cytaty z książek autora "Annie Ernaux"
Uratować coś z czasu, w którym już się nigdy nie będzie.
Istnieć, otóż to: pić samego siebie , nie mając pragnienia.
Bojąc się, że nie będzie kochana za to, kim jest, miała nadzieję być kochaną za to, co może dać.
Poszukiwanie straconego czasu odbywało się teraz w internecie. W jednej chwili docierały do nas archiwa i wszystkie przeszłe zdarzenia, choć nie wyobrażaliśmy sobie nawet, że któregoś dnia moglibyśmy je odnaleźć. Pamięć stała się niewyczerpalna, ale zniknęła głębia czasu, którą pozwalały odczuć zapach i zżółknięcie papieru, zagięte rogi, akapit podkreślony nieznaną dłonią. Trwało się w nieskończonej teraźniejszości.
Mnogość rzeczy maskowała deficyt myśli i zużywanie się wierzeń.
Albo też WSPOMINAŁA: "Zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby moja córka była szczęśliwa, a ona wcale nie była przez to szczęśliwsza".
I nie starzeliśmy się. Żadna z rzeczy dookoła nas nie trwała wystarczająco długo, żeby się zestarzeć, były coraz szybciej zastępowane kolejnymi. Pamięć nie nadążyła za tym, by kojarzyć je z chwilami istnienia.
Odwrotnie niż w młodości, gdy miała pewność, że w ciągu jednego roku czy nawet miesiąca dokonuje się w niej przemiana, a świat wokół pozostaje niezmieniony, teraz to ona czuje się nieruchoma w galopującym świecie.
W procesie bezustannej segmentacji rzeczywistości i mnożenia przedmiotów wszystko, co istnieje, powietrze, ciepło i zimno, trawa i mrówki, pot i nocne chrapanie, mogło stać się inspiracją do stworzenia nieskończonej gamy towarów.
Było rzeczą normalną, że produkty przybywają z całego świata i krążą swobodnie, natomiast ludzi cofa się spod granic.
Wszystko zgaśnie w jednej chwili. Słownik przyswajany od kołyski po łoże śmierci przestanie istnieć. Nastanie cisza bez żadnego słowa, aby ją opowiedzieć. Z otwartych ust nie wyjdzie już nic. Ani ja , ani mnie. Język zaś będzie w dalszym ciągu przekładał świat na słowa. W rozmowach przy świątecznym stole będzie się tylko imieniem coraz bardziej pozbawionym twarzy , aż zniknie się w anonimowej masie odległego pokolenia.
Rzeczywistość jest kwestią słów, systemem wykluczeń.
Byle facet po pięćdziesiątce może afiszować się z dziewczyną na pewno niebędącą jego córką i nie spotyka go za to cień potępienia.
Przypominając sobie na odległość jej mimikę i postawę, zawsze widziałam ją taką, jaka była kiedyś, nigdy taką, jaka się stała.
Już nie usłyszę jej głosu. To ona, jej słowa, ręce, gęsty, sposób, w jaki się śmiała i poruszała, łączyły kobietę, którą jestem, z dzieckiem, którym byłam. Straciłam ostatni łącznik ze światem, z którego się wywodzę".
Oparłam się o piękno świata
A w dłoniach trzymam zapach por roku.
Dziś wiem, że ta męka i ta ofiara były mi potrzebne, abym zapragnęła mieć dzieci. Abym mogła zaakceptować przemoc reprodukcji w moim ciele i stać się miejscem zmiany pokoleń.
Są ludzie, których realność innych zalewa jak woda - to jak tamci mówią, zakładają nogę na nogę, zapalają papierosa. Grzęzną w cudzej obecności. (81).
A patrząc na dorosłe dzieci i słuchając ich, myślało się o tym, co nas łączy, bo przecież nie krew ani geny, ale jedynie teraźniejszość tysięcy spędzonych razem dni, słów, gestów i posiłków, podróży samochodem, nieskończoność wspólnych doświadczeń, które - zdawałoby się - nie pozostawiły w nas świadomego śladu (str. 185).
Rzeczy niezapisane nie doszły do końca, zostały tylko przeżyte.
Religia katolicka niepostrzeżenie znikła z naszego życia (…) Kościół nie terroryzował już wyobraźni dojrzewających nastolatków, nie ograniczał relacji seksualnych, a kobiecy brzuch znalazł się poza jego władzą. Straciwszy swoje zasadnicze pole działania, jakim był seks, Kościół stracił wszystko.
Każdy przypominał sobie, co robił w chwili, gdy pierwszy samolot wbił się w wieżę World Trade Center, (...) - w tym zadziwieniu równoczesnością uświadamiano sobie zarówno to, że każdy człowiek na ziemi jest osobnym bytem, jak i to, że istnieje między nami więź wynikająca ze wspólnej kruchości życia.
Były takie momenty, kiedy w siedzącej naprzeciwko córce miała wroga klasowego.
Być może pewnego dnia rzeczy i ich nazwy stracą łączność i nie będzie już mogła opisywać rzeczywistości, pozostanie tylko niedający się wyrazić słowami otaczający świat.
Papież też skazywał na śmierć, zabraniając używania prezerwatyw, ale to były śmierci anonimowe i odłożone w czasie.
Matka zawsze trzymała ją z dala od chłopców, jakby byli uosobieniem szatana. Marzy o nich stale, od 13. roku życia.
Przyszłość jest zbyt ogromna, żeby mogła ją sobie wyobrazić, po prostu nadejdzie i tyle.
W miarę jak wiek stawał się coraz bardziej widoczny na skórze, jak niepostrzeżenie naznaczał ciało, świat zarzucał nas nowymi rzeczami. Nasze zużywanie się i bieg spraw szły w przeciwnych kierunkach.
Niekiedy odczuwa przygnębienie wszystkim czego się nauczyła. Jej ciało jest młode, a myśl stara.
Zbadać rozziew między oszałamiającą realnością tego, co się dzieje, w momencie, kiedy to się dzieje, a dziwną nierealnością, jakiej nabiera to, co się zdarzyło. (212).