rozwińzwiń

Napoleon fortyfikator

Okładka książki Napoleon fortyfikator autora Waldemar Łysiak, 9788360297537
Okładka książki Napoleon fortyfikator
Waldemar Łysiak Wydawnictwo: Nobilis historia
286 str. 4 godz. 46 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2011-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-09-01
Liczba stron:
286
Czas czytania
4 godz. 46 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360297537
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Napoleon fortyfikator w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Napoleon fortyfikator

Średnia ocen
6,3 / 10
26 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Napoleon fortyfikator

Sortuj:
avatar
610
400

Na półkach: , ,

Tematyka bardzo interesująca bo Autor skupił się na pokazaniu Napoleona jako wielkiego fortyfikatora, a powiem szczerze, że z tej strony jest on mało znany. Z kart książki wyłania się artylerzysta (ukończył m. in. Akademię Wojskową w Paryżu czy też szkołę oficerską artylerii w Auxonne),który wprowadzał w życie nowatorskie koncepcje fortyfikacyjne zapoczątkowane m. in. przez de Montalemberta. Koncentracja i skazamatowane baterie i reduty. Poznajemy konflikt jaki Napoleon toczył z Komitetem Fortyfikacji, poznajemy plany budowy 200 fortów, poznajemy reformę jaką przeprowadził jeżeli chodzi o szkoły fortyfikacji, czy też próbę napisania nowoczesnego podręcznika do nauczania tej dziedziny wiedzy (szkoła w Metz i nieudana próba napisania nowoczesnego podręcznika zlecona Carnotowi). Ostatni rozdział koncentruje się na opisie historii twierdzy w Modlinie (potrzebna Napoleonowi w wojnie z Rosją),której autorstwo przypisywane jest temu wielkiemu wodzowi. Ciekawym dodatkiem jest aneks, w którym przedstawione są krótkie biogramy fortyfikatorów doby napoleońskiej, że wspomnę Haxo, Mallet, Bertrand, Chasseloup-Laubat,Rogniat. Podsumowując: na plus strona graficzna książki, solidne wydanie, bardzo ciekawa tematyka, natomiast na minus styl, chwilami nużące fragmenty co wynika z tego że jest to jednak praca doktorska. Nie polecam osobom szukjącym lektury łatwej i przyjemnej, raczej dla miłośników tematyki militarnej.

Tematyka bardzo interesująca bo Autor skupił się na pokazaniu Napoleona jako wielkiego fortyfikatora, a powiem szczerze, że z tej strony jest on mało znany. Z kart książki wyłania się artylerzysta (ukończył m. in. Akademię Wojskową w Paryżu czy też szkołę oficerską artylerii w Auxonne),który wprowadzał w życie nowatorskie koncepcje fortyfikacyjne zapoczątkowane m. in....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

114 użytkowników ma tytuł Napoleon fortyfikator na półkach głównych
  • 74
  • 39
  • 1
34 użytkowników ma tytuł Napoleon fortyfikator na półkach dodatkowych
  • 26
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Napoleon fortyfikator

Inne książki autora

Waldemar Łysiak
Waldemar Łysiak
Pisarz i publicysta, napoleonista. Urodzony w 1944 roku w Warszawie. Z wykształcenia historyk sztuki i architekt (studia w Rzymie i Warszawie). Na Politechnice Warszawskiej wykładał historię sztuki i cywilizacji, i tam też w 1977 roku obronił pracę doktorską o fortyfikacjach napoleońskich. Autor książek poświęconych sztuce, polityce, powieści. Jego twórczość charakteryzuje ostrość języka (który czasem bywa nawet wulgarny) i jasno zdeklarowane poglądy polityczne. Przeciwnik komunizmu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wielcy generałowie wojen napoleońskich oraz ich bitwy 1805- 1815 Andrew Uffindell
