Rork - 1 - Fragmenty

Okładka książki Rork - 1 - Fragmenty autora Andreas Martens, 08606072
Okładka książki Rork - 1 - Fragmenty
Andreas Martens Wydawnictwo: RSW Prasa-Książka-Ruch Cykl: Rork (tom 1) komiksy
48 str. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Rork (tom 1)
Tytuł oryginału:
Fragments
Data wydania:
1989-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
48
Czas czytania
48 min.
Język:
polski
ISBN:
08606072
Tłumacz:
Krystyna Uchańska
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rork - 1 - Fragmenty w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rork - 1 - Fragmenty

Średnia ocen
7,1 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rork - 1 - Fragmenty

avatar
559
32

Na półkach: ,

Mnie nie przekonuje. Pewnie gdybym przeczytał to "na świeżo", wtedy kiedy wyszło to miałbym do tego sentyment. Tak oceniam jako nieco naciąganą, dość prostą fabułę, która ma być przede wszystkim bardzo sensacyjna. Narysowane całkiem w porządku dlatego całość nie wypada najgorzej.

Mnie nie przekonuje. Pewnie gdybym przeczytał to "na świeżo", wtedy kiedy wyszło to miałbym do tego sentyment. Tak oceniam jako nieco naciąganą, dość prostą fabułę, która ma być przede wszystkim bardzo sensacyjna. Narysowane całkiem w porządku dlatego całość nie wypada najgorzej.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
17
15

Na półkach:

Intrygujacy i ciekawy komiks.

Intrygujacy i ciekawy komiks.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2055
279

Na półkach: , , ,

Wybitny, genialny, tajemniczy. Komiks dla miłośników niedopowiedzeń i zagmatwanych historii. A to dopiero pierwsza część przygód Rorka, dalej jest jeszcze lepiej - o ile to możliwe.
Mistrzowsko narysowane, niesamowite kształty i wielkości kadrów, wysmakowane i dla estetów komiksowej sztuki.
Jeśli przeczytasz i się zakochasz, czeka Cię wspaniała przygoda z Rorkiem i postaciami, które kreuje Andreas.
Jeśli Ci nie podejdzie, daj sobie spokój, dalsze części tylko będą irytować, swoją mnogością zdarzeń, czasów, światów.
Dla mnie to podróż w najbardziej niesamowite uniwersum, jakie poznałam.

Wybitny, genialny, tajemniczy. Komiks dla miłośników niedopowiedzeń i zagmatwanych historii. A to dopiero pierwsza część przygód Rorka, dalej jest jeszcze lepiej - o ile to możliwe.
Mistrzowsko narysowane, niesamowite kształty i wielkości kadrów, wysmakowane i dla estetów komiksowej sztuki.
Jeśli przeczytasz i się zakochasz, czeka Cię wspaniała przygoda z Rorkiem i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

178 użytkowników ma tytuł Rork - 1 - Fragmenty na półkach głównych
  • 152
  • 26
119 użytkowników ma tytuł Rork - 1 - Fragmenty na półkach dodatkowych
  • 51
  • 32
  • 15
  • 10
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Rork - 1 - Fragmenty

