rozwińzwiń

Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego

Okładka książki Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego autorstwa Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska
Okładka książki Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego autorstwa Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska
Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie biografia, autobiografia, pamiętnik
296 str. 4 godz. 56 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2003-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2003-01-01
Liczba stron:
296
Czas czytania
4 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
8308034160
Maciej Słomczyński Joe Alex? Kim był człowiek jednym znany jako tłumacz Ulissesa Joycea i dzieł Shakespearea, innym jako autor popularnych kryminałów? Autorka na kartach swojej książki prowadzi pasjonujące śledztwo, w którym stawką jest prawda o jego życiu.
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego

Średnia ocen
6,8 / 10
17 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego

Sortuj:
avatar
923
872

Na półkach: , ,

Choć napisana przez córkę, to autorce udało się uniknąć pułapek subiektywności. Bardzo ciekawie pokazuje okres przed I wojną światową - podziwiam, do ilu informacji udało się dotrzeć, biorąc pod uwagę późniejsze historyczne zawieruchy. Dosyć interesująco jest pokazany okres II wojny światowej, co też jest godne podziwu, uwzględniając, jak niechętnie pan Maciej opowiadał o tamtych czasach. Dla mnie najmniej interesujący był okres powojenny, nie tyle nawet historycznie, ile z racji opisu twórczości Macieja Słomczyńskiego, której przyznaję nie znam za bardzo. Wielki plus za dużą ilość zdjęć, które wplecione w odpowiednim miejscu ożywiają opisywaną historię.

Choć napisana przez córkę, to autorce udało się uniknąć pułapek subiektywności. Bardzo ciekawie pokazuje okres przed I wojną światową - podziwiam, do ilu informacji udało się dotrzeć, biorąc pod uwagę późniejsze historyczne zawieruchy. Dosyć interesująco jest pokazany okres II wojny światowej, co też jest godne podziwu, uwzględniając, jak niechętnie pan Maciej opowiadał o...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
459
459

Na półkach:

Ciekawa biografia doskonałego tłumacza z literatury angielskiej Macieja Słomczyńskiego napisana przez jego córkę. Syn Angielki i Amerykanina, z wyboru Polak powrócił po II wojnie na niepewny los do komunistycznej rzeczywistości. Jeszcze jeden przykład na to jak pokręcone są polskie losy.

Ciekawa biografia doskonałego tłumacza z literatury angielskiej Macieja Słomczyńskiego napisana przez jego córkę. Syn Angielki i Amerykanina, z wyboru Polak powrócił po II wojnie na niepewny los do komunistycznej rzeczywistości. Jeszcze jeden przykład na to jak pokręcone są polskie losy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
89
24

Na półkach:

Świetna, wciągająca biografia...

Świetna, wciągająca biografia...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

