cytaty z książki "Podróż bez końca"
katalog cytatów
Podróżować nie po to,aby dotrzeć do celu,lecz aby dojechać jak najpóźniej,aby nie dojechać - o ile to możliwe - nigdy.
Jeśli czujemy się obcymi i cudzoziemcami, to nie dlatego, że mamy wrażenie, iż zapuściliśmy się do krainy mgieł, lecz raczej dlatego, że to my wydajemy się istotami utkanymi z mgły albo cieni, które poruszają się pośród żywych osób…
Wszystkie najważniejsze rzeczy - miłość,szczęście,cierpienie - zdarzają się przypadkiem albo na mocy łaski,kiedy wypuszczamy z rąk cugle i pozwalamy unieść się życiu.
Islam w czasach panowania Arabów w Hiszpanii był bardziej liberalny i tolerancyjny niż chrześcijaństwo. Cywilizacja przybiera niekiedy fałszywy obraz również w cudzej zbiorowej wyobraźni.
Być może najbardziej autentyczną literaturą jest dzisiaj ta, która nie posługuje się czystą wyobraźnią i fikcją lecz mówi bezpośrednio o faktach i rzeczach.
Podróż w przestrzeni jest zarazem podróżą w czasie i przeciw czasowi.
Podróżowanie oznacza liczenie się ze światem, lecz również z jego alternatywnym obliczem.
Podróż jest również przyjemną, nudną, miłą nieistotnością. Najbardziej ryzykowna trudna i zachwycająca przygoda staje się naszym udziałem w domu. To tam gra toczy się o życie o zdolność do miłości lub jej brak o bycie szczęśliwym i umiejętność dawania szczęścia.
Okrucieństwo podróży, ostrzega Canetti, polega na tym że podróżny spogląda na świat z ciekawością. Jest w jakimś sensie skłonny zgodzić się na to, co widzi, na zło i niesprawiedliwość. Gotów jest raczej poznawać je i rozumieć niż zwalczyć zwalczać i starać się pokonać. Podróż do krajów totalitarnych na przykład zaznaczona jest zawsze trochę winą, wspólnictwem albo przynajmniej neutralnością wobec przemocy i hańby.
Twarz musi zdradzać nasz wiek znoszony o ile to możliwe z godnością, nie zaś rozpaczliwie ukrywany. Wstawić sobie brakujący ząb to oczywiste, ale lifting a la Dorian Gray pozostaje czymś przygnębiającym. Sensem naszego życia jest jego wymiar czasowy, historyczny. Kwitnięcie, lecz także dojrzewanie i przemijanie.
Podróżuje się w rzeczywistości jak w teatrze, przesuwając dekoracje, otwierając nowe przejścia, gubiąc się ślepych zaułkach i zatrzymując się przed fałszywymi drzwiami narysowanymi na ścianie.
Niemal zawsze mamy zbyt wiele powodów, by pragnąć, żeby życie minęło tak szybko, jak to tylko możliwe, by teraźniejszość stała się jak najprędzej przeszłością, żeby już nadeszło jutro, ponieważ oczekujemy z niepokojem diagnozy lekarza, początku wakacji, ukończenia książki rezultatu jakiegoś działania.
Podróżowanie ma zatem coś wspólnego ze śmiercią, lecz jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce spotkania z istotą rzeczy, podobnie jak przedmowa odwleka prawdziwą lekturę.
Prolog pasuje jednak do zbioru szkiców o podróży ponieważ podróż w świecie i na papierze jest sama przez się wieczną preambułą, wstępem do czegoś, co ma nastąpić I co jest tuż tuż.
Podróżować i czuć się zawsze jednocześnie w nieznanym i w domu, wiedząc wszakże, iż nie mamy domu.
Podróżny jest widzem, nie angażuje się głęboko w rzeczywistość, którą przemierza, nie ponosi winy za okrucieństwa, hańbę, tragedie krajów, w które się zapuszcza. W podróży dobrze się czujemy, ponieważ z wyjątkiem jakichś nieszczęść, nie może się tak naprawdę nic przytrafić.