Inne książki autora

Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 45 Boris Bakliža, Łukasz Bogacz, Daniel Chmielewski, Djief, Roman Gajewski, Gir, Piotr Herla, Grzegorz Janusz, Tomasz Kontny, Jacques Lob, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Tomasz Niewiadomski, Daniel Odija, Yanick Paquette, Tomasz Piorunowski, Mark Russell, Antoni Serkowski, Liam Sharp, Wojciech Stefaniec, Marko Stojanović, Jakub Topor, Jean Van Hamme, Robert Waga, Bernie Wrightson
Ocena 6,4
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 45 Boris Bakliža, Łukasz Bogacz, Daniel Chmielewski, Djief, Roman Gajewski, Gir, Piotr Herla, Grzegorz Janusz, Tomasz Kontny, Jacques Lob, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Tomasz Niewiadomski, Daniel Odija, Yanick Paquette, Tomasz Piorunowski, Mark Russell, Antoni Serkowski, Liam Sharp, Wojciech Stefaniec, Marko Stojanović, Jakub Topor, Jean Van Hamme, Robert Waga, Bernie Wrightson
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 44 Philippe Druillet, André Franquin, Roman Gajewski, Jean Giraud (Moebius), Andreas Martens, Milorad Vicanovic Maza, Bartosz Minkiewicz, Oktawia Ogniew, Yanick Paquette, Mark Russell, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Marko Stojanović, Piotr Szulc, Tudor Topa, Robert Waga, Bernie Wrightson
Ocena 6,8
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 44 Philippe Druillet, André Franquin, Roman Gajewski, Jean Giraud (Moebius), Andreas Martens, Milorad Vicanovic Maza, Bartosz Minkiewicz, Oktawia Ogniew, Yanick Paquette, Mark Russell, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Marko Stojanović, Piotr Szulc, Tudor Topa, Robert Waga, Bernie Wrightson
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 43 Caza, Daniel Chmielewski, Przemysław Dedelis, Philippe Druillet, André Franquin, Janek Koza, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Daniel Odija, Yanick Paquette, Francois Riviere, Mark Russell, Debora Santos, Krzysztof Skiba, Kamil Śmiałkowski, Przemysław Soroka, Jimmy Stamp, Wojciech Stefaniec, Bernie Wrightson, Bartosz Zaskórski
Ocena 7,0
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 43 Caza, Daniel Chmielewski, Przemysław Dedelis, Philippe Druillet, André Franquin, Janek Koza, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Daniel Odija, Yanick Paquette, Francois Riviere, Mark Russell, Debora Santos, Krzysztof Skiba, Kamil Śmiałkowski, Przemysław Soroka, Jimmy Stamp, Wojciech Stefaniec, Bernie Wrightson, Bartosz Zaskórski
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 42 Anchel, Julian Bohdanowicz, Pascal Croci, Roman Gajewski, Marcin Lechna, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Tomasz Niewiadomski, Yanick Paquette, Francois Riviere, Craig Russell, Mark Russell, P. Craig Russell, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Bernie Wrightson
Ocena 6,7
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 42 Anchel, Julian Bohdanowicz, Pascal Croci, Roman Gajewski, Marcin Lechna, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Tomasz Niewiadomski, Yanick Paquette, Francois Riviere, Craig Russell, Mark Russell, P. Craig Russell, Przemysław Soroka, Wojciech Stefaniec, Bernie Wrightson
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 41 Julian Bohdanowicz, Kurt Busiek, Paul Cauuet, Caza, Jagoda Czarnowska, Roman Gajewski, Gir, Jean Giraud (Moebius), Grzegorz Janusz, Wilfrid Lupano, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Tomasz Niewiadomski, Piotr Nowacki, Yanick Paquette, Gerald Parel, Francois Riviere, Mark Russell, Wojciech Stefaniec, Mateusz Wiśniewski, Jan Żarnowiecki, Bartosz Zaskórski
Ocena 6,7
