-
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać312 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać22 -
Artykuły
„Odpowiedź kryje się w tobie” – Katarzyna Wolwowicz zdradza, jak ją odnaleźć
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nowa karkonoska powieść Sławka Gortycha! „ŚWIĘTO KARKONOSZY”- już wkrótce! KONKURS
LubimyCzytać130
forum Oficjalne Aktualności
„Tatuażysta z Auschwitz“ jednak nie jest oparty na faktach?
„Tatuażysta z Auschwitz” to książka, która w zeszłym roku podbiła nie tylko zagraniczny rynek literatury, ale również polski. Jak się okazuje, książka nie do końca jest wierna samej historii. Badaczka Centrum Badań Muzeum Auschwitz odkryła wiele nieścisłości w powieści Heather Morris.
Zobacz pełną treśćodpowiedzi [129]
https://www.granice.pl/news/autorka-tatuazysty-z-auschwitz-trafi-przed-sad-oskarza-syn-bohaterki-jej-najnowszej-ksiazki/9184
Wyliczenie kłamstw tej książki
https://newsstand.joomag.com/en/memoria-pl-nr-14-11-2018/0945485001543222422
https://www.granice.pl/news/autorka-tatuazysty-z-auschwitz-trafi-przed-sad-oskarza-syn-bohaterki-jej-najnowszej-ksiazki/9184
Wyliczenie kłamstw tej książki
https://newsstand.joomag.com/en/memoria-pl-nr-14-11-2018/0945485001543222422
A ja nie pojmuję, że trzeba było ekspertyzy fachowca, by stwierdzić, że książka nie jest oparta na faktach... Zacytuję ładne sformułowanie z wypowiedzi Moniki: "A tu w obozie jest nieprzyzwoicie milusio w porównaniu do historycznej rzeczywistości". Tyle wystarczy...
A ja nie pojmuję, że trzeba było ekspertyzy fachowca, by stwierdzić, że książka nie jest oparta na faktach... Zacytuję ładne sformułowanie z wypowiedzi Moniki: "A tu w obozie jest nieprzyzwoicie milusio w porównaniu do historycznej rzeczywistości". Tyle wystarczy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTo książka oparta na faktach, beletrystyka, a nie literatura faktu. Jeśli Ktoś chce czytać beletrystykę, to nawet książki historyczne są tylko oparte na faktach. Nie można mylić twych dwóch pojęć. Jeśli Ktoś czyta beletrystykę, może spodziewać się nieco zmienionej historii... Jeśli taka mu nie odpowiada, to powinien czytać literaturę faktu...
To książka oparta na faktach, beletrystyka, a nie literatura faktu. Jeśli Ktoś chce czytać beletrystykę, to nawet książki historyczne są tylko oparte na faktach. Nie można mylić twych dwóch pojęć. Jeśli Ktoś czyta beletrystykę, może spodziewać się nieco zmienionej historii... Jeśli taka mu nie odpowiada, to powinien czytać literaturę faktu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nie do końca. Powieść historyczna może opisywać wymyślone losy fikcyjnych postaci, może mieć zmyślone dialogi i nawet gdzieniegdzie rozmijać się z mało istotnymi faktami (przebieg linii kolejowej, numeracja budynków - to są drobiazgi i można by wybaczyć), ale nie może przeinaczać realiów! A tu w obozie jest nieprzyzwoicie milusio w porównaniu do historycznej rzeczywistości - i tego już wybaczyć nie można. A to są wymagania minimum dla powieści historycznej w ogóle, powieść oparta na faktach wymagania ma wyższe, istotne fakty dotyczące opisanej historii muszą mniej więcej się zgadzać, może, choć nie powinno, nie zgadzać się coś, co widać tylko w tle (np. lekkie przesunięcie w czasie względem jakichś wydarzeń ledwie wspominanych, dziejących się gdzie indziej, tu np. mogłyby to być wzmianki o polityce lub wieści z frontów), ale nie mogą nie zgadzać się znaczące osoby i fakty z głównej fabuły, z otoczenia głównych bohaterów, zwłaszcza jeśli są to sprawy powszechnie znane i łatwe do sprawdzenia.
To nie jest książka oparta na faktach ani nawet powieść historyczna, to jest emocjonalna bajeczka opakowana w nieudolnie sklecone dekoracje pseudohistoryczne. I jako taka mogłaby sobie istnieć, choć z racji ogromu przekłamań powinno jej towarzyszyć ostrzeżenie "Nie na faktach, nie wierz w to, co tu wyczytasz!", ale absolutnie nie ma prawa być reklamowana, zachwalana i nagradzana jako historyczna i na faktach, bo w ten sposób staje się narzędziem siania dezinformacji i manipulowania opinią publiczną. A temu mówimy NIE. Nie samej książce, ale kłamliwemu przedstawianiu jej jako zbliżonej do prawdy historycznej.
Nie do końca. Powieść historyczna może opisywać wymyślone losy fikcyjnych postaci, może mieć zmyślone dialogi i nawet gdzieniegdzie rozmijać się z mało istotnymi faktami (przebieg linii kolejowej, numeracja budynków - to są drobiazgi i można by wybaczyć), ale nie może przeinaczać realiów! A tu w obozie jest nieprzyzwoicie milusio w porównaniu do historycznej rzeczywistości...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTa książka wzbudziła we mnie wiele emocji i przeczytałam ją z przyjemnością. Nawet jeżeli nie wszystko jest zgodne z faktami, ta historia zasługuje na uwagę.
Ta książka wzbudziła we mnie wiele emocji i przeczytałam ją z przyjemnością. Nawet jeżeli nie wszystko jest zgodne z faktami, ta historia zasługuje na uwagę.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam"przeczytałam ją z przyjemnością" jest ostatnim określeniem jakie powinno się wiązać z książkami o obozach śmierci.
"przeczytałam ją z przyjemnością" jest ostatnim określeniem jakie powinno się wiązać z książkami o obozach śmierci.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Książki rzecz jasna nie czytałam, jak już kiedyś zauważyłam, powieści o obozach zwykle są niewiarygodne.
Jedynie prawda jest ciekawa.
Książki rzecz jasna nie czytałam, jak już kiedyś zauważyłam, powieści o obozach zwykle są niewiarygodne.
Jedynie prawda jest ciekawa.
Nie ma faktów, są tylko interpretacje ;)
Nie ma faktów, są tylko interpretacje ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamSą tylko interpretacje faktów. ;)
Są tylko interpretacje faktów. ;)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamKilka przekręconych faktów nie zniechęcą mnie do przeczytania książki.Ludzie na całym świecie powinni wiedzieć, że to niemcy zgotowali piekło Polakom, w niemieckich obozach na polskich ziemiach.
Kilka przekręconych faktów nie zniechęcą mnie do przeczytania książki.Ludzie na całym świecie powinni wiedzieć, że to niemcy zgotowali piekło Polakom, w niemieckich obozach na polskich ziemiach.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW języku polskim nazwy narodowości należy pisać wielką literą.
W języku polskim nazwy narodowości należy pisać wielką literą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamA ja niezmiennie uważam, że książka jest piękna i nic tego nie zmieni. Przecież jest przypisana pod literaturę piękną a nie reportaż, więc nie rozumiem w czym problem. Autorka opisała historię prawdziwą, ale nie oznacza to, że każdy szczegół musiał mieć miejsce, w wypadku reportażu właśnie tego należałoby oczekiwać.
A ja niezmiennie uważam, że książka jest piękna i nic tego nie zmieni. Przecież jest przypisana pod literaturę piękną a nie reportaż, więc nie rozumiem w czym problem. Autorka opisała historię prawdziwą, ale nie oznacza to, że każdy szczegół musiał mieć miejsce, w wypadku reportażu właśnie tego należałoby oczekiwać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Rozumiem, że informacja o tym, że więźniowie oglądali Netflixa nie stanowiło problemu, skoro nie każdy szczegół musi mieć miejsce.
Oczekuje się o tego typu literatury,że najważniejsze szczegóły będą zgadzać. W 1943 roku badania nad Penicylina wciąż trwały. Do Polski na szerszą skale ten lek dotarł dopiero po zakończeniu wojny. Skąd się w obozie lek, który był dostępny nie licznym? W jaki sposób Lale go zdobył? Dlaczego nazwa nie wzbudza ciekawości inny osób? A co to? Czy to pomoże jej?
Ponadto w opisie książki znajdujemy o to informacje : "Bestsellerowa – oparta na faktach – powieść na miarę Chłopca w pasiastej piżamie i Listy Schindlera. Lale Sokołow trafił do Auschwitz w 1942 roku jako dwudziestosześciolatek. (...)"
Rozumiem, że informacja o tym, że więźniowie oglądali Netflixa nie stanowiło problemu, skoro nie każdy szczegół musi mieć miejsce.
Oczekuje się o tego typu literatury,że najważniejsze szczegóły będą zgadzać. W 1943 roku badania nad Penicylina wciąż trwały. Do Polski na szerszą skale ten lek dotarł dopiero po zakończeniu wojny. Skąd się w obozie lek, który był dostępny nie...
To się nazywa mieć problem. Porównywanie netflixa do historii z obozu jest co najmniej szukaniem dziury w całym i Ty właśnie takiego problemu szukasz.
Polecam poznać pojęcie "beletrystyka" i wtedy może dotrze dlaczego książka ma taki a nie inny charakter.
To się nazywa mieć problem. Porównywanie netflixa do historii z obozu jest co najmniej szukaniem dziury w całym i Ty właśnie takiego problemu szukasz.
