cytaty z książki "Red Shirt"
katalog cytatów
Problemy są problemami. Nie mają wagi. Nie możesz więc ich do siebie porównywać.
— Oszalałem na twoim punkcie, kurwa. O s z a l a ł e m.
— Od jakiegoś czasu nie tylko hokej daje mi szczęście.
— A co jeszcze?
— Raczej kto — uśmiecha się łagodnie — Ty, kochanie.
– Nie mam pojęcia, dlaczego tak się dzieje, ale twoje towarzystwo sprawia, że czuję spokój – dodaje niespodziewanie, a bicie mojego serca nagle przyspiesza. – Rzadko jestem spokojny, Blake. Zazwyczaj targa mną mnóstwo emocji, których sam nie rozumiem. Gdy przebywam na lodowisku, muszę się ich całkowicie wyzbyć, a potem, kiedy z niego schodzę, wracają one do mnie ze zdwojoną siłą. Często nie potrafię sobie z nimi poradzić, przez co robię różne głupoty, których później żałuję. – Hayden wyciąga w końcu z lodówki dwie puszki coli, a następnie odwraca się z nimi w moją stronę i podaje mi jedną.
Zadzieram podbródek, bo czuję silną potrzebę, żeby spojrzeć mu w oczy. Rozsądek podpowiada mi, bym tego nie robiła, ale i tak nie potrafię się powstrzymać.
– A przy tobie, maluchu, z niezrozumiałego powodu czuję spokój – powtarza cicho. W tym samym czasie łapie za sznurek od mojej bluzy i nawija go sobie na palec. Znowu stoi tak blisko mnie, że czuję jego intensywny, męski zapach, od którego aż kręci mi się w głowie. – Dlatego pójdziesz teraz do salonu, usiądziesz na kanapie i włączysz w telewizji coś, co razem obejrzymy. A później zjemy obiad. W porządku?
– Hayden
– Tak, Blake?
– Zdajesz sobie sprawę z tego, że można mieć rodzinę, z którą nie łączą cię więzy krwi? Ty taką posiadasz. Nie jesteś sam. Masz Calluma, Kierana, Devona, Kenzie i… mnie.
Tak się składa, że ty jesteś jedyną osobą, na którą patrzę, nawet jeżeli w pomieszczeniu znajdują się inni.
Chciałbym mu jakoś pomóc, ale nie mogę tego zrobić, bo pomimo iż skrzywdził mnie jak nikt inny w całym moim życiu, to wciąż go kocham. I czuję się przez to kurewsko żałośnie.
Na pewno istnieje jakieś wytłumaczenie jego zachowania, drugie dno całej tej sytuacji. A ja nie chcę go poznawać. Nie chcę znowu cierpieć. Przez chłopaka. Przez siebie.
-Zawsze jesteś taki pewny siebie?
– Tak – odpowiadam ochryple. – Właściwie to tak.
Nie kontroluję tego, co robię. Podchodzę tak blisko niej, że jej kolana niemal stykają się z moimi udami. Zapach jej owocowych perfum pieści moje nozdrza. Najchętniej schowałbym twarz w jej szyi i mocniej się nim zaciągnął.
– Onieśmielasz mnie – wyznaje odważnie, czym kompletnie mnie zaskakuje.
– Zauważyłem – odpieram, nie potrafiąc zapanować nad drżeniem kącika ust. – A jednak tu jesteś.
– Jestem.
– I ja też tu jestem.
– Jesteś…
– Choć nie powinienem.
– Ja też nie powinnam tu być.
Mala Howard wygląda jak uroczy krasnal ogrodowy.
Brawo, Hayden. Zbij sobie piątkę sam ze sobą, bo przez pięć minut udało ci się nie być chujem.
- Masz dwie sekundy, żeby sprawdzić drzwi - ostrzega. - Jeżeli tego nie zrobisz, to pójdziemy spać z otwartymi. Nie zamierzam cię stąd wypuścić.
- Boli mnie, że twoja głowa skrywa tak wiele okrutnych myśli. Nie zgadzam się z nimi i zrobię wszystko, by pomóc ci się od nich uwolnić - szepcze, ciężko przy tym oddychając. - Spójrz na siebie, Blake. Spójrz w lustro i zobacz to, co ja w nim widzę.
