cytaty z książki "Incognito"
katalog cytatów
Minę miała niewzruszoną, ale wiedziałem, że ją to zabolało. No cóż, czasem musi zaboleć, żeby potem było lepiej.
Nadzieja to ryzyko, jakiego nie unikniemy.
Nie zrobisz z wilka jamnika. Nie nauczysz go podawać łapę i chodzić na smyczy! Nie ma takiej opcji. Mężczyźni się nie zmieniają, chyba że bardzo, ale to bardzo chcą. Rozumiesz? Facet musi sam chcieć się zmienić, wtedy jest nadzieja. Ty go nie zmienisz!
Przyjaciół kochało się nie tylko za zalety, ale też mimo wad.
Mój cholerny najlepszy przyjaciel, przezywany przeze mnie od zawsze "Cieniem", oficjalnie zaś znany jako prokurator Prokuratury Regionalnej w Katowicach - Artur Cieniowki - jak zawsze miał popierdoloną rację.
No cóż, pomyślę o tym jutro. Albo pojutrze. Kwiecień przyszłego roku też wydawał się dobrym pomysłem. Niby taka, kurwa, jestem odważna, a są rzeczy, których boję się jak ognia. A najważniejszą z nich jest podejmowanie życiowych decyzji.
Dobro było dla Anioła takim samym pustym frazesem jak zło. Pierdolenie, bez żadnego znaczenia. W życiu liczyły się inne rzeczy. Władza. Kontrola. I moc, którą dają. Wszechogarniająca siła płynąca z decydowania o losie innych. Potęga. Upojenie. Ekstaza.
Muszki nie widziały ani ogromnej pajęczyny, ani tkającego ją pająka... Anioł wykaligrafował ostatnie nazwisko na liście i odłożył wieczne pióro. Czas zacząć polowanie!
A taka była prawda. Nie chodziło o postawienie na swoim. Chodziło o to, że po to ma się przyjaciół, żeby móc na nich liczyć. Zwłaszcza w najgorszych chwilach.
- Tyle lat, a ja pierwszy raz jestem u ciebie w pracy. [...]
- I jak wrażenia? - Umościł się za biurkiem i uruchomił komputer stacjonarny. Maszyna wyglądała, jakby nadawała się do utylizacji dobre dwadzieścia lat temu.
- Dupy mi nie urwało - powiedziałam szczerą prawdę. - Jak wam się udało rozbić tyle poważnych grup przestępczych? Bo na nadmiar środków to chyba nie narzekacie. Czy klamka w tym oknie trzyma się na trytytce? - Nie wierzyłam własnym oczom.
- I na kawałku "plajstra". Tak jak cały ten kraj.
- To są podstawowe zasady bezpieczeństwa. Co innego można zrobić? Nie wychodzić z domu? Podejrzewać wszystkich o złe intencje?
- Nie umawiać się z obcymi? - podsunąłem.
- To z kim mam się, kurwa, umawiać? - Wyjebało jej kory. - Może z wami? Pojedynczo? Czy naraz?
- Naraz nie. Dość mam oglądania jego mordy w robocie. Ale pojedynczo zdecydowanie ze mną.
- "Byłem w wojsku i w szpitalu, w pierdlu, i na kupię szmalu, byłem w górach, i na plaży, i żonaty cztery razy... Wszystko chuj... O ja wam mówię, wszystko chuj... Może czasem trochę mniejszyyy, ale potem jeszcze większyyyy" - śpiewałem, roztrzepując jajka w kubku.
[...]
- Dwa razy! - usłyszałem za plecami.
O, wstała gwiazda.
- O czym marudzisz? - Odwróciłem się niespiesznie.
Stała w kuchennych drzwiach i rozczesywała włosy.
- Dwa razy byłeś żonaty - przypomniała mi usłużnie.
Aaaa, temat, który zawsze mocno ją uwierał.
- Nie uczę się na błędach. Nie mógłbym być seryjnym zabójcą typu zorganizowanego. - Uśmiechałem się szeroko. - Poza tym wiesz, jak mówią... do trzech razy sztuka.
- Twojej trzeciej żony już nie przeżyję. - Skrzywiła się teatralnie. - Pierwszą lubiłam, ale druga to była prawdziwa melepata, na dodatek cała w pretensjach.