Polecam poznać pojęcie "beletrystyka" i wtedy może dotrze dlaczego książka ma taki a nie inny charakter.
Po pierwsze nie porównywałam historii z obozu do Netflixa. Skupiłam się na szczegółach,które nie mogły mieć miejsca w tam tych czasach. Jak widać nie zrozumiałaś o co mi chodzi. Więc inaczej to ujmę w beletrystyce, jeśli autor stylizuje swoją opowieść na średniowiecze, to oczekuje, że znajdą się tam rzeczy, które mogły wydarzyć w tej epoce. A rycerz nie będzie wiedział co to Penicylina, bo jej jeszcze nie odkryto.
To że coś zostało w rzucone do kategorii literatura piękna, nie oznacza, że nie ma pewnych granic i że najważniejsze fakty nie muszą zgadzać.
Być może dla innych nie będzie mieć znaczenia, jaki to był lek czy na co chorowała Gita. Ale w moim przypadku wpłynęło na odbiór opowiedzianej historii, na jej wiarygodność.
Skoro piszą,że jest oparta na faktach,to niech się ich trzymają, ponieważ jako czytelnik tego oczekuję.
Wybacz, że mam wymagania w stosunku do literatury i nie wyłączam myślenia podczas lektury.
Może tym razem dotrze,że inni mogą mieć inny punkt widzenia i nie muszą patrzeć tak samo.
Po pierwsze nie porównywałam historii z obozu do Netflixa. Skupiłam się na szczegółach,które nie mogły mieć miejsca w tam tych czasach. Jak widać nie zrozumiałaś o co mi chodzi. Więc inaczej to ujmę w beletrystyce, jeśli autor stylizuje swoją opowieść na średniowiecze, to oczekuje, że znajdą się tam rzeczy, które mogły wydarzyć w tej epoce. A rycerz nie będzie wiedział co...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejProponowałbym poważnie podejście do tematu. Zamiast posługiwać się Netflixem, czego nie rozumiem i uważam, że jest nie na miejscu, lepiej przeczytać opisy na okładce ze zrozumieniem i z pierwszych stron. Może zacytuję: ,,Jest to opowieść o skrajnościach ludzkiej natury: umyślnej brutalności oraz impulsywnych i bezinteresownych aktach miłości bliźniego". Tak należy czytać tę powieść.
Proponowałbym poważnie podejście do tematu. Zamiast posługiwać się Netflixem, czego nie rozumiem i uważam, że jest nie na miejscu, lepiej przeczytać opisy na okładce ze zrozumieniem i z pierwszych stron. Może zacytuję: ,,Jest to opowieść o skrajnościach ludzkiej natury: umyślnej brutalności oraz impulsywnych i bezinteresownych aktach miłości bliźniego". Tak należy czytać tę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wojtek, Ależ podeszłam poważnie do tematu. Zrobiłam reseach po przeczytaniu rozdziału w książce, w której była mowa o padaniu Penicyliny Gicie. Przed nim wiedziałam tyle, że w tam tych czasach były prowadzone badania nad Penicyliną. Być może zostały pomylone leki i być może chodzi sulfonamid. Nie mam pojęcia czy szpital obozowy mógł go posiadać.
Uczepiłeś się tego Netflixa. On nie ma nic wspólnego z tą historią, stanowi tylko analogię do szczegółu, który nie musi mieć miejsca. Nie trudno zauważyć,że w tam tych czasach nie było go, a prawdopodobnie sytuacja z Penicyliną nie miała miejsca. A jeśli faktycznie w jakiś sposób udało się zdobyć, to autorka najzwyczajniej świecie nie przekonała mnie do tego,że tak było. Więc dla mnie nie na miejscu jest Penicylina, skoro na szerszą skalę trafił do Polski po zakończeniu wojny. Chyba nie powinieneś mieć problemu ze zrozumieniem tego.
Nie będę udawać, że coś widzę czego nie ma. Nie czuję klimatu obozowego w tej historii. To chyba największa wada tej książki.
Wojtek, Ależ podeszłam poważnie do tematu. Zrobiłam reseach po przeczytaniu rozdziału w książce, w której była mowa o padaniu Penicyliny Gicie. Przed nim wiedziałam tyle, że w tam tych czasach były prowadzone badania nad Penicyliną. Być może zostały pomylone leki i być może chodzi sulfonamid. Nie mam pojęcia czy szpital obozowy mógł go posiadać.
Uczepiłeś się tego...
Effy ma rację, użyła dziwnego przykładu z netflixem, ale ogólny przekaz jest w porządku. Fikcja, fikcją, ale widać jak na dłoni, że autorka książki poszła na łatwiznę i po najmniejszej linii oporu z omawianą tu penicyliną. Mogła bez problemu poszukać informacji o innych lekach, innych wyjściach, ale jej się nie chciało, bo i po co. Zresztą artykuł wypomina też kilka innych błędów, które wynikają tylko z lenistwa autorki książki.
Książka nie ma w sobie żadnej wartości historycznej. Literatura piękna, oczywiście, ale nawet w takiej fikcji powinno się utrzymać sens i rozwiązania z życia realnego i wydarzeń przeszłych. To nie jest fikcja fantastyczna. To po prostu fikcja. I przykład penicyliny, nie może być w ten sposób usprawiedliwiany. W 1942 tylko 10 ludzi na świecie było leczonych penicyliną, wątpię by w obozie zagłady zaledwie rok potem znalazła się ona dostępna dla więźniów. To tak samo jakbym pisał opowieść kryminalną osadzoną w 1980 roku i napisał tam sytuację w której udaje się schwytać winnego za pomocą badań DNA. A tak naprawdę pierwsze takie skazanie miało miejsce w 1986 roku. Pokaże to tylko jak niechlujnie podchodzę do swojego dzieła i w jakim poważaniu mam inteligencję moich czytelników. Ale to przecież tylko fikcja, więc w czym problem?
Effy ma rację, użyła dziwnego przykładu z netflixem, ale ogólny przekaz jest w porządku. Fikcja, fikcją, ale widać jak na dłoni, że autorka książki poszła na łatwiznę i po najmniejszej linii oporu z omawianą tu penicyliną. Mogła bez problemu poszukać informacji o innych lekach, innych wyjściach, ale jej się nie chciało, bo i po co. Zresztą artykuł wypomina też kilka innych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Effy, trochę się dziwię, że nie poczułaś w tej książce, jak to ujęłaś, obozowego klimatu, ale oczywiście szanuję twoją opinię. Twoją dosyć dziwaczną analogię zrozumiałem, ale nadal uważam, że była ona niepoważna. Ale zostawmy to.
Kubencjusz_Ziegler, Twój komentarz jest najbardziej zadziwiający. Zbyt pochopnie oceniasz autorkę. Twierdzisz, że jej się nie chciało. A na jakiej podstawie tak sądzisz? Tylko dlatego, że coś się Tobie wydaje? Twierdzenie, ze książka nie ma ŻADNEJ wartości historycznej jest trochę na wyrost. W porządku, nie wszystko jest tam zgodne z faktami, ale żeby zaraz skreślać całą powieść. To jest po prostu niesprawiedliwe, nie tylko wobec autorki.
Effy, trochę się dziwię, że nie poczułaś w tej książce, jak to ujęłaś, obozowego klimatu, ale oczywiście szanuję twoją opinię. Twoją dosyć dziwaczną analogię zrozumiałem, ale nadal uważam, że była ona niepoważna. Ale zostawmy to.
Kubencjusz_Ziegler, Twój komentarz jest najbardziej zadziwiający. Zbyt pochopnie oceniasz autorkę. Twierdzisz, że jej się nie chciało. A na...
Ja jeszcze raz polecam zapoznać się ze słowem 'beletrystyka' i ciśnienie powinno się wam obniżyć.
Ja jeszcze raz polecam zapoznać się ze słowem 'beletrystyka' i ciśnienie powinno się wam obniżyć.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Nie skreślam powieści. Ma ona zapewne pewne wartości estetyczne, ze tak to nazwę. Mówię o tym, ze nie ma wartości historycznej. I twierdzę tak dlatego, ponieważ jak sam artykuł, który oceniamy wskazuje, ze autorka wiele kwestii historycznych pomieszała ze współczesnymi, lub ogólnie błędnie opisała. Uważam, ze autorka jest leniwa z tego powodu, z którego opisałem. Poszła na łatwiznę w opisywaniu pewnych sytuacji i wyjaśnianiu innych, oraz źle popychając fabułę swojej powieści, między innymi używając tej penicyliny, zamiast poszukać innego, bardziej odpowiadającego tamtym czasom rozwiązania.
I o co chodzi z tą beletrystyką. Napisałem przecież, ze jest różnica pomiędzy fikcją a fantastyką.
Nie skreślam powieści. Ma ona zapewne pewne wartości estetyczne, ze tak to nazwę. Mówię o tym, ze nie ma wartości historycznej. I twierdzę tak dlatego, ponieważ jak sam artykuł, który oceniamy wskazuje, ze autorka wiele kwestii historycznych pomieszała ze współczesnymi, lub ogólnie błędnie opisała. Uważam, ze autorka jest leniwa z tego powodu, z którego opisałem. Poszła na...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Wojtek, Jeśli w jakiś sposób cię uraziła moje wypowiedź to przepraszam. Rozumiem, że nie do końca była odpowiednia i dość abstrakcyjny przykład, ale skutecznie ukazująca, że i w literaturze pięknej należy trzymać tych istotnych faktów. Co dla kogo będzie stanowić ten istotny fakt jest indywidualne i odbiór tego też.
