rozwińzwiń

Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji.

Okładka książki Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji. autora Piotr Oczko, 9788376240152
Okładka książki Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji.
Piotr Oczko Wydawnictwo: Collegium Columbinum publicystyka literacka, eseje
792 str. 13 godz. 12 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2013-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-01-01
Liczba stron:
792
Czas czytania
13 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376240152
Średnia ocen

8,6 8,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji. w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji.

Średnia ocen
8,6 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji.

avatar
3628
1874

Na półkach: ,

Długo szukałam tej książki, bo zafrapowało mnie takie ujęcie historii i kultury Holandii: przez pryzmat obsesji sprzątania. Niegdyś była to cecha wręcz "narodowa", z którą kojarzono Holandię, w ostatnich czasach już raczej nie. Jak należy tłumaczyć ten zwyczaj, unikatowy na skalę Europy, a może i świata, biorąc pod uwagę, jakie było podejście do higieny i czystości w dawnych czasach (przy czym, co ciekawe chodziło tylko o czystość domu, obejścia, ale już nie ciała)? Autor zresztą dla porównania przytacza jak wyglądała sytuacja pod tym względem w innych krajach: Anglii, Francji, także Polsce. Do Niemiec, z którymi dziś kojarzy się porządek i czystość, przyszło to też z Holandii. I znajdziemy tu szczegółową analizę pod kątem religii, obyczajów, formowania się kultury mieszczańskiej, obszernie omówiono też jak ta kwestia była przedstawiana w literaturze i przede wszystkim malarstwie. Ten rozdział oczywiście zaciekawił mnie najbardziej i co mnie uderzyło podczas jego lektury? Wszelakie interpretacje wizerunków kobiet na obrazach, łącznie z przeróżnymi gadżetami (jak należy rozumieć symbolikę w malarstwie holenderskim to już inna sprawa),czy to miotła, list, pantofle, świece, czy nawet garnki - zawsze ale to zawsze pojawia się kontekst seksualny. To pokazuje jak bardzo kobieta jest zseksualizowana i uprzedmiotowiona - wszystko, co kobieta robi, kojarzone jest z seksem/erotyką. Czy w taki sam sposób przedstawiani są mężczyźni?

"Miotła i krzyż" to bardzo ciekawa pozycja dla osób interesujących się historią, książka jest pięknie i solidnie wydana.

Długo szukałam tej książki, bo zafrapowało mnie takie ujęcie historii i kultury Holandii: przez pryzmat obsesji sprzątania. Niegdyś była to cecha wręcz "narodowa", z którą kojarzono Holandię, w ostatnich czasach już raczej nie. Jak należy tłumaczyć ten zwyczaj, unikatowy na skalę Europy, a może i świata, biorąc pod uwagę, jakie było podejście do higieny i czystości w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
28
18

Na półkach:

miałem wielkie szczęście, że trafiłem na tę książkę przed laty. Wydali ją w minimalnym nakładzie, podobnie jak świetne opracowanie pana Oczki nt .. domków dla lalek.. ale od tego czasu nie przeoczyłem już żadnej nowości autorstwa Piotra Oczko. Na szczęście te są bardziej dostępne i częściej czytane.

miałem wielkie szczęście, że trafiłem na tę książkę przed laty. Wydali ją w minimalnym nakładzie, podobnie jak świetne opracowanie pana Oczki nt .. domków dla lalek.. ale od tego czasu nie przeoczyłem już żadnej nowości autorstwa Piotra Oczko. Na szczęście te są bardziej dostępne i częściej czytane.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
653
167

Na półkach:

Chylę czoła przed autorem. Katorżnicza 10-letnia praca nad tematem, ale efekt porywający i zniewalający. Choć ani Holandia, ani szał sprzątania to nie jest to co mnie porywa najbardziej :)
Wspaniała książka.

Chylę czoła przed autorem. Katorżnicza 10-letnia praca nad tematem, ale efekt porywający i zniewalający. Choć ani Holandia, ani szał sprzątania to nie jest to co mnie porywa najbardziej :)
Wspaniała książka.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

132 użytkowników ma tytuł Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji. na półkach głównych
  • 119
  • 13
13 użytkowników ma tytuł Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji. na półkach dodatkowych
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji.

