Parenteza

Okładka książki Parenteza autora Elodie Durand, 9788361762058
Okładka książki Parenteza
Elodie Durand Wydawnictwo: Post komiksy
224 str. 3 godz. 44 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
La Parenthèse
Data wydania:
2012-02-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-02-01
Liczba stron:
224
Czas czytania
3 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-61762-05-8
Tłumacz:
Wojciech Prażuch
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Parenteza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Parenteza



książek na półce przeczytane 1626 napisanych opinii 1292

Oceny książki Parenteza

Średnia ocen
7,9 / 10
85 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Parenteza

avatar
270
269

Na półkach: , ,

Dlaczego tak mało się o tym mówi. Dlaczego nie ma wielu książek o epilepsji. O tej iskrze, która powoduje zwarcie. Bohaterka zastanawia się, skąd ona się bierze. Czemu znikąd? Przy pomocy obrazów próbuje opowiedzieć o epilepsji, o życiu z nią i w cieniu choroby, o bezradności wobec niej. O tym jak wyglądają ataki. O utracie poczucia czasu. O życiu, które kręci się wokół choroby. Komiks pełen niepokoju. Jednymi marzeniu dziewczyny było, by to się w końcu skończyło. Głowa stała się jej wrogiem. Zapadała się w sobie. Miała poczucie pustki, zaniki pamięci i poczucie, że traci siebie.
Minimalistyczny. Gęsty fabularnie. Ilustracje czarno-białe. Nastrój przekazany za pomocą kreski. Czasem brzydkie, nieporadne. Czasem są precyzyjne, czasem rozedrgane, czasem upiorne. Kreski doskonale oddają nastroje. Zmagania z chorobą, z diagnozą, poszukiwanie siebie i odnajdywanie w tym całym galimatiasie.
Bardzo ciekawa rzecz.

Dlaczego tak mało się o tym mówi. Dlaczego nie ma wielu książek o epilepsji. O tej iskrze, która powoduje zwarcie. Bohaterka zastanawia się, skąd ona się bierze. Czemu znikąd? Przy pomocy obrazów próbuje opowiedzieć o epilepsji, o życiu z nią i w cieniu choroby, o bezradności wobec niej. O tym jak wyglądają ataki. O utracie poczucia czasu. O życiu, które kręci się wokół...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
415
228

Na półkach:

Historia choroby. Komiks z prostą kreską, który pozwala choć trochę poczuć, czym może być zmaganie się z chorobą, której bohaterka często nie odczuwa bezpośrednio. Jednak niepamięć, zapominanie, utrata pamięci/wiedzy pokazuje, że pamięć to nasza świadomość, bez niej nasze życie to jedynie bytowanie zawieszone w próżni. Warto.

Historia choroby. Komiks z prostą kreską, który pozwala choć trochę poczuć, czym może być zmaganie się z chorobą, której bohaterka często nie odczuwa bezpośrednio. Jednak niepamięć, zapominanie, utrata pamięci/wiedzy pokazuje, że pamięć to nasza świadomość, bez niej nasze życie to jedynie bytowanie zawieszone w próżni. Warto.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2796
2792

Na półkach: , ,

Parenteza to zdanie wtrącone, często w nawiasie, uzupełniające wypowiedź, niekoniecznie powiązane kontekstowo z całością tekstu. I taką funkcję pełnią rysunki wykonane przez autorkę, gdy była chora. Szkice terapeutyczne. W wyjątkowo przejmujący sposób unaoczniające czym jest epilepsja. Książka, którą czyta się jednym tchem, a potem długo myśli na jej temat. Wydawało mi się, że wiem czym jest padaczka. Nie wiedziałam. Nie sądziłam, że ma tak szkodliwe oddziaływanie na umysł człowieka, że potrafi, aż tak zmienić go w istotę uciekającą przed bólem w sen. Niezwykły komiks. Polecam.