Joanna, Ostatnia próba. Załóżmy, że na planecie Ozyrys kobieta znajduje się więzieniu i jest chora. Lek na tą chorobę jest praktycznie niedostępny. Od fantastyki wymagałabym również opisu w jaki sposób mąż tej kobiety zdobył ten lek. Coś więcej niż poszedł do kogoś z prośbą o pomoc załatwieniem tego leku, a kilka dni później ma ten lek. Skąd? Niestety w omawianej przez nas książce nie ma opisu wystarczającego skąd.
Edit: Beletrystyka- utwory fabularyzowane. W tych utworach występuje fikcja literacka. Spójrzmy też czym jest fikcja literacka. To jedna z głównych właściwości dzieła literackiego decydująca o przynależności dziedziny sztuki. Polega na tym, że świat przedstawiony w dziele jest tworem wymyślonym przez autora i nie daję się weryfikować przez odniesienie do rzeczywistości zewnętrznej wobec utworu. Penicylina nie spełnia tego kryterium.
Kubencjusz_Ziegler, Również nie do końca wiem o co chodzi z tą beletrystyką. Prawdopodobnie o to,że powinieneś zaakceptować to,że w powieści kryminalnej osadzoną w 1980 złapano morderce za pomocą DNA, bo to nie akta sądowe ani reportaż.
Wojtek, Jeśli w jakiś sposób cię uraziła moje wypowiedź to przepraszam. Rozumiem, że nie do końca była odpowiednia i dość abstrakcyjny przykład, ale skutecznie ukazująca, że i w literaturze pięknej należy trzymać tych istotnych faktów. Co dla kogo będzie stanowić ten istotny fakt jest indywidualne i odbiór tego też.
Joanna, Ostatnia próba. Załóżmy, że na planecie Ozyrys...
Effy, nie uraziłaś mnie. Nie o mnie tutaj chodzi. Oprócz fikcji literackiej należałoby jeszcze prześledzić rozwój samej powieści historycznej, czy powieści, których tłem jest historia. Czy autorzy zawsze kurczowo trzymali się wszystkich faktów? Oczywiście nie zawsze. Ale mamy odmienne zdania i pewnie każdy zostanie przy swoim.
Effy, nie uraziłaś mnie. Nie o mnie tutaj chodzi. Oprócz fikcji literackiej należałoby jeszcze prześledzić rozwój samej powieści historycznej, czy powieści, których tłem jest historia. Czy autorzy zawsze kurczowo trzymali się wszystkich faktów? Oczywiście nie zawsze. Ale mamy odmienne zdania i pewnie każdy zostanie przy swoim.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wojtek, Ale z tego nie wynika przecież, że trzeba przenieść 1:1 ani też, że nie ma żadnych ograniczeń. A jedynie znaczące fakty ( o których wspominałam wcześniej). Nie można tego tłumaczyć tym, że to nie reportaż, a inni nie mogą wytknąć tego autorowi. I o to w tym chodzi o nic więcej.
Pewnie nie, ale odbiorcy tych treści mogli by je znaleźć i mieć zarzut o to do twórcy Np. O to,że w filmie Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł zabrakło Jaruzelskiego.
Przez to mam wrażenie, że autorka przede wszystkim zawiodła Lalego. Jako pisarka powinna podejść poważnie do powierzonego zadania, jeśli nawet temat nie jest jej bliski. Rozumiem, dlaczego wybrał właśnie osobę, która nie interesowała się tym tematem i co przez to chciał uniknąć.
Wojtek, Ale z tego nie wynika przecież, że trzeba przenieść 1:1 ani też, że nie ma żadnych ograniczeń. A jedynie znaczące fakty ( o których wspominałam wcześniej). Nie można tego tłumaczyć tym, że to nie reportaż, a inni nie mogą wytknąć tego autorowi. I o to w tym chodzi o nic więcej.
Pewnie nie, ale odbiorcy tych treści mogli by je znaleźć i mieć zarzut o to do twórcy...
Książka nie jest piękna - jak się spojrzy z boku, to książka mówi o sprytnym wiezniu, który za rozkradzione z trupów precjoza kupuje... czekoladki, ponczoszki oraz kiełbasę (dzięki której z kolei mógł uprawiać nieskrępowany seks w barakach). W tej historii ss-mani przenoszą lisciki miłosne, a żołnierze Arnii Czerwonej są rozstrzeliwani za samą próbę gwałtu na cywilnych kobietach. Trochę się to mija że znaną nam literaturą obozową...
Książka nie jest piękna - jak się spojrzy z boku, to książka mówi o sprytnym wiezniu, który za rozkradzione z trupów precjoza kupuje... czekoladki, ponczoszki oraz kiełbasę (dzięki której z kolei mógł uprawiać nieskrępowany seks w barakach). W tej historii ss-mani przenoszą lisciki miłosne, a żołnierze Arnii Czerwonej są rozstrzeliwani za samą próbę gwałtu na cywilnych...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTo Twoje zdanie, moje jest niezmienne :)
To Twoje zdanie, moje jest niezmienne :)
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamTrzeba było napisać to od razu, że nie zależnie od argumentów twoje zdanie się nie zmieni ani także definicje (do których uparcie odsyłałaś). Strata czasu, niestety.
Trzeba było napisać to od razu, że nie zależnie od argumentów twoje zdanie się nie zmieni ani także definicje (do których uparcie odsyłałaś). Strata czasu, niestety.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
I wzajemnie :-) Polecam pozostać przy netflixie :D Ja zdania zmieniać nie będę, jeśli książka jest świetna i bardzo (sic!) podoba mi się. Nie moja wina, że Tobie to nie na rękę. Jak się zaznajomisz z pojęciami reportażu, literatury pięknej itd., wtedy pogadamy.
Ps. Niezależenie piszemy łącznie ;-) Polecam także zapoznanie się ze słownikiem.
I wzajemnie :-) Polecam pozostać przy netflixie :D Ja zdania zmieniać nie będę, jeśli książka jest świetna i bardzo (sic!) podoba mi się. Nie moja wina, że Tobie to nie na rękę. Jak się zaznajomisz z pojęciami reportażu, literatury pięknej itd., wtedy pogadamy.
Ps. Niezależenie piszemy łącznie ;-) Polecam także zapoznanie się ze słownikiem.
Joanna, Przecież dyskusja nie dotyczyła tego, że książka "nie zachwyca, skoro zachwyca." Naturalnie może się tobie podobać i spoko.
Zostanę przy swoich wymaganiach do literatury, do których mam prawo. Z definicji nie wynika, że nie mogę tego wymagać od tego typu literatury, co niby mi próbujesz w mówić. Ludzie mogą inaczej patrzeć na różne rzeczy, dla jednych coś będzie wada, a dla innych nie.
To tobie jest nie na rękę, że komuś śmiała nie spodobać książka "o pięknej miłości".
To że autorka zadbała o taki szczegół, jak umieszczenie właściwego lekarza (Schumann) nie uczyniło by z tej książki reportażu. Tak mało, a tak wiele mogło zmienić. Polecam zapoznać z terminem fikcja literacka.
Joanna, Przecież dyskusja nie dotyczyła tego, że książka "nie zachwyca, skoro zachwyca." Naturalnie może się tobie podobać i spoko.
Zostanę przy swoich wymaganiach do literatury, do których mam prawo. Z definicji nie wynika, że nie mogę tego wymagać od tego typu literatury, co niby mi próbujesz w mówić. Ludzie mogą inaczej patrzeć na różne rzeczy, dla jednych coś będzie...
Ta książka jest na liście moich lektur w tym roku. Ciekawi mnie historia II wojny światowej. Cieszę się, że przeczytałam ten artykuł przed przystąpieniem do lektury, książkę trzeba czytać w takim razie z delikatnym przymrużeniem oka.
Ta książka jest na liście moich lektur w tym roku. Ciekawi mnie historia II wojny światowej. Cieszę się, że przeczytałam ten artykuł przed przystąpieniem do lektury, książkę trzeba czytać w takim razie z delikatnym przymrużeniem oka.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jeśli ciekawi cię historia, to sięgnij po "Kobiety z Ravensbrück" - Sarah Helm oraz "Czerń i Purpura" - Wojciecha Dutki. Na prawdę polecam.
To niesamowite i AUTENTYCZNE historie. Ponadto uważam, że dość groźną i niebezpiecznhą rzeczą jest ubieranie obozów koncentracyjnych w fikcje literacką. Pomału odchodzą świadkowie tamtych dni, a nowe pokolenia łatwo zapominają o przeszłości i dlatego nie należy jej ubarwiać i wygładzać.
Jeśli ciekawi cię historia, to sięgnij po "Kobiety z Ravensbrück" - Sarah Helm oraz "Czerń i Purpura" - Wojciecha Dutki. Na prawdę polecam.
To niesamowite i AUTENTYCZNE historie. Ponadto uważam, że dość groźną i niebezpiecznhą rzeczą jest ubieranie obozów koncentracyjnych w fikcje literacką. Pomału odchodzą świadkowie tamtych dni, a nowe pokolenia łatwo zapominają o...
Zieeeeew. Znowu się dało nabrać tyle osób. A tak głośno o ksiażce było. A wystarczy tylko być uważnym podczas lektury i nie łykać wszystkiego jak pelikany - szczególnie tego, kiedy "wszyscy dookoła chwalą wspaniałą książkę".
Zieeeeew. Znowu się dało nabrać tyle osób. A tak głośno o ksiażce było. A wystarczy tylko być uważnym podczas lektury i nie łykać wszystkiego jak pelikany - szczególnie tego, kiedy "wszyscy dookoła chwalą wspaniałą książkę".
