cytaty z książek autora "Jolanta Stefko"
Przyśniło mi się, że mnie nie ma
i było mi z tym dobrze.
Wstać wcześnie rano, kiedy za oknem szaro, zimno i
mgła, pojechać bardziej donikąd niż dokądś,
bardziej nie być niż być,
nie zranić świata (Pomysł na jeden dzień).
Nie istnieje rzetelna czysta informacja czyli jedna prawda, jest tylko wiele kłamstw.
JA WYBRAŁEM JĄ, ALE ONA MIAŁA PRAWO MNIE NIE WYBRAĆ I MUSZĘ POGODZIĆ SIĘ Z TYM. MUSZĘ Z TYM ŻYĆ - dalej, długo.
Zdziwił się - jak bardzo może boleć brak kogoś, nieobecność, nieistnienie (mój tata nie istnieje) (cokolwiek to znaczyło, czyniło go niemal kaleką, kimś gorszym)
(zaciskająca się pętla) (gwałtowny rozpaczliwy żal)
*
Odsunął się od wszystkich.
Chociaż czasem myślę, że dzięki jego śmierci ja żyję. Bo zobaczyłem na jego przykładzie, co to właściwie jest samobójstwo - ostateczne świadectwo, że świat jest całkowicie zły, że nie da się tu żyć, a więc i ten, kto go stworzył, jest zły. Bóg jest zły, ponieważ stworzył zły świat. A świat jest zły, skoro nie da się tu żyć.
Wiedzieć o czymś, że to niemożliwe, a przestać tego pragnąć to dwie różne sprawy.
Bliskość fizyczna to wyłącznie bliskość fizyczna, nic więcej, żadnej więzi psychicznej, Ewy nawet nie lubił, to ona do niego się kleiła. Myślał złośliwie, ironicznie: "Miłość jest głosen doskonałego dystansu wobec tego, co umiłowane. Zawiera więc doświadczenie separacji nieznośnej i potrzebę zniszczenia siebie, jej, całego świata". Był pewien, że Kołakowski wybaczyłby mu te poprawione cytaty.
W ogóle się nie uśmiechała. Nie, nigdy się na nic nie skarżyła, i może to było najgorsze. Ponieważ ktoś, kto się skarży, potrafi nad sobą płakać, ma jeszcze nadzieję, że coś w jego życiu może się zmienić na lepsze. A ona nie miała żadnej nadziei.
Jego życie było owrzodzoną raną, którą wciąż rozdrapywał.
Przede wszystkim nie poddawać się. Nigdy nie poddawać się, przenigdy. Zawsze jest jakieś wyjście. To wyjście jest zawsze.
Bez nadziei, ale też i bez rozpaczy.
Bez miłości, ale też i bez nienawiści.
Bez żaru, ale też i bez żalu.
Nie, to nie jest obojętność, lecz po prostu spokój. Lodowaty wieczny spokój. Już niebawem.
Miłość, tak naprawdę, pojawia się dopiero z czasem. Jest wynikiem bardzo długiego i mozolnego procesu poznawania się, dopasowania, wymaga wielu kompromisów. Trzeba w nią włożyć ogromny wysiłek, by okazała się trwała. A tobie wydaje się, że wystarczy na kogoś raz spojrzeć - w twoim przypadku raz usłyszeć jego głos - i już go kochasz, on kocha ciebie; i potem żyli długo i szczęśliwie.
Rozkosz rozum odbiera nie mniej, niż to robi smutek.
To żałosne mieć do kogoś pretensje, że cię nie kocha.