42 użytkowników ma tytuł Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego na półkach głównych
  • 23
  • 19
16 użytkowników ma tytuł Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Choroby przewlekłe u dzieci Mariusz Masiarek, Justyna Mroczek-Żal, Jagna Niepokólczycka-Gac, Iwona Sierant, Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska
Ocena 0,0
Choroby przewlekłe u dzieci Mariusz Masiarek, Justyna Mroczek-Żal, Jagna Niepokólczycka-Gac, Iwona Sierant, Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Moje dwa światy. Milos Forman. Wspomnienia Milos Forman
Moje dwa światy. Milos Forman. Wspomnienia
Milos Forman Jan Novák
Powróciłem ostatnio do autobiografii wybitnego reżysera filmowego, która została wydana w roku 1993. Opowiada Forman głównie o o swojej pracy, ale też o rodzinie, miłościach, swoich dwóch ojczyznach: Czechosłowacji i Ameryce. Miał Forman tak ciekawe życie, że starczyłoby na dwa filmy. Szczególnie interesujący jest dramatyczny opis lat dzieciństwa. Urodzony w roku 1932, został wcześnie osierocony, bo oboje rodziców zamordowali hitlerowcy w czasie wojny. Od tego czasu Forman tułał się po rodzinie i internatach, nie pisze jaką traumą było dla niego utrata rodziców, ale ... w pewnym momencie zwierza się, że od tego momentu na całe życie poczuł się outsiderem, dziesięcioletnim chłopcem, który wegetuje na uboczu emocjonalnym obcych rodzin, jakby patrzył przez szklaną ścianę na coś, czego nie może dostać. I w rzadkiej chwili szczerości mówi, że zawsze w swoich filmach pokazywał takich outsiderów, choćby McMurphy'ego w `Locie nad kukułczym gniazdem’ czy Mozarta w ‘Amadeuszu’, że przypomnimy jego największe dzieła. Tak, to bardzo ciekawy klucz do twórczości tego geniusza kina. Możemy też poczytać o jego karierze filmowej w Czechosłowacji i o sukcesie jaki osiągnął w latach 60. Dowiadujemy się o jego trudnych początkach w Ameryce, kiedy to żył w wielkiej biedzie mieszkając w podrzędnych hotelach. Pisze Forman bardzo ciekawie o swojej pracy z naturszczykami, z czego słynie. No i oczywiście o swoich arcydziełach zrobionych w Ameryce, niemniej w czasie lektury miałem wrażenie, że pierwsza, czeska część książki jest dużo ciekawsza, jest w niej Forman bardziej szczery. Sporo też znajdziemy interesujących informacji o tym, jak się robi filmy czy pisze scenariusze. Poza tym trafiają się piękne cytaty, na przykład: „Ja jednak nie oceniam moich filmów na podstawie kasy. Prawdę mówią w ogóle ich nie oceniam. Są jak moje dzieci, żadnego nie kocham bardziej niż pozostałych.” Czyta się to lekko, napisane bardzo dobrze, tak po czesku, z pogodą i bez jakiegokolwiek zadęcia. Przydałoby się wznowienie i aktualizacja tej pięknej książki. Rzecz winna być lekturą obowiązkową dla wszystkich miłośników kina.
almos - awatar almos
ocenił na82 lata temu
Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Joanna Szczęsna
Wisławy Szymborskiej pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny
Joanna Szczęsna Anna Bikont
Biografia pisana z zachowaną chronologią faktograficzną, z referencyjnymi wierszami, fotografiami , tym schematem kompendium ale jednak podskórnie wyczuwa się inną konwencję, w lekkim intencjonalnym rozedrgani u na rzecz pochyłu do snucia mieszaną techniką, tą reporterską i po trosze techniką fabularyzacji. I w tym jeszcze siła słowa publicystycznego autorskiego duetu: oszczędnego, precyzyjnego jak w wierszach Szymborskiej. Skrojono ten tekst-dokument rozdziałami o tytułach zwierających esencjonalne zdarzenia tego wyjątkowego życia, bo ten spis tytułów stanowi już sam w sobie jego biogram. Publikacja jest drugą tych autorek edycją wzbogaconą, w rok śmierci noblistki w wydawnictwie Znak, aby wpisać się na listę biografów noblistki w miejscu pierwszym, zanim nie zacznie się licznie zapełniać, wszak błyskotliwość intelektualna tej poezji niejednego pokusi aby na nowo odkrywać to życie, aby znaleźć niechby po części : jak, skąd, dlaczego. Jak ułożyć biografię osoby nobilitowanej, która w tej materii milczy, odrzuca każdą zachętę do odsłony swojego życia zasłaniając się własną osobliwą argumentacją, że mówienie o sobie zuboża, okrada „zasoby wewnętrzne” jedyny walor jaki się w sekrecie nosi. Niełatwo poskładać strzępy informacji z relacji przyjaciół, znajomych, z dossier noblistki ( dokument filmowy Larsa Helandera, Katarzyny Kolendy-Zalewskiej, kroniki filmowe, fotografie medialne… ),z jej spuścizny literackiej, z dedukcji, charakterystycznej dla osobowości Anny Bikont wyrobionej profilem zawodowym… bez konfrontacji z osobą, której to wszytko dotyczy. Ale autorki poszły na całość własną taktyką, napisały w zarysie to co się zdobyło i dały do przeczytania ( skorygowania) Szymborskiej, bardzo taktownie, ona wreszcie padła ofiarą tego podstępu. Zwykle biografia odpryskiem odmalowuje tła: polityczno-historyczne, artystyczne, społeczne, egzystencjonalne… jakby scenografie na scenie życia na której gra swoją rolę osoba opisywana. Tak i w danym przypadku jak w panoptikum w zamyśle autorek jest rzut na Zakopane, Kórnik wielkopolski, Toruń i Kraków, każdy w innym czasie historycznym. Zakopane w przełomie wieku XIX i XX wieku kiedy było magnesem dla elit artystyczno-naukowych, i tych wszystkich o wątłym zdrowiu ściąganych dla zapobiegliwości w górskie klimaty. Tak i Wincenty Szymborski z wykształcenia administrator, przeprowadza się w bezpieczne zakopiańskie rewiry (podatny na gruźlice),znajduje pracę jako zarządca u pryncypała hrabiego Zamoyskiego, tam też wieku 47 lat spotyka miłość życia. Późnożeństwo jest domeną jej klanu rodzinnego ( dziadek po stronie miecza). Kiedy po latach Szymborska z sentymentu notorycznie odwiedza Zakopane, nieraz spojrzy na restauracyjkę w Kuźnicach gdzie stał jej rodzinny dom , na dwór Władysława Zamoyskiego właściciela dóbr tatrzańskich w przełomie wieków u którego pracował przez 30 lat jej ojciec ( w ich domu był kult Zamoyskiego) , lub na willę zakopiańską kolegi jej ojca Franciszka Kosińskiego, albo z przypadku właziła do knajpy Kir, której właściciel w ramach wdzięczności pokoleniowej dziękował za odsprzedaż przez jej ojca jego dziadkowi grunt, na którym wyrósł ten rodzinny biznes. Miejsca naznaczone jej sagą rodzinną, niektóre mające status historyczny. Niezatarte były uroki wielkopolszczyzny, odbierane jeszcze niepełną świadomością, ( była małym dzieckiem) gdzie przyszła na świat, te swojskie sielskie