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie ona jedna nawymyślała opisując obozy koncentracyjne. Elie Wiesel też przyznał, że w jego książce "Noc" jest mnóstwo wymyślonych scen, które tak naprawdę się tam nie wydażyły.
Nie ona jedna nawymyślała opisując obozy koncentracyjne. Elie Wiesel też przyznał, że w jego książce "Noc" jest mnóstwo wymyślonych scen, które tak naprawdę się tam nie wydażyły.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOd poczatku ta ksiazka wydawala mi sie podejrzana. Zwlaszcza, ze miala taka glosna reklame. Nawet nie zamierzalam do niej zagladac. Powaznie traktuje historie i nie lubie opowiadania bajek dla kasy. Zwlaszcza w temacie II wojny swiatowej jestem bardzo ostrozna I preferuje raczej ksiazki naukowe. Najlepiej gdyby autorami byli historycy (dopuszczam mozliwosc odstepstwa od reguly jezeli autor wie o czym pisze I solidnie sie do tego przygotowal). Dzisiaj kazdy moze byc pisarzem jesli tylko przyjdzie mu na to ochota i znajdzie chetnych zeby na tym zarobic. Jak czytam Wasze komentarze to utwierdzam sie tylko w przekonaniu, ze mialam racje. Niestety.
Od poczatku ta ksiazka wydawala mi sie podejrzana. Zwlaszcza, ze miala taka glosna reklame. Nawet nie zamierzalam do niej zagladac. Powaznie traktuje historie i nie lubie opowiadania bajek dla kasy. Zwlaszcza w temacie II wojny swiatowej jestem bardzo ostrozna I preferuje raczej ksiazki naukowe. Najlepiej gdyby autorami byli historycy (dopuszczam mozliwosc odstepstwa od...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejInaczej mówiąc to, co miało być FAKTEM stało się FIKCJĄ. Książka od początku budziła moje wątpliwości w zbyt kolorowo odmalowanym żywocie więźnia, nawet w odniesienie do innych tytułów dotykających tego tematu. Wszystko to było zbyt przejaskrawione i pokolorowane, prawie, jak film Życie jest piękne, którego twórcą i odtwórcą głównej roli był Roberto Benigni.
Inaczej mówiąc to, co miało być FAKTEM stało się FIKCJĄ. Książka od początku budziła moje wątpliwości w zbyt kolorowo odmalowanym żywocie więźnia, nawet w odniesienie do innych tytułów dotykających tego tematu. Wszystko to było zbyt przejaskrawione i pokolorowane, prawie, jak film Życie jest piękne, którego twórcą i odtwórcą głównej roli był Roberto Benigni.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Tu bym się nie do końca zgodził... Film Beniniego nie aspiruje do prawdy, jest odważną komedią o dramacie prześladowań, ale rzeczywistość filmu świadomie jest kreowana na potrzeby adaptacji tego koszmaru dla dziecka bohatera. No i ów sztafarz jest przeuroczy. A czy pamiętacie, jak jeszcze parę lat temu reagowano na film Beniniego? Na takie właśnie wykorzystanie tematu prześladowania Żydów. Zanim go pokazano, rzucano gromy, że to niemal świętokradztwo. Dopiero gdy Żydzi zobaczyli film i został zaakceptowany, krytyka ucichła. Ale to naprawdę dobry film!
A kto dziś krytykuje książki w których ta sama rzeczywistość jest wykoślawiana a piszą je osoby nie mające o niej pojęcia?? Nikt nie protestuje, "wszyscy są odwróceni" i wydają się tym zachwycać...
Tu bym się nie do końca zgodził... Film Beniniego nie aspiruje do prawdy, jest odważną komedią o dramacie prześladowań, ale rzeczywistość filmu świadomie jest kreowana na potrzeby adaptacji tego koszmaru dla dziecka bohatera. No i ów sztafarz jest przeuroczy. A czy pamiętacie, jak jeszcze parę lat temu reagowano na film Beniniego? Na takie właśnie wykorzystanie tematu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPrzeczytałam książkę już jakiś czas temu. Na pewno nie można jej traktować jako opartą na faktach i to nie tylko dlatego, że zawiera nieścisłości. Dla mnie osobiście to (z góry przepraszam, jeśli dobór słów okaże się niefortunny) to historia pięknej miłości. Ja tam nie widzę tego bólu, tego strachu, tego niewyobrażalnego niezrozumienia sytuacji, z jakim zetknęli się więźniowie Auschwitz. Czyta się za dobrze jak na lektury o tej tematyce. Zazwyczaj książki o obozach mnie przeczołgiwały, budziły lęk, coś wyzwalały, jakiś rodzaj emocji. Z tą tak nie było.
Przeczytałam książkę już jakiś czas temu. Na pewno nie można jej traktować jako opartą na faktach i to nie tylko dlatego, że zawiera nieścisłości. Dla mnie osobiście to (z góry przepraszam, jeśli dobór słów okaże się niefortunny) to historia pięknej miłości. Ja tam nie widzę tego bólu, tego strachu, tego niewyobrażalnego niezrozumienia sytuacji, z jakim zetknęli się...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejPrzeczytałam i "Tatuażystę z Auschwitz", i artykuł pani Witek-Malickiej. Już w trakcie lektury powieści Heather Morris miałam wątpliwości co do wiarygodności wydarzeń przedstawionych w książce, wydawało mi się, że autorka czasami nie była obiektywna i stworzyła z głównego bohatera postać niemal papierową. Natomiast po przeczytaniu artykułu badaczki moja opinia o "Tatuażyście" drastycznie spadła. Nie wynika to z faktu, że główny bohater w rzeczywistości przebył inną trasę niż jest to przedstawione w powieści, mogę machnąć ręką na zmienione numery więźniów czy bloków (choć uważam, że autorka powinna być bardziej skrupulatna w swojej pracy i bardziej dbać o szczegóły). Jestem rozczarowana, ponieważ Witek-Malicka wyraźnie pokazała, które powieściowe wydarzenia raczej nie mogły mieć miejsca, nie w tamtych realiach. Pod znakiem zapytania znalazły się schadzki Lalego z Gitą, ratowanie życia ukochanej i innemu współwięźniowi, romans przyjaciółki Gity z niemieckim oficerem, nawet bestialska i bezsensowna śmierć więźniów opisana w książce Morris nie musi zgadzać się z rzeczywistością. Artykuł badaczki poddaje w wątpliwość kilka ważnych dla fabuły wydarzeń. Rozumiem, że "Tatuażysta z Auschwitz" nie jest książką naukową. Rozumiem, że autorka mogła trochę podkoloryzować historię Lalego, ale wydaje mi się, że to trochę poszło za daleko i książka, która jest reklamowana jako oparta na faktach, w gruncie rzeczy nie ma z nimi nic wspólnego. To przykre, że Holocaust stał się "dobrym" interesem, również dla pisarzy.
Przeczytałam i "Tatuażystę z Auschwitz", i artykuł pani Witek-Malickiej. Już w trakcie lektury powieści Heather Morris miałam wątpliwości co do wiarygodności wydarzeń przedstawionych w książce, wydawało mi się, że autorka czasami nie była obiektywna i stworzyła z głównego bohatera postać niemal papierową. Natomiast po przeczytaniu artykułu badaczki moja opinia o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMnie się od początku nie podobała, taka laurka wystawiona komuś kogo znam. Autorka spisała to co powiedział jej Lale Sokolov, a Auschwitz to temat samograj, więc zaraz okrzyknięto to bestsellerem. Realia przefiltrowane przez pamięć Sokolova dodatkowo polukrowane jej brakiem obiektywizmu. Nie wiedziałam, że są też nieścisłości jeśli chodzi o fakty historyczne. Ale skoro już nie jest to non-fiction to czy można nareszcie zacząć oceniać postawę bohatera? Bo od czasów Borowskiego chyba nikt nie miał na tylko odwagi aby powiedzieć: coś tu jest nie tak... Król jest nagi a książka marna.
Mnie się od początku nie podobała, taka laurka wystawiona komuś kogo znam. Autorka spisała to co powiedział jej Lale Sokolov, a Auschwitz to temat samograj, więc zaraz okrzyknięto to bestsellerem. Realia przefiltrowane przez pamięć Sokolova dodatkowo polukrowane jej brakiem obiektywizmu. Nie wiedziałam, że są też nieścisłości jeśli chodzi o fakty historyczne. Ale skoro już...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWarto przeczytać powieść Matta Killeena pt. Sierota, bestia, szpieg. Historia wbija w fotel, a autor na końcu świetnie się tłumaczy ze swoich wyborów.
Warto przeczytać powieść Matta Killeena pt. Sierota, bestia, szpieg. Historia wbija w fotel, a autor na końcu świetnie się tłumaczy ze swoich wyborów.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Jeżeli mam być szczera, to autorka w tym momencie bardzo straciła w moich oczach. Nie dyskwalifikuje to książki, nadal chcę ją przeczytać, ale... Uważam, że tego rodzaju błędy są wynikiem w dużej mierze ignorancji. Żeby nie było, to nie jest tak, że pisarze powinni pisać "dokumenty historyczne" i kurczowo trzymać się faktów. Rozumiem, że takie zabiegi mogą być ważne dla fabuły. Ale błędy po kroju trasy pociągów czy numerów przydzielanych więźniom... Jeżeli już pisze się na takie tematy to poza rozmowami z byłym więźniem powinno się najpierw dogłębnie przestudiować temat, zwrócić uwagę na tego rodzaju szczegóły, a o ewentualnych celowych dla fabuły
przeinaczeniach wypadałoby wspomnieć np. na końcu w "posłowiu". Materiał pierwotny z rozmów z Sokołowem powinno się skonfrontować z innymi źródłami.
