The hidden hand of the market will never work without a hidden fist.
Urodziliśmy się w tej epoce i musimy dzielnie iść do końca drogą nam przeznaczoną. Nie ma innego wyboru.
Jeden kraj może popierać sprawę innego, ale nigdy nie zrobi tego równie poważnie jak sprawę własną. Odpowiednie siły zostaną wysłane z pomocą, ale jeśli sprawy pójdą źle, operacja zostanie spisana na straty i pojawi się próba wycofania się z najmniejszym możliwym kosztem.
Chodzi o to, że w tej chwili Ukraina płaci za rosyjskie ambicje imperialne i jeśli Rosja się odbuduje, to zapłacimy my, a Francuzi, Niemcy raczej nie zapłacą.
(...) wykorzystanie asymetrii jest kluczem do najlepszej strategii (...).
Lepszego państwa na razie jednak nie mamy, i oby tego obecnego nam nie zabrakło. Uczucie do ojczyzny może kosztować bardzo dużo rozczarowań, to prawda. Ale ostatecznie jesteśmy ludźmi stąd, wyrosłymi z tego miejsca na świecie. I tego się trzymamy! To w końcu ma być "najlepsze miejsce na świecie".
Ty może nie chcesz wojny, ale wojna może chcieć ciebie.
Przecież Polska należy do społeczeństwa, czyli do nas wszystkich, a nie do polityków, jak byłoby w ustroju feudalnym i patrymonialnym. Politycy winni być zaledwie naszymi przedstawicielami, reprezentantami naszych interesów, a nie – jak chcą się widzieć – demiurgami o nieograniczonej sprawczości, co jest widoczną wadą polskiej kultury politycznej.
Gdyby politycy podlegali (...) kontroli, skupialiby się na dbaniu o sprawy ważne dla społeczeństwa, o jego produktywność i osiąganie wysokiej marży pochodzącej z kapitału i z pracy obywateli, a nie na toczeniu walk frakcyjnych o „przydział” środków publicznych. To on właśnie nadaje polskiej polityce charakter quasi-feudalny.
Znamy sławną zasadę leninowskiego „kto kogo?" i wiemy, jak zgodnie z nią, a poza moralnością, funkcjonuje zjawisko społeczne nazywane polityką.
Później słyszałem od polityków i ludzi z ich zaplecza: „To nie społeczeństwo będzie decydowało o zakupach uzbrojenia...”. Taki sposób działania świadczy o bucie ludzi, którzy zostali wybrani po to, by podejmować decyzje, ale suwerenem pozostaje chyba jednak społeczeństwo, prawda? Politycy są zaledwie „kurierami przesyłek” biegającymi na liniach przesyłowych sił strukturalnych, a nie demiurgami tworzącymi własne uniwersum.
W dodatku reforma wojskowości nie sprowadza się bynajmniej do zakupu sprzętu, to właściwie jej poślednia część. Coraz trudniej znoszę fakt, że ważne problemy, zwłaszcza takie jak kluczowa reforma wojskowości Rzeczypospolitej w obliczu trwającej wielkiej rywalizacji i wojny w Eurazji, rozwiązuje się masowymi zakupami i wydawaniem pieniędzy szerokim gestem. Jak można myśleć, że na tym polega reforma i że to nam wystarczy?! A jednak takimi właśnie torami biegnie pokrętna logika polskich elit politycznych.
Najwyraźniej zapomnieli, że w polityce powinno chodzić o sprawy większe: o ojczyznę, o bezpieczeństwo, o reformę wojskowości, o wielką spuściznę Rzeczypospolitej, o dobro wspólne, o kulturę strategiczną. Zapominanie o tym to po prostu dramat, nie tylko nieodpowiedzialność.
Bo Ukraina musi nie tylko wygrać wojnę, ale i pokój. Czyli musi być państwem, w którym bez obaw będą mogły działać banki oraz inwestorzy, państwem bez oligarchii, bandyterki i zamrożonych konfliktów.
Bo wojny nie toczą parametry sprzętu, lecz żołnierz na polu walki. I ten żołnierz widział te rosyjskie kolumny pancerne, widział, że Zełenski nie uciekł, więc strzelał z tych javelinów i… kurde, Heniu, no patrz, płoną, Ruscy płoną! Dawaj następny!... ...To właśnie buduje morale.