klimaty i plenery; jezioro, las, łąki. I pierwszy jej w byt w formule życia mieszczańskiego w Toruniu, do piątego roku życia, który już wyłapywał co nieco. A potem Kraków przedwojenny i w awersie powojenny. Czym on się różnił dla lat adolescencji i młodzieńczości. Jak bardzo wciska się zakreślona przez autorki aura życia inteligencji ziemiańskiej w Krakowie w dekadzie przedwojennej, wypisz wymaluj klisza zbytkowego statusu zachodniego w drugiej połowie XX wieku. W afirmacji subkulturowej była pogoń za wzorcami z kina i idololatrią, za modą łamiącą konwenanse (żaboty, gorsety do lamusa) jak sukienki do kolan z paskiem dla ekspresji seksapilu, był lans i szpan w manifestacji pozycji w hierarchii społecznej ( bryczki z zaprzęgiem pary koni i automobile, apartamenty wielopokojowe z imitacją łazienek, aneks z wanną…).Były spacery w parku Jordana z obfitością atrakcji na łonie natury, na Błoniach, po Plantach nawet dziedziniec Wawelu był miejscem dziecięcych igraszek. Były prywatne elementarne szkoły z wysokim poziomem edukacji, katolickie licea z dyscypliną ubioru niejako logo przynależności, Zamiast kawiarni cukiernie z delicjami ( Splendide, Maurizio, Piasecki…) lodami. Nie było w umysłach dorastających świadomości zagrożenia ( kiedy nazizm w sąsiedztwie wzbierał w siły a psychoza wojny weszła tuz przed jej wybuchem),była radość i swawola i uciecha z byle czego. Gdy się wnika wizualizacją w tamto międzywojenne krakowskie życie, ujmuje rzecz, ze ten okres w świadomości wykreował się fałszywie, a był ł to okres dostatku i standardu dla warstwy średniej jak na owe czasy, radości dziecięco-młodzieńczej, okres kina, idoli, wszelkich zabaw w każdej scenerii, były banalizm marzeń jak dzisiaj : bycie gwiazdą, kobietą wampem, lub innym typem gwiazdorstwa lub fanfaronady jak obecnie celebryctwo. Wojenny Kraków to okres cezury, życie w niepewności , w ostrożności w konspiracji. Tajne komplety, robienie czegokolwiek dla egzystencji najlepiej w dziedzinie nie zagrożonej wywózką, unikanie miejsc publicznych kiedy czas łapanek, rewizji, obław. I te rojenia o wolności które było jak chimera, kiedy codzienność dostarczała dowody na brak nadziei. I w tej aurze iluzji, po pięciu latach skradł się drugi totalitaryzm wypychając ten bardziej krwiożerczy, i rozlewał się inną taktyką i obietnicą. Kraków powojenny to lizanie ran, głód na kulturę ( poranek literacki w Starym Teatrze tuż po wyzwoleniu z recytacją wierszy Miłosza, Przybosia, Adama Włodka…),euforia pokoju i inna świadomość polityczna, inna egzystencja. Świat literacki dostał w prezencie kamienicę na Krupniczej 22, literaci bez dachu nad głową ale z zapałem i weną, zapełnili ten gmach w kohabitacji, a dyskretne oko dyktatu władzy miało wejrzenie na całość zarodka krakowskiej inteligencji twórczej. Tam też, po mariażu z Adamem Włodkiem z Radziwiłłowskiej przeniosła się Szymborska, do męża, który zajmował poddasze oficyny. To on był pierwszym czytelnikiem jej wierszy, pierwszym jej mentorem i korektorem , połączyła ich wspólna pasja i zapewne podobny stosunek do spraw egzystencjonalnych , w awersji do sybarytyzmu. A atrakcyjna Szymborska mimo staropanieństwa wszak miała 26 lat, wpadała w oko niejednemu. Czy tylko to złudne zauroczenie poniosło ich do ołtarza, bo ten związek okazał się krótkotrwały, zaledwie pięć lat. Czy prawdziwą jest argumentacja Szymborskiej, że „Adam był taki naturalny i a kobieta przy nim nie musiała niczego udawać”, aczkolwiek wybrzmiewa ona jej dyplomacją. Jakby znikąd spadł przywilej i łaska pomieszkiwać obok: Andrzejewskiego, Gałczyńskiego, Szaniawskiego, Różewicza, Kisielewskiego, Słomczyńskiego,… którzy wkrótce staną się trzonem elity literackiej. Twórczy umysł nie schlebia próżności i nudzie, to małe mieszkanko Szymborskiej i Włodka stało otworem dla wszystkich: odbywały się notorycznie herbatki, spotkania, konkursy, gry literackie, zabawy w żywe obrazy lub scenki rodzajowe. Nie przeszkadzały toalety wspólne na korytarzach, dochodzące zapachy ze stołówki, jakiś rozkwit grzyba ściennego, a sam budynek bez dozoru i remontu marniał i i chylił się ku stanowi nieużyteczności. Ale domeną Krupniczej 22 było życie towarzyskie, śmiano się i bawiono jakby odrabiano stracony czas. Byli młodzi i kreatywni, wizja rodziny była zmyta wizją własnej samorealizacji i dzieła. Gdzieś tam w tle skończył się pluralizm partyjny (PPS z PPR),nowa ideologia wchodziła siłą indoktrynacji wszędzie, wstawiając swoje reguły w życiu codziennym. Z butami wszedł stalinizm, okres fanatyzmu i apoteozy jego ideologią, nikt nie dostrzegał patologii i toksyny tego systemu, wręcz on tak lepko ściągał ku sobie akolitów. Szymborska za przykładem mężem weszła w grono partii, stała się członkiem i agitatorką w swoich wierszach. Dla nich, młodego małżeństwa zmiana zasad egzystencjonalnych : zmiana własności prywatnej na rzecz własności ogółu, odgórny tryb zarządzania wszystkim, plany rozwoju bez racjonalizmu a pełne utopii, były bez znaczenia i wydźwięku. Faworyzowali kult władzy bez głębszej analizy historycznej, nawet ten socrealizm w aspekcie kultury (wszystko w imię ideologii),nie był aż taką przeszkodą. Jeszcze nie widziano skutków tej ekspansji, trzeźwość myślenia zacierana była propagandą i demagogią. Kiedy doszło do pierwszych spięć a potem odwilży, oczy się przecierały, świadomość stanu rzeczy wracała z impetem. Zagrożeniem dla autokracji była zawsze inteligencja, jej siła werbalna i publicystyczna. Dlatego rzucono całą metodologie agenturalną na Krupniczą, donosy stały się narzędziem kontroli i wyrazem lojalności, czysty ideologicznie życiorys był walorem. Podpisy elity literackiej ( Szymborska ) pod petycją w wyrazie potępienia kościoła w sfingowanej aferze kleru krakowskiego w 1953 roku, był świadectwem posłuszeństwo i dyscypliny. Stalinizm był apogeum indoktrynacji i despotyzmu i dyktatury, po odwilży, z roku na rok ten potencjał spadał, nonkonformizm zataczał szersze kręgi, skutkiem czego Szymborska zrzekła się członkostwa, w Solidarności z Kołakowskim jako jedna z 12-stu powiększyła listę bezpartyjnych literatów, manifestując sprzeciw wobec systemowi. Tym samym stała się figurantką, inwigilowaną. Dumą Krakowa po wojnie w kontekście publicystyki były: „Życie Literackie” i „ Tygodnik Powszechny” tygodniki z nakładem ogólnokrajowym oba o profilu kulturalno- społecznym, pierwszy skłaniał się ku publicystyki literackiej drugi