Oczywiście, to wszystko tylko moja opinia.
Jeżeli mam być szczera, to autorka w tym momencie bardzo straciła w moich oczach. Nie dyskwalifikuje to książki, nadal chcę ją przeczytać, ale... Uważam, że tego rodzaju błędy są wynikiem w dużej mierze ignorancji. Żeby nie było, to nie jest tak, że pisarze powinni pisać "dokumenty historyczne" i kurczowo trzymać się faktów. Rozumiem, że takie zabiegi mogą być ważne dla...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZgadzam się, tylko autorka to pracownica opieki społecznej, aspirująca scenarzystka i pod tym kątem robiła wywiady z Sokolovem. Gdyby autorem była inna osoba, z wiedzą o Auschwitz, inaczej by poprowadziła rozmowę i ta książka miałaby inny wymiar. Tu widzę niestety infantylną książkę, nierealny romans w czasach obozowych.
Zgadzam się, tylko autorka to pracownica opieki społecznej, aspirująca scenarzystka i pod tym kątem robiła wywiady z Sokolovem. Gdyby autorem była inna osoba, z wiedzą o Auschwitz, inaczej by poprowadziła rozmowę i ta książka miałaby inny wymiar. Tu widzę niestety infantylną książkę, nierealny romans w czasach obozowych.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamCzytałam swojego czasu spisane bardziej na bieżąco (kilka lat po wojnie)wspomnienia asystenta dr Mengele. Na końcu książki były sprostowania - jak się miały niektóre ze wspomnień Miklosa Niszli do tego, co wynikało z dokumentów. On także zapamiętał bunt więźniów Sondernkomando inaczej niż on w istocie wyglądał. Jeśli wierzyć autorce "Tatuażysty" Sokolov snuł wspomnienia dużo, dużo później - przekazał autorce to co pamiętał i jak pamiętał (ewentualnie to, co chciał przekazać). Niewykluczone, że i ona coś przeinaczyła - niby nieznacznego, ale czasami drobny szczegół może znaczyć wiele.
Czytałam swojego czasu spisane bardziej na bieżąco (kilka lat po wojnie)wspomnienia asystenta dr Mengele. Na końcu książki były sprostowania - jak się miały niektóre ze wspomnień Miklosa Niszli do tego, co wynikało z dokumentów. On także zapamiętał bunt więźniów Sondernkomando inaczej niż on w istocie wyglądał. Jeśli wierzyć autorce "Tatuażysty" Sokolov snuł wspomnienia...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejDo mnie ta książka nie trafiła, jest zbyt infantylna i skupia się na romansie, który jak dla mnie nie mógł w takim wymiarze wtedy istnieć. Sokolov udzielał jej wywiadów na 2 -3 lata przed śmiercią, więc a bardzo sędziwym wieku. Myślę, że wyparł wiele faktów ze świadomości, ale i autorka nie miała wiedzy i przygotowania do tematu. Jest aspirującą scenarzystką i jak sama mówiła, wywiady robiła pod kątem napisania scenariusza filmowego.
Do mnie ta książka nie trafiła, jest zbyt infantylna i skupia się na romansie, który jak dla mnie nie mógł w takim wymiarze wtedy istnieć. Sokolov udzielał jej wywiadów na 2 -3 lata przed śmiercią, więc a bardzo sędziwym wieku. Myślę, że wyparł wiele faktów ze świadomości, ale i autorka nie miała wiedzy i przygotowania do tematu. Jest aspirującą scenarzystką i jak sama...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Do mnie ta książka trafiła bardziej niż Kommando Puff Rettingera. A przy okazji po raz kolejny dowodząca, jak bardzo zawodna bywa ludzka pamięć. Czyli dobra rzecz dla tych techników kryminalistycznych, którzy zajmują się analizą dowodów z zeznań naocznych świadków.
Czytałam wywiad z autorką, z którego wynika, że Sokolov wybrał ją dlatego, że ona ani nie była Żydówką ani w ogóle nie interesowała się Zagładą. Widać nie bez powodów to uczynił.
Do mnie ta książka trafiła bardziej niż Kommando Puff Rettingera. A przy okazji po raz kolejny dowodząca, jak bardzo zawodna bywa ludzka pamięć. Czyli dobra rzecz dla tych techników kryminalistycznych, którzy zajmują się analizą dowodów z zeznań naocznych świadków.
Czytałam wywiad z autorką, z którego wynika, że Sokolov wybrał ją dlatego, że ona ani nie była Żydówką ani w...
No widzisz, czyli znowu autorka się myli w zeznaniach. Ja czytałam, że to ona poszła do Lale i go namawiała na opowiedzenie tej historii. On gdyby chciał ją opowiedzieć to już dawno by to zrobił.
No widzisz, czyli znowu autorka się myli w zeznaniach. Ja czytałam, że to ona poszła do Lale i go namawiała na opowiedzenie tej historii. On gdyby chciał ją opowiedzieć to już dawno by to zrobił.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wedle tego wywiadu, który ja czytałam to on postanowił opowiedzieć swoją historię po tym jak Gita zmarła. Coś jakby chciał to z siebie zrzucić przed śmiercią. I zależało mu właśnie na kimś, kto nie będzie miał żadnego stosunku do Zagłady, kto nie jest Żydem i w ogóle nie jest w temacie. I nawet mówiła, że sprawdzała prawdziwość jego słów... ale widać nie dość dokładnie.
http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,23257435,czlowiek-ktory-tatuowal-zydom-numery-w-auschwitz-sam-byl-zydem.html
Ten właśnie wywiad czytałam i to on sprawił, że zechciałam przeczytać Tatuażystę.
Wedle tego wywiadu, który ja czytałam to on postanowił opowiedzieć swoją historię po tym jak Gita zmarła. Coś jakby chciał to z siebie zrzucić przed śmiercią. I zależało mu właśnie na kimś, kto nie będzie miał żadnego stosunku do Zagłady, kto nie jest Żydem i w ogóle nie jest w temacie. I nawet mówiła, że sprawdzała prawdziwość jego słów... ale widać nie dość dokładnie.
...
"Bestsellerowa – oparta na faktach – powieść na miarę Chłopca w pasiastej piżamie i Listy Schindlera."
Porównanie do tak mocnych pozycji o podobnej tematyce zobowiązuje do trzymania poziomu i trzymania się faktów.
Bo jeśli chodzi o historię głównych bohaterów, może warto napisać: "oparta na faktach z życia" owych bohaterów i wtedy nikt nie miałby pretensji. Być może.
Biorąc na warsztat taki temat, z szacunku do osób, które przeszły przez horror holokaustu, trzeba chociaż napomknąć, że w grę wchodzi licentia poetica. Choć poetica i holokaust wciąż trudno przełknąć...
"Bestsellerowa – oparta na faktach – powieść na miarę Chłopca w pasiastej piżamie i Listy Schindlera."
Porównanie do tak mocnych pozycji o podobnej tematyce zobowiązuje do trzymania poziomu i trzymania się faktów.
Bo jeśli chodzi o historię głównych bohaterów, może warto napisać: "oparta na faktach z życia" owych bohaterów i wtedy nikt nie miałby pretensji. Być może.
...
Przepraszam najmocniej, ale akurat "Chłopiec w pasiastej piżamie" jest niestety wyjątkowo odrealnioną książką jeżeli chodzi o warunki obozowe :/
I żeby nie było - uwielbiam tę powieść, ale fakt faktem.
Przepraszam najmocniej, ale akurat "Chłopiec w pasiastej piżamie" jest niestety wyjątkowo odrealnioną książką jeżeli chodzi o warunki obozowe :/
I żeby nie było - uwielbiam tę powieść, ale fakt faktem.
"Chłopiec w pasiastej piżamie" - masz rację, ale autor/marketing nie twierdził, że jest oparta na faktach. Mnie złości komercjalizacja holokaustu i lekceważenie.
"Chłopiec w pasiastej piżamie" - masz rację, ale autor/marketing nie twierdził, że jest oparta na faktach. Mnie złości komercjalizacja holokaustu i lekceważenie.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Wydaje mi się, że niesłusznie zaczęliśmy na tą książkę patrzeć jak na książkę historyczną... Wiele osób pisze, że reklamując ją jako "prawdziwą historię z obozu" nie można popełnić takich błędów jak ten z penicyliną czy numerem budynku, w którym więzień był osadzony... Ja patrzę na tą książkę jako na historię napisaną w oparciu nie o rzetelne źródła historyczne, ale o wspomnienia starego człowieka, który wspominał swoje przeżycia... Moja prababcia, której przyszło żyć w czasach wojny, teraz, w wieku niemal stu lat, myli fakty i zmienia detale opowiadanej wielokrotnie historii.
Książka, jak sądzę, była po prostu napisana tak jak chciał tego bohater, a nie tak, by sklejała się z podręcznikami do historii.
