cytaty z książek autora "Jacek Dehnel"
Powtarzanie rzeczy pięknych i mądrych jest piękne i mądre samo w sobie i należy do takich samych cnót, jak karmienie głodnych, opiekowanie się zwierzętami, podlewanie roślin i udzielanie jałmużny".
Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było, i nigdy tak nie będzie, żeby jakoś nie było
Czy może przeżył wojnę? Pewnie nie, tak dobrzy ludzie rzadko kiedy mają tyle tupetu, żeby przeżyć.
Och, z jaką odrazą patrzymy na swoich rodziców, kiedy zmieniają się w wyleniałe, niesyte bestie, popsute mechanizmy, cieknące naczynia.
Ach, z jakim niezrozumieniem patrzymy na nasze dzieci, kiedy widzą w nas wyleniałe, niesyte bestie, popsute mechanizmy, cieknące naczynia.
Człowiek tęskni tylko do tego, co przeczuwa, lub zna choćby ze słyszenia. Pojęcia nieznane nie bolą.
...do niczego między nimi nie doszło, ale dochodziło przecież znacznie głębiej niż w gwałtownych zetknięciach się naskórków
Lubię moją kanapę, mojego laptopa, moje książki i moje płyty. I tym bardziej cenię ofiarę tych moich krewnych, którzy narażali, a czasem i tracili, życie w kanałach Warszawy, w katowniach gestapo, w Katyniu, na zesłaniach, żebyśmy mieli normalny kraj, z książkami i kanapą.
Ale mierzi mnie, kiedy ktoś się stroi w ich piórka, nie ponosząc żadnej ofiary, kiedy przypina sobie ordery podprowadzone z cudzych trumien.
Bogowie bowiem dręczą śmiertelnych, ukazując im prawdę jedynie wtedy, gdy maja pewność, że nie zostanie przez nich pojęta.
Pisarze to podsłuchiwacze i podglądacze, w ogóle - świnie: uszu nadstawiają, zaglądają, gdzie nie trzeba, przetrząsają cudze szuflady i twarde dyski - wszystko po to, żeby dowiedzieć się, co człowiek ma w środku. Bo to, co człowiek ma w środku, jest głównym tematem literatury.
Motto: " Powiedz mi, kto wymyślił ojca, i pokaż mi gałąź, na której go powiesili" R.M
A jednak nadszedł ten moment, kiedy zaczęli współodczuwać, kiedy niezależnie od siebie dochodzili do tej samej myśli, wypowiadali to samo zdanie, wpadali na ten sam pomysł; to, co było szczęściem czy radością jednego teraz stało się radością obojga; niepostrzeżenie, niemalże nieświadomi zachodzących zmian, stali się wspólni. Nie chodziło już tyko o spędzony razem czas, o ciągnące się godzinami rozmowy (dotyczące niekiedy spraw, z których nie zwierzaliby się nikomu innemu), ale o to, że widzieli świat w dwóch częściach: "my" i "reszta
Wielkie apetyty i mizerna wola, oto z czego nas uszyto.
...jesień zawisła nad Krakowem, wilgotna, ciemna, jak przywiana z Kongresówki.
Wielokrotnie widzieliśmy w historii, jak zgodnie z czyimiś potrzebami najszlachetniejsze nawet z pozoru religie przybierały formy krwawe, ohydne, zbrodnicze. Dotyczy to i chrześcijaństwa, i islamu, i buddyzmu, nikt tu czystych rączek nie ma.
Często słyszę, że literaturoznawstwo jest nauką zupełnie nieprzydatną: na cóż grzebać się w starych manuskryptach, w pożółkłych książkach, skoro prawdziwe życie jest gdzie indziej, poza książką, buzuje w polityce, w necie, w bieżących wydarzeniach.
Cóż, skoro klucze interpretacyjne do niego leżą właśnie w książkach.
(...) ludzie udają, że nie lubią matematyki, ludzie opowiadają z chęcią o swoich absolutnie nieznośnych nauczycielach matematyki w szkole podstawowej i średniej, opowiadają o mękach na lekcjach matematyki, o mękach podczas wkuwania tabliczki mnożenia, o mękach algebry, stereometrii, o mękach potęgowania i ułamków, ale w gruncie rzeczy uwielbiają liczyć, nawet jeśli popełniają błędy, nawet jeśli mylą kolumny w słupkach, nawet jeśli zapomnieli wzór na pole koła, przepadają za liczeniem i przeliczaniem, chcieliby mieć wszystko należycie opisane, zaznaczone na wykresie, zważone i zmierzone; jeśli mają dostać dar, chcieliby wiedzieć, ile jest wart, niekoniecznie w brzęczącej monecie, ale w jakichś jednostkach.