Wielcy generałowie wojen napoleońskich oraz ich bitwy 1805- 1815
Andrew Uffindell
Kolejny problem z książką dotyczącą ulubionej epoki napoleońskiej. Ciężko bowiem zachować obiektywizm w ocenianiu. Pod względem edytorskim jest znakomicie, twarda okładka z kolorową obwolutą, do tego przyjemny dla oka druk. Ale już dyskusyjny jest tytuł i wybór postaci. W historiografii XIX wieku utarło się określać mianem generała dowodzących jednostkami na poziomie dywizji lub brygady. Tymczasem autor poświęca uwagę raczej głównodowodzącym oraz marszałkom, dowodzącym wyższymi związkami taktycznymi bądź operacyjnymi. Autor stara się równomiernie rozdzielić treść książki pomiędzy postacie pochodzące z Anglii, Francji, Rosji, Prus oraz Austrii. Oczywiście warto poznać biogramy dowódców Wielkiej Koalicji, aczkolwiek dobór strony francuskiej jest cokolwiek dyskusyjny. Podobne wątpliwości można mieć przy wprowadzeniu do panteonu sław arcyksięcia Karola Ludwika Habsburga czy marszałka Gebharda Lebrechta von Blüchera, co zapewne wynika z brytyjskiego punktu widzenia. Sam pomysł na książkę: nota biograficzna, rozważanie atutów i słabych stron dowódców, poparte wybranym przykładem przeprowadzonej bitwy – ciekawy i inspirujący. Z jednej strony mam zastrzeżenia do tej pozycji, ale z drugiej pamiętam jak szybko i miło przebiegały moje cykliczne podróże na trasie Wrocław-Opole. A niech tam, niech będzie mocna siódemka :-)
Kedar - awatar Kedar
ocenił na75 lat temu
Empireum Tom I Waldemar Łysiak
Empireum Tom I
Waldemar Łysiak
"Empireum" jest kontynuacją "Wyspy zaginionych skarbów", ponieważ bazę ilustracyjną stanowią fragmenty prywatnych zbiorów Autora (tutaj ponad 1100 ilustracji). Pierwsza ilustracją w tomie I jest Matka Boska jako patronka całej edycji. I stanowiła Ona przez wieki u Polaków ilustrację frontyspisową bardzo częstą. Patronka naszego rodu, gdzie katolicyzm był fundamentem, "tak jak Chrystianizm w ogóle był fundamentem, budulcem i spoiwem średniowiecznej tudzież nowożytnej Europy." [str. 6] Pełny tytuł niniejszej książki to "Patriotyczne Empireum Bibliofilstwa, czyli przewodnik po terenach łowieckich Bibliofilandii tudzież sąsiednich mocarstw". I każdy wyraz tego tytułu jest uzasadniony i w pełnym wymiarze zapowiada treść obu tomów. Jednym z ostatnich bastionów patriotyzmu jest właśnie bibliofilstwo, a zbieranie drukowanych reliktów narodowych stanowi przede wszystkim kultywowanie tradycji ojczyźnianej, a każdy bibliofil zostaje "pielęgniarzem zanikającej cnoty miłowania Macierzy, prywatnym kustoszem cennych pieczęci plemiennego dorobku." [str. 8] Pozycja podzielona jest na 5 rozdziałów. W pierwszym Waldemar Łysiak podaje definicje, bibliofila, bibliofilstwa i bibliomaniaka, weryfikuje je oraz dowodzi, że wbrew licznym źródłom, pokazanie różnic między bibliofilem a bibliomaniakiem "jest głupsze niż dzielenie włosa na czworo - jest absurdem tout court." [str. 15] Każdy więc bibliofil ma coś z bibliomaniaka. Przywołuje też znakomity wiersz Juliana Tuwim "Zakochany bibliofil", gdzie mowa jest o tym, że erotyczna