w nurcie religijnym, aczkolwiek nie do końca. Pierwszy był miejscem angażu Szymborskiej spędziła w redakcji 15 lat, w funkcji szefa działu poezji, potem prowadząc rubrykę Poczty Literackiej, gdzie humorem i ironią zajęła się interpretacją nadesłanej amatorszczyzny w wierszu i próbkach prozy. Naczelnym redaktorem był Machejek, a jego stylizacja pisania nazwana jako machejkizmem, przybrała stygmat pustej frazeologii, bełkotu komunistycznego w podtekście agitacji, stylizacji wybitnie tendencyjnej przy braku treści logicznej. W początkach demokracji i w 1900 roku pismo musiało pędem następstw zakończyć swoją żywotność i zatrzeć zły ślad po sobie. Zycie w aglomeracja Krakowskiej, jako pokłosie dyktatu komunizmu nie było łatwe, w kontekście rezydowania na przekładzie Szymborskiej z jednej klaustrofobii przechodziło siew drugą. Po 15-stu latach zamętu na Krupniczej otrzymała przy rogu 18-tego Stycznia i Nowowiejskiej fabrykat komunizmu, ciasny nieegzystencjalny metraż, z osobną kuchnia i łazienką, jako symptomat progresu. I tak to była nobilitacja gdzie głód mieszkaniowy osiągał szczyt, a rodziny pokoleniowe ocierały się o siebie w jednym wspólnym mieszkaniu. Po Noblu zdobyła się na większy rozmach w postaci mieszkania dwupokojowego, a i tak powściągliwy wobec zasobów jakimi już dysponowała, widać, ze materializm nie był jej po drodze. Ale poszła dalej za luksusem w jej mniemaniu , aby sprostać po- noblowskiej pańszczyźnie zatrudniła sekretarza, młodego, chłonnego na wiedzę humanistyczną studenta, który pełnił swoje obowiązki aż do jej odejścia. Autorki bardzo sugestywni podsyłają odbiorcy obraz tamtych czasów w aspekcie kultury. Dominowała telewizja, jedno-programowa ale znakomite seriale: Colombo, Niewolnica Izaura, Dynastia…wymiatały z ulic tłumy. Szymborska sama nie lubiła snobistycznego teatru, zachwycała się tym czym zwyczajny szary człowiek z krwi i kości , dobrym kinem, dobrą pop muzyką ( Ella Fitzgerald),książką każdego rodzaju i wcale nie w afirmacji literatury pięknej, wakacjami w górach po sezonie, wypadem za granicę ale nie fanaberyjnym zwiedzaniem muzeów i architektury minionych epok danej kultury. Lubiła się fotografować przy egzotycznych nazwach miejsc, zbierała pocztówki ale nie dla snobistycznej kolekcji, ale dla obdarowywania nimi w zmodyfikowanej formie w postaci wyklejanek, wszystkim swoim znajomym. Te nowe czasy w konkurencji wolnorynkowej, pozwalały korzystać ze wszystkich dóbr, ale wszelkie dobra materialne, przepych, inwestycje, pomnażanie kapitału… to całe powinowactwo kapitalizmu nie było jej domeną, jak w każdym niemal środowiska artystycznym, gdzie sztuka ( w danym przypadku poezja) jest sensem i apriori. Anna Bikont i Joanna Szczęsna w tej biografii sprytnie uciekają od źródeł determinacji takiego wariantu kobiecego życia, gdzie macierzyństwo zostało odrzucone z wyboru ( albo było niemożliwe o czym nie wiadomo). Co więcej sprawy serca, potraktowano w sposób oględny o ile nie zdawkowy. Jak sama poetka mówi w jej życiu było wiele miłości, a wymienia się tylko jej małżeństwo i konkubinat. W rzeczy samej ten wyrzut „wiele miłości” też jest pretensjonalny, bo nie sposób aby w środowisku literackim, tak hermetycznym i plotkarskim jak na Krupniczej, nie zauważono flirtu atrakcyjnej i inteligentnej kobiety. W tej kwestii wiele się przemilcza, nie docieka się osobliwości kobiecej, która z natury predysponowana jest do prokreacji i macierzyństwa. Gdzie prawda , a gdzie maska w tej materii. Idąc tą drogą analizy, sugestia kieruje w dzieciństwo gdzie są wszystkie zaczyny decyzyjności dorosłości. Jej „histeryczna miłość do ojca” pewnie coś stygmatyzuje, zapewne kamuflowana pretensja matki ( jej zgoda na małżeństwo wynikała ze strachu przed staropanieństwem z racji braku populacji męskiej po wojnie ) do losu, gdzie związek z jej strony wynikał bardziej z rozsądku i wygodnictwa niż z namiętności, rola ojca jako rodzica dojrzałego pod każdym względem i rodzica zbyt parenetycznego, poniekąd co skutkowało zaszczepem miłości do literatury. Szymborska nie wzbrania się za każdym razem aby wejść w takie rewiry tematyczne, sięgające esencji każdego życia jakby była to niedotykalna sfera tabu. Co wskazują jej wiersze, gdzie ponoć jest całe jej życie i myśli. Autorki nie podejmują tego wyzwania, zachowując stricto zasady w preparacji biografii jako dokumentu. Autorki omijają podszepty jakie idą z życia Szymborskiej . Być może znajomość z Adamem Włodkiem, gdzie ona jak i on w profesjach takich samych, o podobnej mentalności, gdzie umysły twórcze dla lepszej ekspresji potrzebują wzajemnego pasożytniczego żeru z symbiozy bliskiej relacji, została sfinalizowana małżeństwem z racji niezbyt oczywistych, ale na pewno zakończyło się fiaskiem bo uczucie Szymborskiej bezpowrotnie wygasło. Bo na tym polu bez żadnego żaru i oplotu, jest zgoda na przyjaźń bez zazdrości z Włodkiem, jest przyjaźń z jego następną partnerką, Ewą Lipską, nic więc nie przeszkadza w takich relacjach, i nic nie popycha do piołunu i żalu. Jej konkubinat w wieku już ustabilizowanym i przemyślanym, ze słynnym literatem krakowskim Kornelem Filipowiczem, wskazuje na podobny schemat relacji. To samo środowisko zawodowe, autorytet i afekt. I dopóki w tym świecie serce drga, związek żyje. Filipowicz, od młodości zwracał uwagę Szymborskiej, gdzie w tym środowisku literackim jej spojrzenie wyłapywało męską aparycję: wysoki, przystojny, modnie ubrany, miał nadto tą wartość dodaną po UJ (biologia) i o wrażliwości łaknącej pożywnego pokarmu ( sztuka-pisarstwo),był obiektem zainteresowania wielu kobiet. Jego żona wybitna awangardowa rzeźbiarka, malarka Maria Jarema ( wdg jej projektu stoi rzeźba Fortepian Chopina przy Franciszkańskiej 52 w Krakowie w scenerii Plant ) zmarła nieoczekiwanie w 1958 roku. Był wdowcem po konsolacji, los a na pewno sugestywne zabiegi, połączyły dwie pokrewne dusze. Ona zaangażowana była w sposób nawet ostentacyjny w cały świat partnera, co dowodzi jej emocji. Zasób faktograficzny, liczne odniesienia do wierszy, opinie znajomych i świata literackiego, są wystarczającym aby stanowić punkt wyjścia, fundament do własnej eksplikacji w aspekcie genezy; co w sobie niosła ta osobowość, że jej dzieło zadziwiło świat. Bo w tejże biografii nie ma odpowiedzi, niechby z przekory aby czytelnik doszedł sam do własnej konkluzji. Była pierwszą polska noblistką w dziedzinie poezji ( bo Miłosz