dalej. No proszę, Zulusi potrafią wygrać i ponieść mniejsze straty mimo zapóźnienia technologicznego! Co prawda, zawsze mają przewagę liczebną. Strona 225 - cóż za rozczarowanie zuluskim duchem bojowym pod Kambulą! A mogło być całkiem inaczej... Strona 234 - zuluska klęska pod Gingindhlovu. Strona 262 - zuluska stolica jest już bezbronna. Bywa i tak. Czytało się dobrze. Bardzo dobrze.
Ponoc_Emeryt - awatar Ponoc_Emeryt
ocenił na88 miesięcy temu
Blenheim-Höchstädt 1704 Rafał Radziwonka
Blenheim-Höchstädt 1704
Rafał Radziwonka
Dobrze napisana, solidna, popularnonaukowa monografia bitwy pod Blenheim, jedna z lepszych w serii „Historyczne Bitwy” wydawnictwa „Bellona” (dawniej MON). Wojna o sukcesję hiszpańską jako taka (1701-1714) to temat niemal całkowicie zapoznany i nieczęsto podejmowany w polskiej literaturze naukowej, tłumaczenia dopiero niedawno nadrabiają te zaległości – głównie za sprawa wydawnictwa „Napoleon V”. Ten brak zainteresowania musi dziwić, ponieważ wojna sukcesyjna hiszpańska ukształtowała układ sił w Europie zachodniej na okres całego XVIII w. To samo dotyczy stoczonej w 1704 r. w Bawarii bitwy pod Blenheim, która była pierwszą od wielu lat poważną klęską uważanej za niezwyciężoną armii Ludwika XIV oraz odwróciła przebieg wojny, dotychczas w miarę korzystny dla Francji. Była też pierwszym wielkim zwycięstwem Johna Churchilla, księcia Malborough, jednego z najwybitniejszych dowódców angielskich (brytyjskich) w historii (a nadto przodka Winstona Churchilla). Autorowi należą się więc słowa uznania za samo podjęcie tematu. R. Radziwonka skorzystał przede wszystkim z obszernej literatury obcojęzycznej dotyczącej wojny i samej bitwy, głównie angielskiej i francuskiej, sięgnął też po liczne, wydane drukiem wspomnienia i korespondencję uczestników wydarzeń. Źródła archiwalne pominął, co jednak należy uznać za jak najbardziej dopuszczalne w tego rodzaju publikacji. Struktura książki jest uporządkowana i logiczna: najpierw zarysowanie politycznych przyczyn wojny, następnie ukazanie sił zbrojnych najważniejszych przeciwników walczących pod Blenheim (armii francuskiej oraz angielskiej),wreszcie omówienie poprzednich kampanii w latach 1702-1703. Wszystko to w nieprzesadnej, wystarczającej objętości. Z kampanii lat poprzednich lat Autor słusznie skoncentrował się na walkach w Bawarii, która stać się miała teatrem decydujących działań w 1704 r. Tok narracji jest jasny i konsekwentny, poznajemy motywy i same poczynania dowódców wszystkich walczących stron, przebieg wydarzeń, które doprowadziły do bitwy pod Blenheim, wreszcie jasno określone przyczyny zwycięstwa armii angielsko-cesarskiej oraz klęski liczniejszych wojsk francusko-bawarskich. Największa zasługa po stronie zwycięzców przypada księciu Malborough, który zaprezentował wielkie walory jako polityk (przekonał władze Anglii i Holandii o konieczności podjęcia dalekiej wyprawy do Bawarii),organizator (doskonałe przygotowanie logistyczne wyprawy, świetna praca wywiadu) wreszcie strateg i dowódca (jasna wizja prowadzenia działań, ofensywne nastawienie, śmiałość poczynań, pełna kontrola nad przebiegiem bitwy). Autor podkreśla też zasługi dowódcy wojsk cesarskich, księcia Eugeniusza Sabaudzkiego. Ten skądinąd również słynny i wybitny dowódca prowadził pod Blenheim znacznie mniejsze siły armii cesarskiej, potrafił podporządkować się angielskiemu koledze, ściśle z nim współpracował i pomyślnie wykonał powierzone sobie zadania