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 41 Julian Bohdanowicz, Kurt Busiek, Paul Cauuet, Caza, Jagoda Czarnowska, Roman Gajewski, Gir, Jean Giraud (Moebius), Grzegorz Janusz, Wilfrid Lupano, Andreas Martens, Bartosz Minkiewicz, Tomasz Niewiadomski, Piotr Nowacki, Yanick Paquette, Gerald Parel, Francois Riviere, Mark Russell, Wojciech Stefaniec, Mateusz Wiśniewski, Jan Żarnowiecki, Bartosz Zaskórski
Okładka książki RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 40 Paul Cauuet, Caza, Tibor Cs. Horváth, Péter Kuczka, Wilfrid Lupano, Andreas Martens, Achim Raven, Francois Riviere, Rafał Skarżycki
Ocena 7,0
RELAX Magazyn opowieści rysunkowych nr 40 Paul Cauuet, Caza, Tibor Cs. Horváth, Péter Kuczka, Wilfrid Lupano, Andreas Martens, Achim Raven, Francois Riviere, Rafał Skarżycki
Andreas Martens
Andreas Martens
Niemiecki twórca komiksów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szninkiel Grzegorz Rosiński
Szninkiel
Grzegorz Rosiński Jean Van Hamme
Słynny(?) "Szninkiel" Van Hamme'a i jednego Polaka. Podzielony na 10 części, ukazywał się w 1986-87, we Francji. Recenzuję czarno-białą wersję z serii "Kolekcja komiksów Grzegorza Rosińskiego" z 10 rozdziałami. Bez ciężaru nostalgii. Do roboty. Na planecie Daar od lat ścierają się armie trójki "nieśmiertelnych". Na rzeź pędzą roznegliżowane wojownicze amazonki, rycerze na plujących ogniem bestiach, włochate małpoludy i niebinarni łucznicy na latających mięsożernych roślinach. Kręcą się między nimi jeszcze pokurcze szninkiele; niby hobbici, ale trochę gryzonie – niewolnicy, mięso armatnie. Jeden z nich, J'on, budzi się na pełnym trupów pobojowisku. Ukazuje mu się O’n, czyli "Władca Stworzyciel Światów", czyli gadający monolit z "2001: Odyseja Kosmiczna". Każe szninkielowi zaprowadzić pokój na Daarze, bo inaczej zrobi armagiedon. Do pomocy w zadaniu daje małemu "wielką moc". J’on do ostatniego rozdziału będzie się głowił, co to za moc. Tak zaczyna się "mission impossible" niechętnego bohatera. Nie będzie sam. Spotka pomocnego małpoluda Bom-Boma, a potem tłumy oddanych szninkielów z ponętną G’wel na czele. To nie komiks dla dzieci! Przemoc, okrucieństwo, golizna. Autorzy z lubością rozbierają kobiety, a ulubioną zabawką Rosińskiego jest G’wel. Poznajemy ją, gdy omal nie pada ofiarą gwałtu zbiorowego, a potem jej idealne piersi oglądają Daar równie często, jak jego dwa słońca. No i ta słynna scena u Volgi. Co Van Hamme i Grzegorz chcieli powiedzieć? Najlepszy kochanek to hojnie obdarzony murzyn, który straci panowanie, gdy zobaczy modelkę Playboya? Czy tak? To miał być żart? Dzisiaj by nie przeszedł. Oj, nie. Jean Van Hamme czerpał garściami z innych dzieł, gdy lepił "Szninkiela". Wspomniana już "Odyseja", Tolkien, wątki mesjanistyczne, nawiązania biblijne, stwór z Lovecrafta, zrzynka z "Ciemnego Kryształu" Hensona… Komiks miał być przygodówką, opowieścią o zbawicielu, rozprawą na temat relacji człowiek-stwórca, o wybaczaniu... To za wiele srok ciągniętych za ogon. Część wątków interpretuj sobie czytelniku sam. J’on podejrzanie często wychodzi z opresji – tylko szczęście? W co grał O'n? Zakończenie jest dziwne, mało logiczne, pozostawia niedosyt. Mimo to, "Szninkiel" zostaje w pamięci. Nie można przejść obok niego obojętnie. Ma w sobie ogromne pokłady ambicji. Do tego rysunki Rosińskiego – fantastyczne. Zachwycają pięknem i harmonią, by za chwilę oddawać ze szczegółami brzydotę. Podobno istnieje wersja kolorowana. Cieszę się, że trafiłem czarno-białą. "Szninkiel" to wysoka liga, ale nie należy do moich ulubionych komiksów. Interesująca, słodko gorzka przygoda, rozczarowujący finał. Siedem gwiazdek to jednak za mało i nie fair. Osiem. Wydanie zawiera wstęp Kseni Chamerskiej -trochę o autorach, więcej o roli stwórcy w opowieści. Średnio pomocne interpretacje. Dodatki na końcu - zobacz czytelniku, jak bohaterowie "Szninkiela" mogli wyglądać i co G’wel ma między nogami (jeśli cię to interesuje). Poza tym.. Skąd się brały amazonki, ciężkozbrojni i dżender fluidy? Trójca musiała uzupełniać ich szeregi. Zabicie J’ona stworzyłoby męczennika. I nie poprawiło sytuacji. Zły pomysł, "nieśmiertelni". 27.02.26