Inne książki autora

Piotr Oczko
Piotr Oczko
Pracownik naukowy UJ. Tłumacz z języka angielskiego i niderlandzkiego. Przełożył siedemnastowieczny dramat niderlandzki "Lucyfer" autorstwa Joosta van den Vondla. Jest to pierwsze i jak dotąd jedyne tłumaczenie dramatów tego autora na język polski.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rozchwiane kanarki, głębokie doły Judith Schalansky
Rozchwiane kanarki, głębokie doły
Judith Schalansky
Wczesne ostrzeganie jest niezastąpione nie tylko w wojsku. Używając do zagrożeń środowiska terminologii stamtąd zaczerpniętej, jesteśmy już w “kotle” niczym 6. Armia Paulusa. W tym zgrabnym, kipiącym erudycją eseju, Judith Schalansky daje się poznać z zupełnie innej strony niż w dotychczasowych moich dwóch jej książkach: pisze o zagrożeniach dla natury, w tym dla ptaków i “cieków wodnych” (czy jest brzydsze określenie rzek i strumieni?). Jak przystało na tak wyrafinowaną formę narracyjną, tekst zaczyna się od nawiązań do “Poetyki” Arystotelesa. “Tak w istocie wygląda człowiek, który potrzebuje ratunku przed samym sobą albo raczej najbardziej uciążliwą wersją samego siebie – biczownikiem na pokaz, niegotowym na rezygnację z posiadanych przywilejów” - stwierdza Autorka, nie kryjąc, jak bardzo jest zaangażowana w opisywany temat. Zadaje pytanie o istnienie jakiegoś punktu zwrotnego w dziejach ludzkości. “Przecież musi istnieć jakiś punkt zwrotny w fabule – wyjście ewakuacyjne, strategia ucieczki”. Wyjścia a może i dojścia Autorka widzi w zapomnianej już dzisiaj funkcji kanarka w kopalni, ostrzegającego przed tlenkiem węgla, bezwonnym gazem, który zabija górników. Tylko kto miałby być ”kanarkiem”? W tym kontekście opisuje “jak kanarek wpadł w ten dół, to powiedzenie, ten obraz antropocenu”. “W Południowej Walii, hrabstwie Northumberland i regionie Midlands znajdowały się najwydajniejsze zagłębia węglowe na świecie. W tym kraju – kolebce industrializacji węgiel służył za paliwo dla głośno sapiących maszyn, cudownych konstrukcji z mnóstwem kół zębatych”. Wmieszało to do atmosfery ogromne ilości dwutlenku węgla i wpędziło w biedę rzesze robotników. A kanarki? W 19. wieku szkocki fizjolog John Scott Haldane wyjaśniał wypadek, w którym zginęło 57 górników i 30 koni pociągowych. Udowodnił, że większość ofiar nie zginęła skutek podziemnej eksplozji czy braku tlenu, lecz z powodu zatrucia czadem, bezbarwnym i bezwonnym gazem. “+Haldane traktował życie jak wielki autoeksperyment+ - jego biograf nazwał go wręcz "kanarkiem w kopalni”, który dla dobra nauki wciąż testuje na sobie rozmaite hipotezy i występuje podwójnej roli naukowca i nieustraszonego królika doświadczalnego”. Pierwotnie rolę kanarków miały pełnić myszy, bo naukowiec odkrył, że o wiele szybciej padają one przy czadzie niż człowiek. “Jako że gryzonie i tak są pod ziemią wszechobecne, a na dodatek słyną z podkradania racji żywnościowych, pracownicy kopalni okazują się nieufni wobec tego pomysłu. Myszy wystąpią w roli czujek lub straży przedniej ludzkiej medycyny nieco później, gdy genetycy upodobają je sobie jako zwierzęta modelowe”. Zamiast się poddać, nasz bohater “znajduje inne zwierzę stałocieplne o niewielkich rozmiarach – poręczne, niedrogie i niemal tak łatwe w prowadzeniu jak myszy - lecz - w odróżnieniu od nich – chętnie trzymane w domach. Zwierzęciem tym jest kanarek.