cytaty z książek autora "Stanisław Łubieński"
Możesz już nie chodzić po bagnach i lasach, ale twój wzrok zawsze przykuje przelatujący dzięcioł. Nigdy nie pozostaniesz obojętny na połyskliwe piękno pierwszych wiosennych szpaków. Zawsze przystaniesz na dźwięk nieznajomego śpiewu. Nigdy nie przestaniesz obserwować.
Czy to nie paradoks, że stworzyliśmy niemal niezniszczalne materiały, by robić z nich jednorazowe przedmioty?" -Agnieszka Dąbrowska.
Człowiek chroni się przed myślą, że zwierzęta czują. I że te uczucia są w jakiś sposób podobne do jego własnych [s.186].
Mam aparat fotograficzny i robię nim zdjęcia, ale czasami nie robię ich z premedytacją, zdając się tylko na moją pamięć, lubię bowiem to, co dzieje się z obrazem w pamięci: jak wyostrza się detal, jakiś drobny fragment, szczegół, zostaje kolor, pamięć koloru, reszta gdzieś znika. Fotografia przekazuje o jakimś miejscu kanoniczną opowieść, niepodważalną, ale przecież równie ciekawe jest to, co się dzieje na styku świata i pamięci, tego, jak w mojej wyobraźni to miejsce "pracuje", jak nabiera kolorów, ulega zniekształceniom... Bo miejsce to także przecież ja w tym miejscu, moje emocje i moja pamięć o nim. Dla kogoś innego jego poznanie będzie zupełnie innym doświadczeniem. Bardzo więc lubię ten stan "pamiętania" miejsca, pejzażu, bo on jest tylko mój...
Jestem Polakiem, czy to wam przeszkadza?”, pytam po ukraińsku. Młody człowiek w okularach uspokajająco kładzie mi rękę na ramieniu. „Jesteś w porządku, mamy wspólnego wroga”, mówi i mruga porozumiewawczo.
Jest tu zmagazynowanych przeszło 114 000 ton węgla. (...) Przykro patrzeć, jak teren, którego rangę przyrodniczą określa się jako wybitną, zasypywany jest śmieciami i zarasta nawłocią. Potencjalnie to obszar naturalnej retencji, znacznie tańszy i niewymagający kosztownego utrzymania jak sztuczne zbiorniki.
Przeciwnicy polowań na ptaki zderzają się również ze spiżowym patosem słowa "tradycja". To właśnie owa "tradycja", kiedy zabraknie innych argumentów, ma uzasadniać sens strzelania do kaczek, gęsi, łysek. Przecież robili tak nasi dziadowie i ojcowie, zamach na ten zwyczaj to zamach na naszą tożsamość, historię i wartości. Na polskość. Powoływanie się na te idylliczne czasy, gdy polowanie było istotną częścią codzienności, to ignorowanie faktu, że nasz świat zupełnie już nie przypomina tamtego. Dziś dzikich ptaków praktycznie się nie je, drób hodowlany jest tak tani, że każdy może sobie na niego pozwolić. Strzelanie do ptaków to raczej rodzaj emocjonującego sportu [s. 188-189].
Śmieci są poręczną metaforą wszystkiego. Mówią o nadmiarze, prowizoryczności i chaosie naszego świata. Internet jako śmietnik. Śmieciowe jedzenie, śmieciowe umowy. Jeszcze chwilę i zaczniemy mówić o śmieciowym życiu.
(Ochota) Rodowód miała prostacki: jej nazwa pochodzi od karczmy, chodzi więc nie o optymizm, tylko ochotę, gotowość do picia. A pić można z różnych powodów, radość nie jest jedynym, który przychodzi mi do głowy.
Przebudzenie to wysiłek, dlatego wiosna budzi się niechętnie.
Dziś przyjmuje się, że nazwa miasta pochodzi od niejakiego Warsza z Rawiczów, którego protoplastami byli członkowie morawskiego rodu Wrszowców.(...) “Warsz” oznaczał dawniej samca dzikiej świni. Z tego korzenia wywodzą się słowa warchlak i warchoł.
Przestrzeni nie ograniczały mury, widnokręgu nie kroiły sylwetki budynków, kąty proste zastąpiły łagodnie zaokrąglone sylwetki drzew. Takich miejsc ocalało w moim mieście niewiele. Moje życie właśnie się zmieniało i Zakole było częścią tej zmiany.
(...) para blisko ze sobą spokrewnionych najmniejszych ptaków Europy- mysikrólika i zniczka. Ten pierwszy ma wokół oka rozjaśnienie, które nadaje mu miły niewinny wygląd. Zniczek wygląda jak jego zły brat bliźniak. Szeroka biała brew podkreśla czarną, demoniczną kreskę prowadzącą przez czarne jak węgielek oko. Obrazu dopełnia szare pole poniżej. Ważący sześć gramów ptaszek wygląda jakby zarwał kilka nocy.
