Urodzony w 1968 w Liebenau (Dolna Saksonia) w rodzinie rzemieślniczej, w wiosce liczącej zaledwie trzydziestu mieszkańców, już za swój pierwszy thriller otrzymał najstarszą i zarazem najbardziej prestiżową niemiecką nagrodę. Zanim wydał pierwszą książkę, która przyniosła mu międzynarodową sławę i finansową niezależność, imał się różnych zawodów – był między innymi zawodowym żołnierzem, nauczycielem wychowania fizycznego, agentem ubezpieczeniowym i taksówkarzem. Napisał sześć książek, z których wszystkie miesiącami gościły na listach bestsellerów w Niemczech i na świecie. Winkelmann mieszka z żoną i córką niedaleko Bremy.
7,5/10średnia ocena książek autora
262 przeczytało książki autora
338 chce przeczytać książki autora
7fanów autora
Zostań fanem autora
Sprawdź, czy Twoi znajomi też czytają książki autora - dołącz do nas
Andreasa Winkelmanna wypatrzyłem kiedyś,dość przypadkowo zresztą, na FB.Ktoś wstawił zdjęcie z książką z zapytaniem o opinie. Komentarzy nie było. Książkę udało mi się kupić,notabene również dość przypadkowo, od kobitki która pracuje trzy ulice dalej od miejsca gdzie ja akurat tyram w pocie czoła.
Otóż bliżej nieznany nikomu Andreas Winkelmann okazał się całkiem niezłym rzemieślnikiem i jak na debiut wyszło mu naprawdę bardzo przyzwoicie. Pewnie, są pewne niedociągnięcia i braki warsztatowe, czasami widać jeszcze pewną nieporadność i brak doświadczenia, ale nie umniejsza to faktu,że " Ślepy instynkt " to naprawdę ciekawa i zajmująca książka, z fajnym klimatem i mocnym, dość nieoczekiwanym zakończeniem.Szczerze mówiąc były momenty , że ciarki przechodziły mi po plecach,a raczej nie jestem strachliwy.
Tak sobie myślę, że jak gość już trochę okrzepnie i nie uderzy mu sodówka do łepetyny, to będzie sporym zagrożeniem dla uznanych już miglanców parających się trudną sztuką pisania kryminałów. Amen.Polecam!
Życie potrafi jednak człowieka zaskakiwać. Ta książka przeleżała zapomniana gdzieś na półce, nawet nie wiedziałem, że kiedyś ją kupiłem w sieci nieistniejących już księgarni.
Autora nie znałem, raczej po prostu nic innego do czytania nie rzuciło mi się w oczy.
Zaskoczenie i to wysoce przyjemne. Czyta się to dobrze, brak dłużyzn, niepotrzebnych wstawek. Wreszcie nie ma bohatera-gliniarza, który nie ma czasu na prysznic, je tylko mrożoną pizzę i stare parówki, rzadki śpi, a jeśli już – dręczą go koszmary i traumy. No i pije. Dużo pije.
Niedostatków jest nader mało – motywy porywacza, dobór ofiar, pewne kwestie troszeczkę zostały spłycone.
Szkoda jedynie, że więcej książek tego Autora nie zostało przetłumaczonych. Jeśli jednak ktoś włada biegle językiem Goethego – naprawdę polecam.