(..) Ptak traci przytomność około 20 minut wcześniej niż przebywający w tych warunkach człowiek”. “A objawy zatrucia czadem trudno u kanarka przeoczyć, ponieważ ptak momentalnie przestaje śpiewać i spada nieprzytomny z drążka, dając jasny sygnał niebezpieczeństwa”. Ptaki cieszą się wielką sympatią górników. “Co chwilę spoglądali na kanarki i troszczyli się o nie – i to nie tylko dlatego, że ich własne życie zależało od tych stworzeń – w chwili zagrożenia zaś ratowali swoich wybawców”. “Nie bez wzruszenia czytałam o żalu, jaki ogarnął górników, gdy w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku zastąpiono kanarki znacznie czulszymi, lecz bezdusznymi +elektronicznymi nosami+”. “Człowiek odkrywa coraz to nowe bogactwa naturalne w skorupie globu, a ich wydobycie wydaje się uzależnione wyłącznie od możliwości technicznych i opłacalności. Słowo +eksploracja+ dzielą od +eksploatacji+ zaledwie dwie litery”. A “pod koniec XIX wieku ruszyła sprzedaż wysyłkowa wielu zwierząt z adnotacją na paczce +ostrożnie żywy ptak+, śmiertelna w skutkach, lecz mimo to powszechna". “Utrzymywali, że wszelkie formy działalności artystycznej u swego zarania były li tylko rodzajem wabika, zachętą do interakcji seksualnych. (...) Istnieje też jednak inne, skromniejsze, lecz mimo to przemawiające do wyobraźni wyjaśnienie fenomenu śpiewu ptaków. Zgodnie z nim świergoty poszukiwania i trele to przede wszystkim tak zwane głosy kontaktowe, czyli to, co robią również ludzie, gdy wydając dźwięki, starają się przekonać świat wokół, a po trosze i samych siebie, że nadal istnieją”. “Najstarsze poradniki zalecają wyłupiać lub zszywać samcom oczy, dzięki czemu miałyby się stawać bardziej rozśpiewane, tymczasem według nieco nowszych pozycji, aby osiągnąć ten efekt, warto trzymać ptaki pojedynczo. Obecnie uważa się, że dobrze jest trzymać kanarki w parach, a jeszcze lepiej w grupach, ponieważ śpiew służy im do imponowania innym osobnikom – w równej mierze rywalom, co potencjalnym partnerkom – a tym samym do wyznaczania granic terytorium”. Ale co z całą resztą, nie tylko z kopalniami? Metafora z kanarkiem na niewiele się zda: “Przecież Ziemia to nie kopalnia, z której można po prostu uciec w razie zagrożenia. Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na Ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Co można nazwać początkiem końca? (...) Czy już samo górnictwo, czy może dopiero skonstruowanie bomby atomowej, które nie byłoby możliwe bez wydobycia rudy uranu? Pierwsze czy drugie z osiągnięć naukowych Fritza Habera? Opracowaną przez niego metodę pozyskiwania syntetycznych nawozów, które – co prawda kosztem zasolenia gleby i zaburzenia obiegu azotu w przyrodzie – umożliwiły wyżywienie, a zatem i istnienie miliardów ludzi, czy też technologię produkcji gazów bojowych, wykorzystywanych do zabijania żołnierzy wroga podczas I wojny światowej?”. “Nie kto inny, jak cichy bohater niniejszego tekstu, poczciwy, stary Haldane, tym razem w roli dyżurnego kanarka aliantów, udał się na front podczas drugiej bitwy pod Ypres w maju 1915 roku, aby odkryć że śmiercionośne opary to w istocie chlor, i szybko zaprojektować prowizoryczną maskę gazową”. “Kto wie, czy gdyby zwolnić ze służby wszystkie tak zwane zwierzęta użytkowe, nie poradziłyby one sobie doskonale bez naszej pomocy”. Od dawna wiadomo, co nas czeka. “Historia życia na Ziemi nie jest utworem scenicznym, a człowiek stanowi w niej, owszem, zdumiewający, ale jednak efemeryczny białkowy epizod, który zniknie tak samo jak wiele innych cudownych stworzeń”. Autorka odnosi się też do zatrucia Odry. “Nie potrafiłam znaleźć słów, które pomieściłyby tysiące ton