Koktajl z paragrafów

Okładka książki Koktajl z paragrafów autora Jacek Dubois, 9788325527242
Okładka książki Koktajl z paragrafów
Jacek Dubois Wydawnictwo: C. H. Beck publicystyka literacka, eseje
218 str. 3 godz. 38 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Data wydania:
2011-04-19
Data 1. wyd. pol.:
2011-04-19
Liczba stron:
218
Czas czytania
3 godz. 38 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-255-2724-2
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Koktajl z paragrafów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Koktajl z paragrafów

Średnia ocen
7,1 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Koktajl z paragrafów

avatar
120
42

Na półkach:

Świetna książka! Chociaż niektóre żarty i aluzje zrozumieją tylko prawnicy. Fragment o kobiecie w ciąży skazanej na karę pozbawienia wolności skradł moje serce!🤪🤪😆😆

Świetna książka! Chociaż niektóre żarty i aluzje zrozumieją tylko prawnicy. Fragment o kobiecie w ciąży skazanej na karę pozbawienia wolności skradł moje serce!🤪🤪😆😆

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
215
59

Na półkach:

Zbiór zabawnych anegdot z życia prawnika-adwokata oraz porady na temat organizacji funkcjonowania w zawodzie i opanowaniu sztuki retoryki i skutecznych przemów.

Zbiór zabawnych anegdot z życia prawnika-adwokata oraz porady na temat organizacji funkcjonowania w zawodzie i opanowaniu sztuki retoryki i skutecznych przemów.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
296
22

Na półkach:

książka bardzo dobra, aczkolwiek kilka historii powtarza się

książka bardzo dobra, aczkolwiek kilka historii powtarza się

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Koktajl z paragrafów na półkach głównych
  • 50
  • 32
12 użytkowników ma tytuł Koktajl z paragrafów na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Koktajl z paragrafów

