cytaty z książki "Miasteczko Twin Falls"
katalog cytatów
Tak właśnie bywa z sekretami, prawda? Im głębiej się je zakopie, tym więcej szkody wyrządzą, gdy w końcu zacznie się je wyciągać na powierzchnię.
I zapytamy: skoro potrzeba całej wioski, żeby wychować dziecko, czy potrzeba także całej wioski, by je zabić?
I nikt jej tam nie zauważył. Dryfującej wśród sitowia aż utonęła. Zapomniana dziewczyna.
Ludzie, którzy nie chcą mówić, mają do powiedzenia najciekawsze rzeczy. Rozmówcy, którzy stronią od mediów społecznościowych i ogólnie od społeczeństwa, na ogół ukrywają coś wyjątkowego (...).
Przez większą część życia boimy się własnego Cienia.
Życie to gra w 3 kubki, a w 3 kubki wygrywa tylko rozgrywający. Albo rozgrywasz, albo przegrywasz.
Najtrudniejsze pytania nigdy nie dotyczyły tego, kto zawinił, lecz tego, kto wiedział i nic nie zrobił. Odpowiedzi na nie były zbyt bolesne, by wypowiadać je na głos.
— Dlaczego wróciłaś właśnie teraz?
— Bo teraz ktoś wreszcie chce mówić.
— W Twin Falls nikt nie mówi bez powodu.
— Właśnie dlatego się boję.
— Widziałeś ją tamtej nocy.
— Wszyscy kogoś widzieli.
— Nie kłam.
— W tym mieście kłamstwo to forma przetrwania.
— Wszyscy twierdzą, że to był wypadek.
— A ty w to wierzysz?
— Wierzę, że za szybko zamknęli sprawę.
— Tu zawsze zamyka się sprawy szybciej niż drzwi na noc.
Najbardziej niepokojące nie było to, co się wydarzyło, lecz to, jak szybko wszyscy nauczyli się z tym żyć. W tym miasteczku tragedie nie znikały — wtapiano je w krajobraz, aż stawały się częścią tła, jak rzeka czy góry.
Choćbyśmy nie wiem, jak się starały udawać, że jest inaczej - my, matki, córki, babcie - głęboko w nas mieszka ta mała dziewczynka, którą kiedyś byłyśmy. Bez względu na to, czy mamy piętnaście, czterdzieści, czy osiemdziesiąt lat, ta mała osóbka ciągle kryje się we wszystkim, co robimy, myślimy, wpływa na to, kim próbujemy się stać albo z kim walczymy. Nie opuszcza nas.
Ludzie wierzyli, że milczenie chroni ich przed konsekwencjami, nie rozumiejąc, że z czasem zamienia się ono w ciężar. Każda przemilczana prawda odkładała się w pamięci, aż zaczynała domagać się ujścia, często w najbardziej destrukcyjny sposób.
Najtrudniej było pogodzić się z myślą, że zło nie zawsze przychodzi z zewnątrz. Czasem ma twarz sąsiada, przyjaciela albo kogoś, komu ufało się bez zastrzeżeń, bo w Twin Falls granica między dobrem a złem bywała niebezpiecznie cienka.
Prawda nie była czymś, na co miasteczko czekało z nadzieją. Była zagrożeniem — czymś, co mogło zburzyć delikatną równowagę, na której wszyscy nauczyli się funkcjonować, nawet jeśli ta równowaga opierała się na kłamstwie.