nieżywych zwierząt, już za życia znanych z tego, że nie mają głosu. Czytając artykuł w gazecie, zatrzymałam na dłużej wzrok na zdjęciu zatrutej rzeki. Nic nie było widać. I właśnie na tym polegał problem. Nie ma odwrotu. Kanarek już się chwieje”. Wspomina o raporcie Greenpeace, obarczającym za to odpowiedzialnością trzy górnośląskie kopalnie węgla kamiennego. “Luki w polskim prawie – zauważają niemal lakonicznie działacze - w praktyce umożliwiają zrzut ścieków o zupełnie dowolnych stężeniach chlorków i siarczanów”. “Największym wyzwaniem dla naszych czasów – czytałam oniemiała – nie są zmiany klimatu, utrata bioróżnorodności ani pandemie, lecz – jak twierdzą badacze – +nasza zbiorowa niezdolność do odróżniania faktów od fikcji+”. Jest i o ptakach: “Milknące ptaki może i potrafiły ostrzegać przed czadem, ale nie przed tym, że wydobycie i spalanie węgla oraz innych paliw ze skamieniałych stworzeń pociąga za sobą także wypuszczanie do atmosfery innego związku tlenu i węgla, który tak dramatycznie zmieni warunki życia na ziemi, że przyszłość stanie się nie tylko niepewna, ale wręcz straszna”. “Próbowałam wyobrazić sobie świat bez ptaków. To jak zastanawiać się nad tym, jak wygląda groza, jak brzmi martwa cisza, czym jest koniec świata”. “Spostrzegłam stado szpaków na wieczornym niebie, chmarę opiłków żelaza płynnie przechodzących z jednego obrazu w drugi”. Zakończenie nie jest optymistyczne: “Gdzieś przysiadła kapturka i śpiewała teraz swoją żywą, poranną piosenkę. Z pewnością obwieszczała z zapartym tchem jakiś ptasie wiadomości. Cieszyłam się, że ich nie rozumiem”. BTW: Głos kapturki należy do najpiękniejszych, swoje trele zawsze wyśpiewuje u mnie w Parku Skaryszewskim wiosną…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 miesiąc temu
Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru Becca Rothfeld
Wszystko to zbyt małe. Eseje ku chwale nadmiaru
Becca Rothfeld
Czy żyjemy w ciągłym nadmiarze rzeczy, pojęć i doświadczeń? Czy sztuka musi służyć utylitarnemu celowi czy jej zadaniem jest służenie pięknu? Czy hołd prostoty i pęd ku niej sprawia, że stajemy się lepsi? Gdzie jest granica pomiędzy niedoborem, a naddatkiem? Czy potrafimy zdefiniować w naszym życiu różnicę pomiędzy potrzebą a pożądaniem? I które powinno wziąć górę? Odpoeiedzi do tych pytań szuka autorka w swojej eseistycznej dyskusji i momentami dochodzi do bardzo ciekawych wniosków. Niezwykle interesujący esej na temat uważności i terapii duszy prowadzi do wniosków, że wyzbywając się stanów pośrednich między przed i po prowadzimy również do wyzbycia się swoich uczuć i emocji, także tych negatywnych, a przecież mają one swoje przyczyny i tworzą one naszą ludzka powłokę. Bez nich nie bylibyśmy tym kim jesteśmy. Autorka próbuje przekonać do wyrażania się w pełni, ze swoimi negatywami również, be sztucznego podążania ścieżką wyolbrzymionego spokoju, który nie każdemu może przynieść ukojenie. Innym ciekawym esejem jest ten poświęcony erotyzmowi w dobie postzgody ruchu metoo. Autorka przytacza argumenty współczesnych purytanek, jednocześnie próbując zrozumieć jaką rolę odgrywa seks we współczesnym świecie aplikacji randkowych, wymieszanych pojęć liberalizmu z purytańskim podejściem do tematu, dążąc jednocześnie do swojego argumentu, że seks po prostu może być przyjemny, jako akt sam w sobie bez przypisywania mu żadnych politycznych, społecznych czy genderowych łatek. Oczywiście ta wolność okupiona jest dużym brakiem zrozumienia, gdyż praktyka a teoria to dwie różne