- Podobno zawsze jest najlepiej zacząć od początku-oznajmia, muskając nosem o mój. - Co było twoim przykrym początkiem, Blake?
To łatwe pytanie. Nie muszę się długo zastanawiać nad odpowiedzią.
- Czerwona bluzka - oznajmiam.
-"Czerwona bluzka"? - powtarza po mnie.
- Tak. Czerwona.
Mięso jest super". Ja pierdolę. Następnym razem do KFC powinienem pojechać z banerem z dokładnie takim napisem.
Co za absurdalna sytuacja. Hayden McCarthy leży w moim łóżku i pozwala mi się miziać po włosach.
- Oszalałem na twoim punkcie, kurwa. O s z a l a ł e m. [...] Dlatego nie mów mi teraz, że w tym, co mamy, brakuje sensu. W tym, co mamy, nie brakuje niczego. To, co mamy, to pierdolone wszystko i nie pozwolę nikomu nam tego odebrać. Nie pozwolę, żeby twoje i moje problemy nas zniszczyły. Nie pozwolę, żebyś to odrzuciła. Zbyt długo o ciebie walczyłem, zbyt długo walczyłem o to, co teraz czuję, co czuję do ciebie, by tak po prostu z tego, kurwa, zrezygnować.
Tak, chcę powiedzieć Callumowi o tym, że szaleję na punkcie jego młodszej siostry od dnia, w którym wprowadziła się do naszego domu.
Wiesz, co powiedział mi twój chłopak? – Kenz unosi pytająco brew, więc kontynuuję: – Że są dziewczyny, które chcemy pieprzyć, i te, z którymi chcemy się umawiać.
– Czyli ja jestem 2forU.
Śmieję się w reakcji na jej słowa. Blake też jest 2forU.
-Ale przecież właśnie przyznałeś, że wciąż go kochasz.
- Z miłości da się wyleczyć, Blake. A ja właśnie to zamierzam zrobić.
- Nie zgadzam się.
- Z czym?
- Nie uważam, że z miłości da się tak po prostu wyleczyć.
Krasnal: To powalone
Hulk: Dlaczego?
Marszczę czoło, zdziwiona tym pytaniem. Dlaczego uznaję bicie się za powalone? Serio?
Krasnal: No nie wiem, na przykład dlatego, że trenujecie hokej, a nie sztuki walki?
Hulk: To żadne sztuki walki, po prostu się napierdalamy, kiedy mamy na to ochotę albo ktoś nas wkurzy.
- W takim razie... Oboje wiemy, że to zły pomysł. - Zostanę. Ale najwyraźniej oboje mamy to gdzieś. - Dobrze.
-Skoro tak bardzo ci się podobam... - z całych sił staram się powstrzymać drżenie własnego głosu - ...to dlaczego leżysz teraz na podłodze, a nie ze mną w łóżku?
Zapytałam. Już za późno, żeby to odwołać.
Później zapada między nami cisza. Spokojna, oczyszczająca. Nie wiem, jak długo tak leżymy. Świat mógłby się skończyć, a ja pewnie bym tego nie zauważyła.
A później przesuwa nasze dłonie w okolice swojego serca, spogląda mi prosto w oczy i dodaje: Ono bije dla ciebie, Blake.
-Chodź. Odprowadzę cię do pokoju. - Łapię go za rękę.
- Zostaniesz ze mną? - Spogląda na mnie z nadzieją w oczach
- A chcesz, żebym została?
-Tak, kurwa. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo.
Nie przepraszaj mnie za to, jaka jesteś, bo ja za każdym razem, gdy cię widzę, mam ochotę ci podziękować za to, że jesteś właśnie t a k a.
A po drugie poza tobą nie interesują mnie żadne inne dziewczyny.
Motyle w moim brzuchu dostają palpitacji.
- Podobno jak dotąd przy żadnej dziewczynie nie miałeś ochoty na romantyczne gesty.
- Najwidoczniej jak dotąd nie poznałem odpowiedniej dziewczyny.
- Czyli według ciebie ja jestem ,,odpowiednia"?
- Tak. Jesteś odpowiednia dla mnie, Blake. Tylko dla mnie.
Nie obchodzi mnie żadna dziewczyna poza tą, z którą właśnie rozmawiam.