cytaty z książki "Pozłacane wilki"
katalog cytatów
- Jestem ładny? - [...] - Tylko szczerze.
- Ładny to lekka przesada. Powiedzmy: "Interesujący". Albo: "Trudno oderwać od ciebie wzrok".
- Oh. Jak od blasku słońca?
- Myślałem raczej o katastrofie kolejowej.
- Z czym wiązałaby się taka przyjaźń?
- No cóż, w środy będziemy składać Szatanowi kota w ofierze.
- Cały jesteś we krwi.
Séverin zerknął na swoje ubranie.
- O dziwo, nie umknęło to mojej uwadze.
- Umierasz?
- Nie bardziej niż zwykle.
Ależ nie ma sprawy, nie spiesz się. Przepadam za dobrą, powolną, bolesną śmiercią.
- Mówisz poważnie?! ,,To będzie bajka", mówiłeś. ,,Udałoby się to nam nawet we śnie."
- Koszmary senne są częścią snu.
-Wielkie umysły myślą podobnie.
Zofia zmarszczyła brwi.
-Nie, nieprawda. W przeciwnym razie wszystkie myśli byłyby takie same.
- Tak? A MOJA laska emituje jasne światło.
[...]
- A MOJA...
Zofia przestała zwracać na nich uwagę. Nie miała ochoty słuchać, jak dwóch chłopców porównuje swoje kije.
Świat ma gównianą pamięć. Nigdy nie spłaca swoich długów, jeśli się go nie zmusi.
Jeśli staniesz na drodze kobiety ruszającej do boju, staniesz na drodze jej miecza.
Pocałunki nie powinny tak wyglądać. Świadkami pocałunków powinny być gwiazdy, a nie cuchnąca stęchlizną śmierć. Wokół nich wznosiły się bezustannie kości; w oczach Laili przybrały formę białych fraktali, jasnych konstelacji - niczym połamany sen niebios. Pomyślała, że może dla takiego pocałunku nawet piekło jest gotowe postawić na straży swoje gwiazdy.
- Możesz mi grozić więzieniem, ale ja i tak ucieknę. Mógłbyś wezwać strażników, ale podłożyłem ci tutaj kulę zapalającą i zanim zrobisz krok, pokój stanie w płomieniach - rzekł Séverin.
[...]
- Kiedy ci się...
Séverin uśmiechnął się szeroko.
- Musiałem się czymś zająć, by zabić czas, kiedy ty robiłeś słodkie oczy do mojego historyka.
- Chwileczkę. Byłem 𝓅𝓇𝓏𝓎𝓃𝓮̨𝓉𝓪̨?! - oburzył się Enrique.
- Przecież ci to pochlebia.
𝓜𝓸𝔃̇𝓮 𝓻𝔃𝓮𝓬𝔃𝔂𝔀𝓲𝓼́𝓬𝓲𝓮 𝓽𝓻𝓸𝓬𝓱𝓮̨...
Czasami go zaskakiwało to zuchwalstwo świtu - że śmiał się nadal pojawiać po tym, co się stało.
-Zofio, powiedz mu, że jest przystojny.
Zofia nie podniosła wzroku znad herbaty.
-Osobiście nie mam zdania, ale jeśli ocenimy to, opierając się na obiektywnych kryteriach, to zgodnie z zasadami złotego podziału, oznaczanego grecką literą [...] i wyrażanego w przybliżeniu liczbą 1,618, twoja twarz jest przyjemna z matematycznego punktu widzenia.
- To NIE MA sensu.
[...]
- Napij się wina.
- To raczej nie pomoże.
- Owszem, ale przynajmniej zapomnisz, że to nie ma sensu.
- Wiemy również, że Roux-Joubert nosi szpilkę z pszczołą. - powiedział Enrique.
- I co z tego? Ja dzisiaj mam na sobie bieliznę. To nic epokowego.
Zofia zmarszczyła czoło.
- Dlaczego podkreśliłeś słowo ,,dzisiaj"? - zdziwiła się.
- Złóżcie dzięki wszystkim panteonom bóstw za Lailę i Zofię, ponieważ wy dwaj... - Séverin machnął na Enrigue i Hypnosa - ...jesteście bezużyteczni.
- Énigme! - wrzasnął ktoś inny. - Czy to prawda, że ty i La Belle Otero już ze sobą nie rozmawiacie?
(...)
- La Belle Otero potrafi robić wiele wspaniałych rzeczy ustami. Sztuka rozmowy do nich nie należy.
Kiedy pomyślała o mocy Oka Horusa, przeszył ją dreszcz. To, co pozwalało ‚zrobić’, wydawało się poza zasięgiem możliwości człowieka, ale właśnie tak było z liczbami. Nie były jak ludzie, którzy mówili jedno, a robili drugie. Nie miały nic wspólnego z zagadkowymi zasadami zachowania w towarzystwie czy konwencjami rozmów.
Liczby nigdy nie kłamały.
- Zabierajcie to, co świat jest wam winien, stosując dowolne środki - mówił Pycha. - Świat ma gównianą pamięć. Nigdy nie spłaca swoich długów, jeśli się go nie zmusi.
Séverin pochylił na chwilę głowę; był to najbliższy modlitwie gest, na jaki było go stać. Wyszeptał słowa, które wypowiadał Pycha, ilekroć szedł odzyskać jakiś przedmiot.
- Przychodzę po swoją należność.
Potarła sobie kark; wsunęła palce za brzeg gorsetu, dotykając blizny. Myślała o niej jak o szwie, który czynił ją bardziej szmacianą lalką niż człowiekiem - ale dla Séverina była to tylko blizna. Blizny rzeźbiły ludzi w to, kim byli. Były śladami zębów czasu wgryzającego się w życie, zadrapaniami pozostawionymi przez pięści smutku i - przynajmniej dla Séverina - dowodem, że jest się w pełni człowiekiem.
- Robak Mnemo? - jęknął Enrique. - Co takiego chcesz z nim zrobić? Nagrać chwile przed naszą nieuniknioną śmiercią? Bo właściwie to ja nie życzę sobie takiej pamiątki.
- Jesteś wszędzie. Jak zaraza.
- Co takiego? Jestem piękny i to cię poraża?
Jakby kiedyś umiał latać,
ale niebo się z niego otrząsnęło, pozostawiając mu jedynie
wspomnienie skrzydeł.
- Byłem przerażony. Zdajesz sobie sprawę, jak lęk wpływa na cerę?
- Oświeć mnie.
[...]
- No cóż, DOKŁADNIE nie wiem, ale z pewnością niedobrze.
Nigdy nie lekceważ ludzkiej predyspozycji do zdrady.
Widok ten przypomniał jej o wszystkim, czego nie umiała dostrzegać. Czego nie umiała robić. Potrafiła wpadać do pokoju jak burza, ale nie umiała przykuwać do siebie uwagi wdziękiem osobistym. Mogła już patrzeć na siebie w lustrze, ale nie potrafiła pobudzić swoją twarzą czyjejś wyobraźni.
- Z czym wiązałaby się taka przyjaźń?
- No cóż, w środy będziemy składać Szatanowi kota w ofierze.
- Nie musisz go tak uwodzić.
- Ja go tylko podziwiam.
- Pieścisz go.
- Dowiedziałam się kiedyś, że słowa „zabić” można używać
w odniesieniu do rzeczy, które wcale nie są ożywione –
powiedziała Zofia. – Na przykład niektórzy ludzie mówią „zabić czas”. Być może kobiety, o których wspominasz, zabijają po
prostu swoją wyobraźnię?