bestie. Autorka pokazuje, że świat to nie tylko grupa żarłocznych libertynek domagających się pejczowania i duszenia, oraz matek-polek pełnych religijnego uniesienia, ale też duża masa środkowa, która szuka piękna w świecie, także w wyeksploatowanym do cna erotyźmie XXI wieku. Daje do myślenia esej poświęcony fenomenowi Sally Rooney i jej pozornej normalności, wynoszonej autorkę na piedestał współczesnej mainstreamowej literatury. I nie chodzi tu o samą literaturę, ale tak naprawdę jej przyjęcie, które ukazuje jak łatwo poddać się nieokreślonej fascynacji z grubsza wciągającej, acz poprawnej prozie. Eseje na pewno stawiają wiele ciekawych tez i argumentacja, gdy wyłuskać jej głębszy sens, oczywiście, zmusza do refleksji ale też niesie ze sobą prawdę przed którą ciężko się obronić. Nadmiar i perspektywa mu towarzysząca momentami przybiera nieoczekiwane konotacje zakorzenione we współczesnych problemach XXI wieku. Nie jest to do końca łatwa lektura, co akurat moim zdaniem jest plusem. Jedynym aspektem, który lekko mnie irytował w czasie lektury to szczegółowe przytaczanie akcji filmów i książek, by poprzeć swoje argumenty. W pewnym momencie robi się to reduntantne, a głębszy sens gubi w nadmiarowej szczegółowości, ale może to ten zbytek ku chwale któremu napisane są te eseje. Współpraca barterowa/reklamowa z wydawnictwem Filtry.
Swiezakksiazkowy - awatar Swiezakksiazkowy
ocenił na96 miesięcy temu
Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony George Orwell
Lew i jednorożec. Najlepsze eseje i felietony
George Orwell
George Orwell lewicowcem był. Wydawałaby się, że rzecz to oczywista, ale nie dla wszystkich. Autor-prorok „1984” wyraźnie był przeciw komunizmowi, ale nie przeciwko lewicowym poglądom, bo komunizm był fałszywym socjalizmem – twierdzi. Wie o tym selekcjoner i tłumacz jego esejów Dawid Czech, który wprost przyznaje, że jego wybór ku podkreśleniu lewicowości ich autora został wydany. Zbiór otwiera manifest Orwella, w którym ten zaprzecza jakoby sztuka pozostawała neutralna. Sam autor przyznaje otwarcie, że jego zamiarem jest demaskacja kłamstwa i liczy on, że owe działania wzbudzą reakcję społeczną. Orwell daje się poznać również od strony pryncypialnej, gdzie nie godzi się na to, żeby pojęcia zostały wypaczone, żeby straciły swą moc opisywania zła. Takim przykładem jest „faszyzm”, które utraciło swą złowieszczą moc, a które błędnie przypisuje się tylko do jednego okresu w historii. Sam autor ceni u siebie właśnie to zaangażowanie polityczno-społeczne. Podporządkowuje swój talent i umysł właśnie temu kierunkowi. W tym duchu, choć za płytko by to było, można czytać jego relację z zabicia zwierzęcia, które u Orwella zmienia się w antykolonialny ton. Znajdziecie w tym tomie sprzeczności, być może nazbyt duży pryncypializm, a nawet myśli – z politycznego punktu widzenia – zbędne. Tylko nikt nie mówi, że Orwell doskonały jest. Ten rozchwiany charakter, czasami gniewne skoki od ściany do ściany są całkowicie na miejscu, jeśli pomyślimy o nim jako o człowieku targanym wielkimi namiętnościami. Na pewno „Lew i jednorożec” pozwalają dostrzec ludzki charakter tego genialnego pisarza.
Jarek Szczęsny - awatar Jarek Szczęsny
ocenił na72 lata temu
Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy Marek Węcowski
Tu jest Grecja! Antyk na nasze czasy
Marek Węcowski