Parenteza to zdanie wtrącone, często w nawiasie, uzupełniające wypowiedź, niekoniecznie powiązane kontekstowo z całością tekstu. I taką funkcję pełnią rysunki wykonane przez autorkę, gdy była chora. Szkice terapeutyczne. W wyjątkowo przejmujący sposób unaoczniające czym jest epilepsja. Książka, którą czyta się jednym tchem, a potem długo myśli na jej temat. Wydawało mi się,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

174 użytkowników ma tytuł Parenteza na półkach głównych
  • 103
  • 71
62 użytkowników ma tytuł Parenteza na półkach dodatkowych
  • 18
  • 15
  • 14
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Parenteza

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Habibi Craig Thompson
Habibi
Craig Thompson
Craig Thomson to ciekawy gość jest. Jego głośne „Blankets” było doskonałym autobiograficznym obyczajem. „Żen-szeń” był wyjątkowym, spektakularnym, filozoficznym podręcznikiem rolnictwa. W Habibi mogło się zatem wydarzyć wszystko. I trochę wydarzyło, jeśli mam być szczery. Jest to długaśna przypowieść o chłopcu i dziewczynie wśród islamskiej religii, symboliki i stylu życia. To rozpinającą się na wiele lat, dziejącą się w nie do końca zdefiniowanych czasach opowieść o relacji dwójki ludzi. Relacji wystawionej na wiele prób, bardzo zmiennej, pokazującej jak różne funkcje przybieramy względem drugiej osoby na różnych etapach życia i w różnych sytuacjach. Z początku komiks wydawał mi się patchworkiem islamskiej mitologii, symboliki, przypowieści, ciekawostek kulturoznawczych, co mnie skrajnie nudziło i nastawiło dość negatywnie. Jednak z czasem wychodzi tu bardzo wyrazista tożsamość i autonomiczna poetyka tej opowieści. Często sięgająca po elementy humorystyczne, poddająca głoszone prawdy w wątpliwość. Formalnie jest to dzieło sztuki, szokujące poziomem rozplanowania tej historii, jak i poziomem stricte artystycznym. Komiks wplata symbole, kaligrafię, sprytne paralele i mnóstwo elementów islamskiej estetyki w sposób onieśmielająco misterny. W zasadzie ciężko znaleźć tu stronę, która nie demonstruje jakiegoś wyższego pomysłu w układzie kadrów, kompozycji czy ozdobnikach. Motywów jest tu mnóstwo. Walka z przeciwnościami, relacja dwójki ludzi, która potrafi przetrwać wszystko, czasem dość ordynarna ekologia, inicjacja, pożądanie, lęki związane z cielesnością, macierzyństwo. Ostatecznie to dość magiczna podróż, której towarzyszy głębokie poczucie odcięcia od znanego świata i przeniesienia się do innej rzeczywistości. To jeden z tych komiksów, które bardziej wspominam jak miejsce w którym byłem, niż historie którą poznałem. Potężne doświadczenie. Zapraszam na IG: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na81 rok temu
Zaduszki Rutu Modan
Zaduszki
Rutu Modan
Rutu Modan kojarzyłam do tej pory jako ilustratorkę książek. Głównie mojej ukochanej publikacji Tata ucieka z cyrkiem, która powstała we współpracy z Etgarem Keretem. Pisarza uwielbiam, wiec postanowiłam poznać bliżej twórczość twórczyni komiksów. Regina Segal - starsza pani mieszkająca w Izraelu, zabiera swoją wnuczkę do Warszawy. Mika ma pomóc babci w skontaktowaniu się z prawnikiem i odzyskaniu majątku utraconego w okresie II wojny światowej. Sprawa wydaje się z pozoru łatwa. Z pozoru... Bo starsza pani coś ukrywa, podaje strzępki informacji. Regina Segal zaczyna zachowywać się dziwnie, jakby w ogóle nie zależało jej na odzyskaniu nieruchomości. Mika zaczyna odkrywać Warszawę na