Inne książki autora

Jacek Dubois
Jacek Dubois
Jacek Dubois ? urodzony 17.05.1962 r. w Warszawie. Adwokat, wspólnik w Kancelarii Adwokackiej "Pociej, Dubois i Wspólnicy" Sp. j.. Specjalizuje się w prawie karnym oraz sprawach z zakresu dóbr osobistych. W swojej praktyce był obrońcą lub oskarżycielem posiłkowym w kilkuset sprawach karnych. Jest członkiem wielu Rad Nadzorczych spółek prawa handlowego i fundacji. W czasie wolnym od wykonywania zawodu zajmuje się literaturą. Jacek Dubois jest również autorem słuchowisk radiowych i felietonów, których publikacje znajdują się w czasopismach: "On", "Zwierciadło", "Home & Market", "Gentleman", "Les Echos de Pologne", "Gazeta Finansowa", "Edukacja Prawnicza".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych Julian Baggini
Żuk w pudełku oraz 99 innych eksperymentów myślowych
Julian Baggini
Generalnie zgadzam się ze słabszymi ocenami, to nie jest żadna wybitna książka. Powiedziałbym nawet, że jest dosyć słaba. Niektóre eksperymenty myślowe czy dylematy moralne mogłyby być ciekawe ale są bardzo pobieżnie omówione i nie za bardzo tam czuć jakieś głębokie przemyślenia ;) No nie jest to forma rozkminiania dylematów filozoficznych, do której byłbym przyzwyczajony (wolę raczej coś głębszego). Ale jako czysta rozrywka do szybkiej konsumpcji książka nie byłaby może zła, jednak odsłuchałem ją zamiast przeczytać i myślę, że to był błąd - akurat tą książkę lepiej by się czytało, a tak to leciała z tematami, chwilkę się człowiek zagapi, już umknęła mu cała historia - oczywiście cofałem ale gdyby czytać, nie byłoby tych problemów... Ogólnie jednak wolę głębsze książki, ta była taka "tabloidowa"... Ale mi się nie podoba treść tej recenzji, jakoś zawile napisałem ale trudno było przekazać wprost to co myślę :D To jest po prostu tak, że jest krótko przedstawiona historia, jeszcze krócej jakieś wnioski, czasem pytanie filozoficzne. Koniec. I dalej. Brakuje mi tu najbardziej rozwinięcia tej części filozoficznych rozważań - te kilka haseł (bo tak to można nazwać) przy każdej historii to za mało, moim zdaniem zmarnowany potencjał... ...co nie znaczy że nic z niej nie wyniosę. Na temat kilku poruszonych kwestii, chciałbym coś dodać: "20. Skazana na życie": "Kto wie, czy nie oszukujemy samych siebie, traktując jako problem to, że życie jest za krótkie. Ponieważ nie mamy wpływu na jego długość, dramat jego ulotności nie jest naszą winą. Trudniej jest przyznać, że spoczywa na nas odpowiedzialność za to, jaki użytek zrobimy z przysługującego nam czasu. Być może więc zamiast: „gdybym tylko miał więcej czasu”, powinniśmy zacząć myśleć: „gdybym tylko lepiej spożytkował czas, który mam”." - skłania do przemyśleń ;) "29. Jego życie w twoich rękach": "Najistotniejsza analogia polega na tym, że aby uwolnić się od niechcianej roli maszyny podtrzymującej życie, zarówno kobieta w ciąży, jak i Dick muszą zrobić coś, co doprowadzi do śmierci zależnej od nich istoty. Z tego, jak twoim zdaniem powinien zachować się Dick, wynika więc pośrednio, co według ciebie powinna zrobić kobieta w ciąży." - w zasadzie tak: uważam że zarówno Dick jak i kobieta w ciąży powinni zrobić to co uznają za stosowne i tylko oni mogą o tym zdecydować. Mogę co najwyżej stwierdzić co ja bym zrobił na miejscu Dicka - zapewne pozostał podłączony do tego człowieka na 9 miesięcy... ale ciąża to jednak zupełnie inna sprawa :D (trudniejsza). "51. Życie w kadzi": "W jednej z niedawno opublikowanych prac sugerowano wręcz, że jest bardzo prawdopodobne, iż żyjemy w rzeczywistości wirtualnej, ale nie jako mózgi w kadzi, lecz jako sztucznie stworzona inteligencja. Zgodnie z tym rozumowaniem