pasja bibliofilska może być silniejsza od łóżkowej. Łysiak twierdzi również, że prawdziwe bibliofilstwo jest nie tylko zamiłowaniem, ale też dziedziną naukową i wymaga ogromnej wiedzy interdyscyplinarnej: historycznej, artystycznej, bibliograficznej, rzemieślniczej, literackiej. I tudzież zgadzam się z Autorem, bo nie sztuka, idąc za "modą" kupić sobie na aukcji jakiś pierwodruk, a potem odłożyć go na półkę. Do tego potrzeba jeszcze wiedzy i pasji, choć jest to hobby bardzo kosztowe. Drugi rozdział poświęcony jest oprawom oraz sztuce imperatorskiej. Łysiak podaje tu fachowe słownictwo oraz prezentuje piękne dawne oprawy na ilustracjach. Dech zapiera! Nie widziałam jeszcze takiej pozycji, gdzie w tak przepiękny sposób zostało to pokazane i opisane. "Introligatorstwo, jak każdy artystyczny kunszt, ma swoją długą historię, swoje nurty, swoje sekrety i emblematy, swoją bogatą terminologię branżową, różnorodność materiałową, specyfikę warsztatową, i nawet zasługi w kształtowaniu potocznego języka." [str. 90] Jak się patrzy na oprawę niektórych książek, to rzeczywiście można powiedzieć "oprawa artystyczna", a nawet małe dzieło sztuki. W rozdziale III Pan Łysiak przypomina o dziale bibliofilstwa jakimi jest zbieractwo cymesików patriotycznych z XIX wieku, czyli między innymi książeczek wydawanych "dla dziatwy" po kryjomu w czasie zaborów. Aby w domowym zaciszu wychowanie patriotycznie nie umarło. A "pomocami naukowymi" były tu rozliczne bibeloty, panoplie, ikonografia przypominająca dzielnych przodków, a nawet gry planszowe nawiązujące do zwycięskich bitew Polaków. I tutaj Autor podkreśla ogromny wkład wszystkich mam, ciotek i babć, czyli kobiet, które krzewiły w cichych domostwach waleczny patriotyzm, "a 'kadra dydaktyczna' była równie sfeminizowana co dzisiejsza etatowa." [str. 141] Nie tylko zresztą Waldemar Łysiak zauważa wkład Polek, które stymulowały geny patriotyczne i uczyły bohaterskiej historii nieistniejącego już państwa oraz szczepiły głód wolności. "Wszyscy polscy rymotwórcy Romantyzmu bili piórami brawa współobywatelkom" [str. 142] "O, nie zginęła jeszcze Ojczyzna, póki niewiasty tam czują; Bo z ich serca płynie trucizna, która wrogowie się trują!" Wincenty Pol "One rozbudzały i zaszczepiły miłość ojczyzny w sercach synów" F.Boberska Rozdział IV poświęca Łysiak rytuałom bibliofilstwa, jakim jest kolekcjonowanie, zbieranie pierwszych wydań głośnych dzieł. Autor w swojej kolekcji ma ogromny zbiór takich egzemplarzy. Choć, jak sam podkreśla, Jego szczytem marzeń i ukoronowaniem całego zbioru, było zdobycie pierwodruku "Trenów" Jana Kochanowskiego z 1580 roku. Jednak pozostała kolekcja jest również imponująca i rzucająca na kolana. Drugie wydanie "O obrotach sfer niebieskich" Kopernika (Bazylea 1566),świetnie zachowane z oryginalną skórzana oprawą; albo drugie wydanie "Dworzanina polskiego" Ł.Górnickiego (Kraków 1639),w pergaminowej oprawie z epoki; równie unikatowa jest też kolekcja, którą Łysiak zbierał dla swojej córki - literatura dziewczęca doby miedzywojnia lub "młodzieżówki" - pokaźna kolekcja wydań "Ostatniego Mohikanina" i "Przypadków robinsona Krusoe". Następie Autor pisze o książkach łajdackich, za jakie uważa "Kapitał" Marksa i "Protokoły Mędrców Syjonu" oraz o miłym dla serca Autora "piłsudczanach", czyli