Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda

Okładka książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda autorstwa Nancy Milford
Okładka książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda autorstwa Nancy Milford
Nancy Milford Wydawnictwo: Marginesy biografia, autobiografia, pamiętnik
500 str. 8 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2013-07-15
Data 1. wyd. pol.:
1978-01-01
Liczba stron:
500
Czas czytania
8 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363656485
Tłumacz:
Zofia Zinserling
Zelda, towarzyszka życia wiecznie w niej zakochanego Scotta Fitzgeralda, autora „Wielkiego Gatsby’ego”stała się symbolem swoich czasów. Była kobietą wyzwoloną. Niezwykle atrakcyjną i ambitną. To właśnie lata dwudzieste stworzyły współczesny model gwiazdy towarzystwa, ekranu, sceny. To Zelda bywając na przyjęciach, pisząc, konkurując ze Scottem i szaleńczo go kochając była prawdziwą królową epoki jazzu
Średnia ocen
6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda i



396
19
76

Opinia społeczności książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeraldai



Książki 1564 Opinie 835

Oceny książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda

Średnia ocen
6,7 / 10
94 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda

avatar
15
11

Na półkach: ,

Początek był świetny i obiecujący, wciągająca historia Fitzgeraldów, a potem ostatnie 100 stron niemiłosiernie męczyłam. Te wstawki z książki - po co? Końcówka bardzo prosta gdy dowiadujemy się jak umarli. Średnio mnie zaangażowała na koniec, a początkiem byłam zachwycona. Fajnie, zeby przeczytać raz i tyle.

Początek był świetny i obiecujący, wciągająca historia Fitzgeraldów, a potem ostatnie 100 stron niemiłosiernie męczyłam. Te wstawki z książki - po co? Końcówka bardzo prosta gdy dowiadujemy się jak umarli. Średnio mnie zaangażowała na koniec, a początkiem byłam zachwycona. Fajnie, zeby przeczytać raz i tyle.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
183
13

Na półkach:

Ciekawa książka o niezwykłej kobiecie

Ciekawa książka o niezwykłej kobiecie

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
135
132

Na półkach:

Po szybkim wprowadzeniu Kyry Stromberg do biografii pary Fitzgaraldów najlepszym jest sięgnięcie po tą właśnie, moim zdaniem, wyczerpującą biografię Zeldy. Mowa o biografii pełną gębą, w której poznajemy panieński dom Syre'ów i wkraczamy w życie Zeldy od korzeni. Autorka powołuje się w dziele na relacjach osób, które zdołały poznać Fitzgeraldów, a także na listach pisarskiej pary, gdzie przeczytamy o ich uczuciu, a także i życiu codziennym.
Uważam, że jest to biografia kompletna gdzie główne tematy angażujące Fitzgeraldów są szeroko omówione. Piszę "Fitzgeraldów", ale to biografia głównie Zeldy i na niej się w większości skupia, niemniej jej mąż Scott jest bardzo ważnym elementem jej życia i tego żaden biograf nie zaprzeczy. Scott zaistniał dzięki Zeldzie - uparcie kradł i zapożyczał pomysły Zeldy, również z najintymniejszego sztambucha, jaki można prowadzić i mowa o pamiętniku. Zelda zaistniała dzięki Scottowi - uważnie uczyła się od męża pisania, tak aby jej proza dorównywała mężowskiej, choć wydaje mi się, że to dorównywanie miało określać właśnie pisarską markę 'Fitzgerald'.
Zelda przedstawiona bez pruderii jako buntowniczka, femme fatal lat dwudziestych i uparta temperamentna kokietka jest odsłonięta spod klosza męża i na tym się skupmy. Małżeństwo choć burzliwe i szybko opadłe z pierwszych zauroczeń było dla siebie stworzone, a alkoholowy nałóg tylko potęgował mrok zawarty w umysłach pięknych i romantycznych egoistów. Dużą część książki stanowią listy Zeldy czy Scotta. Dla niektórych czytelników mogą być nużące, ale jeśli interesujemy się kimś to umówmy się, właśnie z listów dowiadujemy się o danych osobach najwięcej. Czytając tą biografię i badając kolejny fragment listu zastanawiałem się, czy pojawiła się już jakaś publikacja z korespondencją Fitzgeraldów. A para pisała do siebie do końca swych dni. Moim zdaniem listy te były fascynujące, szczególnie listy Zeldy, w których poetyka mieszała się z epiką. Dlatego uważam, że Zelda pisarsko jest niedoceniana. Cenię sobie prozę Fitzgeralda i wiem jak wielką wagę przykładał on do stylizacji i pisania jak najbardziej zrozumiale. lecz to właśnie jego żona jest w stanie opisać najbardziej emocjonujące passusy dotyczące tkwiących we wnętrzu emocji.
Pewien okres życia Fitzgeraldów zaczyna być bardzo mroczny i odsłania się przed nami jawne wyniszczanie się nawzajem. Niespójność pojawia się gdy czytamy o przyjaźni z Ernestem Hemingwayem. Wiele źródeł mówi o toksycznej przyjaźni ze Scottem i wzajemnym, dziś byśmy nazywali to - hejtem. Natomiast w tej biografii przyjaźń ta przedstawiona jest dość przełkliwie, choć wspomina o imponującym usposobieniu Hemingwaya wobec Scotta. Następnie wróciwszy do mrocznych elementów życia Fitzgeraldów pojawia się etap zamknięcia Zeldy w szpitalu psychiatrycznym. Te mroki ich życia czyta się dość ciężko, a niekiedy nawet boleśnie można je przeżywać. Zdaje się jednak, że pobyt w szpitalu pomógł Zeldzie opanować pióro "emocjonalne" do perfekcji. Chociaż pisało ono dużo przykrych słów w stronę męża, a za chwilę tak czułych jak nigdy to były one szczere. Takie na jakie może sobie pozwolić pisarz/pisarka z poważnym stażem emocjonalnym i pisarskim.
Ostatnie dni życia Fitzów to melancholijne teksty godzące się już ze starzejącym się ciałem i umysłem pełnym doświadczeń. Wciąż uważam jednak, że to biografia, którą trzeba uważnie czytać gdy wchodzą w grę lisy Zeldy. Bo ile mężczyzna by dał, by tak konkretnie kobieta opisała swoje uczucia?