Spojrzenie z dystansu faktycznie pomaga inaczej ocenić nasze bieżące bolączki - i to nie chodzi o dystans kilku czy kilkudziesięciu lat, ale cofnięcie się nawet do antyku, a nawet rzut okiem wstecz na całą historię ludzkości. Na przykład liczne pandemie, w porównaniu do których pandemia Covid-19 jawi się jako ledwie drobnostka. Tu autor odnosi się m.in. do bieżącego kryzysu demokracji, opowiadając o tym, jak wyglądała demokracja w swojej ojczyźnie, czyli starożytnej Grecji. Rozkłada też na czynniki pierwsze modną teraz "pułapkę Tukidydesa". Jest to trochę inne podejście do historii starożytnej, niż to klasyczne - od daty do daty, od wojny do wojny - i nie jest też celem tej pozycji przedstawianie historii starożytnej, ale właśnie odniesienie do niej naszych bieżących wydarzeń (co wynika zresztą z opisu książki). Trudno w takiej sytuacji zarzucać "jałowe wtręty o Ukrainie", skoro wojna za wschodnią granicą od 4 lat kształtuje sytuację na świecie i sprawia, że zadajemy sobie pytania o naszą przyszłość. Chyba że ktoś żyje pod kamieniem... A czy naprawdę "historia lubi się powtarzać", czy też tylko tak się nam zdaje? Często powtarzamy też tego typu frazesy, nie zdając sobie sprawy, o ile życie dawniej różniło się od obecnego. A poza tym chodzi o to, żeby się nie powtarzała... Najciekawsze wydało mi się pytanie "I my rozliczamy polityków, ale czy potrafimy rozliczyć samych siebie z katastrofalnego błędu ich popierania?".
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na71 miesiąc temu
Duchy ptaków Eliot Weinberger
Duchy ptaków
Eliot Weinberger
„Dojrzewaniem owoców, wegetacją drzew, mnożeniem się zwierząt lądowych i wodnych ich żerowaniem, wszystkim, co żyje, i tym, co ginie, rządzi głęboka mądrość, której nie posiądziemy”. I tym razem znany i ceniony amerykański pisarz, Eliot Weinberger, zachwyca się światem, różnorodnymi przejawami życia materialnego i duchowego, mnogością barw, dźwięków, kształtów i ich kompilacją, interakcją, jakie możemy zaobserwować w naturze. Zaskoczony i zauroczony człowiek w każdym czasie usiłował porządkować i tłumaczyć sobie postrzeganą rzeczywistość, zgodnie z ówcześnie posiadana wiedzą i możliwościami badawczymi. Autor tworzy z owych spostrzeżeń, ale i wyobrażeń, powtarzanych, zasłyszanych opowieści, osobliwy, postrzępiony, niejednorodny kolaż. Mapę cudów świata, nie ośmiu, nie ośmiuset, a ich nieskończonej wielokrotności. Daje nam możliwość przemieszczania się w czasie i w przestrzeni o setki lat i tysiące kilometrów, pomiędzy średniowiecznymi Indiami, Anglią XIX wieku, Chinami z V stulecia, niczym na czarodziejskim dywanie wzlatujemy ponad dżunglą, płyniemy nad stepem, zasłaniamy oczy przed słońcem odbijającym się w falach oceanu, by zwiedzać, oglądać, zapamiętywać, odkrywać. Czytając zamieszczone fragmenty tekstów, mitów, przypowieści, dzienników z podróży, wierszy, dawnych ksiąg i legend, spotykamy przedziwną, urokliwą mieszankę faktów i zmyśleń, obserwacji i fantazji, jakie narosły wokół egzotycznych krain i dalekich miejsc, spowijając je welonem niesamowitości, baśniową poświatą, wprowadzając je bardziej w rejon sennego marzenia niż geograficznie mierzalnej przestrzeni. Prawdziwy kult krów w Indiach sąsiaduje tutaj z doniesieniami o ludziach bez głów, z oczami umieszczonymi w brzuchach, a osobliwości stroju z nieprawdopodobnymi umiejętnościami. Uderza wspólna wibracja barw i dźwięków, którą podświadomie wyczuwamy, okazuje się, że nie my jedyni. Sos może smakować na niebiesko, nuta dźwięczeć błękitem. „Malarstwo, powiedział Artur G. Dove, to „muzyka oczu”. Zmysły współdziałają w odbiorze rzeczywistości, wspierają się i wzajemnie wzmacniają, by