wszystkiego co ma związek z Marszałkiem, np. wyśmienita kolekcja karykatur. W piątym rozdziale zdradza tajemnice nobilitomanii, czyli herbomanii. Herby, herbarze też są elementem polskiej kultury. Nawiązuje tu do historii, genealogii. Choć jak sam pisze, że zbieranie herbów nie jest jego hobby. "Łowię tutaj tylko rzeczy ślicznie oprawione 'introligatorsko'(ręcznie) lub 'wydawniczo' (maszynowo),w idealnych stanach, i rzeczy bardzo rzadkie, zwłaszcza pośród 'herbarzy kolorowych' (z herbami chromolitografowanymi lub akwarelowymi)." [str.314] Wielu Łysiakowi zarzuca megalomanię, że popisuje się erudycją oraz to, że prezentuje swe poglądy polityczne, historiozoficzne rozważania i przeplata osobistymi impresjami. Gdybym ja miała choć 1/10 (chyba nawet 1/100) tego co uzbierał Pan Łysiak, też bym pękała z dumy i chciałabym to pokazać całemu światu. A co do poglądów politycznych, to boli to pewnie tych, którzy nie do końca mają czyste sumienie, dlatego w taki sposób tylko potrafią atakować. A erudycja Autora jest tu raczej zaletą, a nie wadą. Erudycja, ogromna wiedza, podszyta dodatkowo dawką humoru i ironią oraz ta interdyscyplinarność - za to uwielbiam Pana Łysiaka. I dzięki Bogu istnieją w Polsce jeszcze takie Wydawnictwa, jak Nobilis, które nie liczą tylko na zysk, na największą liczbę sprzedanych egzemplarzy, a wręcz są w stanie włożyć grube pieniądze, a nawet dołożyć do tego, aby wyszyła tak unikatowa pozycja. Jedyna w swoim rodzaju. Swoisty ewenement. "Empireum" uczy patriotyzmu przez reklamę wszelkich gałęzi bibliofilstwa (od zbierania starodruków i szychów, do zbierania książki dziecięcej i pocztówki patriotycznej) (...) Co może gniewać bibliofila ortodoksyjnego (...) Zresztą nie dla niego pisałem "Empireum", lecz głównie dla aspirantów - dla kandydatów na bibliofilów i dla początkujących. Niech się rozsmakują." [str. 8] I udało się Panie Łysiak! U mnie rozbudził Pan zapał i obudził uśpioną pasję do malarstwa. Rozsmakowałam się, a teraz delektuję się tym smakiem.
bibliofilka - awatar bibliofilka
oceniła na1014 lat temu
Empireum Tom II Waldemar Łysiak
Empireum Tom II
Waldemar Łysiak
Wstęp od I tomu otwierało zdjęcie ukazujące książki i czaszkę, które było metaforą ulotności księgozbiorów, gdzie Pan Łysiak ubolewał nad smutnym losem kruchości bibliofilskich sezamów. Wstęp do tomu II otwiera zdjęcie książek z popielniczką, która jest we władaniu Mefistofelesa... Bibliofile dawnych czasów utożsamiali go z "chochlikiem drukarskim", czyli diabełkiem płatającym figle w książkach, zwany też był "Druckteufel"- diabeł drukarski, odkąd ośmieszał księgi "literówkami". "Literówek" dziś w wielu książkach można odnaleźć masę. Dla bibliofila (maniak wyczulonego na typografię) to bardzo ważny (piekielny) problem. Dlatego Łysiak o tym wspomina, ponieważ "boli" go każda "literówka". W pierwszym (szóstym) rozdziale Autor zaczyna od opisu ekslibrisów, czyli znaków własnościowych danego egzemplarza książki, najczęściej ozdobnych, wykonanych w technice graficznej z imieniem i nazwiskiem właściciela księgozbioru lub stylizowanymi inicjałami, lub z nazwą instytucji. Typowy ekslibris jest małą zadrukowaną karteczką przyklejoną do wewnętrznej strony okładki. W prostszej formie może to być np. pieczątka. Posługiwanie się ekslibrisem