za jakiś czas albo my, albo jakaś inna cywilizacja z pewnością będzie w stanie stworzyć sztuczne inteligencje oraz wirtualne rzeczywistości, w których będą one mogły żyć." - ej, to mnie zaintrygowało! A może tak jest? Może to nic nadzwyczajnego, ze tworzymy sztuczną inteligencję, może my też jesteśmy sztuczną inteligencją? :P "59. Cudzymi oczami": "Gdybyś mógł spojrzeć na świat oczami innych ludzi, co byś zobaczył? To pytanie przestało być dla Cecylii czysto hipotetyczne czy metaforyczne. Właśnie wypróbowała niezwykłą U-View – Uniwersalną Sieć Wymiany Wizualnej. Pozwala ona podłączyć się do innej osoby w taki sposób, że widzi się dokładnie to co ona i tak jak ona. Dla każdego byłoby to wyjątkowe doświadczenie. Ale dla Cecylii było jeszcze bardziej zdumiewające. Kiedy bowiem popatrzyła oczami swojego przyjaciela Luke’a, cały świat jakby wywrócił się do góry nogami. Dla Luke’a pomidory były koloru, który ona uważała za niebieski. Niebo było czerwone. Banany, dojrzewając, zmieniały się z żółtych w zielone. Kiedy ludzie z firmy U-View dowiedzieli się o doświadczeniach Cecylii, poddali ją dalszym testom. Okazało się, że widzi ona świat w – jak to określili – odwróconym spektrum: każdy kolor wyglądał jak kolor dopełniający. Ale oczywiście, ponieważ różnice miały charakter regularny, gdyby nie U-View, nikt by się nigdy o tym nie dowiedział. Cecylia przecież tak jak wszyscy dookoła prawidłowo określała pomidory jako czerwone. Czy może być tak, że widzisz świat podobnie jak Cecylia? Gdybym mógł spojrzeć twoimi oczami, czy pomyślałbym, że dla ciebie zachodzące słońce jest niebieskie?" - dokładnie nad tym zastanawiałem się już w przedszkolu! :D Serio, to jedno z moich najwcześniejszych (jeśli nie w ogóle najwcześniejsze) filozoficznych przemyśleń :D W sensie, wiadomo: wszyscy nazywamy trawę zieloną, a niebo niebieskim, ale może ktoś patrząc na trawę widzi kolor, jaki ja widzę na niebie i odwrotnie? :D "67. Paradoks papadamu" - a tych rozkmin w tym "paradoksie" zupełnie nie rozumiem... zacytuję fragment: "Saskia uważała się za zwolenniczkę wielokulturowości. To znaczy, bardzo podobała jej się kulturowa różnorodność, charakterystyczna dla zróżnicowanego etnicznie społeczeństwa. Ale by ta różnorodność istniała, ludzie musieli pozostać etnicznie odrębni. Mogła cieszyć się przeskakiwaniem z jednej kultury do drugiej, tylko jeśli inni pozostawali mocno zakorzenieni w jednej. Żeby ona mogła być multikulturowa, inni musieli być monokulturowi. Ale co wtedy z jej ideą wielokulturowego społeczeństwa?" - ja też się uważam. Lecz także uważam, że jeśli jedna osoba czerpie z wielu kultur, to nie tylko społeczeństwo pozostaje wielokulturowe ale nawet pojedyncze osoby. Mam nadzieję, że wyjaśniłem :D A jeśli by kiedyś (w końcu) wszyscy się do siebie w swej multikulturowości upodobnili, to tym lepiej - jak już nie będzie multikulturowości to i ja nie będę zwolennikiem multikulturowości :D "93. Zombi": "Przyjmujemy, że inni ludzie nie są zombi, głównie dlatego, że tak jest najwygodniej. Jeśli chodzą tak jak my, mówią jak my, i mają mózgi i ciała jak my, można zakładać, że są tacy jak my pod wszystkimi istotnymi względami, w tym odczuć wewnętrznych. Byłoby to bardzo dziwne, gdyby system nerwowy, dzięki któremu mam świadomość, nie dawał jej innym. Ale właśnie w tym punkcie przykład z zombi staje się interesujący. Dlaczego mielibyśmy bowiem sądzić, że podobieństwa fizyczne wskazują na podobieństwa pod względem umysłowym? Problem ze świadomością polega właśnie na tym, że trudno wytłumaczyć, jak czysto fizyczne obiekty takie jak mózg mogą zrodzić subiektywne doświadczenia. Dlaczego pobudzenie