-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać197 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać3
Cytaty z tagiem "joker" [20]
Hello. I came to talk. I've been thinking lately. About you and me. About what's going to happen to us in the end. We're going to kill each other, aren't we? Perhaps you'll kill me. Perhaps I'll kill you. Perhaps sooner. Perhaps later.
See, there were these two guys in a lunatic asylum... and one night, one night they decide they don't like living in an asylum any more. They decide they're going to escape! So, like, they get up onto the roof, and there, just across this narrow gap, they see the rooftops of the town, stretching away in the moon light... stretching away to freedom. Now, the first guy, he jumps right across with no problem. But his friend, his friend didn't dare make the leap. Y'see... Y'see, he's afraid of falling. So then, the first guy has an idea... He says 'Hey! I have my flashlight with me! I'll shine it across the gap between the buildings. You can walk along the beam and join me!' B-but the second guy just shakes his head. He suh-says... He says 'Wh-what do you think I am? Crazy? You'd turn it off when I was half way across!
(...) Czasem jednak w twoje życie wkracza osoba niemieszcząca się w żadnej z tych kategorii. To joker, który przez długie lata wyskakuje z talii wtedy, kiedy się tego najmniej spodziewasz, często w sytuacjach kryzysowych".
Skąd ta powaga?
To, że jesteśmy kryminalistami, nie oznacza, że musimy być debilami.
Piękno... To jedyne czego zawsze pragnąłem... Zawsze pragnąłem tylko tworzyć piękno... Prawdziwe piękno.
Istnieją dwa światy... Co się dzieje, kiedy tracisz rozeznanie w którym z nich się znajdujesz?
- Wiesz skąd mam te blizny?
- Nie, ale wiem skąd masz te - odpowiedział Batman, unosząc ramię i wystrzeliwując drobne ostrze z rękawicy.
Co można zrobić z takim tłumem?
No cóż, Dżoker doszedł do wniosku, że czas już ich wszystkich zabić.
Raz jeszcze odezwał się do mikrofonu.
- Teraz uwolnię was, mali ludzie, od brzemienia waszego nieudanego i bezużytecznego życia. Ale, jak mawiał zwykle mój chirurg plastyczny - jeśli musisz odejść, odejdź z uśmiechem.
- Posłuchaj, Jack. Ubijemy interes.
Pistolet nie drgnął.
- Jack? Jack nie żyje, przyjacielu. Możesz mnie nazywać Dżokerem.
Potem ,,Dżoker" zdjął płaszcz i kapelusz. Grissom pożałował, że to zrobił. Trudno było w nim rozpoznać Jacka Napiera. Miał kredowobiałe ciało i włosy zielone jak sztuczna darń. Ale najstraszliwiej wyglądały usta. Coś się musiało stać w czasie wypadku. Jack miał wargi zbyt czerwone w stosunku do reszty skóry i wykrzywione w nigdy nie znikającym grymasie uśmiechu.
- Jak widzisz - powiedział - teraz jestem dużo szczęśliwszy.
Zachichotał. Naprawdę zwariował...