cytaty z książek autora "Therese Bohman"
(...) może potrzeba posiadania i rozwiązywania problemów jest wartością stałą: jeśli nie ma się żadnych, to się je tworzy.
Prawie nic nie jest szczere - myślę. - Jeśli szukasz szczerości, przygotuj się na to, że będziesz sam.
Wytwarzanie bliskości należało do wielkich tajemnic człowieka - a przy tym była to taka piękna tajemnica , taka pierwotna, taka rozedrgana i intymna: cicha zgoda na to, że obok siebie leży dwoje ludzi tak bardzo autentycznych wobec siebie jak to tylko możliwe.
Jak to się mów, nie każdy mężczyzna, który potrafi zbudować dom, odbuduje ruinę.
Gotuje się we na myśl, że nikt mnie nie uratuje, nie mam nikogo oprócz siebie i nigdy nie miałam. Od takiego poczucia człowiek robi się silny, o ile nie zwariuje. Albo nie zgorzknieje.
to, co odróżnia silne uczucie nowej przyjaźni od uczucia zakochania, bywa jedynie językową formalnością. A uczucia nie przejmują się językiem.
Jeśli rozumie się ludzi, wszyscy stają się interesujący.
(...)życie wcale nie jest takie długie, jak się wydaje. Zatroszcz się o nie.
Zniszczyli wszystko, co miało znaczenie. Spustoszyli wszystko, co istniało wcześniej i nadal trwało, niczym się nie przejmując, a najgorsze, że można było tak zrobić. Najgorsze było to, że wszyscy tak szybko przyzwyczaili się do nowego, że niebawem uznali, że najlepiej jest tak, jak jest teraz.
Lubiłem też myśleć o tym, jak wyglądamy razem, byliśmy piękną parą. W pewnym stopniu zawsze próbowałem zainscenizować życie. Może to i powierzchowne, ale niewinne. To sposób na to, by nie przestawać się bawić.
S. 121.
Wieczorami czuję się samotna - zaczyna się o zmierzchu. Moje serce nachyla się w stronę horyzontu niczym pusta miska. Wypełnij mnie - myślę - wypełnij mnie czymkolwiek.
Jako feministka jestem porażką. Niespecjalnie umiem też być zupełnie zwyczajną kobietą, jestem na to zbyt mądra.
Ludzie tak żyją: dokonują jakiegoś wyboru i się go trzymają, niezależnie od tego, czy dotyczy to studiów, pracy lub partnera. Ja nigdy tak nie potrafiłam. Uważam, że moje nastawienie do życia jest bezkompromisowe, co potwornie je komplikuje, ale nie umiem inaczej.
Moralność jest dla takich jak wy, dla ludzi, których na to stać.
Jeżeli nic się nie dzieje, należy zadbać o to, żeby się działo.
Codziennie znikają cale światy. Cale systemy wspomnień i relacji ulegają zagładzie, a potem wszystko po prostu toczy się dalej. Niebawem Gunnar zostanie zapomniany nawet tutaj, w miejscu, któremu oddał całe swoje życie, które pod wieloma względami stworzył. Jego autorzy się zestarzeli, jego seria stała się niemodna, w korytarzach rozmawiano o nim jak o starym mężczyźnie z wątpliwą postawą wobec kobiet, jego gabinet został opróżniony, zniknęły wszystkie książki i obrazy, zielona lampa stołowa i bałagan na stoliku - teraz siedział tam kierownik nowego działu audiobooków. Całe życie skutecznie wysprzątane, ponieważ czasy się zmieniły, a wszyscy postanowili zmienić się wraz z nimi.
S. 96.
Mamy wspólną tajemnicę - myślę - tajemnica daje kredyt zaufania, a takie kredyty są ważne, mocno wiążą ze sobą ludzi.
Ta wina jest jak więź - myślę. - Wymieniliśmy się winą, jak inni wymieniają się obrączkami. Teraz nosimy ją wspólnie, tajemnicę wiarołomstwa.