arbuziarz - awatar arbuziarz
ocenił na85 miesięcy temu
Funky Koval. Bez oddechu. Bogusław Polch
Funky Koval. Bez oddechu.
Bogusław Polch Maciej Parowski Jacek Rodek
Legenda polskiego komiksu. Nieco zmącona naleciałościami z lat 80., a mimo to wciąż oddaje ducha tamtych czasów. Z pulpowej space opery znacząco wyrasta na political fiction. Świetna postać z tego Funky'ego. Cwaniaczek, pies na baby, z kwadratową szczęką, jakby wyjęli go z jakiegoś telewizyjnego show. Walka o władzę, wzajemnie zwalczające się korporacje, obcy z przejrzystym humorem, gwiezdni piloci i kosmiczni mundurowi. Świetna mieszanka niewinnej zabawy z drugim dnem politycznym. Przecierająca szlaki dla późniejszych twórców. Inspirator nowego pokolenia, które chciało bawić się w postmodernistyczne kryminały. Wiele rzeczy miało prawo nie działać - stereotypowe podejście do rysopisów psychologicznych, skróty fabularne czy naiwność intrygi, ale z jakiegoś powodu broni się futurystycznymi zabawkami, gdzie zegarek robi za przecinaczkę do liny, jak w jakimś James Bondzie. Gdzie winda jest teleportem do przeszłości, gdzie pluskwy hamują ego zamieniając cię w atawistycznego gamonia. Pod przebraniem uśmiechniętego Kovala, jak z reklamy Mentosa - kawał solidnego Sci-Fi, które przewidziało, że prezydenci to pieski niewidzialnych sił, dziewicze planety zostały dawno odkryte, a niebezpieczne eksperymenty prowadzą do zagłady ludzkości. Kawał dobrej roboty. Niby sztampa w dobie kulturowych przewrotów, ale jak podana, zacnie odkrywająca, że za zasłoną rzeczywistości kryje się obcy świat, a sny mają korzenie w naszych pragnieniach. Ma w sobie luz, którym niektórym brakuje w dobie politycznej rozróby i wydzierania sobie haseł parlamentarnych na koszulkach.
Chris3z8 - awatar Chris3z8
ocenił na72 lata temu
Yans: Przybysz z przyszłości Grzegorz Rosiński
Yans: Przybysz z przyszłości
Grzegorz Rosiński Maciej Parowski André-Paul Duchâteau
„Więzień wieczności” to pierwszy tom serii Yans, który pamiętam doskonale, bo był jednym z moich pierwszych kontaktów z fantastyką w ogóle. Miałem wtedy naście lat i wpadł mi w ręce egzemplarz z serii „Komiks – Fantastyka” z 1988 roku. To było coś zupełnie innego niż wszystko, co wcześniej czytałem. Futurystyczny świat, zniszczony przez katastrofę, ruiny dawnej cywilizacji, podróże w czasie i bohater, który budzi się nagle w nieznanym miejscu – to działało na wyobraźnię jak nic innego. Yans – samotnik, wyrzucony z własnego czasu, ale walczący o przetrwanie i próbujący zrozumieć, kim właściwie jest – od razu zrobił na mnie wrażenie. To był typ bohatera, którego jako dzieciak podziwiałem: silny, ale zagubiony, walczący z systemem, ale niepozbawiony emocji. W tamtych czasach zdobycie kolejnych tomów to było prawdziwe polowanie. Pamiętam, jak chodziłem po kioskach i pytałem, czy będzie następna część a trwało to długie miesiące. To oczekiwanie tylko wzmacniało emocje związane z lekturą. Każdy nowy tom był wtedy małym świętem. Z perspektywy czasu widzę, jak bardzo ta seria wpłynęła na moje dalsze czytelnicze gusta. Od takich dzieł jak„Yans” "Thorgal" czy "Funky Koval" zaczęła się moja przygoda z fantastyką – najpierw komiksowa, a potem książkową. Ten komiks był bramą do większego świata, który do dziś mnie fascynuje. Po latach wciąż uważam „Więźnia wieczności” za świetny początek serii – ma klimat, dobrą historię i kapitalne rysunki Rosińskiego, który tworzył coś, co wyglądało jak film science fiction przeniesiony na papier. Jeśli ktoś dorastał w latach 80. i 90., to ten komiks prawdopodobnie coś dla niego znaczy. Dla mnie to kawał wspomnień i początek czegoś większego.
Grzech - awatar Grzech
ocenił na108 miesięcy temu
Rork. Integral 1 Andreas Martens
