Dziecko jakich ty słów używasz? - Wszystkich jakie są - odpowiedziała szczerze. Takich które akurat pasują. - Pewnych słów jednak używać nie wypada - zauważył ksiądz. - Podobnie jak pewnych rzeczy robić - odzuważyła Dziunia. (...) - Ludzie są ułomni, dziecko. - Zamknął rozważania moralne Proboszcz Uchaty, szczypiąc ją boleśnie w lewą pierś. - Nigdy o tym nie zapominaj.
I nie zapomniała, ani wtedy, ani później.
Nic dziwnego że dziwne. Dziwne, że nie dziwniejsze.
,,Najdziwniejsze w tym wszystkim było to, że Dziunia nie jedząc i nie komunikując się z otoczeniem, wcale nie czuła się źle. Zaryzykujmy stwierdzenie, że czuła się lepiej niż kiedykolwiek.
Za to otoczenie miało problem
to dziecko umrze (pediatra).
Zjedz za mamusię (Mamusia).
Żryj, do jasnej cholery (drugi pediatra).
Niech ktoś coś zrobi (Mamusia).
Ojcze nasz, któryś jest w niebie (Babunia).
Tym, kto się upajał, była - rzecz - jasna Dziunia. Zdała sobie bowiem sprawę, że posiada pewną władzę: może wszystkich wyprowadzić z równowagi, nie robiąc kompletnie nic. A głębiej: kiedy przestaje jej zależeć na kimkolwiek, nagle wszystkim zależy na niej".
Już w przedszkolu dało się zauważyć, że Dziunia normalna nie jest.
Palec Dziuni zaplątał się w drucianej siatce łóżeczka. Dziunia już była daleko, a palec jeszcze tkwił w środku. Nie miał jak się wydostać, więc się złamał. I dopiero wtedy się uwolnił. Palce są mądre, wiedzą, że czasem trzeba się złamać, żeby być wolnym.
Wariaci nie powinni myśleć logicznie. Powinni leżeć, bełkotać i próbować się udusić majtkami. Albo ciskać łyżką budyniu w psychiatrę.
Była zima, można było się jakoś grubiej ubrać, ale chłopcy (i mężczyźni z pewnymi skłonnościami) wywęszą kawałek cycka nawet pod warstwą betonu, sami wiecie.
Jak łatwo zauważyć, ludzie ogólnie mają skłonność do wydawania sądów, kto jest normalny, a kto świr. To jedno z ulubionych zajęć i najfajniejsza z gier towarzyskich. Na szczęście tylko nieliczni mają moc osadzania w specjalnych świrowniach. W przeciwnym razie niewielu normalnych ostałoby się na wolności. I o kim by gadali? A kto by w telewizji występował i książki pisał? No, kto? Normalni?
Jak pamiętamy, Tata Dziuniu był artystą. Fakt, niespełnionym, ale takich pęta się po świecie miliony. Chodzą i jęczą "Oj, ja biedny, nieszczęśliwy, nie miałem prezerwatywy, teraz zamiast stać na scenie, muszę tyrać na jedzenie".
Dziunia zdała sobie sprawę, że prawdopodobnie nie umrze do następnej jesieni, bo jest zdrowa jak krowa. Próbowała złapać jakieś zapalenie płuc, chodząc boso i bez majtek po śniegu przez trzy godziny. I co osiągnęła? Tylko to że przez następnych trzydzieści lat nie będzie miała nawet kataru.
Prości ludzie potrafią kochać w prosty sposób. Używają do tego mięśnia zwanego sercem
Perspektywę, która zmienia wszystko, można uzyskać po odpowiednim zmieszaniu składników: wódka, kropelka środka do usypiania koni, papieros.
Człowiek robi to, co musi, i to, co może, a następnie tworzy skomplikowaną opowieść na dowód tego, że "zrobił tylko to, co powinien". Wtedy można już uczciwie powiedzieć sobie i światu "Zrobiłam to dla ciebie".
W kiosku Panna Jadzia, lat trzydzieści trzy ( a więc gotowa przyjąć swe przeznaczenie), zajmowała się przekłuwaniem kondomów na polecenie Księdza Proboszcza, który swoje kupował w Gie. Na własne potrzeby Jadzia kondomy odkładała bez przekłuwania, a kit wciskała tylko wrogom.