Po szybkim wprowadzeniu Kyry Stromberg do biografii pary Fitzgaraldów najlepszym jest sięgnięcie po tą właśnie, moim zdaniem, wyczerpującą biografię Zeldy. Mowa o biografii pełną gębą, w której poznajemy panieński dom Syre'ów i wkraczamy w życie Zeldy od korzeni. Autorka powołuje się w dziele na relacjach osób, które zdołały poznać Fitzgeraldów, a także na listach...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

410 użytkowników ma tytuł Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda na półkach głównych
  • 277
  • 130
  • 3
64 użytkowników ma tytuł Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda na półkach dodatkowych
  • 45
  • 6
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda

Czytelnicy Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda przeczytali również

Co na kolację? James Schuyler
Co na kolację?
James Schuyler
Czytanie poszerza horyzonty, to zdanie, które brzmi jak banał jest na wskroś prawdziwe. W życiu nie lubię ryzyka, chodzę utartymi ścieżkami i niepokojem reaguję na jakiekolwiek zmiany. Literatura jednak to strefa, gdzie pozwalam sobie na szaleństwa, wychodzenie poza strefę komfortu, eksperymentowanie. Sięgam po utwory, autorów, których nazwiska nic mi nie mówią, wygrzebuję zapomniane przez wszystkich ramotki sprzed dziesięcioleci, daję drugie życie porzuconym na śmietnikach książkom o pożółkłych stronach. I jak to w życiu: czasami jestem oczarowana, czasami rozczarowana po skończonej lekturze, ale ciągle mam w sobie wiarę, że trafię na takie dzieło, które mnie oczaruje bez reszty. "Co na kolację?" Jamesa Schuylera raczej nie zaliczę do kategorii literackich oświeceń, jednak cieszę się, że trafiłam na ten utwór amerykańskiego pisarza, laureata Nagrody Pulitzera, który jest uznawany za jednego z najlepszych poetów Ameryki końca XX wieku. To nie jest tomik wierszy a jedna z trzech powieści jego autorstwa, która jak w filmowym kadrze ukazuje nam życie przeciętnych Amerykanów z klasy średniej w latach 60 tych ubiegłego wieku. Małe miasteczko gdzie każdy zna każdego, wypielęgnowane trawniki, koktajle i herbatki na których zaprasza się najbliższych sąsiadów a za zamkniętymi drzwiami życie już nie wygląda tak nieskazitelnie. Alkoholizm, zdrady małżeńskie, przemocowi rodzice, eksperymenty z narkotykami to problemy ówczesnych, często zamiatane pod dywan. Kiedy główna bohaterka, postanawia dobrowolnie pójść na odwyk, szpital psychiatryczny, w którym go odbywa staje się swoistym czyśćcem dla wszystkich nieradzących sobie z życiem. Poznaje tam pacjentkę, która stara się uporać ze śmiercią syna i jego rodziny, wypalonego zawodowo właściciela sieci aptek czy młodą dziewczynę, pogrążoną w depresji i szukającą jakiegokolwiek sensu swojej egzystencji. Terapia grupowa w której uczestniczą, to moment aby uwolnić skrywane emocje, odejść od konwenansów i pozwolić sobie na szczerość. Utrzymana w słodko-gorzkiej konwencji historia, okraszona sporą dawką humoru jest lustrem, w którym odbijają się nasze niedoskonałości, przywary, nałogi... nasze człowieczeństwo. Polecam!
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na710 miesięcy temu
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej Barbara Łopieńska
Książki i ludzie: Rozmowy Barbary N. Łopieńskiej
Barbara Łopieńska