Życie jest tu tak bujne, że wystarczy chwilę postać bez ruchu, a na pewno coś się wydarzy. W sierpniu zieleń staje się ciężka, nabrzmiała, mięsista jak teatralne kurtyny.
To miejsce wydaje się nierzeczywiste. Gdyby nie huk samochodów, można tu ulec wrażeniu, że jest się w puszczy.
Na moich oczach na skraju jednej z działek zasypano kilka lat temu bagienną łączkę, na której rosły tak nieliczne w Warszawie storczyki. Trudno też oszacować, jak na cały teren wpłynęło wybudowanie 30 lat temu trasy szybkiego ruchu, która biegnie wzdłuż jednego z kanałów odwadniających.
To miejsce ze wszystkich w Warszawie może najbardziej przypomina mi raj.
Bocian nie trafił na talerze, ale padł ofiarą medycyny ludowej. Janota odnotował, że wnętrzności ptaka były "lekarstwem na morzyska i na zapalenie nerek", tłuszczem "smarowano członki podagrą lub drżączką dotknięte", a serce "ugotowane w wodzie wraz z tą wodą zalecano na padaczkę". (...) Zjadano nawet bocianie kupy rozpuszczone w wodzie.
Gdzieś niedaleko usłyszałem werbelek strumieniówki, który przypomina niektórym rytmiczny grzechot maszyny do szycia. Szybciej od strumieniówki śpiewa świerszczak, a najszybciej z nich wszystkich brzęczka, której wibrujący, pozornie jednostajny dźwięk, niósł się z trzcinowiska.
Remiz należy do liczącego cztery gatunki rodzaju remiz z rodziny remizidae. To jedyny rodzaj, którego nazwa naukowa pochodzi od polskiej.
Ścieżka istniała, ale była to ścieżka nieludzka, czyli nie dla ludzi.
Gdzieś w oddali, wyciągając do góry swoją śmieszną kurzą główkę, odzywał się jeszcze skryty w trawie derkacz.
Ten krajobraz nie pozostawia obojętnym, selekcja odwiedzających dokonuje się już na wstępie; jednych odstraszają śmieci, innych zasieki pokrzyw i ostrokoły trzcinowisk, jeszcze innych brak utwardzonych ścieżek i latarni. Brak oznak cywilizacji.
Ludzi przychodzi tu tak niewielu, że ptaki nie wahają się zakładać gniazd przy samej ścieżce. Młode krogulce pewnie bym przegapił, stały nieruchomo w gnieździe i wbijały we mnie napięte spojrzenia.
Tymczasem naukowcy od dawna twierdzą, że to miejsce to skarb. W latach 90. badania prowadził tu ówczesny student, dziś profesor Patryk Rowiński. "Zagęszczenie ptaków lęgowych powierzchni olsowej jest jednym z największych stwierdzonych w olsach i łęgach na terenie kraju" - pisał.
Jak większość warszawiaków, traktuję Stare Miasto jak atrapę bez życia, scenografię dla wycieczek.
Warszawa jest zatem hybrydą miasta i rzeki, cywilizacji i natury, co poniekąd tłumaczy obecność tajemniczej syrenki w jej herbie.
Bogactwo polskich puszczy wydawało się nieprzebrane. To z okresu tej prosperity pochodzi jeden z nielicznych przykładów polskiego wpływu na język angielski. Słowo "spruce" czyli świerk, to nic innego jak sklejone i zanglicyzowane "z Prus". Być może to wzruszający przykład nieporozumienia między niepotrafiącymi się dogadać kupcami. "Sir, what kind of wood is this?", pyta jakiś John Smith, a Jan Kowalski odpowiada mu poczciwie: "Z Prus, panie".
Gdzieś obok zawibrowała piosenka świstunki leśnej, jak moneta wirująca po marmurowym stole krótka i urwana. Mały, cytrynowy ptak frunął na ziemię i po chwili poleciał w korony drzew. (...) Świstunki śpiewają w Warszawie w ostatnim tygodniu kwietnia, niektóre pewnie zostają w większych lasach i laskach, ale większość leci dalej.
Planowanego tu rezerwatu nie powołano, chociaż Zakole na to zasługuje. Problemem jest własność – teren leży na gruntach prywatnych, należących do przeszło 100 urodzin. Miasto blokuje możliwość zabudowy, ale nie potrafi czy nie chce znaleźć pieniędzy na wykup bagien i łąk.