Kim byłam bez niego? Teraz byłam tylko sobą.
s.85.
Ta groteskowa niesprawiedliwość zmuszała kobiety do bycia niezwykle zdyscyplinowanymi szefami projektu życie, by na własną rękę kierowały nim we właściwym kierunku. Kobiety, którym się nie uda, traktuje się jako biologicznie przegrane. Z kolei mężczyznom wolno robić to, na co mają ochotę, za nic nie brać odpowiedzialności, a później i tak pewnego pięknego dnia stać się głową przykładnej rodziny.
Nikt, naprawdę nikt, nie jest niezastąpiony, to przygnębiająca myśl. Miejsce pracy jest jak fragment przyrody sterowany prawami ewolucji: kiedy jeden gatunek wymiera, a cały system zostaje zachwiany, maszyneria rusza pełną parą, by zabezpieczyć przetrwanie całej reszty, a po niedługim czasie powstaje nowy system, nowa równowaga. Jedynym celem przyrody jest przetrwanie, tak samo jak w kapitalizmie: przedsiębiorstwo jest samoregenerującym się zwierzęciem, rozgwiazdą, której wyrasta nowe ramię, jeśli potrzeba nowego ramienia.
s. 74.
Z drugiej strony historia pełna jest ślepych uliczek. Twórczości artystów, którzy nigdy do końca nie rozwinęli skrzydeł - dotyczy to głównie kobiet - z błahych powodów, jak konieczność zajęcia się dziećmi i życiem rodzinnym. Albo działali poza społeczno-kulturalnymi kręgami danych czasów. Nie należeli do bohemy, nie mieli uczniów ani następców.
Ludzie lubią traktować romantyczną miłość jako punkt kulminacyjny życia. Sam kiedyś tak myślałem. Tak przedstawiały to czytane przeze mnie książki. Ale niewiele z najbardziej pamiętnych momentów mojego życia rozegrało się w jej ramach, niewiele prawdziwych spotkań z drugim człowiekiem.
Potrzeba posiadania i rozwiązywania problemów jest wartością stałą: jeśli nie ma się żadnych, to je się tworzy.
Z drugiej strony chciałem powiedzieć ci, jakie to dziwne, gdy człowiek definiuje się ze względu na swoje zajęcie, że zużywa tyle czasu i energii na pracę, a ta i tak ostatecznie okazuje się mało ważna.
S. 166.
Nie da się żyć według jakiejś teorii.
To brak szacunku wobec życia.
Jak opłakuje się taką relację? Relację, która była prawdziwsza niż jakakolwiek inna, jaką miałam, ale która nigdy nie zaistniała w rzeczywistości, nigdy nie została określona słowem oznaczającym to, czym naprawdę była. Z nikim nie mogłam dzielić tego smutku, ponieważ ci, którzy także go opłakiwali, nie wiedzieli, że ja opłakuję tak samo jak oni, i nie powinni o tym wiedzieć.
Spacery wprawiają mnie w niemal bezcielesny stan, jestem tylko ja i miasto, i zapach jesieni, muzyka i mój własny strumień świadomości, który jak sejsmograf reaguje na każdy cień, zapach, na każdy nastrój.
Nie chciałem być kimś, kto przez całe życie nieustannie doświadcza jakiegoś braku i ma wrażenie, że powinien być inny. W mojej głowie rozchodziły się echem słowa Rilkego, które właśnie przeczytałem: „Musisz zmienić swoje życie". Uznałem, że zwraca się wprost do mnie i najlepiej, żebym go posłuchał.
S. 126.
W pewnej książce przeczytałem: Świat jest ogniem, stań się ogniem, a będziesz miał w świecie dom". Uznałem, że to idealna fraza, młodzieńczo drastyczna i romantyczna. Jednocześnie wiedziałem, że tak naprawdę nie jestem kimś, kto płonie, przynajmniej nie tak jak niektórzy Wolałem stać z boku i przyglądać się ich płomieniom, czasem podejść bliżej, żeby ogrzać dłonie.
S. 120.