jest uważane za wyraz wysokiego szacunku i dbałości o książki, jak również wysokich potrzeb kulturalnych ich właściciela. Dlatego Łysiak prezentuje tu swoje zdobycze oraz pisze o historii i najlepszych polskich ekslibrisach. Ponadto zdradza tu i udowadnia historię pewnego wiersza Adama Mickiewicza "Reduty Ordona", czyli jak to naprawdę z tym Ordonem było. Przy okazji prezentuje swoje "Mickiewicziania", czyli wspaniałą kolekcje dzieł wieszcza. Krawiecka projekcja patriotyzmu, czyli drukowano-malowana kostiumologia - tym również zajmuje się bibliofil. Ogólnie mówiąc wszystko co wyszło drukiem o strojach narodowych. Szata historyczna nie tylko zdobiła człowieka, lecz zezwalała identyfikować go narodowo. "Patrzcie panowie! co za śliczny ułan z Warszawy!..." - tak brzmiał napis na jednej z kolorowych litografii, gdzie studenci, mieszczanie podziwiali polski mundur. Następnie Łysiak cytuje znawcę militariów: "Żeby przeszłość narodu ukochać i z niej czerpać natchnienie, trzeba ją znać, i to we wszystkich szczegółach, wśród których zewnętrzny wygląd żołnierza zajmuje miejsce wcale niepoślednie, gdyż odzwierciedla charakter danej epoki, wiernie przechwalając pierwiastki narodowe". [str. 460] Pięknie powiedziane, warto o tym pamiętać dziś, gdzie z reguły głównym strojem są dżinsy lub garnitur. A przynajmniej pooglądać przecudne cymesy, litografie, akwaforty, miedzioryty przedstawiające stroje, kostiumy i szaty. Kolejny rozdział trzeci (ósmy) w pisaniu sprawił chyba Panu Łysiakowi ogromną przyjemność. Dotyczy bowiem ukochanej przez niego postaci - Napoleona Bonaparte. Jako zagorzały bonapartysta zbierał wszelkie "napoleonianiaki". Kolekcja imponująca! Książki, książeczki, albumy, albumiki, układanki, pieniądze, pocztówki, butelki w kształcie popiersia Cesarza, talerze, porcelana sprzed 1814 roku, wazy et cetera, et cetera. Ponadto opowiada o kolejnej zdobyczy, już może nie bibliofilskiej, a malarskiej. Gdzie po 22 latach poszukiwań, spełnił swoje marzenie. Obraz "Zamilkła bateria Samosierry" Wojciecha Kossaka stał się jego własnością. Encyklopedie - Alchemia podręcznej wiedzy. Co można było zrobić, przed I Wojną Światową, kiedy nie było internetu, telewizji, ani radia, aby poszerzyć swoją wiedzę o ludzkości i świecie? Ano być skazanym na ilustracje i teksty drukowane. A wysp tego rodzaju prac (encyklopedii, słowników, albumów) na początku XX wieku był ogromny. Waldemar Łysiak prezentuje tu wszelakie encyklopedie, pisze o wydaniach, o tym co w nich było, a raczej czego lub jakich postaci w nich nie było. Twierdzi również, że zbieranie encyklopedii jest to dość rzadka pasja bibliofilska, ponieważ wymaga obszernego mieszkania, bo takie tomy mogą zająć 'kilometry' półek. A co to jest encyklopedia? "Prosta odpowiedź brzmi: to jest taka książka, dzięki której żaden człowiek nie musi nosić w mózgu całej ludzkiej wiedzy; wystarczy sięgnąć, otworzyć i przeczytać." [str. 534] Potwierdza to przykładem, jak to pewien profesor zapytał kiedyś Einsteina; -Panie Einstein, czy wie pan co oznacza wzór E=mc2? -Nie pamiętam. Lecz pamiętam gdzie stoi książka, w której mogę to sprawdzić - odparł Geniusz. "Istnieje także bibliofilstwo 'nutowe'. Zbiera się nuty (kompozycje muzyczne, melodie) towarzyszące tekstom pieśni, czyli śpiewniki muzyczne. Są one