Amerykanie wygrali obie ostatnie wojny światowe nie dlatego, że wchodzili do wojny pierwsi albo ponosili największe jej ofiary. Ich prymat po wojnie światowej był wynikiem tego, że wchodzili do tej wojny jako ostatni i ponosili małe straty. Nie inaczej było z poprzednim hegemonem - brytyjskim. Opłacał wszystkich na kontynencie europejskim tak długo, jak się udało, bez angażowania własnego wojska, i stale manipulował sojuszami między państwami europejskimi, by Albion miał komfort wchodzenia do większej kinetycznej wojny na końcu i tylko w sprzyjającej dla siebie okolicznościach.
Polityka jest zaiste zjawiskiem dynamicznym, a nie statycznym. Zawody nigdy się nie kończą.
Wdzięczność nie jest walutą w sprawach międzynarodowych - nigdy za mało powtarzania tej prawdy.
W końcu grudnia 2020 roku oba pociągi znajdują się na tym samym torze, na kursie kolizyjnym, i przyśpieszają.
Na koniec gorzka uwaga. O ile nie należy liczyć na wartości w stosunkach międzynarodowych, choć tyle się o nich bez przerwy prawi, o tyle wewnątrz państwa, w kontekście powinności wobec wspólnoty tym państwem objętej, wartości jako zasady funkcjonowania są niezmiernie istotne. Inaczej społeczeństwo nie ufa i nie wierzy państwu.
Istnieją dwa żywotne cele Polski, ściśle związane z wizją niepodległego państwa polskiego. Są nimi:
1) utrzymywanie Rosji (w każdym jej imperialnym przejawie) poza europejskim systemem gry o równowagę, oraz
2) zmiana peryferyjnego statusu naszego systemu społeczno-gospodarczego wobec najważniejszych gospodarek świata.
Wszystkie działania rządu, wszelkie decyzje polityczne i geostrategiczne powinny być podporządkowane tym dwóm żywotnym celom, są bowiem tylko narzędziem ich osiągania.
Zatem musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: co jest punktem ciężkości Rosji, który trzeba pokonać/zdobyć/złamać?
Punktem ciężkości jest po prostu pokonanie wojska rosyjskiego, również na poziomie demonstracji zdolności.
Nie chodzi przy tym o ogólnie zakreśloną perspektywę konfliktu z Rosją, ale o doprecyzowanie konkretnego, namacalnego celu, czy raczej celów - co wojna miałaby przynieść, żeby móc uznać, że ją wygraliśmy.
Gdyby mogli, nie pogardziliby także obróceniem Rosji przeciw Chinom - w każdym jej przejawie ustrojowym.
Chiny jeszcze długo nie będą stanowić bezpośredniego zagrożenia dla Polski. To duża różnica między interesami Polski i USA.
Po czwarte: w interesie Rzeczypospolitej jest upadek Rosji, a celem Stanów Zjednoczonych jest jedynie jej osłabienie oraz pogłębienie gotowości Rosji do "obrotowości", przy jednoczesnej akceptacji prymatu Stanów Zjednoczonych w systemie międzynarodowym, na przykład przez nowego prezydenta - Nawalnego. Taka relacja USA z Rosją może wzmocnić tę ostatnią, a to nie jest w interesie Rzeczypospolitej.
Specjalnie napisałem ten tekst dopiero teraz, Polacy zbyt mało bowiem wiedzą o nieustannych ciągotach Zachodu do współpracy z Rosją w każdym jej (Rosji) wydaniu - oczywiście kosztem interesów Polski i państw naszego regionu. Dlatego idealizują Amerykę, Zachód i siebie samych w świecie, jako przedmurze broniące świat zachodni przed Rosją (względnie Związkiem Sowieckim).
Tymczasem co jakiś czas (gdy Rosja jest potrzebna na zmianę Niemcom, Francuzom, Anglikom czy Amerykanom) rosyjska literatura, balet i opera, wódka, kozackie tańce i rosyjska muzyka czy bohaterstwo prostego rosyjskiego żołnierza stają się przedmiotem uwielbienia społeczeństw Zachodu, których emocje są umiejętnie podsycane przez rządzących nimi polityków, kierujących się własnymi interesami.
Nie możemy liczyć na mocarstwa, bo one w grze o równoważenie nie potrzebują wzmacniania naszego statusu. Czas pozbyć się złudzeń.
Podobnie jak z wielką sztuką w trakcie jej tworzenia, narody bardzo często nie mają pojęcia, że właśnie dokonują radykalnej transformacji pola walki. W obliczu jego wyzwań każdego dnia myślą tylko o tym, jak rozwiązać następny wyłaniający się problem i jaki kolejny krok poczynić. W ten sposób, nie zdając sobie z tego sprawy, wymyślają i opanowują nowy sposób prowadzenia wojny, który przetrwa dekady.