Skarżyła mi się, że kiedyś weszłaś do jej apteki i kiedy zobaczyłaś ją za ladą, zapytałaś, czy ma czopki na wściekliznę i czemu ich sobie nie zaaplikuje.
No to chodźcie, kurwy. Tylko po kolei, żeby nikt dwa razy wpierdolu nie dostał"...
Zapamiętałem to, ponieważ chciałem wtedy ich przesłuchać, ale mój patron opierdolił mnie z góry na dół, mówiąc, że mamy zabójcę, zamkniętą sprawę, a jak się nudzę, to mam sobie strzepać…
Wspominałem tego starego pierdziela z mieszaniną zażenowania i nostalgii.
Mój patron mawiał, że „dobry prokurator chadza zawsze drogą spermy i mamony”. I była to jedna z nielicznych jego mądrości, która była coś warta.
Zajebię go. Wiem, że trudo dziś o dobrych policjantów, ale chuj, dam sobie radę. Sam będę zapierdalał po tym mieście. Będę pierwszym w historii tego kraju prokuratorem regionalnym, który łazi po melinach i szuka dowodów. A jego zajebię i wywiozę do starych na wieś, a potem pochowam pod orzechem, miękka ziemia, nie trzeba będzie długo kopać. Mamę poproszę, żeby zasiała na nim maciejkę, żeby miał kwiatki i chuj, niech stracę, nawet mu znicz na pierwszego listopada przywiozę. Nawet jak mnie złapią, to jestem niekarany, wyjdę za piętnaście lat, będę miał pięćdziesiąt cztery lata, coś jeszcze pożyję...
[...]
Zmieniłem zdanie. Miejsce pod orzechem moich rodziców to za dobra miejscówka. Normalnie zapakuję go do wora i wrzucę do Rawy. Przynajmniej ryby skorzystają.
- Wiesz, ile mnie dzieli od wzięcia cię teraz za rękę, zaciągnięcia do kibla na oczach wszystkich i pokazania ci jak bardzo, ale to bardzo nieostrożnie się bawisz? - zapytał Szczepan, unosząc wysoko brwi.
Właśnie w tym momencie Artur wrócił z toalety.
- Metr dziewięćdziesiąt pięć cię dzieli. - uśmiechnęłam się do niego złośliwie.
- Nagie ciało ułożone w pojebany sposób - rzeczowo zrelacjonował mi Szczepan.
[...]
- Przyczyna zgonu? - spróbowałem z innej strony.
- Chuj wi - rzucił od razu.
- Świetna diagnoza, Sherlocku. A coś podejrzewasz? - Zaczynałem tracić cierpliwość.
- Nic.
- Kurwa, Szczepan - nie wytrzymałem. - Ty wczoraj pochlałeś czy ja? Czemu typ nie żyje?
- Nie mam bladego pojęcia. - Nadal zachował ten niewzruszony ton. - Gdyby nie ta chora poza i brak pulsu, byłbym pewien, że śpi.
- O tym właśnie marzyłem. - Skrzywiłem się. - Pojeb na miarę Grzywińskiego, zafascynowany tym zjebem, a na dodatek z odchyłem religijnym. Tak czy siak, bez względu nie to, jak to ujęto, zgaduję, że nasza ofiara zbyt wiele ruchała, zdaniem tego psychola, i to była jego wina.
- Puszczam tekst: Zielone flagi w związku! Jak poznać, że to będziesz udana, bezpieczna i trwała relacja. - Wyszczerzyłam w uśmiechu zęby.
Bożenka wpatrywał się we mnie, jakbym jej powiedziała, że mam zamiar rozebrać się do naga, pomalować w żółto-czarne paski na wzór pszczółki Mai, a potem zatańczyć kankana na biurku, podczas najbliższego kolegium redakcji.
- A skąd, na Boga, niby ty masz to wiedzieć? - wyszeptała zszokowana. - Znamy się siedem lat, byłaś w tym czasie dwa razy zakochana, ale żadna z tych relacji nie była udana, a bezpieczna to już wcale... [...]
- O to właśnie chodzi. Wzięłam na tapet swoich byłych, a potem znalazłam przeciwstawne cechy i voilà: tekst o zdrowej i bezpiecznej relacji, a także o mężczyznach właściwych do jej budowania, mam gotowy.