Rozmowy o książkach, tych z dedykacjami i tych bez dedykacji, tych skazanych na zesłanie do piwnicy i tych z nocnego stolika, poezji i prozie, fascynacjach literackich i nawykach czytelniczych, ulubionych księgarniach i ulubionych kawiarniach, sporze o Manna i Prousta, także o tym, że „w pewnym wieku człowiek już wie, czego szuka - szuka potwierdzenia i pogłębienia swoich spostrzeżeń.” Książka wielu wzruszeń, nie tylko dlatego, że większość z rozmówców, również autorka, odeszła już z doczesności do wieczności, również dlatego, że bohaterowie nie gonią za wydawniczymi nowościami, cenią klasyków i ponadczasowe wartości. Paweł Hertz, 1918-2001, pisarz, tłumacz i wydawca, zachwala poufny dziennik Bretończyka: „Mam jeszcze pod ręką „Pamiętniki zza grobu” Chateaubrianda. Czytam sobie, po kilka rozdziałów, i za każdym razem jest to olśniewające.” Marian Brandys, 1912-1998, prozaik i reportażysta, autor spostrzeżenia „nie jest trudno odróżnić dobrą literaturę od złej, dużo trudniej jest odróżnić dobrą literaturę od pozornie dobrej” rozmowę kończy żartobliwym tonem: „Na grypę najlepszy jest Prus.” W rozmowie „Warsztat musi być czynny” Ryszard Kapuściński, 1932-2007, polski reportażysta publicysta i fotograf, autor uwielbianego przeze mnie zwrotu „szarża na szkatułę”, do odszukania w powieści „Cesarz”, podkreśla znaczenie literatury nasyconej głęboką refleksją. „Ważna na świecie literatura jest nasycona refleksją, rozważaniem, zamyśleniem. Bo na świecie są dwa typy czytelnika: czytelnik literatury masowej - przedłużenia serialu telewizyjnego, który jak nie może z przyczyn technicznych oglądać serialu, sięga po książkę - i czytelnik wysmakowany, wdzięczny, którego bawi refleksja nad światem.” Książka wydana w roku 1998.
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Andy Warhol. Życie i śmierć Victor Bockris
Andy Warhol. Życie i śmierć
Victor Bockris
Biografia "Andy Warhol. Życie i śmierć" napisana została przez człowieka, który należał do słynnej Fabryki Warhola, znał go osobiście i doświadczył na sobie zmienności i przedmiotowego potraktowania przez swego mistrza, który "potrafił być bardzo czuły, bardzo dobry, bardzo hojny, a jednak zrywał znajomość, gdy nie służyła jego karierze" choć i tak Bockris miał szczęście, że ustrzegł się losu tych, którym chwilowy sukces u boku Warhola zawrócił w głowie do tego stopnia, że zatracili umiejętność trzeźwej oceny rzeczywistości. A przecież chyba nie powinno się być tym wszystkim zaskoczonym. To, że Andy Warhol nie tworzył w pracowni, tylko produkował sztukę metodą taśmową w warsztacie pełnym ludzi, który nazwał Fabryką wydaje się znamienne. Wszakże sama nazwa "Fabryka" nie ma żadnych romantycznych konotacji, a wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzieli na czym to polega, także i ci, którzy padli ofiarą Warhola, a przede wszystkim własnej naiwności i złudzeń, i jeśli już, to sami powinni przeprowadzić rachunek własnego sumienia bo przecież wiedzieli z kim się wiązali, a samooszukiwanie nie jest przecież usprawiedliwieniem. Nie da się ukryć, że Bockris jest krytyczny wobec środowiska Warhola, wiele jego uwag, jak choćby te o "przegiętych ciotach" w ustach kogoś innego zapewne potraktowane byłoby jako homofobiczne. A czego jak czego, to homoseksualizmu bohatera swojej książki i jego otoczenia Bockris nie ukrywał, pisząc o Fabryce jako o świecie mężczyzn homoseksualistów i otwarcie przyznając, że to "przychylne przyjęcie wśród gejowskich odbiorców przyczyniło się głównej mierze do sukcesu" Warhola. Nie ma to jednak charakteru oskarżenia, czy deprecjacji niezależnie, od tego jak bardzo bulwersujące ekscesy z życia Warhola i jego otoczenia opisuje Bockris. Powiedziałbym raczej, że oddaje on sprawiedliwość swojemu ex-mentorowi nie zamiatając brudów pod dywan i dostrzegając w nim postać mimo wszystko rozdartą co widoczne było w jego sztuce. Jednocześnie z jego książki wyraźnie wyłania się obraz Warhola jako człowieka żądnego sławy, pieniędzy i władzy.
krisoporanku - awatar krisoporanku
ocenił na76 miesięcy temu
Opowiadania nowojorskie Henry James
Opowiadania nowojorskie
Henry James