własną rękę. Ale także sekrety seniorki rodu. Akcja całej historii rozgrywa się przed Zaduszkami. To opowieść o rodzinie, miłości i tajemnicach. Wszystko przedstawione jest z humorem, dystansem oraz refleksją nad relacjami w rodzinie, pomiędzy Polakami a Żydami, pomiędzy ludźmi w ogóle. Autorka porusza są dość dwuznaczne sytuacje moralne - w kontaktach pomiędzy ludźmi, ale także dotyczących odzyskiwania mienia straconego przez zawieruchę wojenną. Jest to sytuacja trudna dla nowych jak i starych właścicieli. Autorka stworzyła ciekawy komiks zawierający retrospekcje ze wspomnień Reginy, jest pełen zwrotów akcji, ważnych relacji, z wielowymiarowymi postaciami. Regina Segal nie jest miłą staruszką, to osoba zdeterminowana, pewna siebie, uparta, która chce postawić na swoim... różnymi sposobami. Mika pokazana jest jako młoda, prężna i zaradna osoba, która w Warszawie poznaje przystojnego przewodnika. Obserwujemy rodzące się między nimi uczucie, fascynację... Delikatna i krucha relacja, którą łatwo można zepsuć. Publikacja, którą warto poznać.
Apo - awatar Apo
ocenił na81 rok temu
Opowieści z najdalszych przedmieść Shaun Tan
Opowieści z najdalszych przedmieść
Shaun Tan
Być może to jest książka dla dzieci... ale innych dzieci. Ukrytych. Może nawet samotnych. To świat widziany ich oczyma: niezwykły, tajemniczy, dziwny i zagadkowy. Jednak pełen pokrętnej logiki, tej o której nie piszą filozofowie. Świat przedmieść pełnych magii. Nikt się o nią nie potyka, nikt nie natrafia. Ją widzi się stojąc przez chwilę z boku. Kto chociaż raz tak widział świat, już nie będzie mógł widzieć go innym. Shaun Tan daje nam odrobinę wglądu w to jak jego "dziecko" widzi najdalsze przedmieścia. To niezwykle utalentowany artysta, który potrafi uchwycić obrazy i zapisać je, zarysować, namalować w swoich niezwykłych książkach. Je się po prostu kontempluje. Historyjki wydają się absurdalne, pozbawione sensu... symboliczne. Czy to paralele? Czy to wizja trzeciego oka? Patrzenie sercem? Sięga po różne środki wyrazu ni to komiksy, grafiki, obrazy, artykuły w prasie... tak bardzo różnorodne. Nawet spis rzeczy jest niezwykły... to kolekcja znaczków! Najbardziej podobało mi się "w gotowości lecz bez trwogi". Piękne przesłanie pacyfistyczne. Rysuneczki kotów tu i ówdzie. Liryczny "deszcz w oddali", pieskie "CZUWANIE". Piękne opowiedziane i narysowane "Eryk", kończące się zostawioną karteczką "Dziekuję za wspaniałe chwile", pośród ogrodu niby-roślin i niby-kwiatów. Nawet wklejka jest unikatowa i da się czytać/oglądać. To książka do której będę wracać, kiedy zmęczy mnie świat takim jakim chcą go widzieć inni.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na81 rok temu
Pjongjang Guy Delisle
Pjongjang
Guy Delisle
Książka bardzo lekka i z humorem opisuje pobyt autora w Korei Północnej. Było ciekawie poczytać te sprawozdanie aczkolwiek książka ma już 20 lat więc ktokolwiek kto już coś przeczytał lub obejrzał o Korei nie będzie niczym za bardzo zaskoczony. Przypuszczam, że była bardziej pasjonującą lekturą kiedy się ukazała. Niestety autor opisuje tylko to co mu zostało pokazane. Co jest zrozumiałe bo nie miał innej możliwości. Ale właśnie ze względu na to nie ma tu żadnych niespodzianek. Nic się nie dowiemy o Korei spoza obrazu stolicy, który pokazał mu tamtejszy reżim. A pokazuje to samo każdemu. Aczkolwiek to co widzi opisuje bardzo ciekawie. W pewnym momencie już następuje taka nuda. Ponieważ świat, w