Rork. Integral 1
Andreas Martens
„Rork” to niepozorny europejski klasyczek, o którym coś tam gdzieś się czasem słyszy, ale raczej nie jest na ustach komiksiarzy przy każdej okazj. Czemu? NIE WIEM, „RORK” JEST TOTALNIE SUPER. Przynajmniej częściowo. „Rork” to taki trochę niemiecki „Sandman”, choć mniej napuszony. To poetycki mistycyzm, to historie o tajemniczym mężczyźnie, wędrowcu, znawcy tajemnych języków. Mimo tej atmosfery tajemnicy, nie jest to postać jednowymiarowa i nijaka, jest wręcz na swój sposób sympatyczna. Spoko typ ogólnie. Ale jeszcze bardziej spoko są same historie. I przez „spoko” mam na myśli: urokliwie pomysłowe i absurdalne, opierające się na dziwacznych konceptach, które są z perspektywy narracji potraktowane śmiertelnie poważnie, choć same postaci potrafią mieć do nich należyty dystans. Więcej tu tak naprawdę Pratchetta niż Gaimana. Jednocześnie jest tu coś z Lovecrafta, choć lżej klimatycznie i bardziej przygodowo. Tajemnice. Inne wymiary. Motywy epistolarne, stare zapiski. Nawet macki się znajdą. A żeby tego było mało, jest tu też wybitnie dobrze jeśli chodzi o warstwę wizualną. Czy nowe czy starsze, rysunki są śliczne, szczegółowe i bardzo różnorodne. Skomplikowana narracja jest bardzo zgrabnie wpisana w kadry, jest jednocześnie bardzo kreatywna i nieoczywista, ale też doskonale zrozumiała. Kończące pierwszy tom „Cmentarzysko katedr” to jedna z barwniejszych, mniej oczywistych i bardziej kreatywnych opowieści jakie ostatnio czytałem. Spodziewałem się staromodnej, pretensjonalnej historii, a jest klimatycznie, magicznie i zaskakująco lekko jeśli chodzi o narrację. Mimo przeskoków, gęstości kompozycyjnej kadrów, symboliki i wielotorowej narracji, czyta się to jak doskonałą przygodówkę. Przynajmniej w pierwszym tomie. Drugi natomiast jest nieporównywalnie uboższy w dobre, absurdalne pomysły, bywa skrajnie męczący (Koziorożec!) i chaotyczny. Wizualnie i klimatem to wciąż świat w którym przyjemnie się zanurzyć, ale bardziej czuć tu potrzebę robienia komiksu pod włos i przełamywania medium, niż opowiadania dobrych, ambitnych, ale rozrywkowych historii. Ale warto! Zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na91 rok temu
Hugo: Karzeł z Corneloup Bernard Dumont
Hugo: Karzeł z Corneloup
Bernard Dumont Luce Daniels
Drugi zeszyt przygód dzielnej trójki przyjaciół – rudego trubadura Hugo, jego Przeznaczenia Narcyza oraz niedźwiedzia Biskoto – zawiodą ich tym razem do krainy równie odległej, pięknej co i wyjątkowo niebezpiecznej. Wszystko zaczyna się w mieście Corneloup, w którym trwa budowa katedry. Niestety z powodu kilku katastrof, w których zginęło już paru robotników, zaczyna po okolicy krążyć plotka, że nad placem budowy ciąży klątwa, nie pozwalająca na budowę świętego przybytku. Kiedy Hugo wraz z swymi towarzyszami dociera do miasta, akurat ma miejsce kolejny wypadek. Trubadur wraz z Biskoto odkopują spod gruzu przysypanego czeladnika, dzięki czemu zaprzyjaźniają się z jednym z mistrzów budowy i poznają całą sprawę. Jak się okazuje ktoś od kilku miesięcy sabotuje budowę, a robotnicy winę zwalają na małego karła w czerwonym kapturze. Karła, któremu "czas skradł młodość" jak rzecze pewien ślepiec, mieszkający na budowie. Niestety ostatecznie dochodzi do linczu i karzeł, o twarzy starca a umyśle dziecka, zostaje uwięziony w lochu. Hugo nie mogąc się pogodzić z niesprawiedliwością postanawia posłuchać rady ślepca Enthymeona i wyrusza na poszukiwanie czarodziejki Gargoli, znającą tajemnice czasu. Jak się okaże wyprawa ta będzie tak samo zadziwiająca jak sam finał tej opowieści. Po raz kolejny czytelnik napotka mieszankę typowego średniowiecznego miasta z krainami baśni oraz fantasy. Na tle tego wszystkiego przyjdzie nam poznać zupełnie nowe postacie jak i te które już dobrze znamy z pierwszego albumu Hugo. W tym oczywiście