cytaty z książki "Co gryzie Gilberta Grape'a"
katalog cytatów
No i nie ma nic gorszego niż kiedy ci mówią, że jesteś dobry, a ty wiesz, że jesteś zły.
(...) nikogo nie można winić za to, że żyje. Niektórzy mówią, że rodzimy się z własnego wyboru, na własną prośbę, i że lądujemy na tej planecie, bo chcemy żyć. Ja tak nie myślę. To wszystko kwestia przypadku. Niektórzy ludzie rzeczywiście bardzo pragną żyć, ale inni po prostu starają się jakoś dotrwać do końca całej tej afery zwanej życiem.
Ujrzałem Boga i jest on tą dziewczyną
Nigdy się nie jest za starym na to, by żyć!
- Może i teraz jestem [piękna], ale któregoś dnia będę miała szaroniebieskie włosy, skórę całą w plamach i plastikowe zęby, a może nawet tylko jedną pierś. Jeżeli ta myśl przemawia do ciebie, możemy się trochę pobujać razem. Ale jeżeli zależy ci na powierzchowności, na urodzie, to mogę się po prostu odwrócić, odgryźć ci głowę i cię zjeść
W betonowym parku po drugiej stronie ulicy stoi olbrzymia rzeźba. To szkielet parasolki, leżący na boku. Parasolka jest zielona. Stań pod nią podczas burzy, a i tak zmokniesz - dlatego nazywają to sztuką.
Podobno kobiety podczas porodu krzyczą z powodu silnego bólu. Myślę teraz, jak łatwo życie uchodzi z człowieka, topnieje jak lód. A krzyczą tylko żywi.
Pani Carver zmusza się do tego, żeby mi pomachać, kiedy odjeżdżam.
Zastanawiam się, czy będę ją wspominać z rozczuleniem, kiedy skończę osiemdziesiąt lat. Chyba tak. Pewnie będę uważał, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się kiedykolwiek przydarzyły. I pewnie będę chciał, żeby te czasy wróciły.
- No wiesz, jednego dnia widzisz go na ulicy, jak macha do swoich znajomych - a potem, następnego już leży u nas na stole. To trudne. Ale i zabawne. Ma się inne podejście do życia, kiedy człowiek tak blisko się styka ze zmarłymi.
- Czy kiedyś, no wiesz...? - Tucker próbuje wyartykułować jedną ze swych mrocznych myśli. - Czy kiedyś... hmm...?
- Co? - Bobby jest cierpliwy.
- No wiesz. Czy kiedyś figlowałeś z jakimś ciałem?
- Nie!
- Myślałeś o tym kiedyś?
- Tucker, błagam - wtrącam.
Nie pamiętam zbyt wiele, a to, co zapamiętałem zdążyłem zapomnieć.
- Amy - mówię. - Te dzieciaki bawiły się aż za dobrze. Mało co nie wybuchły. Musiały wrócić do domu, do swego szarego życia. Za dużo radości boli. - Nie, żebym coś o tym wiedział.
Wyglądam przez okno i po kształcie pleców Amy domyślam się, że jest mniej więcej w takim samym stanie, jak nasze meble ogrodowe. Łatwo rozpoznać sielankową naturę rodziny po wyglądzie jej stolika ogrodowego. Nasz sam mówi za siebie. Cali jesteśmy połamani i wyblakli. Gnijemy.
Usiłując zignorować mlaskanie Arniego, próbuję dokonać niemożliwego. Wiecie, on tak przeżuwa, jakby dopiero co odkrył, że ma usta, a dźwięki, jakie przy tym wydaje, kojarzą mi się z porządnym, wilgotnym seksem. Przez te chlupiące i gulgoczące odgłosy mam ochotę współżyć z szerokim asortymentem najpiękniejszych mieszkanek Endory.
Przez jakieś dwadzieścia minut usiłowałem go przekonać, że pszczoła go użądliła nie dlatego, że zrobił coś złego. Próbowałam mu wyjaśnić, że czasami człowieka coś ugryzie albo uderzy bez żadnego powodu.
Piękne w Arniem jest to, że jest zbyt głupi, by kłamać. Albo zbyt cwany.
Nagle czuję potrzebę skorzystania z łazienki. Zamiast sikać na stojąco, siadam na sedesie. Robię to, bo wiem, że parę minut wcześniej siedziała tu na gołej pupie i siusiała Becky. Być może nigdy już nie uda mi się bardziej do niej zbliżyć.
In a cement park across the street is this giant sculpture. It is a giant umbrella frame lying on its side. It's green. Stand under it, during a rainstorm, you'll still get wet - that's why it's art.
Życie może jest pełne cudownych niespodzianek, jak twierdzi pan Lamson. Ale ja przede wszystkim wierzę, że życie jest pełne niesprawiedliwości.
(...) jeżeli żyje się z czymś wystarczająco długo, staje się to normalne.
Chcesz umrzeć. Nie, to znaczy, nawet nie chcesz przechodzić przez całą tę mękę umierania. Żałujesz, że istniejesz. Chciałbyś tylko zniknąć.
Mam ochotę powiedzieć: może nie powinnaś w ogóle się urodzić, Ellen. Wiem jednak, że życie to niczyja wina. Są tacy, którzy mówią, że rodzimy się z własnego wyboru, na własną prośbę, która jest spełniana, i że lądujemy na tej planecie, bo chcemy żyć. Ja tak nie myślę. To wszystko kwestia przypadku. Niektórzy ludzie rzeczywiście bardzo pragną żyć, ale inni po prostu starają się jakoś dotrwać do końca całej tej afery zwanej życiem.
So. You want to die. No, I mean, you don't even want to go through the hassle of dying. You wish you didn't exist. If only you could disappear.
Próbuję ją sobie wyobrazić po porannej kąpieli, z mokrymi i oklapłymi włosami. Melanie patrzy w lustro, usiłując stworzyć kłamstwo, które jej pomaga rano wstać z łóżka, a potem żyć. Nigdy się nie dowiem, jak jej się udaje zachować takie pozytywne nastawienie. Na jej miejscu płakałbym całymi dniami i nocami.
W tym momencie Lance przestaje mówić. Zjada frytkę za frytką, próbuje też mojego hamburgera. Przysuwam mu bliżej talerz. Domyślam się, że to właśnie jest sława. Zjadanie jedzenia innych.
- Gilbert?
Są takie dni, kiedy nienawidzę wszystkich, którzy znają moje imię.
- Dobrze, że tu jestem, co? Fajnie, że ktoś tu odwala całą brudną robotę. Co wy byście zrobili beze mnie?
- Bylibyśmy szczęśliwsi - odpowiadam.
Łatwo rozpoznać sielankową naturę rodziny po wyglądzie jej stolika ogrodowego. Nasz sam mówi za siebie. Cali jesteśmy połamani i wyblakli. Gnijemy.
You can tell the idyllic nature of a family by the upkeep of its picnic table. Ours is its own indictment. We are splintering and peeling. We rot.
[...]there’s nothing worse than being told you’re good when you know you’re bad.
A man who works all day, every day and loves each apple he uncrates, who cherishes each can of soup - a man like that surely puts us all to shame.