rzeczą bardzo ważną w historii każdego narodu." [str.572] Śpiewniki mogą być kościelne, ludowe, wojskowe, patriotyczne, rozrywkowe. Oczywiście ulubionymi śpiewnikami Autora są patriotyczne, zebrał ich niemałą kolekcję. Choć posiada też unikatowe średniowieczne mszały (regulaminy liturgiczne). Cóż mogę więcej napisać o tej pozycji? Na pewno nie jest to recenzja, opisałam tylko pokrótce rozdziały, ale to tylko namiastka treści, obrazów, ilustracji. Dlatego na koniec posłużę się notką z Wydawnictwa Nobilis: "To fascynujące dzieło o polskiej kulturze, historii i tradycji widzianych przez pryzmat kolekcjonerstwa traktowanego jako bastion patriotyzmu. Humanizm Renesansu i legenda Piłsudskiego, powstania narodowowyzwoleńcze i Kresy wschodnie, mitologia Romantyzm i sarmackość, herbomania i dawne krajoznawstwo, antytotalitaryzm i sekrety sztuki, falsyfikaty i apokryfy, Napoleonizm i zabytkowość, jak również inne pasjonujące kwestie ojczyźniane rozpatrywane przez autora - tworzą swoistą literacką katedrę chwały minionej polskości, pełną blasku, lecz i nie wolną od cieni, którym Łysiak nie pobłaża." http://sokrates0313.blogspot.com/2011/08/empireum-tom-ii-waldemar-ysiak.html
bibliofilka - awatar bibliofilka
oceniła na1014 lat temu
Książę Jeremi Wiśniowiecki Romuald Romański
Książę Jeremi Wiśniowiecki
Romuald Romański
To w zasadzie nie tyle biografia jako taka, co esej poświęcony księciu Jeremiemu Wiśniowieckiemu. Takie było zresztą zmierzenie Autora i w taki sposób należy tę książkę oceniać. Jako esej spełnia wszelkie oczekiwania stawiane przed tym gatunkiem literackim: napisany płynnym, potoczystym językiem, obfituje w anegdoty i ciekawostki obyczajowe, czyta się bardzo dobrze. R. Romański nie cofa się przy tym przed formułowaniem własnych, odważnych i często niepoprawnych politycznie ocen i opinii na temat sterników polityki polskiej doby powstania Chmielnickiego, ówczesnej sytuacji oraz możliwych sposobów działania (z których, zdaniem Autora, najczęściej z takich czy innych powodów – które stara się zresztą wyjaśnić - wybierano te najgorsze i najbardziej krótkowzroczne). To ważne zalety pracy. Można też jednak wskazać pewne minusy: zbyt częste i zbyt obszerne dygresje, niejednokrotnie pozbawione bezpośredniego związku z postacią księcia Jaremy, zbyt obficie używane w tekście współczesne, niewyszukane kolokwializmy, omijanie pewnych kwestii (np. w jaki sposób zaginęły na Świętym Krzyżu doczesne szczątki księcia – jeżeli nawet nic konkretnego na ten temat nie wiadomo, to jednak istnieją chyba jakieś poszlaki czy hipotezy?),wreszcie całkowity brak aparatu naukowego. Owszem, w pracy popularyzatorskiej Autor nie ma obowiązku takowego zamieszczać, ponieważ jednak biografii Jeremiego Wiśniowieckiego oraz opracowań na temat powstania 1648 r. napisano całkiem sporo, a R. Romański niejednokrotnie polemizuje z ich wskazywanymi imiennie twórcami, przydałaby się chociażby bibliografia. Niezależnie od tych uwag, powtórzę – czyta się bardzo dobrze.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na81 rok temu
Psków 1581-1582 Dariusz Kupisz
Psków 1581-1582
Dariusz Kupisz