wróżkę Śliweczkę czy zadziwiający żywy balono-statek imieniem Nefraim. Trudności na jakie natkną się nasi dzielni podróżnicy również są większe, jednak dzięki sprytowi oraz odrobinie szczęścia udaje im się sprostać każdemu wyzwaniu. Tytułowy bohater przeszedł tutaj pierwszą metamorfozę, co widać w sposobie jego wysławiania się i rozmowach z wróżką Śliweczką. Stał się on doroślejszy i poważniej podchodzi do wielu spraw, jednak nadal ma w sobie swój niewinny chłopięcy urok. Śliweczka to zauważa co pięknie wyraża jeden z rysunków w końcowych planszach tego albumu. Obecnie brakuje mi w komiksach tak dojrzałego a zarazem subtelnie przedstawionego rozwijania się uczucia miłości między dwojgiem ludzi. Co do tła humorystycznego, to tutaj tradycyjnie na pierwszym miejscu jest Narcyz, będący Przeznaczeniem naszego rudego trubadura i największym utrapieniem niedźwiedzia Biskoto. Ogólnie można przyjąć, że w tym zeszycie domeną Narcyza, poza pakowaniem swych towarzyszy w kłopoty, jest bycie głodnym. Najczęściej daje o tym głośno znać jego żołądek, co sam Narcyz puentuje stwierdzeniem o byciu głodzonym przez swego pana. Rzuca przy tym najprzeróżniejszymi, potocznymi francuskimi wstawkami, nadając tym samym swoim wypowiedziom odrobiny humorystycznej nonszalancji. Jednak i ta postać nieco dojrzała i mimo wielu potknięć, wiecznego marudzenia oraz pakowania swego długiego nosa w cudze sprawy, wykazuje sporo rozwagi, stając się oczami i uszami Hugo. Karzeł z Corneloup pokazuje, że prawda prędzej czy później ujrzy światło dzienne, o ile znajdzie się ktoś odważny, kto zechce jej w tym nieco pomóc. Obrazuje też w sposób wyśmienity do czego może doprowadzić nadmierna pycha oraz chore ambicje. Jest to przedstawione w sposób przejrzysty, miły a nade wszystko trafiający w serce i zapadający w pamięć. Właśnie za to cenie serię Hugo, bo każdy z pięciu tomów ma odrębne przesłanie, które jest ponadczasowe. A tłem do tego jest przyjaźń, odwaga i miłość, właśnie w tej a nie innej kolejności. Bo chyba właśnie tym jest codzienne życie, a czymże by ono było bez odrobiny fantazji.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu
Hugo: Zaklęcie w fasolę Luce Daniels
Hugo: Zaklęcie w fasolę
Luce Daniels Bernard Dumont
W roku 1981, belgijski rysownik i scenarzysta Bernard Dumont, wydał pierwszy tom komiksu Hugo. Jak się okazało, przygody tytułowego bohatera będącego trubadurem i jego dwóch kompanów – niedźwiedzia Biskoto oraz skrzydlatego stworka Narcyza – podbiły serca tysięcy dzieci oraz dorosłych. Co stało za tym sukcesem? Z pewnością niebagatelny humor, wspaniały świat starych baśni, pełny zarówno pięknych jak i niebezpiecznych stworzeń oraz gadatliwy, upierdliwy, a zarazem wierny i zawsze oddany naszemu trubadurowi Narcyz, który jest jego Przeznaczeniem. Teraz po latach, wydawnictwo Egmont postanowiło na nowo tchnąć życie w dzielną drużynę, wydając w albumie zbiorczym wszystkie pięć przygód. Dziś przybliżę wam tą od której wszystko się zaczęło W pierwszym tomie, poznajemy Hugo oraz Biskota, gdy przybywają do zamku króla Rigolta. Jak się szybko okazuje, królewski syn ma bardzo irytującą zabawę, a mianowicie strzelaniem z procy ziarnkami fasoli, do każdego kto mu się nawinie pod celownik. Na swoje nieszczęście, królewicz Robert podczas swoich strzeleckich popisów naciska na odcisk pewnej staruszce, która okazuje się być w istocie wiedźmą Kadabrą. Stara jędza nie ma zamiaru puścić paniczowi jego wybryku płazem i za karę zamienia go w ziarnko fasoli. Kiedy król dowiaduje się o tym i znajduje swego pierworodnego, okazuje się, że jedynie czarodziej Orlingo może odczynić czar. Hugo, postanawia pomóc władcy i w ten oto sposób wyrusza do legendarnej krainy Audelagonii, gdzie Orlingo ma swoją siedzibę. Tak oto zaczyna się fantastyczna, pełna niebezpieczeństw a zarazem humoru przygoda naszego