pisał także prozę),noblistką wiersza białego. Wszak była zwyczajną, bez preferencji charakterologicznej pośrodku miedzy ekstrawertykiem a introwertykiem bo lubiła towarzystwo i odskocznię w samotność, W sposobie bycia i konsumpcji życie była pewna równowaga i szczerość, bo jeśli podróże to nie za wszelka cenę zwiedzanie, jeśli książka to nie tylko ta ambitna ale każdego rodzaju, jeżeli rozrywka kulturalna to łatwe w odbiorze kino niż refleksyjny teatr, jeżeli pasja kolekcjonerstwa to nie snobizm drogich antyków tylko zwyczajność bibelotu, kiczowate gadżety, widokówki. Ceniła przyjaźń jako substytut wsparcia, którego brakło z racji pokrętności losu i bezdzietności, skromność, przeciętność, normalność i dyskrecję, jako relikt metody wychowawczej ojca. Stała z boku wobec świata i jego dziejów, jak spekulujący w myślach spektator, aby coś wyłapać i utrwalić. Brak rodziny dzietnej nie wybudzał w niej prozaicznych aktywności jak chociażby np. pogoń za pieniądzem aby wyścielić przyszłość potomstwu, czy fascynacji kulinarnych, zabiegania domowego… No więc gdzie szukać w tej zwyczajności geniuszu pisarstwa i jego symptomatu. Nic nie rodzi się z próżnego dzbana, samoistnie, dziedzictwo talentu i predyspozycji jest niemałym wkładem w sukces ale niewystarczającym nieraz w proporcji zbyt małym. Musi być pasja i zacięcie i rozkosz z robienia czegoś co się upodobało. Szymborską uwiodła matematyczna zabawa ze słowem , to „wyciąganie ze słownika tych odpowiednich …‘’ aby celnie stworzyć impresje, przekaz, aforyzm…i co jeszcze. A w tej zabawie słowem wariacja zestawień nie zna limitu i ten atrybut zabawy kosz , do którego wrzuca się co zapisano, aż do momentu kiedy na biurku zostanie ten ocalony skrawek z intuicji. Miniaturki w prozie były zbyt opisowe, rymy same w sobie się przejadły, a faktem jest że nie dla rymu tworzy się wariacje słowną ale dla przekazu myśli i i dla myślenia. Z drugiej strony nie łatwo zrobić konstrukcje takich zestawień, „rodników”, metafor schludnym, oszczędnym słowem, które poruszą ludzką wrażliwość bez przymusu i sugestii, im bardzie trudne tym bardziej ekscytujące. Tak jak Schultz w prozie poetyckiej, pod opisem malował metafizykę i mistycyzm rzeczywistości całą paletą barw- słów i metaforyzacją, tak Szymborska pod lakonizmem ujmuje prawdy w wierszach, które tak łatwo nie trzymają się w świadomości a kiedy wpadną w innej oprawie siedzą tronnie w jej zaułkach. To czytelnictwo od dzieciństwa najpierw delikatnie zaraża (Konopnicka, Verne’a ),im większe tym bardzie wchodzi w krew, Szymborska mając 14 lat przeczytała Dostojewskiego, mniej lub bardziej rozumiejąc meritum treści, potem szokujący Mann i Montaigne i Proust… Pod wrażeniem chce się pisać tak jak oni, dyskretnie, do szuflady, tylko obawa czy aby to na sprzedaż. Nieraz los tak pokieruje, że wpada się w środowisko jakże kongruentne z pasją, w którym jest weryfikacja i wzorzec i tendencje i szlif. W jakiej materii pisać staje się dylematem. Jej wiersze o doświadczeniu wojny padły w rywalizacji z ikonami tej tematyki : Różewiczem, Herbertem. Więc może po prostu o wszystkim, tudzież o nowym systemie który daje ślepą gwarancją pokoju. O wszystkim , „sprawach małych” których szarość życia nie dostrzega, i „tych wielkich ale z dystansu”, i swojej nowej wizji z przemyślenia. Konieczne jest to całe nienazwane akcesorium: przenikliwość intelektu, mądrość, asocjacja, wnikliwa percepcja które płynie w genach. I jeszcze zmysł selekcji, wyczucie z idące ze szlifu warsztatu pisarskiego. Czy koneksje przetarły drogę do Nobla ?. Czy to zasługa talentu szwedzkiego tłumacza Bodegarda, czy marketing Leonarda Neugera dyrektora Instytutu Slawistyki na Uniwersytecie Szwedzkim, czy świetne tłumaczenia Karla Dedeciusa, które zaowocowały przyznaniem Szymborskiej Nagrody Goethego? Jest regułą, ze najpierw ta drugorzędna pod względem prestiżu nagroda wysyła sygnał w świat o walorze dzieła, Tokarczuk za znakomite Bieguni przyznano The Man Booker International Prize, w przypadku Szymborskiej zadziałał ten sam schemat, Nobel po Nagrodzie Goethego wisiał w powietrzu. W sentencji w laudacji pogrzebowej „zostawiła sporo do myślenia” zawiera się sens życia i dorobek.
benek - awatar benek
ocenił na101 rok temu
Dzikie żądze. Bronisław Malinowski nie tylko w terenie Grzegorz Łyś
Dzikie żądze. Bronisław Malinowski nie tylko w terenie
Grzegorz Łyś
Nie wiem do końca, czy bardziej wolę suche biografie, czy eseje z motywem biograficznym, jakim właśnie są Dzikie żądze, czyli opowieść o Bronisławie Malinowskim, pionierze terenowych badań antropologicznych i autorze słynnego Życia seksualnego dzikich. To chyba zależy od tego, kto to pisze. Grzegorz Łyś stworzył dzieło komplementarne, także z zacięciem antropologicznym. Opisał dokładnie nie tylko samego Malinowskiego, ale także społeczeństwo Krakowa i Zakopanego, gdzie się wychowywał. Nie jestem tylko pewna, czy taki szczegółowy opis otoczenia głównego bohatera tej biografii na samym początku książki nie jest zbyt uciążliwy. Rozumiem niby ideę, jednak pierwsze sto stron męczyłam się i zastanawiałam po co, autor skupia się na ówczesnych realiach społecznych i seksualności Krakowian. Później to zrozumiałam. 🗺️ Specyficznie ukształtowany W istocie, wizja Łysia szeroko pokazuje skąd Malinowski się “wziął”, kto go ukształtował i dlaczego mógł zająć się Trobriandczykami tak, jak się zajął. Gdzie zdobył otwartość umysłu niezbędną, żeby zbadać ich bez większych uprzedzeń oraz narzucania swojej europejskiej wizji świata. Łyś ma niestety tendencję do robienia zbyt dalekich anegdot dotyczących innych ludzi, których wpływ na Bronisława zaznaczony jest dopiero później. Na początku trochę mnie to irytowało. Ale w tym jest metoda, widoczna w miarę czytania książki. Łyś chciał pokazać Malinowskiego nie tylko jako jednostkę, ale wybitnego naukowca w swoich czasach. Stąd te obszerne opisy okolic, w których Bronisław dojrzewał oraz jego największych przyjaciół – Witkacego oraz Leona Chwistka. Stąd także obszerne opisy górali i tego co działo się w okolicach Zakopanego na przełomie XIX i XX wieku. I ostatecznie wyszło na to, że są one ważne, bo to one ukształtowały postrzeganie oraz wrażliwość przyszłego antropologa. Tak samo zresztą jak Młoda Polska, jego przyjaciel Witkiewicz oraz inni wybitni artyści tego czasu. Do tego, gdy już się przywyknie do stylu opowiadania Łysia, to książka idzie gładko i bardzo przyjemnie. 