włókien C w mózgu daje w ogóle jakieś odczucia? Jaki owo zjawisko w tkance nerwowej ma związek z doznaniem bólu? Jeśli te pytania wydają się poważne i trudno udzielić na nie zadowalającej odpowiedzi, wynikałoby z nich, że nie ma żadnej logicznej sprzeczności w wyobrażeniu sobie procesów zachodzących w mózgu, takich jak pobudzenie włókien C, bez towarzyszących temu doznań. Innymi słowy, idea zombi – ludzi pod każdym względem takich jak my, a jednak pustych wewnętrznie – jest zupełnie spójna. Zatem możliwości, że inni ludzie są takimi właśnie stworami, choć jest nieprawdopodobna, nie da się wykluczyć." - tu nie mam nic do dodania :D ale to ciekawe rozważania ;) (czytana/słuchana: 11-13.08.2025) 3/5 [6/10]
lex - awatar lex
ocenił na67 miesięcy temu
W rozmowie Donata Subbotko
W rozmowie
Donata Subbotko
Już niebawem, nakładem Wydawnictwa Agora SA, ukaże się książka, autorstwa dziennikarki Gazety Wyborczej – Donaty Subbotko – „W rozmowie”. Rzadko się zdarza, aby na łamach jednej książki znalazł się zapis rozmów z tyloma wybitnymi przedstawicielami męskiej części naszej polskiej populacji. Wszyscy (poza jednym rodzynkiem, wielkim mistrzem sportów motorowodnych – Waldemarem Marszałkiem) należą do szeroko pojętego kręgu kultury; są to artyści przez duże „A”. Autorce udało się w tym dziele stworzyć fajny klimat. Tytuł idealnie pasuje do treści książki. Pomimo, że formalnie ma ona kształt wywiadu (pytanie – odpowiedź),w rzeczywistości jest to szczera, niewymuszona rozmowa, w której dominuje otwartość. Bohaterowie poszczególnych rozdziałów zdradzają nam sekrety swego życia, a co najważniejsze dzielą się swoimi spostrzeżeniami i refleksjami na te ważne i mniej ważne tematy. A o czym właściwie panowie rozmawiali z Donatą Subbotko? Ano o wielu sprawach. Przede wszystkim wracali do przeszłości. Opowiadali m.in. o swej młodości, rodzinie, kobietach i jednocześnie czynili refleksje na temat starości. Przywoływali z pamięci nie tylko momenty sukcesu, chwały, ale również wskazywali na te chwile w życiu, kiedy nie było tak wesoło. Życie bowiem nie jest usłane różami. Często trzeba brnąć pod prąd, iść pod górę, aby później móc delektować się smakiem spełnienia. Praktycznie każdy z bohaterów tej książki poruszał temat patriotyzmu oraz honoru w polskim wydaniu. Padło wiele przykrych, ale jakże prawdziwych zdań o naszej polskiej naturze. Wiele sensu widzę w słowach Wojciecha Marczewskiego (słynnego reżysera i scenarzysty) o tym, że nadal cechuje nas „kartoflaność”, czyli niechęć do zmiany. Według niego: „Zawsze na kartoflu staliśmy i nie było źle. Dziadek tak robił, to i ja będę, po co zmieniać. Mamy swoją historię i jesteśmy z niej dumni, (…). Żyjemy w poczuciu, że jesteśmy otwartym narodem, (…). Natomiast nie chcemy się rozliczyć z naszych historycznych błędów, (…).” [s. 183]. Równie mocne słowa o nas Polakach padły z ust Zbigniewa Wodeckiego: „Ten nasz heroizm, pseudobohaterstwo, dmuchanie balonu – zawsze musimy być najbardziej cierpiącym narodem, najbardziej walecznym, a tymczasem jesteśmy byle jacy. I te wszystkie pomniki – może trzeba by je w końcu zburzyć, myśleć o tym, co teraz, a nie, co kiedyś?” [s. 192]. W podobnym tonie wypowiadają się pozostali panowie. Irytują ich absurdy i groteskowość naszej obecnej rzeczywistości. Są rozczarowani tym, jak funkcjonuje polska demokracja. Andrzej Mleczko jest zniechęcony demokracją samą w sobie, która według niego okazała się niewypałem. Jak sam wspomina swoją rozmowę z kolegą z Niemiec, w latach 70.: „Marzyło mi się, żeby komunizm padł, żeby wreszcie w Polsce była demokracja, a on do mnie, że to beznadziejny system. Oburzałem