Opowiadania Nowojorskie to zbiór, historii, który mnie absolutnie oczarował. W tej książce autor przenosi czytelnika w samo serce Nowego Jorku, ukazując nie tylko piękno tego miasta, ale również głębię ludzkich emocji i zawiłości codziennego życia. Każde opowiadanie jest jak mały klejnot, który skupia się na różnych aspektach życia i relacji międzyludzkich. Jednym z najmocniejszych punktów tej książki jest wspaniała charakteryzacja postaci. Autor potrafi w niezwykle przekonujący sposób oddać ich cechy i uczucia, dzięki czemu czytelnik naprawdę odczuwa bliskość i autentyczność bohaterów. To sprawia, że każde opowiadanie staje się emocjonalnie angażujące i pozwala nam lepiej zrozumieć zarówno samych bohaterów, jak i sam Nowy Jork jako miejsce pełne różnorodności. Opowiadania są zróżnicowane pod względem stylu i tematyki, co sprawia, że czytanie tej książki jest naprawdę ciekawym doświadczeniem. Autor porusza tematy takie jak miłość, samotność, tęsknota, zmagania z codziennymi trudnościami czy znalezienie sensu w tym wielkim mieście. Każde opowiadanie ma swoje unikalne przesłanie i potrafi zmusić do refleksji nad własnym życiem i relacjami. Niesamowitą siłą Opowiadań Nowojorskich jest również niezwykła narracja autora. Jego piękny język, bogactwo opisów i wyczucie rytmu sprawiają, że czytanie staje się prawdziwą przyjemnością. James ma wspaniały talent do budowania napięcia i zaskakiwania czytelnika zwrotami akcji, co trzyma nas w napięciu i nie pozwala oderwać się od książki. Opowiadania Nowojorskie to prawdziwy skarb dla miłośników literatury. Książka ta jest nie tylko pięknie napisana, ale również głęboko poruszająca i inspirująca. Jej opowiadania odkrywają przed nami różne oblicza Nowego Jorku i przypominają nam o sile emocji, które wpływają na nasze codzienne życie. Polecam ją każdemu, kto pragnie się zanurzyć w magicznym świecie opowieści i doświadczyć tego niezwykłego miasta na zupełnie nowy sposób.
magdalena - awatar magdalena
oceniła na72 lata temu
Intryga małżeńska Jeffrey Eugenides
Intryga małżeńska
Jeffrey Eugenides
Właśnie skończyłam czytać. To było moje pierwsze zetknięcie z pupilem czytelników zza wielkiej wody, Jeffreyem Eugenidesem. I o ile ja jego fanką nie zostanę, o tyle zapamiętam jego powieść jako tę, przy której zdarzało mi się czuć nieodpartą pokusę, aby chwycić za zakreślacz i zacząć po niej mazać kolorem, choć zazwyczaj jestem zagorzałym przeciwnikiem traktowania książek w ten sposób. Krótko, rzecz traktuje o nim, o niej i o nim, oraz o skomplikowanej (albo banalnej, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia) relacji, w której razem tkwią i nie do końca wiedzą, jak się w niej odnaleźć. Każde z nich próbuje poradzić sobie z tym inaczej, Mitchell odrzucony przez Madeleine szuka ratunku w religii i mistycyźmie, Madeleine ukojenie próbuje znaleźć w patologicznym przeświadczeniu, że jej miłość potrafi uzdrowić Leonarda, a ten, będąc w centrum tego osobliwego trójkąta rozdaje karty między jednym a drugim rzutem choroby maniakalno-depresyjnej, którą u niego zdiagnozowano. Leonard ma nad nimi przewagę, może na więcej sobie pozwolić, więcej zostanie mu wybaczone, bo ktoś, kto kiedyś przeczytał grube książki i zdał autoryzowany przez władzę egzamin, na kartce papieru poświadczył swoim podpisem, że Leonard jest chory psychicznie i jego mózg nie pracuje tak, jak pracować powinien. Kto jednak powinien mieć prawo do tego, aby określać, co jest normalne i pożądane, a jakie zachowania i uczucia powinniśmy eliminować? Czy smutek i agresja, dopóki wymierzane są wyłącznie w samego siebie, a nie zagrażają zdrowiu i życiu innych osób, są zawsze złe? Dlaczego za normalne uznajemy wyłącznie to, co jest typowe dla większości? Może wcale