Wydaje mi się, że niesłusznie zaczęliśmy na tą książkę patrzeć jak na książkę historyczną... Wiele osób pisze, że reklamując ją jako "prawdziwą historię z obozu" nie można popełnić takich błędów jak ten z penicyliną czy numerem budynku, w którym więzień był osadzony... Ja patrzę na tą książkę jako na historię napisaną w oparciu nie o rzetelne źródła historyczne, ale o...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOd czasu, kiedy "przejechałem się" emocjonalnie na "My, dzieci z dworca ZOO" http://lubimyczytac.pl/ksiazka/47662/my-dzieci-z-dworca-zoo-christiane-f zrobiłem się baaardzo ostrożny w przypadku książek rzekomo opartych na faktach. Dlatego też wyłapałem kant z "Milionem małych kawałków" http://lubimyczytac.pl/ksiazka/248385/milion-malych-kawalkow.
Od czasu, kiedy "przejechałem się" emocjonalnie na "My, dzieci z dworca ZOO" http://lubimyczytac.pl/ksiazka/47662/my-dzieci-z-dworca-zoo-christiane-f zrobiłem się baaardzo ostrożny w przypadku książek rzekomo opartych na faktach. Dlatego też wyłapałem kant z "Milionem małych kawałków" http://lubimyczytac.pl/ksiazka/248385/milion-malych-kawalkow.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie mam problemu z tym, że ta książka nie jest wiernym opisem ówczesnej obozowej rzeczywistości. To jest powieść, literatura piękna, a nie dokument historyczny. Zresztą sama autorka mówi, że nie chciała tworzyć literatury faktu. Nie rozumiem niektórych opinii pełnych oburzenia. Może nie jest to książka najlepsza jaką czytałem w życiu, ale i tak podziwiam autorkę, ponieważ temat nie jest łatwy. Pisarce należą się podziękowania, ponieważ książki mówiące o tamtych pełnych nienawiści czasach są i będą zawsze potrzebne.
Nie mam problemu z tym, że ta książka nie jest wiernym opisem ówczesnej obozowej rzeczywistości. To jest powieść, literatura piękna, a nie dokument historyczny. Zresztą sama autorka mówi, że nie chciała tworzyć literatury faktu. Nie rozumiem niektórych opinii pełnych oburzenia. Może nie jest to książka najlepsza jaką czytałem w życiu, ale i tak podziwiam autorkę, ponieważ...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejNadal nie widzę problemu. Tę powieść należy czytać trochę głębiej. Obozowa rzeczywistość jest bardzo ważnym elementem tej książki, ale jest tylko tłem. ,,Tatuażysta z Auschwitz" opowiada o czymś więcej.
Nadal nie widzę problemu. Tę powieść należy czytać trochę głębiej. Obozowa rzeczywistość jest bardzo ważnym elementem tej książki, ale jest tylko tłem. ,,Tatuażysta z Auschwitz" opowiada o czymś więcej.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamZważywszy, że nie dzieje się to w Rurytanii, tylko w Auschwitz, i nie za Piasta Kołodzieja, tylko w XX wieku, to chyba żądanie ścisłości nie jest przesadą.
Zważywszy, że nie dzieje się to w Rurytanii, tylko w Auschwitz, i nie za Piasta Kołodzieja, tylko w XX wieku, to chyba żądanie ścisłości nie jest przesadą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie twierdzę, że domaganie się zgodności z faktami jest przesadą. Dziwi mnie natomiast to oburzenie, jakby autorka tej powieści zrobiła coś naprawdę złego. Jeszcze raz napiszę: to jest literatura piękna, a nie dokument historyczny.
Nie twierdzę, że domaganie się zgodności z faktami jest przesadą. Dziwi mnie natomiast to oburzenie, jakby autorka tej powieści zrobiła coś naprawdę złego. Jeszcze raz napiszę: to jest literatura piękna, a nie dokument historyczny.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamHmm,wielka szkoda.Gdy będę sięgać po kolejną podobną książkę zapalę sobie czerwoną lampkę...albo w ogóle nie czytać.
Hmm,wielka szkoda.Gdy będę sięgać po kolejną podobną książkę zapalę sobie czerwoną lampkę...albo w ogóle nie czytać.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamW swojej recenzji napisałem, że "Tatuażysta..." to "Kod Leonarda da Vinci" wśród książek obozowych. Zebrane jakieś tam fakty, bez refleksji, bez zagłębienia i wśród nich stworzona historyjka. Nie jest to oczywiście rzecz nowa. Wielu pisarzy bierze sobie jakieś tam wydarzenie i tworzy w jego ramach mniej lub bardziej prawdziwą/wiarygodną historię. Przecież Twardoch w Królu zrobił to samo. Jego opis półświatka międzywojennej Warszawy opiera się o faktach nie bardziej niż Tatuażysta. Porównajcie sobie dwie powieści: Króla Twardocha i Czarny Charakter Stachniaka. Identyczna tematyka, tyle że u Stachniaka postaci są prawdziwe, a wydarzenia wiarygodne, a u Króla bardzo mało wiarygodne, czy wręcz nieprawdziwe. Tylko, że w momencie, gdy ktoś pisze o półświatku i mija się z prawdą, albo przynajmniej nagina fakty, to mi to nie przeszkadza, ale gdy czytam książkę obozową, gdy pada nazwa Auschwitz, gdy pisze się o śmierci tylu osób, o piekle na ziemi, to z całym szacunkiem, albo piszemy CZYSTĄ PRAWDĘ, albo nie piszemy wcale!
W swojej recenzji napisałem, że "Tatuażysta..." to "Kod Leonarda da Vinci" wśród książek obozowych. Zebrane jakieś tam fakty, bez refleksji, bez zagłębienia i wśród nich stworzona historyjka. Nie jest to oczywiście rzecz nowa. Wielu pisarzy bierze sobie jakieś tam wydarzenie i tworzy w jego ramach mniej lub bardziej prawdziwą/wiarygodną historię. Przecież Twardoch w Królu...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejodnoszę wrażenie że w tym temacie podważa się wiarygodność każdego kto nie jest Polakiem. jest to trochę (bardzo) żenujące. serio ktoś oczekuje że jako 80 czy 90-letni staruszek będzie w stanie podać ze szczegółami drogę przebytą do obozu? dajcie spokój.
odnoszę wrażenie że w tym temacie podważa się wiarygodność każdego kto nie jest Polakiem. jest to trochę (bardzo) żenujące. serio ktoś oczekuje że jako 80 czy 90-letni staruszek będzie w stanie podać ze szczegółami drogę przebytą do obozu? dajcie spokój.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAle ktoś to jeszcze pisał i ktoś mógł fakty sprawdzić.
Ale ktoś to jeszcze pisał i ktoś mógł fakty sprawdzić.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamNie, od starszego pana nikt nie wymaga takich informacji. Za to wymaga się od autorki by je weryfikowała. I miło by było by przed pisaniem przeczytała coś odnośnie historii obozu i jego funkcjonowania.
Nie, od starszego pana nikt nie wymaga takich informacji. Za to wymaga się od autorki by je weryfikowała. I miło by było by przed pisaniem przeczytała coś odnośnie historii obozu i jego funkcjonowania.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAkurat pomylona droga to najmniejszy problem.
Akurat pomylona droga to najmniejszy problem.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Arancione no widzisz, a raczej jednak wymaga się od starszego pana żeby pamiętał takie informacje. Heather Morris za zadanie miała spisać historię Lyle'a oraz jego żony co też uczyniła. fakty zweryfikowała problem leży jednak w tym, że jednak najwyraźniej Polakom ewidentnie zdaje się, że mają monopol na prawdę. a już zwłaszcza jeśli mowa o II wojnę światową. jak pisałam: w tym kraju zawsze się podważa wiarygodność - czy też kompetencje - w tym temacie zwłaszcza jeśli nie jesteś Polakiem. żenujące.
@Arancione no widzisz, a raczej jednak wymaga się od starszego pana żeby pamiętał takie informacje. Heather Morris za zadanie miała spisać historię Lyle'a oraz jego żony co też uczyniła. fakty zweryfikowała problem leży jednak w tym, że jednak najwyraźniej Polakom ewidentnie zdaje się, że mają monopol na prawdę. a już zwłaszcza jeśli mowa o II wojnę światową. jak pisałam:...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej@isobel Moim zdaniem to nie są luki w pamięci starszego pana, tylko celowe uproszczenie i spłycenie historii pod sukces wydawniczy. I to jest w tym najbardziej ohydne!
@isobel Moim zdaniem to nie są luki w pamięci starszego pana, tylko celowe uproszczenie i spłycenie historii pod sukces wydawniczy. I to jest w tym najbardziej ohydne!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@isobel Nikt nie podważa wiarygodności tego pana, na którego życiu książka niby jest napisana. Chodzi o to, ze autorka odwaliła chałturę robiąc wiele błędów historycznych i mówiąc o swoim dziele, jak o czymś co autentycznie miało miejsce. Ona nie miała żadnego zadania, jak to nazwałaś, to po prostu jej samozwańczy sposob na zarabianie pieniędzy. Przekręcając historię.
@isobel Nikt nie podważa wiarygodności tego pana, na którego życiu książka niby jest napisana. Chodzi o to, ze autorka odwaliła chałturę robiąc wiele błędów historycznych i mówiąc o swoim dziele, jak o czymś co autentycznie miało miejsce. Ona nie miała żadnego zadania, jak to nazwałaś, to po prostu jej samozwańczy sposob na zarabianie pieniędzy. Przekręcając historię.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Dopiero teraz tu trafiłem i wątpię, że ktoś jeszcze się tematem zainteresuje, ale odpowiem.
Historycy z Muzeum Auschwitz od początku działalności przez ponad 60 lat prowadzili rozmowy z ocalałymi więźniami, ze świadkami spoza obozu i członkami załogi. Oczywiście relacje na świeżo są najlepsze, ale w pierwszych latach po wojnie nie wszyscy mogli i chcieli opowiedzieć swoją historię.