pomocnicze. Po stronie przeciwnej zabrakło przede wszystkim współdziałania dowódców trzech w istocie odrębnych armii (dwóch francuskich oraz bawarskiej),mieli oni odrębne koncepcje rozegrania bitwy, zostali zresztą całkowicie zaskoczeni ofensywnym manewrem księcia Malborough i musieli przyjąć batalię w niespodziewanym dla siebie momencie, walczyli w praktyce osobno, a pobity na głowę marszałek Tallard nie kontrolował poczynań podległych sobie generałów, co przyniosło opłakane skutki. Wszystko to R. Radziwonka opisuje w jasny, uporządkowany sposób, przystępnym stylem, często odwołując się do relacji uczestników wydarzeń. Pewien minus to słaba praca Redakcji (dużo literówek, pomyłki dotyczące obiektów geograficznych, a także datacji wydarzeń) oraz kiepskie mapy. Sam plan bitwy nie budzi wprawdzie większych zastrzeżeń, ale mapy poszczególnych teatrów działań wojennych, którym poświęcono w książce więcej uwagi (Bawaria, Belgia, Nadrenia, północne Włochy) są bardzo ogólne, mało czytelne albo też wcale ich nie zamieszczono. To już jednak kamyczek do ogródka wydawnictwa „Bellona”.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na96 miesięcy temu
Afryka Wschodnia 1914 - 1918 Paweł Brudek
Afryka Wschodnia 1914 - 1918
Paweł Brudek
Rzetelny opis mało znanych (w Polsce) walk stoczonych w ówczesnej Niemieckiej Afryce Wschodniej (obecnie Tanzanii) oraz krajach sąsiednich podczas I wojny światowej. Toczono je w niezwykłych, egzotycznych warunkach, przy użyciu wojsk głównie kolonialnych, dowodzonych przez białych oficerów. Na tym tle jaśnieje postać pułkownika (później generała) Paula von Lettow-Vorbecka, głównodowodzącego wojsk niemieckich w kolonii. Pomimo wielokrotnej przewagi przeciwnika, odcięcia od kraju, utracie podstaw operacyjnych i walce o oparciu o zapasy zdobywane na przeciwnikach, zdołał przetrwać niepokonany aż do listopada 1918 r. (czyli do kapitulacji Niemiec w Europie),wiążąc duże siły aliantów, wielokrotnie wyprowadzając je w pole i pokonując w walce. Osiągnął to dzięki własnym talentom, sile charakteru, charyzmie oraz zrozumieniu, poszanowaniu i umiejętności motywowania swych czarnoskórych głównie żołnierzy. Rodowici Afrykanie w mundurach niemieckich walczyli doskonale i nie dali się złamać. Lettow-Vorbeck oddał im hołd w swoich wspomnieniach, porównując do żołnierzy Aleksandra Wielkiego. Oni z kolei z szacunkiem powitali dawnego dowódcę, gdy po latach odwiedził brytyjską już wówczas Tanzanię. Koleje tej wojny P. Brudek opisuje sumiennie i z widocznym talentem literackim, co w połączeniu z egzotyką tematu czyni lekturę interesującą. Korzysta głównie z brytyjskich i niemieckich opracowań, tudzież wydanych drukiem wspomnień uczestników walk, co wydaje się wystarczające dla opracowania w zamierzeniach popularnonaukowego. Autor krytycznie weryfikuje przy tym niektóre twierdzenia źródeł (zwłaszcza brytyjskich),które w urzędowych komunikatach przedstawiały mocno podkolorowany obraz wydarzeń, pragnąc zatuszować dla celów propagandowych prawdziwy, niezbyt pomyślny dla aliantów przebieg walk. Minusem jest pewien brak porządku w narracji, zwłaszcza chronologicznego. Przydałoby się również nieco więcej wiadomości na temat organizacji wojsk kolonialnych. Treść książki uzupełnia ciekawy materiał ilustracyjny, mapy sa natomiast nieliczne i niezbyt szczegołowe.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394

Więcej
Daniel Gazda Adrianopol 378. Rzeka Frigidus 394 Zobacz więcej
Więcej