nie jesteśmy tak inteligentni i tolerancyjni za jakich chcielibyśmy uchodzić, skoro z lękiem i obrzydzeniem podchodzimy do tego, co inne i rzadko spotykane? Podobno każdy geniusz, który chodził po naszej planecie, był szaleńcem, u którego z łatwością można by było zdiagnozować jakąś chorobę psychiczną. Może to my – tzw. normalni – powinniśmy w końcu pogodzić się z naszą przeciętnością i dopuścić do siebie myśl, że istnieją jeszcze inne poziomy świadomości, w których nigdy nie będzie nam dane się poruszać? I to wcale nie oznacza, że one są złe. Są po prostu inne. Tekst pochodzi z mojego bloga: http://fochzprzytupem.wordpress.com/2014/04/27/wszyscy-potrzebujemy-pomocy-psychologa/
Przemek1994 - awatar Przemek1994
ocenił na73 miesiące temu
Elka Iza Komendołowicz
Elka
Iza Komendołowicz
Według mnie jest to książka dla pokolenia, które już odchodzi, dla których Elżbieta Czyżewska była taką ówczesną prekursorką dzisiejszej celebrytki, która rozjaśniała swoim blaskiem ponurą gomułkowską rzeczywistość. Wtedy nie było salonów, błyszczała więc na scenach teatralnych, kabaretowych, na ekranie telewizyjnym, a przede wszystkim na dużym ekranie kinowym. A pod koniec lat sześćdziesiątych w szczycie swoich aktorskich i towarzyskich sukcesów zrobiła - zdawało się tak wtedy wszystkim - bajeczną na tamte czasy karierę. Wyszła za mąż za sławnego dziennikarza i wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Wydawało się, że hollywoodzką sławę ma w kieszeni. A tu klops. W Stanach kariery nie robi się po znajomości i nawet sławny mąż nie mógł jej w tym pomóc. Nie umiała angielskiego, miała zły akcent, a według mnie też okropny tembr głosu. Z pewną taką dozą nieufności przystąpiłam do czytania tych wspomnień znajomych o Elżbiecie Czyżewskiej. Wszak obowiązuje u nas zasada, że o zmarłych mówi się dobrze, albo nie mówi się wcale. No i większość rozmówców mówiła same dobre rzeczy o aktorce, że była piękna, zdolna, inteligentna, błyskotliwa, oczytana, życzliwa, ale też i niekiedy złośliwa. No i że piła. To był powszechnie znany fakt. Czy dlatego nie zrobiła w Stanach kariery na miarę jej talentu? Nikt z rozmówców tego wprost nie powiedział. Wyczułam za to, w niektórych rozmowach, taki rodzaj złośliwej satysfakcji z tego, że jej się tam nie udało. Paru jej znajomych pozwoliło sobie na stonowany krytycyzm jej osoby, a paru wręcz odmówiło wypowiedzi. Książka wciąga, pochłania się ją błyskawicznie. Podejrzewam jednak, że wśród młodych nie wzbudza większego zainteresowania.
Elżbieta - awatar Elżbieta
oceniła na76 lat temu
Brigitte Bardot – to ja! Marie-Dominique Lelievre
Brigitte Bardot – to ja!
Marie-Dominique Lelievre
Książkę „Brigitte Bardot to ja!” autorstwa Marie-Dominique Lelièvre czytałam już jakiś czas temu. Wróciłam do niej teraz, bo żegnając B.B. czyta się o jej życiu inaczej, z większą uwagą, a może nawet nostalgią. Autorka tej biografii już na wstępie przyznaje, że darzy Brigitte Bardot swoistym uwielbieniem. Zresztą nie ona jedna- gwiazda tak mocno inspirowała współczesne kobiety, że przez wiele lat imię Brigitte było najczęściej nadawane dziewczynkom we Francji. Ale wracając do książki, dowiecie się z niej naprawdę sporo. Autorka odkrywa przed nami całe mnóstwo faktów z życia B.B., umiejętnie żonglując między dekadami. Czasem sięga też do własnych wspomnień, ujawniając, jak wielki wpływ aktorka wywarła i na jej życie. Okazuje się, że Bardot szokowała już od kołyski. Miała przyjść na świat jako chłopiec, a przynajmniej tego spodziewali się jej rodzice. Poddana surowemu wychowaniu, nie zaznała matczynej czułości. Później, gdy sama została matką, również nie umiała się w tej roli odnaleźć. Niedowidząc na lewe oko, nie mogła też odnaleźć się w