Nie wiem dokładnie kiedy, ale umownie przyjmijmy, że w latach dziewięćdziesiątych zaczęły się wspomnienia coraz bardziej zacierać. Na przykład człowiek, który trafił do Birkenau wiosną 1943 roku, mówi, że wiozący ich pociąg wjechał do obozu. Tutaj widać, że wspomnienia tego człowieka mieszają się z filmami, które oglądał długo po wojnie. Transporty do Auschwitz okresami były obsługiwane na kilku różnych rampach kolejowych, rampa wewnątrz obozu Birkenau została oddana do użytku dopiero wiosną 1944 roku. W tej sytuacji nie należy zarzucać opowiadającemu kłamstwa, tylko zadać pytanie naprowadzające typu "Którędy szliście z rampy do obszaru przyjęć?" i ten człowiek sobie przypomni "Poszliśmy w stronę bramy... No tak, rampa była wtedy jakieś 200 metrów od bramy, a wartownia jeszcze nie miała drugiego skrzydła.". Ale do tego trzeba mieć wiedzą w temacie i chęć dotarcia do prawdy, Heather Morris nie ma jednego ani drugiego.
Po kilku dekadach można pomylić stopień jakiegoś esesmana, numerację bloków
czy zapomnieć czyjeś nazwisko i pamiętać tylko imię. Ale liczba i waga przekłamań w tej powieści daleko przekracza po prostu rozmywanie się wspomnień z czasem.
Powieść została wydana długie lata po śmierci samego Sokołowa, czyli nie ma tu mowy o autoryzacji.
Dopiero teraz tu trafiłem i wątpię, że ktoś jeszcze się tematem zainteresuje, ale odpowiem.
Historycy z Muzeum Auschwitz od początku działalności przez ponad 60 lat prowadzili rozmowy z ocalałymi więźniami, ze świadkami spoza obozu i członkami załogi. Oczywiście relacje na świeżo są najlepsze, ale w pierwszych latach po wojnie nie wszyscy mogli i chcieli opowiedzieć swoją...
I znowu bujdy na resorach... Ale rachunek się zgadza.
I znowu bujdy na resorach... Ale rachunek się zgadza.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
A to ci niespodzianka! Aż trzeba było analizy badaczki, aby obalić wiarygodność dokumentalną tego literackiego gniota. Bez tego przeciętny czytelnik by sobie nie poradził, ależ skąd!, bo to przecież jeden jedyny utwór poruszający problematykę obozową, więc o zapaleniu czerwonej lampki podczas czytania nie mogło być mowy. ;)
Swoją drogą przypomina mi to szum związany z książką "Wszystkim, których kochałem" (na marginesie dodam, że o niebo lepszą, choć też pod względem wiarygodności dokumentalnej dyskusyjną) Maxa Gallo vel Martina Graya vel Mieczysława Grajewskiego.
"Tatuażysta z Auschwitz" to taka pokrzepiająca szmirka (o znikomej wartości dokumentalnej, ale też znikomej wartości literackiej), szmirka, na którą nikt nie zwróciłby uwagi, gdyby nie informacja, że to powieść oparta na prawdziwej relacji z pobytu w obozach koncentracyjnych konkretnego człowieka, niejakiego Lalego Sokołowa vel Ludwiga Eisenberga. To nie tylko zadziałało jak magnes, ale uśpiło czujność niejednego czytelnika.
A to ci niespodzianka! Aż trzeba było analizy badaczki, aby obalić wiarygodność dokumentalną tego literackiego gniota. Bez tego przeciętny czytelnik by sobie nie poradził, ależ skąd!, bo to przecież jeden jedyny utwór poruszający problematykę obozową, więc o zapaleniu czerwonej lampki podczas czytania nie mogło być mowy. ;)
Swoją drogą przypomina mi to szum związany z...
No bo dają się co wrażliwsi czytelnicy łapać na takie pseudohistoryczne opowieści. Przerażające jest to, że czytelnikom takim nie zależy na historii, ale na ckliwej opowieści opakowanej w "fajną" klimatyczną scenografię. Tak, zagłada, Auschwitz, holokaust to fantastyczna okazja, by się powzruszać, popłakać nad zakazaną miłością gestapowca i Żydówki etc.
Gardzę tymi wszystkimi książkami, które żerują na naiwności czytelników, by autorzy mogli się powzruszać.
Wrócić trzeba do liceum i przeczytać na poważnie Borowskiego, Krall, Nałkowską i Szmaglewską. To powinno wybić z główek dyrdymały w stylu "Tatuażysty..."
No bo dają się co wrażliwsi czytelnicy łapać na takie pseudohistoryczne opowieści. Przerażające jest to, że czytelnikom takim nie zależy na historii, ale na ckliwej opowieści opakowanej w "fajną" klimatyczną scenografię. Tak, zagłada, Auschwitz, holokaust to fantastyczna okazja, by się powzruszać, popłakać nad zakazaną miłością gestapowca i Żydówki etc.
Gardzę tymi...
Szkoda, że nie mogę kliknąć "Popieram" kilka razy ;-)
Trafione w punkt.
Szkoda, że nie mogę kliknąć "Popieram" kilka razy ;-)
Trafione w punkt.
@Bosy_Antek - nic dodać, nic ująć!
@Bosy_Antek - nic dodać, nic ująć!
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamAle czytałeś "Tatuażystę"?
Ale czytałeś "Tatuażystę"?
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spamOczywiście, że czytałem. Uwielbiam komedie romantyczne w cieniu krematorium.
Oczywiście, że czytałem. Uwielbiam komedie romantyczne w cieniu krematorium.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam@Bosy_Antek Popieram w 100%, świetna wypowiedź. Szkoda, że te pseudohistoryczne książki przekłamują prawdziwą historię i zostają w świadomości tych, którzy nic innego nie czytali.
@Bosy_Antek Popieram w 100%, świetna wypowiedź. Szkoda, że te pseudohistoryczne książki przekłamują prawdziwą historię i zostają w świadomości tych, którzy nic innego nie czytali.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam100% popieram, są tematy do, których nie powinno się dodawać fikcji, czy tak lekko przedstawiać, bo lekko w Auschwitz ani trochę nie było. Ta książką zrobiła dużo złego, szczególnie wśród młodzieży, która myśli, że w obozie się romansowało, tak, niestety takich komentarzy jest pełno. A prawdziwej lektury dzieci nie ruszą, do Auschwitz pewnie też nie pojadą.
100% popieram, są tematy do, których nie powinno się dodawać fikcji, czy tak lekko przedstawiać, bo lekko w Auschwitz ani trochę nie było. Ta książką zrobiła dużo złego, szczególnie wśród młodzieży, która myśli, że w obozie się romansowało, tak, niestety takich komentarzy jest pełno. A prawdziwej lektury dzieci nie ruszą, do Auschwitz pewnie też nie pojadą.
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam
Na wstępie zachęcam do przeczytania artykułu pani Witek-Malickiej w numerze "Memoria" - pod linkiem, w którym książka Heather Morris została rzetelnie wypunktowana i oceniona.
Zachęcam was ponieważ w ten sposób można wyrobić sobie własne zdanie, uzupełnić wiedzę i przystąpić do dyskusji.
Czytając Tatuażystę myślałem, że jest to w szczególności lektura autentyczna a nie tylko inspirowana pewnymi wydarzeniami.
Niestety. Ilość błędów i pomyłek przeraża. Wstyd. Chyba najmniejszą karą jest moje obniżenie znacznej oceny tej pozycji. Mam nadzieję, że mimo, iż jest to bestseller książka nie zdobędzie nagrody książki roku gdzie podejrzewam jest nominowana.
Na wstępie zachęcam do przeczytania artykułu pani Witek-Malickiej w numerze "Memoria" - pod linkiem, w którym książka Heather Morris została rzetelnie wypunktowana i oceniona.
Zachęcam was ponieważ w ten sposób można wyrobić sobie własne zdanie, uzupełnić wiedzę i przystąpić do dyskusji.
Czytając Tatuażystę myślałem, że jest to w szczególności lektura autentyczna a nie...
Zadajmy sobie pytanie, po co czyta się tę książkę? Chcesz poczuć grozę obozu? Chcesz wiedzieć jak ludzie załatwiali się pod siebie, bo nie mogli chodzić, jak strasznie żyli i jak okrutnie ginęli. Przeczytaj Grzesiuka "Pięć lat kacetu".
"Tatuażysta .." to książka o miłości dwojga ludzi w czasach tak strasznych, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. Obóz, śmierć i zgroza jest tylko tłem dla czegoś co próbowało to zło zwyciężyć.
Niedokładna w swoim opisie? A jak wyglądała stara 1 zanim wybudowali autostradę. Może jeździłeś nią co miesiąc. Nie pamiętasz? Jak możesz? Przecież jechałeś ciepłym samochodem, delektowałeś się widokami i nie pamiętasz? A gdyby dokoła Ciebie umierali ludzie, z głodu, z braku wody, zapamiętałbyś?
Racja, autorka mogła przyjechać, sprawdzić każdą z tych rzeczy. Ale to nie książka o holocauście tylko o życiu człowieka, który opowiadał to wszystko po dziesiątkach lat. To jego przekaz i dajmy spokój tym nieścisłościom. W końcu nie pamiętamy jak wyglądały drogi zanim pojawiły się autostrady.
Jeśli szukasz książki o obozach i śmierci polecam Grzesiuka, a jeśli chcesz chcesz książkę o naprawdę trudnej miłości przeczytaj "Tatuażystę ..."