się: jak możesz tak mówić? A on: przecież demokracja to są rządy populistycznej hołoty. (…) Tak zaciekle broniłem tej demokracji, a teraz się okazuje, że to on miał rację.” [s. 162]. Reasumując - książkę czyta się jednym tchem. Płynie z niej mądrość, jest świetnie napisana, stylistycznie bez zarzutu. Nie brak w niej poczucia humoru. I to jest istotą tego dzieła, że pomimo poruszania ważnych tematów, nie znajdziemy tutaj górnolotnych słów i szumnego patosu. Wszystko jest zrównoważone. Nie zapomniano o niezwykle cennej „zasadzie złotego środka”. Dominuje tutaj umiar, przez co lektura jest przyjemna. Każdy, kto po nią sięgnie, na pewno nie będzie rozczarowany…
andziorek - awatar andziorek
ocenił na712 lat temu
Kim jesteśmy? Wyzwania dla amerykańskiej tożsamości narodowej Samuel P. Huntington
Kim jesteśmy? Wyzwania dla amerykańskiej tożsamości narodowej
Samuel P. Huntington
Zacznijmy od tego, że pytanie zadane przez Autora w tytule może postawić sobie dziś właściwie każda wspólnota narodowa na świecie. I choć prawdopodobnie było one zadawane po wielokroć w historii społeczeństw lecz odpowiedź na nie, wydaje się być coraz mniej oczywista i prosta. W szczególności w krajach uchodzących za demokratyczne. Wprawdzie na warsztat wzięta została wspólnota amerykańska, ze wszystkimi swoimi coraz ostrzejszymi antynomiami i napięciami jednak uniwersalizm niektórych opisanych tu trendów pozostawił nas z palącym poczuciem niepokoju, że zapytanie samych siebie: no dobrze, ale właściwie kim my jesteśmy i co oprócz geografii, języka i pewnych podobieństw w bożonarodzeniowym menu sprawia, że wciąż stanowimy jakiś rodzaj wspólnoty. I czy właściwie można mówić jeszcze w dorzeczu Odry i Wisły o jakimś "my". Czy istnieje jeszcze jakieś poważne spoiwo czyniące z nas wspólnotę i czy my właściwie wciąż jeszcze chcemy ją wspólnie budować? I czy nie jest tak, że wielu z nas z chęcią powierzyłoby w znaczenie większym stopniu niż to funkcjonuje obecnie brzemię administracji naszymi doczesnymi sprawami bardziej kompetentnym, brukselskim urzędnikom? I co gorsza odpowiedzi na te pytania, pomimo blizn, resentymentów i pęknięć nękających Amerykanów, które bezlitośnie punktuje Huntington, wydają się być dla naszego podwórka jeszcze mniej łatwe. *** Uniwersalna wydaje się być również tendencja klasy średniej do odrzucenia tradycyjnie pojętej symboliki patriotycznej. Na rzecz światopoglądu, pozornie statutowo opartego na różnorodności, ostatecznie zaskakująco homogenicznego i jednolitego. I to, że przeciętnemu jej członkowi zdecydowanie łatwiej znaleźć wspólny język ze swoim odpowiednikiem z Francji, Hiszpanii czy innych Niemiec niż z człowiekiem u którego naprawia samochód czy kupuje pomidory. Nie dało by się już chyba zliczyć dysput, które zaliczyliśmy w okolicach tego tematu z różnymi bliźnimi, a że jak mawiał podobno de Montaigne, chcemy zawsze być gwelfami dla gibelinów i gibelinami dla gwelfów to jakoś cholera zawsze w ostatnich czasach robimy jednak za gwelfów. Smutne.
Novik - awatar Novik
ocenił na73 lata temu
Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów. O literaturze i nie tylko Simon Leys
Szczęście małych rybek. Listy z Antypodów. O literaturze i nie tylko
Simon Leys