dzielnego, rudego trubadura. Jak już pisałem wcześniej, postacią wnoszącą najwięcej humorystyki w serii jest Narcyz. Ciężko sprecyzować do jakiej rasy przynależy, jednak faktem jest rzecz, że właśnie on stał się Przeznaczeniem naszego głównego bohatera, co wielokrotnie doprowadza do popadnięcia trubadura w niemałe tarapaty. Narcyz ma to do siebie, że bardzo kocha się w wróżce Śliweczce, którą nasi bohaterowie spotykają w pierwszym tomie, a później ów dziewczyna będzie im towarzyszyć w każdej następnej przygodzie. Drugim, stałym komicznym akcentem jest poniekąd Biskoto – wielki, oswojony niedźwiedź, ubrany w zieloną kamizelkę i chodzący jak zwykły człowiek. Jego utarczki z Narcyzem potrafią doprowadzić do łez, tak samo przypadkowe zdarzenia wynikające z danej akcji sytuacyjnej. Innymi słowy duet Przeznaczenia z niedźwiedziem nigdy się nie nudzi. Zupełnie inaczej przedstawiono postać Hugo. Jest on rozważnym, szlachetnym czynem oraz roztropnie postępującym młodzieńcem. Otwarcie przeciwstawia się niegodziwości i zawsze jest gotów pomóc innym, niezależnie od ich statusu urodzenia. Dzięki temu zyskuje najprzeróżniejszych wrogów oraz przyjaciół, a jego życie trubadura rzuca go od jednej krainy do drugiej. Z wszelkich opresji wychodzi niemal zawsze obronną ręką, jednak nigdy w pojedynkę. Jest to idealny obraz człowieka, który zna i przede wszystkim rozumie znaczenia takich słów jak przyjaźń, oddanie, waleczność oraz honor. Wielokrotnie można by go potraktować jak rycerza z bajki, jednak fakt że mamy do czynienia z trubadurem, czyli wędrownym grajkiem, sprawia że czytelnik czuje do tej postaci o wiele większą sympatię. Poza tym zabieg ten sprawił, że autor odszedł wielokrotnie od sztampowego schematu rycerza w lśniącej zbroi, który walczy w obronie uciśnionych w imię ideałów, nie zaś z poczucia zwykłej moralności. Zaklęcie w fasolę Jest pierwszym z pięciu zeszytów o Hugo, jakie zostały wydane. Cieszę się, że będąc dzieckiem zebrałem je wszystkie i teraz mogę porównać wydanie Orbity do obecnego wydania Egmontu. Czy coś się zmieniło? W sumie to sporo, od czcionki począwszy po niektóre wyrażenia, które obecnie są mniej dobitne. Czasami nawet zbyt ugrzecznione czy dziecinne. Stare wydanie nie głaskało czytelnika po główce i często używało dosadnych sformułowań, ale sens wypowiedzi pozostał, więc nadal czyta się to rewelacyjnie. Uwielbiam wracać do tego baśniowego świata fantasy i po raz milionowy przeżywać wspaniałe przygody dzielnego trubadura. Serię polecam absolutnie każdemu, a zwłaszcza osobom lubującym się w wszelkiej maści baśniach europejskich. Z pewnością poczują od razu magię przygody, jaka tkwi w każdym z zeszytów. Bo z mądrych bajek nigdy się nie wyrasta.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu
Hugo: Błękitna perła Bernard Dumont
Hugo: Błękitna perła
Bernard Dumont Luce Daniels
Piąty zeszyt o przygodach dzielnego trubadura i jego przyjaciół jest niestety ostatnim tomem jaki został napisany i wydrukowany po dziś dzień. Odbiega też on mocno w kilku aspektach od reszty serii, gdyż jest o wiele poważniejszy oraz mroczny, choć nadal posiada dużą dawkę humoru. Tradycyjnie odpowiada za nią nasz wiecznie pakujący się w tarapaty Narcyz, jednak tym razem dobrał sobie kompanię równie zwariowaną co on sam. Los po raz kolejny zawiódł naszych przyjaciół do miasta Corneloup, znanego nam dobrze z drugiego tomu serii. Otóż w tym właśnie miejscu mają się rozegrać turniej rycerski zorganizowany przez samego Pana tego miasta i okolicznych ziem, Goberta de Corneloup. Co więcej sam organizator postanawia wziąć udział w turnieju, a że jest on znanym rycerzem, ten kto go pokona w pojedynku na kopie zyska nie byle jaki tytuł. Hugo zaproszony przez pana zamku asystuje mu jako paź i giermek zarazem, zaś Narcyz i Biskoto oddają się radości zasłużonego wypoczynku, ciesząc