🗺️ Sporo o samej antropologii W ogóle sporo też jest tu o innych badaczach i historii antropologii. Łyś opisuje pierwsze wyprawy kładące podwaliny pod tę naukę i nazwiska tj. Lewis H. Morgan, czy Sir James G. Frazer. Opisuje też nurty antropologii, zarówno te przed Malinowskim jak i dość dokładnie nurt antropologii funkcjonalnej, której Malinowski był twórcą i pionierem. Najciekawiej jest jednak na koniec książki, gdy już najważniejsze rzeczy dotyczące kariery naukowej i osobowości Malinowskiego zostały omówione. Autor biografii przechodzi do kontrowersyjnych elementów życiorysu naukowca, które wiadomo z prywatnych dzienników Malinowskiego, nigdy nie przeznaczonych do publikacji… Wychodzi na to, że pionier antropologii to bardzo interesująca postać, nie tylko w kwestii znanych na całym świecie dokonań naukowych… A Dzikie żądze to adekwatny tytuł na opowieść o jego życiu.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na71 rok temu
Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie Marek Radziwon
Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie
Marek Radziwon
Doceniam kunszt z jakim tworzył opowiadania, niemal każde jest dla mnie perłą gatunku. Dużym uznaniem darzę też Sławę i chwałę, epopeję o wierności ziemiaństwu, inteligencji, sztuce. Fascynują mnie początki jego życia, dzieciństwo w Kalniku na Ukrainie, wakacje u Szymanowskich w Jelizawetgradzie, praca nauczyciela u Branickich w potężnym majątku Stawiszcze. Iwaszkiewicz obserwował rodzącą się rewolucję bolszewicką, przeżył obie wojny. Widział zmierzch wielkich fortun kresowych, ginięcie tego idyllicznego, sielankowego świata. Sam o osobie mówił, że jest człowiekiem z innej epoki. Historia rodziny, a przede wszystkim ojciec uczestniczący w powstaniu styczniowym, dziadek zaś w listopadowym, stanowili o niezwykłości i sentymencie do minionych epok. Marek Radziwon skupia się na życiu literackim pisarza, odnotowuje najważniejsze wydarzenia w jego życiu, próżno tu jednak szukać wnikliwej analizy życia prywatnego. Jest za to geneza powstawania utworów, ich odniesienia do rzeczywistości, krótkie streszczenia. Poza tym cała gama doświadczeń zawodowych twórcy "Matki Joanny od Aniołów": jego sprawowanie funkcji sekretarza marszałka Rataja, praca w dyplomacji, wreszcie wojenne próby przetrwania, czy wciąż dyskusyjna powojenna publiczna aktywność. Biograf odnosi się do literackich fascynacji i sympatii Iwaszkiewicza. Pisze o jego stosunku do historii, władzy, społeczeństwa. Zaznacza też emocjonalne podejście do życia, liczne zachwiania, rozterki, depresje. Odsłania człowieka wielowymiarowego: i wrażliwego twórcę, i wyniosłego sybarytę, ale także negocjatora w konfliktach pisarskich z komunistycznym reżimem, który nade wszystko chciał ocalić polską kulturę. Bogate i różnorodne życie Iwaszkiewicza broni się samo. Mimo to biografia Radziwona nadąża za podmiotem swoich dociekań. Co więcej, tworzy obraz człowieka, którego nie da się jednoznacznie ocenić. Fascynująca lektura. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na77 lat temu
Żongler. Romain Gary Agata Tuszyńska
Żongler. Romain Gary
Agata Tuszyńska
„Prawda jest często nie do zniesienia, dlatego wymyślamy sobie lepsze wersje samych siebie” – ta myśl mogłaby stanowić motto oszałamiającej biografii autorstwa Agaty Tuszyńskiej. „Żongler. Romain Gary” to literacki majstersztyk, który zasługuje na najwyższe uznanie. Moja ocena to entuzjastyczne 9/10. Tuszyńska nie napisała zwykłego życiorysu; stworzyła migotliwy, polifoniczny portret człowieka, który był zbyt wielki, by zmieścić się w jednej skórze. Zawartość: Wielopiętrowa mistyfikacja Książka to fascynująca podróż śladami Romana Kacewa – żydowskiego chłopca z Wilna, który stał się francuskim bohaterem wojennym, dyplomatą, mężem hollywoodzkiej gwiazdy Jean Seberg i jedynym w historii dwukrotnym laureatem Nagrody Goncourtów (raz jako Gary, drugi jako Émile Ajar). Tuszyńska z chirurgiczną precyzją, a jednocześnie z ogromną czułością, rozsupłuje nici jego mistyfikacji. Najważniejsze rady i wnioski płynące z tej lektury to: Autokreacja jako mechanizm przetrwania: Gary uczy nas, że tożsamość nie jest dana raz na zawsze – można ją wywalczyć, wyśnić i zapisać na nowo, uciekając przed traumą pochodzenia i antysemityzmu. Potęga mitu matki: Relacja Romaina z matką, Miną, to fundament jego istnienia. Autorka pokazuje, że wielkie ambicje często rodzą się z cudzych marzeń, które stają się dla nas paliwem, ale i ciężarem. Odwaga w prowokacji: Historia Ajara to lekcja o tym, że literatura powinna kpić z instytucji i etykiet, a prawdziwy artysta zawsze gra va banque. Tuszyńska zaczyna od dusznej atmosfery wileńskich podwórek i paryskich salonów, w których Gary czuł się wiecznym obcym, „metekiem” udającym arystokratę ducha. Ta duszność narasta wraz z wiekiem bohatera – czujemy jego lęk przed starością, wyczerpywaniem się masek i narastającą samotnością, która ostatecznie doprowadziła do tragicznego strzału w grudniu 1980 roku. Autorka genialnie oddaje ten klaustrofobiczny stan człowieka zaplątanego we własne legendy. To niemal nota idealna. Tuszyńska pisze z pasją, jej język jest gęsty, nasycony metaforami, a jednocześnie niezwykle elegancki. To biografia, którą czyta się jak najlepszy thriller psychologiczny. Autorka doskonale czuje swojego bohatera – być może dlatego, że sama jest mistrzynią odkrywania polsko-żydowskich losów. Brakujący jeden punkt do pełnej dychy wynika jedynie z tego, że ogrom dygresji i nieliniowa struktura mogą momentami przytłoczyć czytelnika przyzwyczajonego do tradycyjnych, chronologicznych biografii. Jednak dla konesera literatury ta „żonglerka” formą będzie czystą przyjemnością. „Żongler” to hołd dla wyobraźni, która silniejsza jest niż śmierć. Agata Tuszyńska udowodniła, że o Garym nie da się pisać zwyczajnie – trzeba o nim śpiewać, krzyczeć i płakać. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto kocha literaturę totalną i wierzy, że życie jest tylko brudnopisem dla wielkiej sztuki.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na91 miesiąc temu
Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim Józef Hen
Błazen-wielki mąż. Opowieść o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim
Józef Hen