„Szczęście małych rybek” to książka niepozorna, a jednocześnie niezwykle pojemna. Leys pisze z elegancją, która nie potrzebuje ozdobników. Jego eseje są krótkie, czasem wręcz szkicowe, ale w tej skromnej formie mieści się zadziwiająco wiele: drobne obserwacje, anegdoty, zachwyty i irytacje, a przede wszystkim rzadko spotykana uważność na świat i jego małe, zwykłe rytmy. Największą wartością tego zbioru jest właśnie jego drobność. Leys nie udaje, że ma do wygłoszenia wielką tezę o kondycji współczesności; zamiast tego zbiera chwile, gesty, zachowania – te, które zwykle umykają, bo wydają się zbyt błahe, by o nich pisać. A jednak to z nich układa się ton całej książki: spokojny, trzeźwy, lekko ironiczny. Autor potrafi przejść od refleksji nad sztuką i literaturą do komentarza o życiu codziennym z taką naturalnością, że każde z tych pól wydaje się równie godne uwagi. W esejach Leysa czuć także jego fascynację literaturą i kulturą Dalekiego Wschodu. Nie jest to jednak fascynacja egzotyzująca; to raczej próba zrozumienia odmiennych tradycji poprzez ich najdrobniejsze przejawy. Autor przygląda się temu, co kruche i często pomijane, a jego spokojny ton sprawia, że czytelnik zatrzymuje się razem z nim. Ostatecznie "Szczęście małych rybek" to zbiór o potrzebie patrzenia bliżej i czulej: na drobiazgi, na codzienność, na to, co zwykle znika w pośpiechu. Nie jest to lektura, która rzuca na kolana — ale jest to lektura, która zostaje w człowieku jako ciche, lecz trwałe przypomnienie, że warto być uważnym, bo najwięcej sensu kryje się właśnie w małych rzeczach.
Voldemort - awatar Voldemort
ocenił na74 miesiące temu
Nowe kroniki wina Marek Bieńczyk
Nowe kroniki wina
Marek Bieńczyk
Ge- nial- na!!! Książka dla każdego - zarówno konesera wina jak i dyletanta, takiego jak jak ja, który uwielbia wina choć za cholerę na nich się nie zna. W niniejszej opinii posłużę się cytatami Bieńczyka bo dokładnie opisuje takich jak "znawców" tego szlachetnego trunku. A zatem: "słyszę dość często zarzuty, że pisanie o winach powinno być bardziej dla"ludzi" nie uciekać w nadmierne szczgóły, nie mówić o winach, których inni nie piją. Kiwam głową, ale nie mam większych złudzeń. Kto połknął bakcyla wina, chce wiedzieć wszystko. Kto się tylko trochę interesuje, nie interesuje się w ogóle. Owszem przeczyta raz, drugi, że chablis powstaje zc gron chardonnay, że jak Mendoza że to raczej malbec, że grand cru w Burgundii to nie to samo, co grand cru w Bordeaux, ale jeszcze miesiąc, jeszcze dwa, o wszystkim zapomni..." To tak jak ja, ha, ha... I dalej "...musimy pogodzić się z myślą, że przy stole na którym stawiamy kolejne butelki i dania, nikogo tak naprawdę nie interesuje porównanie malbeca z Mendozy i z Cahors, i że nie będzie nas słuchała i czytała cała Polska, co najwyżej tacy jak my - obdarzeni podobną, jakże słodką, świadomością." I ma rację Bieńczyk gdy pisze (dalej)"... wiedza o winie pociąga naprawdę małą liczbę osób, którzy czynią z niej swój cel i swą rozkosz; cała reszta żyje dalej, gdyż ma inne cele i inne rozkosze. Mój ukochany przyjaciel, którego wielbię i cenię nad życie, od dobrych kilku lat czyta niemal wszystko co o winie publicznie napiszę. Wypiliśmy razem nie wiem ile butelek; ma znakomity nos i mówi o winie, które właśnie pije, znakomite rzeczy, na poziomie, o którym marzyć mógłby nie jeden degustator ze mną włącznie. Za każdym razem opowiadam mu, skąd wino pochodz, co i jak. A on dzwoni do mnie wczoraj, by spytać, CZY SRAH TO SZCZEP WINOROŚLI, CZY MOŻE JAKAŚ APELACJA. PO DZIEWIĘCIU LATACH(!) WSPÓLNEGO SMAKOWANIA (wielkie litery moje)..." Nic dodać ani nic ująć! Koniecznie trzeba przeczytać!!!
Kaliber48 - awatar Kaliber48
ocenił na103 lata temu
Moja Trójka Bartosz Janiszewski
Moja Trójka
Bartosz Janiszewski