To właśnie Don Kiszoci widzą, iż rzeczywistość się rozpada i może ulec zmianie. Ludzie rzekomo praktycznie oświadczający z dumą, że nie snują marzeń, wierzą zawsze aż do dnia poprzedzającego jego runięcie, że Mur Berliński będzie trwał.
Żyjemy I poruszamy się po nowoczesnym średniowieczu globalnym i wyrafinowanym, które w zawrotnym tempie przekształca świat pod względem technologii, nie wierzy jednak, że potrafi nadać mu sens.
Wielu przyjaciół pyta mnie, jak to się dzieje, że nie męczą mnie takie dalekie i częste podróże. Męczymy się raczej w domu we własnym mieście i własnym świecie. Udręczeni przez obowiązki i kłopoty, przebici tysiącem codziennych trujących strzał, przytłoczeni przez idole własnego plemienia.
Podróż, nawet najciekawsza, jest zawsze pauzą, ucieczką, doświadczeniem braku odpowiedzialności, odpoczynkiem od wszelkiego prawdziwego ryzyka. Wraca się więc do domu do świata dorosłego, pełnego powagi, nie pozwalającego na ucieczkę.
W tej odtworzonej przeszłości jest coś widmowego. Można się zastanawiać, co by się stało, gdyby wszędzie na całym świecie odbudowywano bez przerwy starannie i wiernie wszystko, co czas, zła pogoda, erozja i wojny zdołały zniszczyć. Samoloty lądowałyby na rzymskich castra w pobliżu świątyń Merkurego. Pracownicy giełdy z Wall Street tworzyliby i unicestwiali imperia nie pośród wieżowców, lecz holenderskich domków i nowiusieńkich indiańskich wigwamów. Postępowalibyśmy wszyscy jak koczownicy na pustyni, którzy stawiają ponownie namiot, ponieważ poszarpał go wiatr.
W historii Cencarów, przynajmniej w tej najnowszej, wszystko dzieje się między niewielką liczbą ludzi znających się osobiście, spotykających się w gospodzie albo sklepie.
Północ to przede wszystkim światło, zwłaszcza późnym popołudniem, kiedy dzień przechodzi wieczór oczekiwany już od kilku godzin, lecz który - jak się zdaje - nigdy nie zapadnie odraczany przez upartą jasność (...). Pod tropikalnym albo równikowym niebem, gdzie ciemność zapada nagle i przechodzi błyskawicznie od oślepiającego nieznośnego słońca do nocy, przybysz z Europy tęskni za owym zwlekającym zmierzchem i czuje się obco.
Za te ideały gotów jest walczyć i niemal zawsze zostaje w sposób śmieszny pokonany,ponieważ zawsze dobro przegrywa,a zło wygrywa.
Często ból niszczy,czyni zgorzkniałym,sprawia,że odrzucamy to,co inni,obdarzeni hojnie przez los,zdołali stworzyć,stając się sławni;szczególnie ból,taki jak owo upośledzenie,zmuszający do przebywania w cieniu,nie pozwala się cieszyć blaskiem będącym udziałem innych.
Krzyż w postaci upośledzenia syna,jaki kazała mu nieść niewybaczalna niesprawiedliwość,nie przytłoczył go,nie przygniótł,nie uczynił złym,nie odebrał radości,jaką jest rozpoznanie geniusza,złożenie mu hołdu w obecności osoby,dla której najprawdopodobniej żyje,swojego syna.
Na stronach wielu arcydzieł literatury skandynawskiej światło staje się blaskiem prawdziwego życia i jego niedostatku - obietnicą i rozczarowaniem, szczęściem i melancholią, sensem życia przezierającym zza bezpośrednio dostępnej rzeczywistości.
To pełne szacunku i radosne uchylenie kapelusza,jest królewskim gestem i jest nim jeszcze bardziej oczywista przyjemność,z jaką stary człowiek przekazuje swój zachwyt synowi.
W miejscach pełnych życia grozi nam, że niczego nie zobaczymy, tak jak kiedy nie słyszymy nic, kiedy jest zbyt głośno; przesyt rzeczywistości utrudnia jej odbiór.
Poznać jakiś kraj oznacza dla mnie również wykąpać się w jego morzu, poczuć na skórze jego wodę, dostrzec jego blask i przezroczystość, rozpoznać jego smak.