nasze odczucia były jak najpełniejsze, najbogatsze. Legenda kamieni, występująca w wielu kulturach, i tutaj też zostaje przywołana, a wraz z nią pytania o to, czy kamienie przynoszą szczęście, a może pecha, czy człowiek może zmienić się w kamień lub też z niego się narodzić? Przegląd religii i kultów, jak na przykład candomble, to fascynująca podróż przez wieki ludzkiej wyobraźni, potrzeby wiary i opieki nadprzyrodzonych bóstw, których siła, moc, zostają skumulowane choćby i w kamieniu, by służyć człowiekowi. Wędrują ludzie, a z nimi myśli i podania. Wędrują ptaki, muskają skrzydłami puszyste obłoki. Wędrują po świecie nasiona pomarańczy, z Azji do Europy i Ameryki, jedne z najsmaczniejszych i najbardziej orzeźwiających owoców, odkąd „Jowisz podarował pomarańczę Junonie w dniu ich zaślubin, jako symbol wiecznej miłości”. Z przyrodą wiążą się piękne, a niekiedy i złowieszcze mity. Skąd się biorą, co każe ludziom ożywiać naturę, przydawać jej niezwyczajnych mocy i właściwości, zamieniać w symbole, czytelne dla współczesnych równie mocno, co dla ich przodków sprzed lat? W trakcie lektury tych niecodziennych, zadziwiających wyimków nie sposób o tym nie myśleć, nie śledzić ciągów kulturowych związanych z konkretnymi pojęciami, zjawiskami. To nasze dziedzictwo, przejmujemy je, często bezmyślnie, powtarzamy gesty, związki frazeologiczne, alegorie i sygnatury bez próby wnikania w ich pochodzenie, sens i istotę. A szkoda, gdyż to ciągłość i wynikanie buduje kulturowy, międzypokoleniowy szlak, jakim podążamy. „Duchy ptaków” czyta się trochę jak fragmenty baśni, a trochę jak zapiski ludzi, którzy, nie mając możliwości zbadać, dotknąć i doświadczyć pewnych zjawisk, budowali sobie ich wizję, składając misternie dochodzące skądinąd plotki i informacje, by stworzyć z nich spójny obraz, znaczący coś więcej niźli tylko nagi fakt, coś, co posiada ukrytą tajemnicę, dzięki której staje się godne pożądania i poznania. Niektóre z opowieści są nam już wcześniej znane w mniej więcej podobnej formie, jednak większość stanowi novum i doprawdy potrafi wywołać niezły zawrót głowy. Widać, że ludzkiej wyobraźni obce są jakiekolwiek granice, że potrafi przekraczać nieprzekraczalne. „Duchów ptaków” się nie pochłania, o nie! Można by się wówczas zadławić, przejeść, niczego przy tym z lektury nie wynosząc. To deser do powolnego smakowania, do zanurzania się pomału w atmosferę dawnego czasu, ówczesnej myśli, w oniryzm sennego marzenia albo w odwieczny byt mitu. Tak wyobrażano sobie wielkość świata, natury i ludzkiego stworzenia, tak czczono to, co człowieka otaczało, na jego oczach stawało się i przemijało. Lubimy mieć na wszystko wytłumaczenie, szukamy go więc albo stwarzamy w wyobraźni. Tak jest teraz, tak było i w starożytności, w średniowieczu i kolejnych epokach. Zachwyt nad światem zwielokrotniały jego tajemnice, medytując nad nimi odkrywaliśmy także siebie, jako cząstkę tego ogromnego, a mimo to idealnie zgranego organizmu. Autor prezentuje nam różne style i formy, ich rozmaitość cieszy. Od poezji do kronikarskiego zapisu, od przysłowia po ocalałe fragmenty z ksiąg zaroastriańskich. Zalecam spokojny spacer, niekoniecznie linearny, można wybrać trasę zupełnie dowolną i cieszyć się niezapomnianymi krajobrazami w wybitnie szerokokątnej perspektywie. Za egzemplarz książki dziękuję: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na82 miesiące temu

Cytaty z książki Miotła i krzyż. Kultura sprzątania w dawnej Holandii, albo historia pewnej obsesji.