szkole. Za to doskonale odnalazła się w tańcu i to właśnie w lustrach studia baletowego po raz pierwszy poczuła się piękna. To też tam wypracowała sylwetkę i gesty, które od czasu jej nastoletniego debiutu zmieniły historię kina. Filmem zainteresował ją Roger Vadim, starszy o sześć lat reżyser, który po kilku miesiącach został jej pierwszym mężem. Później było ich jeszcze troje, choć to przecież tajemnica poliszynela, że w sercu Brigitte znalazło się miejsce także dla licznych kochanków. Natomiast znacznie więcej, bo ponad 50, było filmów z jej udziałem. W tym najsłynniejszym - „I Bóg stworzył kobietę” Bardot uwiodła najpierw Francję, a później cały świat, zyskując miano ikony, której wizerunek napędza popkulturę już od siedemdziesięciu lat. W przypadku tej książki nie można nie wspomnieć, jak pięknie została wydana. Od okładki z kultowym zdjęciem B.B., przez reprodukcje jej najbardziej znanych sesji, aż do niezliczonych okładek prasowych z udziałem gwiazdy.
Pati_bookworm - awatar Pati_bookworm
ocenił na83 miesiące temu
Noc i dzień Virginia Woolf
Noc i dzień
Virginia Woolf
Niestety z bólem serca daję "tylko" 7/10, a jestem wręcz fanatykiem prozy i samej postaci Virginii Woolf. W tym wypadku jednak nie należy się nic więcej - to jak do tej pory najsłabsza jej powieść, którą przeczytałam, wliczając w to także jej debiut literacki, "Podróż w świat", który przypadł mi do gustu. Jak zwykle warstwie językowej nie mam nic do zarzucenia, zdania są piękne, okrągłe, powieść czyta się bardzo przyjemnie i znajdziemy w niej ten typowy, niepowtarzalny klimat otulający czytelnika niczym delikatna mgiełka, który tak bardzo u Virginii Woolf lubię. Dlaczego więc nie uważam "Nocy i dnia" za udaną powieść? Głównie dlatego, że sama fabuła jest niezbyt wciągająca, wątki romantyczne nieprzekonywujące, bohaterowie rozchwiani emocjonalnie - przychodzący ciągle do kogoś, żeby zaraz od niego po dwóch minutach wyjść prawie nic nie powiedziawszy ani nie zrobiwszy, zmieniający opinię co do danej osoby o 180 stopni w przeciągu kilku zdań, zrywający relację i podczas tego samego spotkania ją odnawiający, w jednym rozdziale szaleńczo zakochani, by w kolejnym zupełnie nic nie czuć do danej osoby, a w następnym znowu deklarować dozgonną miłość i tak w kółko. Naprawdę istny chaos panuje w tym względzie, przez co postacie są papierowe i każda z nich jest bardzo do siebie podobna. Faktycznie dostrzegam tu ogólną inspirację powieściami Jane Austen, ale niestety widać, że nie był to dobry wybór literackiej drogi dla Virginii, którą na szczęście później zarzuciła. Jeśli trzymałaby się pisania powieści obyczajowych, to nie zostałaby nigdy tak wielką pisarką, za jaką się ją współcześnie, słusznie w mojej opinii, uważa. Czytając Jane Austen czuć ogromną autentyczność tych wydarzeń i postaci, w "Nocy i dniu" jest wręcz przeciwnie. Za to coś pozytywnego na co zwróciłam uwagę w tej powieści, to płynne przechodzenie z opisu myśli oraz odczuć jednego bohatera do drugiego, co zwiastuje już stosowany w późniejszych powieściach przez Viginię typowy dla niej zabieg "strumienia świadomości". Ciekawe jest patrzeć jak ta koncepcja u pisarki ewoluowała. Ogólnie rzecz biorąc więcej oczekiwałam po tej książce i trochę się zawiodłam. Zgadzam się ze zdaniem wyrażonym przez któregoś ze znajomych Virginii, że nie jest dobra w wymyślaniu fabuły - tutaj dostajemy tego dobitny przykład.
mamaracucha - awatar mamaracucha
oceniła na79 miesięcy temu
Wyznania gorszycielki Irena Krzywicka
Wyznania gorszycielki
Irena Krzywicka