się przywilejami jakie na nich spłynęły dzięki zasługom, które wyświadczyli ongiś panu Gobertowi. Niestety spokój i wesoła atmosfera turnieju szybko zostają zakłócone za sprawą szaleńczych wybryków Narcyza, który przez przypadek sprawił, że niejaki Farald de Mortegoute przegrał w zawodach. Otóż rycerz którego wystawił został pokonany podczas zawodów i co gorsza wyszło na jaw że zamiast człowieka w zbroi nie było żywego ducha. Gobert de Corneloup postanawia wypytać o wszystko Faralda tej jednak zdążył zbiec do swej fortecy umieszczonej na uśpionym wulkanie. Jednak sprawa komplikuje się bardziej kiedy Hugo spotyka Pipeventa oraz jego przyjaciela Kankana będącego ożywionym naczyniem. Okazuje się że przybyli ostrzec pana zamku przed czarnoksięską magią Faralda, który tworzy w swym zamku armię ożywionych zbroi mających podbić okoliczne hrabstwa. Hugo postanawia wraz z swymi przyjaciółmi dotrzeć do fortecy umieszczonej na wulkanie, uratować więzionego tam arcymaga Orcefala, dzięki któremu Farald może tworzyć swą armię i przede wszystkim odzyskać tajemniczy artefakt zwany Błękitną Perłą. Jest on bowiem źródłem wiedzy każdego kto para się magią oraz jedyną rzeczą która pozwala zwykłemu śmiertelnikowi kontrolować czarnoksiężników. Błękitna perła jest bardzo mroczną przygodą w której napotkamy pełno strasznych stworów powstałych z ożywionych przedmiotów, okrutnych rycerzy a wszystko to w scenerii ponurych, uśpionych wulkanów. Sam zamek Faralda de Mortegoute również idealnie wpasowuje się w ten opis, będąc posępnym zamczyskiem zbudowanym z białego kamienia, pośród którego murów poruszają się ludzie pozbawieni wolnej woli wykonując niewolniczą pracę. Ożywione przedmioty zaś imitują normalne życie mieszkańców zamku, począwszy od zwykłej świty na strażnikach kończąc. Pośród wszystkich tych postaci na powierzchnię najbardziej przebija się osoba nadzorcy Fularda, okrutnego niegodziwca, który za wszelką cenę chce zdobyć błękitną perłę swego twórcy, aby przejąć nad nim kontrolę i samemu zasiąść na miejscu Faralda. Na podstawie tych postaci, autor w przepiękny sposób pokazał jak bardzo zwodnicza i niszcząca jest nienawiść oraz żądza absolutnej władzy, która prędzej czy później prowadzi do tyranii. Hugo natomiast po raz kolejny pokazuje swą postawą bardzo dojrzałą oraz odpowiedzialną osobę. Wszystkie jego decyzje oraz sam plan są przemyślane i nawet kiedy Narcyz pakuje swych towarzyszy w kolejne kłopoty to rudy trubadur posiada kilka zapasowych asów w rękawie, aby móc się wykaraskać z opresji. Sama postać Narcyza po raz kolejny jest bardziej dojrzała, choć nadal nie stroni on od głupot i lekkomyślnych posunięć. Niemniej jednak odgrywa w tej przygodzie bardzo istotną rolę, stając się postacią tak samo ważną jak tytułowy bohater czy przebiegły Farald. W tym zeszycie natomiast bardzo krótko mamy do czynienia z wróżką Śliweczką, jednak jej wkład w finał tej historii jest bardzo znaczący. Z drugiej strony takie podejście sprawiło, że sytuacja wymusiła na Hugo aby samodzielnie podejmował najważniejsze decyzje. Błękitna perła jest bardzo dojrzałą przygodą i jednocześnie kończącą definitywnie przygody rudego trubadura. Szkoda, ponieważ zakończenie jest otwarte, dając olbrzymie pole do popisu autorowi, zaś sama kreacja świata oraz głównych bohaterów wręcz unikatowa. Dla mnie Bedu mógłby ciągnąć tą serię tak samo długo jak Gościnny i Uderzo przygody Asteriksa i Obeliksa. Może kiedyś autor tych baśniowych przygód uraczy swych czytelników nowymi perypetiami rudzielca i jego przyjaciół, którzy z młodzieńców wyrośli na honorowych i odważnych mężczyzn, a w tym wszystkim pomogła im bardzo ludzka wróżka Śliweczka.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na103 lata temu

Cytaty z książki Rork - 1 - Fragmenty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rork - 1 - Fragmenty