Program III Polskiego Radia zwany Trójką to legenda wśród radiowców i radiosłuchaczy. Ma swoich wiernych fanów i swój własny, niepowtarzalny styl. To radio dla specyficznej grupy słuchaczy, dla intelektualistów kochających muzykę. Trójka to radio dla Wybranych, bo nie każdemu odpowiada jego forma. Tutaj muzyka nie jest dobierana przez pryzmat pozycji na listach i popularności w mediach. Tutaj muzyka płynie z serca prowadzących, którzy często sięgają również do lamusa. Jako oficjalna data powstania Trójki podawany jest 1 kwietnia 1962 roku – Prima Aprilis, jednak rozpoczęło ono swoją działalność dużo wcześniej i nadawało po kilka godzin dziennie. Trójka ma więc ponad 50 lat, ciągle ma się świetnie i zupełnie się nie starzeje. Od początku na kształt radia ogromny wpływ mieli ludzie, którzy w nim pracowali. Oni wkładali swoje serce i duszę w prezentowany i emitowany materiał. Trójka miała być krajową alternatywą na Radio Wolna Europa, czy Radio Luxemburg. Ówczesne władze wydały zezwolenie na taką, a nie inną formułę radia, choć w późniejszych okresach często były zastrzeżenia do emitowanej muzyki,czy innych audycji. Dyrekcja radia broniła dzielnie swoich dziennikarzy i przez wiele lat radio pozostało niezmienne i czarowało słuchaczy. Dyrektorami Trójki byli m.in. Andrzej Turski czy Grzegorz Miecugow. Była to jedna z pierwszych rozgłośni wykorzystująca moc stereo – każdy chyba przynajmniej raz słyszał zapowiedź audycji nadawanej w stereo – słynne: „ Kanał lewy, kanał prawy” :) To tutaj, w trudnych czasach można było posłuchać muzyki przywiezionej przez dziennikarzy z Zachodu. Słynne były audycje, gdzie prezentowane były całe płyty i można je było sobie nagrać na szpule, czy później na kasety. Takie perełki można było mieć tylko dzięki Trójce, bo oryginalne płyty w Polsce były nieosiągalne, a jeśli już były, to kosztowały fortunę. Między innymi to sprawiało, że Trójka zyskiwała rzesze słuchaczy. Siłą napędową radia od zawsze byli jego dziennikarze, których każdy z nas zna. Takie nazwiska jak Marek Niedźwiecki, Wojciech Mann, Piotr Stelmach, Artur Andrus, Piotr Baron, Tomasz Beksiński czy Marcin Kydryński mówią same za siebie. Słynna Lista Przebojów Trójki Marka Niedźwiedzkiego od lata ma rzesze swoich słuchaczy, którzy w piątkowe popołudnia zasiadają przy radioodbiornikach i przyjemny sposób zaczynają weekend. Jestem wielką fanką Listy i słucham jej tak często jak mogę. Porywały mnie topy wszechczasów i swego czasu kompletowałam wydawane na CD - Złote przeboje Listy Przebojów Trójki. Trójka jest ze mną od lat, uwielbiam muzykę, która jest tam emitowana – jak często uszczęśliwiają mnie starymi przebojami. Uwielbiam audycje z klasyki rocka, te ciepłe komentarze i kawałki, których nie emitują inne rozgłośnie. Trójka ma to coś, czego nie mają rozgłośnie komercyjne. W rozgłośniach komercyjnych leci wszędzie ta sama muzyka, zlewają się w całość i są czasem nie do odróżnienia. Tylko podczas nadawania wiadomości można określić, jaka rozgłośnia je nadaje. A Trójka jest specyficzna – zawsze się ją pozna - po muzyce, po głosach dziennikarzy, po formie nadawania. Trójka to moje radio, jedyne i niepowtarzalne, któremu jestem wierna od lat ! Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej rozgłośni, poznać kulisy radia i radiowców – serdecznie polecam książkę pana Janiszewskiego. To przedstawione w zabawny sposób kompendium wiedzy o Trójce, zawierające fakty i anegdoty, wzbogacone żarcikami Aliny i zabawnymi rysunkami. Stawiam ją na mojej półeczce obok biografii Marka Niedźwieckiego – stanowią dobraną parę i polecam wszystkim wielbicielom Trójki ! http://markietanka-mojeksiazki.blogspot.com/
Anna-mojeksiążki - awatar Anna-mojeksiążki
ocenił na712 lat temu

Cytaty z książki Koktajl z paragrafów

Więcej
Jacek Dubois Koktajl z paragrafów Zobacz więcej
Jacek Dubois Koktajl z paragrafów Zobacz więcej
Jacek Dubois Koktajl z paragrafów Zobacz więcej
Więcej