Jest dobrze, chociaż Psków wydaje mi się być pozycją nieco słabszą od 'Połocka' tegoż autora. Może to po prostu kwestia tego, że kampania pskowska nie była już tak udana i tak dobrze zaplanowana jak ta poprzednia? Konstrukcyjną wadą jest już natomiast fakt, że Kupisz przepisał spore fragmenty tekstu o armii z jednej pozycji do drugiej. Takiego postępowania nie lubimy. Nieco gorzej jest także w kwestii graficznej, dostajemy o wiele mniej map ( choć ważne że są) a i ilustracje wydają się już widziane, niektóre niepotrzebnie są powiększone na całą stronę, choć niczym się nie wyróżniają, inne z kolei wyraźnie źle umieszczono na planszy, marnując sporo miejsca. No ale to już raczej wina redaktora czy grafika a nie autora. Winą i autora i redaktora jest już za to na pewno koszmarna wpada pod koniec książki, gdzie ewidentnie uciekło z tekstu jedno czy kilka zdań odnośnie polskich strat, i zamiast nich są trzy kropeczki! Nie wiem czy autor chciał tu jeszcze coś dopisać, obliczyć i nie zdążył czy coś nawaliło w pliku. No ale taka rzecz nie powinna przejść niezauważenie. Błędem innego rodzaju wydają mi się także złe wyliczenia na temat strat Pskowian - autor wielokrotnie pisze, że w czasie walk bywały one dużo wyższe niż polskie, tymczasem suma tych strat wychodzi mu jakaś dziwnie niska... Ogólnie jest to jednak bardzo dobra praca, którą wszystkim polecam :)
Mazin82 - awatar Mazin82
ocenił na76 lat temu
Lata wojen Peter Englund
Lata wojen
Peter Englund
Modelowa historyczna książka popularnonaukowa. Autor przedstawia kluczowy okres w historii Szwecji, czyli lata 1625 – 1656, wybierając sobie za bohatera Erika Jönssona Dahlberga, późniejszą ważną postać z historii tego kraju. Nie jest to przy tym biografia czy podręcznik historii politycznej, czy nawet esej bądź publicystyka historyczna. Najlepszą definicją byłoby określenie tej pozycji, jako popularnonaukowej monografii XVII-wiecznej wojny, sposobów jej prowadzenia i konsekwencji. Pokazując losy bohatera, Erika - na razie Jönssona, autor wyjaśniając tło wydarzeń omawia genezę i przyczyny wojny trzydziestoletniej, jej przebieg, główne bitwy, rokowania pokojowe, a przede wszystkim wojenne realia, z lubością pomijane przez historyków. Gdy Erik lub inne postacie bądź wydarzenia historyczne stykają się z jakimś problemem, autor opisuje jak sobie radzono z nim w XVII wieku (np. edukacja dzieci, ówczesne zwyczaje żywieniowe, stroje, działanie poczty, logistyka transportów wojskowych etc.). Zasadniczo kulisy treści ograniczają się do basenu Morza Śródziemnego oraz krajów zaangażowanych w wojnę trzydziestoletnią (i Rzeczpospolitej Obojga Narodów),ale są krótkie wypady do Nowego Świata, Stambułu czy wybrzeży Afryki. Książka rozpoczyna się odpisu bitwy pod Warszawą, niezbyt miłego oczom czytelników przyzwyczajonych do bogoojczyźnianego stylu pisania o wojnach naszych przodków (ani naszym wikipedystom, którzy nie chcą się przyznać do przegranej w tej batalii). Pokazuje archaiczność ówczesnego modelu polskiej wojskowości, w tym husarii, wielbionej przez fanów polityki historycznej. Autor trafnie zauważył, że zarówno ta formacja,jak i reszta polskiej kawalerii sprawdzała się w walkach z wrogami ze wschodu (Tatarzy, Turcy, Moskwa),ale już nie z zachodnimi (i istotnie, poza Kircholmem i małą bitwą pod Trzcianą nasza konnica nie radziła sobie ze Szwedami). Wbrew niektórym opiniom Englund nie oszczędza swoich rodaków. System polityczno-ekonomiczny Szwecji