Na honorowym miejscu stały puste butelki. Trzy po piwie. Jedna po wódce. Czyli butelki po koktajlu Sobotni Wieczór. Koktajl działał dłużej niż samo piwo lub sama wódka i nadawał się do picia wieczorem przed dniem wolnym. Żeby rano być jeszcze na rauszu i zaprawić się jednym piwem. Taki koktajl prolongatum. Dla oszczędnych.
Skamieniało jej serce, ale nie mogła o tym wiedzieć. Nikt z własnej woli nie zagląda sobie w serce.
Prezes tworzy potwory o gołębich sercach i nerwach pokrytych miodem. Tyle, że nie daje im możliwości uśmiechnąć się do świata. I normalnych ludzi o sercach mrocznych jak samo piekło. I tak samo zimnych. Którzy mają piękny uśmiech i piękne słówka. Prawdziwe potwory wyglądają jak ludzie.
Stachu Frankensztajnowicz umiał mówić, ale nie chciał. Nie miał nic do powiedzenia. Umiał też kochać, o czym wkrótce się przekonamy.
Serca potworów, guzik o nich wiemy. A na dodatek nic nas to nie obchodzi.
Ten konkretny potwór o sercu niewinnego dziecięcia zapłacił rachunki swoje i nie swoje. Przyjął na siebie winę i odkupił ją własną krwią. Wziął na siebie tyle, że prawdziwe potwory przebrane za ludzi mogły spać spokojnie.
Dostać w gębę albo dać się pomacać to nie jest wygórowana cena za wolność. I za bycie stworzeniem bożym. Ludzie ginęli za ten przywilej. Z tego punktu widzenia Dziunia powinna być szczęśliwa, gdyby łaskawie zauważyła, że powinna być szczęśliwa.
Serce mnie łaskocze - wymamrotała - Szaro mi.
Układ nerwowy Dziuni produkował impulsy, wobec których była bezradna. Najsilniejszy z tych impulsów nazywał się Wstać i Wyjść. Po prostu.
No cóż, (...) dowiedziała się czegoś o facetach: im więcej dla nich robisz, tym mniej im na tobie zależy. Im - tym. Pożyteczna rzecz, wiedzieć coś takiego.
Potrzebowała Buni, a ona zniknęła.
Jak zwykle, kiedy kogoś potrzebujesz. Fiku miku i nie ma. Przyjaciel wyparował. Jak ta Bunia. A na świecie tyle do zrobienia, bałagan, aż strach sprzątać.
Po swojemu to ty możesz dłubać w nosie. A inne rzeczy rób tak jak ci każą
Słowo "porąbana" podobało jej się. Nie bez zdziwienia poczuła, że jest jej bliskie.
Usłyszy je jeszcze nie raz, nie dwa. Wtedy. Później. Zawsze.
Jeżeli chodzi o mężczyzn, to poza pieprzeniem miewają jeszcze inne pasje.
Panował bowiem nakaz wyglądania ekstra. Albo - jeśli nawet nie ekstra - to jakoś nieprzeciętnie. Tymczasem Dziunia nie wyglądała wcale. Taka przeciętna dziunia, że aż biła po oczach swoim wyglądem, a raczej jego brakiem. Jakby chciała wszystkich obrazić. Bo wszyscy inni byli jednak bardzo nieprzeciętni. Bardzo się o to starali. I nieźle im szło. Ale tylko do chwili kiedy otwierali usta żeby coś powiedzieć.
Nieświadomi ludzie tym się właśnie szczycą: wywołują nieopisany ferment niechcący. Jak krowa machająca ogonem. Jak cegła spadająca na głowę. Jak nieuważna Annuszka, co rozlała olej na tory tramwajowe. Nieświadomi ludzie są narzędziem przeznaczenia. Łatwi w użyciu, bo ślepi na konsekwencje.
Tata pucował syrenkę, aby nadać jej szlachetny połysk. W odcieniu kości słoniowej, exclusive.
Są tacy ludzie, którzy woleliby zniknąć na amen, a nie mogą. Dziunia należała do tej grupy, która nawet po zniknięciu sprawia problem.
Kiedy się dużo czyta, a na dodatek wszystko jak leci, trudno czuć jakieś zaskoczenie albo coś w tym rodzaju.