A co to jest osiemdziesiąt jeden lat dla młodej kobiety?- powiedziałaby sentencjonalnie babcia.
Czytelnik recenzji staje przed takim samym wyborem jak wtedy, kiedy kupuje warzywa czy wędliny - patrzy, kto jest uczciwy i wystawia dobry towar, a kto kantuje.
Tak to już jest (...) że i zbrodnie mają swój styl. Ludzie przebiegli mordują przebiegle, okrutni- okrutnie, a praktyczni-praktycznie. Tym, co jest pod ręką.
Im słabsze są nowe świętości, tym bezwzględniej trzeba ich bronić.
Twarz w typie: pirania to nie gatunek, pirania to powołanie.
Być przez całe życie niekochaną - to jeszcze trudniej niż być przez całe życie niekochanym.
Pewien efeski kupiec dowiedział się od wróżki, że czeka go rychły zgon. Mając się za człowieka sprytnego, postanowił okpić śmierć i uciec do innego miasta, zanim ona się pofatyguje do Efezu. Spakował kilka najpotrzebniejszych rzeczy i, coraz mocniej zacinając muła, popędził w kierunku Smyrny. A tam, na głównym rynku, stała śmierć. - Nareszcie-powiedziała.-Myślałam już, że się spóźnisz.
Waldorff kiedyś stracił na wiele lat pracę w "Przekroju", bo napisał, że z dzieciństwa pamięta pastuszków grających na fujarce, ale odkąd wszyscy pastuszkowie poszli w ministry, nie ma komu grać na polskiej wsi.
Milczeli na czarno, jakby słów jeszcze nie wymyślono.
(...) każda z opowieści ma swojego ulubionego słuchacza, a każdy słuchacz-opowieść
Kiedyś, wyobraźcie sobie, babcia, a miała już wtedy dziewięćdziesiątkę... no i wróciła. Z trwałą ondulacją. "Mam ponad dziewięćdziesiąt lat - powiedziała - i głupio byłoby umrzeć, nie mając ani razu trwałej ondulacji".
Pewnego popołudnia, kiedy gotowałam obiad, spytałam:
– Mógłby Pan mi podać sól, która stoi na kredensie za Pana plecami?
– Podałbym ją Pani bezzwłocznie, ale na kolanach usiadła mi kotka, a przecież nie mogę jej spędzić, bo by się na mnie śmiertelnie obraziła.
Patrzyłem na niego w kołysce i kiedy zaczynał chodzić. Gdzie ty się pchasz - mówiłem mu cicho albo powtarzałem sobie w głowie - gdzie ty się pchasz, głuptasku? Naprawdę chcesz się wpakować w to bagno, w ten kierat, w którym ojciec zatruwa syna, syn - wnuka, wnuk - prawnuka, a każdy na inny, bardziej wymyślny sposób; czy naprawdę chcesz przedłużać tę linię cierpienia?
[…] Jestem przeciwnikiem kary śmierci, ciągnąłem, ale za opisy tego, co dzieło komuś dało, rozstrzeliwałbym na miejscu, nad, że tak powiem, dymiącym jeszcze piórem czy długopisem, rozstrzeliwałbym, darłbym pasy, ćwiartował i rozrywał końmi za wszystkie te: Co wnosi w nasze życie wspaniała, rozwibrowana plama barwna van Gogha? Czym ubogaca naszą egzystencję misterium światła u de La Toura? Co mówi nam o świecie subtelna idylliczność płócien Renoira? Nic nam nie mówi o świecie żadne z płócien Renoira, to po pierwsze, płótna Renoira stanowią obrazę dla świata, a jedyne, co nam mówią, to że ludzie kompletnie pozbawieni gustu i zdolności widzenia też czasem coś lepią sobie w głowie i przelewają, czy raczej wypluwają to na płótno, po czym ludzie równie pozbawieni gustu i zdolności widzenia jak oni będą się upierali, że tak właśnie wygląda świat, jak mieszanina truskawkowego lukru ze zlewkami z fabryki farb i bezładnie porozrzucanymi kawałkami słoniny, mniejsza jednak o Renoira, zostawmy go na boku, otóż to, co van Gogh i de La Tour robią z nami, jest nieopisane.