był delikatnie mówiąc daleki od ideału. Armia wcale tak dobrze nie wyekwipowana ani zorganizowana (aczkolwiek lepiej od naszej oraz habsburskiej),a jej dowódcy byli przede wszystkim pazerni na łupy. Opis wygranych bitew nie pokazuje „chwały szwedzkiego oręża”, tylko „krew pot i łzy” na polu walki oraz ogromną niekompetencję dowódców stron przeciwnych. Zamiast zalewu nazw i nazwisk mnóstwo łatwo przyswajanych informacji – np. o tym, że większość strat wśród żołnierzy była spowodowana chorobami i dezercjami, a nie śmiercią na polu bitwy, trupy były odzierane z odzieży i wszystkiego co wartościowe, w szwedzkiej armii tylko 1 na 12 żołnierzy pochodził z terenu tego kraju (w którym nota bene nie było pańszczyzny),a w riksdagu swoje przedstawicielstwo mieli nawet chłopi, królowa Krystyna nie była ani ładna ani romantyczna, ani cnotliwa, geneza szwedzkiego pieczywa chrupkiego miała bardzo przyziemny charakter, zdobyte armaty często były bezwartościowe z uwagi na inny kaliber kul, a Wiedeń był wówczas dużo mniejszy od Pragi. Natomiast, o czym autor nie pisze wprost, jednym w czym ówczesna Szwecja górowała nad resztą krajów europejskich był stosunkowo łatwy awans do elity. I dla ludzi wywodzących się z chłopstwa, jak bohater książki jak i dla obcych oficerów (głównie Niemców),kupców i przemysłowców (głównie Holendrów),później przeważnie uszlachcanych. I te różnice w kompetencjach m.in. dowódców czy organizatorów funkcjonowania armii były tak naprawdę siłą ówczesnego kraju Trzech Koron. To wszystko pokazuje bardzo dobre rozłożenie akcentów pomiędzy historię elit, a całej reszty ówczesnych społeczeństw. Ale w beczce miodu jest i łyżka dziegciu. Przekład tragiczny pod względem kulturowym i fatalna redakcja. Tłumacz nie wiedział, a wydawca nie sprawdził, że m.in. Brünn to nic innego jak morawskie Brno. Trier to Trewir, a Regensburg to Ratyzbona. Lewobrzeżna Praga to Mala Strana, a nie Małe Miejsce, a "Dyna" to po polsku Dźwina, uchodząca do Bałtyku w Rydze (i bitwa nad Dźwiną a nie pod Dyną). Źle wygląda nie stosowanie imion i nazwisk części panujących zgodnie z obowiązująca u nas tradycją. Czyli jest jeszcze cesarz Ferdynand II i III, ale zamiast Jerzego Rakoczego pojawia się … Georg (jeśli już to powinien występować jako György) Rakoczi, zamiast elektora saskiego Jana Jerzego – Johan Georg von Sachsen, a w miejsce elektora brandenburskiego Jerzego Wilhelma – Georg Wilhelm von Brandenburg. Książęta Kolonii i Moguncji byli arcybiskupami tych archidiecezji, a nie władcami. W husarii służyli husarze, a nie huzarzy, którzy posługiwali się nie lancami, a znacznie dłuższymi kopiami itd. Nie wystarczy znać język, trzeba bardzo dobrze rozumieć treść tłumaczonego dzieła. Brakuje też objaśnień wielu terminów czy wyjaśnień związanych z nazwami geograficznymi czy poszczególnymi postaciami historycznymi. To wszystko wpływa niestety na ocenę całości. Tym niemniej książkę, mimo jej solidnej objętości (800 storn) pochłania się szybko i z dużą satysfakcją. Tym bardziej, że odbrązawia dawne „sztuki” – zarówno wojenną, jak i dyplomatyczną.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na83 lata temu

Cytaty z książki Napoleon fortyfikator

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Napoleon fortyfikator


Ciekawostki historyczne