którym autor się porusza jest jakby światem równoległym, oderwanym kompletnie od normalnego świata i rzeczywistości. Niczym sen. Chodzi ciągle pomiędzy tymi samymi, jedynymi miejscami, które są dozwolone. Z reguły są też opustoszałe i do tego ma do czynienia ciągle z tymi samymi ludźmi, którzy nie mogą pozwolić mu na swobodne poruszanie się i tylko bombardują go propagandą cały czas. Jakby utknął w jakiejś pętli sennej. Przez to pod koniec już trochę nie chce się czytać o kolejnym już muzeum do którego go wiozą, żeby opowiadać o złych kapitalistach. Smutne. A to tylko obraz obcokrajowca, który jest traktowany jak gość honorowy. Strach pomyśleć jak to wygląda dla zwykłych koreańczyków. Autor porównuje to do książki 1984, którą podarowuje jednemu z przewodników, ale wydaje mi się, że większość Koreańczyków z północy dużo by oddało, żeby ich życie wyglądało tak jak z tej książki bo raczej mają nieporównanie gorzej. Tak jak dla większości ludzi jest to horror, dla nich przypuszczam, że jest to obraz trochę lepszego świata.
Matthew - awatar Matthew
ocenił na71 rok temu
Trzy cienie Cyril Pedrosa
Trzy cienie
Cyril Pedrosa
Są takie dzieła literatury, które zostają z nami na zawsze. Dziś opowiem Wam o jednym z takich właśnie komiksów, który często gości w moich myślach. "Trzy cienie" to było moje pierwsze spotkanie z Cyrilem Pedrosą, byłym animatorem Disneya (m.in. „Dzwonnik z Notre Dame” i „Herkules”). Komiks jest dedykowany jego przyjacielowi i to los syna tego przyjaciela stanowił inspirację tej opowieści. Sam scenariusz to propozycja dla dorosłych czytelników by wybrali się wraz z bohaterami w podróż rodem z baśni i literatury dziecięcej. Motywy znane z klasyki tak fantasy jak i disnejowskich obrazów przeplatają się tutaj z awanturniczymi sekwencjami, realizmem magicznym i tym, bez czego bajki nie mogą się obejść – prawdziwą grozą. Nie chcę psuć Wam zabawy i opisywać fabuły, odkrywanie jej samemu daje tu wiele radości, a baśniowy klimat pięknie kontrastuje z finałem. Strona graficzna „Trzech cieni” to wysmakowana ilustratorsko, przypominająca hity Disneya, niby niechlujna, a zarazem świetnie wyważona kreska. Mieszanie technik stylistycznych urzeka i wprowadza namacalne napięcie. Sceny wędrówki czy sekwencje w lesie, a także nocne momenty po prostu zachwycają. Podobnie jest z panoramą miasteczka, a już sceny, gdzie wieje wiatr, dosłownie pozwalają poczuć go na własnej skórze. Pedrosa znowu czaruje pisząc i szkicują piękną alegoryczną, współczesną baśń. Jest ciepła, a jednocześnie straszna i smuta, taka jaka być powinna. Na minus jeden z mniejszych wątków na samym końcu wydaje się jakiś taki niepotrzebny i przeciągnięty. MOJA OCENA 8️⃣.5️⃣/🔟
Marcin Blind - awatar Marcin Blind
ocenił na81 rok temu
Portugalia Cyril Pedrosa
Portugalia
Cyril Pedrosa
Ta historia przez jakies pierwsze 40 stron nużyła, choć intrygowało mnie co będzie dalej. Lubie cieszyć się ilustracjami i to zdecydowało, żeby czytać dalej. Bo rysunki są tu kapitalne. Często we francuskich i portugalskich plenerach, gdzie dominowały góra trzy, cztery kolory. Zgaszone, trochę brudnawe. Kreska gdzieś tam przypomina mi tę wykorzystywaną w historyjkach o profesorze Filutku i jego psie, które dawno temu drukowane były w "Przekroju". Fabuła na początku zdawała mi się kolejną opowieścią o młodym, niezdecydowanym i pogubionym życiowo mężczyźnie. Tu akurat rysowniku komiksów, który nie radzi sobie z ogarnięciem związku