Irena Krzywicka (1899-1994) przyszła na świat w Jenisiejsku w rodzinie polskich Żydów, zesłanych na Syberię za działalność socjalistyczną. Ojciec zmarł na gruźlicę niedługo po powrocie do Polski, matka, zwana przez nią Maminkiem, była aż do swej śmierci jej najwierniejszą przyjaciółką. Oczytana i jak na kobietę świetnie wykształcona oraz ambitna z przytupem dołączyła Irena do międzywojennego środowiska literackiego. Jej najbardziej znane publikacje ukazywały się w Wiadomościach Literackich Mieczysława Grydzewskiego, jest też autorką kilku książek. Swą autobiografię zaczęła pisać we Francji w latach 1970-ych, po niemal całkowitej utracie wzroku nagrywała wspomnienia, a książkę do druku przygotowała Agata Tuszyńska. Pierwsze wydanie „Wyznań gorszycielki” ukazało się dwa lata przed śmiercią Krzywickiej, a jego pomysł Marian Hemar miał skomentować z typowym dla siebie sarkazmem: „Droga Irenka, nasze stare chodzące poboyowisko”*. Według dość zgodnych opinii gorszycielką została Krzywicka nie tyle z powodu rozwiązłości w życiu prywatnym - wierność małżeńska nie była w tym środowisku powszechnie obowiązującą normą - lecz z racji głoszonych publicznie przez nią i Boya poglądów oraz konkretnych inicjatyw. Inaczej jednak niż biografkę Boya**, czworokąt małżeński, Irena-Jerzy Krzywicki-Zofia Żeleńska-Boy, dość mocno Krzywicką uwierał. Przynajmniej tak wygląda to w jej wspomnieniach. Mimo fatalnej technicznej jakości wydania „Wyznań…”, na jakie trafiłam, nie mogłam się od lektury oderwać. Początkowa część książki, jakieś 40% tekstu, to ciekawy opis relacji rodzinnych, przymiarek do różnych dróg kariery oraz pierwszych prób zaistnienia w środowisku literatów. Jako atrakcyjna kobieta na brak zalotników nie narzekała. Spośród trzech zaprzyjaźnionych na męża wybrała początkującego prawnika, syna Ludwika Krzywickiego, uznanego twórcy polskiej socjologii. Boya spotkała, kiedy wydawało się, że po urodzeniu pierwszego syna, Piotrusia, jej małżeństwo z Jerzym już okrzepło. Ale atrakcyjności, także fizycznej, sławie i wspólnocie przekonań z dwadzieścia pięć lat starszym facetem nie potrafiła się oprzeć. Mimo że wówczas, w roku 1928, nie pod każdym względem pasował do definicji Boya, jaką wygłosił dziesięć lat wcześniej przypadkowo spotkany Jan Lechoń, a mianowicie że jest to „…melancholik, erotoman, pijak, karciarz … najbardziej czarujący, najinteligentniejszy człowiek na świecie”. Miłości do Ireny pozostał Boy wierny do śmierci, od alkoholu też już wtedy stronił. Owszem, była świadkiem jego stanów depresyjnych, załamania pod wpływem krytyki i ataków, z obu stron sceny polityczno-obyczajowej, za wprowadzenie w dyskurs publiczny i nieśmiałe próby instytucjonalnego usankcjonowania pewnych tematów tabu. Ich ostrze w pewnym sensie bardziej było bolesne dla niego niż dla niej. Jan Skiwski, na przykład, atakował go za propagowanie „życia ułatwionego”. Czy chodziło mu także o zdjęcie odium, a w każdym razie o zrezygnowanie z karalności za homoseksualizm? Krzywicka przyznaje, że ich próby wprowadzania antykoncepcji i bezpiecznych zabiegów aborcji nastąpiły w Polsce „… o trzydzieści lat za wcześnie”. Pierwsze ośrodki Świadomego Macierzyństwa nie cieszyły się popularnością i dość szybko zostały zlikwidowane. Tymczasem, gdy ona zaczęła być krytykowana także za swoje relacje sądowe, głównie za obronę Rity Gorgonowej, Boya atakowano już za wszystko. „A że tyle piszę? - żalił się Irenie - U nas nie lubią ludzi, którzy za dużo pracują”. Lata 1930-te to nowe fale antysemityzmu i faszyzacji Polski. O tym oczywiście wyznania Krzywickiej też wspominają. Ich największa wartość polega, moim zdaniem, na obleczeniu tych i innych zjawisk w konkrety, co wiąże się naturalnie z jej ocenami ludzi, na ogół trafnymi, a przy tym zawsze bardzo ciekawymi. Na przykład o dwóch byłych skamandrytach, Jarosławie Iwaszkiewiczu i Antonim Słonimskim pisze: Iwaszkiewicz „jako homo publicus był godny niechęci, jako człowiek prywatny był serdeczny i miły, odwrotnie niż Antoni - jako homo publicus - godny najwyższego szacunku, ale prywatnie egocentryk zupełnie niezdolny do wyjścia poza samego siebie”. A że Irenkę - jak mówi znane porzekadło - znała cała Warszawa, ze wzajemnością, tj. ona znała wszystkich, lektura jej wspomnień stanowi prawdziwą frajdę. Nawet jeśli nie do końca wiadomo, czy są one osadzone - jak w przytoczonym cytacie - jedynie w jej wrażeniach ze znajomości podczas pobytu w Warszawie i Podkowie Leśnej, czy sięgają również okresu powojennego. „Wyznania gorszycielki” kończą się po wojnie, kiedy to - nie ma co ukrywać, dzięki swej przedwojennej popularności - uzyskała Irena Krzywicka szanse na nowy początek. Co w ogóle miałby on znaczyć po stracie najważniejszych osób w jej życiu? No i czy lektura książki Agaty Tuszyńskiej pt. „Krzywicka. Długie życie gorszycielki” jest, mimo nie najlepszych ocen książki, wskazana? Ale przed natychmiastowym zabraniem się do niej powstrzymać się oczywiście nie potrafię. *Wszystkie cytaty pochodzą z wydania książki, do którego miałam dostęp. **Monika Śliwińska: Książę. Biografia Tadeusza Boya-Żeleńskiego.
Nina - awatar Nina
oceniła na81 rok temu
Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty Tennessee Williams
Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty
Tennessee Williams
Dramaty, które znajdujemy w powyższym zbiorze pomimo upływu lat, nie straciły swojego ponadczasowego przesłania i czyta się je z ogromną przyjemnością. Zarówno doskonała, niemalże wybitna kreacja postaci, jak i bajeczny oraz błyskotliwy artyzm języka sprawia, że czytelnik doznaje niezwykłego oszołomienia emocjonalnego. Wszystkie opowiedziane historie mierzą się z ogromem pasjonujących i mocno obciążających zarazem, ludzkich tragedii, związanych z postępującą degradacją więzi rodzinnych, konfrontując bezduszną rzeczywistość z fantazyjnym wyobrażeniem o sobie samym. Szklana menażeria, sztuka będąca najbliżej biografii Tennesseego Williamsa ukazuje nam obraz niepełnej, zaburzonej rodziny, w której niestabilna i toksyczna matka próbuje przejąć władzę nad swoimi dorosłymi dziećmi, używając do tego starego jak świat argumentu w postaci bezpardonowego szantażu emocjonalnego. Niemalże namacalnie czujemy rozpacz i brak zrozumienia Toma i Laury. Tramwaj zwany pożądaniem to rzeczywiście istniejący pojazd szynowy, przedstawia historię małżeństwa Stanleya i Stelli, u których pojawia się ekscentryczna Blanche, której powolny rozpad osobowości staje się przewodnim motywem dramatu. Poznając koleje losu obu kobiet, silnie angażujemy się w ich groteskowe relacje. Kotka na gorącym blaszanym dachu to chyba najbardziej przejmująca opowieść o dewastacji więzi rodzinnych, gdzie mamy do czynienia z chorą nienawiścią, nagminnym kołtuństwem, bezgraniczną perfidią i obłudą najbliższych sobie osób. Autor sięga głęboko w nagromadzone i latami skrywane tajemnice, porusza bolesną tematykę uzależnienia i traum oraz braku akceptacji dla odmienności. Słodki ptak młodości to trochę taka opowieść o przebrzmiałej sławie, braku docenienia, usilnych próbach dowartościowania, mafijnych układach, złudnych marzeniach, okrucieństwie. I ostatni dramat "Noc iguany", w którym występuje tytułowy zwierzak, ale też Shannon, którego możemy z tą nieszczęsną iguaną powiązać metaforycznie. Były duchowny, który będąc niezrozumianym i bardzo samotnym człowiekiem stara się pozorować wolę walki o swoje "ja". Bardzo wyczerpująca emocjonalnie przygoda czytelnicza dostarczająca wielu nieoczekiwanych wrażeń. Serdecznie polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zelda. Wielka Miłość F. Scotta Fitzgeralda