Naprawdę serdecznie polecam.
Zadajmy sobie pytanie, po co czyta się tę książkę? Chcesz poczuć grozę obozu? Chcesz wiedzieć jak ludzie załatwiali się pod siebie, bo nie mogli chodzić, jak strasznie żyli i jak okrutnie ginęli. Przeczytaj Grzesiuka "Pięć lat kacetu".
"Tatuażysta .." to książka o miłości dwojga ludzi w czasach tak strasznych, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. Obóz, śmierć i...
Rozumiem, do czego zmierzasz, ale porównując "Tatuażystę" do książki Grzesiuka obrażasz tego ostatniego. Oczywiście, że pamięć jest zawodna. Oczywiście, że mózg potrafi uzupełniać wspomnienia detalami, które nigdy się nie zdarzyły. Tyle że u Grzesiuka prawie z każdej strony wspomnień wyziera groza i beznadzieja obozowej wegetacji. Czemu tego nie ma w "Tatuażyście"? Przecież to w teorii tego samego typu wspomnienia, tyle że Grzesiuk napisał swoje sam a Lale je opowiedział autorce. Dobra, pal licho tę penicylinę. Może to były sulfonamidy czy coś innego. Ale takie szczegóły tworzą szkielet książki. To trochę tak, jakby ktoś pisał powieść o kampanii wrześniowej 1939 i napisał, że nagle nasze wojska zostały zaskoczone atakiem "Panter" :D Pewne fakty w powieści muszą trzymać się ram czasowych. Licentia poetica w tego typu powieściach ma swoje ograniczenia. Problem książki jest taki, że własnie tam boleśnie brak jest szczegółów, autorka nie miała specjalnie dużo do zweryfikowania.
Mnie osobiście najbardziej zaskoczyła monotonność całej książki. Nie ma stopniowania napięcia. Czy Lale jedzie do obozu, czy chowa się przed strażnikami, zero napięcia. W pewnym momencie powinienem być zlany potem i włosy powinny stawać mi dęba, bo oto obok Lalego staje Mengele. A tu nic. To moja wyobraźnia dała czadu, ale nie autorka. Jest parę scen, gdzie w realu każdy Żyd dostałby w obozie kulkę w kilka sekund. A tu Lale sobie gada z SS-manem prawie jak z kumplem. Być może z opowieści Eisenberga wiało grozą, ale autorka zupełnie nie potrafiła tego przenieść na karty książki. Stąd nie pojmuję, dlaczego powieść cieszy się takim powodzeniem.
Rozumiem, do czego zmierzasz, ale porównując "Tatuażystę" do książki Grzesiuka obrażasz tego ostatniego. Oczywiście, że pamięć jest zawodna. Oczywiście, że mózg potrafi uzupełniać wspomnienia detalami, które nigdy się nie zdarzyły. Tyle że u Grzesiuka prawie z każdej strony wspomnień wyziera groza i beznadzieja obozowej wegetacji. Czemu tego nie ma w "Tatuażyście"?...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie porównuję książki Grzesiuka, bo to są dwie zupełnie różne książki. I to jest własnie problem. Bo nie ja chce je porównywać tylko Ci, którzy starają się tę książkę zdeprecjonować. Ta książka nie jest o grozie, epatowanie z niej przemocą nie sprawiłoby prawdopodobnie, że ten główny wątek byłby bardziej realistyczny.
Moim zdaniem książka jest o zwykłym człowieku, który staje się niezwykły. Nie zauważyłem, żeby ta książka była monotonna. Jeśli faktycznie szuka się w niej tej grozy z opowiadań Grzesiuka to ich tam nie ma. I moim zdaniem dobrze, nie o tym miało być...
Nie znam też realiów obozu więc nie wypowiadam się w kwestii czy można było rozmawiać z SS-manem czy nie. Myślę, że przez 5 lat zdarzyło się tam wiele dziwnych rzeczy, o których nawet nam się nie śniło, a Ci co je widzieli pewnie już nie żyją.
Nie porównuję książki Grzesiuka, bo to są dwie zupełnie różne książki. I to jest własnie problem. Bo nie ja chce je porównywać tylko Ci, którzy starają się tę książkę zdeprecjonować. Ta książka nie jest o grozie, epatowanie z niej przemocą nie sprawiłoby prawdopodobnie, że ten główny wątek byłby bardziej realistyczny.
Moim zdaniem książka jest o zwykłym człowieku, który...
@maciejszcz doskonale Cię rozumiem i to co próbujesz tu przekazać.
Też uważam, że Tatuażysta to nie książka/dokument o obozach, a historia o miłości osadzona w strasznym miejscu i czasie.
I nie trzeba wtedy plastycznie epatować brutalnością i grozą, żeby ukazać uczucie głownych bohaterów.
Tatuażysty jeszcze nie czytałam, ale mam już na półce, bo sama chcę zobaczyć "o co chodzi".
Wydaje mi się, że to może być książka w klimacie filmu "Życie jest piękne" czy powieści "Lalkarz z Krakowa"
@maciejszcz doskonale Cię rozumiem i to co próbujesz tu przekazać.
Też uważam, że Tatuażysta to nie książka/dokument o obozach, a historia o miłości osadzona w strasznym miejscu i czasie.
I nie trzeba wtedy plastycznie epatować brutalnością i grozą, żeby ukazać uczucie głownych bohaterów.
Tatuażysty jeszcze nie czytałam, ale mam już na półce, bo sama chcę zobaczyć "o co...
@Marlenka
Czy ja gdzieś sugerowałem, że ta książka jest dla mnie dokumentem o obozach (liczba mnoga!)?? Skądże. Jedyne, co podkreślałem to to, że „sprzedaje” się ją, nie bez starań samej autorki, jako fabularyzowaną relację naocznego świadka, jako opowieść, której wątki zdarzyły się realnie tej jednej osobie. A więc jeśli nawet forma przybiera styl powieści, ma ona wysoki poziom zgodności z realiami historycznymi.
Mam takie odczucie, że zaczyna mi się przypisywać, iż szukam w tej książce grozy. Otóż nie szukam. Jak będę chciał grozy, to sobie poczytam horror albo krwawy thriller.
Chciałbym jednak zauważyć, że to maciejszcz napisał:
„"Tatuażysta .." to książka o miłości dwojga ludzi w czasach tak strasznych, że nie jesteśmy sobie w stanie tego wyobrazić. Obóz, śmierć i zgroza jest tylko tłem dla czegoś co próbowało to zło zwyciężyć.”
Problem w tym, że w tej książce właśnie wyjątkowo słabo daje się odczuć owe „takstraszneczasy”, wyjątkowo mało „śmierci i grozy”. Stąd oceniam tę książke bardzo słabo również pod względem literackim, jeśli już traktujemy to jako beletrystykę i czystą fikcję literacką. Tej grozy, śmierci itp. powinno być od metra, żeby podkreślić, uwypuklić wielkość owej miłości. Gdyby Marsjanin nieznający w ogóle tematu KL i innej zgrozy II wojny światowej przeczytał książkę, zapytał by: „ale o co chodzi?”.
Tak akurat mam, że jestem czytelniczym masochistą i lubię, kiedy treść (niezależnie od tego, czy to fikcja, czy dokument czy coś pośredniego) targnie mną do głębi trzewi, nie da mi spać, będzie tkwiła w duszy, jak zadra. Poczuję wielkie emocje. Te negatywne, jak i pozytywne. W trakcie lektury tego nie czułem a przynajmniej nie często i nie długo. Prawie niezauważalnie. Stąd moje twierdzenie, że zabrakło mi w tej książce grozy. Grozy, która podkreśli wielkość miłość, niesamowitość.
Że historia niesamowita? Zgoda. Że piękna miłość? Zgoda. Pytanie tylko, ile w tym kreacji autorki, ale również bohatera a ile prawdy. Lekturę skończyłem, zanim dotarły do mnie wszelkie do niej zastrzeżenia, zwłaszcza przywoływany tu artykuł badaczki z Muzeum Auschwitz. I ku mojemu zaskoczeniu, poza oczywiście detalami historycznymi w typie numeru baraku, miałem podobne wątpliwości.
I jeszcze drobna uwaga:
@Marlenka
Napisałaś: „Też uważam, że Tatuażysta to nie książka/dokument o obozach, a historia o miłości osadzona w strasznym miejscu i czasie. „
A czy ja uważam inaczej?? Też nie. Tylko żeby napisać taką powieść, o jakiej mówisz, wcale nie trzeba by było wysłuchiwać biograficznej spowiedzi świadka! Wystarczyło by przestudiować kilka tomów wspomnień, których jest cała masa i podejrzewam, że po angielski znacznie więcej niż po polsku czy niemiecku, zapoznać się z paroma opracowaniami o dowolnym obozie zagłady, nie koniecznie o Auschwitz, i napisać faktycznie porywająca powieść, jakich przecież całkiem sporo powstało. Ale autorka usilnie nas przekonuje, że to … powiedzmy PARAdokument. I cała ta dyskusja właśnie o to się rozbija.
@Marlenka
Czy ja gdzieś sugerowałem, że ta książka jest dla mnie dokumentem o obozach (liczba mnoga!)?? Skądże. Jedyne, co podkreślałem to to, że „sprzedaje” się ją, nie bez starań samej autorki, jako fabularyzowaną relację naocznego świadka, jako opowieść, której wątki zdarzyły się realnie tej jednej osobie. A więc jeśli nawet forma przybiera styl powieści, ma ona wysoki...