i pracy. Dużo teraz takich książek i filmów. Zachodni mężczyźni w nich to zwykle fajtłapy, nieudacznicy nie wiedzący czego chcą. W miarę czytania "Portugalii" akcenty położone zostają na inne sprawy. Takie, które mnie interesują znacznie bardziej. Pojawiają się tu ciekawe obserwacje na temat emigracji Portugalczyków do Francji. Przede wszystkim jest to opowieść o szukaniu swojej tożsamości i znaczeniu rodziny. Sporo tu nostalgii i melancholii. Mamy świetnie uchwycone zachowania podczas spotkania rodzinnego. Obserwacje na temat mentalności i zwyczajów Portugalczyków i Francuzów. Ich chaotyczności, emocjonalności i lekkości w podejściu do codziennego życia. Znaczenia wychwytujesz nie podczas deklamowanego przez bohatera monologu, lecz właśnie w sumie ścinków rozmow. Fabuła jest prowadzona poprzez scenki i migawki. Rozmówki, dużo krótkich rozmów. Dobrze jest to wszystko połączone i po początkowym pogubieniu łapiesz jak to czytać. Czułem jakbym naprawdę uczestniczył w codziennym życiu południowców i ćwiczył się w chwytaniu tego co najważniejsze pośród zgiełku obrazów i słów. Bardzo to fajne, choć pozostawałem w lekkim oszołomieniu. Ciepło polecam tę 260 stronicową cegiełkę.
Adam - awatar Adam
ocenił na78 miesięcy temu
Rany wylotowe Rutu Modan
Rany wylotowe
Rutu Modan
Są komiksy zupełnie niepozorne. Niby małe, niby krótkie, niby względnie poza kręgiem moich zainteresowań. A robią rzeczy, robią rzeczy tak dobrze, że nie mogę przestać o nich myśleć przez kolejne dni. „Rany wylotowe”, jak się możecie spodziewać po tym wstępie, to jeden z takich komiksów. Główny bohater „Ran wylotowych” jest taksówkarzem w Tel Avivie. Jak na ostatniej płycie pokazał Łona, ciężko znaleźć lepsze źródło historii niż taksówkarzy. Jeśli nie wiecie o czym mówię, to absolutnie ze wszech miar polecam nadrobić płytę “TAXI”, bo jest niemiłosiernie dobra. Ale wracając do tematu: Kobi (czyli właśnie wspomniany bohater) dowiaduje się, że w zamachu bombowym w barze na dworcu autobusowym przed kilkoma tygodniami prawdopodobnie zginął jego ojciec. Mężczyźni ze sobą nie rozmawiali, matka Kobiego nie żyła kilka lat, ale jednak głupio w takiej sytuacji nie dowiedzieć się co jest grane i czy ojczulek rzeczywiście opuścił ten świat na dobre. Sam Kobi to zaskakująco zimny, ciut opryskliwy człowiek, co to niewielu ma przyjaciół, a z ojcem relację miał skomplikowaną. Dopiero po jego rzekomej śmierci dowiaduje się jak wyglądało jego życie przez ostatnie lata. Dowiaduje się rzeczy wszelkich. Dobrych, złych, często trudnych do zrozumienia lub zaakceptowania. Dużo w tym komiksie grzebania w przeszłości, jest też bardzo dużo teraźniejszości, nowych relacji które całkowicie odmieniają człowieka. Postaci występujące w historii robią wrażenie ludzi z krwi i kości. Nieprzewidywalnych, często na pierwszy rzut oka zdefiniowanych, ale zdolnych do zaskakujących przemian. Względnie krótki to komiks, a jakiż on pełny, wyczerpujący, mimo że bardzo otwarty. Daje głębokie poczucie, że wiele wydarzyło się przed nim i wiele wydarzy się po nim, ale w ramach samej opowiedzianej tu historii scenariuszowo wszystko się cudownie klei i satysfakcjonuje. Żywy ten komiks, prawdziwie żywy. Polecam ogromnie. Za egzemplarz i milion złotych za pochlebną recenzję dziękuję wydawnictwu. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na86 miesięcy temu

Cytaty z książki Parenteza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Parenteza