Autorzy biografii nie zawsze mają szansę na polubienie swoich bohaterów, a w niektórych przypadkach jest to wręcz niemożliwe. Tadeusza Boya Żeleńskiego z jego erudycją, dowcipem i inteligencją trudno jest nie obdarzyć sympatią i, jak można się było spodziewać, biograf - Józef Hen, ma do niego właśnie taki - serdeczny i pełen uznania - stosunek. To nie jest powieść biograficzna, a starannie przygotowana biografia o cechach pracy popularno-naukowej. Poświęcona niezwykłemu człowiekowi, któremu przyszło żyć i tworzyć w trudnych czasach, dużo miejsca i uwagi oddaje historycznym uwarunkowaniom jego działalności. Autor wyznaje, że przed laty pojawiła się szansa na prawdziwe spotkanie obu panów - przeszło sześćdziesiecioletniego Boya i czternastoletniego Hena. Było to we Lwowie podczas pierwszych lat wojennych, nie udało się jednak Henowi dotrzeć na jeden z otwartych odczytów pisarza. To pozycja dla osób zainteresowanych Tadeuszem Żeleńskim i jego twórczością, która jest nie tylko bardzo dokładnie opisana, ale również skomentowana. Szczególnie praca recenzencka, działalność teatralna i środowisko literackie skupione wokół teatru zostały wnikliwie rozpoznane. Myślę, że przed przeczytaniem, dobrze jest mieć już za sobą przynajmniej lekturę felietonów lub innych mniejszych form literackich, bo biografia tej postaci bez znajomości twórczości lub jakiegoś szczególnego zainteresowania literaturą okresu Młodej Polski i Międzywojnia, może okazać się dla laika zbyt drobiazgowa i nużąca. Oczywiście, poza pracą nad felietonami, tłumaczeniami, recenzjami i działalnością społeczną poznamy również prywatne życie bohatera, ale to, chociaż bogate i szeroko komentowane, zostało przez Hena pokazane bardzo taktownie i dyskretnie. Romanse pisarza i wieloletni związek z Ireną Krzywicką, komentują właściwie tylko relacje pochodzące od niej samej lub zachowane fragmenty korespondencji. To było dla mnie bardzo udane spotkanie z jednym z ulubionych autorów Józefem Henem, tym razem w roli życzliwego i dociekliwego biografa. Tadeusza Boya Żeleńskiego zobaczyłam w nowym świetle, nie tylko jako krytyka, skandalistę, autora prześmiewczych tekstów i sprawnego tłumacza literatury francuskiej, ale przede wszystkim bezkompromisowego, upartego, odważnego wyraziciela swoich poglądów i opinii o teatrze, literaturze, sztuce, często wbrew panujacym trendom i zwyczajom, nie stosujących taryfy ulgowej nawet dla przyjaciół. Szczególnie teraz, w czasach bezkrytycznego zachwycania się banałem i twórczością (delikatnie mówiąc) mało wartościową (często z powodów wyłącznie merkantylnych) wydaje mi się to niezwykle cenne.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na94 miesiące temu
Wyznania gorszycielki Irena Krzywicka
Wyznania gorszycielki
Irena Krzywicka
Irena Krzywicka (1899-1994) przyszła na świat w Jenisiejsku w rodzinie polskich Żydów, zesłanych na Syberię za działalność socjalistyczną. Ojciec zmarł na gruźlicę niedługo po powrocie do Polski, matka, zwana przez nią Maminkiem, była aż do swej śmierci jej najwierniejszą przyjaciółką. Oczytana i jak na kobietę świetnie wykształcona oraz ambitna z przytupem dołączyła Irena do międzywojennego środowiska literackiego. Jej najbardziej znane publikacje ukazywały się w Wiadomościach Literackich Mieczysława Grydzewskiego, jest też autorką kilku książek. Swą autobiografię zaczęła pisać we Francji w latach 1970-ych, po niemal całkowitej utracie wzroku nagrywała wspomnienia, a książkę do druku przygotowała Agata Tuszyńska. Pierwsze wydanie „Wyznań gorszycielki” ukazało się dwa lata przed śmiercią Krzywickiej, a jego pomysł Marian Hemar miał skomentować z typowym dla siebie sarkazmem: „Droga Irenka, nasze stare chodzące poboyowisko”*. Według dość zgodnych opinii gorszycielką została Krzywicka nie tyle z powodu rozwiązłości w życiu prywatnym - wierność małżeńska nie była w tym środowisku powszechnie obowiązującą normą - lecz z racji głoszonych publicznie przez nią i Boya poglądów oraz konkretnych inicjatyw. Inaczej jednak niż biografkę Boya**, czworokąt małżeński, Irena-Jerzy Krzywicki-Zofia Żeleńska-Boy, dość mocno Krzywicką uwierał. Przynajmniej tak wygląda to w jej wspomnieniach. Mimo fatalnej technicznej jakości wydania „Wyznań…”, na jakie trafiłam, nie mogłam się od lektury oderwać. Początkowa część książki, jakieś 40% tekstu, to ciekawy opis relacji rodzinnych, przymiarek do różnych dróg kariery oraz pierwszych prób zaistnienia w środowisku literatów. Jako atrakcyjna kobieta na brak zalotników nie narzekała. Spośród trzech zaprzyjaźnionych na męża wybrała początkującego prawnika, syna Ludwika Krzywickiego, uznanego twórcy polskiej socjologii. Boya spotkała, kiedy wydawało się, że po urodzeniu pierwszego syna, Piotrusia, jej małżeństwo z Jerzym już okrzepło. Ale atrakcyjności, także fizycznej, sławie i wspólnocie przekonań z dwadzieścia pięć lat starszym facetem nie potrafiła się oprzeć. Mimo że wówczas, w roku 1928, nie pod każdym względem pasował do definicji Boya, jaką wygłosił dziesięć lat wcześniej przypadkowo spotkany Jan Lechoń, a mianowicie że jest to „…melancholik, erotoman, pijak, karciarz … najbardziej czarujący, najinteligentniejszy człowiek na świecie”. Miłości do Ireny pozostał Boy wierny do śmierci, od alkoholu też już wtedy stronił. Owszem, była świadkiem jego stanów depresyjnych, załamania pod wpływem krytyki i ataków, z obu stron sceny polityczno-obyczajowej, za wprowadzenie w dyskurs publiczny i nieśmiałe próby instytucjonalnego usankcjonowania pewnych tematów tabu. Ich ostrze w pewnym sensie bardziej było bolesne dla niego niż dla niej. Jan Skiwski, na przykład, atakował go za propagowanie „życia ułatwionego”. Czy chodziło mu także o zdjęcie odium, a w każdym razie o zrezygnowanie z karalności za homoseksualizm? Krzywicka przyznaje, że ich próby wprowadzania antykoncepcji i bezpiecznych zabiegów aborcji nastąpiły w Polsce „… o trzydzieści lat za wcześnie”. Pierwsze ośrodki Świadomego Macierzyństwa nie cieszyły się popularnością i dość szybko zostały zlikwidowane. Tymczasem, gdy ona zaczęła być krytykowana także za swoje relacje sądowe, głównie za obronę Rity Gorgonowej, Boya atakowano już za wszystko. „A że tyle piszę? - żalił się Irenie - U nas nie lubią ludzi, którzy za dużo pracują”. Lata 1930-te to nowe fale antysemityzmu i faszyzacji Polski. O tym oczywiście wyznania Krzywickiej też wspominają. Ich największa wartość polega, moim zdaniem, na obleczeniu tych i innych zjawisk w konkrety, co wiąże się naturalnie z jej ocenami ludzi, na ogół trafnymi, a przy tym zawsze bardzo ciekawymi. Na przykład o dwóch byłych skamandrytach, Jarosławie Iwaszkiewiczu i Antonim Słonimskim pisze: Iwaszkiewicz „jako homo publicus był godny niechęci, jako człowiek prywatny był serdeczny i miły, odwrotnie niż Antoni - jako homo publicus - godny najwyższego szacunku, ale prywatnie egocentryk zupełnie niezdolny do wyjścia poza samego siebie”. A że Irenkę - jak mówi znane porzekadło - znała cała Warszawa, ze wzajemnością, tj. ona znała wszystkich, lektura jej wspomnień stanowi prawdziwą frajdę. Nawet jeśli nie do końca wiadomo, czy są one osadzone - jak w przytoczonym cytacie - jedynie w jej wrażeniach ze znajomości podczas pobytu w Warszawie i Podkowie Leśnej, czy sięgają również okresu powojennego. „Wyznania gorszycielki” kończą się po wojnie, kiedy to - nie ma co ukrywać, dzięki swej przedwojennej popularności - uzyskała Irena Krzywicka szanse na nowy początek. Co w ogóle miałby on znaczyć po stracie najważniejszych osób w jej życiu? No i czy lektura książki Agaty Tuszyńskiej pt. „Krzywicka. Długie życie gorszycielki” jest, mimo nie najlepszych ocen książki, wskazana? Ale przed natychmiastowym zabraniem się do niej powstrzymać się oczywiście nie potrafię. *Wszystkie cytaty pochodzą z wydania książki, do którego miałam dostęp. **Monika Śliwińska: Książę. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
Nina - awatar Nina
oceniła na81 rok temu
Uchodźcy Henryk Grynberg
Uchodźcy
Henryk Grynberg
Możliwe, że czytałam tę książkę w 2021? roku, ale nawet nie na pewno w całości, treściowo mogę trochę kojarzyć, niewiele zapamiętałam. Na pewno przydatne może być zwrócenie uwagi na wyczyny prozatorskie Hłaski odnośnie Izraela, w sumie sama z siebie raczej bym nie miała myśli w stronę, czy stosował jakieś kalki, np. dotyczące nawet całych konstrukcji postaci. Książka jest dość kronikarska, chociaż napisana stylem lekkim, "przystępnym". Miałam poczucie, że te czasy nie są mi jakieś mocno znane, chociaż ogólnie trochę czytałam o tych 60-70, myślę, że później mentalność ludzi z kręgów "bardziej inteligenckich" w Polsce jeszcze ulegała sporym zmianom, niekoniecznie na korzyść. Myślę, że raz na jakiś czas warto sięgnąć po jakąś pozycję dotyczącą współczesności ludzi z drugiej połowy XX wieku, jakby nawet na zasadzie jakiegoś sposobu odniesienia; prezentują bardzo różne perspektywy, a jednak dalej częściowo można sobie jakoś odczytywać nawet dzisiejsze czasy i wydarzenia, jakby przez swego rodzaju pryzmat. Szkoda, że uchodźstwo było w tamtych czasach tak powszechne, myślę, że Polska dużo straciła, bardzo możliwe, że "bezpowrotnie". Smutno pomyśleć jak różne czynniki mogą mieć wpływ na środowisko, w którym się żyje, spośród których na większość można mieć znikomy, czy wręcz żaden wpływ. A "historia" i tak się "tworzy", trochę pomimo wielogłosów narracji.
olaleksandra - awatar olaleksandra
oceniła na93 dni temu
Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz Paulina Sołowianiuk
Ta piękna mitomanka. O Izabeli Czajce-Stachowicz
Paulina Sołowianiuk
Jest taki film Tima Burtona "Duża ryba". Ewan McGregor gra mężczyznę, którego ojciec przez całe życie opowiadał niestworzone historie, jakie ponoć mu się przytrafiły. Konfabulował tak przez całe życie, przez co jego syn traktował go jak szaleńca. Ojciec umiera a coraz więcej rzeczy zaczyna świadczyć, że w tych wszystkich opowieściach była spora część prawdy. A może to w ogóle była prawda? Jest to prawie gotowy pomysł na film o Czajce. Przez całe życie opowiadała niestworzone historie, bajdurzyła tak, że dziś mało kto wierzy w jej opowiadania. A jednak... im bardziej się wchodzi w te historyjki tym bardziej się wydaje, że w nich jest spora część prawdy. Nie sama prawda i nie cała prawda, ale one nie są chyba nigdy całkowicie wyssane z palca. A wszystko to, co okazuje się być prawdą już jest wystarczająco niesamowite, żeby uznać Czajkę za jedną z najbardziej intrygujących polskich postaci pierwszej połowy XX wieku. Mam trochę żal do autorki, Pauli Sołowianiuk, że nie dotarła do jakichś potwierdzeń zdarzeń z okresu pobytu Czajki w Wiedniu czy w Berlinie a przynajmniej niektóre z nich wydają się być możliwe do potwierdzenia, np. to czy faktycznie w czasopiśmie artystycznym umieszczono jej fotos. I pewnie jakieś ślady w korespondencji węgierskiego profesora powinny być możliwe do znalezienia. Ale rozumiem, że to byłaby nieprawdopodobnie wielka praca, bo Bella Herz nie była tam główną postacią i pewnie trzeba by szukać bardzo drobnych wzmianek to tu to tam. Podobnie powinny być możliwe do znalezienia informacje o jej relacjach z Ilią Erenburgiem ale to znów szukanie w kolejnym języku i w zupełnie innych archiwach. A tak to pozostaje miejsce dla kolejnych przypadkowych odkryć i kolejnych miłych niespodzianek. A przynajmniej mam tak,a nadzieję! Przy okazji znowu mnie niemile zaskoczyły pewne uprzedzenia polsko-żydowskie. Jak wynika z korespondencji Dąbrowskiej czy Giedroycia to mieli oni za złe, że Czajka tak ubarwia i że to jest takie "bardzo żydowskie". Cholera! Przecież w polskiej historii była cała masa magnatów i szlachciurów, którzy słynęli z dowcipu, zmyślonych historii i udawanych podbojów. Takie barwnych postaci była cała masa a Sienkiewicz ich wszystkich sportretował w postaci Onufrego Zagłoby. A nasi intelektualiści uznawali to za "żydowskie"? Są pewne rzeczy, których nigdy nie zrozumiem... W każdym razie Czajka zasługuje na pamięć, na czytanie jej książek a może nawet na jakiś pomnik pod Muzeum Narodowym?
Zbigniew_Malinowski - awatar Zbigniew_Malinowski
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego

Więcej

Czyż przeszłość może być ważniejsza od teraźniejszości i przyszłości, a życie innych ludzi - i to ludzi umarłych - od własnego życia?

Czyż przeszłość może być ważniejsza od teraźniejszości i przyszłości, a życie innych ludzi - i to ludzi umarłych - od własnego życia?

Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego Zobacz więcej

[cytat z listu Macieja Słomczyńskiego] Tak więc muszę napisać ten list. Jeżeli nie pojmujesz tego, to oznacza, że inaczej rozumiemy słowo gentleman - i to nie będzie świadczyć na Twoją korzyść.

[cytat z listu Macieja Słomczyńskiego] Tak więc muszę napisać ten list. Jeżeli nie pojmujesz tego, to oznacza, że inaczej rozumiemy słowo ge...

Rozwiń
Małgorzata Słomczyńska-Pierzchalska Nie mogłem być inny. Zagadka Macieja Słomczyńskiego Zobacz więcej
Więcej